Dodaj do ulubionych

Pojęcie nieokreślone - europejskie wartości

07.04.06, 13:55
Pojęcia nieokreślone - wartości europejskie

W mediach bardzo często można usłyszeć, jak to je nazwałem, tkzw. 'pojęcia
nieokreślone'. Charakteryzują się tym, że wszyscy o nich mówią, wszędzie o
nich słychać, ale każdy ma swoją definicję owych pojęć. Są to zjawiska
okresowe - dłuższe lub krótsze, ale zawsze mają swój początek i na ogół
ucichają niezauważenie. Od kiedy jednak jesteśmy w Unii Europejskiej
nieustannie słyszymy o tkzw. 'europejskich wartościach'. Unia Europejska -
europejskie wartości. Śmierć Papieża - Papież zawsze popierał europejskie
wartości. Pomarańczowa rewolucja - europejskie wartości (demokracja). O
Europejskich wartościach pisze się książki i uczy w szkołach. Czy więc nie
pora zastanowić się, czym są naprawdę te wartości i co mają wspólnego z Polską?
Chyba najlepszą cechą 'pojęć nieokreślonych' jest dowolność ich definiowania
i interpretacji. Istna woda na polityczno-publiczno-medialny młyn. A więc jak
wszyscy wiemy, choć nie wiemy dokładnie skąd to wiemy, główne europejskie
wartości to demokracja i tolerancja. Ktoś z prawa rzuci dorzuci czasem
'chrześcijaństwo' i pojawia się doskonały temat do wieloletniej, bezsensownej
debaty o niczym.
Czy jednak można uzać tolerancję za europejską wartość? Zaczynając od
prześladowań chrześcijan w Starożytnym Rzymie, można wymieniać schizmę
wschodnią, świętą inkwizycję, wojny religijne w Niemczech, Czachach i Francji,
kończąc na holocauście, II-giej wojnie światowej i odwiecznych
prześladowaniach Żydów,
Demokracja? Na ogół sięga się do tej najstarszej, Ateńskiej i do Republiki
Rzymskiej. Jakoś nikt nie sięga do monarchistycznych wieków średnich, nie
wspominając już o absolutyźmie w nowożytności. Czarną plamą są totalitarne
ustroje XX-wieku.
Europa latami zmieniała swoje granicę. W starożytności był to basen Morza
Śródziemnego, w średniowieczu rycerski, chrześcijański Zachód. Polska zawsze
pozostawała na peryferiach europejskiego kręgu kulturowego. Kiedy w XVII wieku
budowano w Polsce barokowe kościoły i pałace, ubierano się po sarmacku.
Sarmata nosił wschodnią broń przy boku i bardziej wyglądem przypominał
moskiewskiego bojara, czy tureckiego wezyra niż człowieka z Francji, Szwecji,
czy Wielkiej Brytanii.
100 lat później odpierano zachodni styl życia nazywając ubierających się 'z
francuza' fircykami. Podczas zaborów brano pruskich urzędników za diabłów.
Wszystko prze to, że byli ubrani w rajtuzy, byli przy tyn chudzi, i chodzili
z harcapem oraz kapeluszem z nietoperzem.
Czym więc są te całe 'europejskie wartości'? Bo ja nie wiem.
Obserwuj wątek
    • redykolek Re: Pojęcie nieokreślone - europejskie wartości 10.04.06, 17:51
      Bo cała nasza europejska tradycja jest magmą pełną rozmaitych domieszek. Ale z
      grubsza biorąc można wyróżnić w niej to, co miało największy i najlepszy wpływ
      na jej rozwój. Zaliczyłbym tutaj przede wszystkim: grecki racjonalizm,
      chrześcijańską etykę i nowożytną, euro-atlantycką demokrację.
      • lukas1492 Re: Pojęcie nieokreślone - europejskie wartości 11.04.06, 21:38
        No widzisz...
        "Ponawybierano" z całej historii te cechy jak rodzynki z keksa :)
      • scand Re: Pojęcie nieokreślone - europejskie wartości 12.04.06, 09:51
        >Zaliczyłbym tutaj przede wszystkim: grecki racjonalizm,
        > chrześcijańską etykę i nowożytną, euro-atlantycką demokrację.

        Swietny wybór - ja bym dorzucił jeszcze grecki indywidualizm - żadna inna
        cywilizacja nie daje jednostce takiej autonomii od społeczności.
        • lukas1492 Re: Pojęcie nieokreślone - europejskie wartości 12.04.06, 17:30
          No właśnie, tylko, że o racjonaliźmie i indywidualiźmie jakoś się nie mówi :)
    • kyos ciąg skojarzeń :) 18.07.06, 20:01
      "europejskie wartości" zostały ukształtowane tak jak europejska kultura - przez
      tradycję żydowską, grecką i rzymską:
      Żydzi - 1.Dekalog; 2.pasja ciągłych reinterpretacji Słowa Bożego;
      3.chrześcijaństwo
      Grecy - 1.demokracja OBYWATELSKA; 2.szkoły filozoficzne i ich dorobek
      Rzym - 1.prawo; 2.idea Pax Romanum; 3.idea pluralistycznego (synkretyzm
      religijny!) państwa uniwersalnego

      odrodzenie
      1.powrót do antyku i twórcze rozwinięcie (np. pierwsze "utopie społeczne";
      pojęcie "umowy społecznej" czyli pozbawienie władzy Boskiego pochodzenia)
      2.początki wspólnoty międzynarodowej (Grocjusz) i pojęcie "wojny sprawiedliwej"
      3.reformacja (m.in. rozwój literackich języków narodowych w miejsce łaciny;
      Biblia "pod strzechy"; nowe relacje między państwem a religią)

      oświecenie
      1.humanitaryzm w prawie karnym i prawa człowieka
      2.wspomniane racjonalizm i indywidualizm -ale też empiryzm i sceptycyzm naukowy
      3.oddzielenie Kościoła od państwa (laicyzacja)
      4.ethos biurokraty jako "sługi państwa" (Prusy) i utylitaryzm społeczny
      (Bentham)
      5.liberalizm gospodarczy (Smith) i polityczny (Locke)
      6.nowe wzorce wychowania ("Eryk" Rousseau)

      XIX w.
      1.Kodeks Napoleona (narzucony Europie)
      2.prawo narodów do samostanowienia (kwestia wschodnia)
      3.kodyfikacja międzynarodowego prawa wojennego (konwencje genewskie)

      XX w.
      1.pluralizm polityczno-obyczajowy, prawnie sankcjonowany (coś innego
      niż "tolerancja")
      2."polityczna poprawność" (jako ograniczenie ad.1. choć niewynikające z
      obowiązującego prawa)
      3."społeczna gospodarka rynkowa" (kompromis między kapitalizmem a socjalizmem)

      sensu stricto IMHO
      4.Rada Europy: Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych
      Wolności (Rzym 1950)
      5.Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską -Preambuła oraz art.2
      6.Traktat o Unii Europejskiej -Preambuła oraz art.2 i art.6
      --co oznacza m.in.
      prawo do życia (zakaz kary śmierci)
      wolność słowa, wyznania, zamieszkania i przemieszczania się, wyboru pracy i
      prowadzenia działalności gospodarczej
      zakaz dyskryminacji ze względu na płeć, orientację seksualną, pochodzenie
      narodowe, wyznanie, wiek, poglądy
      • scand Re: ciąg skojarzeń :) 27.08.07, 13:38
        Brakuje mi w tym wyliczeniu
        ŚREDNIOWIECZA,
        a to przecież tak naprawdę średnowiecze stworzyło dopiero jedną
        europejską przestrzeń kulturową ( wartość jednej wspólnej
        przestrzeni kulturowej) - w przeciwienstwie od starozytności,
        średniowiecze wreszcie jednoczące Południe i Północ Europy - w
        czasach od Karola Wielkiego po chrystianizację Litwy, z łaciną jako
        ogólnym językiem Europy. To średniowiecze stworzyło ponadto sieć
        uniwersytetów - sieci łączącej wykształconych ludzi Europy.
        Niedoceniana jest też z reguły scholastyka jako nieco karkołomne ale
        jednak ugruntowanie metod logicznego myślenia choć w oderwaniu z
        reguły od materiału empirycznego.






        • kyos Re: ciąg skojarzeń :) 30.08.07, 13:19
          scand napisał:

          > a to przecież tak naprawdę średnowiecze stworzyło dopiero jedną
          > europejską przestrzeń kulturową ( wartość jednej wspólnej
          > przestrzeni kulturowej) - w przeciwienstwie od starozytności,
          > średniowiecze wreszcie jednoczące Południe i Północ Europy

          średniowiecze było raczej rozszerzeniem kultury grecko-rzymskiej na
          północ --a nie "jednoczeniem" czy "tworzeniem"
          bo niby z czym zachodzić miały interakcje kultury grecko-rzymskiej ?
          dlaczego przywołany przez Ciebie okres imperium karolińskiego
          określa się jako "renesans karoliński" ? jedyny germański wkład w to
          imperium dotyczył organizacji administracyjno-wojskowej i niektórych
          rozwiązań prawnych --kulturowo nie wniósł nic
          po drugie autorstwo idei uniwersalizmu europejskiego (w sensie
          kulturowo-politycznym) należy do imperium rzymskiego (co przecież
          nadmieniłem); podobnie jak nośnik tego uniwersalizmu, czyli
          wymieniona przez Ciebie łacina

          zgodziłbym się co do idei uniwersytetów --gdyby nie to że poddane
          były monokulturze mentalnej :) podobnie jak służebna z istoty nauka
          scholastyczna, nie mająca dociekać prawdy, ale bronić poglądów (i to
          bardzo konkretnych ;)
          • scand Re: ciąg skojarzeń :) 30.08.07, 14:31
            > średniowiecze było raczej rozszerzeniem kultury grecko-rzymskiej
            na
            > północ --a nie "jednoczeniem" czy "tworzeniem"

            Nie można się zgodzic że była to kontynuacja - ja bym mówił raczej o
            inspiracji w pewnych dziedzinach. Zauważ np. że zniknęło w tym
            śrdniowiecznym uniwersalizmie np. niewolnictwo w postaci jaką znała
            starozytność. To jest wkład ludów germanskich ( stopniowe wyzwalanie
            ducha jakby powiedział Hegel).
            Zauważ ponadto, że większośc współczesnych państw Europy ma swą
            genezę jakby nie patrzeć w średniowieczu - a zatem średniowiecza
            napewno nie można pominąć patrząc na dzisiejszą Europę.

            > były monokulturze mentalnej :) podobnie jak służebna z istoty
            nauka
            > scholastyczna, nie mająca dociekać prawdy, ale bronić poglądów (i
            to
            > bardzo konkretnych ;)

            Mimo pewnego dominujacego klimatu nie można mowić że wszystko było
            takie same. Już sam spór Tomisci- Augustianie był jakby przedłużeniem
            sporu Arystoteles - Platon a więc dwóch zupełnie odmiennych
            koncepcji świata. Dialektyka nie została zupełnie wyciszona w
            średnioweczu a więc była też wewnetrzna dynamika intelektualna tego
            okresu może dla nas przywycajonych do spektukalarnych osiągnięc
            nauki ostatnich 200 lat niezbyt imponująca ale nie odkryto wtedy
            jeszcze decydującego pojęcia które zapewniło sukces Europie to jest
            pojecia EKSPERYMENTU ( przed tym chronił m.in. tomistyczny
            hiperracjonalizm)
            To dla nas dość oczywiste pojęcie jednak nie było na tyle oczywiste
            skoro nawet ci niesamowici Grecy nie wpadli na jego istnienie w
            starożytności.
            • kyos Re: ciąg skojarzeń :) 30.08.07, 14:55
              scand napisał:

              "Nie można się zgodzic że była to kontynuacja - ja bym mówił raczej
              o inspiracji"
              a dlaczegóż nie była to kontynuacja ? i czym się różni utrzymanie
              (choćby wskazanych przeze mnie) elementów kultury grecko-rzymskiej w
              rzeczywistości średniowiecza od "inspiracji" nimi ?

              "Zauważ np. że zniknęło w tym śrdniowiecznym uniwersalizmie np.
              niewolnictwo w postaci jaką znała starozytność. To jest wkład ludów
              germanskich ( stopniowe wyzwalanie ducha jakby powiedział Hegel)."
              loool :D
              fajnie że czytujesz Hegla
              ale pomyliłeś chyba owo "germańskie wyzwalanie ducha" (???) z rolą
              chrześcijanstwa

              "Zauważ ponadto, że większośc współczesnych państw Europy ma swą
              genezę jakby nie patrzeć w średniowieczu"
              problem w tym że owo średniowiecze (bardzo zróżnicowane zresztą na
              przestrzeni 10 wieków) dążyło do zglajszlachtowania wszystkich
              państw i narodów --stąd europejski wymiar walki cesarstwa z
              papiestwem o imperium mundi
              współczesne państwa Europy biorą swój początek w większości w
              przełomie średniowiecza i renesansu

              "Już sam spór Tomisci- Augustianie był jakby przedłużeniem sporu
              Arystoteles - Platon"
              już sam ten spór był li wewnętrznym sporem w łonie Kościoła
              bowiem obie frakcje służyły jednej idei --umocnieniu pozycji papieża
              wobec cesarza

              "Dialektyka nie została zupełnie wyciszona w średnioweczu a więc
              była też wewnetrzna dynamika intelektualna tego okresu"
              gdy dynamika intelektualna nauki służy obronie Objawienia oraz
              (wynikającej jakoby stąd) zwierzchności władzy duchownej (papieża)
              nad całym życiem świeckim --osiągnięcia dialektyczne nie mogą być
              zbyt porywające (wynik i tak jest ten sam)

              "nie odkryto wtedy jeszcze decydującego pojęcia które zapewniło
              sukces Europie to jest pojecia EKSPERYMENTU ( przed tym chronił
              m.in. tomistyczny hiperracjonalizm)"
              w statycznej wizji świata nie ma miejsce na odkrycia, eksperymenty
              czy racjonalizm --"racjonalizm" tomistyczny wynika z samej idei
              hierarchii i porządku

              "To dla nas dość oczywiste pojęcie jednak nie było na tyle oczywiste
              skoro nawet ci niesamowici Grecy nie wpadli na jego istnienie w
              starożytności."
              to ciekawe jak, jeśli nie drogą eksperymentów, wyprodukowali "grecki
              ogień" ?
              • scand Re: ciąg skojarzeń :) 30.08.07, 15:16
                > a dlaczegóż nie była to kontynuacja ? i czym się różni utrzymanie
                > (choćby wskazanych przeze mnie) elementów kultury grecko-rzymskiej
                w
                > rzeczywistości średniowiecza od "inspiracji" nimi ?

                Kontynuacji nie było bo przyszli na ziemie tej kultury zupełnie nowi
                ludzie, właśnie Germanie, którzy przecież nie dominowali w
                cesarstwie rzymskim a w srednowiecznej Europie tak.
                (nawet zromanizowanych Franków nalezy uważać za Germanów)


                > ale pomyliłeś chyba owo "germańskie wyzwalanie ducha" (???) z rolą
                > chrześcijanstwa

                Nie pomyliłem, to adaptacja chrześcjanstwa to praw germańskich
                zaowocowało zniesieniem nieolnictwa. Zauważmy że samo chrześcjanstwo
                w praktyce nie wykluczało niewolnictwa jak zostało to pokazane w
                renesansie, najpierw przez Portugalczyków (zainspirowanych przez
                Arabów), a potem przez resztę chrześcjanskiej Europy.

                > współczesne państwa Europy biorą swój początek w większości w
                > przełomie średniowiecza i renesansu

                Tak, tendencje narodowe wzrosły wraz z wprowadzniem drukowanych
                języków narodowych.

                > bowiem obie frakcje służyły jednej idei --umocnieniu pozycji
                papieża
                > wobec cesarza

                Mówisz o skutku politycznym, ale istotny jest tez skutek
                intelektualny tej walki.


                > w statycznej wizji świata nie ma miejsce na odkrycia, eksperymenty
                > czy racjonalizm --"racjonalizm" tomistyczny wynika z samej idei
                > hierarchii i porządku

                Racjonalizm tomistyczny był racjonalizmem jak i racjonalizm naukowy.
                Materiał wejściowy ktrym operował był tylko różny.

                > to ciekawe jak, jeśli nie drogą eksperymentów,
                wyprodukowali "grecki
                > ogień" ?

                A czy istnienie "ognia greckiego" ( wynalazku chyba zresztą dość
                późnego) wpłynęło w jakikolwiek sposób na grecki sposób widzenia
                swiata ?
                Oczywiście nie chodzi tu o eksperymenty typu ogień grecki czy naciąg
                kuszy ale taki rodzaj eksperymentu jaki przeprowadzał Galileusz -
                badanie zjawiska w specjalnie spreparowanym środowisku - np.
                staczanie kul po równi pochyłej, które pozwalały rozpoznać pewne
                kluczowe regularności.



                • kyos Re: ciąg skojarzeń :) 30.08.07, 15:48
                  scand napisał:

                  "Kontynuacji nie było bo przyszli na ziemie tej kultury zupełnie
                  nowi ludzie, właśnie Germanie, którzy przecież nie dominowali w
                  cesarstwie rzymskim"

                  a o królestwach germańskich na ziemiach cesarstwa rzymskiego
                  słyszałeś ? a o "abdykacji" Romulusa Augustulusa ?
                  Germanie w całości przejmowali rzymską kulturę, czasem ją
                  modyfikując, ale nie wnosząc niczego istotnego z dzisiejszego punktu
                  widzenia

                  "Zauważmy że samo chrześcjanstwo w praktyce nie wykluczało
                  niewolnictwa"

                  ?

                  "najpierw przez Portugalczyków (zainspirowanych przez Arabów)"

                  co masz na myśli ?

                  "Tak, tendencje narodowe wzrosły wraz z wprowadzniem drukowanych
                  języków narodowych."

                  wg mnie raczej te tendencje wówczas "pojawiły się" (a nie "wzrosły")

                  "Mówisz o skutku politycznym, ale istotny jest tez skutek
                  intelektualny tej walki."

                  Scand
                  bardzo dobrze znam doktrynę tomistyczną
                  prymat papieża nie jest w niej "skutkiem politycznym" ale istotą
                  całego wywodu, całej koncepcji --nie możesz rozpatrywać strony
                  intelektualnej "Summa theologiae" (cokolwiek pod tym rozumiesz) bez
                  rozpoczęcia od tego punktu (nie tylko politycznego, ale też
                  religijnego)

                  "Racjonalizm tomistyczny był racjonalizmem jak i racjonalizm naukowy.
                  Materiał wejściowy ktrym operował był tylko różny."

                  ratio to rozum
                  trudno uznać by doktryna religijna była oparta na rozumie, a nie na
                  wierze (i to w wierze w posiadanie już prawdy)
                  nauka opiera się zaś na rozumie i poszukiwaniu prawdy
                  różne są nie tylko założenia ale i metodologia

                  "A czy istnienie "ognia greckiego" ( wynalazku chyba zresztą dość
                  późnego) wpłynęło w jakikolwiek sposób na grecki sposób widzenia
                  swiata ?"

                  właściwe pytanie to "jak wpłynął taki precedens na naukę
                  średniowiecza?" bo przecież "ogień grecki" był powszechnie znany,
                  ale zamiast spróbować stworzyć własny, próbowano skraść receptę
                  Biozantyjczykom --co tylko oddaje jaki wkład intelektualny miało
                  średniowiecze dysponujące znajomością czasów i dokonań greckich
                  (BTW wydaje mi się, choć mogę się mylić, ze pojawił się jeszcze
                  przed 475, a więc w starożytności)

                  "ale taki rodzaj eksperymentu jaki przeprowadzał Galileusz -
                  badanie zjawiska w specjalnie spreparowanym środowisku - np.
                  staczanie kul po równi pochyłej, które pozwalały rozpoznać pewne
                  kluczowe regularności."

                  a Archimedes: prawo wyporu i przyłożenia siły na dźwigni ?
                  • scand Re: ciąg skojarzeń :) 30.08.07, 17:29
                    > a o królestwach germańskich na ziemiach cesarstwa rzymskiego
                    > słyszałeś ?

                    Ale przecież Germanie nawet żyjąc na terenie Cesartswa Rzymskiego
                    nie przyjmowali dokładnie rzymskiego sposobu życia !
                    Nawet trzymali się własnych zwyczajowych praw które były różne od
                    praw rzymskiej biurokracji.
                    Nie powiesz chyba że Ostrogoci pojawiwszy się na półwyspie
                    Apeninskiem wzięli sie od razu do studiowania prawa rzymskiego :)

                    > "Zauważmy że samo chrześcjanstwo w praktyce nie wykluczało
                    > niewolnictwa"
                    >
                    > ?

                    Pisze w praktyce czyli oznacza to tyle że od XV wieku chrzescjanie
                    zaczeli handlowac niewolnikami. Oczywiscie było to niezgodne z
                    zaleceniami chrzescjanskimi ale czy sposób życia np. rodziny Borgiów
                    był wtedy zgodny ? ;)

                    > wg mnie raczej te tendencje wówczas "pojawiły się" (a
                    nie "wzrosły")

                    uważasz że rycerstwo polskie nie miało wtedy poczucia odręności od
                    np. niemieckich Krzyżaków ?

                    > prymat papieża nie jest w niej "skutkiem politycznym" ale istotą
                    > całego wywodu, całej koncepcji ..

                    Ja bym na podstwie swojej znajomosci powiedział że istotą tomizmu
                    jest uzasdnienie rozumowe wiary ..

                    > trudno uznać by doktryna religijna była oparta na rozumie, a nie
                    na
                    > wierze (i to w wierze w posiadanie już prawdy)
                    > nauka opiera się zaś na rozumie i poszukiwaniu prawdy
                    > różne są nie tylko założenia ale i metodologia

                    Nazywasz tomizm doktryną religijną, ale rownie dobrze można nazwac
                    ja doktryną filozoficzną ktorej celem właśnie było "poszukiwanie
                    prawdy w oparciu o rozum". Innny był tylko materiał wejsciowy
                    - "dane" objawienia a nie dane eksperymetalne. Tym własnie rózni się
                    racjonalizm nowożytny że odrzucił objawienie jako źródło a przyjął
                    jako zódłowe dane eksperymentalne.

                    > (BTW wydaje mi się, choć mogę się mylić, ze pojawił się jeszcze
                    > przed 475, a więc w starożytności)
                    Jednak się mylisz.
                    pl.wikipedia.org/wiki/Ogie%C5%84_grecki
                    Nawet gdyby był wynaleziony wcześniej to i tak nie miałby wpływu na
                    kształtowanie greckiego poglądu na świat bo dopiero, jak pisałem,
                    eksperymet kontrolowany był istotnym przełomem.

                    > a Archimedes: prawo wyporu i przyłożenia siły na dźwigni ?

                    To się zgadza , Archimedes już był bliski stworzenia nauki
                    eksprymentalno-matematycznej. Niestety Rzymianie zdobyli Syrakuzy i
                    zabili Archimedesa.
                    I inni Grecy nie poszli tym kierunkiem chociaz były jeszcze
                    spektakularne osiagniecia jak np. Herona. Były to próby odizolowane
                    w morzu myślenia spekulatywnego, co najwyżej naiwno-
                    naturalistycznego. Nieporównywalne z wielkim rozwojem metodologii
                    eksperymentalnej w Europie wieku XVII.



                    • kyos Re: ciąg skojarzeń :) 31.08.07, 12:19
                      scand napisał:

                      "Ale przecież Germanie nawet żyjąc na terenie Cesartswa Rzymskiego
                      nie przyjmowali dokładnie rzymskiego sposobu życia !"
                      asymilowali się --ale nie "inspirowali się"

                      "Nawet trzymali się własnych zwyczajowych praw które były różne od
                      praw rzymskiej biurokracji."
                      czytałeś w ogóle zwody zwyczajowego prawa Franków?
                      nic nadzwyczajnego --gł. szczątkowe prawo spadkowe i karne
                      większość rozwiązań prawa germańskiego pochodziła z prawa rzymskiego
                      (prawo cywilne, prawo handlowe)

                      "Nie powiesz chyba że Ostrogoci pojawiwszy się na półwyspie
                      Apeninskiem wzięli sie od razu do studiowania prawa rzymskiego :)"
                      nie musieli "studiować" --zapoznali się z nim dokładniej w Panonii
                      poza tym Teodoryk to akurat sztandarowa postać zromanizowanych
                      Germanów

                      BTW --dygrasja demograficzna
                      jak to się ma, że takie królestwa germańskie opierały się na władzy
                      nielicznych Germanów nad przeważającą ludnością rzymską, do Twoich
                      tez, że większość demograficzna zawsze wygra ?

                      "Pisze w praktyce czyli oznacza to tyle że od XV wieku chrzescjanie
                      zaczeli handlowac niewolnikami."
                      1.Scand --między wiekiem V a XV było całe tysiąclecie :)
                      istotą chrześcijanstwa była wolność człowieka --był to nakaz
                      etyczny, a nie prawny, ale to właśnie on umożliwił likwidację
                      niewolnictwa jako podstawy starożytnej gospodarki
                      2."w praktyce" sami Germani brali do niewoli swoich wrogów

                      "uważasz że rycerstwo polskie nie miało wtedy poczucia odręności od
                      np. niemieckich Krzyżaków ?"
                      wiek XIV i XV to właśnie okres przejściowy między średniowieczem a
                      renesansem

                      "Ja bym na podstwie swojej znajomosci powiedział że istotą tomizmu
                      jest uzasdnienie rozumowe wiary"
                      ...opierającej się na porządku, hierarchii, posłuszeństwie
                      a w efekcie na uznaniu (w drodze rozumowej) przez wszystkich prymatu
                      papieża nad całością życia jako "namiestnika Chrystusa"
                      dla św. Tomasza wiara była normą (nie etyką) --niby skąd hierarchia
                      lex aeterna, ius naturale i lex humana ?

                      "Nazywasz tomizm doktryną religijną, ale rownie dobrze można nazwac
                      ja doktryną filozoficzną ktorej celem właśnie było "poszukiwanie
                      prawdy w oparciu o rozum"."
                      ? św. Tomasz nie posuzkiwał prawdy
                      poszukiwał rozumowej konstrukcji uzasadniającej prawdę Objawienia

                      "Innny był tylko materiał wejsciowy"
                      Objawienie nie było tylko materiałem wyjściowym --ale punktem
                      docelowym, "nieubłaganym" wnioskiem z przesłanek

                      "Tym własnie rózni się racjonalizm nowożytny że odrzucił objawienie
                      jako źródło a przyjął jako zódłowe dane eksperymentalne."
                      odrzucił tez Objawienie jako metodologię, środek dowodzenia

                      "Nawet gdyby był wynaleziony wcześniej to i tak nie miałby wpływu na
                      kształtowanie greckiego poglądu na świat bo dopiero, jak pisałem,
                      eksperymet kontrolowany był istotnym przełomem"
                      nie chodzi o "grecki pogląd na świat"
                      ale sposób wykorzystania przez świat naukowy średniowiecza spuścizny
                      greckiej
    • kyos nie wierzę, że temat jest martwy jak ten wątek :( 02.07.07, 12:38
      ja mam takie pytanie: czy na pewno Karta Praw Podstawowych i inne akty prawne
      Unii Europejskiej wyczerpują pojęcie "europejskich wartości", które Europa może
      obecnie zaproponować światu ?

      a przecież jej mottem jest "jedność w różnorodności" => hasło bezlitośnie
      poniewierane przez zwolenników wyższości interesu narodowego nad
      ponadnarodowym --który z założenia (wg nich) ma być przeciwstawny pierwszemu;
      przy okazji krytykuje się owo motto z punktu widzenia porażki społeczeństwa
      multi-kulti (UK), zapominając że tam nie było żadnej jedności, a jedynie
      obojętne życie obok siebie w równoległych wspólnotach
      warto przypomnieć sobie uwagi Tocqueville'a nad społeczeństwem obywatelskim
      oraz zagrożeniami zarówno nową despocją jak i społeczeństwem
      masowym... "Rewolucja Francuska zaczyna się wciąż na nowo, bo wciąż mamy do
      czynienia z jedną i tą samą rewolucją. W miarę jak posuwamy się przed siebie,
      jej finał oddala się i ginie w mroku."
    • kyos "Czy Europa istnieje?" 17.08.07, 16:45
      Pierre Nora, Gesine Schwan, Robert Traba (2007-08-11)
      Potrzebne są takie miejsca i symbole, które łączą świadomość
      historyczną różnych narodów i kultur Europy. A może narody pamiętają
      tylko o wojnach i przelanej krwi? Głosy trojga historyków -
      francuskiego, niemieckiego i polskiego

      www.gazetawyborcza.pl/1,76498,4381316.html?
      as=1&ias=3&startsz=x

      Pierre Nora*: Nie ma europejskiego patriotyzmu
      O europejskich miejscach pamięci dyskutujemy od 25 lat. Nie ulega
      wątpliwości, że samo pragnienie sporządzenia katalogu takich miejsc
      rodzi rozmaite sprzeczności i trudności. Dostrzegam trzy zasadnicze
      sprzeczności w samym założeniu.
      Po pierwsze, pojęcie "miejsce pamięci" sugeruje istnienie historii,
      którą odczuwa się jako wspólną. Tymczasem historyczne doświadczenie
      Europy nie jest bynajmniej doświadczeniem jedności. Wręcz
      przeciwnie - wyrasta z podziału. Nie tylko w wymiarze narodowym, ale
      też językowym, terytorialnym, religijnym. Kto wie, czy najbardziej
      naturalnym europejskim miejscem pamięci nie byłoby właśnie
      doświadczenie "granicy".
      Po drugie, miejsca pamięci przybierają różnorakie formy, ale
      wszystkie są niczym spontaniczne, wielowymiarowe inkarnacje ducha
      Europy, europejskiej kultury, europejskiej tożsamości. Tymczasem
      trzeba się zgodzić, że Europie brakuje takich inkarnacji. One są
      wszędzie, a zarazem nigdzie. Europa nie ma granic, nie ma stolicy,
      nie ma bohaterów. Jedyne postaci mogące pretendować do miana
      wielkich budzą wątpliwości i ambiwalencję (Karol Wielki, Napoleon),
      są odrażające (Hitler) lub mało charyzmatyczne (Briand, Monet,
      Schuman, Adenauer etc.). Sama flaga i hymn nie są symbolami tradycji
      heroicznych.
      W efekcie europejskie symbole przeszłości są negatywne - dwoma
      najsilniejszymi byłyby z pewnością Verdun i Auschwitz. Stąd właśnie
      bierze się emocjonalna siła gestów pojednania - uścisku dłoni Kohla
      i Mitterranda w Verdun, Willy'ego Brandta klęczącego pod pomnikiem
      getta w Warszawie czy mszy w katedrze w Reims w obecności Adenauera
      i de Gaulle'a. Czy nie budzi niepokoju fakt, że najbardziej
      emocjonalnymi europejskimi miejscami pamięci są miejsca żałoby?
      Po trzecie, nawet istniejące oficjalnie lub autorytatywnie narzucone
      miejsca pamięci akceptowane są tylko wtedy, gdy krystalizują konsens
      i zbiorową aprobatę. Największe historyczne miejsca pamięci
      francuskiej - czy to Wersal, czy święta wprowadzone w czasach
      rewolucji, czy szkoła doby republiki - wbrew oporom, które
      wywoływały, cieszą się dziś zbiorowym przyzwoleniem, są projekcjami
      narodowej wyobraźni. Nic z tych rzeczy nie ma odpowiednika w
      Europie. Przynależność do małej wspólnoty okazuje się ważniejsza niż
      członkostwo we wspólnocie europejskiej. Nie ma ani jednomyślności,
      ani prawdziwego patriotyzmu europejskiego.
      Europa zawsze była sprawą elit - elit militarnych i dyplomatycznych
      (traktat westfalski, kongres wiedeński, Jałta), elit intelektualnych
      i artystycznych (république des lettres w dobie renesansu,
      oświecenie, Paryż przełomu wieków, Wiedeń etc.). Nie istnieją łatwo
      definiowalne europejskie miejsca pamięci, ponieważ nie ma Europy
      obywateli.
      Można jednak podjąć próbę zdefiniowania zwojów europejskich
      wrażliwości i miejsc zakotwiczenia tożsamości. Przed 20 laty
      podjąłem się tego zadania w ramach zorganizowanego przez UNESCO
      międzynarodowego sympozjum na temat tożsamości kulturowej Europy.
      Udało mi się wyróżnić siedem kategorii europejskich miejsc pamięci:
      • miejsca „historiograficzne” - podręczniki szkolne i muzea (np.
      powstające w Brukseli muzeum Europy, upamiętniający I wojnę światową
      francuski Historial w Peronne, dokumentujący historię II wojny
      światowej Mémorial w Caen etc.);
      • miejsca „fundacyjne” - antyk, renesans, reformacja, oświecenie,
      rewolucja francuska, nacjonalizm, imperializm;
      • miejsca „decydujące” w wymiarze militarnym (bitwa pod Lepanto,
      Waterloo, Verdun, Stalingrad) lub dyplomatycznym (od traktatu z
      Verdun z 843 r. [który podzielił państwo Franków na trzy królestwa]
      do Maastricht);
      • miejsca geograficzne - wielkie rzeki (Dunaj, Ren), masywy
      górskie, Północ, Południe;
      • miejsca kulturowe i ekonomiczne - rynki, targi, szlaki handlowe,
      wielkie centra uniwersyteckie, centra ekonomiczne: Hanza, City of
      London, Zagłębie Ruhry etc.;
      • miejsca twórczości naukowej (jabłko Newtona, żaba Galvaniego,
      butelka lejdejska, Instytut Pasteura, berliński Instytut Maksa
      Plancka, laboratorium Nielsa Bohra etc.) lub artystycznej - od
      Florencji doby quattrocento po Paryż 1914 r.;
      • wreszcie miejsca symboliczne: od wielkich peregrynacji
      religijnych (od Santiago de Compostela [miasto w Hiszpanii, gdzie
      odnaleziono grób św. Jakuba, cel wielkich pielgrzymek od wczesnego
      średniowiecza] po Lourdes), poprzez podróże turystyczne, aż po
      miejsca związane z europejską świadomością, takie jak Deklaracja
      Praw Człowieka czy Auschwitz.
      Tę systematykę europejskich miejsc pamięci można oczywiście
      formułować w sposób bardziej wyrafinowany, szukać innych kluczy i
      zestawień. Przywołany porządek wystarcza jednak, by pokazać, że
      praktykowanie tego typu lektury europejskiej historii jest możliwe.
      Czy istnieje europejska pamięć będąca bytem nieskrępowanym mnogością
      pamięci narodowych?
      Każdy kraj charakteryzują właściwe mu relacje z przeszłością.
      Wszystkie kraje, nie tylko europejskie, poznały w ostatnich 30
      latach XX wieku, czym są traumy burzące ich samoświadomość i
      wymuszające korektę ich spojrzenia na własną przeszłość. Te
      traumatyczne doświadczenia nie miały wszędzie tego samego
      charakteru - w Niemczech chodziło o uczenie się demokracji, podział
      i ponowne zjednoczenie kraju, w Wielkiej Brytanii i Holandii o
      utratę imperium, w Hiszpanii o pokonanie dyktatury, we Włoszech o
      doświadczenie psucia się demokracji.
      Oryginalnością Francji pod tym względem jest chyba to, że posiada
      ona szeroki zestaw rejestrów, na których mogły odbywać się gry
      pamięci. Bez wątpienia to właśnie sprawiło, że we Francji
      zainteresowano się problematyką historycznego badania pamięci. Nie
      to jest jednak istotą rzeczy. Sedno sprawy stanowi dialektyczna
      relacja między tym, co uniwersalne, i tym, co specyficzne - wyjaśnia
      ona bowiem i warunkuje samo pojęcie "miejsca pamięci".
      Długo wierzono w cnotę "historii uniwersalnych". Później długo
      praktykowano pisanie pooddzielanych od siebie historii narodowych.
      Problematyka pamięci odnowiła historię narodową poprzez zanurzenie
      jej w specyfikach różnych tożsamości. Osobiście jestem jednak
      przekonany, że pogłębienie różnic może prowadzić do poczucia
      podobieństwa.
      * Pierre Nora - ur. 1931, profesor historii na paryskim
      uniwersytecie EHESS, redaktor w wydawnictwie Gallimard; pomysłodawca
      i redaktor siedmiotomowego dzieła „Lieux de mémoire” (1984-92) na
      temat francuskich miejsc pamięci, które zgromadziło prace ponad stu
      naukowców

      Gesine Schwan*: Potrzeba uczciwego rozrachunku
      Od wielu lat w wielu krajach europejskich, zwłaszcza we Francji i
      Niemczech, toczą się dyskusje na temat "pamięci" i "polityki wobec
      pamięci". Zaczęto odsłaniać tzw. białe plamy - czyli niewygodne i
      zdyskredytowane wątki historii i pamięci.
      W Niemczech chodziło o nazizm, II wojnę światową i Auschwitz.
      Konsekwencją dyskusji prowadzonych od lat 60. była stopniowa zmiana
      sposobu, w jaki Niemcy (z Zachodu) postrzegali samych siebie. Z
      ofiar nazistowskiego uwiedzenia i ludzi pokrzywdzonych przez wojnę
      przekształcali się we współsprawców narodowego socjalizmu i okupacji.
      Zmienił się także wizerunek własny Francuzów jako narodu powszechnie
      uczestniczącego w ruchu oporu, la résistance - którą to formułą
      posłużył się de Gaulle, by dokonać legitymizacji nowej republiki.
      Zaczęto rozróżniać między walczącymi w ruchu oporu, biernymi
      • kyos "Czy Europa istnieje?" cz.2 17.08.07, 16:50
        Zaczęto rozróżniać między walczącymi w ruchu oporu, biernymi
        obserwatorami i kolaborantami. W centrum debat na temat historii i
        pamięci znalazło się Vichy, a później także Algieria.
        Pamięć narodowa ma duże znaczenie dla indywidualnego i zbiorowego
        poczucia własnej wartości. Zarówno indywidualna, żywa pamięć
        codzienna, jak też kształtowana dzięki oficjalnym uroczystościom
        tzw. pamięć kulturowa zawsze przemycają informacje istotne dla
        poczucia własnej wartości. Pamięć jest także - zarówno dla
        jednostek, jak i zbiorowości - podstawowym tworzywem tego, co
        nazywamy tożsamością. Im słabsza jest nasza pamięć, im więcej
        pojawia się w niej luk - szczególnie takich, które pozwalają uniknąć
        konfrontacji z tym, co nieprzyjemne - tym słabsza i bardziej zawodna
        jest nasza tożsamość. I odwrotnie: im bardziej koherentna jest nasza
        pamięć, im słabszy jest w niej mechanizm wypierania, tym
        pewniejszymi stajemy się partnerami, tym skuteczniej możemy się
        komunikować i przyczyniać do wzajemnego porozumienia.
        Ten mechanizm społeczno-psychologiczny jest ważny, gdy próbujemy
        wyjaśnić, czym mogłaby być pamięć europejska. Trudno jest ją
        zdefiniować - podobnie jak wciąż trudno jest pisać wspólną
        europejską historię. Opowiadanie europejskiej przeszłości nie może
        bowiem być sumą historii narodowych, lecz musi koncentrować się na
        relacjach transnarodowych i międzynarodowych oraz stosunkach
        panujących wewnątrz państw i społeczeństw.
        W tej kwestii nie ma jedynie słusznego punktu widzenia. Jedna z
        możliwych perspektyw - to definiować europejską historię i
        europejską pamięć wyłącznie jako to co wspólne. Np. poprzez relacje
        wobec innych (USA, Afryki kolonialnej) lub poprzez
        wewnątrzeuropejskie zależności i oddziaływania w sferze literatury,
        muzyki, sztuki.
        Dla przyszłej wspólnej Europy, która integruje się w formie Unii
        Europejskiej i powinna stać się odpowiedzialnym aktorem polityki
        światowej, szczególnie istotne byłoby stworzenie wspólnej pamięci
        wrogości i konfliktów, aby uzyskać w ten sposób wspólną europejską
        tożsamość. Oznaczałoby to najpierw konieczność przedstawienia
        różnych narodowych pamięci kulturowych, a następnie - wytworzenia
        pomiędzy nimi sytuacji "rozmowy", tak by powstała płaszczyzna, na
        której mogłyby się spotkać różnice.
        Także wewnątrz pamięci narodowej zachodziły i zachodzą procesy
        porównywania perspektyw - np. perspektyw ofiar i sprawców. Za
        przykład służyć może prezydent Jacques Chirac, który w 1995 r. w
        imieniu Francji prosił o wybaczenie za aresztowania Żydów prowadzone
        przez rząd Vichy, czy prezydent Richard von Weizsäcker, który w
        słynnej mowie wygłoszonej z okazji 40. rocznicy zakończenia wojny
        określił dzień 8 maja 1945 r. zarówno dniem klęski jak i wyzwolenia
        dla narodu niemieckiego, łącząc tym samym dwa rozbieżne
        doświadczenia i rożne interpretacje.
        Jeśli chcemy stworzyć europejską pamięć, która dzięki
        odzwierciedleniu różnorodnych perspektyw, konkurujących ze sobą
        przynależności i lojalności oraz dzięki odniesieniu do fundamentu
        wspólnych wartości miałaby wzmocnić europejską tożsamość, nie możemy
        uciekać od newralgicznych doświadczeń historycznych Europy.
        Stworzenie europejskiej pamięci oznacza zatem nierzadko bolesne
        konfrontacje z europejskimi konfliktami. Dzięki wspólnej, uczciwej
        pracy można by w ten sposób osiągnąć przesiąknięty historią i oparty
        na prawach człowieka normatywny konsens. Niezbędne są przy tym
        odwaga i przeświadczenie, że zadanie to nie może się udać bez Unii
        Europejskiej.
        * Gesine Schwan - ur. 1943, politolog i filozof, rektor Uniwersytetu
        Europejskiego Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, autorka wielu
        książek, m.in. „Politik und Schuld. Die zerstörerische Macht des
        Schweigens" („Polityka i wina. Niszczycielska siła milczenia”,
        1997), „Antikommunismus und Antiamerikanismus in Deutschland.
        Kontinuität und Wandel nach 1945” („Antykomunizm i antyamerykanizm w
        Niemczech. Ciągłość i zmiana po 1945 r.”, 1999), pełnomocniczka
        rządu RFN ds. współpracy polsko-niemieckiej

        Robert Traba: Polifonia pamięci
        W ciągu kilkunastu dni stycznia tego roku w jednym miejscu na mapie
        Europy - w Berlinie - mogłem doświadczyć aktualności całej
        skomplikowanej problematyki „podzielonej pamięci”. Ograniczę się do
        trzech przykładów.
        Przykład pierwszy. Deutsche Oper Berlin wystawia operę Alberto
        Franchettiego "Germania". W tle romantycznej miłości toczy się
        opowieść o wydarzeniach z lat 1806 i 1813 - o niemieckiej walce o
        wolność i niepodległość przeciw napoleońskiej Francji. Wymowa opery
        jest patriotyczna, ale przede wszystkim dzieło to jest pochwałą
        wolności i protestem przeciw wojnie. "Germania" Franchettiego -
        włoskiego kompozytora pochodzenia żydowskiego - to "patria vestra"
        ["wasza ojczyzna"]. Skłania do refleksji o miejscu własnej tradycji
        narodowej w "otwartej Europie".
        Przykład drugi. Theater Hebbel am Ufer wystawia "Transfer" - sztukę
        młodego polskiego reżysera Jana Klaty. Aktorami są autentyczni
        świadkowie historii - Polacy i Niemcy - którzy przeżyli dramat II
        wojny światowej zakończony ucieczką i brutalnym wysiedleniem z ziemi
        rodzinnej: z Wilna i Lwowa, z Pommern i Breslau. Sztuka opowiada o
        indywidualnym ludzkim cierpieniu w konfrontacji z wojną i tzw.
        wielką polityką. Kilkanaście lat temu ten sposób opowieści o losach
        Polaków i Niemców był nowy, ale nie budził politycznych emocji. Dziś
        politycy mogą mieć problemy z tą sztuką, gdyż nie odpowiada ona na
        żadne zamówienie polityczne i pozbawia ich monopolu na prowadzenie
        dialogu polsko-niemieckiego.
        Przykład trzeci. W Filmtheater na Hackesche Höfe ma miejsce premiera
        filmu Volkera Schlöndorffa "Strajk - Die Heldin von Danzig".
        Opowieść klasyka niemieckiego kina o polskiej drodze
        do "Solidarności". Pierwszy - dla mnie - film zachodnioeuropejskiego
        reżysera, który próbuje przetworzyć wydarzenie zza żelaznej kurtyny
        w jeden z mitów fundacyjnych współczesnej Europy. Na dodatek jest to
        reżyser niemiecki kreujący wizerunek "polskiego Gdańska"!
        Każde z tych trzech wydarzeń artystycznych próbuje na swój sposób
        opisać i utrwalić dla pamięci potomnych fragment historii. Czy mają
        one ze sobą coś wspólnego? Tak. Wszystkie trzy, w różny sposób, są
        konstruowaniem pamięci "z zewnątrz" - żydowski Włoch kreuje mit
        niemieckiego patriotyzmu, polski reżyser nadaje nowy (również dla
        Niemców) sens wojnie i wysiedleniom, niemiecki reżyser "europeizuje"
        wolnościowy mit polskiej "Solidarności". Czy w ten sposób
        realizowany jest nowy, szerszy projekt europejskiej pamięci?
        By odpowiedzieć na to pytanie, odwołam się do moich doświadczeń
        sprzed kilkunastu lat. Koncentrowały się one w przestrzeni między
        Olsztynem/Allenstein a Kaliningradem/Königsberg, a w dalszej
        kolejności - między Wilnem, Lwowem i Warszawą. Efektem tej
        działalności stało się stworzenie trzech pojęć-symboli -
        "Borussia", "Atlantyda Północy", "otwarty regionalizm". Tu, w
        Monachium, brzmią one egzotycznie. Dla mnie, dla pokolenia, które
        nie przeżyło dramatu wojny, a jedynie jej skutki, stały się
        synonimami świadomego konstruowania miejsc pamięci. Określały nowy
        sposób rozumienia (pamiętania) przeszłości i teraźniejszości,
        głównie w odniesieniu do historycznego pogranicza niemiecko-litewsko-
        polsko-rosyjskiego usytuowanego między dolną Wisłą a Niemnem.
        Stanowiły rodzaj manifestu, przesłania dla otwarcia narodowych
        pamięci na "innych".
        Praktycznym wyrazem takiego myślenia były serie publikacji autorów
        niemieckich, rosyjskich, litewskich, ukraińskich czy białoruskich, a
        także renowacja "nie naszych" cmentarzy na Mazurach - po to, by
        odkryć i uwrażliwić "nas" na "konkurencyjną pamięć" naszych
        sąsiadów. Wszystko to działo się w atmosferze europejskiego sporu o
        pamięć - sporu między projektem "wspólnej europejskiej pamięci" i
        renacjonalizacją pamięci poszczególnych wspólnot narodowych
      • kyos "Czy Europa istnieje?" cz.3 17.08.07, 16:52
        Wszystko to działo się w atmosferze europejskiego sporu o pamięć -
        sporu między projektem "wspólnej europejskiej pamięci" i
        renacjonalizacją pamięci poszczególnych wspólnot narodowych, która
        zaczęła narastać u schyłku XX wieku.
        Niezapomnianym doświadczeniem stała się podróż na Litwę. Niedaleko
        Wilna, w lasach ponarskich, znajduje się miejsce upamiętniające mord
        blisko 100 tys. ludzi, głównie Żydów, ale też Polaków i Litwinów,
        dokonany z inspiracji Niemców przez litewskie oddziały specjalne.
        Przed 1990 r. wieńczył to miejsce pomnik poświęcony "ludziom
        sowieckim zamordowanym przez faszystowskich okupantów". Dziś są trzy
        pomniki: żydowski, polski, litewski. Każdy upamiętnia tragedię
        przedstawicieli "własnego" narodu i odwołuje się do "potomków
        swojego narodu". Ich przesłanie rozpoczyna napis w trzech
        językach: "Amžinas atminimas", "Eternal memory", "Wiecznaja
        pamiat'...".
        Dramatyczny apel o "wieczną pamięć" był zaraz po przełomie 1989 r.
        naturalnym wołaniem o sprawiedliwość, o przywrócenie normalnego
        wymiaru przeszłości. Czy znajdzie się na nią miejsce w
        postsowieckich, postkomunistycznych społeczeństwach budujących po
        długiej przerwie tożsamość zbiorową skierowaną na ślady chwały
        własnych narodów?
        Dziś pytanie to jest retoryczne. Patrząc, jak dyskusje historyczne
        przebiegają w liberalnych demokracjach Europy Zachodniej - we
        Francji, w Hiszpanii, we Włoszech czy Niemczech - można odnieść
        wrażenie, że w sferze pamięci wracamy do tradycyjnych narracji
        narodowych. Tyle że w tle towarzyszy nam nowy krajobraz
        zglobalizowanej kultury masowej, dla której punktem odniesienia jest
        jedynie teraźniejszość.
        Alternatywą dla narracji narodowych jest nisza, którą nie ja
        pierwszy nazwałem polifonią pamięci. Nie jest to tylko poetycko
        brzmiąca, ale pusta formuła. Polifonia pamięci, którą praktykują i
        upowszechniają np. sejneńskie Pogranicze czy olsztyńska Borussia -
        nie oznacza, by zapomnieć "złe doświadczenia", nienawiść, osobiste
        dramaty. Trzeba pomieścić w sobie tę "złą pamięć" razem z
        przebaczeniem, kompromisem, otwartością. Trzeba doprowadzić do
        pojednania konkurujących pamięci. Jak? Poprzez ciągły dialog i
        odkrywanie miejsc świadomie zapomnianych.
        Powszechnie uważa się, że pamięć dzieli. Dlatego silna jest dziś w
        świecie tendencja do zapominania jako sposobu na zapobieżenie nowym
        zbrodniom ludobójstwa. Tymczasem pamięć trzeba odtruwać. Powszechnie
        twierdzi się, że tragedii w byłej Jugosławii winna była pamięć -
        ciągłe przywoływanie urazów z przeszłości. A może jednak bardziej -
        wyreżyserowane zapomnienie? Całe dziesięciolecia okłamywania
        pamięci, prób zacierania jej przez narzuconą ideologię braterstwa,
        spychania jej w sferę ciemnego tabu. Gdyby przez te lata spróbowano
        zmierzyć się z pamięcią, dać jej ujście, choćby miała poróżnić
        ludzi, może wtedy nie byłoby tak gwałtownego, niszczycielskiego jej
        nawrotu?
        Trzeba też szukać "dobrej", choć zapomnianej pamięci. Dotyczy to
        szczególnie zbiorowego pamiętania między sąsiadującymi państwami i
        narodami, których terytoria tworzyły przez stulecia nakładające się
        na siebie kultury hybrydowe.
        Pamięć jest świadomie konstruowana poprzez różne formy kultury
        politycznej - politykę historyczną, upamiętnianie, muzea itp.
        Paradoksalnie, jest to stwierdzenie pozytywne, gdyż stwarza
        nadzieję, że niszowa dziś polifonia pamięci może kiedyś stać się
        narracją dominującą w Europie. Na dzisiaj, zamiast poszukiwania
        wspólnych europejskich miejsc pamięci, widzę inne zadanie: potrzebę
        uczenia się tolerancji dla pamięci "innych".
        * Robert Traba - ur. 1958, historyk, politolog i kulturoznawca;
        założyciel olsztyńskiego stowarzyszenia Wspólnota
        Kulturowa „Borussia”, dyrektor Centrum Badań Historycznych PAN w
        Berlinie, autor kilku książek, m.in. „Wschodniopruskość”
        (2006), „Historia - przestrzeń dialogu” (2006)

        Przedstawione tu teksty wygłoszone zostały 4 lutego b.r. w ramach
        organizowanego w Monachium cyklu spotkań naukowych Allianz Lectures,
        poświęconego problematyce jednoczącej się Europy. Publikujemy je ze
        skrótami
        Tłum. i oprac.: Kornelia Kończal
        Miejsca Pamięci
        Pojęcie „miejsce pamięci” (franc. lieux de mémoire) wprowadził
        francuski historyk Pierre Nora, proponując nową formy pisania
        historii, którą on sam nazywa historią drugiego stopnia.
        Charakteryzuje się ona odejściem od pozytywistycznej faktografii,
        historii zdarzeniowej i linearnej, na rzecz zwrócenia się ku
        przestrzeni symbolicznej.
        Miejsca pamięci - to elementy obecne w pamięci zbiorowej, które
        kształtują tożsamość grupy i jej autowizerunek. Termin ten należy
        rozumieć metaforycznie - miejscami pamięci mogą być zatem zarówno
        miejsca geograficzne czy architektoniczne, jak też osoby (realne i
        mityczne), wydarzenia, hasła, pieśni, symbole, teksty literackie,
        święta, rytuały etc.
        Przewidziany na cztery lata projekt Centrum Badań Historycznych PAN
        w Berlinie ma na celu nowe spojrzenie na historię polsko-niemiecką.
        Jego efektem będzie planowana na koniec 2009 r. trzytomowa
        publikacja polsko-niemiecka. Zamieszczone w niej eseje będą próbą
        analizy wspólnych, podzielonych i paralelnych polsko-niemieckich
        miejsc pamięci.
        Projekt ten - to pierwsze na świecie poważne badania miejsc pamięci
        w ujęciu ponadnarodowym.
        Więcej: www.cbh.pan.pl
    • kyos "Po co Europie jej narody?" 02.09.07, 17:16
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,67429,4451087.html
      • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" 02.09.07, 21:55
        "Po co Europie jej narody?" Rozmawiał Adam Krzemiński "Polityka"
        (2007-08-31)
        Unia Europejska nie chce przezwyciężać narodów, lecz dać im wspólne
        sklepienie. Natomiast my, obywatele państw unijnych, powinniśmy
        zadać sobie pytanie: co nas łączy ze sobą mimo tego, co nas dzieli?
        Co stanowi naszą wspólna historię? Jak stworzyć to, co
        nazywam "poczuciem europejskiego My"? - mówi prof. Heinrich August
        Winkler*
        Adam Krzemiński: - Premier Kaczyński przestrzega Europę, że Niemcy
        znów idą w złym kierunku. Pan natomiast dowodzi, że Niemcy przestały
        być groźne, bo nareszcie dotarły na Zachód. Może jednak jadą przez
        dzieje z biletem powrotnym?
        Heinrich August Winkler: - A do czego miałyby wracać? W Niemczech
        nie ma dziś żadnej poważnej siły politycznej, która chciałaby
        ponownej huśtawki między Wschodem i Zachodem.
        Jednak coś z tej huśtawki jest. Władimir Putin - przez kanclerza
        Schrödera nazywany "krystalicznie czystym demokratą" - miał w
        Niemczech lepszą prasę niż George W. Bush. Autokratycznej Rosji
        Niemcy pobłażają bardziej niż demokracji amerykańskiej.
        AK: - Nie sądzę. Krytyka obecnej administracji amerykańskiej właśnie
        dlatego była w Niemczech tak ostra, że Stany Zjednoczone - podobnie
        jak Polska - są dla Niemców częścią Zachodu, a Rosja nie.
        HAW: - Czyżby więc Jarosław Kaczyński projektował w przyszłość
        jedynie własne urazy historyczne?
        AK: - Być może ulega złudnej logice myślenia poprzez analogie. W
        myśl zasady: skoro coś raz się zdarzyło, to znaczy, że znów się
        powtórzy. To popularne myślenie, ale utrudnia trafne rozpoznanie
        rzeczywistości.
        HAW: - Zresztą opinie polskiego premiera o Niemczech nie mają
        potwierdzenia w rzeczywistości. I mało kto je w Europie podziela.
        Według badań opinii nie podziela ich również większość Polaków. Poza
        tym: gdyby Niemcy rzeczywiście znowu odwróciły się od Zachodu, to
        zaszkodziłyby przede wszystkim sobie.
        AK: - Nasi nacjonaliści nie mają więc racji, twierdząc, że Niemcy
        dążą do hegemonii w Europie i mają "neokolonialny" stosunek do
        swoich wschodnich sąsiadów?
        HAW: - W żadnym razie. Narodowe interesy państw członkowskich UE
        tylko wtedy są zasadne, gdy nie stoją w sprzeczności z interesami
        unijnej Europy. A tych nie formułuje dziś tylko jeden naród - ani
        niemiecki, ani też polski. A tym bardziej jeden czy drugi polityk...
        AK: - Swą książkę "Długa droga na Zachód: dzieje Niemiec" zakończył
        pan na roku 2000. Dziś jednak jesteśmy w zupełnie innej epoce. Może
        po 11 września 2001 r. rzeczywiście nastąpił "koniec historii"?
        Także tej opisywanej przez pana - niemieckiej drogi na Zachód?
        HAW: - 11 września nie był aż tak ważną cezurą w dziejach Niemiec
        jak rok 1945 czy 1990. Swą książkę kończę tezą, że zjednoczone
        Niemcy potrzebowały czasu, by pogodzić się z odzyskaną
        suwerennością. W latach 90. w Niemczech dominowało narzucone przez
        lewicę myślenie pacyfistyczne głoszące, że ze względu na swą
        przeszłość i winę za Holocaust Niemcy powinny mieć specjalny status
        i nie uczestniczyć w żadnych działaniach militarnych poza terenem
        NATO. Jednak już w 1995 r. poważna grupa posłów SPD akceptowała
        udział niemieckich żołnierzy w akcjach NATO w Bośni i Hercegowinie.
        A w 1998 r. Zieloni i SPD dowiedli, że potrafią odrzucić lewicowe
        złudzenia o specjalnym statusie Niemiec. Dziś Bundeswehra jest
        obecna w Kosowie, w Macedonii, w Afganistanie... To potwierdza moją
        tezę o okcydentalizacji Niemiec. Dodatkowym dowodem jest ustawa o
        obywatelstwie uchwalona w 1999 r. Zrywa ona z wilhelmińskim pojęciem
        narodu jako wspólnoty krwi i ułatwia imigrantom - również
        muzułmańskim - przyjęcie obywatelstwa niemieckiego.
        AK: - Ale to lewica broniła resztek dystansu wobec Zachodu - tej
        osławionej niemieckiej "odrębnej drogi".
        HAW: - Tak, w pewnym sensie. Postawę klasycznie antyzachodnią
        reprezentowała bowiem nie tylko niemiecka prawica. Ta postawa w 1945
        r. zakończyła się katastrofą, ale po wojnie pojawiły się dwa inne
        jej warianty - tym razem lewicowe. Jednym był kompletnie
        ahistoryczny internacjonalizm narzucony w NRD. A drugim -
        historiozofia zachodnioniemieckich intelektualistów, którzy uważali
        RFN za "postnarodową demokrację wśród państw narodowych". Do pewnego
        stopnia było to nawet trafne. Jednak Niemcy zjednoczone nie są
        już "demokracją postnarodową", lecz demokratycznym państwem
        narodowym - takim samym jak inne państwa narodowe w Unii
        Europejskiej.
        AK: - I to właśnie tę zmianę nasi prawicowi komentatorzy traktują
        podejrzliwie. Twierdzą, że zaangażowanie w Kosowie i Afganistanie
        dowodzi, iż Niemcy chcą wrócić do dominującej roli w Europie.
        HAW: - W Niemczech wszystkie partie demokratyczne zgodnie odrzucają
        niemiecką politykę hegemonialną. I jak wiadomo, w żadnym innym kraju
        zachodnim parlamentarna kontrola nad użyciem armii nie jest tak
        wnikliwa jak w RFN.
        AK: - Kiedy w dziejach Niemiec zaczęła się ta niemiecka "odrębna
        droga"? Swą książkę zaczyna pan zastanawiającym zdaniem: "Na
        początku była Rzesza".
        HAW: - W istocie Rzesza, czyli Święte Cesarstwo Rzymskie...
        AK: - ...do którego naród niemiecki dopisano dopiero w XV wieku.
        HAW: - ...uważało się za europejski twór mający konkretne zadanie w
        historii zbawienia - obronę chrześcijaństwa w imieniu Kościoła. Z
        tytułu obrony wiary cesarze uzurpowali sobie protokolarny prymat nad
        innymi monarchami, co - zwłaszcza w czasach Hohenstaufów - budziło
        niechęć Anglii i Francji, ponieważ prawne roszczenia cesarzy zaczęły
        mieć całkiem świeckie wymiary. Jednak mit Rzeszy w całej pełni
        pojawił się dopiero w XX wieku, po klęsce Niemiec w I wojnie
        światowej. Dopiero po 1918 r. przypomniano sobie o ponadnarodowym
        posłannictwie Niemiec i interpretowano je poprzez podwójną
        konfrontację - z demokratycznym Zachodem i z bolszewicką Rosją. W
        Republice Weimarskiej idea Rzeszy staje się ideologią niemieckiej
        prawicy. Równie istotne znaczenie miał fakt, że Niemcy dużo później
        niż Francuzi czy Brytyjczycy dobili się państwa narodowego, a
        jeszcze później zaakceptowali demokrację. To opóźnienie wynikało
        właśnie z istnienia Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu
        Niemieckiego. Po jego likwidacji przez Napoleona w 1806 r. powstała
        swoista psychologiczna próżnia, w której - po wojnach wyzwoleńczych
        przeciw Napoleonowi - pojawiło się dążenie do niemieckiego państwa
        narodowego i do państwa konstytucyjnego. Rewolucja 1848 r. nie
        rozwiązała jednak ani kwestii zjednoczenia, ani kwestii wolności.
        Dopiero Bismarck w 1871 r. zjednoczył Niemcy i stworzył państwo
        narodowe drogą specyficznej rewolucji odgórnej. Ale kwestia swobód
        obywatelskich pozostała otwarta.
        AK: - Za drugą osobliwość dziejów Niemiec uważa pan reformację...
        HAW: - Bez zrozumienia skutków reformacji trudno zrozumieć dzieje
        Niemiec w XIX i XX wieku. Przywiązanie mieszczaństwa do państwa
        zwierzchności wiąże się z tym, że Luter uważał władców
        terytorialnych za obrońców nowej wiary. Luter stworzył kościoły, w
        których najwyższymi biskupami byli władcy.
        AK: - Za trzecią osobliwość niemieckiej historii uznaje pan
        konkurencję Prus i Austrii o dominację w Niemczech...
        HAW: - To właśnie o tę konkurencję w latach 1848-49 rozbiła się w
        Niemczech rewolucja demokratyczna. Początkowo ani liberałowie, ani
        konserwatyści nie wyobrażali sobie Niemiec bez Austrii. Dopiero
        posłowie do Zgromadzenia Narodowego obradującego we Frankfurcie w
        1848 r. uprzytomnili sobie, że rozwiązanie wielkoniemieckie - z
        Austrią - oznaczałoby rozpad monarchii habsburskiej i dlatego było
        dla Wiednia nie do przyjęcia. Rozwiązanie małoniemieckie - pod
        przewodnictwem Prus - było w tych warunkach bolesnym kompromisem.
        Ale nawet ono było nieosiągalne wiosną 1849 r. Z jednej strony król
        pruski nie chciał zostać cesarzem "z łaski ludu". Z drugiej mógłby
        nim zostać, łamiąc opór Rosji i Austrii - co oznaczało wojnę
        europejską.
        AK: - W "Długiej drodze" wielokrotnie wskazuje pan na
        powiązanie "kwestii
      • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.2 02.09.07, 22:04
        AK: - W "Długiej drodze" wielokrotnie wskazuje pan na
        powiązanie "kwestii niemieckiej" z "kwestią polską". Na czym - z
        niemieckiej perspektywy - ona polegała?
        HAW: - Po pierwsze, awans Prus był bezpośrednio związany z upadkiem
        Polski, czego wielu Niemców wciąż jeszcze nie chce dostrzec. Po
        drugie, "kwestia polska" była związana z trzema mocarstwami
        europejskimi - Rosją, Austrią i Prusami - które skorzystały na
        likwidacji Polski, a tym samym w dużej mierze była kwestią
        europejską. Kongres Wiedeński usankcjonował skutki rozbiorów Polski,
        ale ten stan na dłuższą metę był nie do utrzymania, o czym Europa
        przekonała się w czasie powstania 1830-31 i powstania styczniowego
        1863.
        AK: - Jakie słabości doprowadziły do niemal równoczesnego upadku
        Rzeszy Niemieckiej i Polski? O Świętym Cesarstwie pisze pan, że nie
        było prawdziwym państwem. A Rzeczpospolita?
        HAW: - Gdybym miał szukać przyczyn upadku Rzeczypospolitej,
        widziałbym je przede wszystkim w paraliżu politycznym, do którego
        doprowadziło liberum veto. Do tego doszły dwa inne czynniki. Po
        pierwsze: kontrreformacja, która Polskę - podobnie jak Hiszpanię -
        przeciwstawiła głównemu nurtowi myślenia zachodniego znajdującemu
        się pod wpływem protestantyzmu. Po drugie: nierozwiązany problem
        prawosławnego Wschodu - dzisiejszej Ukrainy - który tak naprawdę nie
        został zintegrowany z Rzecząpospolitą. To wszystko nie zmniejsza
        winy mocarstw zaborczych w polskiej tragedii.
        AK: - Czy kwestia niemiecka i polska musiały być konfliktowe? Dziś
        chętnie przypominamy entuzjazm, z jakim mieszkańcy Prus i innych
        księstw niemieckich witali polskich uchodźców - żołnierzy powstania
        listopadowego...
        HAW: - Solidarność z Polakami po powstaniu listopadowym okazała się
        krótkotrwała. Już w czasie rewolucji 1848-49 dominował konflikt
        polskich i niemieckich interesów narodowych. Utworzenie II Rzeszy
        przez Bismarcka w 1871 r. rozwiązało "kwestię niemiecką". Ale
        przecież częścią cesarstwa Hohenzollernów było Wielkie Księstwo
        Poznańskie, w którym Polacy stanowili większość. I gdy w czasie I
        wojny światowej mocarstwa zachodnie obiecały Polsce suwerenność w
        duchu samostanowienia narodów, w Niemczech trudno było znaleźć
        przeciwko temu argumenty normatywne. Sięgano więc wyłącznie do
        argumentów siły. A po 1918 r. odrzucono samą zasadność istnienia
        państwa polskiego.
        AK: - I to jest sprawa zasadnicza. Dlaczego nie było wówczas w
        Niemczech żadnej woli poważnego porozumienia się z Polską,
        zaakceptowania jej - mimo bolesnych strat terytorialnych - jako
        starego-nowego sąsiada?
        HAW: - To prawda, nie było w Niemczech żadnego ugrupowania
        politycznego, które głosiłoby podobny program. Nawet SPD domagała
        się rewizji granicy polsko-niemieckiej, przynajmniej w
        rejonie "polskiego korytarza". W Republice Weimarskiej panował
        konsensus rewizjonistyczny wymierzony w Polskę - zwłaszcza po
        uznaniu przez Niemcy w Locarno granicy zachodniej, a więc utraty
        Alzacji i Lotaryngii. W Niemczech powszechnie uważano, że ustalając
        granicę z Polską, naruszono zasadę samostanowienia, zwłaszcza na
        Górnym Śląsku - granicę wytyczono bowiem pod presją polskich
        powstań, ignorując wynik plebiscytu, którym zresztą nie
        objęto "korytarza". Ale ma pan rację, w Republice Weimarskiej
        rzeczników porozumienia z Polską trzeba by szukać ze świecą. Zapytam
        jednak: ilu zwolenników takiego porozumienia było wtedy w Polsce?
        AK: - W jakiejś mierze Piłsudski...
        HAW: - ...który jednak także myślał o prewencyjnym uderzeniu na
        Niemcy, zanim w 1934 r. zawarł z Hitlerem pakt o nieagresji.
        Momentem decydującym w stosunkach polsko-niemieckich było zderzenie
        dwóch nacjonalizmów, które psychologicznie łatwo wytłumaczyć.
        AK: - Dopiero II wojna światowa musiała stworzyć fakty dokonane, aby
        dwaj sąsiedzi mogli się porozumieć?
        HAW: - Najwyraźniej trzeba było niemieckiej katastrofy z lat 1933-
        45, by na trwałe zadomowić w Niemczech zachodnią demokrację. Gdy
        natomiast chodzi o stosunki między Polską i Niemcami, to można
        powiedzieć, że podział Niemiec był niezbędną drogą okrężną do
        uznania granicy polsko-niemieckiej z roku 1945. W każdym razie moja
        teza brzmi: Niemcy tak długo nie dojrzeli do ponownego zjednoczenia,
        jak długo nie byli gotowi uznać granicy na Odrze i Nysie. Gdy pod
        koniec lat 50. przeprowadzono ankietę, czy kanclerz Konrad Adenauer
        powinien przyjąć ewentualną radziecką ofertę zjednoczenia Niemiec w
        granicach z 1945 r. - a więc bez Prus wschodnich, Pomorza i Dolnego
        Śląska - dwie trzecie odpowiedziało "nie", a zaledwie 10
        proc. "tak". Gdy w 1970 r. Willy Brandt podpisywał układ uznający
        zachodnią granicę Polski, popierała go jedynie względna większość.
        Dopiero w 1990 r. - poza pojedynczymi głosami działaczy Związku
        Wypędzonych - mało kto podważał uznanie granicy na Odrze i Nysie
        jako warunek zjednoczenia Niemiec. Dopiero wtedy kwestia niemiecka i
        kwestia polska zostały razem rozwiązane.
        AK: - Skąd zatem obecne napięcia? Nasi prawicowcy twierdzą, że
        zjednoczenie uruchomiło w Niemczech proces renacjonalizacji.
        HAW: - Ja go nie dostrzegam. A od powstania Wielkiej Koalicji w 2005
        r. stwierdzam wyraźne wręcz zwrócenie się Niemiec ku naszym
        bezpośrednim sąsiadom i większe uwzględnianie interesów mniejszych i
        średnich państw członkowskich UE. Gerhardowi Schröderowi stosunki
        niemiecko-francuskie i niemiecko-rosyjskie przesłaniały wszystkie
        inne, ze szkodą dla relacji z Polską i państwami bałtyckimi.
        AK: - Ale te stosunki naprawdę się pogorszyły. Która strona bardziej
        zawiniła?
        HAW: - Po niemieckiej stronie błąd zapewne popełniła CDU-CSU, nie
        przeciwstawiając się idei Centrum przeciw Wypędzeniom. Ale wynikł on
        z pewnej tradycji polityki chadeckiej, którą też trzeba docenić -
        integrowania wypędzonych, przyciągania ich do siebie, a nie
        odpychania ku nacjonalistom. Niemniej jednak Angela Merkel
        powiedziała w parlamencie wyraźnie: w Niemczech nie będzie
        reinterpretacji obrazu historii. Takie jest też stanowisko
        Bundestagu.
        Natomiast po stronie polskiej trudno nie dostrzec ugrupowań
        żerujących na resentymentach antyniemieckich. Wykorzystują one
        niemieckich wypędzonych jako element w grze politycznej. Nie sądzę
        jednak, by elektorat tych partii w ostatnich latach naprawdę się
        powiększył. Ważniejszy od resentymentów nacjonalistycznych wśród
        niektórych polskich polityków wydaje mi się lęk przed utratą części
        suwerenności ledwo odzyskanej przez Polskę na rzecz Unii
        Europejskiej. Podobne obawy istnieją również w innych nowych
        państwach członkowskich Unii. Państwa dawnej UE powinny bardzo
        delikatnie obchodzić się z tymi lękami. Dlatego uważam, że bez
        wyczucia użyto nazwy "konstytucja europejska". Ta nazwa musiała
        wywołać opory nie tylko w Polsce czy Wielkiej Brytanii. Chcąc
        przeprowadzić reformy instytucjonalne niezbędne dla zwiększenia
        sprawności UE, nie należało tych obaw prowokować. Tak naprawdę za
        lękiem przed utratą suwerenności kryje się niepewne poczucie własnej
        tożsamości. W Polsce psychologicznie jest ono zrozumiałe. Przez
        ponad sto lat polskie elity były blokowane przez państwa zaborcze. W
        latach II wojny były główną ofiarą nazistowskich Niemiec i ZSRR. A
        po wojnie były pod ciągłym naciskiem radzieckiej hegemonii. Podobne
        urazy istnieją także w innych krajach, które w 2004 r. przystąpiły
        do Unii.
        AK: - To dlatego polska prawica przesłania swe słabe ego kurczowym
        trzymaniem się przeszłości i utożsamianiem Unii z zaborcami?
        HAW: - Na to wygląda. Tymczasem Unia nikomu nie narzuca tożsamości.
        Nie chce przezwyciężać narodów, lecz dać im wspólne sklepienie.
        Natomiast my, członkowie europejskich społeczeństw obywatelskich i
        państw członkowskich UE, powinniśmy zadać sobie pytanie: co nas
        łączy ze sobą mimo tego, co nas dzieli? Co stanowi naszą wspólną
        historię? Z tego punktu widzenia krytyczna analiza naszych własnych
        historii narodowych w duchu europejskim jest wręcz imperatywem
      • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.3 02.09.07, 22:05
        Z tego punktu widzenia krytyczna analiza naszych własnych historii
        narodowych w duchu europejskim jest wręcz imperatywem dla stworzenia
        tego, co nazywam "poczuciem europejskiego My".
        AK: - My - obywatele Europy? Na razie w całej Europie
        triumfuje "polityka historyczna". We Francji zaczęto chwalić misję
        cywilizacyjną francuskiego kolonializmu. W Niemczech na piedestał
        wyniesiono niemieckie ofiary II wojny - wypędzeń, bombardowań miast,
        gwałtów na niemieckich kobietach. A w Polsce powstało Muzeum
        Powstania Warszawskiego, w którym nie znajdziemy śladu po wielkich
        debatach o sensie i bezsensie tego zrywu, jakie toczyły się przez
        pół wieku w kraju i na emigracji. Polityka historyczna wkracza do
        Europy jako emocjonalizacja i lakiernictwo narodowych egoizmów.
        HAW: - Właśnie dlatego czas wyjść poza ciasne perspektywy narodowe.
        Jeśli UE w przyszłości ma mówić jednym głosem, to jej mieszkańcy
        muszą sobie wyrobić poczucie współprzynależności i solidarności.
        Rozszerzenie Unii nazbyt wyprzedziło jej pogłębienie, które nie
        sprowadza się jedynie do reformy instytucji i procesów decyzyjnych,
        lecz jest również wyzwaniem dla społeczeństw obywatelskich. Sama
        klasa polityczna nie jest w stanie nikomu narzucić owego "poczucia
        europejskiego My". Refleksja nad tym, co nas przez stulecia dzieliło
        i łączyło, jest zadaniem dla intelektualistów, publicystów,
        historyków. Spójrzmy choćby na wspólną tradycję prawną w Europie.
        Wiąże się ona z dokonanym już w średniowieczu oddzieleniem władzy
        kościelnej od świeckiej. Ten proces nastąpił jednak tylko w Europie
        Zachodniej, ale nie na terenach objętych przez prawosławie. Z tego
        punktu widzenia nigdy nie miałem wątpliwości, że wszystkie państwa
        Europy Środkowo-Wschodniej, które w 2004 r. przystąpiły do UE,
        należą do dawnego Zachodu, natomiast Rumunia i Bułgaria do niego nie
        należą. I chyba dlatego mają większe trudności z otwarciem się na
        zachodnią kulturę polityczną.
        AK: - Gdy kiedyś zwróciłem uwagę, że w Polsce przywilej królewski
        neminem captivabimus o niemal 250 lat wyprzedził brytyjski Habeas
        Corpus Act, sprowokowałem wściekły sprzeciw: oto polski szowinizm,
        wmawianie, że Polacy wymyślili demokrację. Oczywiście, zdaję sobie
        sprawę, że polski przywilej zakazujący pozbawienia wolności bez
        wyroku sądu dotyczył tylko szlachty, natomiast angielski - każdego
        poddanego korony brytyjskiej. Chodziło mi jednak o pokazanie
        przynależności Polski i Litwy do Zachodu...
        HAW: - ...i tego, że w Europie państwo prawa jest starsze od
        demokracji. To jeden z powodów, dla których po "Długiej drodze na
        Zachód" piszę książkę pod roboczym tytułem "Długa droga Zachodu".
        Wspomniana przez pana nierównoczesność rozwoju jest jedną z
        istotnych cech Zachodu. To w niej kryje się dialektyczna
        współzależność między tym, co dzieli, a tym, co łączy pozwalająca
        postrzegać historie narodowe w kontekście wspólnych dziejów Zachodu.
        AK: - Pańska książka ukazała się w Polsce równocześnie z wielką
        historią Niemiec pióra Golo Manna, który wykazuje, że Hitler nie był
        nieuniknioną kwintesencją niemieckich dziejów. Był przypadkiem, a
        raczej wiązką przypadków, a nie koniecznością. Pan pół wieku po Golo
        Mannie głosi podobną tezę. Czym w takim razie była III Rzesza?
        Diabolicznym przypadkiem, który mógł się przytrafić także w innym
        kraju?
        HAW: - III Rzesza nie była ani przypadkiem, ani nieuniknioną
        koniecznością. Hitler nie musiał dojść do władzy. Ale też nie było
        przypadkiem, że został kanclerzem. Zwrotnica została przestawiona
        dokładnie 75 lat temu, w maju-czerwcu 1932 r., w szczytowym momencie
        Wielkiego Kryzysu w Niemczech. Gdyby wówczas polityk Partii Centrum
        Heinrich Brünning nie został odwołany z funkcji kanclerza i gdyby
        nie rozpisano przedterminowych wyborów, to odbyłyby się one dopiero
        jesienią 1934 r., gdy koniunktura już się poprawiła i liczba
        bezrobotnych zaczęła spadać. A wówczas i komuniści, i naziści nie
        odnieśliby aż takiego sukcesu jak 31 lipca 1932 r. W wybranym wtedy
        Reichstagu wyraźną większość mieli przeciwnicy demokracji - naziści,
        komuniści i niemieccy narodowcy. Ale nawet i wtedy nie musiało dojść
        do mianowania Hitlera kanclerzem Rzeszy. Prezydent Hindenburg tylko
        dlatego zdecydował się na ten krok, że naciskała na niego kamaryla
        sił skrajnie konserwatywnych, z pruskimi ziemianami, którzy zaciekle
        zwalczali pierwszą republikę niemiecką. Ekonomicznie byli grupą
        słabą, ale poprzez swe powiązania z Hindenburgiem byli silni
        politycznie. To z kolei nie było przypadkiem, lecz skutkiem
        świadomej polityki celnej Bismarcka, która pruskiemu ziemiaństwu na
        długo zapewniła przywileje kosztem społeczeństwa. Tak zatem
        przejęcie władzy przez Hitlera nie było nieuniknione - miało jednak
        swe konkretne przyczyny w niemieckiej historii społecznej.
        Oczywiście, niepodobna też zrozumieć popularności Hitlera bez
        znajomości nastrojów w Republice Weimarskiej - ówczesnych kłamstw o
        braku niemieckiej winy za wybuch wojny w 1914 r., powszechnego
        nacjonalizmu...
        AK: - W owym czasie nastroje antydemokratyczne były dość powszechne
        w całej Europie - od Mussoliniego i Salazara, po Antonescu czy
        Piłsudskiego. Mimo to Hitler ze swą ludobójczą energią był
        zjawiskiem wyjątkowym, porównywalnym chyba tylko ze Stalinem.
        HAW: - To z kolei było skutkiem nierównoczesnej demokratyzacji
        Niemiec. Już Bismarck wprowadził powszechne i równe prawo wyborcze
        dla mężczyzn - w 1867 r. w Związku Północnoniemieckim, a w 1871 r. w
        Rzeszy Niemieckiej. Niemcy mieli zatem prawo do demokratycznej
        partycypacji. Ale rząd Rzeszy był podporządkowany nie parlamentowi,
        lecz cesarzowi. Parlamentaryzacja Niemiec (czyli przejęcie przez
        Reichstag kontroli nad rządem) nastąpiła dopiero w październiku 1918
        r. wraz z klęską wojenną. To dlatego niemiecka demokracja od
        początku naznaczona była stygmatem "ustroju państw zwycięskich". Gdy
        więc Republika Weimarska załamała się w latach 30., Hitler uzyskał
        wielką szansę. Mógł apelować zarówno do popularnych w Niemczech
        resentymentów antydemokratycznych, jak i do powszechnych żądań, by
        obywatele mieli wpływ na sprawy publiczne. Te żądania trafiały w
        próżnię od 1930 r., kiedy to w Berlinie zapanowały półautorytarne
        rządy prezydenckie.
        AK: - Czy źle zaszczepiona demokracja nie może się skończyć
        podobnymi konwulsjami w innych krajach Europy? Czy naprawdę powrót
        do antydemokratycznych emocji nie jest już możliwy?
        HAW: - Jest możliwy. Demokracje mogą się załamać. Gdy we Włoszech do
        władzy doszedł Silvio Berlusconi, wielu moich włoskich przyjaciół
        mówiło o klęsce włoskiej demokracji. Sytuacja na Węgrzech przypomina
        ukrytą wojnę domową.
        Po 1918 r. wszystkie nowe demokracje z wyjątkiem Finlandii i
        Czechosłowacji poniosły klęskę. Nie można powiedzieć, że III Rzesza
        na tyle zdyskredytowała faszyzm, by populizm nie mógł się pojawić w
        jakiejś formie. Trudno jednak wyobrazić sobie powrót do
        uniformizacji i militaryzacji społeczeństw z lat 30. Dziś wrogowie
        demokracji raczej udają jej rzekomych obrońców. Nieprawdopodobne, by
        ktoś z nich tak jawnie wystąpił przeciw demokracji jak Hitler czy
        Mussolini. Poza tym państwo członkowskie UE, które zafundowałoby
        sobie rządy autorytarne, miałoby zbyt wiele do stracenia. Jego
        członkostwo zostałoby uchylone, a tym samym państwo poniosłoby
        poważne straty materialne.
        AK: - W wypadku Austrii sankcje zadziałały, ale Austriacy mieli
        bystrego polityka Wolfganga Schüssela, który potrafił zneutralizować
        populistę Jörga Haidera.
        HAW: - Austriacka koalicja ÖVP-FPÖ zaalarmowała Francję. Ale w
        przypadku Berlusconiego nie było już żadnych reakcji ze strony UE.
        Mimo to jestem pewien, że faktyczna zmiana ustroju w kierunku rządów
        autorytarnych w którymkolwiek państwie unijnym pociągnęłaby za sobą
        poważne reakcje finansowe.
        AK: - Co jednak może skłonić Unię do czynnej ingerencji w
        suwerenność państw członkowskich? Niektórzy powołują się na
      • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 02.09.07, 22:07
        AK: - Co jednak może skłonić Unię do czynnej ingerencji w
        suwerenność państw członkowskich? Niektórzy powołują się na wartości
        chrześcijańskie, inni na oświecenie. Czy to wystarcza?
        HAW: - Nie. UE potrzebuje krytycznego przepracowania europejskiego
        dziedzictwa z wszystkimi jego blaskami i cieniami jako dorobku,
        który ukształtował wszystkie tożsamości narodowe. Historyk Hermann
        Heimpel powiedział kiedyś, że europejską cechą Europy jest istnienie
        w niej narodów. Błędem było mówienie o "konstelacji postnarodowej",
        jak gdyby Europa już zamknęła narodowy rozdział swej przeszłości.
        Pod tym względem intelektualiści z dawnej RFN poważnie przesadzili.
        To, że Niemcy zrujnowali swoje państwo narodowe, nie dawało im
        jeszcze prawa domagać się od innych narodów, by wyrzekli się
        własnych, niekiedy dużo starszych państw narodowych, zastępując je
        tożsamością postnarodową. Narody są konstytutywnym momentem UE.
        AK: - Jednak narody nie są niezmienne. Nie ma też
        żadnych "dziedzicznych wrogości".
        HAW: - Oczywiście. Choć w Niemczech idee narodowe były dość żywe już
        w wieku XVIII, niebezpieczny ładunek pojawił się dopiero w epoce
        napoleońskiej. Nowoczesny niemiecki nacjonalizm zaczęto definiować w
        konfrontacji z Francją, choć Niemcy nie żywili jedynie uczuć
        negatywnych wobec rewolucji francuskiej. Fichte na przykład marzył o
        niemieckiej republice. Jednak ich sympatie do idei roku 1789 szybko
        przesłoniła nienawiść do Napoleona. Tak zaczęła się
        osławiona "dziedziczna wrogość".
        AK: - Dobrze to znamy. To nasz endecki mit "dziesięciu wieków
        zmagań" Polski i Niemiec, jakby nie było też dziesięciu wieków
        wzajemnego przenikania kultur i współpracy...
        HAW: - Dokładnie.
        AK: - Równocześnie jednak twierdzi pan, że nie istnieje coś takiego
        jak wartości europejskie - istnieją tylko wartości zachodnie...
        HAW: - Państwa zachodnie to nie tylko kraje członkowskie UE, ale
        także USA, Kanada, Australia, Nowa Zelandia i Izrael. Podkreślam to
        również dlatego, by przeciwstawić się wszelkim próbom budowania
        tożsamości europejskiej przeciwko Stanom Zjednoczonym. Europa w
        sensie geograficznym nigdy nie była wspólnotą wartości. Granica
        pomiędzy chrześcijaństwem wschodnim i zachodnim jest wyczuwalna po
        dziś dzień. Również zasadnicze doświadczenie obu przednowoczesnych
        podziałów władz - na duchowną i świecką oraz książęcą i stanową -
        jest doświadczeniem wybitnie zachodnim. Bez niego nowoczesny
        trójpodział władz sformułowany przez Monteskiusza byłby niemożliwy.
        Tego fundamentalnego doświadczenie Zachodu nie znają państwa
        pozostające pod wpływem prawosławia. To nie znaczy, że nie mogą się
        one zokcydentalizować. Tak w dużym stopniu stało się w Grecji. Słaby
        odzew na oświecenie w Rosji, brak w tym kraju szlachty w rozumieniu
        zachodnim, niezależnego mieszczaństwa i społeczeństwa
        obywatelskiego - wszystko to wiąże się ze specyficznym stopieniem
        się Cerkwi prawosławnej z państwem carów. Te czynniki oddziałują po
        dziś dzień. Dlatego naiwnością było liczenie na szybką
        okcydentalizację Rosji po załamaniu się Związku Radzieckiego w 1991
        r.
        AK: - Co z perspektywy historyka stało się na ostatnim szczycie
        brukselskim? Czy UE staje się całością?
        HAW: - Niemiecki Trybunał Konstytucyjny w swym werdykcie z 1993 r. w
        sprawie ratyfikacji traktatu z Maastricht użył formuły, którą trudno
        przetłumaczyć na języki obce. UE nie jest ani państwem związkowym
        (Bundesstaat) - jak RFN, Austria czy Szwajcaria, ani też luźnym
        związkiem państw (Staatenbund), lecz czymś pośrednim - coraz
        ściślejszym wzajemnym powiązaniem państw członkowskich -
        Staatenverbund. Unia nie jest więc federacją, jakkolwiek taką
        właśnie jej przyszłą wizję naszkicował Joschka Fischer w swej
        głośnej mowie wygłoszonej w 2001 r. na berlińskim Uniwersytecie im.
        Humboldta. Warto przypomnieć, że Fischer łączył pojęcie konstytucji
        europejskiej z rewolucyjną wręcz ideą przekształcenia związku państw
        w państwo związkowe. Jednak poza Niemcami, Belgią i Luksemburgiem
        żadne państwo unijne tego nie chciało. Ani we Francji, ani w
        Wielkiej Brytanii nikt nie mógł sobie wyobrazić, by Paryż czy Londyn
        miały kiedyś mieć taką rangę jak stolice niemieckich landów,
        Monachium czy Düsseldorf. Pomysł, by na UE przenieść model
        niemieckiego państwa federalnego, był - łagodnie mówiąc - niezbyt
        przemyślany. I taka też była reakcja na mowę Fischera. Jednak
        nazwę "konstytucja europejska" zachowano, co zaczęło budzić zarówno
        nadmierne nadzieje, jak i nadmierne obawy. Tak chłodni obserwatorzy,
        jak bynajmniej nie eurosceptyczny Dieter Grimm, ostrzegali, że samo
        pojęcie "konstytucja" sugeruje coś, czego nie ma, ponieważ
        suwerenami traktatów europejskich są państwa członkowskie. Jeszcze
        nie czas na "konstytucję". Teraz chodzi o trzeźwe reformy
        instytucjonalne, które Unię mają znów uczynić sprawną. Dlatego nie
        żałuję, że w czerwcu w Brukseli zrezygnowano z tego pojęcia i w
        przyszłości będzie się mówić tylko o traktacie podstawowym. Unia w
        dającym się przewidzieć czasie pozostanie „powiązaniem” państw -
        Staatenverbund. Ważne jest jednak, by wraz z reformami instytucji
        unijnych wzmogło się zaangażowanie społeczeństw obywatelskich - na
        tyle, by mogła powstać europejska opinia publiczna,
        wspomniane „poczucie europejskiego My”, świadomość
        współprzynależności i solidarności. Dopiero gdy pójdziemy dalej w
        procesie pogłębiania Unii, będziemy mogli mówić o ewentualnych
        dalszych rozszerzeniach, na przykład na Bałkanach.
        AK: - Czy wspólna polityka zagraniczna UE jest w ogóle możliwa, czy
        też Paryż, Londyn i Berlin nadal będą grać pierwsze skrzypce, a
        wszyscy inni tworzyć jedynie tło?
        HAW: - Należy krok po krok rozszerzać pola współdziałania w polityce
        zagranicznej. Warunkiem jest jednak owo poczucie
        współprzynależności, którego dziś nie ma za wiele. Mogę sobie
        wyobrazić poczucie "europejskiego My" od kręgu polarnego do
        Peloponezu - choć nie od Karelii po Kurdystan. Innymi słowy, nie
        sądzę, by w dającej się przewidzieć przyszłości UE dała sobie radę z
        pełnym członkostwem Turcji. Tym bardziej że Turcja tylko częściowo
        się zwesternizowała i wcale nie wykazuje gotowości do dzielenia się
        swoją suwerennością z innymi państwami. Przyjęcie Turcji obecnie
        oznaczałoby koniec projektu coraz mocniejszej Unii politycznej i
        powrót do koncepcji UE jako wspólnoty gospodarczej. Skoro jednak w
        październiku 2005 r. rozpoczęto negocjacje akcesyjne z Turcją,
        trzeba uniknąć ich zerwania i zmierzać do takich rozwiązań, które
        nie przeciążą ani Turcji, ani UE. Dlatego też podsunąłem
        ideę "partnerstwa uprzywilejowanego". Mam nadzieję, że również
        Ankara dostrzeże, że takie "stowarzyszenie plus" bardziej odpowiada
        tureckim interesom niż to "członkostwo minus", które oferuje Unia
        krajowi nad Bosforem.
        * Prof. Heinrich August Winkler - ur. 1938, w latach 1991-2007
        zajmował katedrę historii najnowszej na Uniwersytecie im. Humboldta
        w Berlinie. W tym roku w Polsce ukazała się jego książka „Długa
        droga na Zachód: dzieje Niemiec”
        • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 03.09.07, 09:43
          > Przyjęcie Turcji obecnie
          > oznaczałoby koniec projektu coraz mocniejszej Unii politycznej i
          > powrót do koncepcji UE jako wspólnoty gospodarczej.

          Wydaje się że HAW na rację. Różnice obyczajowe nadal są zbyt duże
          aby można było mówić o wspólnocie idei. Np. : obecny prezydent
          Turcji Gul w 1980 roku już jako 30 latek poślubił podobno 15-latkę,
          która zresztą obecnie jest zwolenniczką noszenia chust w miejscach
          publicznych.

          en.wikipedia.org/wiki/Abdullah_G%C3%BCl
          Jako projekt gospodarczy natomaist koncepcja ma szanse.
          • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 03.09.07, 10:42
            "Przyjęcie Turcji obecnie"

            problem w tym że nikt nie mówi o przyjęciu Turcji TERAZ

            ale o rozpoczęciu TERAZ w ogóle negocjacji w sprawie akcesji
            (ustalenie co w danym rozdziale ma jeszcze do zrobienia Turcja i
            wyznaczenie jej terminu) --UE co chwila je zamraża na czas
            nieokreślony

            co do obyczajowości Turków
            nie jest taka jednoznaczna, o czym świadczył przytoczony ongiś
            przeze mnie artykuł (w wątku o Turcji) --nie tylko UE jest w
            obyczajowo-mentalnym rozkroku

            "Np. : obecny prezydent Turcji Gul w 1980 roku już jako 30 latek
            poślubił podobno 15-latkę"

            polskie prawo dopuszcza ślub z 16-latką (za zgodą jej rodziców --
            czyli coś jak w islamie, nie ;)
            nie wspominając o obyczajach Romów, za które "wzięto się" dopiero w
            ostatnim roku w całej Europie

            "Jako projekt gospodarczy natomaist koncepcja ma szanse."

            należy więc sobie odpowiedzieć na pytanie: komu zależy na integracji
            politycznej a komu na gospodarczej ? zwł. w obliczu stagnacji
            gospodarki europ. nie wytrzymującej konkurencji chińskiej i
            amerykańskiej (a wkrótce indyjskiej?)
            • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 03.09.07, 11:05
              >zwł. w obliczu stagnacji
              > gospodarki europ. nie wytrzymującej konkurencji chińskiej i
              > amerykańskiej (a wkrótce indyjskiej?)

              co to znaczy "nie wytrzymującej" ?
              Czy w Europie ludzie żyją gorzej niż w Chinach?
              Amerykanski standard tez nie jest za darmo gdyz Amerykanie mają
              krótsze urlopy i generalnie pracują wiecej niz w Europie.
              Ale czy o to chodzi zeby cale zycie poswiecic wylacznie pracy ?
              • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 03.09.07, 12:22
                scand napisał:

                "co to znaczy "nie wytrzymującej" ? Czy w Europie ludzie żyją gorzej
                niż w Chinach?"

                chodzi o to że Europa przegrywa konkurencję (także polityczną --
                patrz Afryka) w handlu z Chinami i USA (zarówno w bilansie handlowym
                z nimi, jak i w skali światowej) --a to jest probierz gospodarki
                drugi to brak innowacyjności --nadal Europa pozostaje w tyle za USA,
                a wkrótce też Indiami --Hindusi ściągają do siebie ziomków z Doliny
                Krzemowej i budują własną --a w Europie? gdzie zapowiadany
                odpowiednik MIT? gdzie wzrost nakładów na naukę (co postulował
                Blair)?

                "Amerykanski standard tez nie jest za darmo gdyz Amerykanie mają
                krótsze urlopy i generalnie pracują wiecej niz w Europie."

                i chciałbym żeby Europa miała takie "problemy" z imigrantami jak USA
                (przyjeżdżają by pracować, a nie odcinać kupony socjalne)

                "Ale czy o to chodzi zeby cale zycie poswiecic wylacznie pracy ?"

                mocno filozoficzne pytanie, ale nieadekwatne chyba do polit.-gosp.
                uwarunkowań akcesji Turcji do UE :)
                • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 03.09.07, 12:51
                  > drugi to brak innowacyjności --nadal Europa pozostaje w tyle za
                  USA,

                  Szcerze mówiąć nie widze tego aż tak bardzo wyraźnie - jest wiele
                  firm europejskich wysokich technologii. Problem Europy tkwi w czym
                  innym - mimo prób nadal nie ma jednej przestrzeni techologicznej
                  podobnej do tej w USA. Pomijam już nawet sprawę jezyka , ale nawet w
                  takich szczególach jak np. zasilanie sieci elektrycznej jest pare
                  standardów w Europie.


                  >Hindusi ściągają do siebie ziomków z Doliny
                  > Krzemowej i budują własną --a w Europie?

                  Oby im się udało. Może dzięki temu zniknęly by na swiecie najwieksze
                  chyba ( liczbowo) obszary nędzy. Przeszkadzać im w tym byłoby z tego
                  punktu nawet niewskazane.

                  >gdzie zapowiadany
                  > odpowiednik MIT?

                  W Europie nauka jest rozproszona i chyba nie uda się jej jeszcze
                  długo scalić na poziomie amerykanskim. Obecnie coraz wiekszym
                  problemem jest ponadto starzenie sie spoleczenstw - nowe projekty
                  wymagają często entuzjazmu młodości - tej jest w Europie rodzimego
                  chowu coraz mniej. Przyjęcie Turcji dało trochę tej młodzieży ale
                  trudno mi ocenić jej możliowści intelektualne.


                  > "Ale czy o to chodzi zeby cale zycie poswiecic wylacznie pracy ?"
                  >
                  > mocno filozoficzne pytanie, ale nieadekwatne chyba do polit.-gosp.
                  > uwarunkowań akcesji Turcji do UE :)

                  kto wie czy az tak bardzo nieadekwatne :)

                  • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 03.09.07, 22:58
                    scand napisał:

                    "Szcerze mówiąć nie widze tego aż tak bardzo wyraźnie - jest wiele
                    firm europejskich wysokich technologii"

                    kapitał potrzebny na technologiczne inwestycje pozostaje w rękach
                    wielkich międzynarodowych korporacji zdominowanych przez Amerykanów
                    z czego wynika uzależnienie gospodarki Europy od cudzych technologii
                    i niekonkurencyjność na tym polu firm europejskich (za mały kapitał)

                    stąd potrzeba dotowania badań naukowych przez UE w skali
                    oglnoeuroejskiej (zgadzam się z Twoim spostrzeżeniem że brak "jednej
                    przestrzeni techologicznej podobnej do tej w USA")

                    "Oby im się udało. Może dzięki temu zniknęly by na swiecie
                    najwieksze chyba ( liczbowo) obszary nędzy. "

                    to zależy jak to wygląda np. w Chinach

                    "Przeszkadzać im w tym byłoby z tego punktu nawet niewskazane."

                    ależ nie zamierzam :)
                    jak mawiał mój psor "zdrowa konkurencja nigdy nie jest zła" ;)

                    "Obecnie coraz wiekszym problemem jest ponadto starzenie sie
                    spoleczenstw - nowe projekty wymagają często entuzjazmu młodości -
                    tej jest w Europie rodzimego chowu coraz mniej"

                    wobec braków ilościowych (w porównaniu z imigracją intelektualną w
                    USA --w UE zachodzi raczej emigracja intelektualna do USA czy ChRL;
                    a może wkrótce i do Rosji?) należy nadrabiać jakością --konieczne są
                    powszechne reformy edukacji a la Suomi (Finowie odnieśli w tym
                    punkcie spektakularny sukces w Europie)

                    "Przyjęcie Turcji dało trochę tej młodzieży ale trudno mi ocenić jej
                    możliowści intelektualne."

                    jedno zastrzeżenie: dałoBY, bo nic jeszcze nie jest przesądzone
                    poziomu intelektualnego Turków nie znam

                    "kto wie czy az tak bardzo nieadekwatne :)"

                    pażyjom, uwidim :)
                    • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 04.09.07, 09:28
                      > "Oby im się udało. Może dzięki temu zniknęly by na swiecie
                      > najwieksze chyba ( liczbowo) obszary nędzy. "
                      >
                      > to zależy jak to wygląda np. w Chinach

                      Chiny z pewnością są bogatsze niż Indie. Niektóre opisy indyjskich
                      slumsów ( np. Kalkuty znane mi z ksiązki Miasto Radości) są dość
                      przerażające zważywszy na to że w Indiach nie do końca został
                      przezwycięzony podział kastowy. Zważywszy na to ze jest tam
                      niekontrolowany ponadto ogromny przyrost naturalny ( inaczej niż w
                      Chinach - dlatego prognozuje się że to Indie niedługo będą
                      najludniejszym krajem świata i osiągną 2 mld ludzi ! ) to należy jak
                      najbardziej wspierać rozwój edukacyjny i
                      gospodarczy bo tylko to daje szansę jakiejś stabilizacji w
                      przyszłości.

                      > jedno zastrzeżenie: dałoBY, bo nic jeszcze nie jest przesądzone
                      > poziomu intelektualnego Turków nie znam

                      oczywiscie daloby , po prostu zjadłem końcówkę w ogóle mam trochę
                      problemów z czytaniem tych niewielkich literek. Szkoda że nie można
                      tego jakoś konfigurować.
                      • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 04.09.07, 17:23
                        scand napisał:

                        "Chiny z pewnością są bogatsze niż Indie."

                        istotą nie jest bogactwo
                        ale jego społeczny podział
                        potencjalnie bogate są liczne kraje Trzeciego Świata będące
                        mocarstwami energetycznymi (Nigeria, Algieria, Ekwador, etc.), gdzie
                        kontrasty między luksusowymi osiedlami a dzielnicami nędzy są tym
                        bardziej widoczne

                        "Niektóre opisy indyjskich slumsów ( np. Kalkuty znane mi z ksiązki
                        Miasto Radości) są dość przerażające zważywszy na to że w Indiach
                        nie do końca został przezwycięzony podział kastowy"

                        slumsy to wbrew wszystkiemu wielkie obszary gospodarczej
                        działalności (kapitalny artykuł w przedostatnim Dużym Formacie:
                        www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4433156.html )

                        w porównaniu z tym obraz wsi chińskiej jest dopiero przerażający --
                        chociażby dlatego że w Indiach funkcjonują mechanizmy demokracji
                        (istnieje praworządność), w Chinach zaś rządzi siła lokalnych
                        układów "nowych mandarynów" --niewiele więc obecna wieś różni się od
                        wsi z głębokiego feudalizmu czy starożytnego niewolnictwa

                        "Zważywszy na to ze jest tam niekontrolowany ponadto ogromny
                        przyrost naturalny (inaczej niż w Chinach)"

                        w Chinach są dwa przyrosty naturalne: oficjalny i nieoficjalny
                        ten nieoficjalny staje się przedmiotem handlu żywym towarem, na
                        skalę międzynarodową

                        w Indiach z kolei dramatycznie wzrasta ilość zabijanych żeńskich
                        noworodków (a nawet żeńskich płodów), a na przyrost "pracują"
                        również kliniki leczenia niepłodności --gdzie bogate małżeństwa z
                        Zachodu zamawiają matki do ciąży

                        "po prostu zjadłem końcówkę w ogóle mam trochę problemów z czytaniem
                        tych niewielkich literek"

                        z ciekawości, jaką masz wadę wzroku ? ;)
                        • kyos (uzupełnienie) 04.09.07, 17:29
                          kyos napisał:

                          > w Indiach z kolei dramatycznie wzrasta ilość zabijanych żeńskich
                          > noworodków (a nawet żeńskich płodów), a na przyrost "pracują"
                          > również kliniki leczenia niepłodności --gdzie bogate małżeństwa z
                          > Zachodu zamawiają matki do ciąży

                          żeby nie być gołosłownym:
                          1."W Indiach przez 20 lat zabito 10 mln dziewczynek"
                          serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34189,3793084.html
                          2."Po dziecko do Indii"
                          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80657,3989459.html
                          • scand Re: (uzupełnienie) 05.09.07, 11:12
                            Jeśli chodzi o uzupełnienie to dyskutowaliśmy też kiedyś o
                            przyroscie naturalnym Francji. Daję tu dwa linki które w sumie
                            pokazują że przyrost jest ten wyraźnie wyższy wsród imigrantów.


                            news.bbc.co.uk/2/hi/europe/6268251.stm
                            en.wikipedia.org/wiki/France_Demographics
                            • kyos przyrost naturalny we Francji a imigracja 18.11.07, 23:19
                              artykuł "Dlaczego Francja ma tyle dzieci"

                              www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,4623271.html?as=2&ias=3&startsz=x

                              Najwięcej dzieci rodzi się w rodzinach najbogatszych i
                              najbiedniejszych. Mitem jest natomiast opinia, że najliczniejsze są
                              rodziny imigrantów. Tylko 20 proc. z dzisiejszego wyżu
                              demograficznego stanowią dzieci tych, dla których Francja stała się
                              nową ojczyzną.



                              co Ty na to ? ;)
                              • scand Re: przyrost naturalny we Francji a imigracja 19.11.07, 11:36
                                > Mitem jest natomiast opinia, że najliczniejsze są
                                > rodziny imigrantów. Tylko 20 proc. z dzisiejszego wyżu
                                > demograficznego stanowią dzieci tych, dla których Francja stała
                                się
                                > nową ojczyzną.

                                Ta autorka artykułu chyba nie potrafi liczyć na poziomie szkoły
                                podstawowej. Skoro imigrantów jest rzekomo "tylko" 10% społeczeństwa
                                a przypada na nie 20% (i wtedy to jest "aż" a nie "tylko") dzieci to
                                chyba oczywiste jest że mają liczniejsze rodziny.




                        • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 05.09.07, 10:06
                          > z ciekawości, jaką masz wadę wzroku ? ;)

                          Chyba mój wzrok już jest znużony światłem ekranu. Zastanawiałem się
                          nawet nad dłuższą przerwą. A teraz do rzeczy.

                          > slumsy to wbrew wszystkiemu wielkie obszary gospodarczej
                          > działalności (kapitalny artykuł w przedostatnim Dużym Formacie:
                          > www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4433156.html )

                          Slumsy to społeczeństwo zniekształcone w stopniu nieznanym jeszcze
                          chyba w historii. Owszem były i w Europie slumsy
                          ( historia slumsów angielskich)
                          ale chyba nigdy
                          jeszcze nie taką skalę jak w III świecie. To dobrze że ludzie
                          próbują sobie w nich radzić niedobrze jednak, że nadal zdaje się
                          rosną.

                          > w porównaniu z tym obraz wsi chińskiej jest dopiero przerażający --
                          > chociażby dlatego że w Indiach funkcjonują mechanizmy demokracji
                          > (istnieje praworządność),

                          Nie wiem na ile to dotyczy ludzi ze slumsów. Napewno powstały wbrew
                          jakiekomukolwiek prawu, ile tam jest wewnątrz ich prawa tego nie
                          wiem.

                          > w porównaniu z tym obraz wsi chińskiej jest dopiero przerażający --

                          Ostanio był ciekawy w TVP3 niemiecki serial dokumentalny o wsi
                          chińskiej.Szczerze mówiąc mimo niewątpliwie ciężkiego życia nie
                          wyglądało to aż tak przerażająco.

                          Tak czy inaczej dwie stare cywilizacje Chińska i Indyjska wracają na
                          światową scenę jako samodzielni gracze NIEZALEŻNI od Europy.
                          Historia zatacza koło.
                          • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 05.09.07, 12:41
                            scand napisał:

                            > Nie wiem na ile to dotyczy ludzi ze slumsów. Napewno powstały
                            > wbrew jakiekomukolwiek prawu, ile tam jest wewnątrz ich prawa
                            > tego nie wiem.

                            przeczytaj artykuł do którego dałem Ci linka
                            chodzi o to że ci Hindusi ze slumsów mogą bronić swych praw przed
                            arbitralnym wywłaszczeniem ze strony władz municypialnych czy
                            państwa
                            słyszałeś o takiej możliwości w Chinach ? gdzie nawet starożytna
                            instytucja skargi chłopskiej bezpośrednio do cesarza na lokalne
                            władze jest martwa ?

                            > To dobrze że ludzie próbują sobie w nich radzić niedobrze jednak,
                            > że nadal zdaje się rosną.

                            nie wiem co mogłoby odwrócić ten trend
                            wiem jedynie że są spore różnice między np. slumsami w Afryce a w
                            Indiach

                            > Szczerze mówiąc mimo niewątpliwie ciężkiego życia nie wyglądało
                            > to aż tak przerażająco.

                            a czy to była wieś z okręgu kantońskiego (bądź innego obszaru
                            gwałtownie industrializowanego) czy gdzieś na Dalekim Dzikim
                            Zachodzie ?
                            poczytaj trochę doniesień prasowych o buntach chłopskich w ChRL,
                            ich przyczynach i przebiegu; oraz dlaczego informacji o nich jest
                            tak mało (co odbija się na niepełnym przekazie tego dokumentu ?)

                            ps. wczoraj był mocny dokument francuski na TVP2 o chińskich
                            niewolnikach
                            • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 05.09.07, 13:04
                              > a czy to była wieś z okręgu kantońskiego (bądź innego obszaru
                              > gwałtownie industrializowanego) czy gdzieś na Dalekim Dzikim
                              > Zachodzie ?

                              To była wieś gdzie wieśniacy wiosną chodzą do lasu wygrzebywać młode
                              pędy bambusa. W ogóle z bambusa potrafią robić cuda.
                              Sytuacji prawnej ten film nie omawiał więc trudno mi cokolwiek na
                              ten temat powiedzieć.

                              > ps. wczoraj był mocny dokument francuski na TVP2 o chińskich
                              > niewolnikach

                              a zatem, niewiele chyba w chinskim komunizmie pozostało z Marksa.
                              • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 06.09.07, 09:57
                                scand napisał:

                                > a zatem, niewiele chyba w chinskim komunizmie pozostało z Marksa.

                                może dlatego że doktryną chińskiego komunizmu był maoizm a nie
                                marksizm ? Mao opierał się przede wszystkim na chłopach i
                                rekrutującej się z nich armii
                                gdy próbował z typowo rolniczego kraju zrobić powszechnie
                                uprzemysłowiony ("Wielki Skok Naprzód"), Chiny przeżyły jedną z
                                największych katastrof gospodarczych w swej historii

                                > Sytuacji prawnej ten film nie omawiał więc trudno mi cokolwiek na
                                > ten temat powiedzieć.

                                no właśnie
                                a mi chodziło po to jak lokalny establishment niszczy chłopów,
                                wywłaszcza ich (tereny pod inwestycje), dokonuje przymusowych
                                aborcji, skrytobójstw, gwałtów, bezczelnych rabunków kasy
                                publicznej, wymuszeń haraczu, bezprawnych aresztowań --a ludzie są
                                bezradni
                                • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 06.09.07, 11:00
                                  > może dlatego że doktryną chińskiego komunizmu był maoizm a nie
                                  > marksizm ?

                                  Mao zdaje się jednak jednak czytał Marksa.
                                  Ale rzeczywiście jest bardziej kontynuatorem Stalina niż
                                  bezpośrednio Marksa. ( Stalin zresztą podobnie bardziej Lenina niż
                                  Marksa).


                                  >--a ludzie są bezradni

                                  Zastanawiam się czy kiedykowiek Chiny staną się demokratyczne w
                                  sensie europejskim skoro jest to dla nich system całkowicie nowy w
                                  ich historii. Zapewne możliwa jest jakaś hybryda tylko jak na razie
                                  jest to chyba dość odległe.
                                  • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 07.09.07, 10:08
                                    scand napisał:

                                    > > może dlatego że doktryną chińskiego komunizmu był maoizm a nie
                                    > > marksizm ?
                                    > Mao zdaje się jednak jednak czytał Marksa.

                                    wikipedia nie jest co prawda źródłem objawionym, ale definicja
                                    maoizmu jest tam zakreślona zgodnie z prawdą:
                                    pl.wikipedia.org/wiki/Maoizm
                                    "W przeciwieństwie do zachodnich, a w szczególności sowieckich
                                    wersji komunizmu, maoizm był stosunkowo luźno [!] oparty na pismach
                                    Marksa, Lenina itd. Naukowiec z ZSRR A. Rumiancew wyliczył, że
                                    cytaty z klasyków marksizmu stanowią w pracach Mao Zedonga zaledwie
                                    4 proc. ogółu cytatów. Reszta pochodzi z prac chińskich filozofów i
                                    chińskiej mitologii. Tę różnicę oddaje chińska nazwa maoizmu - Myśl
                                    Mao Zedonga (毛泽东思想), która nie zawiera chińskiej końcówki -izm (主
                                    义), w przeciwieństwie do np. marksizmu (马克思主义) czy trockizmu (托
                                    洛茨基主义). Z jednej strony taka nazwa podkreślała wyjątkowość myśli
                                    Mao na tle innych komunistów [!], z drugiej - obnażała prawdę, że
                                    jego ideologia była nie tyle systemem, co zbiorem haseł zmienianych
                                    w zależności od politycznego zapotrzebowania. [!] Warto dodać, że
                                    Mao Zedong nie znał języków obcych, a w chwili kiedy tworzył zręby
                                    swej ideologii, po chińsku dostępny był jedynie Manifest
                                    Komunistyczny, kilka fragmentów prac Lenina i dwie-trzy książki o
                                    marksizmie.
                                    Maoizm musiał od początku borykać się z niebanalnym dla komunizmu
                                    problemem - w Chinach niemal nie było proletariatu. (...) Założeniem
                                    maoizmu jest zbrojny i ekspansywny charakter rewolucji, wojna między
                                    państwami socjalistycznymi i państwami kapitalistycznymi
                                    (zachodnimi) o charakterze wojny ludowej chłopów [!] i ludów
                                    Trzeciego Świata przeciwko kapitalistom i skorumpowanym przez nich
                                    robotnikom państw rozwiniętych. Maoiści wbrew marksizmowi głosili
                                    rewolucyjny potencjał ludności chłopskiej [!] oraz młodzieży."

                                    > >--a ludzie są bezradni
                                    > Zastanawiam się czy kiedykowiek Chiny staną się demokratyczne w
                                    > sensie europejskim

                                    chodzi nie tyle o to by w Chinach zapanowała zachodnioeuropejska
                                    demokracja
                                    ale o to by były praworządne --tak jak np. Singapur czy Chiny z
                                    książek o sędzim Di
                                    • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 10.09.07, 09:51
                                      > maoizm był stosunkowo luźno [!] oparty na pismach
                                      > Marksa, Lenina itd.

                                      Jeśli jest tak jak mówisz to dyskusyjne jest zatem wrzucanie
                                      wszystkiego do jednego worka i opatrywanie wspólną nazwą "komunizm" .
                                      Komunizm komuznizowi nie równy podobnie zresztą jak kapitalizm
                                      kapitalizmowie.

                                      > chodzi nie tyle o to by w Chinach zapanowała zachodnioeuropejska
                                      > demokracja
                                      > ale o to by były praworządne --tak jak np. Singapur czy Chiny z
                                      > książek o sędzim Di

                                      A Tajwan ? Czy to dobry model ?
                                      • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 11.09.07, 21:55
                                        scand napisał:

                                        "Jeśli jest tak jak mówisz to dyskusyjne jest zatem wrzucanie
                                        wszystkiego do jednego worka i opatrywanie wspólną nazwą "komunizm".
                                        Komunizm komuznizowi nie równy podobnie zresztą jak kapitalizm
                                        kapitalizmowie."

                                        Komunizm to nie tylko Marks. Wątki komunistyczne istniały w myśli
                                        europejskiej (a pewnie i w innych kręgach kulturowych,
                                        vide „naturalny socjalizm” islamu w erze dekolonizacji) na długo
                                        przed jego „Kapitałem”.
                                        Podobnie jak np. chrześcijaństwo to nie tylko rzymski katolicyzm, a
                                        kapitalizm to nie tylko „dziki kapitalizm” a la XIX w.

                                        W tych wszystkich przypadkach mamy do czynienia z zawieraniem się
                                        pewnych konkretnych doktryn w bardziej ogólnych kierunkach myśli
                                        ideologicznej. W tych kierunkach zawierają się pewne podstawowe
                                        idee, które pozwalają razem ujmować maoizm z marksizmem-leninizmem,
                                        rzymski katolicyzm z protestantyzmem, czy społeczną gospodarkę
                                        rynkową z gospodarką wolnorynkową.

                                        "A Tajwan ? Czy to dobry model ?"

                                        Nie wiem czy Tajwan to przykład praworządności, patrząc na ostatnie
                                        korupcyjne afery wokół tamtejszego prezydenta :7
                                        • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 12.09.07, 09:37
                                          >W tych kierunkach zawierają się pewne podstawowe
                                          > idee, które pozwalają razem ujmować maoizm z marksizmem-
                                          >leninizmem,

                                          Wspólne jest zapewne zniesienie własności prywatnej w wielu
                                          dziedzinach a w innych jej ograniczenie zgodnie ze słowami
                                          innego "komunisty" Proudhona (?) "własność to kradzież" .


                                          • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 12.09.07, 22:53
                                            scand napisał:

                                            > Wspólne jest zapewne zniesienie własności prywatnej w wielu
                                            > dziedzinach a w innych jej ograniczenie zgodnie ze słowami
                                            > innego "komunisty" Proudhona (?) "własność to kradzież"

                                            Proudhon to anarchizm [kierunek] :) poza tym jego doktryna [konkret]
                                            przeszła do historii jako anarchoindywidualizm --ponieważ popierał
                                            własność INDYWIDUALNĄ, prywatną, będącą efektem pracy własnej
                                            jednostki; jego krytyka własności kapitalistycznej wynikała z
                                            wypaczenia (w jego mniemaniu) przez nią idei własności; postulował
                                            powszechne uwłaszczenie ludności ALE NIE własność kolektywną,
                                            komunistyczną :) to tyle kazanka

                                            co do komunizmu
                                            jego podstawą jest egalitaryzm materialny i społeczny (takie wątki
                                            odnajdziesz choćby u Platona, choć tam dotycza wyłącznie elit)
                                            czasami stąd wynika zniesienie własności prywatnej, ale zdecydowanie
                                            bardziej kładzenie akcentu na wspólnotowość, masowość --
                                            podporządkowaną dyktaturze
                                            • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 13.09.07, 09:38

                                              > Proudhon to anarchizm [kierunek] :)

                                              Dlatego napisałem "komunisty" a nie komunisty. Zdaje się że mimo że
                                              zmarł przed 1870 jego poglądy były wpływowe jeszcze w czasach Komuny
                                              Paryża, która oczywiście nie była jescze komunizmem Lenina :)
                                              Nawiasem mówiąc także w Rosji po 1917 przez pewien czas trwał sojusz
                                              komunizmu i anarchizmu.

                                              > co do komunizmu
                                              > jego podstawą jest egalitaryzm materialny i społeczny (takie wątki
                                              > odnajdziesz choćby u Platona, choć tam dotycza wyłącznie elit)
                                              > czasami stąd wynika zniesienie własności prywatnej, ale
                                              zdecydowanie
                                              > bardziej kładzenie akcentu na wspólnotowość, masowość --
                                              > podporządkowaną dyktaturze

                                              Tak , zgadzam się że pierwszym "komunistą" ( dyktatura egalitarnych
                                              elit) znanym z imienia był Platon ale on się wzorował z kolei
                                              częściowo na społeczeństwie Sparty. Można by powiedzieć zatem że
                                              przed Platonem był jeszcze Likurg ale niektórzy powiątpiewają w
                                              historyczność jego osoby.




                                              • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 13.09.07, 19:11
                                                scand napisał:

                                                > Dlatego napisałem "komunisty" a nie komunisty. Zdaje się że mimo
                                                > że zmarł przed 1870 jego poglądy były wpływowe jeszcze w czasach
                                                > Komuny Paryża, która oczywiście nie była jescze komunizmem
                                                > Lenina :)

                                                chodziło mi o to że w samym anarchizmie są różne doktryny odwołujące
                                                się do innych kierunków --Proudhon był z nich chyba najbliższy
                                                liberalnej gospodarce opartej na prywatnej własności
                                                jeśli szukasz wątków komunistycznych w anarchizmie --to sięgnij po
                                                Kropotkina --jego doktrynę określa się zresztą jako anarchokomunizm

                                                > Platon ale on się wzorował z kolei częściowo na społeczeństwie
                                                > Sparty. Można by powiedzieć zatem że przed Platonem był jeszcze
                                                > Likurg

                                                egalitaryzm materialny Spartiatów nie wynikał z dobrowolnych
                                                wyrzeczeń, ale skrajnej nędzy --dość powiedzieć, ze często z
                                                oszczędności dwaj braci brali tę samą kobietę za żonę (poliandria) --
                                                dumni Spartanie!
                                                nie miał też przełożenia na egalitaryzm społeczny nawet w samym ich
                                                gronie --inaczej królem mógłby zostać każdy Spartiata, a nie jedynie
                                                potomkowie "rodu Herkulesowego"
                                                • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 14.09.07, 10:16
                                                  > nie wynikał z dobrowolnych
                                                  > wyrzeczeń ...

                                                  A ja do tej pory uważałem, że te wyrzeczenia były jednak programowe
                                                  (doktryna Likurga) :)
                                                  • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 14.09.07, 19:21
                                                    scand napisał:

                                                    > A ja do tej pory uważałem, że te wyrzeczenia były jednak
                                                    > programowe (doktryna Likurga) :)

                                                    to chyba że mylisz Likurga z Solonem lub Drakonem, prawodawcami Aten

                                                    Sparta była ubogim krajem (polecam "Termopile" Tadeusza Kruka)
                                                    surowe prawa Likurga miały zapewnić jej przetrwanie
                                                  • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 17.09.07, 09:34
                                                    > Sparta była ubogim krajem (polecam "Termopile" Tadeusza Kruka)
                                                    > surowe prawa Likurga miały zapewnić jej przetrwanie

                                                    Może i Sparta była uboga, tym nie mniej potomkowie Dorów mieli
                                                    utrzywilejowaną pozycję wobec reszty ( metojków i helotów) i z
                                                    pewnością mogli ich kosztem żyć dużo bardziej komfortowo niż żyli.
                                                    Ich surowość życia wynikała zatem z założeń programowanych i nie
                                                    było tylko wymuszona koniecznością ( notabene ta biedna Sparta
                                                    wygrała wojnę peloponeskę z bogatymi Atenami :)

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Likurg
                                                  • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 17.09.07, 20:51
                                                    scand napisał:

                                                    > tym nie mniej potomkowie Dorów mieli utrzywilejowaną pozycję wobec
                                                    > reszty ( metojków i helotów) i z pewnością mogli ich kosztem żyć
                                                    > dużo bardziej komfortowo niż żyli.

                                                    1.Sparta była zakładnikiem własnych niewolników --nie mogła zbyt
                                                    długo prowadzić wojen zewnętrznych (odpadają wielkie łupy jako stałe
                                                    źródło dochodu) w obawie przed buntem
                                                    2.nie mogła również zbyt długo tłumić buntów na których i tak
                                                    traciła zbyt dużo środków (utrzymanie tajnych służb; straty w
                                                    produkcji; aprowizacja oddziałów -na własnym terytorium! wiadomo
                                                    czym to się kończy)
                                                    3.Spartanie byli zbyt nieliczni (w stosunku do metojków i helotów)
                                                    by wykorzystać niewolnictwo jako źródło zysku, jako sposób rozowju
                                                    gospodarki (skrajny agrarny autarkizm, nie mieli więcej ponad własne
                                                    zasoby rolne)
                                                    4.nie byli też handlarzami jak Ateńczycy, byli wyłącznie hoplitami

                                                    ich zbroja była zatem wszystkim co mieli (stąd łatwość z jaką
                                                    przyswoili nauki Likurga)

                                                    > notabene ta biedna Sparta wygrała wojnę peloponeskę z bogatymi
                                                    > Atenami :)

                                                    o ile wojna peloponeska nie przysporzyła bogactw Spartanom, o tyle
                                                    też nie naruszyła morskiej i finansowej hegemonii Aten
                                                  • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 18.09.07, 10:04
                                                    > 1.Sparta była zakładnikiem własnych niewolników ..

                                                    Mówiliśmy tu że możnaby uważać Spartę za pierwzór państwa
                                                    komunistycznego, ale jednak trafniejsze chyba byłoby że to
                                                    pierwowzór państwa faszystowskiego ( a może jednego i drugiego)
                                                    Słynne były np. ich polowania na helotów (de facto "podludzi" w
                                                    państwie Spartiatów).
                                                  • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 18.09.07, 20:46
                                                    scand napisał:

                                                    > Mówiliśmy tu że możnaby uważać Spartę za pierwzór państwa
                                                    > komunistycznego, ale jednak trafniejsze chyba byłoby że to
                                                    > pierwowzór państwa faszystowskiego ( a może jednego i drugiego)

                                                    raczej przede wszystkim militarnego
                                                    podobnie jak późniejsze Prusy było to "armia która posiadała państwo"

                                                    > Słynne były np. ich polowania na helotów (de facto "podludzi" w
                                                    > państwie Spartiatów).

                                                    o tym nie słyszałem, żeby armia spartańska bawiła się w polowania na
                                                    helotów
                                                    słyszałem że to kontrwywiad (zwany "Wilkołakami"?) takie polowania
                                                    urządzał
                                                  • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 19.09.07, 09:13
                                                    > o tym nie słyszałem, żeby armia spartańska bawiła się w polowania
                                                    na
                                                    > helotów

                                                    Poczytaj o krypteji

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Krypteja


                                                  • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 19.09.07, 22:53
                                                    no to przeczytałem:
                                                    "Najczęściej pozostawiano ich w lasach lub górach, bez odzienia i
                                                    żywności, zaopatrzonych tylko w sztylet. Młodzi wojownicy atakowali
                                                    wioski helotów, dokonywali na nich krwawych rzezi i zabierali
                                                    wszystko co jest potrzebne do przetrwania."

                                                    z tego nie wynika żeby to były "polowania armii" --trochę za
                                                    szerokie sformułowanie
                                                    tym bardziej że ataki na helotów były dla adeptów/kandydatów na
                                                    żołnierzy jedynym sposobem przetrwania (trudno by im niewolnicy swój
                                                    skromny dobytek oddawali po dobroci), a nie rodzajem "sportu"
                                                  • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 20.09.07, 09:19
                                                    Ataki kadetów (tak ich nazwijmy) w czasie ich próby nie były
                                                    przypadkiem, ale ustaloną ciągnącą się przez wieki praktyką. Jednym
                                                    z ich celów było zastraszanie podległej ludności. Żadna kara nie
                                                    następowała po zabiciu heloty.
                                                  • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 20.09.07, 20:10
                                                    scand napisał:

                                                    > Jednym z ich celów było zastraszanie podległej ludności. Żadna
                                                    > kara nie następowała po zabiciu heloty.

                                                    to nie jest tak przekonujący argument, jakim byłoby dowiedzenie że
                                                    helotów, którzy zwycięsko wyszli z potyczki z "kadetami", czekała
                                                    kara (śmierci)
                                                    inaczej obie strony miały (teoretycznie) równe szanse --zaskoczenie,
                                                    jakie sprzyjało atakom "kadetów", było rekompensowane lepszą
                                                    znajomością terenu przez helotów i aprowizacją, a pewnie też
                                                    przewagą liczebną
                                                  • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 21.09.07, 09:43
                                                    > inaczej obie strony miały (teoretycznie) równe szanse --

                                                    No nie wiem czy to taka równa szansa czekać na zbirów którzy nie
                                                    wiadomo kiedy i gdzie uderzą. Los helotów był nie pozazdroszczenia -
                                                    wyprawy młodych Spartan przypominają trochę niespodziewane
                                                    ekspedycje SS-manów na podbitych terenach wschodnich, kiedy tubylcy
                                                    mieli szczęscie kiedy skończyło się tylko na rabunku i spaleniu wsi.

                                                  • kyos Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 22.09.07, 18:23
                                                    scand napisał:

                                                    > przypominają trochę niespodziewane ekspedycje SS-manów na
                                                    > podbitych terenach wschodnich

                                                    Einsatzgruppen (EG) to jednak inny poziom organizacji i
                                                    wyposażenia ;7

                                                    > No nie wiem czy to taka równa szansa

                                                    dlatego napisałem "teoretycznie" (każda ze stron miała pewne atuty)

                                                    ponadto ciągły strach (przed "kadetami") był chyba najlepszym
                                                    strażnikiem spokoju w trudno dostępnych kotlinach
                                                  • scand Re: "Po co Europie jej narody?" cz.4 24.09.07, 10:30
                                                    > ponadto ciągły strach (przed "kadetami") był chyba najlepszym
                                                    > strażnikiem spokoju w trudno dostępnych kotlinach

                                                    Myślę że w istocie nie były to uderzenia przypadkowe, kadeci
                                                    uzyskiwali zezwolenie na napad na określony region który
                                                    podejrzewano o opór.
                                                    Uderzenie w helotów którzy byli wydajni i bardzo posłuszni byłyby
                                                    zupełnie pozbawione sensu nawet w skali spartanskiej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka