Dodaj do ulubionych

O kim marzą 30-latki

14.03.11, 08:15
A nie jest tak, że czekamy na księcia z bajki, który nigdy nie przyjdzie, a fajnych ludzi spławiamy, bo poziom ich fajności jest za niski?
Obserwuj wątek
    • palacsinta O kim marzą 30-latki 14.03.11, 11:59
      >Czasem sytuacje są jak z bajki 'Żuraw i czapla', wiele osób, które znam, przegapiło czas, kiedy ludzie łączą się w pary i zakładają rodziny (26-28 lat wśród moich znajomych), wybierało szaleństwa i sporty ekstremalne albo pracę, a potem było za późno.

      No to skoro jest ich tak wiele, to chyba jeszcze jest się z kim dobierać w pary, nawet po przekroczeniu tej magicznej granicy 28 lat, po której ludzie zaczynają siwieć, cierpieć na osteoporozę i tracić zęby? I nawet powinno być łatwiej, bo ci, którzy chcieli jak najszybciej się hajtnąć i spłodzić dzieci, są już odsiani, a zostali ludzie o podobnych zainteresowaniach...
      • dystansownik Re: O kim marzą 30-latki 15.03.11, 19:58
        > No to skoro jest ich tak wiele, to chyba jeszcze jest się z kim dobierać w pary
        > , nawet po przekroczeniu tej magicznej granicy 28 lat, po której ludzie zaczyna
        > ją siwieć, cierpieć na osteoporozę i tracić zęby? I nawet powinno być łatwiej,
        > bo ci, którzy chcieli jak najszybciej się hajtnąć i spłodzić dzieci, są już ods
        > iani, a zostali ludzie o podobnych zainteresowaniach...

        Tylko wtedy często wychodzi problem rozbieżności targetu obu płci. Kobieta mająca 28 lat najczęściej będzie czekała na faceta w wieku 28-35 lat (ogólnie tendencja jest do szukania partnerów w wieku podobnym lub o kilka lat starszych). Facet, z drugiej strony, ma do dyspozycji kobiety młodsze jako potencjalne partnerki. Mając 28 lat jego targetem będą kobiety w wieku 20-28, gdzie ilość ludzi "wolnych" jest stosunkowo większa.
        Im dalej, tym ten problem bardziej się pogłębia. Facet ma większy zasób potencjalnych partnerek, kobieta wręcz odwrotnie, mniejszy potencjalnych partnerów.
    • martazaw1 Re: O kim marzą 30-latki 14.03.11, 21:58
      pytanie mi się jedno nasuwa - co to znaczy fajny? pewnie,że to bardzo subiektywne, ale jednak. nie sądzę,że czekamy na księcia z bajki - tylko na kogoś kto będzie po prostu (ach żeby to takie łatwe było) TĄ właśnie osobą. Tylko mam takie obserwacje że jak już się pojawi to coś tam zawsze nie będzie pasowało...koleżanka poznała faceta - ona 30 lat, dobra praca,niezależna.on -32 lata,praca kiepska,żeby nie powiedziec do bani,wynajmuje pokój. Oni - dogadują się i uzupełniają nieziemsko doskonale jak ich widzę...lecz pozostaje niesmak i jakieś niespełnione oczekiwanie rodziców- bo przecież jak On może do niej w ogóle startowac.
      I teraz jak tu znależc złoty środek,co jest ważne w życiu,czego my właściwie szukamy?
      • jerty Re: O kim marzą 30-latki 15.03.11, 00:31
        martazaw1 Podałaś klasyczny przykład niemocy niespełnienia oczekiwań i to jak wygląda rzeczywistość. Skończyłam 30 stkę od 4 lat jestem singlem i romansuję na potęgę. Po drodze poznawałam facetów interesujących. Ale zawsze czegoś im brakowało ( w moim mniemaniu) albo mnie brakowało. I tak się to kręci... Na szczęście najbliższa rodzina nie wywiera na mnie presji ( od zawsze byłam samotnikiem) no i nie odczuwam potrzeby spłodzenia dziecka. Ale gdyby te problemy braku partnera sprowadzały się tylko do tych dwóch kwestii to byłoby naprawdę mniej problematycznie. A jest coraz gorzej. Banalna czynność jak przebywanie z kimś dłużej w jednym pokoju wydaje się dla mnie męką a spanie w łóżku ... owocuje bezsennością.
    • ladyjm Re: O kim marzą 30-latki 15.03.11, 10:37
      po czytaniu takich artykulow i listow ogarnia mnie lek o stan naszego spoleczenstwa :/
    • claratrueba O kim marzą 30-latki 15.03.11, 11:08
      Czytając te liczne opinie o singlach czasem mam wrażenie jakbym czytała o wybieraniu samochodu czy lodówki.
      A dla mnie brak związku w jakimkolwiek wieku oznacza tylko jedno- że nie spotkało się osoby, która się pokochało na tyle głęboko by chcieć spędzić z nią resztę życia. Wielu moich znajomych wzięło ślub w wieku, kiedy od lat mogli być nazywani "starymi kawalerami" i "starymi pannami" bo dopiero wtedy tę "miłość życia" spotkali. Wielu jest nadal samotnych- bo nie spotkali. Małżeństwo po prostu przestało być koniecznościa towarzyską czy ekonomiczną zmuszająca ludzi do łączenia się "z rozsądku" czy strachem przed obmową otoczenia.
      Czy to źle?
      • princess_yo_yo Re: O kim marzą 30-latki 15.03.11, 13:41
        oczywiscie ze zle, nalezy ubolewac i analizowac bo jak ktos juz wyzej napisal cos na pewno odstaje od otoczenia i w zwiazku z tym jest dla kogos niewygodne!! a wierszowke trzeba wyrobic.
    • foo_bar O kim marzą 30-latki 15.03.11, 12:38
      Tak naprawdę to wszyscy i w każdej sytuacji są poddawani presji otoczenia i zawsze znajdzie się ktoś, komu styl życia danej osoby nie pasuje. Ja brałam ślub w wieku dwudziestu-kilku lat będąc po studiach i pracując i ciągle słysząc, że po co tak wcześnie, przecież jeszcze młoda jestem i "powinnam się wyszaleć". Nie wiem, jak sobie osoby to mówiące wyobrażają "wyszalenie się" i co ono miałoby na celu jeżeli już znalazłam tę odpowiednią osobę ale w każdym razie presja aby odwlekać ślub była. I zdziwienie że przed trzydziestką śmiem uważać, że jestem w stanie stworzyć dorosły związek na całe życie ("bo teraz są inne czasy i już tak szybko się nie wychodzi za mąż" - mówiły osoby, które na co dzień w kompleksy wpędzały niezamężne trzydziesto-paro latki no bo te to już za długo czekają). I powinnam się naprawdę dobrze zastanowić. I w ogóle czemu to ja tak szybko "rezygnuję z kariery" i już się "wrabiam w małżeństwo". Nie, nie rozumiem co autor miał na myśli - ja dalej pracuję, a dzieci, które ewentualnie mogłyby "zagrozić karierze" jeszcze długo w planie nie będzie - co swoją drogą jest kolejnym problemem ludzi życzliwych no bo skoro już się pobrałam to przecież dzieci są naturalną koleją rzeczy i "dlaczego jeszcze ich nawet nie planuję"??? No?? Dlaczego? Jak śmiem? Ale przecież gdybym planowała to byłabym nieodpowiedzialna, że jeszcze "nie mam ugruntowanej pozycji zawodowej" a już robię dzieci (to słyszą koleżanki w moim wieku, które już się na dzieci zdecydowały).

      Podsumowując - tak, single są uważani za dziwaków. Ale za dziwaków są też uważane osoby w związkach, osoby z dziećmi jak i te bez dzieci... zdaniem ogólnie pojętego "otoczenia" zawsze na wszystko jest za wcześnie albo za późno.
      • obywatelka_rawenka Re: O kim marzą 30-latki 15.03.11, 15:16
        Trafne podsumowanie
      • anazja Re: O kim marzą 30-latki 15.03.11, 18:34
        foo_bar jedyne co mogę napisać to tyle, że masz absolutną rację i zgadzam się z Tobą w 100% :) Może dodam jeszcze tyle, że jeżeli tym ludziom, którzy tak pouczają jest tak dobrze to czemu się wtrącają w cudze życie? Skoro oni są tacy szczęśliwi to czemu się po prostu nie skupią na swoim szczęśliwym, pięknym życiu zamiast zajmować resztą nieudaczników?
        • watersnakes2 Re: O kim marzą 30-latki 16.03.11, 07:01
          > Skoro oni są tacy szc
          > zęśliwi to czemu się po prostu nie skupią na swoim szczęśliwym, pięknym życiu z
          > amiast zajmować resztą nieudaczników?

          Bo chca innych uszczesliwiac na sile?;)

          A tak serio, to sama zyjac w zwiazku na kocia lape (w rzeczy samej, bo zamiast dzieci, po domu kreca sie trzy koty;)) slysze, ze powinnismy wziac slub, w kocu tyle ze soba jestesmy, i w ogole to dlaczego ja marnuje czas i nie myslimy o dziecku;) Zadziwiajace jest dla mnie to, ze takie rzeczy slysze od swoich rowiesniczek, natomiast nasze rodziny (mamy i tatowie) najzupelniej spokojnie podchodza do faktu, ze wolimy koty niz dzieci, a formalizowanie zwiazku do niczego nam niepotrzebne.

          Uzupelniajax wiec to co napisala foo_bar, jak jestes w jakims zwiazku to zawsze sie znajdzie ktos komu nie bedzie pasowalo ze to albo zwiazek sformalizowany (uwiazujesz sie) albo niesformalizowany (zero stabilizavji);)
          • claratrueba Re: O kim marzą 30-latki 16.03.11, 09:28
            Myślę, że po prostu ludzie wierzą w jakąś uniwersalna "receptę na życie", która jak waleriana będzie dobra dla każdego. Takie nasze posttotalitarne przekonanie, że wszyscy powinni żyć wg jednego szyku dla dobra ogólnego. Tu też "jedyny słuszny model życia rodzinnego" przekazywany przez Kościół ma spory wpływ- nawet na ludzi niezbyt religijnych (poprzez różne ciotki-dewotki).
            Po prostu ominęła nas fala obyczajowych przemian, która cywilizacja zachodnia przeżyła dziesiątki lat temu. Nigdy nie ceniliśmy za bardzo indywidualizmu.
            Za paręnaście lat dla nikogo "singlowy problem", bezdzietnośc z wyboru, wolny związek nie będzie już kwestią do dyskusji.
    • jakarta123456 "O kim marzą 30-latki 31.03.11, 17:25
      Po przeczytaniu szeregu komentarzy w temacie singli, postanowiłem
      również "oddać swój głos".



      Tak. Jestem „praktykującym” singlem. Mam 39 lat.

      Nie, nie jestem singlem z wyboru. Niczego nigdy bardziej w życiu nie
      pragnąłem, niż założenie rodziny i nic w moim życiu mi bardziej nie
      wyszło niż to.

      Tak, pod względem zawodowym, jestem chyba spełnioną osobą,
      posiadającą dobre wykształcenie, pieniądze, ładne auto, kilka
      mieszkań. Do niedawna posiadałem ciepłą dyrektorską posadę w
      międzynarodowym koncernie i pensję kilkanaście razy przekraczającą
      tzw. „średnią krajową”. Kilka miesięcy temu zrezygnowałem. Ku
      zdziwieniu współpracowników, odszedłem z firmy, wróciłem z Poznania
      do rodzinnego Wrocławia.

      Dlaczego wróciłeś pytają mnie? Czułem się samotny w tym mieście, z
      dala od przyjaciół, których znałem jeszcze z czasów podstawówki,
      liceum, studiów. Wróciłem z kilkuletniej „tułaczki” do miejsca,
      gdzie czuję się trochę bardziej szczęśliwszy (przez kilka lat
      pracowałem w Londynie).

      Dlaczego tylko „trochę”? Znajomych zostało kilku, prawdziwych
      przyjaciół jeszcze mniej. Zajęci są swoimi sprawami: rodzinami,
      żonami, mężami, dziećmi. Tutaj czuję się też samotny, szukam wciąż
      swojej połówki. Wróciłem, bo myślałem, że osiągnę tutaj swój cel
      szybciej. Zakochać się, założyć rodzinę jest jednak tak samo trudne
      tutaj jak tam, skąd wróciłem. Efekt jest taki, że nie mam pracy, do
      zakochania nie jest „jeden krok”.

      Szukam celu, swojej drogi. Zostawić menedżerowanie w handlu zagranicznym
      i zająć się malowaniem, sztuką makijażu, graniem na pianinie? Moi
      rodzice są uzdolnieni plastycznie. Jako dziecko pięknie malowałem.
      Kochałem to robić.

      Ale jak to? Posadę dyrektora chcesz zamienić na kurs makijażu i
      malowanie obrazków, pytają znajomi. Wstyd się przyznać, ale czasem
      myslę, aby tak zrobić. Nie wiem, co im odpowiedzieć... Chciałbym robić
      to, co lubię. Z drugiej strony przyzwyczaiłem się do wysokiego standardu
      życia. Nigdy nie brakowało mi pieniędzy, no może z wyjątkiem dnia
      dzisiejszego. To jak przesiąść się z Mercedesa do kilkunastoletniego
      Fiata.

      Oddałbym jednak wszystkie swoje dobra materialne za możliwość „nie
      bycia singlem”. Jestem nim, bo los tak chciał. Spłatał mi figla. Moje
      związki są pokończone, a partnerki, z którymi się spotykałem, nie
      chcą ze mną rozmawiać, bo jestem „za fajny” na przyjaciela. Tak, to
      ja zdecydowałem, że przyjaźń, to najwięcej, co mogę im zaoferować.
      One liczyły na coś więcej, a ja wciąż szukałem ideału.

      Dlaczego jestem sam? Nie wiem. Podobno, im bardziej się czegoś pragnie,
      to tym piękniej się to nie spełnia. A może jestem za bardzo
      wymagający? Ja jednak lubię w życiu dokonywać dobrych, a może nawet
      perfekcyjnych wyborów. Cenię jakość, zadowolenie, satysfakcję.
      Uwielbiam fajne ciuchy, piękne wnętrza, muzykę, dobre auta. Pustka jaka
      jest w moim życiu, sprawia, że nawet nie potrafię się już z nich
      cieszyć, jak dawniej.

      I tylko coraz częściej myślę, że zmarnowałem swój czas i jak
      śpiewał Tomek Makowiecki „... Bo Lem napisał Przyszłość, czy dla
      mnie wymyślił też jakiś raj?”. Coraz mniej wierzę, że tak.

      Pozdrawiam czytelników „Wysokich Obcasów”, a wszelkie dylematy czy
      lepiej być singlem, czy nie, pozostawiam Wam. Każdy, bowiem najlepiej
      wie, co przynosi mu szczęście i każdy powinien dążyć, aby być
      szczęśliwym, abstrahując od tego czy jest singlem czy też nie.



      Pozdrawiam Was,
      Tomasz.

    • slodkie_malenstwo Re: O kim marzą 30-latki 01.04.11, 12:52
      no tak, lepiej jest wziąć slub zaraz po 20stce, a po paru latach się rozwieść. i tak większośc się porozwodzi, więc po co to cale gadanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka