Dodaj do ulubionych

150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce.

02.04.14, 15:33
Wojewoda poznański Stefan Garczyński wołał dramatycznie w 1742 r., że w całym świecie nie ma kraju, w którym ucisk chłopów byłby cięższy niż w Polsce. Czy tak było faktycznie?
Zamiłowanie do wolności ma być jedną z najważniejszych cech Polaków. Oto Rzeczpospolita, jako jeden z nielicznych krajów europejskich, cieszyła się ustrojem demokracji szlacheckiej, w której obywatele nie jęczeli pod jarzmem absolutyzmu. Uważamy się za potomków szlachty, a szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Lata niewoli narodowej przyniosły łańcuch powstań i spisków, pokazujących polskie niezłomne pragnienie wolności, droższej nad życie.
Ten mit wolnościowy stał się ważnym składnikiem naszej nowoczesnej tożsamości narodowej. Utrwala go kultura. Na pierwszym planie filmu „Pan Tadeusz” Andrzeja Wajdy bryka niesforna, lecz w sumie dzielna szlachta, a w tle przesuwają się gromady poczciwych chłopów. Czy to w „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana, czy w „Zemście” tegoż Wajdy, lud służy za blade tło dramatu rozgrywanego przez szlachtę.
W ten sposób z naszej świadomości historycznej znikają dzieje wyzwolenia z niewoli poddaństwa, zwieńczone w XIX w. uwłaszczeniem chłopów. W Wielkopolsce w 1823 r., w Galicji w 1848 r. i w Kongresówce w 1864 r. Czas wyzwolenia, przełomowy dla 70 proc. polskiej populacji, całkowicie jest przytłoczony powstaniami 1794, 1830, 1848 i 1863 r. Czyżby miłujących wolność Polaków niewola chłopów, a więc ich przodków, nic a nic nie obchodziła?
Przez 45 lat PRL wbijano do głów, że „dola chłopa była ciężka” i próbowano obalić obowiązujący w polskim myśleniu schemat, dowodząc powszechnego wyzysku i ucisku chłopów przez szlachtę. Polacy w to nie uwierzyli, bo dobrym obyczajem w tych czasach było komunistom nie wierzyć. Tymczasem kiedy weźmiemy do ręki książki historyków polskich sprzed II wojny światowej, nawet tych bardziej konserwatywnych – Michała Bobrzyńskiego, Władysława Konopczyńskiego, Wacława Szujskiego – znajdziemy tam jednomyślne potępienie poddaństwa jako niegodziwej i anachronicznej formy ustrojowej i gospodarczej. Konopczyński (1936 r.) powiadał więc, że chłop był w Polsce „przytępiony i przykuty do zagonu”, że przed rozbiorami „9/10 narodu czuło się obco i źle w rodzimym kraju i stan ten utrwalił się dzięki temu, że klasa uprzywilejowana była dość liczna, aby całą resztę przez parę wieków trzymać w garści i wyzyskiwać. Cokolwiek się mówi o demokratyzmie dawnej szlachty, dla państwa lepiej byłoby mieć arystokrację mniej liczną i pozbyć się jej w drodze wewnętrznej rewolucji niż czekać pod rządem owych dwustu tysięcy, aż warstwa rządząca się przeżyje – i kraj rozszarpią zaborcy”.
Nie mniej krytycznie do ucisku chłopów przez szlachtę odnosił się konserwatysta Michał Bobrzyński, pisząc w „Dziejach Polski”: „chłop utraciwszy poczucie swojej człowieczej godności, utracił oczywiście wszelką inicjatywę i przedsiębiorczość i stał się tą martwą masą, której żadne już choćby najdrastyczniejsze środki nie zdołały z odrętwienia poruszyć”.
Tak się mówiło o niewoli chłopów 75 lat temu, a co mówi się dzisiaj? Maciej Forycki analizował opinie XVIII-wiecznych Francuzów na temat kondycji polskich chłopów. Były to sądy jednomyślnie krytyczne i niepozostawiające żadnych wątpliwości. Jak pisał Coyer, szlachta to „tyrani monarchy i ludu”, „królowie są zbyt słabi, by bronić ludu pozostawionego na łasce porywczej szlachty, która nakłada pęta władzy suwerennej, aby móc bezkarnie ów lud tyranizować”. Monteskiusz powiadał, że magnaci uciskają chłopa, dążąc do wydobycia odeń jak najwięcej ziarna, aby wysyłać je na eksport. W „Encyklopedii” czytamy: „szczyt niewolnictwa i przesadna wolność zdają się walczyć o to, które szybciej zniszczy Polskę; szlachta może wszystko na co ma ochotę; ciało narodu tkwi w niewolnictwie”. Jak twierdzi się tutaj, Rzeczpospolita „nałożyła kajdany swoim własnym dzieciom”.
Encyklopedyści uważali, że chłopi w Polsce znajdują się w gorszym położeniu niż lud w Mongolii, pracując dla pana pięć dni w tygodniu, a tylko w sobotę i niedzielę dla siebie. Bardzo często pisano, że szlachcic obchodzi się ze swoimi niewolnikami jak z bydłem, sprzedając je niczym zwierzęta domowe. Jak to ujął Wolter, chłopa „w Polsce można sprzedać albo zarżnąć razem z bydłem”. Bernardin de Saint-Pierre pisał, że nędza chłopów w Polsce „przekracza wszystko, co można o tym powiedzieć”.
Rzeczywiście, liczne charakterystyki polskich chłopów sporządzone przez cudzoziemców z epoki Oświecenia pozostawiają po sobie przygnębiające wrażenie. Anglik George Burnett w początku XIX w. kreślił bezlitosny wizerunek polskiego chłopa: „Jest niskiej postury i wygląda, jakby przedwcześnie przestał rosnąć. Ma małe, szare oczka, krótki nos, zazwyczaj nieco zadarty; włosy na ogół barwy zbliżonej do żółtej, choć czasami ciemniejsze; oblicze również żółtawe, jakby mocno opalone – co latem odpowiada stanowi faktycznemu. Sprawia wrażenie przygnębionego i otępiałego; chód ma ciężki i pozbawiony życia”.
Podobną charakterystykę ciała chłopa pozostawił Francuz Hubert Vautrin (pocz. XIX w.): „Chłop ma wygląd ponury, cerę prawie czarną od słońca, twarz wychudłą, głęboko osadzone oczy unikające ludzkiego wzroku. Twarz ta ginie pod zarostem. Jest średniego wzrostu, raczej przy tym niski niż wysoki, porusza się powoli – obcy mu jest wszelki pośpiech. Całkowita apatia czyni go nieprzystępnym zarówno radosnym uniesieniom jak i rozpaczy”.
Degradację fizyczną chłopów w jakimś stopniu uznać trzeba za fakt realny, wynikający z różnych przyczyn. Najpierw jest to prymitywizm świata, ale też uciemiężenie i praca nad siły dla pana i na własnym gospodarstwie. Czytamy o tym np. w austriackich relacjach z Galicji. Sam cesarz Józef II w zapiskach z podróży po Galicji (XVIII w.) stwierdził, że chłopi wyglądają bardzo marnie i nie da się wyobrazić ich nędzy, złego stanu bydła i wielkiej biedy. Gdzie indziej zapisał, że ludzie są tak zajęci pańszczyzną, że na ich własnym polu zboże stoi nieścięte jeszcze w drugiej połowie sierpnia.
Obserwuj wątek
    • jeepwdyzlu Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 02.04.14, 15:53
      To prawda.
      W dodatku - zrobili to Rosjanie - co dobiło Powstanie Styczniowe.
      jeep
      • gandalph Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 02.04.14, 16:10
        jeepwdyzlu napisał:

        > To prawda.
        > W dodatku - zrobili to Rosjanie - co dobiło Powstanie Styczniowe.
        > jeep

        Co nie zmienia faktu, że uwłaszczenie chłopów w stylu rosyjskim zostało gruntownie spaprane, skutki czego są odczuwalne do dzisiaj, czyli do roku 2014 (oczywiści chodzi o tereny dawnej Kongresówki).
    • gandalph Nie wystarczy czytać, trzeba jeszcze umieć myśleć 02.04.14, 16:00
      Wszelkie enuncjacje na temat "strasznej biedy chłopa polskiego" są i prawdziwe, i nieprawdziwe zarazem. Są prawdziwe w sensie "bezwzględnym", tzn. odniesione to dzisiejszego stanu rzeczy AD2014. Są znacznie mniej prawdziwe, jeżeli porównamy sytuację chłopa polskiego (to znaczy na ziemiach należących do Rz-plitej) z jego analogiem w cesarstwie rosyjskim, gdzie chłop był po prostu pozycją/numerem w inwentarzu (poczytaj sobie choćby Gogola "Martwe dusze").
      Dalej, nie zapominaj o bardzo istotnej różnicy między I RP i Francją - z jednej strony, a Rosją - z drugiej. Otóż w Polsce szlachta, czyli warstwa społeczna ciesząca się pełnią praw nie tylko cywilnych,lecz również politycznych, liczyła ok. 10% ogółu,we Francji i Rosji - mniej niż 1%. W takiej Danii, jak pisał luminarz historii, prof. Czapliński, było tylko około tysiąca rodzin szlacheckich, a arystokratycznych - ledwie kilkadziesiąt.
      Kolejna sprawa: sami chłopi na piśmie się nie znali, ale wiedzieli, gdzie im lepiej. Weź pod uwagę skalę zbiegostwa chłopów na teren I RP, a będziesz mieć ilustrację problemu.
      Tak więc, tezy na pozór atrakcyjne, okazują się mniej atrakcyjne, jeśli poskrobie się głębiej. Dalej nie chce mi się pisać. Przeczytaj sobie powyższe i przemyśl.
      • tbernard Re: Nie wystarczy czytać, trzeba jeszcze umieć my 01.09.14, 01:02
        > Kolejna sprawa: sami chłopi na piśmie się nie znali, ale wiedzieli, gdzie im le
        > piej. Weź pod uwagę skalę zbiegostwa chłopów na teren I RP, a będziesz mieć ilu
        > strację problemu.

        Zdaje się, że na kresy było najwięcej zbiegostwa i spora część kozactwa z nich się wywodziła.
        • gandalph Re: Nie wystarczy czytać, trzeba jeszcze umieć my 01.09.14, 02:33
          tbernard napisał:


          >
          > Zdaje się, że na kresy było najwięcej zbiegostwa i spora część kozactwa z nich
          > się wywodziła.
          Zbiegostwo na kresy, z którego powstało kozactwo, to XVI-XVII wiek, a może nawet i XV. Tymczasem tu mowa o wieku XVIII. I chodzi o zbiegostwo z Rosji i Prus.
    • plater-2 Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 02.04.14, 16:12
      A były w Polsce wojny chłopskie ???
      • teodor_jeske_choinski_1 Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 02.04.14, 17:04
        Były, tylko nie takie jak w Niemczech. Wojny kozackie były w jakimś sensie wojnami chłopskimi.

        pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Kostka-Napierski
      • apersona Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 03.04.14, 12:56
        Bunty chłopskie w Galicji w 1846 przy okazji powstania krakowskiego
    • sjs2011 Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 06.04.14, 04:57
      Czy aby na pewno było to niewolnictwo?
      Dziś płacisz ok 20 % podatku - chłop miał dziesięcinę czyli w towarze było to 10%. W obróbce na folwarku był trzy dni w tygodniu czyli trzy na swoim.
      Były jeszcze stróże czyli rodzaj chodzonej warty ale to była ochrona przed pożarem a więc i jego tego chłopa chroniło . Jak we wsi było 30 dymów to stróżował raz na 30 dni.
      Były jeszcze tłoki, gwałty, powaby - to to samo tylko nazwy różne gdzie trzy dni w roku dwór mógł wezwać wszystkich mieszkańców do zbierania grzybów, siana, żołędzi itp.
      Były jeszcze "podwody" czyli raz w tygodniu jeden chłop musiał gdzieś jechać jeśli była potrzeba.
      ---
      Powstanie kościuszkowskie
      Jak by nie było 90 lat przed uwłaszczeniem a chłopi ?
      I co? Bieda?
      A chyba nie
      ---
      Powstanie Styczniowe
      Kto chciał szedł do powstania kto nie to nie - nie było przymusu więc dlaczego car wprowadził uwłaszczenie?
      A bo chłopi powszechnie poszli do powstania co ciekawe 6 dużych bitew wygrano dzięki... kosynierom.
      Lity uwłaszczeniowe zawierają od 1/5 do 1/3 nazwiska kobiet czyli tyle chłopów poległo lub zostało uwięzionych w związku z powstaniem.
      --
      Wieś przedwojenna był biedna
      Jak by była biedna to by bolszewików witała w 1020 roku a nie witała tylko pędziła i to skutecznie.
      A lata trzydzieste?
      • jeepwdyzlu Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 06.04.14, 05:37
        sjs zadziwiasz mnie
        idylla zupełna...
        Niestety nie.
        Ludzie n ie byli wolni, pańszczyzna to nie tylko podatek i obowiązki
        to brak mobilności, pełna zależność finansowa i życiowa od właściciela ziemi, poddaństwo prawne, brak oświaty, dramatyczna bieda i głód....
        W tym samym czasie - ok 1860 roku - w Wielkiej Brytanii w rolnictwie pracowało 28% ludzi.
        MNIEJ niż DZIŚ w Polsce!!
        A ci co pracowali - byli ludźmi wolnymi, ich dzieci miały zupełnie inne szanse na rozwój i godne życie...
        Nie pisz o powstaniu kościuszkowskim - może dwa słowa o Rabacji?
        Wbijaniu swoich panów na pal? Gwałtach? Paleniu dworów?
        I może zastanowisz się dlaczego ruchawka w 48 była tak brutalna?
        Prawda jest brutalna: z powodu bardachu w państwie od - powiedzmy początku XVII wieku - byliśmy w XIX wieku skansenem opóźnionym za resztą Europy o minimum 100 lat.
        Raczej 200.
        I do dziś się z tym borykamy....
        jeep
        • sjs2011 Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 06.04.14, 05:51
          Pamiętasz opisy poziomu życia robotników w Anglii?
          To poszukaj bo chyba ci to umknęło.
          Najbiedniejszy na wsi polskiej miał lepiej niż tam robotnik.
          --
          1848 - a jaki był zasięg i czas trwania?
          50 km w te i 150 km wewte?
          Miesiąc czy dwa to trwało?
          Bo Powstanie Styczniowe to tak prawie dwa lata.
          -
          Czytałem wiele opisów jak reagowali bojcy zarówno w 1920 roku jak i 1939 jak weszli na polskie ziemie - pełen szok co do poziomu życia
          Szok był tak groźny, że zdecydowano się odtworzyć granicę Polski z pełną kontrolą aby sowiecki lud nie mógł zobaczyć jak się żyję w podbitej Polsce.
          • jeepwdyzlu Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 06.04.14, 05:57
            Najbiedniejszy na wsi polskiej miał lepiej niż tam robotnik.
            ------------------------------------
            Po pierwsze to nieprawda. Wielka Brytania byłą wtedy największą potęgą, mocarstwem i krajem o najwyższym na świecie PKB, najwyższym poziomie wykształcenia, najlepiej działającą administracją, sprawnym wojskiema przede wszystkim - wszyscy obywatele byli równi.
            I mieli nieograniczone możliwości rozwoju - w armii, handlu, przemyśle.
            Możesz to powiedzieć o polskich chłopach???????


            Czytałem wiele opisów jak reagowali bojcy zarówno w 1920 roku jak i 1939 jak weszli na polskie ziemie - pełen szok co do poziomu życia
            -------------------
            A tak. Masz rację.
            Tylko po co się pocieszać?
            Albo się porównujemy do Wschodu - wtedy humory możemy mieć niezłe...
            Albo do najbliższego sąsiada z Zachodu....

            jeep
          • gandalph Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 06.04.14, 12:00
            sjs2011 napisał:

            > Pamiętasz opisy poziomu życia robotników w Anglii?
            > To poszukaj bo chyba ci to umknęło.
            > Najbiedniejszy na wsi polskiej miał lepiej niż tam robotnik.
            > --
            Zachowuj proporcje! Polecam Mable C. Buer, "EFFECT OF EARLY INDUSTRIALISM ON THE HEALTH OF THE COMMUNITY.", The British Medical Journal, 12. list. 1927. Do znalezienia w sieci!
        • gandalph Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 06.04.14, 11:55
          To jest obraz sytuacji troszku spaczony za przyczyną różnych XIX-wiecznych pięknoduchów, tzn. osobników może i dobrej woli, ale małego rozumku.
          Polecam a propos "Konie achałtekińskie i... inne sprawy!"
    • teodor_jeske_choinski_1 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. cz2 06.04.14, 10:55
      Takie opinie były wśród Austriaków dosyć powszechne, gubernator Galicji hrabia von Bergen pisał np. o „największym niewolnictwie” występującym w prowincji. Anglik Nathaniel Wraxall (XVIII w.) podobnie sądził o polskich wieśniakach: „chłopi tkwią nadal w tym samym ubóstwie, ciemnocie i poddaństwie, które było ich losem od lat”, a Francuz Hubert Vautrin, że „jemu samemu [chłopu] przypada w udziale krwawy trud i skąpe zbiory z pola, które może w każdej chwili utracić”.
      Ale może to tylko cudzoziemcy szkalowali szlachtę, może w grę wchodził jedynie znany negatywny i oświeceniowy stereotyp zacofanej Europy Wschodniej, który w XVIII w. formował się na Zachodzie? Te zastrzeżenia w pewnym stopniu osłabiają oskarżenia, ale nie do końca. Wystarczy wziąć do ręki książkę Władysława Konopczyńskiego „Polscy pisarze polityczni XVIII w.”, aby znaleźć tam liczne głosy ubolewających nad niewolą chłopów. Np. Wincenty Skrzetuski pisał, że poddanie słabszych pod panowanie mocniejszym to „rzecz przeciwna w kraju wolnym, w chrześcijańskim niegodziwa, w polerowanym niesłychana”. Nadmierne ciężary nakładane na chłopów z ekonomicznego punktu widzenia powodować miały ruinę gospodarczą kraju, bo chłop nie miał środków na jakiekolwiek inwestycje we własnym gospodarstwie.
      Oczywiście należy zapytać, jakie były przesłanki takiego a nie innego stosunku szlachty do chłopów. Z jednej strony wskazać trzeba na sarmatyzm. Ta ideologia szlachecka dowodziła, że szlachta pochodzi od starożytnego plemienia Sarmatów i jest niejako z lepszej gliny niż chłopi, którzy ze swej natury są przeznaczeni do niewoli. Chłopi pochodzić mieli bowiem od złego syna biblijnego Noego, Chama.
      Władzę szlachty wspierał Kościół, który w całej feudalnej Europie przekonywał poddanych do patriarchalnego i hierarchicznego porządku świata, w którym nad chłopem (ten z kolei kierować miał swoją żoną) znajduje się pan, nad panem król, a nad nim Stwórca. W ślad za tym Kościół dawał szlachcie prawo do stosowania przemocy wobec poddanych, a mężom wobec żon, dzieci i służby, chociaż też zalecał łagodność wobec podwładnych.
      Jak dowodzi jednak Norbert Elias, tłumienie agresji w zachowaniu było długotrwałym procesem kształtowanym przez wychowanie, w rezultacie czego człowiek epoki nowożytnej był jeszcze popędliwy, skory do wybuchów gniewu i miał trudności z panowaniem nad swoimi emocjami.
      Okrucieństwu szlachty wobec chłopów osobny rozdział poświęcił Janusz Tazbir w książce „Okrucieństwo w nowożytnej Europie”, aczkolwiek autor ten zaleca umiar w ocenie zjawiska. Nie znaczy to, że nie było dobrych panów i ludzi łagodnych, ale nie oni dominowali w społecznym krajobrazie epoki. Może jednak kluczową rolę, jak sądzi wybitny znawca dawnej gospodarki Jerzy Topolski, odgrywały wojny XVII i XVIII w. oraz mechanizmy ekonomiczne, np. spadek cen na zboże, które pogarszały położenie chłopów, całkiem znośne jeszcze w XVI w.
      W 2003 r. ukazała się w Niemczech książka Petera Blickle o historii poddaństwa w tym kraju, z której wyłania się obraz równie zniechęcający jak w Polsce, chociaż ucisk chłopów nie był tam tak dotkliwy. Badając liczne źródła, odkrył Blickle, że chłopi okazywali wrogość wobec poddaństwa już od średniowiecza. Uważali je za formę ustrojową sprzeczną z porządkiem boskim, bo Chrystus umarł na krzyżu po to, aby wyzwolić człowieka z niewoli, bo Biblia przeciwstawia się niewolnictwu. Widzieli też wolnych ludzi w nieodległych miastach i tęsknili za taką wolnością.
      Na południu i zachodzie Niemiec już od średniowiecza następowało wychodzenie z poddaństwa, jak w Gersau, gdzie w 1433 r. mieszkańcy wykupili się z niewoli i odtąd sami sprawowali nad sobą władzę.
      Jeżeli na zachodzie i południu Niemiec poddaństwo było stopniowo wypierane, to na północy i wschodzie dochodziło do jego stopniowego zaostrzenia, czemu towarzyszyło masowe zjawisko ucieczek chłopów. Panowie stopniowo odbierali im ziemię i włączali ją do swoich folwarków, na których chłopi odrabiać musieli pańszczyznę. Opłacalność produkcji zboża wynikała dla szlachty przede wszystkim z bliskości Bałtyku i wzrostu zapotrzebowania na eksport zboża z tego obszaru w Europie.
      Blickle zauważa również, że ogromne straty ludnościowe w wyniku wojny 30-letniej (połowa ludności Niemiec) spowodowały, że siła robocza stała się bezcenna i szlachta starała się maksymalnie przywiązać chłopa do ziemi. Niemieckie krytyki poddaństwa z XVIII w. do złudzenia przypominają polskie analizy gospodarki socjalistycznej z lat 80. Oto Ludwig Schrader w 1797 r. dowodził, że poddaństwo należy znieść, ponieważ ogranicza rozwój ludzkich talentów i sił duchowych, wyrabiając w nim „niewolniczy sposób myślenia”, „złośliwość i wiarołomstwo”, prowadzi do „niesłychanej indolencji i bezwładności”. „Chłop taki nie zna ani praw, ani obowiązków obywatela albo ojca i jedyną jego cnotą jest nic nie robić i cierpieć”. W rezultacie poddaństwo staje się nieprzezwyciężoną przeszkodą w dążeniu do indywidualnego szczęścia człowieka i obywatela państwa, zmniejsza pilność i przedsiębiorczość, prowadzi do złej uprawy pól i rozkładu małżeństw. Ciekawy jest odnotowany przez Blicklego wyrok urzędu brandenburskiego z 1685 r., który mówi, że poddaństwo jest szkodliwe i prowadzi do spadku produkcji, ponieważ chłopi w tym systemie pracują niedbale i niechlujnie. W ostateczności uciekają, co zmusza szlachcica do dawania nowej „załogi”.
      Może powstał tu przerysowany obraz chłopskiego nieszczęścia i szlacheckiej niegodziwości, była też całkiem liczna warstwa chłopów zamożnych, ale to uproszczone jaskrawe ujęcie ma się przeciwstawić dominującemu dziś kiczowatemu obrazowi narodowej sielanki. Jeżeli zapomnieliśmy bez reszty o dawnej chłopskiej niewoli, czyli o niewoli naszych przodków, bo prawie wszyscy w ostatecznym rozrachunku pochodzimy ze wsi, to jest po temu kilka powodów.
      Przede wszystkim chłopi byli ciemni, zabobonni, zdeptani szlacheckim butem i zupełnie nie nadają się na bohaterów masowej wyobraźni. Chłopski naród z chłopami się zupełnie nie utożsamia od czasu, kiedy Sienkiewicz bohaterami narodowej wyobraźni uczynił Skrzetuskiego, Kmicica i Wołodyjowskiego. Słuchać też chcemy tylko o zdrowych, pięknych i bogatych, bo bieda jest nudna i smutna, ale raz na jakiś czas otrzeźwienie nie zaszkodzi.
      I wreszcie, last but not least: inne kraje po feudalnych mrokach średniowiecza przechodziły przez lepiej nadający się do szkolnej czytanki okres rządów mniej lub bardziej demokratycznych. W Polsce po rządach szlacheckich przyszła noc rozbiorów. Nie było więc wyboru, trzeba było ku pokrzepieniu serc sięgnąć do czasów I Rzeczpospolitej i udemokratycznić tradycję szlachecką, a o antagonizmach społecznych w obliczu zagrożenia niepodległości zapomnieć. A więc kochajmy się!
      • chickenshorts Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 12.04.14, 09:56
        > I wreszcie, last but not least: inne kraje po feudalnych mrokach średniowiecza
        > przechodziły przez lepiej nadający się do szkolnej czytanki okres rządów mniej
        > lub bardziej demokratycznych. W Polsce po rządach szlacheckich przyszła noc roz
        > biorów.


        Rozbiory oznaczały dla Polski postęp i modernizację

        Dopiero zaborcy opodatkowują masowo szlachtę i konstruują mechanizm administracyjny. Znoszą pańszczyznę, wyzwalając "polskich" chłopów od Polaków. Reformują gospodarkę. Pod zaborami na terenie byłej I RP rozwija się infrastruktura i zmieniają się stosunki społeczne

        Dorota Wodecka: Czym był dla szlachcica patriotyzm?

        Jan Sowa: Miłością własną. Szlachta całkowicie utożsamiała Rzeczpospolitą ze sobą, mimo że stanowiła tylko 10-20 proc. ludności ją zamieszkującej. Trzeba jej pogratulować pomysłowości, konsekwencji i bezwzględności w realizowaniu własnego interesu grupowego.

        Jan Kazimierz zrezygnował w 1668 r. z korony polskiej, bo nie był w stanie przeprowadzić reform umożliwiających skuteczne rządzenie państwem. Kilka lat wcześniej w mowie sejmowej przewidywał, do czego doprowadzi opór szlachty przeciw reformom. Mówił: "Moskwa i Ruś odwołają się do ludów jednego z niemi języka i Litwę dla siebie przeznaczą; granice Wielkopolski staną otworem dla Brandenburczyka (). Wreszcie Dom Austriacki, spoglądający łakomie na Kraków, nie opuści dogodnej dla siebie sposobności i przy powszechnym rozrywaniu państwa nie wstrzyma się od zaboru".

        I tak właśnie się stało prawie dokładnie 100 lat później.

        Co odpowiedziała mu wtedy szlachta?

        - Że takie są wyroki niebieskie: tak jak Chrystusa zamordowano, tak Polska musi upaść, ale zmartwychwstanie, bo opiekuje się nią Bóg. Późniejszy mesjanizm romantyczny jest w dużej mierze echem takiego myślenia szlachty.

        Jednak dzieci szlacheckie kształciły się na Zachodzie. Nie przesiąkały duchem reformatorskim?

        - Kiedy w XVIII w. szlachta zauważa, że powracający z Francji czy Włoch młodzi szlachcice przywożą nowe idee, zgłasza projekt prawa, które zakazuje wyjazdów na Zachód. Żeby rozumów nie psuć.

        Szlachta, która nie dawała sobie odebrać ani krzty wolności, sama chciała się ograniczyć, bo rozpoznawała w tym swój interes. Zdobywanie doświadczenia i najnowszej wiedzy za granicą zostało uznane za niebezpieczne dla tradycyjnego porządku. Przyczyniła się do tego antyintelektualna postawa szlachty, która rezonuje do dzisiaj w polskim dyskursie publicznym.

        Wystarczy przypomnieć jeden z ikonicznych elementów projektu IV RP, kategorię "wykształciuchów". PiS odważył się na jej użycie, wiedząc, że większość temu przyklaśnie, bo w Polsce brak poważania dla inteligencji. To paradoks, bo z jednej strony badania świadczą o tym, że najbardziej prestiżowym zawodem jest profesor uniwersytetu, a z drugiej - jesteśmy kulturą głęboko antyintelektualną, która uważa, że zbytnia ilość spekulacji, wiedzy, namysłu, racjonalności jest szkodliwa.

        Dziś w Polsce mały jest szacunek dla negocjacji, deliberacji i kompromisu. O ile Anglicy mówią o "wzniesieniu się do kompromisu", tak jakby mówili o zdobyciu górskiego szczytu (to reach a compromise), o tyle w Polsce kompromis kojarzy się z przegraną (pójść na kompromis). Dzisiejsze społeczeństwa są zbyt zróżnicowane, aby dać się zamknąć w jednomyślności. Jeżeli nie pozwolimy na wyartykułowanie antagonizmów w przestrzeni publicznej i nie zgodzimy się na ich starcie na poziomie symbolicznym, "jednomyślność" stanie się kołem napędowym dla ekstremizmów.

        Cechą afirmowanej demokracji szlacheckiej był egalitaryzm.

        - Ale wyłącznie w obrębie jednego stanu - szlachty. Do tego egalitaryzm obecny w zawołaniu "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" był tylko maską ideologiczną, bo różnice statusu czy wpływu między najbiedniejszym a najbogatszym szlachcicem były ogromne.


        Już od XVI w. na zachód od Łaby poddaństwo chłopów powoli znika. Na wschód od Łaby wręcz przeciwnie. Powstanie styczniowe na Kresach przegrało w dużej mierze dlatego, że chłopi uważali, że to jest powstanie Polaków, czyli szlachty, która chciała bronić swoich interesów, m.in. prawa do wyzyskiwania chłopów. Dzisiaj dla nas powstanie Polaków znaczy: powstanie narodu polskiego, ale wtedy znaczyło: sprawa szlachty.

        CDN...
        • chickenshorts Re: 150 lat temu zniesiono niewolnictwo w Polsce. 12.04.14, 09:57
          Rozbiory były jedyną szansą na utworzenie nowoczesnego państwa?

          - Rozbiory wypadają mniej więcej wtedy, kiedy ma miejsce rewolucja amerykańska i francuska - dwa wielkie triumfy nowoczesności. Moim zdaniem były trzecim triumfem - eliminacją resztek tego, co przednowoczesne i antynowoczesne.

          Triumfem Polski?

          - Pod wieloma względami oznaczały postęp i modernizację. Oczywiście w każdym zaborze było inaczej, ale nie zgadzam się z tezą, że w rosyjskim była wyłącznie rujnacja i plądrowanie. Przecież obszar Warszawy i Łodzi był jednym z najlepiej rozwiniętych gospodarczo obszarów całego imperium rosyjskiego. To tu powstały pierwsze masowe, nowoczesne partie polityczne.

          Dopiero zaborcy opodatkowują masowo szlachtę i konstruują mechanizm administracyjny. Dopiero oni znoszą pańszczyznę, wyzwalając "polskich" chłopów od Polaków. Reformują gospodarkę. Pod zaborami na terenie byłej I RP rozwija się infrastruktura i zmieniają się stosunki społeczne. Ale następuje też zmiana społeczno-kulturowa - nowoczesność kształtuje się jako siła antagonistyczna wobec tradycyjnej tożsamości polskiej.

          Zaborcy przeprowadzają jednak te reformy ze względu na swój własny interes.

          - Zgoda. Dążyli do osłabienia polskiej szlachty, żeby skutecznie rządzić podbitymi terenami. Ale ze względu na pasożytniczą pozycję szlachty działania skierowane przeciw niej miały pozytywne skutki. Dla wszystkich.

          W kontekście zaborów myślimy o sobie w kategoriach ofiary.

          - Tymczasem w dużej mierze sami to sobie zrobiliśmy, a właściwie elity państwa całej reszcie. Zwróćmy uwagę na mit rozpijania narodu przez zaborców i okupantów. Szlachta zrobiła to znacznie wcześniej. Tylko i wyłącznie ona miała prawo do produkcji alkoholu i nakładała na chłopów obowiązki dotyczące jego konsumpcji. I jeśli np. chłop się żenił, musiał kupić od pana określoną ilość alkoholu. Nie mógł pić w karczmie w wiosce, która nie była własnością jego pana, ale wyłącznie tam, gdzie zyski z jego picia czerpał pan. W interesie szlachty było rozpijanie chłopstwa. Pomyślmy, jaki był nasz własny wkład w ukształtowanie tego rodzaju rzeczywistości społecznej. To samo dotyczy rozbiorów, peryferyzacji Polski i jej upadku gospodarczego.

          Bliska jest mi wizja Marii Janion, według której zjawy z przeszłości nawiedzają nas, a ich pozycja jest wręcz silniejsza niż żyjących.

          I co by nam dziś te zjawy chciały powiedzieć?

          - Podpowiadają nam np. tzw. ideę jagiellońską, czyli przekonanie, że Polska powinna być regionalnym hegemonem, zwłaszcza na obszarze dawnych Kresów. Tymczasem zza naszej wschodniej granicy dociera do nas wiele sygnałów, że mieszkańcy naszego niegdysiejszego imperium nie tylko nie chcą w nas widzieć protektorów czy opiekunów, ale aktywnie nas nie lubią. Wskazuje na to opór wobec polskiej pisowni nazwisk i nazw miejscowości na Litwie czy niedawna afera z obrzuceniem jajkami Bronisława Komorowskiego na Ukrainie.

          Zbyt łatwo zapominamy, że "idea jagiellońska" dla naszych wschodnich sąsiadów oznacza "ideę kolonialną". Co gorsza, jej zwolennicy w Polsce widzą w niej alternatywę dla integracji w obrębie Unii Europejskiej, gdzie nasze państwo nie ma szans na pozycję podobną do pozycji np. Niemiec. Tego typu rojenia o potędze były podstawą polityki zagranicznej PiS-u i Lecha Kaczyńskiego, stąd np. jego obsesyjne zainteresowanie Gruzją.

          Zgodnie z tą logiką Polska prezentuje się zawsze wobec państw leżących na wschód od niej jako mediator między Wschodem a Zachodem.

          To błąd?

          - To następstwo historycznego myślenia np. na temat roli Polski na Kresach i przekonania, że była państwem, które przynosiło lepszą kulturę. Tymczasem projekt kolonialny Polski był nie tylko etycznie wątpliwy (francuski historyk Daniel Beauvois pokazuje, że polska ekspansja na wschód oznaczała nasilenie się tam relacji o charakterze niewolniczym), ale też niewydajny.

          Mamy historycznie głęboko zakorzenione przyzwolenie, żeby oszukiwać swoje państwo, bo ono nigdy nie było nasze. Jeżeli ktoś kantuje na podatkach, pobiera fałszywą rentę, idzie na lewe zwolnienie lekarskie, nie jest uznawany za oszusta. To jest emanacja postawy, że państwo to element pasożytniczy, który nam szkodzi i zagraża. I że im bardziej je oszukujemy, im więcej pieniędzy zostawiamy sobie w kieszeni, tym lepiej, bo państwo by je tylko zmarnowało.

          *dr hab. Jan Sowa - ur. w 1976 r., socjolog i kulturoznawca. Adiunkt w Instytucie Kultury Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wydał m.in. książki ''Ciesz się, późny wnuku! Kolonializm, globalizacja i demokracja radykalna'' (2008) i ''Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą'' (2011)

          wyborcza.pl/magazyn/1,126715,14921443,Rozbiory_oznaczaly_dla_Polski_postep_i_modernizacje.html
          • gandalph Nie zgadzam się z tym tekstem, ale tego nie da się 12.04.14, 22:04
            wyjaśnić w dwóch zdaniach. Nie mam teraz czasu, aby się tym zajmować.
          • gandalph Banialuki do kwadratu 16.04.14, 20:35
            Rozbiory oznaczały dla Polski postęp i modernizację”.
            Przecież to jest kompletny absurd! Co niby miałoby z tego wynikać, że to dzięki zaborcom w Polsce nastała industrializacja, wprowadzono podatki itd. itp.? Nonsens! Co więcej, jestem w stanie udowodnić, że rozbiory oznaczały dla Polski wręcz regres!
            Zacznijmy od tego: co z czym porównujemy? I po drugie, czy to, co porównujemy jest w ogóle porównywalne?
            Nie wolno porównywać przemysłowej Łodzi u schyłku XIX w. z Polską doby stanisławowskiej. Przecież do cholery postęp (cokolwiek to słowo oznacza) miał miejsce wszędzie, a więc miałby miejsce również bez rozbiorów. W związku z tym nie można przypisywać zaborcom zasług z tego powodu, że w XIX w. "było lepiej". No i co z tego, że było?
            Dalej, w sprawie tzw. „wyzysku pańszczyźnianego” odsyłam do artykułu „Konie achałtekińskie… i inne sprawy.” Otóż rzecz się ma cokolwiek inaczej niż lekkoduchy, czytaj niedouczeni humaniści, opowiadają. W dawnej Polsce dwór i chłop (w sensie "gospodarstwo chłopskie") nawzajem się uzupełniały tworząc jeden organizm ekonomiczny. Jego rozwalenie przez władze carskie miały długofalowe reperkusje odczuwalne po dziś dzień. Dalej, w jaki o niby cudowny sposób rozbiory Polski przyczyniły się do uwolnienia chłopów? Przecież to wierutne łgarstwo. Nie dość bowiem przypominać, że chłopów uwolniła, de facto, nie de iure, Konstytucja 3 Maja (proszę sobie sprawdzić w tekście). Konstytucja uchyliła drzwi do uwolnienia chłopów, trzeba było tylko czasu. Rozbiory cofnęły sprawę chłopską, wcale jej nie przyspieszyły. Nie lubię gdybania "co by było, gdyby było", ale gdyby nie to, że Prusy dostało straszliwe lanie od Napoleona, w latach1806-7, nie byłoby reform Steina i Hardenberga, a więc nie byłoby reformy miast ani uwolnienia chłopów. Tymczasem... Można sobie sprawdzić w literaturze, jeśli ktoś nie wierzy, że dla takiego Wrocławia, zagarniętego przez Prusy w wojnach śląskich zmiana panowania oznaczała.... degradację i kilkudziesięcioletni marazm. Miasta kwitnące, pod rządami Habsburgów, przywykłe do sporej niezależności i samorządów zostały rzucone na pastwę pruskich biurokratów. To samo dotyczyło potem Poznania, Gdańska, Torunia itd. zagarniętych przez Prusy w Polsce. Miasta w Polsce, w oparciu o ustawę o miastach z kwietnia 1791, włączoną potem do Konstytucji 3 Maja, miały zupełnie inny status.
            O zaborze rosyjskim nawet nie mówię. Tam sytuację do 1741 r. łagodziło trochę to, że na d. kresach Rz-plitej obowiązywał jeszcze III Statut Litewski z XVI, rewolucyjny jak na warunki rosyjskie.
            Z drugiej strony, ja jestem krytycznie ustosunkowany do naszych własnych dziejów, ale z powodów zupełnie innych. To jest jednak materiał na inną dyskusję.
            To tak pokrótce.
            • gandalph Dla uzupełnienia 17.04.14, 03:21
              Jeżeli ktoś pomstuje na RP w kontekście doli chłopów, to niech raczy uwzględnić skalę zbiegostwa chłopów z krajów ościennych do tej wstrętnej Polski. Chłopi Diderota czy innego Woltera nie czytywali, ale wiedzieli dobrze, gdzie im lepiej.
            • gandalph Autokorekta 25.04.14, 22:17
              W zdaniu "Tam sytuację do 1741 r. łagodziło trochę to, że na d. kresach", chodziło, rzecz jasna, o rok 1841.
            • apersona Re: Banialuki do kwadratu 01.05.14, 23:44
              Co ma ograniczenie dużych swobód Wrocławia po przejęciu przez Prusy do kwestii czy Rozbiory oznaczały dla Polski postęp i modernizację?
              Inne przykłady miast Gdańsk, Toruń, Poznań też są wyjątkami, miasta w Polsce nie kwitły.

              Zwróćcie też uwagę, że rewolucja przemysłowa w sensie przemysłu ciężkiego dotarła z Brytanii na kontynent dopiero pod koniec XVIII wieku lata 80-90 to pierwsza maszyna parowa i pierwszy wielki piec na koks uruchomione w Europie w Prusach na Górnym Śląsku w rejonie gdzie od średniowiecza wydobywano różne rudy.
              • gandalph Re: Banialuki do kwadratu 02.05.14, 01:16
                apersona napisała:

                > Co ma ograniczenie dużych swobód Wrocławia po przejęciu przez Prusy do kwestii
                > czy Rozbiory oznaczały dla Polski postęp i modernizację?
                Nie rozumiesz tego? Na czym miałby polegać "postęp i modernizacja", skoro władze pruskie wprowadziły z miejsca biurokratyczny zamordyzm?

                > Inne przykłady miast Gdańsk, Toruń, Poznań też są wyjątkami, miasta w Polsce ni
                > e kwitły.
                W Prusach też nie kwitły.

                >
                > Zwróćcie też uwagę, że rewolucja przemysłowa w sensie przemysłu ciężkiego dotar
                > ła z Brytanii na kontynent dopiero pod koniec XVIII wieku lata 80-90 to pierws
                > za maszyna parowa i pierwszy wielki piec na koks uruchomione w Europie w Prusac
                > h na Górnym Śląsku w rejonie gdzie od średniowiecza wydobywano różne rudy.

                A to nie ma nic do rzeczy.
                Ktoś usiłuje lansować tezę (bzdurną w moim mniemaniu), że rozbiory Polski oznaczały awans (cywilizacyjny) i modernizację. Wolne żarty!
                Od razu można wykluczyć z rozważań Rosję carską z jej zamordyzmem. Okupacja rosyjska oznaczała dla Polski degradację cywilizacyjną. Dopiero przegrana wojna krymska spowodowała Petersburg do pewnych nieśmiałych reform.
                Jeszcze w XVII-XVIII wieku między szlagonem herbowym czy bauerem w Polsce i w Prusach nie było żadnej różnicy; obaj byli rozlazłymi piwoszami. Prusy zabrały się za gruntowną modernizację dopiero po tym, jak dostały łupnia od Napoleona w wojnie 1806-7.
                Jeżeli chodzi o zabór austriacki, to o jakimś awansie można mówić tylko w sensie kultury i oświaty oraz samorządów i prawa, ale to dopiero w czasach śp. Franza Josefa. Natomiast to, co Austriacy zrobili z rozdrobnienie gruntów, woła o pomstę do nieba. To udało się jako-tako uklepać dopiero za "wczesnego Gierka".
                • apersona Re: Banialuki do kwadratu 02.05.14, 23:12

                  > Ktoś usiłuje lansować tezę (bzdurną w moim mniemaniu), że rozbiory Polski ozna
                  > czały awans (cywilizacyjny) i modernizację. Wolne żarty!

                  Zaś ty jako kontrargument podajesz sytuację Wrocławia, który nie był wtedy w Polsce, na kilkadziesiąt lat przed rozbiorami. I stronniczy jesteś - płaczesz po utraconych swobodach miejskich, a nie doceniasz inwestycji Fryderyka II na Śląsku: szereg nowoczesnych fortyfikacji wokół miast, zmiana wojsk najemnych na powszechny pobór to też ówczesny postęp ;)

                  Polska za rozbiorów się modernizowała. Czy był to pozytywny skutek rozbiorów czy też zwykłe zmiany wraz z czasem? Wypadałoby porównać sytuację w Polsce z innymi krajami Europy, ale trzeba ją znać dlatego pisałam o rewolucji przemysłowej bo IMO awans cywilizacyjny dotyczy nie tylko deklarowanych praw. Przez 20 lat pomiędzy I a III rozbiorem istnieje państwo polskie, później można sprawdzić jak traktowane były ziemie polskie a jak główne regiony państw zaborczych.

                  Jak wyglądała sytuacja Warszawy? Po III rozbiorze znalazła się na krótko w Prusach, które z tego co wiem przeprowadziły tam jakieś reformy.

                  > Jeżeli chodzi o zabór austriacki, to o jakimś awansie można mówić tylko w sensi
                  > e kultury i oświaty oraz samorządów i prawa, ale to dopiero w czasach śp. Franz
                  > a Josefa. Natomiast to, co Austriacy zrobili z rozdrobnienie gruntów, woła o po
                  > mstę do nieba. To udało się jako-tako uklepać dopiero za "wczesnego Gierka".

                  Pominąłeś reformy Józefa II które objęły też Galicję m.in. ograniczenie pańszczyzny do 3 dni w tygodniu, prawo chłopów do sądzenia się z panem.
                  • gandalph Re: Banialuki do kwadratu 03.05.14, 00:08
                    Nie chcę być niegrzeczny, ale chyba masz trudności z czytaniem ze zrozumieniem. Otóż podałem przykład Wrocławia, czy ogólniej - Dolnego Śląska, po to, by Ci uzmysłowić, że ze źródeł niemieckich wiem o tym, iż dla mieszkańców tych ziem przejście pod panowanie Prus oznaczało 1. degradację, 2. kilkudziesięcioletni marazm, w tym totalny zastój gospodarczy (żeby nie było... Gdańsk w wieku XVIII był znacznie większy i ważniejszy od Wrocławia). Dokładnie to samo dotyczyło tych miast Polski, które znalazły się pod zaborem pruskim, a więc przede wszystkim Gdańska, ale też Poznania, Torunia itd. (Nie wiem, czy wiesz o tym, że mieszczanie gdańscy rękami i nogami bronili się przed przejściem pod panowanie pruskie.) I tak jak we Wrocławiu byłoby długo jeszcze, gdyby nie... Napoleon, który skopał Prusakom tyłki. Dopiero wtedy Prusacy zabrali się na poważnie za reformy wewnętrzne zwane od ich autorów reformami vom Steina i von Hardenberga.
                    Skoro mamy załatwiony przypadek najbardziej cywilizowanego zaborcy, to z pozostałymi pójdzie jeszcze łatwiej; jak wspomniałem, Rosję można z góry odstrzelić, problem jest z Austrią. Moim subiektywnym zdaniem, jakkolwiek mam pewne rodzinne sentymenty wobec "śp. Franza Josefa i nieboszczki Austrii", to uważam, że odnieśliśmy jedynie WZGLĘDNY pożytek w sensie kulturalno-oświatowym i samorządowym.
                    Nie zapominajmy wszakże o jednym, mianowicie o tym, że rozbiory przerwały szlaki handlowe i kontakty handlowe, jak też wprzęgły okupowane ziemie polskie w obce organizmy gospodarcze wynaturzając strukturę gospodarczą danej dzielnicy, z czym potem przyszło borykać się II Rzeczpospolitej, a nawet PRL-owi. W pewnym sensie skutki są odczuwalne do dzisiaj.
                    • apersona Wrocław i Gdańsk w XVIII wieku 07.08.14, 13:03
                      Istniały spore różnice w traktowaniu tych miast przez Fryderyka II: Wrocław utracił pochodzące jeszcze z średniowiecza duże swobody miejskie oraz tradycyjne rynki zbytu poza Śląskiem i Prusami. Był to skutek wprowadzenia jednolitej pruskiej biurokracji w zarządzie, ochronnych ceł pruskich i austriackich i wojen Fryderyka z państwami ościennymi Polską, Austrią, Saksonią.
                      Natomiast samo miasto Gdańsk według biografii Salmonowicza nie zostało objęte I rozbiorem, choć Fryderyk zajął wszystko dookoła łącznie z ziemiami Gdańszczan pod miastem i portem. Oprócz niedogodności wynikających z wojen, ogólnej polityki pruskiej (handel w Królewcu też podupadł), ceł na Wiśle, Fryderyk II jak tylko mógł specjalnie szykanował Gdańsk.

                      Reformy Steina i Hardenberga to kolejna fala reform w Prusach, bo biurokratyczny zamordyzm vel oświecony absolutyzm Fryderyka II się przez kilkadziesiąt lat zestarzał, a może skutecznie zaowocował armią posłusznych, skostniałych i pozbawionych własnej inicjatywy urzędników.
                      • gandalph Re: Wrocław i Gdańsk w XVIII wieku 09.08.14, 16:56
                        Przede wszystkim zapominasz o jednym: Wrocław dostał się pod panowanie pruskie już w pierwszej wojnie śląskiej. Natomiast Gdańsk - dopiero w drugim rozbiorze Polski czyli w 50 lat później i to na krótko. Przypomnę Wolne Miasto za Napoleona. Dlatego Gdańsk nie zaznał pełni "szczęścia" za panowania pruskiego. Tym bardziej, że gdy ostatecznie dostał się ponownie pod to panowanie, było to już po kursie ostrej modernizacji Steina-Hardenberga, a więc były to już zupełnie inne Prusy. W każdym razie Śląsk mocno ucierpiał zmianę panowania ze stosunkowo łagodnego austriackiego, szanującego dawne prawa i przywileje, na pruski zamordyzm (oczywiście nieporównywalny z rosyjskim).
            • porazostatni Re: Banialuki do kwadratu 09.05.14, 20:51
              > Dalej, w sprawie tzw. „wyzysku pańszczyźnianego” odsyłam do artykuł
              > u „Konie achałtekińskie… i inne sprawy.” Otóż r
              > zecz się ma cokolwiek inaczej niż lekkoduchy, czytaj niedouczeni humaniści, opo
              > wiadają.

              Za to opowiadają douczeni politycznie neoliberałowie.

              >W dawnej Polsce dwór i chłop (w sensie "gospodarstwo chłopskie") nawza
              > jem się uzupełniały tworząc jeden organizm ekonomiczny. Jego rozwalenie przez w
              > ładze carskie miały długofalowe reperkusje odczuwalne po dziś dzień. Dalej, w j
              > aki o niby cudowny sposób rozbiory Polski przyczyniły się do uwolnienia chłopów
              > ? Przecież to wierutne łgarstwo.

              Dokumenty z dawnych czasów, też łgarstwa ?
              1. Żyjemy w metaforycznym folwarku, przez wieki w Polsce mówiło się: ''Podstawą dobrej gospodarki są dwie rzeczy - pańszczyzna i szubienica''.
              Skąd to cytat?
              - Z polskiego podręcznika ekonomii z połowy XVII wieku, niezwykle popularnego w następnych wiekach: ''Oekonomia abo gospodarstwo ziemianskie, dla porządnego sprawowania ludźiom politycznym dziwnie pożyteczne''. Napisał to Anzelm Gostomski.
              Relację pan - cham widać też w szkołach. Jeżeli mnie stać, żeby moje dziecko miało lepiej, to fakt, że inne dzieci mają gorzej, mnie nie obchodzi. To są te wszystkie pomysły, żeby w szkolnych stołówkach jedni jedli lepszy obiad z kotletem finansowany przez rodziców, a inni - tańszy obiad bez kotleta finansowany przez MOPS. Dochodziło do takich sytuacji i jakoś nie budziło to okrzyków zgrozy klasy średniej.
              Dziedzictwo poddaństwa, relacji z panem feudalnym, przemyślenie tej trudnej genezy i odnalezienie jej śladów w sposobie funkcjonowania współczesnego miasta - to wszystko jest istotne do określenia tożsamości współczesnego Polaka.
              Cierpienia chłopów są nieobecne w naszej świadomości, mimo że geneza społeczeństwa jest chłopska. Nie mówi się, jak straszne rzeczy robiono naszym przodkom. Nie mamy świadectw, właściwie nie wiemy, kim byli ludzie, którzy stanowili 70 procent społeczeństwa przed wojną. Nie chcemy słyszeć ich głosu. Nie świętujemy też zniesienia pańszczyzny.
              Daniel Beauvois szczegółowo opisał funkcjonowanie polskiego społeczeństwa stanowego na ziemiach wschodnich.
              Francuski historyk?
              - Tak. Trzeba było Francuza z Sorbony, żeby opisać okrucieństwo polskiej pańszczyzny. Oczywiście mamy prace polskich historyków, ale oni są zwykle bardzo ostrożni. Gromadzą na przykład niezłą faktografię, ale prawie nie wyciągają z niej wniosków społecznych.
              Pamiętam konferencję naukową, na której Beauvois mówił poprawną polszczyzną, bo się nawet nauczył naszego języka, żeby przez dokumenty się przekopać. Prowadził badania w archiwach ukraińskich i polskich. To, co opisuje, przypomina brutalne sceny z południowych stanów USA, które Polacy kojarzą z popularnych seriali o niewolnictwie typu ''Korzenie''. Karbowy, który za oćwiczenie kobiety - ona umiera - płaci 80 groszy grzywny. Skala przemocy i okrucieństwa, której w ogóle nie dopuszczamy do świadomości.
              źródło Folwark Polski
              • porazostatni Re: Banialuki do kwadratu 09.05.14, 20:57
                I?
                - Książka wyszła na fali rosnącego zainteresowania tym obszarem. Po odzyskaniu niepodległości wreszcie można było otwarcie mówić o przeszłości ziem, które po 1917 roku znalazły się pod panowaniem ZSRR. Nastąpił wysyp książek, wspomnień, pamiętników o tej tematyce. Ja też o tym pisałem, ale sposób, w jaki to robiłem, nie wszystkim się podobał.
                Dlaczego?
                - Wtedy zaczynał tworzyć się nowy mit kresów polskich. Szkodliwy, bo zakłamujący prawdziwą historię tamtych ziem. Rezygnowano z rzetelnego opisu faktów, a tworzono obraz wyidealizowany, kreślony zgodnie z sienkiewiczowską tradycją "ku pokrzepieniu serc". Tradycja ta mnie irytowała. O ile zarówno bohaterowie Sienkiewicza, jak i Dumasa mogą być zabawni i przejmujący dla młodzieży, o tyle dorosłemu czytelnikowi dostarczają tylko niebezpieczną namiastkę historii, wpajają fatalne, stereotypowe wizje. Nie jest to dobra szkoła myślenia obywatelskiego naszych czasów. Dzisiejszą tego ilustracją są przesadne obchody grunwaldzkie z ich przykrymi skojarzeniami anty-niemieckimi. We Francji młodzież jeszcze dzisiaj czyta "Quo vadis?". Napisałem do tłumaczenia francuskiego wstęp przestrogę, w którym pokazuję swoim ziomkom, z jakich wątpliwych przesłanek wychodził autor.
                W odrodzonej, wolnej Polsce warto by się zdobyć na rozliczenie także własnej historii, poznanie prawdy o roli polskiej kultury - nic nie ujmując z jej zasług - na wieloetnicznych ziemiach I Rzeczypospolitej. Zamiast tego przedstawia się najczęściej kresy jako utracony raj, gdzie wszystkie narody żyły w idyllicznej zgodzie. Pisze się o misji cywilizacyjnej Polaków i dobrotliwych polskich dziedziczkach, które w czasie epidemii leczyły ukraińskich czy białoruskich chłopów. Taka wizja, delikatnie mówiąc, odbiega nieco od rzeczywistości. I choć faktycznie zdarzały się dziedziczki o miękkich sercach, to generalnie stosunek polskich panów do rdzennej ludności chłopskiej na dawnych kresach I Rzeczypospolitej był zły.
                To znaczy?
                - Chłopów traktowano jak podludzi. Jeszcze w końcu XIX wieku pan miał prawo bić chłopa po twarzy, co było nie do pomyślenia nie tylko na Zachodzie, ale nawet w innych zaborach.
                Ale sam pan pisze, że kultura polska promieniowała, a późniejsi działacze narodowi litewscy, ukraińscy czy białoruscy pokończyli polskie szkoły.
                - Warunkiem jakiegokolwiek awansu społecznego była asymilacja. Jeszcze Hugo Kołłątaj uważał, że nie należy chłopom pozwalać na kształcenie w ich własnym języku, bo dwór nie będzie wtedy mógł się z nimi porozumieć. Co prawda centralistyczna Francja postępowała tak samo ze swymi regionalnymi dialektami, dziś uznanymi za języki.
                Wśród polskich intelektualistów ci mający zrozumienie dla ciężkiego położenia ludu byli w zdecydowanej mniejszości. Na tym tle jak jasne gwiazdy lśnią takie postaci jak poeta Seweryn Goszczyński, który z empatią opisywał dramat chłopów czy później Stanisław Stempowski, ojciec Jerzego Stempowskiego z "Kultury" paryskiej, który tworzył pisemka edukacyjne dla ludu.
                Gdyby stosunki między dworem a chłopami układały się tak sielankowo, jak przedstawiało to większość publikacji ukazujących się w Polsce lat 90., nie byłoby ani krwawych rozpraw z panami polskimi w XVII i XVIII w. w czasie rewolucji bolszewickiej, ani rzezi wołyńskiej w czasie II wojny światowej. Zarzewia konfliktów trzeba szukać w bardzo odległej przeszłości, poczynając od XV-XVI w.
                W swoich książkach pisze też pan o nie najlepszych stosunkach panujących między magnaterią a drobną szlachtą.
                - Tak, i to też mnie różni od niektórych polskich autorów. Weźmy na przykład postawę księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, który jako kurator okręgu wileńskiego sprawował pieczę nad uniwersytetem. Początkowo postępował zgodnie z duchem oświecenia, starał się także na uniwersytecie wpajać ideały wolnego myślenia i egalitaryzmu, ale po traktacie wiedeńskim i utworzeniu Świętego Przymierza się zmienił. Ponieważ w 1812 roku książę na króciutki okres wybrał orientację pronapoleońską, cesarz Aleksander I, chociaż go potrzebował w nowo utworzonym Królestwie Polskim, długo dawał mu odczuć swą urazę. Przywrócił go na urząd kuratora wileńskiego dopiero w 1817 roku. W międzyczasie Czartoryski musiał bez ustanku dawać dowody lojalności carowi i pokazywać zmianę swoich poprzednich, zbyt liberalnych poglądów. W Polsce często przedstawia się Czartoryskiego jako zdecydowanego obrońcę studentów, protektora filaretów. Tymczasem to on w 1821 roku napisał antystudencki okólnik, który przypisuje się Nowosilcowowi.
                Z kolei Tadeusz Czacki, opiekun liceum krzemienieckiego, przedstawiany jest w Polsce jako wielki polski patriota i działacz narodowy. Tymczasem nikt nie pisze, że jego wizja oświaty z narodowym egalitaryzmem miała niewiele wspólnego. Uważał, że edukacja powinna być droga i elitarna, tak żeby stać na nią było tylko przedstawicieli najbogatszych rodów. Moje badania na ten temat burzą hurrapatriotyczne wizje Ryszarda Przybylskiego.
                Wielcy magnaci mieli bardzo pogardliwy stosunek do zdeklasowanej szlachty. Ona faktycznie była zżyta z ludem, lecz niejako przymusowo. Nie miała ziemi. Żyła w takich samych warunkach albo gorszych nawet niż chłopi. Po powstaniu II Rzeczypospolitej jej przedstawiciele, inaczej niż bogatsza szlachta czy ziemiaństwo, nie wyjechali do Polski, tylko zostali w państwie sowieckim. To dla nich Stalin utworzył na Ukrainie tzw. Marchlewszczyznę - Polski Rejon Narodowy. Po dziesięciu latach rejon zlikwidowano, a Polaków spotkały straszne prześladowania. Wielu z nich wywieziono do Kazachstanu albo na Kaukaz, skąd wracali stopniowo dopiero po śmierci dyktatora.
                Dzisiejsza Polonia na Wschodzie to właśnie ich potomkowie?
                - W dużej mierze tak. Polska musi prowadzić bardzo wyważoną politykę wschodnią. Na początku lat 90. III RP poparła dążenia niepodległościowe sąsiadujących z nią byłych republik radzieckich. Jednocześnie jednak ożyły te wszystkie sentymenty kresowe. Ich kultywowanie szkodzi stosunkom Polski z jej wschodnimi sąsiadami. Dla państw, które po rozpadzie ZSRR odzyskały niepodległość, ciągłe podkreślanie polskości ich ziem było często bardzo przykre. Ich obywatelom państwo polskie czy wcześniej polskie elity nie kojarzą się tylko z szerzącymi kulturę i budującymi wspaniałe pomniki architektury światłymi panami. Dla ich przodków byli to także ciemiężyciele hamujący rozwój ich narodowych kultur, tępiący ich tradycje. Wspierając Polonię, należy pamiętać, że jej członkowie są obywatelami innych państw, którym winni są lojalność.
                Chłopów bili po twarzy - Daniel Beauvois, autor książki
                "Trójkąt ukraiński. Szlachta, carat i lud na Wołyniu, Podolu i Kijowszczyźnie 1793-1914"

                Powstania na Ukrainie też pewnie bajki, Szela bajki.
                • gandalph Masz coś konkretnego do powiedzenia? 09.05.14, 21:59
                  Czy też bezmyślnie powtarzasz utarte brednie?
    • wladca_pierscienii 1) BLOND włosy oznaką biedy ?!? 01.05.14, 11:32
      sam jestem potomkiem chłopów
      więc nie bronię systemu feudalnego
      ale w tym cytowanym artykule mocno "przeginają"

      na przykład ktoś kto nie zna historii Europy
      z tego artykułu nie dowie się
      że w innych krajach europejskich też istniało poddaństwo chłopów

      teodor_jeske_choinski_1 napisał(a):

      > Wojewoda poznański Stefan Garczyński wołał dramatycznie w 1742 r., że w całym ś
      > wiecie nie ma kraju, w którym ucisk chłopów byłby cięższy niż w Polsce. Czy tak
      > było faktycznie?

      czyli były kraje na "świecie znanym Stefanowi Garczyńskiemu"
      w których ucisk chłopów był równie wielki
      co w Polsce

      jakie to kraje?....
      myślę, że w ciemno można obstawiać Rosję...

      > Rzeczywiście, liczne charakterystyki polskich chłopów sporządzone przez cudzozi
      > emców z epoki Oświecenia pozostawiają po sobie przygnębiające wrażenie. Anglik
      > George Burnett w początku XIX w. kreślił bezlitosny wizerunek polskiego chłopa:
      > „Jest niskiej postury i wygląda, jakby przedwcześnie przestał rosnąć. Ma
      > małe, szare oczka, krótki nos, zazwyczaj nieco zadarty;

      ja rozumiem - niski wzrost świadczy o niedostatecznym karmieniu
      w dzieciństwie i młodości

      ale krótki nos zadarty do góry
      (INACZEJ: brak tzw. "orlego nosa")
      ma świadczyć o biedzie ???

      > włosy na ogół barwy zbliżonej do żółtej,
      > choć czasami ciemniejsze;

      BLOND włosy świadczą o biedzie ????
      • apersona Re: 1) BLOND włosy oznaką biedy ?!? 01.05.14, 23:21
        Ba, były też kraje (Francja XVIII w.) gdzie nędza i ciemnota chłopów były wielkie mimo braku pańszczyzny i osobistego poddaństwa. Tak uważał de Tocqueville porównując wieś francuską i angielską - król-państwo bowiem ciągle potrzebował pieniędzy, a nowe podatki nakładał na tych co się przed nimi najmniej mogli obronić, a nie na tych co je najłatwiej mogliby zapłacić jak szlachta i duchowieństwo.
    • wladca_pierscienii 2) Wolter, jurgielt 18.05.14, 16:35
      teodor_jeske_choinski_1 napisał(a):

      > Encyklopedyści uważali, że chłopi w Polsce znajdują się w gorszym położeniu niż
      > lud w Mongolii,

      a jakie Francuzi mogli mieć pojęcie o życiu ludu Mongolii ?
      Mongolia znajdowała się między imperium rosyjskim
      i cesarstwem Chin

      Francuzi i Anglicy tam nie docierali...


      > Bardzo często pisano, że szlachcic obchodzi się ze swoimi nie
      > wolnikami jak z bydłem, sprzedając je niczym zwierzęta domowe.

      w Rosji w XIX wieku można było sprzedawać nawet "dusze" martwych
      rosyjskich chłopów
      patrz sztuka Nikołaja Gogola "Martwe dusze"
      pl.wikipedia.org/wiki/Martwe_dusze

      > Jak to ujął Wolter,
      > chłopa „w Polsce można sprzedać albo zarżnąć razem z bydłem”.
      szlachcic mógł zabić chłopa
      ale nie robił tego dla czystej przyjemności
      bo był to jego "środek produkcji"

      Wolter był 2-3 lata w Prusach
      w Polsce nie był
      w Rosji nie był
      wiedzę o sytuacji chłopów rosyjskich czerpał z korespondencji z carycą Katarzyną II

      wiedzę o sytuacji chłopów polskich czerpał od króla Prus (wroga Polski)
      i carycy Katarzyny II (wroga Polski)

      trzeba wziąść poprawkę, że wrogowie Polski
      musieli tendencyjnie dobrze siebie oceniać
      i tendencyjnie źle oceniać Polskę

      któryś z Fryderyków juz na początku XVIII wieku zakazał importu
      zboża z Polski, żeby "na wszelkij słuczaj" uniezależnić
      się od Poslki jako potencjalnego przeciwnika

      zapewne ani król pruski ani caryca
      nie powiedzieli o zjawisku zwanym "JURGIELT"
      pl.wikipedia.org/wiki/Jurgielt
      tv.wp.pl/wyszukiwanie-programy.html?query=jurgielt
      co pozwalało (dzięki Liberum Veto) blokować reformy w Polsce

      Wolter zmarł w 1778 roku
      jeszcze za jego życia wybuchło w Rosji Powstanie Pugaczowa
      pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_Pugaczowa
      en.wikipedia.org/wiki/Pugachev's_Rebellion
      już po jego śmierci wybuchła Rewolucja Francuska...
      • apersona Re: 2) Wolter, jurgielt 21.05.14, 13:39
        wladca_pierscienii napisał:

        > któryś z Fryderyków juz na początku XVIII wieku zakazał importu
        > zboża z Polski, żeby "na wszelkij słuczaj" uniezależnić
        > się od Poslki jako potencjalnego przeciwnika

        Zakaz importu lub wysokie cła na towary zagraniczne, które mogły być produkowane w kraju, były w XVIII w. uważane za sposób stymulowania gospodarki własnego kraju. Stosowali tą metodę w Prusach Fryderyk Wilhelm I i Fryderyk Wielki, cesarz Austrii Józef II ale też Wielka Brytania co doprowadziło do konfliktu z koloniami amerykańskimi.
        M.in. dlatego duże polskie miasta Gdańsk, Toruń żyjące z pośrednictwa z handlu z Polską tak płakały po przejęciu przez Prusy.
    • wladca_pierscienii Rosja - 3 marca 1861 r. 09.11.14, 15:23
      za serialem dokumentalnym
      "Historia świata" odcinek 7
      ("Andrew Marr's History of the World", Wielka Brytania 2012)

      car rosyjski 3 marca 1861 roku wydał ukaz
      dający wolność chłopom "rosyjskim",
      ale BEZ ziemi uprawnej (za którą musieliby zapłacić zawyżoną cenę)
      więc w rezultacie większość z nich po uwolnieniu
      i tak musiała pracować u tych samych posiadaczy ziemskich

      o Powstaniu Styczniowym i ogłoszeniu dekretu styczniowego
      przez polski powstańczy Rząd Narodowy o uwłaszczeniu chłopów
      zagraniczni filmowcy nic nie powiedzieli
      zaś rząd carski w marcu 1861 roku wydał reformy uwłaszczeniwe,
      by odciągnąć polskich chłopów od udziału w Powstaniu Styczniowym
      • tbernard Re: Rosja - 3 marca 1861 r. 12.11.14, 10:51
        > o Powstaniu Styczniowym i ogłoszeniu dekretu styczniowego
        > przez polski powstańczy Rząd Narodowy o uwłaszczeniu chłopów
        > zagraniczni filmowcy nic nie powiedzieli

        Bo pewnie były to zwyczajne obiecanki cacanki zupełnie bez znaczenia. Ot mogli nawet wydać dekret, że całe terytorium Rosji dają chłopom do zagospodarowania, tak jak Zagłoba komuś Niderlandy, a ja mogę na papierze napisać dekret, że jestem władcą wszystkich planet układu słonecznego.

        > zaś rząd carski w marcu 1861 roku wydał reformy uwłaszczeniwe,
        > by odciągnąć polskich chłopów od udziału w Powstaniu Styczniowym

        No to teraz zagadka. Dlaczego tak mało chłopów poparło Powstanie, większość była obojętna lub poparła cara? Czyżby nie czuli się Polakami, którzy chcą uwolnić swoją ukochaną ojczyznę? Z jakichś niewyjaśnionych powodów woleli nauczyć się ruskiego aby w przyszłości swoje sprawy urzędowe w tym języku załatwiać niż utożsamiać się z ojczyzną, wiarą itp.
        Nie czarujmy się. Elity zniszczyły państwo polskie, bo kierowali się prywatą i zniesienie niewolnictwa nie było w ich interesie, czyli w tym względzie mieli zupełnie zbieżne interesy z przyszłymi zaborcami (po prostu zaborcy nie chcieli aby Polacy stworzyli liczną armię). A jak już nastały zabory, to pozamiatane. Nawet okres Księstwa Warszawskiego, kiedy była realna szansa (gdy zaborcy dostali kilka silnych kopniaków w jaja) na odbudowanie silnego państwa pokazała jak elity potrafią tą szansę spieprzyć. W końcu to zaborcy znieśli niewolnictwo, bo takie już było ciśnienie rozwoju cywilizacyjnego. Więc o tym wspomnieli filmowcy a pominęli nic nie znaczące gesty.
        • krzy-czy Re: Rosja - 3 marca 1861 r. 12.11.14, 11:02
          Rząd narodowy poczuł smród u pupy-to i ogłosił se dekret.

          no dobra- car,żeby odciągnąć itditp.
          od czegóż chciał odciągnąxc swoich ruskich chłopów.???
        • gandalph Re: Rosja - 3 marca 1861 r. 12.11.14, 22:37
          "Nie czarujmy się. Elity zniszczyły państwo polskie, bo kierowali się prywatą i zniesienie niewolnictwa nie było w ich interesie, czyli w tym względzie mieli zupełnie zbieżne interesy z przyszłymi zaborcami"

          Gdzie wyczytałeś podobne dyrdymały?
          • tbernard Re: Rosja - 3 marca 1861 r. 14.11.14, 12:09
            Jak chcesz, to możesz sobie wierzyć, że rozbiory to skutek zmowy złych krwiożerczych zaborców. Ciekawe na przykład, dlaczego to Prusy nie zostały rozebrane, na przykład przez Polskę i Szwecję jak by logika podpowiadała?
            • gandalph Re: Rosja - 3 marca 1861 r. 14.11.14, 12:29
              tbernard napisał:

              > Jak chcesz, to możesz sobie wierzyć, że rozbiory to skutek zmowy złych krwiożer
              > czych zaborców. Ciekawe na przykład, dlaczego to Prusy nie zostały rozebrane, n
              > a przykład przez Polskę i Szwecję jak by logika podpowiadała?

              Niczego takiego nie napisałem. Kombinuj dalej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka