Dodaj do ulubionych

Pawłokoma

13.05.06, 20:24
szczerość aż do bólu - z obu stron
- tylko to może nas wyrwać z zaklętego kręgu nienawiści

Pawłokoma to kolejny krok z naszej strony

ile takich POLSKICH cmentarzy powinni otworzyć Ukraińcy?
Obserwuj wątek
    • bonobo44 Kaczyński w Pawłokomie: Odpuść nam winy jako i my 13.05.06, 20:25
      odpuszczamy

      << Agata Kulczycka, IAR, PAP, pi 12-05-2006, ostatnia aktualizacja 13-05-2006
      14:26

      Słowo "przepraszam" nie padło w przemówieniu prezydenta Kaczyńskiego. Zamiast
      tego znalazł się w nim dokładny historyczny opis "zbrodni". Prezydenci
      Juszczenko i Kaczyński złożyli kwiaty pod pomnikiem zamordowanych Ukraińców.


      - Przelana w tamtych latach krew jest wyrzutem sumienia naszych narodów.
      Nadszedł czas mówić o nienaprawionych krzywdach - mówił podczas uroczystości
      prezydent Lech Kaczyński. - Wspólna modlitwa świadczy, że wyznajemy te same
      wartości, że w żadnych okolicznościach dla zbrodni nie ma uzasadnienia.

      Prezydent przywołał wydarzenia historyczne. - W 1945 roku Pawłokoma stała się
      miejsce tragicznych wydarzeń - mówił. - Z wioski uprowadzono grupę Polaków
      zabito i pochowano w niewiadomym miejscu. Kilka dni później polskie formacje
      wymordowały większość ukraińskich mieszkańców Pawłokomy. Zbrodnię tą na
      dziesięciolecia skryło milczenie.

      Zdaniem prezydenta Kaczyńskiego symbolem nowych stosunków między krajami były
      wydarzenia na kijowskim Majdanie i polska solidarność z Pomarańczową Rewolucją.
      Słowa Modlitwy Pańskiej zakończyły przemówienie.

      - Chylę czoło przed Wami, moi Ukraińcy i Polacy, którzy stoicie tu ze mną.
      Tworzycie odważną i prawidłową politykę - powiedział z kolei w przemówieniu
      prezydent Wiktor Juszczenko - Jestem wdzięczny prezydentowi Kaczyńskiemu i
      polskim władzom, jestem wdzięczny stronie ukraińskiej która uczestniczyła w
      budowie pomnika. I tym mieszkańcom wsi Pawłokoma którzy przez lata przychodzili
      w to zapomniane miejsce okazując mu chrześcijański szacunek. Jeszcze raz chcę
      zaświadczyć mój ogromny szacunek dla Rzeczpospolitej Polskiej i Polaków.
      Ukraina i Polska w dniu dzisiejszym manifestują nową politykę solidarności.

      Huzar: Krok do pojednania

      - Jesteśmy wdzięczni Wam, panowie prezydenci, że jesteście tutaj w tym miejscu,
      bo odczuwamy, że duch, który natchnął nas, biskupów jest natchnieniem dla Was,
      żeby prowadzić nasze narody do pełnego sprzymierzenia - powiedział na
      rozpoczęcie uroczystości kardynał Lubomyr Huzar. - Wasza obecność i obecność
      ludu, który tutaj stoi to krok naprzód na tej długiej drodze.

      Dla małej poddynowskiej wsi to wielkie wydarzenie. Ukraińcy przybyli z całego
      świata. Przybył między innymi Zenon Potoczny, przedstawiciel
      stowarzyszenia "Pawłokoma" działającego w Kanadzie na rzecz upamiętnienia
      tragedii. Potoczny przybył ze swoim ojcem, który cudem uniknął śmierci. Przybył
      też kardynał Lubomyr Huzar, zwierzchnik ukraińskich grekokatolików. Nad
      zgromadzonymi powiewają ukraińskie i kanadyjskie flagi.

      Po raz pierwszy i pewnie ostatni w miejscowości goszczą dwaj prezydenci Wiktor
      Juszczenko i Lech Kaczyński, hierarchowie kościołów: z polskiej strony to abp
      Józef Michalik, z ukraińskiej abp Ludomyr Huzar.

      Przyjachali świadkowie tamtych wydarzeń

      Rozpoczęcie uroczystości opóźniło się o kilkanaście minut. Miały rozpocząć się
      o godz. 11 na odbudowanym niedawno ukraińskim cmentarzu, gdzie leżą ciała
      pomordowanych przez Polaków ukraińskich mieszkańców Pawłokomy. Tu odmawiana
      jest modlitwa za zmarłych, prezydenci wygłoszą też przemówienia, poświęcony
      zostanie pomnik, złożone będą kwiaty, zapalone znicze. Prezydenci, którzy na
      uroczystości przyjechali z żonami, przejdą także pod polski pomnik. Stoi on
      przy pobliskim kościele, upamiętnia Polaków, którzy zginęli z rąk Ukraińców.
      Ten gest głów państw ma być symbolicznym pojednaniem między oboma narodami.

      Wczoraj do Przemyśla przyjechała Tatiana Czuma, była mieszkanka Pawłokomy. W
      dniu tragedii miała siedem lat, była świadkiem tragicznych wydarzeń, które
      rozegrały się wtedy we wsi. Dziś nie do końca jest usatysfakcjonowana tym, co
      się dzieje, ma zastrzeżenia do treści napisu na polskim pomniku i na
      ukraińskim. - Przecież ci ludzie zostali zamordowani, a nie zginęli. Zginąć to
      można na przykład w ogniu. Dlaczego tu nie ma słowa "pomordowani"? - denerwuje
      się.

      - Cieszę się, że w końcu odbudowany został ukraiński cmentarz, ale czy
      mieszkańcy go uszanują, czy nie będą go niszczyć? - martwi się Tatiana Czuma.

      Maria Tucka, prezes Związku Ukraińców w Przemyślu, nie ma jednak wątpliwości: -
      Tak długo czekaliśmy na te uroczystości, przygotowania były tak ciężkie, że to
      dla nas ważny dzień. A najważniejszy dla ludzi, którzy na tym cmentarzu mają
      swoich bliskich.>>
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3341986.html
      • bonobo44 Prof. Przebinda - komentarz 13.05.06, 20:48
        <<Prof. Przebinda: ważne przywołanie słów o odpuszczeniu win
        PAP 13-05-2006, ostatnia aktualizacja 13-05-2006 20:11

        Przywołanie w Pawłokomie przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego słów znanych z
        tradycji chrześcijańskiej o odpuszczaniu win znaczyło więcej niż zwykłe
        przepraszam - ocenił w rozmowie z PAP dyrektor Instytutu Filologii
        Wschodniosłowiańskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Grzegorz Przebinda.


        "W Pawłokomie nie padło słowo +przepraszam+, ale myślę, że pan prezydent
        Kaczyński zrobił coś o wiele ważniejszego i bardziej pięknego: przywołał słowa
        +I odpuśćcie nam nasze winy jako i my odpuszczamy+. Jest to odwołanie do
        tradycji chrześcijańskiej, jednocześnie przywołanie słów, w których mówi się o
        tym, że winę ponoszą obie strony" - mówił prof. Przebinda. "To znaczy więcej,
        niż zwykłe przepraszam, za którym często nic się nie kryje" - dodał.

        W sobotę w Pawłokomie prezydenci Polski i Ukrainy uczcili pamięć pomordowanych
        w Pawłokomie Ukraińców i Polaków. Swoje wystąpienie L.Kaczyński
        zakończył: "Umiejmy z miłosierdziem i odwagą wspólnie modlić się do Boga
        słowami +odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom+. O to
        proszę".

        Prof. Przebinda ocenił, że słowa, które padły w Pawłokomie, będą miały
        przełomowe znaczenie dla przyszłości stosunków polsko- ukraińskich i dla
        przyszłości Europy.

        Zdaniem prof. Przebindy, wystąpienie prezydenta Kaczyńskiego było niesłychanie
        wyważone i trafne, choć okoliczności były niesprzyjające. Z jednej strony -
        według niego - istniała silna opozycja środowisk nacjonalistycznych w Polsce
        przeciwko uroczystości w Pawłokomie; z drugiej strony - Polska występowała tam
        jako kraj, który ponosił odpowiedzialność za śmierć Ukraińców.

        Pomimo tego przywódcom obu państw udało się - w ocenie prof. Przebindy -
        postawić kolejny ważny krok na drodze współpracy polsko-ukraińskiej; od niej
        może bowiem zależeć przyszłość obu krajów i przyszłość Unii
        Europejskiej. "Jeżeli oba kraje sprostają wyzwaniom, jakie niesie początek XXI
        wieku, będzie to miało wpływ na kształt całej Europy" - podkreślił prof.
        Grzegorz Przebinda, przywołując fakt "torowaniań przez Polskę drogi Ukrainie do
        UE i NATO i wspólne projekty budowy gazociągu.>>
        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3343476.html


      • bonobo44 Prof. Geremek - komentarz 13.05.06, 20:49
        <<Geremek:obchody w Pawłokomie najważniejszym wydarzeniem prezydentury
        PAP 13-05-2006, ostatnia aktualizacja 13-05-2006 19:21

        Sobotnie uroczystości w Pawłokomie upamiętniające pomordowanych tam w 1945 r.
        Polaków i Ukraińców to najważniejsze wydarzenie w okresie dotychczasowej
        prezydentury Lecha Kaczyńskiego - powiedział PAP były szef polskiej dyplomacji,
        europoseł Bronisław Geremek.


        "Uznaję to spotkanie prezydentów Polski i Ukrainy za wydarzenie niezwykłej
        wagi, dotyczące wizerunku Polski. Wola pojednania dwóch narodów: polskiego i
        ukraińskiego musi być wsparta takimi aktami, jak przypomnienie prawdy i wzięcie
        w ten sposób odpowiedzialności" - dodał Geremek.

        Jak podkreślił, chodzi nie tylko o to, "aby padło słowo +przepraszam+ z jednej
        i drugiej strony", ale również konieczne jest - w jego ocenie - aby "wyrażona
        została wola pojednania wzmocniona stwierdzeniem, że nigdy taka zbrodnia się
        nie powtórzy i nigdy więcej nie będzie takiej przestrzeni nienawiści między
        dwoma sąsiedzkimi narodami".

        Według Geremka, obchody w Pawłokomie nie są jeszcze zakończeniem procesu
        pojednania polsko-ukraińskiego. "Ukraina nadal stoi przed problemem oceny
        historycznej roli UPA oraz generalnej oceny wydarzeń wołyńskich, z kolei Polska
        jeszcze nie zakończyła generalnej oceny akcji +Wisła+" - dodał.

        "Za potrzebą pojednania musi pójść wysiłek dotyczący nauczania i treści
        podręczników szkolnych po jednej i po drugiej stronie" - zaznaczył Geremek.

        W sobotę prezydenci Polski i Ukrainy Lech Kaczyński oraz Wiktor Juszczenko
        uczcili pamięć pomordowanych w Pawłokomie Ukraińców i Polaków. Podczas
        uroczystości w Pawłokomie szefowie państw wezwali do kroczenia drogą pojednania
        obu narodów. >>
        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3343424.html
      • bonobo44 Wystąpienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego 13.05.06, 20:51
        <<Wystąpienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Pawłokomie
        PAP 13-05-2006, ostatnia aktualizacja 13-05-2006 18:46

        "Eminencjo Księże Kardynale, Panie Prezydencie, Eminencje księża biskupi,
        Szanowni Państwo, zarówno ci, którzy reprezentujecie tutaj naród ukraiński, jak
        i polski, ja trzeci raz w życiu przemawiam czytając. Raz było to na rocznicy
        Powstania Warszawskiego, raz - gdy byłem zaprzysięgany na Prezydenta RP i
        trzeci raz dzisiaj.


        Jeżeli czytam, to dlatego, że przywiązuję do tego wystąpienia najwyższą wagę.

        Spotykamy się dzisiaj w Pawłokomie, aby wspólnie oddać hołd ukraińskim i
        polskim ofiarom sprzed lat. Stajemy w bólu i smutku, we wspólnej modlitwie i
        zadumie, aby pochylić głowy nad mogiłami ofiar tej tragedii.

        W XX wieku los niezwykle boleśnie dotknął nasze narody. Szczególnie tragiczny
        dla naszych wzajemnych stosunków był okres II wojny światowej i pierwszych lat
        powojennych. W ziemię wsiąkła krew Polaków i Ukraińców, przelana w
        bratobójczych walkach, przelana niestety także w okrutnych mordach.

        W 1945 roku Pawłokoma stała się miejscem tragicznych wydarzeń. Z wioski
        uprowadzono grupę Polaków, zabitych pochowano w nieznanym do dziś miejscu.
        Kilka tygodni później polskie formacje zbrojne wymordowały większość
        ukraińskich mieszkańców Pawłokomy. Zbrodnię tę na dziesięciolecia skryło
        milczenie, nie pozwolono, aby ofiary doczekały się krzyży i modlitwy bliskich.

        Pawłokoma stała się dla Ukraińców symbolem tragedii ich narodu. Myślimy dzisiaj
        o tym z największym smutkiem. Przelana w tamtych latach krew jest wyrzutem
        sumienia dla naszych narodów. Nie można jej ważyć dla wspólnego dobra i
        przyjaznego rozwoju stosunków między naszymi narodami.

        Nadszedł już czas, aby nie ukrywać prawdy i mówić o nie naprawionych krzywdach.
        Dzisiejsza uroczystość z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy, nasza zaduma
        nad grobami ofiar dawnej nienawiści, złączenie we wspólnej modlitwie,
        wypowiedzianej przez naszych duchownych są świadectwem, że uznajemy te same
        wartości, że łączy nas przekonanie, że w żadnych okolicznościach dla żadnej
        zbrodni nie ma usprawiedliwienia.

        Pomni złych i dobrych doświadczeń musimy dzisiaj udźwignąć ciężar polsko-
        ukraińskiej historii. Powinniśmy jednak pamiętać w największym stopniu o
        doświadczeniach dobrych, bo ich było też niemało.

        Wiele jest jeszcze tragicznych miejsc, wiele mogił, często bezimiennych, po obu
        stronach granicy. Sprawiedliwe i godne jest, aby na każdym z tych bezimiennych
        dotąd, nie upamiętnionych grobów, bliscy ofiar, od kilkudziesięciu lat
        pozbawieni możliwości oddania im szacunku mogli postawić krzyż i odmówić
        modlitwę.

        Musimy mówić o bolesnej, trudnej przeszłości otwarcie, krok za krokiem
        wypracowując jedną sprawiedliwą ocenę wszystkich ówczesnych wojennych tragedii,
        i tych polskich, i ukraińskich.

        Wszystkie tragiczne wydarzenia w Pawłokomie, na Chełmszyczyźnie, na Wołyniu, we
        wschodniej Galicji, towarzyszące akcji +Wisła+, powinny znaleźć rzetelne
        wyjaśnienie w dialogu polityków, historyków i zwyczajnych ludzi.

        Mocne i trwałe pojednanie można zbudować tylko w oparciu o prawdę. Nie możemy
        zmienić przeszłości, ale możemy sprawić, by nie determinowała przyszłości.

        Szanowni Państwo, nasza obecność - prezydenta Rzeczpospolitej i prezydenta
        Rzeczpospolitej Ukrainy - przed pomnikami w Pawłokomie świadczy, że po obu
        stronach jest gotowość do kontynuowania tego wielkiego procesu, powiedziałbym -
        wielkiego dzieła, że ma miejsce kolejny, ważny krok na drodze pojednania między
        naszymi narodami.

        Wielką wartością dzisiejszego spotkania jest udział mieszkańców Pawłokomy w tym
        akcie zgody i modlitwy. Proces rozpoczęty przez wielkiego orędownika polsko-
        ukraińskiego pojednania Jerzego Giedroycia, znaczony jest aktami upamiętniania
        ofiar mordów na Wołyniu, otwarciem Cmentarza Orląt we Lwowie, słowami
        przebaczenia i pokoju, jakie wypowiedzieli wobec siebie biskupi obrządku
        rzymsko-katolickiego i greko-katolickiego.

        Ale to, co osiągnęli Polacy i Ukraińcy, chyba najpewniej uwidoczniło się na
        Majdanie, na Majdanie Niezależności, gdzie w pomarańczowym tłumie wśród lasu
        flag ukraińskich były też flagi polskie, a nasz głos solidarności spotkał się
        na Majdanie z potężnym okrzykiem: Chaj żywe Polszcza! Dziękujemy za ten okrzyk.

        Raz jeszcze powtarzam: dziękujemy. I chciałbym powiedzieć, że nikt tego już z
        naszej historii nie wykreśli. Nasze narody pokazują całemu światu, że nie ma
        takiego zła w historii, którego nie można przezwyciężyć. Tutaj, przed krzyżami
        Pawłokomy, tak jak przed krzyżami Wołynia, Podola i wielu tragicznych miejsc
        naszej przeszłości, łączymy pamięć i nadzieję.

        To powinność, którą wspólnie wypełniamy, którą przekazujemy młodszym
        pokoleniom. Nieśmy, Polacy i Ukraińcy, to dziedzictwo w przyszłość, zawsze
        odnajdujmy w sobie to, co najlepsze. Umiejmy z miłosierdziem i odwagą wspólnie
        modlić się do Boga słowami +odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym
        winowajcom+. O to proszę". >>
        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3343357.html
      • bonobo44 Arcybiskup Życiński vs. MW 13.05.06, 22:29
        <<Arcybiskup Życiński kontra Wszechpolacy
        PAP, pi 11-05-2006, ostatnia aktualizacja 11-05-2006 17:40

        Arcybiskup Józef Życiński skrytykował w czwartek ''próby wywierania presji'' na
        prezydenta Lecha Kaczyńskiego, aby nie przepraszał za wydarzenia w Pawłokomie.
        Z takim apelem wystąpiła do prezydenta Młodzież Wszechpolska.


        - Uważam, że podobne sugestie są niedopuszczalne - powiedział dziennikarzom
        metropolita lubelski.

        Abp Życiński przypomniał w tym kontekście postać prymasa Stefana Wyszyńskiego i
        orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r. uważane za jeden z
        ważniejszych etapów pojednania polsko-niemieckiego po II wojnie światowej.

        - Wyobraźmy sobie, że wtedy, gdy powstawało orędzie biskupów polskich do
        biskupów niemieckich, ktoś zachowałby podobną linię argumentacji, to znaczy
        powiedziałby: nie wolno Polakom przepraszać, zanim nas Niemcy wcześniej nie
        przeproszą. Gdyby w ten sposób rozumował prymas Wyszyński, nigdy nie powstałaby
        słynna formuła +przebaczamy i prosimy o przebaczenie - powiedział abp Życiński.

        - Niech więc w obecnej sytuacji wzorem do naśladowania będzie przesłanie
        wielkiego Prymasa Tysiąclecia, a nie hasła powtarzane przez radykalne grupy -
        dodał.

        Zdaniem metropolity lubelskiego w procesie pojednania polsko-ukraińskiego
        należy szukać przede wszystkim tego, co może zbliżyć oba narody. W dramatach
        polsko-ukraińskich podstawową rolę powinna odgrywać dla chrześcijanina
        modlitwa, szukanie tego wszystkiego, co łączy, co zbliża. Natomiast próby
        wprowadzania szantażu, czy krzyku, odbiegają daleko od wzorców
        chrześcijańskich - powiedział arcybiskup.

        W sobotę w Pawłokomie prezydenci Polski Lech Kaczyński i Ukrainy Wiktor
        Juszczenko oddadzą hołd 300 Ukraińcom zamordowanym tam przez Polaków w 1945 r.
        Członkowie Młodzieży Wszechpolskiej zaapelowali do prezydenta Kaczyńskiego, aby
        nie przepraszał za wydarzenia w Pawłokomie, w sytuacji, gdy Ukraińcy nie
        przyznali się do ludobójstwa na setkach tysięcy Polaków. Według działaczy MW,
        winni pawłokomskiej zbrodni są tylko nacjonaliści ukraińscy, gdyby nie ich
        działania nie doszłoby do mordu.

        MW przypomina o Polakach wymordowanych przez nacjonalistów ukraińskich w latach
        40. w Małopolsce wschodniej i na Wołyniu.

        Podaje, że według różnych szacunków zginęło tam od 120 tysięcy do pół miliona
        osób. Byłoby daleko posuniętą nieuczciwością wobec tych ludzi i
        niewdzięcznością, zachowywanie się tak, jak zachowuje się pan prezydent Lech
        Kaczyński. Niech najpierw przeproszą Ukraińcy, o to apelujemy - powiedział w
        czwartek na konferencji prasowej w Lublinie prezes okręgu lubelskiego MW Marian
        Szołucha.

        Szołucha podkreślił, że mord w Pawłokomie był akcją odwetową, będącą skutkiem
        wieloletniej eksterminacji ludności polskiej dokonywanej przez sowieckich i
        niemieckich okupantów przy udziale nacjonalistów ukraińskich.

        Apel MW do prezydenta mają także otrzymać m.in. marszałek sejmu Marek Jurek,
        marszałek senatu Bogdan Borusewicz, premier Kazimierz Marcinkiewicz oraz prezes
        IPN Janusz Kurtyka. >>
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,55670,3338865.html

      • bonobo44 Kaczyński: Od pojednania nie ma odwrotu 13.05.06, 22:32
        << Marcin Wojciechowski 13-05-2006, ostatnia aktualizacja 12-05-2006 22:56

        Nie ma innego wyjścia niż marsz w tym kierunku, w którym pójdziemy dziś,
        odwiedzając Pawłokomę - prezydent Lech Kaczyński mówi o upamiętnieniu 366
        ukraińskich ofiar masakry w podrzeszowskiej wsi dokonanej przez dawnych
        partyzantów z AK i polskich mieszkańców


        Głośne w ostatnich dniach protesty Młodzieży Wszechpolskiej i innych
        organizacji narodowych nie zablokowały dzisiejszych uroczystości w Pawłokomie,
        które mają być kolejnym krokiem pojednania polsko-ukraińskiego.

        Wszechpolacy uważali, że Kaczyński nie powinien przepraszać za masakrę
        Ukraińców dokonaną przez Polaków pod koniec wojny, dopóki Ukraińcy nie
        przeproszą za antypolskie akcje na Wołyniu i w Galicji w latach 1943-44, w
        których zginęło od 60 do 100 tys. ludzi. Wszechpolacy zapomnieli, że latem 2003
        r. na Ukrainie w obecności ówczesnych prezydentów Kwaśniewskiego i Kuczmy
        odsłonięto już pomnik w Pawliwce - dawnym Porycku - gdzie ukraińscy
        nacjonaliści zamordowali 160 polskich mieszkańców. Wtedy Kuczma nie powiedział
        co prawda wprost "przepraszam", ale mówił o "ubolewaniu i żalu za śmierć
        cywilnych Polaków", nazwał ją także "niedopuszczalną i tragiczną zbrodnią".

        Kaczyński nie chciał wczoraj zdradzić, czy w swoim wystąpieniu na cmentarzu
        greckokatolickim w Pawłokomie, gdzie pochowano ukraińskie ofiary masakry, użyje
        dziś słowa "przepraszam". Wyraźnie dał jednak do zrozumienia, że w sprawie
        pojednania z Ukraińcami nie zamierza ulegać jakimkolwiek naciskom ani protestom.

        - Żadne głosy protestu tego nie zatrzymają. W tej kwestii idziemy odważnie do
        przodu! - Kaczyński mówił wczoraj w Warszawie podczas wspólnej konferencji
        prasowej z prezydentem Wiktorem Juszczenką. A na jeszcze bardziej dociekliwe
        pytania dziennikarza, że przecież honorowy prezes wszechpolaków Roman Giertych
        jest wicepremierem w rządzie, Kaczyński odpowiedział dobitnie: - Powiedziałem
        już o różnych głosach, które mnie nie powstrzymają. Więcej nie mam nic do
        dodania.

        Wszechpolacy zapowiadali wczoraj w różnych miastach, m.in. w Rzeszowie,
        konferencje prasowe w sprawie uroczystości w Pawłokomie, ale nie odbyły się
        one. Nie wiadomo, czy Kancelaria Prezydenta naciskała w tej sprawie na
        Giertycha. Związani z Młodzieżą Wszechpolską posłowie LPR milczeli w tej
        sprawie jak grób.

        Protesty wszechpolaków byłyby zgrzytem podczas dwudniowej wizyty prezydenta
        Juszczenki w Polsce, który podkreślał, że chce realizować polsko-ukraińskie
        pojednanie w duchu formuły "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie".

        Lech Kaczyński podkreślał podczas wczorajszych rozmów z Juszczenką, że w czasie
        jego prezydentury Polska będzie nadal traktowała Ukrainę szczególnie. Warszawa
        będzie wspierać aspiracje Kijowa do NATO i UE, Wojsko Polskie zacieśni
        współpracę z armią ukraińską.

        Być może zrealizowane zostaną wspólne projekty energetyczne uzależniające oba
        kraje od dostaw surowców z Rosji. Przede wszystkim chodzi o rurociągOdessa -
        Brody - Gdańsk transportujący do Europy ropę znad Morza Kaspijskiego. Mówi się
        także, że prezydenci omawiają duży polsko-ukraiński projekt gazowy, choć na
        razie jego szczegóły okryte są tajemnicą.

        Prezydenci mieli także rozmawiać wczoraj wieczorem w nieformalnej atmosferze
        m.in. o perspektywach demokracji w b. ZSRR oraz coraz bardziej narastających
        napięciach w postradzieckiej WNP. Podczas rozmowy serwowano bojkotowane przez
        Rosję gruzińskie wina przywiezione z Kaukazu przez szefa MON Radosława
        Sikorskiego. - Prezydent Kaczyński uznał, że gruzińskie wino to bardzo dobry
        trunek dla uczczenia przyjazdu Juszczenki do Polski - mówi nasz rozmówca>>
        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3342496.html
    • bonobo44 Juszczenko:Wyciągnięta dłoń zamiast liczenia ofiar 13.05.06, 20:27
      << PAP 13-05-2006, ostatnia aktualizacja 13-05-2006 17:49

      Uczczenie pomordowanych w Pawłokomie to duży krok w "jedynym rozsądnym, jedynym
      moralnym" kierunku - powiedział w sobotę w Łańcucie prezydent Polski Lech
      Kaczyński. Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko zapewnił, że oba kraje będą
      kontynuować politykę pojednania.


      Wizytą w Łańcucie Juszczenko zakończył oficjalną dwudniową podróż do Polski.
      Wcześniej w sobotę obaj prezydenci uczcili pamięć pomordowanych w Pawłokomie
      Ukraińców i Polaków.

      "Cieszę się, że byłem w Pawłokomie i z tego, że relacje z Ukrainą układają się
      dobrze" - powiedział podczas konferencji prasowej Kaczyński. "To był bardzo
      duży krok w jedynym rozsądnym, jedynym moralnym, biorąc pod uwagę, ze nasza
      historia się nie zmieni, kierunku" - podkreślił.

      Prezydent Juszczenko powiedział z kolei, że przed Polską i Ukrainą stały dwie
      drogi: pierwszą było "trzymanie wojny w duszach, liczenie krwi litr do litra,
      liczenie, ile niewinnych ofiar było z jednej i drugiej strony", drugą -
      "wyciągnięcie dłoni". "Ściskając sobie ręce dajemy więcej szans na współpracę
      naszych narodów" - podkreślił. "Będziemy kontynuowali tę politykę" - podkreślił
      Juszczenko.

      "Mamy wspólny (polsko-ukraiński - PAP) program ochrony i renowacji miejsc
      upamiętniających ofiary - jest on realizowany bardzo dobrze" - poinformował
      Juszczenko. Wyraził jednocześnie nadzieję, że sobotnie uroczystości dadzą
      impuls do pojednania i aktywniejszej współpracy między zwykłymi obywatelami.

      Juszczenko ocenił też, że dzień, w którym obaj prezydenci uczcili pamięć
      pomordowanych w Pawłokomie był szczególny i wejdzie do historii obu narodów.

      Prezydenci zapowiedzieli powołanie swoich pełnomocników do spraw wymiany
      młodzieży, nauczycieli i działaczy samorządowych. "W najbliższych dniach
      wyznaczymy pełnomocników do spraw wymiany młodzieży, nauczycieli i działaczy
      samorządowych" - powiedział Lech Kaczyński.

      Pytany, jakie ewentualne ułatwienia wizowe Polska - jako członek UE -
      przewiduje dla Ukraińców, Kaczyński odparł, że "jesteśmy w stanie wprowadzić
      wszelkie możliwe ulgi, jaki są dopuszczalne". "Proces wydawania wiz obywatelom
      Ukrainy będzie procesem czysto formalnym. Taki stempel musi być, zgodnie z
      przepisami UE, ale to będzie tylko i wyłącznie stempel"- zapewnił polski
      prezydent.

      Juszczenko podziękował prezydentowi Kaczyńskiemu i polskim władzom za "świetną
      atmosferę" stworzoną podczas jego wizyty. Kaczyński wyraził zaś nadzieję, że
      takich owocnych wizyt - podczas kadencji prezydenta Juszczenki i jego - będzie
      więcej.

      "Mam nadzieję, że nie zmarnujemy szans, ta szansa jest. Ona prowadzi w kierunku
      Zachodu, w kierunku NATO i Unii Europejskiej, ale także na Wschód do
      stabilizacji, rozwoju i demokracji. Nie będzie szczęścia tamtych narodów, ale
      nie będzie spokoju także w Europie, która nie kończy się na Bugu, tylko dużo,
      dużo dalej" - powiedział
      Kaczyński.>>serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3343162.html


      • bonobo44 Wystąpienie prezydenta Juszczenki w Pawłokomie 13.05.06, 20:53
        <<Wystąpienie prezydenta Juszczenki w Pawłokomie
        PAP 13-05-2006, ostatnia aktualizacja 13-05-2006 14:20

        "Wielce szanowny Panie Prezydencie, czcigodni ojcowie, drogi ukraiński
        narodzie, dzisiaj mamy dzień historyczny. Wiem, że przede mną stoją
        przedstawiciele słynnego narodu ukraińskiego i narodu polskiego, którzy mieli
        słynną, znakomitą historię i historię rycerską, ale niestety w tej historii
        również były i złe karty.


        Wiem, jaką tragedię przyniosła nam I wojna światowa, wojna polsko- ukraińska w
        latach 1918-1919, jaki ból one przyniosły w okresie międzywojennym, a jeszcze
        większe nieszczęście przyniosła II wojna światowa.

        Akurat w tym czasie miała miejsce i tragedia wołyńska i tragedia w Pawłokomie i
        wiele, wiele innych. Przed dwoma narodami, przed dwoma krajami były dwie drogi
        do wyboru - kontynuować w swoich duszach wojnę albo wyciągnąć dłoń.

        Wiem o tym, że nasze stosunki mają nie tylko państwowy wymiar, ale stricte
        ludzki wymiar. Tragedie, o których dzisiaj wspominałem, przeszły przez tysiące
        dusz ze strony polskiej i ze strony ukraińskiej.

        Wyobrażam sobie, jak ciężką drogą była dla dziesiątek tysięcy ludzi ta droga,
        którą przyszli oni do tego aktu pojednania, świadkami którego jesteśmy dzisiaj.

        Ale jestem przekonany co do jednego, iż przebaczać mogą tylko silni. Jestem
        przekonany, że pamięć o własnej historii jest nakazem dla współczesnych czasów.

        Z tych dwóch dróg, które mieliśmy przed sobą, w roku 1997 wybraliśmy drogę
        porozumienia. Uczyniliśmy szereg kroków, m.in. otwarcie Cmentarza Orląt na
        Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie i dzisiejsze odsłonięcie pomnika
        upamiętniającego ofiary.

        Zwracam się do wszystkich z apelem, iż to jest jedyna, prawdziwa droga, która
        może nam zagwarantować przyszłą perspektywę.

        Dzisiaj dużo mówimy o naszych wzajemnych relacjach, bardzo dbamy o to, jakie te
        stosunki powinny być w przyszłości, ale jestem przekonany, że to wszystko ziści
        się pod jednym warunkiem, kiedy damy prawdziwą odpowiedź przed naszą historią.

        I dlatego ja przede wszystkim chylę czoło przed ofiarami tych tragedii. Chylę
        czoło przed Wami, moi drodzy Ukraińcy i Polacy, którzy stoicie przede mną,
        którzy stoją na tych wzgórzach. Tworzycie odważną i prawidłową politykę.

        Szczególnie wyrazy wdzięczności chciałbym przekazać mieszkańcom wsi Pawłokoma.
        Jestem wdzięczny za waszą cierpliwość, za waszą tolerancję i waszą
        wyrozumiałość. Jestem wdzięczny prezydentowi Polski Lechowi Kaczyńskiemu,
        polskim władzom i narodowi oraz stronie ukraińskiej, która uczestniczyła w
        rozbudowie tego projektu.

        Szczególnie jestem wdzięczny tym mieszkańcom wsi Pawłokoma, którzy przez
        dziesiątki lat przychodzili na to miejsce, które znajdowało się w zapomnieniu i
        okazywali chrześcijańskie znaki uwagi i szacunku.

        Dziękuję moi drodzy i proszę o pozwolenie - w imieniu państwa ukraińskiego,
        narodu ukraińskiego - jeszcze raz zaświadczyć o ogromnym szacunku dla
        Rzeczpospolitej Polskiej, dla Polaków. Dzisiaj deklarujemy, że Ukraina i Polska
        manifestują nową politykę solidarności. Tak nam dopomóż Bóg".>>
        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3343057.html
    • bonobo44 ''Pojednanie to program na całe lata'' 13.05.06, 20:29
      << PAP, jg 13-05-2006, ostatnia aktualizacja 13-05-2006 18:28

      Dyrektor Instytut Europy Środkowo-Wschodniej w Lublinie prof. Jerzy Kłoczowski
      uważa, że uroczystości w Pawłokomie są ważnym etapem na drodze do pojednania
      między Polakami i Ukraińcami, ale - w jego ocenie - trzeba jeszcze wielu
      wysiłków, aby osiągnąć ten cel.


      W sobotę prezydenci Polski i Ukrainy - Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko
      uczcili pamięć pomordowanych w Pawłokomie na Podkarpaciu Ukraińców i Polaków, i
      wezwali do kroczenia drogą pojednania obu narodów.

      "Polska była pierwszym krajem, który uznał niepodległość Ukrainy. O tym nigdy
      nie zapominajmy. Ale to jest tak trudna przeszłość i tyle zostało jeszcze i w
      głowach i w sercach ludzi, że trzeba jeszcze długo nad tym pracować, żeby tak
      naprawdę zmienić nastawienie społeczeństwa jednego i drugiego" - powiedział PAP
      w sobotę Kłoczowski.

      "Jak się robi badania nad stereotypami Ukraińca w Polsce i Polaka na Ukrainie
      to wtedy widać, ile jest jeszcze do zrobienia. To program na lata. To sprawa i
      mediów i szkoły" - mówił Kłoczowski. Przestrzegł, by nie zadowalać się
      przebiegiem uroczystości w Pawłokomie; nie myśleć: "ta uroczystość minęła i
      wszystko w jest w porządku".

      "To byłaby najgorsza rzecz. Trzeba rozbudowywać kontakty - telewizja polska nie
      dociera na Ukrainę, polska prasa i książki są tam prawie niedostępne, a u nas
      prezentacja Ukrainy też nie wygląda dobrze. Obie strony za mało jeszcze robią.
      (...) Więcej jest kontaktów grup młodzieżowych, w tym cała nadzieja" - dodał
      prof. Kłoczowski.

      Abp Martyniak: w Pawłokomie dokonano znacznych kroków

      Metropolita przemysko-warszawski obrządku greckokatolickiego abp Jan Martyniak
      powiedział po zakończeniu sobotnich uroczystości w Pawłokomie, że dokonano tu
      znacznych kroków na drodze do przebaczenia wzajemnych win Polaków i Ukraińców.

      "Widać było przede wszystkim, ile było tu modlitwy i ile nadziei na przyszłość.
      I była też prawda ubrana w modlitwę i przebaczenie. Ewangelię czytaliśmy nie
      ludzką, tylko Bożą - Jezusa Chrystusa: +Jak nie odpuścicie braciom swoim...+ I
      dlatego musi się przebaczyć" - powiedział PAP abp Martyniak.

      Przewoźnik: Pawłokoma to krok do normalizacji

      Sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik
      uważa, że uroczystości w Pawłokomie, to kolejny ważny krok na drodze do
      normalizowania stosunków polsko-ukraińskich.

      "Słowa, które zostały wypowiedziane zarówno przez hierarchów, jak i
      prezydentów, są słowami bardzo ważnymi, które właśnie w tym miejscu powinny
      paść" - powiedział PAP Przewoźnik.

      Według Przewoźnika to, że w Pawłokomie do takiego spotkania doszło, to dobry
      sposób rozwiązywania problemów. "Po jednej i drugiej stronie granicy jest
      jeszcze przecież wiele miejsc podobnych do Pawłokomy" - powiedział PAP
      Przewoźnik.

      Mieszkańcy Pawłokomy przez wiele lat byli przeciwni upamiętnianiu poległych tam
      Ukraińców. Uważali, że byli oni winni licznych zbrodni dokonanych na ludności
      polskiej. Tę postawę udało się przezwyciężyć dopiero w czerwcu 2005 r., po
      długich negocjacjach prowadzonych właśnie przez Przewoźnika.

      "Polska wyciąga rękę do pojednania"

      Sobotnie uroczystości w Pawłokomie są ważnym elementem szerszego procesu polsko-
      ukraińskiego pojednania i pokazały, że Polska wyciąga rękę do pojednania -
      ocenił w rozmowie z PAP Paweł Wołowski z Ośrodka Studiów Wschodnich.

      "To wydarzenie z jednej strony świadczy o nowej atmosferze stosunków między
      Polska i Ukrainą, a z drugiej strony zmienia na lepsze atmosferę między
      narodami. Pokazuje, że ani Ukraina, ani Polska nie zamierzają ukrywać własnej
      odpowiedzialności za zbrodnie. Pokazuje, że Polska wyciąga rękę do pojednania" -
      powiedział PAP Wołowski.

      Jak dodał, uroczystości w Pawłokomie to także "pewien proces dochodzenia do
      prawdy historycznej, który został zapoczątkowany przez elity polityczne,
      intelektualne i religijne". Według niego, polsko-ukraiński proces pojednania i
      dochodzenia do prawdy historycznej był wiele lat po II wojnie
      światowej "zamrożony", aż do czasu odzyskania niepodległości przez oba państwa
      na przełomie lat 80. i 90.

      "Niepodległość obu państw pozwala na dochodzenie do prawdy historycznej. A tu
      jest bardzo wiele do zrobienia (...) może nawet po stronie ukraińskiej więcej,
      bo tam badania historyczne ruszyły później niż w Polsce" - uważa Wołowski.

      Jego zdaniem, szczególnie istotne wydarzenia, które zbliżyły Ukrainę do Polski
      były: pielgrzymka Jana Pawła II w 2001 roku na Ukrainę i zaangażowanie
      polskiego społeczeństwa i władz w poparcie "pomarańczowej rewolucji" w 2004
      roku.>>
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3343342.html
    • bonobo44 Co się wydarzyło w Pawłokomie ! 13.05.06, 20:33
      <<Paweł Smoleński 28-02-1998, ostatnia aktualizacja 14-02-2001 00:00

      28.02.98. Stosunki polsko-ukraińskie w Przemyskiem. Walki polsko-ukraińskie
      1944-1947. Polskie podziemie w Przemyskiem. Ukraińska Powstańcza Armia.
      Ludobóstwo


      I

      Dom z białego suporeksu, oddzielony wąską, błotnistą drogą od żelaznego
      cmentarnego płotu pomalowanego czarną farbą antykorozyjną. Przed domem starsza
      kobieta, farbowane włosy, filcowe buty, na ciepły sweter wciągnięty nylonowy
      fartuch.

      - Nazywam się Radoń Danuta. Żona Dionizego jestem, rolniczka.

      Powiem, panie, że kiedyś dobrze było, cicho, spokojnie było. Mój na Wszystkich
      Świętych zawsze światło palił, pacierz zmówił, Wieczne Odpoczywanie, i tak
      każdego roku. Czemu? Wiem, panie, ale mój lepiej powie, widział wszystko, stara
      chałupa stała o tu, dziesięć metrów dalej, gdzie nowa, mój dwanaście lat miał,
      biegał między nimi albo nos o szybę rozpłaszczał. Tam jego dziaduś, jego
      babcia, wszystkie kuzyni z maminej strony. To on jest w prawie, żeby światło
      palić i cmentarz sprzątywać.

      Aż przyszła demokracja i ta wolność słowa. Ci, co za komuny cicho siedzieli,
      teraz głos podnieśli. Nastawiają innych, choć innym pewnie wszystko jedno, nie
      wszystkie ludzie zajadłe i złe. Ale wystarczy, że kilku się zmówi i jeszcze
      przynapije, to inne za nimi pójdą.

      Ciężko, panie, ciężko. Z tej złości, co jej wcześniej nie było. I z tego, że
      sprawiedliwość od pobitych odpychają. Ciężko. I jakiś strach.

      Ciasny pokój z wąskimi piwnicznymi oknami, pod ścianami dwa łóżka, niski
      stolik, krzesełka, blade światło żarówki, telewizor, święte obrazy, makatki. Na
      krześle potargany mężczyzna, siwy, z dwudniowym zarostem. Czarny sweter,
      robocze spodnie i uwalane błotem gumiaki. Język mu się nieco plącze, wrócił do
      domu po całym dniu pracy w lesie, więc albo jest potwornie zmęczony, albo po
      drodze zawadził o wiejską gospodę

      - Nazywam się Radoń Dionizy. Chłop jestem, z Pawłokomy od urodzenia.

      Kiedyś wieś moja inna była niż dziś, mieszana, ilu Polaków, ilu Ukraińców, nikt
      nie rachował. A na dole, za ukraińskim cmentarzem, tu, gdzie moja chałupa i
      gdzie stawiają nową szkołę, były polskie kolonie.

      Ojciec mój, Polak i rzymski katolik, przyszedł do Pawłokomy obcy i ożenił się z
      mamusią, Ukrainką i grekokatoliczką. Dom wystawili na kolonii, między Polakami.
      We wsi było tak, że jak mąż był Polak i rodził się syn, dziecko nieśli na
      chrzest do kościoła, a jak córka, a matka Ukrainka - chrzcił pop z cerkwi. A na
      kolonii jednako Polaki i Ukraińce nieśli dziecko do łacińskiego księdza. Ja
      całe życie na kolonii, więc Polak jestem, w rzymskim kościele chrzczony. I jako
      Polak robiłem to, com robił. I robić będę. Z szacunku dla pomordowanych.

      W gabinecie gminnego urzędu: czarny, półokrągły stół, czarne krzesła, na
      ścianie makatka tkana z barwnej wełny. Za stołem siwiejący mężczyzna; gdy
      zacznie chodzić po pokoju, okaże się, że kuleje na prawą nogę

      - Nazywam się Woźny Stanisław. Jestem z Bieszczad, byłem dyrektorem Spółdzielni
      Kółek Rolniczych, wielkiej, od Wetliny po Cisną. Teraz społeczeństwo gminy
      Dynów w województwie przemyskim wybrało mnie na wójta.

      Niech pan mi wytłumaczy, dlaczego w Krośnieńskiem, skąd pochodzę, nie ma sporów
      narodowościowych, a w Przemyskiem są. Ja panu powiem - pewnie komu na tym
      zależy. Najlepiej więc, żeby pawłokomska sprawa przyschła, żeby ludzie
      zapomnieli, żeby nie pisać.

      Chce pan? Dobrze. To, o czym panu opowiem, dowodzi naszej tolerancji. Bo gdyby
      tu byli, dajmy na to, Arabowie, to... Kamień na kamieniu.

      - Nazywam się Pudysz Tadeusz. Trzydziestkę już podeptałem, rolnik jestem,
      urodzony w Pawłokomie, gdzie mieszkam. A przewodzę radzie całej gminy Dynów.

      Uważam, jak pan wójt, że po co pisać. A jeśli już pisać, to prawdę.

      Pokój warszawskiego mieszkania, dużo książek, na ścianach fotografie, pod
      ścianą komputer, obok stołowej nogi śpi pies. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna
      siedzi za blatem zarzuconym kopiami dokumentów w dwóch językach, po polsku i
      ukraińsku

      - Nazywam się Eugeniusz Misiło. Jestem historykiem i wydawcą.

      365 ofiar mordu w Pawłokomie to dla Polaków wstyd, a dla wielu Ukraińców symbol
      narodowej martyrologii.


      II

      W początkach 1945 roku, koło Trzech Króli, kilkudziesięcioosobowy oddział
      zabrał z domów siedmiu mieszkańców Pawłokomy, Polaków. Dlaczego zabrał, jakie
      były i czy w ogóle były przewiny uprowadzonych, co się z nimi stało - nie
      wiadomo.

      Jedni twierdzą, że porywacze byli w różnorakich mundurach, więc może byli to
      leśni. Inni - że mieli sowieckie bluzy, a na czapkach granatowe otoki wojsk
      NKWD. Jedni mówią, że uprowadzoną siódemkę rozstrzelano w pawłokomskich lasach.
      Inni - że dalej, koło Jawornika. Miejsce kaźni i krój mundurów zależą od tego,
      kto opowiada o porwaniu - Polak czy Ukrainiec.

      Historię pawłokomskiego uprowadzenia powtarzają sobie we wsi pięćdziesiąt lat z
      okładem.

      Tadeusz Pudysz: - Było siedmiu - siedmiu nie ma. Tragedia. A przecież żyją ich
      dzieci, wnukowie, prawnuki. Mają prawo swoich pochować, ale nie wiedzą, gdzie
      leżą. Na nowym cmentarzu, na górce, jest tylko jedna tabliczka: takie skromne
      upamiętnienie, choć należą im się prawdziwe groby.

      Kto ich zabrał? Panie, pewnie, że bandy. Jakie bandy? Pewnie, że upowskie. To
      wie cała Pawłokoma. Po co Polak miał na Polaka nastawać?

      Restauracja przemyskiego hotelu, niklowane krzesła i szklane blaty stołów.
      Wąsacz, ciemne oczy, twarz okrągła

      - Nazywam się Mirosław Sydor. Jestem Ukraińcem. No i technikiem budowlanym, mam
      przedsiębiorstwo turystyczno-transportowe, linie autokarowe do Lwowa i
      Żytomierza, hotel. W Przemyślu byłem pierwszy, który się o Pawłokomę upomniał.

      Powiem panu, jak z tą siódemką było: za okupacji Niemcom służyli, zbierali
      podatki, kolczykowali bydło na kontyngent. Weszli Sowieci, to się z
      kolaborantami rozprawili. Polacy się wzburzyli, więc Ruskim dobrze było
      powiedzieć, że zabili Ukraińcy.

      Mówi pan, że Polacy łatwo uwierzyli Ruskim, bo szły wieści o UPA z Lwowskiego i
      z Wołynia. Jak tam było - ja nie wiem. Za to wiem, jak było tu. Tuśmy potulnie
      po wsiach siedzieli, aż Polacy zaczęli nas rżnąć. Pawłokoma to nie wyjątek. W
      Małkowicach zamordowali 156 osób, w Dobrej - 44 w sam Jordan, święto
      ochrzczenia Jezusa, i jeszcze, i jeszcze... szkoda mówić. Nie było innego
      wyjścia - żeby przeżyć, trzeba było brać karabin.

      Dionizy Radoń: - Siedmiu zginęło - fakt, a kto ich wziął, to ja nie wiem. W
      okolicy NKWD stało, ruskie i polskie wojsko stało i leśni, co przyszli spod
      Lwowa. Powiem tylko, że od tamtej pory, jak siedmiu wzięli, ktoś we Wszystkich
      Świętych, a czasami i latem, światła nagrobne po pawłokomskich lasach pali,
      kwiaty składa. Światła wszyscy we wsi widzieli, ale tego, co pali, nikt nie
      zobaczył.

      Eugeniusz Misiło: - Dokumenty polskie i ukraińskie wskazują, że pierwszy
      oddział UPA pojawił się na Rzeszowszczyźnie na przełomie sierpnia i września
      1944 roku, z dala od Pogórza Przemyskiego, w głębi Bieszczad. Naciskany przez
      wojska NKWD i wyniszczony tyfusem przeszedł do Czarnego Lasu na dzisiejszej
      Ukrainie.

      Do końca września '45 powiaty: sanocki, leski, przemyski wolne były od
      ukraińskich oddziałów partyzanckich. Działała tylko ukraińska samoobrona, zbyt
      szczupła i słaba, by prowadzić akcje zaczepne. Przemyski kureń UPA dowodzony
      przez majora Konyka powstał dopiero po napadach na ukraińskie wsie.

      Nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że siedmiu polskich mieszkańców Pawłokomy
      zostało uprowadzonych przez UPA. Jeśli ci Polacy rzeczywiście kolaborowali z
      Niemcami, mogli ich zabrać Rosjanie, mogło polskie regularne wojsko lub
      akowskie oddziały partyzanckie. Mogli wreszcie zwykli bandyci.

      III

      "3 marca 1945 roku o godzinie 4 rano (...) spędzali ludzi do cerkwi,
      straszliwie bijąc po drodze. W cerkwi zostawiali kobiety w ciąży i z dziećmi do
      czterech lat, resztę pędzili na cmentarz, stawiali n
      • bonobo44 Co się wydarzyło w Pawłokomie II 13.05.06, 20:35
        <<III

        "3 marca 1945 roku o godzinie 4 rano (...) spędzali ludzi do cerkwi,
        straszliwie bijąc po drodze. W cerkwi zostawiali kobiety w ciąży i z dziećmi do
        czterech lat, resztę pędzili na cmentarz, stawiali nad wykopanymi w nocy
        dołami, rozstrzeliwali i od razu zasypywali. Po drodze na cmentarz także
        niemiłosiernie bili. Jeszcze koło cerkwi owinęli drutem kolczastym gołego
        Sewerka od Waciaka i bili kołkami tak, że krew ciurkiem leciała (...) Przyszli
        do cerkwi i krzyczeli do popa błogosławiącego ludzi: >rzuć to, bo to nam i
        tobie nie jest już potrzebne<. Wyprowadzili go za cerkiew pod lipy, bili tam
        kołkami i cepami, potem wciągnęli na cmentarz i zastrzelili (...) Moich synów,
        którzy uciekli do babci, zabrali na cmentarz i tam zastrzelili (...) Męża
        odstawili pod szopę Waciaka. Tam go obszukali, a mnie, po wyprowadzeniu
        pozostałych ludzi na cmentarz, zagnali do cerkwi, gdzie już były kobiety z
        dziećmi. Jeszcze spod cerkwi widziałam, że mego męża dołączono do ostatniej
        grupy prowadzonej na cmentarz. Na czele tej grupy szedł Iwan Karpa, bez
        koszuli, z wyciętym krzyżem na piersiach, z którego leciała krew (...)
        Straciłam męża, matkę, pięciu synów i w ogóle 23 osoby z mojej rodziny."

        Tak w Nowym Jorku opowiadała nacjonalistycznemu ukraińskiemu
        wydawnictwu "Peremyszl - Zachidnyj Bastion Ukrainy" Aleksandra Poticzna, była
        mieszkanka Pawłokomy.

        "Mojemu skatowanemu ojcu wycięto krzyż na piersiach. Zrobiono to w cerkwi. A
        potem wzięto go za nogi i zawleczono do dołu wykopanego na cmentarzu. Wrzucono
        go tam razem z innymi ludźmi. Niektórych z nich dobijano kołkami, innych
        wrzucano i zakopywano jeszcze żywych."

        Tak wspomina Pawłokomę Seweryn Karpa, dziś mieszkający na Pomorzu.

        "Rankiem 3 marca zbudziła nas mama i kazała się szybko ubrać. Rodzice zebrali
        pierzyny i zamierzali już wychodzić z domu, kiedy rozległy się strzały,
        posypało szkło z rozbitych okien. Na ziemię padł śmiertelnie ranny dziadek
        Majcher (...) Wszystkich nas zapędzili do cerkwi. W cerkwi ksiądz odprawiał
        nabożeństwo, było dużo ludzi. Wtedy zaczęli nas rozdzielać. Mnie z babcią i
        młodszym bratem odprowadzili na lewą stronę, a moich dwóch braci na prawą.
        Nigdy nie zapomnę tego strachu i żalu, jaki widziałam w ich oczach.

        Bandyci byli ubrani różnie. Niektórzy byli w mundurach wojskowych, inni po
        cywilnemu. Były wśród nich dwie kobiety w wojskowych bluzach, uzbrojone, które
        chodziły po cerkwi i kopały ciężko pobitych mężczyzn, leżących we krwi na
        podłodze. Jeden z bandytów w wojskowym mundurze wyszedł przed ludzi i
        powiedział: >Na mój rozkaz wszyscy dzisiaj zginiecie<.


        Ludzie zaczęli płakać i modlić się, krzyczeli, że są niewinni. Na bandytach nie
        robiło to jednak żadnego wrażenia.

        Potem zabrali z cerkwi księdza. Była tam również jego żona w ciąży oraz dwóch
        synów - Andrijko i Lubko, a także mama księdza.

        Potem w cerkwi rozpoczęła się ogólna grabież. Z ludzi ściągano ubrania,
        chustki, buty i wszystko, co przedstawiało jakąś wartość. Wszystkie kobiety i
        dzieci ustawiono w dwuszeregu. Mężczyzn i starsze dzieci wyprowadzono z cerkwi.
        Mojej babci udało się uratować jedną dziewczynkę, Darkę Fedak, zakwalifikowaną
        do rozstrzelania, chowając ją pod spódnicę.



        Trzymano nas w cerkwi do wieczora. Było tam 40 osób: kobiet z małymi dziećmi.
        Pod wieczór wyprowadzono nas i pędzono przez wieś w kierunku lasu. Moja babcia
        była już staruszka, nie mogła szybko chodzić. Bandyci poganiali ją biciem.
        Jednego z nich rozpoznała. Był to mężczyzna z sąsiedniej polskiej wsi Dylągowa.
        Babcia zapytała go o swoją córkę, czyli moją mamę, czy ją może gdzieś widział,
        lecz on się nie odzywał. Babcia powtórzyła pytanie, mówiąc: >no powiedz,
        przecież znasz mnie, nieraz poiłeś konie w mojej studni<. Po tych słowach Polak
        cofnął się i strzelił babci w plecy. Chcieliśmy ją podnieść z młodszym bratem,
        gdyż babcia nadal trzymała nas za ręce, ale inne kobiety odciągnęły nas od
        niej. Obok babci zabito na drodze jeszcze dwie inne kobiety. Bandyci
        pozostawili nas w lesie i dalej już sami doszliśmy do wsi Siedliska (...)

        Potem dowiedziałam się, że mój tata kopał grób na cmentarzu i kiedy
        przyprowadzono tam moich starszych braci: Josyfa (14 lat) i Petra (17 lat),
        zemdlał i upadł na ziemię. Tam też został zastrzelony wraz ze swoimi synami.
        Mojego 20-letniego brata Włodzimierza, który nie wiedząc, co się stało, już po
        tej tragedii wrócił do Pawłokomy z przymusowych robót w Niemczech, Polacy
        złapali i utopili w studni."

        Taką relację złożyła w Toronto Natalia Kuźma, z domu Mudryk, była mieszkanka
        Pawłokomy.

        Dionizy Radoń (międli ciemny sweter, lekko rumiany, już wiadomo, że nim wrócił
        z lasu, zaszedł do baru): - Powiem, panie, że człowieka zastrzelić - bajka,
        nożem dźgnąć - bajka. Ale po co tak męczyć, tak okropnie bić, skoro potem i tak
        ciągli ich na śmierć?

        Mamusi nie ruszyli, bo uczepili my się nóg, a i sąsiedzi bronili: "Hanka dobrze
        się między Polakami sprawuje, zostawcie, przecież dzieci ma".

        Tych bitych brali na ukraiński cmentarz, położyli w dołach, a gdy ziemią
        zasypali, to mogiła do góry się podnosiła, jakby te trupy na sam koniec jeszcze
        życia dostały. To przejechali karabinem, ruskim, na kilkadziesiąt kul, aż się w
        dole ruszać przestało. Raz i jeszcze raz, i jeszcze.

        Kto rżnął? Ludzie, panie, ludzie. Pawłokomscy i z drugich wsi. Jeden nawet wuja
        zamordował, bo on do kościoła, a wuj do cerkwi chodził. I partyzanty, co spod
        Lwowa przyszły.

        Ja na to wszystko patrzyłem, krzyków słuchałem. Cud, że z tego, com oglądał,
        jeszcze na psychice zupełnie nie szwankuję. Już pamięcią błądzę, zabywam, co
        rano na śniadanie jem. Ale to, com na pawłokomskim cmentarzu widział, nigdy z
        serca nie zejdzie.

        Dokumenty wskazują, że za masakrę Pawłokomy odpowiedzialny jest oddział AK
        dowodzony przez Józefa B. "Wacława" (na zdjęciach z tamtego czasu okrągła, lecz
        szczupła twarz, gładko zaczesane włosy, wąsik).

        Był sierotą wychowanym w przytułku, potem wykształcił się na sklepowego
        subiekta, by wreszcie zostać wiejskim nauczycielem koło Kołomyi. Do konspiracji
        wstąpił w 1940 roku. W 1944 roku za obronę przed UPA wsi Siemianówka w okręgu
        lwowskim dostał stopień porucznika. Kilka miesięcy po masakrze ujęty przez NKWD
        i skazany przez wojskowy sąd rejonowy na pięć lat, odsiedzianych we Wronkach.
        Tuż po wyjściu z więzienia aresztowany ponownie, zwolniony wraz z gomułkowską
        odwilżą.

        W biografiach porucznika "Wacława" nie ma ani słowa, że uczestniczył w
        pawłokomskim mordzie. Tylko skromna notka w "Zeszytach Historycznych WiN" (nr
        9/91), napisana przez Jerzego Węgierskiego: "Zorganizowane bandy otaczały
        Pawłokomę, chodziły po chałupach i rabowały, co popadło (...) zaczęto wieś
        niszczyć, a ludzi rozstrzeliwać. Niestety, akcję tę ubezpieczał oddział por.
        >Wacława<".

        Józef B. "Wacław" zmarł przed 20 laty.

        Eugeniusz Misiło: - Pyta pan, czy mord w Pawłokomie był odwetem za Wołyń? Nie
        sądzę, choć o okrucieństwach popełnianych na Wołyniu wiedzieli wszyscy, to był
        jeden z głównych tematów prasy podziemnej.



        Więc dlaczego? Może dlatego, że w Przemyskiem pełno było repatriantów z
        Ukrainy, ciągle krążyły pogłoski, że polsko-sowiecka granica cofnie się na
        wschód, a oni wrócą do siebie. Więc czekali, tymczasem trzeba było dać im dach
        nad głową, wikt i opierunek. W polskich wsiach brakowało dla nich miejsca.

        Z Pawłokomy ocalała garść ukraińskich dzieci i kobiet. Według ich zgodnych
        relacji w masakrze uczestniczyli pospołu partyzanci i cywile z pobliskich wsi,
        często znajomi ofiar. Ich nazwiska kobiety przekazały oddziałom UPA. W
        październiku '45, w ramach odwetu, UPA rozstrzelała we wsi Dylągowa znanych z
        nazwiska uczestników masakry. W marcu '46, uznając odpowiedzialność zbiorową,
        spalono Dylągową, Bartkówkę, Borownicę.


        Na Pogórzu nastały straszne czasy. Jeśli w poniedziałek polskie wojsk
        • bonobo44 Co się wydarzyło w Pawłokomie III 13.05.06, 20:36
          <<Na Pogórzu nastały straszne czasy. Jeśli w poniedziałek polskie wojsko
          spaliło ukraińską wieś, we wtorek i środę UPA puszczała z dymem polską, w
          czwartek palili Polacy, w piątek - Ukraińcy. Nakręcał się krwawy, fanatyczny
          kołowrót, śmierć za śmierć.

          Dionizy Radoń (błotnista droga przed sklepem; ludzie coś ładują na
          półciężarówkę): - Cerkiew pawłokomska stała ponad PKS-em, naprzeciw sklepu,
          piękna, z czerwonej cegły, w środku wymalowana. A pawłokomski pop miał
          monstrancję wartą tyle, co dwie cerkwie. Przepadła. Mówią ludzie, że gdzieś
          jest we wsiach, ale przerobiona. U grekokatolików Ciało chowają w wyciętym w
          monstrancji kwadracie, a u łacinników - w kółku. Więc kwadrat na kółko
          przerobili.

          A cegła z cerkwi poszła na dom kultury. Ostała się jeno dzwonnica.

          IV

          Mirosław Sydor: - Przez pół wieku nikt nie czcił ofiar pawłokomskiego mordu, bo
          nie można było. Ale jak nastąpiła demokracja, tośmy chcieli wspomnieć,
          panychydy odprawiać. W ukraińskim środowisku wszyscy wiedzieli o Pawłokomie.
          Zbieraliśmy się jechać, nie tak od razu, dopiero ze trzy lata temu. Chodziło o
          to, żeby konkretne miejsce kaźni odnaleźć.

          Dionizy Radoń: - W '45 świateł na mogiłach nie zapaliłem, bo bałem się. Jak z
          mamunią zjechali my do Dynowa, chcieli ją od razu zabić, alem ucapił spódnicę,
          mnie walnęli, przytomność żem stracił, alem mamuni nie puścił. No i tatuś z
          armii generała Andersa dał znać przez Czerwony Krzyż, więc się pomiarkowali.
          Ale od '46 to ja palił rok w rok.

          Przez bywsze lata tragedię chcieli przepomnieć. Nawet gadali, że na cmentarzu
          boisko zrobią.

          Jak pan Sydor przyjechał, taki duch z niego bił, żem mu zawierzył i pomyślał:
          co robię, to mało robię. Jak z panem Sydorem gadałem, to wstyd mnie zdjął, że
          tylko światło palę, a na cmentarzu śmietnisko, szmaty, blaszaki, ścieżka przez
          mogiły ciągnie, krowy, świniaki chodzą, trawa nie wykoszona. Wstyd, panie,
          przed Bogiem i ludźmi, którzy czasem aż z Kanady, z Ameryki zjeżdżali.

          Tom sobie postanowił, że wezmę cmentarz w jeszcze większą opiekę. Od pana
          Sydora pieniędzy żem dostał na światła i na kwiaty, ale swojego też dołożył i
          wcale mi nie żal.

          Stanisław Woźny: - Kilka lat temu przyszła prośba od Ukraińców z Przemyśla,
          żeby na starym cmentarzu (ja nim administruję, bo to własność komunalna)
          odprawić panychydy. Nie zwróciłem na to uwagi. Wtedy jeden z nich przyjechał tu
          prywatnie, umówił się z tym Radoniem, pewnie mu i co zapłacił. I zaraz dostałem
          doniesienie, że Radoń na gminnym gruncie, znaczy na cmentarzu, ścina drzewa.
          Musiałem wszcząć z urzędu postępowanie wyjaśniające. A i społeczeństwo włączyło
          się ostro.

          Ja jestem za cmentarzem. Na zebraniu wsi Pawłokoma powiedziałem: "Ludzie, nie
          wstyd wam, że pośrodku wsi, zaraz koło kościoła, takie śmietnisko?". A
          oni: "Panie wójcie, tam chodzą świnie tego, co dziś się Ukraińcem mieni".

          Ale że temat cmentarza poruszyłem, padło na mnie podejrzenie, że jestem
          rezunem, znaczy - Ukraińcem, jak to się mówi, mam czarne podniebienie. A że do
          Dynowa przyjechałem z Bieszczad - bajka była gotowa. Aż się musiałem tłumaczyć.

          Lecz niech pan sobie czegoś nie pomyśli. Dla mnie człowiek to człowiek - bez
          żadnej różnicy. Nawet Ukrainiec.

          Dziś wygodnie być Ukraińcem. Niech pan sobie wyobrazi, że synalek tego Radonia
          zamówił dotowane przez gminę kwalifikowane sadzeniaki. I nie odebrał ani worka,
          nie zapłacił, choć wzywałem do odebrania!

          Dionizy Radoń: - Pan Sydor pytał mnie, gdzie pobite leżą. Tom powiedział. Stąd
          u ludzi na mnie największa złość. Nie o panychydy, o światła. Ale za to, żem
          prawdziwe miejsce wskazał. A jak jest miejsce, nie ma dalej co się wypierać - w
          Pawłokomie zbrodnia na Ukraińcach była.

          V

          Pawłokomski cmentarz greckokatolicki ma kształt kwadratu. Bramę związano
          sznurkiem, żeby nie telepała na wietrze. Jest kilka przedwojennych nagrobków,
          dwa nowe pomniki z szarego lastryka (pod listą imion z rodziny Fedaków i Karpów
          napis: "Zmarli tragicznie"). Zaraz przy drodze, która oddziela cmentarz od
          obejścia Radonia, trzy kopczyki obsadzone barwinkiem i trzy brzozowe krzyże.

          Ani tablicy, ani daty, ani nazwisk. Ani słowa o tym, co się tu stało.

          Dionizy Radoń: - Śmieci uprzątłem, trawy wykosił, a że w miejscu, gdzie
          zakopali pomordowanych, porobiły się dolinki, tom ziemi nawiózł, kopczyki
          usypał, krzyże brzozowe wbił. Wójt mówi, że nielegalnie. Panie, każdy grób
          legalny, nawet największego zbrodniarza, a pawłokomskie niewinne.

          Więc żem kopczyki usypał, a tu ludzie idą, całe rodziny, młode i stare, a każdy
          łopatę trzyma, motykę. Nawet ta, co do ziemi przygięta, dobra kobieta, przez
          chorobę z chałupy nie wychodzi, też motyką kopczyki rozrzuca. To mówię: "Ty też
          taka głupia, że w mogiłach grzebiesz". A ona: "Przestanę, jak powiesz, gdzie
          twoi mojego tatusia zabrali".


          Danuta Radoń: - Tak żem się bała, że tymi łopatami mojego zatłuką. Stali dokoła
          niego i krzyczeli: "Powiesz, gdzie nasze Polaki". Jak mój ma wiedzieć, gdzie
          Polaki? Dzieciak był wtedy.

          Stanisław Woźny: - Radoń nieformalnie usypał kopczyki, społeczeństwo zrównało.
          Nie ma się co dziwić; ta siódemka zabrana ze wsi też kopców nie ma. Te kopce to
          w moim przekonaniu była próba trwałego upamiętnienia. Na trwałe upamiętnienie
          nigdy się nie zgodzę. Dość w Przemyskiem mamy już bandyckich pomników.

          Mówi pan, że tu leżą cywile, że zabili ich Polacy. A wie pan, że byli u mnie
          kombatanci z Przemyśla i powiedzieli, że Pawłokomę spacyfikowały bandy UPA?
          Nieprawda? Jak pan może rozstrzygać, kto zabijał, skoro historycy nie wiedzą?

          A dlaczego Ukraińcy tak zabiegają właśnie o ten cmentarz? Po lasach jest wiele
          cmentarzy greckokatolickich - zapuszczone, że bój się Boga, krzyże
          poprzewracane. Czy to nie dziwne, że im chodzi właśnie o Pawłokomę?

          Niech mi pan powie, z jakiej racji ja, wójt całej gminy Dynów, mam szczególnie
          dbać o ten właśnie cmentarz. Jak taki ważny - niech dbają Ukraińcy.

          A wie pan, że ten Radoń wchodził na pawłokomski cmentarz z papierosem i pijany?
          Kiedyś musiałem go nawet wyrzucić.

          VI

          Stanisław Woźny: - Z tego wszystkiego dobrze się stało, że sprawą
          zainteresowali się Kanadyjczycy. Ani z Sydorem, ani z Radoniem nie mają nic
          wspólnego. Czyż to nie symptomatyczne? Kanadyjczycy chcieli, żeby cmentarz
          ogrodzić. Powiedziałem - zgoda, ale za wasze, bo ja złotówki nie dam. Wysupłali
          350 milionów, w ratach, niektóre nierówno spływały.

          Kanadyjczycy chcieli płytę z tryzubem. Ja - nie. Chcieli tablicę po ukraińsku.
          Ja - nie. Sytuacja jest taka, że muszą respektować moje decyzje.

          Zgodziłbym się na tablicę po polsku, gdyby napisali "Tu leżą zmarli tragicznie
          mieszkańcy wsi Pawłokoma". Mówi pan, że zostali zamordowani. Na taki napis
          nigdy się nie zgodzę. Dlaczego? Bo od razu rodzi się pytanie: "Zamordowani
          przez kogo?". Po co takie pytania stawiać?

          Tu niepotrzebna żadna tablica upamiętniająca, ale plan zagospodarowania
          cmentarza. Kopce splantować, przedwojenne krzyże odciągnąć w bok, brzozowe
          usunąć, za to porządne alejki wytyczyć. Sami Ukraińcy muszą sobie zrobić.

          Dionizy Radoń: - Bój pan się Boga, ile oni milionów na te ogrodzenie wydali.
          Dostałby ja - i lepiej, i taniej by zrobił. Ale gdy wójt był akurat na urlopie,
          a majster ekipy, co murowała ogrodzenie, wziął wolne, przyniosłem butelkę
          wódki, pięćdziesiąt złotych, to mi robotniki pomogli. Pokleiliśmy betonem stare
          pomniki, ten krzyż drewniany jeszcze z przedwojnia wsadził ja w żelazną obejmę.

          Teraz wójt chce, żebym usunął, com zrobił, ale ja ręki na krzyż nigdy nie
          podniosę, choćby zrobili mi nie wiem co.

          Danuta Radoń: - Foliowy tunel nożami pocięli, pięć psów bez rok struli, stodołę
          spalili. W stracie wielkiej żyjemy, bo ubezpieczenie było na 30 miliony, a
          samych maszyn poszło z dymem na 60. Jeszcze drzewo na boazerię, eternit, słoma
          i siano. Wójt z gminnej pomocy grosza nie dał.

          Tadeusz Pudysz: - Akurat był pogrze
          • bonobo44 Co się wydarzyło w Pawłokomie IV 13.05.06, 20:37
            <<Tadeusz Pudysz: - Akurat był pogrzeb, gdy stodoła się zajęła. Cała wieś w
            kościele stała, tylko nie Radoń. Zresztą policja powiedziała, że nie ma
            świadków, żeby ktoś podpalił.

            Danuta Radoń: - Bili mojego między PKS-em a sklepem, pośrodku wsi, drugie
            patrzyły, a oni lali i lali.

            Tadeusz Pudysz: - Eee tam.

            Stanisław Woźny: - Zgodzi się pan ze mną, że w takiej ogólnej atmosferze
            najlepiej byłoby, gdyby na cmentarzu postawić tabliczkę z nazwiskami
            kanadyjskich darczyńców.

            VII

            W zimnej, białej, wielkiej sali parafialnej przy przemyskiej katedrze
            greckokatolickiej, pod łukowym, gotyckim sklepieniem. Pośrodku stół, za nim
            młody, czarnowłosy mężczyzna, pod kołnierzykiem biała koloratka


            - Nazywam się Bogdan Stepan. Jestem księdzem, sprawuję posługę w kilku
            ukraińskich parafiach.

            Wiem z doświadczenia, że między ludźmi jest dobrze, gdy do zgody zachęcają
            autorytety, a więc lokalna władza i proboszcz. Gdy jest inaczej - zgody nie ma.

            Pierwszy raz przyjechałem do Pawłokomy w 1996 roku, w rocznicę rzezi. Weszliśmy
            na cmentarz, pomodlili. Nikt się nie zorientował. Drugi raz zjechaliśmy w
            Wielkanoc - w cerkwi greckokatolickiej to święto wspominania zmarłych.
            Odprawialiśmy szybko: krótka homilia, ani słowa o Ukrainie, kilka pieśni, tylko
            kościelne, żeby, Boże broń, nikogo nie sprowokować. A dookoła cmentarza szum
            jak w ulu. Policja z psami, a za nią urągający tłum. Rok później już było
            spokojniej.

            Dionizy Radoń: - Naszego proboszcza, co mieszka w Dylągowej, prosili na
            panychydy. Nie przyszedł, choć pobite pod samym kościołem leżą. A w kazaniach
            mówił, że mamy teraz w Pawłokomie ruski cmentarz. Tom poszedł do niego i
            pytam: "Księże proboszczu, czy na tym świecie są dwa Bogi, nasz i ukraiński?".
            A proboszcz: "Cicho bądź". To jeszcze mówię, że chyba dobrze, że pobite krzyże
            mają. A on: "Cicho bądź".

            Proboszcz z Dylągowej: - Na te ich święto nie poszedłem, bo jak to tak -
            przyszli i powiedzieli "Niech ksiądz idzie"... Trzeba było uprzedzić, a nie
            stawiać w sytuacji podbramkowej. A panu Radoniowi powiedziałem, co o tym myślę,
            więc teraz pewnie na mnie obrażony. Co mówiłem z ambony, to mówiłem. Przeze
            mnie ludzie nic nie mają przeciw ogrodzeniu, no, może niektórzy.

            Na tę sprawę trzeba patrzeć ogólnie, jak ja, a nie z jednej albo z drugiej
            strony. Bo co się na tym cmentarzu przez lata działo? Krowy, kury chodziły. To
            skąd nagle pan Radoń taki ukraiński patriota?

            Z okolicy pochodzę, u mnie dwa takie cmentarze. I problemu nie ma. A w
            Pawłokomie jest, bo krzywda ludzi podzieliła.

            Za młody jestem, by takie sprawy rozstrzygać. Szczęść Boże.

            Stanisław Woźny (łokcie oparte o czarny blat, uśmiecha się, zawiesza głos,
            jakby mówił oczywistości): - W czasie panychydy podeszła do Ukraińców jedna
            mieszkanka. Oni się modlą, a ona: "Gdzieście mojego ojca wywlekli?". Niech pan
            się tak nie patrzy, to trzeba rozumieć. Ludzie w Pawłokomie są tolerancyjni.
            Nie wiedzą tylko, co się stało z siedmioma mieszkańcami.

            To nie my, Polacy, dopominamy się sprawiedliwości. To oni, Ukraińcy, zrobią
            wszystko, żeby udowodnić, że są skrzywdzeni. To nie w nas, Polakach, jest
            poczucie nacjonalizmu. To oni zrobią wszystko, żeby ich było na wierzchu.

            Tadeusz Pudysz (patrzy na wójta, szuka potwierdzenia): - W '80 byłem w
            internacie przy zawodówce, po czterech w pokoju nas mieszkało. Jeden zawsze po
            ciszy nocnej wychodził. Gdzie szedł, po co, nie wiem, bom z nim nigdy nie był,
            ale na pewno na tajne spotkania, bo gdy wracał, to pytał, którego nauczyciela
            ma zarżnąć. Albo ciął ręce i mówił: "Patrzcie na moją ukraińską krew". Ileśmy
            się namęczyli, żeby mu krew tamować, bo co by w internacie było, gdyby się
            wydało?

            Stanisław Woźny: - Organizacja ukraińska była, jest i będzie, a my jedynie
            możemy uważać. Jeszcze mieszkałem w Bieszczadach, gdy na pogrzeb jednego
            Ukraińca przyjechała taka z Ameryki. Trumnę do dołu złożyli, a ona na bok
            odeszła, z torebki wyciągnęła telefon, w sam raz taki jak pana, komórkowy. Ale
            20 lat temu komórkowców nie było! Były za to radiostacje wielkiej mocy i ona z
            taką radiostacją rozmawiała. Albo w listach słanych do mojej wsi pytali, kto w
            jakiej zagrodzie mieszka, gdzie posterunek milicji czy wojsko jeszcze stoi.
            Proszę pana, toż to prawdziwe pytania wywiadowcze!

            A da pan wiarę, że mój ojciec był na ukraińskiej liście proskrypcyjnej jeszcze
            w latach 70.? Za polskość! Nie wierzy pan! Jak można w takie rzeczy nie wierzyć?



            My, proszę pana, wiemy, jak było. Piłami cięli, topili w studniach, pasy darli,
            a potem solili. Taki naród. Dlatego póki ja tu jestem, żadnego upamiętnienia
            Ukraińców nie będzie.

            Tadeusz Pudysz: - W Dynowie jeden starał się o pozwolenie na rzeźnictwo. To mu
            powiedzieliśmy: "Po co się chcesz uczyć rzeźniczenia, przecież ty na Polakach
            ćwiczył się w szlachtunku".

            Albo ten Fedak z Pawłokomy, co jego rodzina ma mogiłę na ukraińskim cmentarzu.
            Po wojnie dziesięć lat dostał, a przecież dziesiątki za darmo nie dawali. Mówi
            pan, że dawali nawet karę śmierci. Jemu darmo nie dali - ciotka moja była
            świadkiem na procesie.

            Albo jednego roku, wcale niedawno, spaliło się siedem pawłokomskich stodół,
            choć mokre lato było. To kto je podpalił, jak nie oni?

            VIII

            Stanisław Woźny (opowiada już drugą godzinę, za oknami zmrok): - Jeśli pan musi
            pisać, to na koniec powiem, że ten Radoń to burzyciel i pieniacz. A co to, że
            on się teraz takim Ukraińcem zrobił? Tu takich jak on nie ma. Jeśli już
            Ukraińcy są, to zupełnie zasymilowani, grzeczni. Zresztą myślę, że Ukraińcy są
            na Ukrainie, a ci nasi... to jakieś przechrzty.


            To, proszę pana, jest Polska, a Polska jest dla Polaków. Tylko proszę mnie
            dobrze zrozumieć: ja wszystkie mniejszości szanuję, nikogo nie przeganiam. Już
            mówiłem, że dla mnie człowiek jest człowiek. Ale Polska jest dla Polaków,
            Niemcy dla Niemców, Francja dla Francuzów.

            Temat cmentarza w Pawłokomie to wielki sukces władz gminy. Potrafiliśmy dogadać
            się z Kanadyjczykami? Potrafiliśmy. Uniknęliśmy konfliktów? Uniknęliśmy.
            Społeczeństwo pokazało naszą polską tolerancję? Pokazało.

            Wszystko dzięki temu, że nie dopuściliśmy Ukraińców do głosu.

            Tadeusz Pudysz (wyprostowany, zaplata dłonie, jakby chciał wyłamać palce): -
            Kontrola nad cmentarzem musi być gminna, z zewnątrz nikogo nie wolno
            dopuszczać. Dlaczego? Wystarczy na chwilę przymknąć oczy, a coś postawią,
            wkopią, wymurują - i potem trudno będzie rozebrać.

            Dionizy Radoń (stoimy na pagórkach, gdzie kiedyś stała cerkiew; strugą płynie
            brudna woda, pod nogami wala się butelka po wódce Woda ognista): - Panie, ale
            ta ziemia przepłakana, przepłakana, aż w dołku boli. Czym one różne od nas, a
            my od nich, że taka nienawiść powstała? Ale zbrodnia nie będzie uciszona. Żebym
            kłamał - Bóg już by skarał. A że prawda komu w gminie niewygodna, to ja nie
            winien.

            Dawniej myślał, że gdy stare pomrą, młode złość porzucą. Ale póki ludzie dzieci
            będą chować jak w Pawłokomie - zgody nie będzie.

            Kiedyś wójt mnie wygnał z cmentarza - ustąpiłem, bo cmentarz jego własność.
            Alem powiedział, że sprzątywać będę, kosić będę, światła palić będę i nikt mi
            nie zbroni. Jak krzyż się zwali, to postawię, zasadzę kwiaty. Bo kwiat na
            cmentarzu to nie upamiętnienie, ale szacunek i przyroda.

            Napisali mi w anonimie, że przez okno wyciągną i łeb ukręcą albo załatwią, jak
            będę szedł do Dylągowej czy gdzie indziej. Boję się, bo już dwa razy obili...
            Ale czasem nic się nie boję, bo Pan Bóg widzi, żem źle nie zrobił.

            Patrz pan na ten dąb, ten tu, bliziutko, co za rogiem cmentarza stoi. Chcieli
            go ściąć, ja nie dałem, bo to przedostatni świadek w Pawłokomie. A ostatni ja.
            A jak świadków zbraknie, to i tak ludzie będą wiedzieć. Nawet wnuki tych, co
            cepami biły, bo sumienie nad taką zbrodnią nie zaśpi.

            Danuta Radoń (przed domem na betonowym chodniku, zapada zmrok, w oknach
            pawłokomskich chałup palą się ż
            • bonobo44 Co się wydarzyło w Pawłokomie V 13.05.06, 20:39
              <<Danuta Radoń (przed domem na betonowym chodniku, zapada zmrok, w oknach
              pawłokomskich chałup palą się żarówki, wielki księżyc oświetla bryłę nowego
              kościoła, przy drewnianej budzie szarpie się pies): - Jak tu teraz żyjemy?
              Człowiek idzie przez wieś, spotka kogo, powie "dzień dobry", ale żeby więcej,
              to nic. Z wieczora, jak tylko zmroczy, już nie wychodzi, w domu siedzi. Syn
              mówi, że wieś pośrodku, pół przeciw mojemu, połowie wszystko jedno, więc jakby
              byli za nim. Ale jaka prawda, to ja nie wiem.

              A ty cichaj, Dionizy. No, cicho bądź. Wypiją, zmówią się, zrobią nam co.
              Cichaj, Dionizy. Głos wieczorem niesie daleko.>>
              serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34310,137980.html
    • bonobo44 UPA: powinniśmy się przeprosić 13.05.06, 21:11

      <<Weterani [sic!] UPA: powinniśmy się przeprosić
      PAP 13-05-2006, ostatnia aktualizacja 13-05-2006 18:19

      Byli członkowie UPA uważają, że Polacy i Ukraińcy powinni sobie nawzajem
      powiedzieć: przepraszamy - powiedział przybyły na sobotnie uroczystości do
      Pawłokomy były członek UPA, 80-letni Grzegorz Ptasznik.


      "Zanim doszło do rozlewu krwi, Polacy i Ukraińcy żyli w zgodzie. Razem
      chodziliśmy do szkoły, do kościoła i cerkwi. Potem komuniści nas poróżnili. I
      dlatego dzisiaj powinniśmy sobie powiedzieć wzajemnie: przepraszamy. Bo na
      darmo po obu stronach zginęło wielu niewinnych ludzi - powiedział.

      Ptasznik był jednym z członków kilkunastoosobowej grupy Ukraińskiego Bractwa
      Ukraińskiej Powstańczej Armii ze Lwowa, którego przedstawiciele przyjechali do
      Pawłokomy na sobotnie uroczystości z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy ku
      czci polskich i ukraińskich ofiary tragedii z 1945 r. W polsko- ukraińskich
      walkach zginęło wówczas 366 Ukraińców, zabitych w odwecie za uprowadzenie i
      zamordowanie 11 Polaków.

      Przed wojną w Pawłokomie Ukraińcy stanowili większość - na ok. 1100
      mieszkańców, 700 było narodowości ukraińskiej. >>
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3343335.html

      Akurat zdanie upowców najmniej nas tu chyba interesuje,
      podobnie jak swego czasu zdanie faszystów i hitlerowców na temat pojednania
      między Polakami i Niemcami.
    • bonobo44 Dla Ukraińców Pawłokoma to symbol 13.05.06, 21:24
      << Rozmawiał: Paweł Wroński 24-04-2006 , ostatnia aktualizacja 23-04-2006 20:32

      Paweł Wroński: Kiedy zapadła decyzja, aby prezydenci Ukrainy i Polski
      upamiętnili śmierć mieszkańców Pawłokomy?

      Piotr Tyma, sekretarz Zarządu Głównego Związku Ukraińców w Polsce: Prezydent
      Lech Kaczyński mówił o tym w czasie wizyty we Lwowie na początku kwietnia.
      Rozmowy trwały od dwóch lat. Wiadomo było, że sprawa Pawłokomy zależała od
      uregulowania sprawy Cmentarza Orląt we Lwowie. Gdy nastąpiło porozumienie w
      sprawie Orląt, pojawiła się szansa i tu.

      Dla naszej społeczności Pawłokoma ma charakter symboliczny. Od 1995 r.
      jeździliśmy tam, domagaliśmy się, aby upamiętnić ofiary. Cmentarz nie był
      ogrodzony, ba, nawet krzyża nie było.

      Miejscowa ludność na początku agresywnie reagowała na nasze msze na cmentarzu.

      Pawłokoma jest symboliczna, ale do mordowania ludności ukraińskiej przez
      oddziały polskiego podziemia doszło też w Małkowicach, Piskorowicach, Hucie
      Brzósce i kilku innych.

      Dlaczego więc Pawłokoma stała się najbardziej znana?

      - Mieszkańcy tej wsi rozproszeni po świecie starali się opisać tamte
      wydarzenia. Mieszkający w Toronto prof. Petro Jasyf Podliczny w 2001 r.
      opublikował książkę. Zenon Potoczny, pochodzący z polsko-ukraińskiej rodziny,
      stworzył fundację, która dokumentuje tę tragedię. W samej wsi wiele dla
      upamiętnienia zrobił Dionizy Radoń - bohater reportażu Pawła
      Smoleńskiego "Cichaj Dionizy" opublikowanego w "Gazecie Wyborczej".

      W czasie dyskusji o Pawłokomie pojawiły się porównania do mordu Żydów w
      Jedwabnem. Na ile są uprawnione?

      - O tyle, że w mordowaniu ukraińskich mieszkańców brała udział ludność
      miejscowa i miejscowa komórka AK. Mieszkańcy przejęli też majątek
      zamordowanych. Przez lata zamazywano pamięć o tym wydarzeniu. Zadziałały
      mechanizmy podobne jak w Jedwabnem. Jeden z miejscowych historyków
      zakwestionował na przykład liczbę ofiar.

      Ta sprawa to jednak skłębienie nacjonalizmu, sąsiedzkich nienawiści, komunizmu,
      rywalizującego podziemia polskiego i ukraińskiego, wątku socjalnego, głodu
      ziemi.

      Polska ludność Pawłokomy zgodziła się wreszcie na upamiętnienie byłych
      ukraińskich mieszkańców. Co wpłynęło na złagodzenie emocji?

      - Na pewno czas. Poza tym upamiętnionych zostało 11 mieszkańcow wsi porwanych i
      zamordowanych przez - jak to ujęto w napisie na pomniku - "nacjonalistów
      ukraińskich". Choć moim zdaniem nie ma dowodu, że nacjonaliści to uczynili.

      Ważne jest, że ze strony zwolenników upamiętnienie ukraińskich ofiar nie było
      elementów konfrontacji. >>
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3301610.html
      • asta7 Re: Bonobo........ty zyjesz na księżycu 14.05.06, 23:07
        Powiedz to mojej matce,której banderowcy ucieli obydwie nózki,tylko dzieki
        lekarzowi,który wraz z partyzantka szybko przybyl uratowano jej zycie.powiedz
        to moim zarznietym przodkom na wsch.Ukrainie,ktorych kosci walaja sie po
        lasach.I wreszcie oddaj kamienice we Lwowie,Buczaczu,Potoku Złotym i reszte
        dobytku,które ograbili ukraincy po wymordowaniu Plaków.I przeczytaj uchwałę
        ONZ,ktora w 1996r przy 1-dnym glosie sprzeciwu /wiadomo Ukraina/,ustanowiła
        dzień 11 lipca,dniem potepiajacym mordy UPA.Bonobo,czyzby cały świat sie
        mylil,tylko ukraincy nie !!!.jestem 3-cim pokoleniem,mam 2-je dzieci i One nie
        zapomna,tak jak wiele potomków "kresowian".
        • bonobo44 Asta... my mysimy nauczyć się żyć na "TEJ Ziemi" 23.08.06, 14:13
          także obok Ukraińców i razem z nimi...
          to MY musimy dopomóc Bogu odmienić jej oblicze i dlatego właśnie
          i w imię tego właśnie (jeśli już nie li TYLKO w imię tego)
          NIE WOLNO NAM O NICZYM ZAPOMNIEĆ!!!

          dlatego podzielam Twój ból - współczuję z Tobą na ile tylko to możliwe, aby
          inny człowiek mógł wczuć się w ból drugiej osoby...
          i tak! - uważam, ze masz pełne prawo nawet codziennie krzyczeć o sprawach, na
          które niektórzy woleliby spuścić zasłonę milczenia w imię doraźnych korzyści
          politycznych...

          napisałem:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12202&w=41767130&a=41767130
          "szczerość aż do bólu - z obu stron
          - tylko to może nas wyrwać z zaklętego kręgu nienawiści...
          Pawłokoma to kolejny krok z naszej strony...
          ile takich POLSKICH cmentarzy powinni otworzyć Ukraińcy?"

          napisałem też w komentarzu do 'UPA: powinniśmy się przeprosić' :
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12202&w=41767130&a=41769236
          "Akurat zdanie upowców najmniej nas tu chyba interesuje,
          podobnie jak swego czasu zdanie faszystów i hitlerowców na temat pojednania
          między Polakami i Niemcami."

          i to wszystko, co napisałem w tym wątku...
          poza tym przytaczam już tylko bez słowa komentarza oficjalne artykuły

          OBOK wspomnień świadków Pawłokomy
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12202&w=41767130&a=41767531

          Czego Ty chcesz jeszcze ode mnie, Asta ???!!!
          Żebym zaczął podzielać Twoją NIENAWIŚĆ także do tych wszystkich ludzi wolnej
          dziś Ukrainy (także tych wszystkich młodych obecnie ukraińskich dziewcząt i
          chłopców), którzy z tamtymi sprawami nic nie mieli, a nawet nie mogli mieć
          wspólnego?

          tego chcesz ? ...
          • poglodzio osobiście uważam że pawłokoma to odwet 16.09.06, 17:55
            za tych polaków zabitych na wschodzie ich liczba szcowana jest na 120 tys- do
            500 tys , + do tego trzeba dodać zabitych rosjan, żydów, białotusinów,
            ukraińców, partyzantów i odwet za kolaborację z wrogiem
    • w0man29 eksploatowanie Pawłokomy ? 14.02.10, 02:44
      w kontekście wymordowania ponad 100 tyś Polaków na Wołyniu to działanie
      wyjątkowo cyniczne ..

      Ukraińcy chcą postawić znak równości między masowym i planowym ludobójstwem
      realizowanym przez UPA a nielicznymi działaniami odwetowymi ..

      PS: do tej pory nie znamy miejsca pochówku ciał Polaków uprowadzonych i
      zamordowanych przez UPA .. To ich śmierć była przyczyną akcji odwetowej
    • w0man29 Prawda o wydarzeniach w Pawłokomie 14.02.10, 02:53
      warto przeczytać
      www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/pawlokoma.html
    • bonobo44 Re: Pawłokoma 17.01.12, 00:57
      Pawłokoma-rocznica

      zwracam uwagę na dyskusję pod tym filmikiem
      • kapitan_marchewa Re: Pawłokoma 01.02.12, 19:02
        Dyskusja pod filmikiem upoważnia chyba do zadania bardziej ogólnego pytania:
        Dlaczego Juszczenko (wcześniejszy wątek)koniecznie podkreślał "nie liczmy przelanej krwi litr za litr".
        Bo okazałoby się, ze Ukraińcy wymordowali po wielokroć więcej Polaków?
        Niż te odwety oddziałów AK a i potem działania regularnego Wojska Polskiego?
        • kapitan_marchewa Re: Pawłokoma 01.02.12, 19:07
          Tu ciekawe opracowanie:
          www.stankiewicze.com/ludobojstwo/1943_3.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka