Dodaj do ulubionych

jak leci byłym palaczom?

01.08.06, 11:18
Czy jest tam ktoś jeszcze z tych co rzucili palenie? czy wszyscy już zrezygnowali?:) ja jeszcze walcze, to już 4 dzień bez papierocha, a paliłam dosyć dużo.czuję się jakbym demon ze mnie wylazł, heh wyrzuciłam z siebie pasożyta:D nie czujecie się tak trochę?
Obserwuj wątek
    • julija25 Re: jak leci byłym palaczom? 01.08.06, 14:14
      Hejo, ja jeszcze nie rzuciłam, ale mam taki zamiar. Tylko wolę zacząć od daty
      która zapamiętam i która jest dla mnie ważna. Kilka razy próbowałam, ale
      niestety, porażki,zawsze znajdowałam jakiś powód, że jednak teraz nie dam rady.
      Jakoś nie miałam silnej woli, no i motywacji. Teraz chcę ją odzyskać, ale nie
      wiem czy mi się uda. Życzę Ci wytrwałości w walce. Trzymam kciuki!!!!;-))))
      Może kiedyś i mi się uda.
      • kropka141 Re: jak leci byłym palaczom? 02.08.06, 10:55
        dziękuję bardzo za słowa otuchy!:) narazie jest dobrze, trzymam sie bez "śmierdziuchów" całkiem nieźle i mam nadzieje że tak pozostanie. boję się tylko najbliższego spotkania towarzyskiego ale muszę uwierzyć że się nie złamię! Julija spróbuj jeszcze raz rzucić! Pomęczymy się razem:D pozdrowienia
        • julija25 Re: jak leci byłym palaczom? 02.08.06, 14:04
          Na pewno zrobię to w tym mc, bo to zależy od pewnej ważnej kolacyjki, którą mam
          zamiar z mężem spędzić bardzo uroczyście, czyli takie dobre danko i oficjalna
          deklaracja, że spróbuję. A chciałabym zacząć od 14 sierpnia, to dla mnie ważna
          data. Poza tym chcę komuś prezencik (właśnie w takiej postaci). Także motywację
          mam. Wciąż trzymam za Ciebie kciuki i wierzę w Ciebie że dasz radę. Ja palę
          nałogowo od 2000 roku, także kawałek czasu. Od kiedy Ty paliłaś i ile dziennie
          i jak się w ogóle czułaś przez pierwszy dzień? Czy masz jakieś dodatkowe
          wspomagacze? Czy masz tak silną wolę???Pozdrowionki!!!!! ;))))
          • kropka141 Re: jak leci byłym palaczom? 03.08.06, 14:09
            Coś nas łączy w takim razie:D bo u mnie rzucenie palenia tez było takim prezentem - dla mojego chłopaka:) bardzo się ucieszył, ale dodałam też że robię to dla siebie przede wszystkim, a on jest moją największą motywacją:) nie pali i męczył się biedny z moim nałogiem od 1,5 roku (a ja od 10 lat!!!L$M czerwone,paczka na dzień, na imprezie podwójna dawka). Dzięki niemu zaczęłam palić coraz słabsze papierosy, z L&M czerwonych przeszłam na R1.Jednak jak mam być szczera to lekarze mają rację - nic nie da zmiana fajek, bo poprostu paliłam słabsze ale więcej.Ciężko się było kontrolować, ale po jakimś czasie na siłę zmniejszałam dawki fajkowe,żeby odzwyczaić się od nikotyny trochę (np. tylko 5 dziennie,potem 3 dniennie itp.), aż w końcu dnia "0" (u Ciebie to będzie 14.08!) :) zakończyłam proces trucia się:) na zawsze! a na zawsze ponieważ rzucanie fajek nie odbieram jako rezygnację z jakiejś przyjemności, tylko jako wyzwolenie. Myslę że w tym tkwi cała tajemnica sukcesu. Jeśli ktoś po rzuceniu jakiegokolwiek nałogu czuje się nieszczęśliwy, jakby stracił coś wartościowego, to znaczy że nie jest gotowy na rozstanie z nim. Ja się cieszę i to jest piękne! Nie śmierdzę mojemu facetowi, nie oszukuję go paląc po kątach, nie mam obleśnego kaszlu z rańca, nie wydaję kasy na fajki, i jestem dumna z siebie, bo robię to bez wspomagaczy, jadę na silnej woli:). Być może do szczęścia jest potrzebne każdemu człowiekowi coś innego, ale jestem przekonana że nikomu nie są potrzebne ŚMIERDZIUCHY!!! :D nie ma co się zastanawiać Julijko! 14.08 trzymam kciuki!!! teraz jade na wczasy i będę wdychać ŚWIEŻE powietrze i sie detoksykować po 10 latach hehe.Pozdowionka!!:)))
            • julija25 Re: jak leci byłym palaczom? 04.08.06, 13:59
              Hejka Kropaczko!
              Gratuluję i podziwiam Cię, że umiałaś sobie właśnie tak wytłumaczyć i
              przestawić myślenie, że to Ty się od nich wyzwalasz i uwalniasz, jak z pęt czy
              sideł, uciekając od ich ogłupieniem. To z pewnością daje większą wiarę we
              własne siły i możliwości ;-))))) Może powinna to być moja mantra????;-)
              Obawiam się tylko swojej słabości, bo wiem że wielkrotnie jak próbowałam,
              rzucać, coś zawsze się wydarzało, że miałam znów powód do zapalenia, często to
              było zwiaznane z moją pracą. Właśnie teraz jest spokój, nikogo nie ma, wszyscy
              na urlopach, ale niedługo (bo pod koniec sierpnia i początek września) znowu
              zacznie się zamiesznie i mogą tez być małe zmiany, co może wywołać u mnie
              stresy i rozchwianie. Właśnie w tej pracy zaczęłam nałogowo palić. Mężowi
              mówiłam, że może gdyby nie ta praca, to przy w spokoju może mogłabym to zrobić.
              Mój mąż nie ponagla mnie, chciałby bardzo bym rzuciła, on sam pali tylko
              imprezowo, ale codziennie nie ma takiej potrzeby, i w sumie gdybym to zrobiła i
              mogła pokazać mu silną wolę, to on byłby pełny podziwu dla mnie i nawet sam
              wiele by u siebie zmienił, co negatywne, bo miałby motywację ode mnie. To znowu
              też mobilizuje do działania.
              Palę w sumie teraz mniej w pracy, bo muszę schodzić na dół. Wcześniej paliłam w
              biurze byliśmy w innym pomieszczeniu, a po przeprowadzce dobrze się stało, że
              miejsce jest na dole budynku. Wcześniej paliłam Irysy Menthol (cieniasy), a
              teraz przeszłam na LD fiolet. To, że muszę schodzić na dół jest w sumie dobre,
              bo przedłużam moment wyjścia na fajkę, jakoś mi się nie chce, gdy już czuję
              takie ssanie w brzuchu, i ten papieros czuję jak ciągnie mnie normalnie. To
              jest straszne uczucie, może powinnam sobie go wyobrazić jak jakiegoś potwora,
              który chce mnie zmusić to tego ogłupienia mnie sobą? To pisanie może mi też
              pomoże, taką mam nadzieję, gdy ktoś jeszcze będzie wspierał, kto znał to
              uczucie. To może da mi jakąś wiarę we własne siły???
              W sumie to dzięki temu w pracy palę mniej, ale w domu już nie mam takich
              ograniczeń, bo w domu palę w kuchni, to jedyne miejsce moje, gdzie mogę, ale
              jak nie ma męża to i popalam w innych pomieszczeniach. Także za dobrze to nie
              wygląda. Ale mam też i motywacji dużo, byleby nie bać się zacząć.

              Życzę Ci udanego wypoczynku i relaksu w Twoim Odnowionym, Oczyszczonym i
              Świeżutkim życiu . Oddychaj pełną parą! Powodzonka i Pozdrowionka!!!!!!!!
              • jurex1 Re: jak leci byłym palaczom? 05.08.06, 13:23
                Taaak. Opisujesz wszystko, co przeżywa prawdziwy nałogowiec. Dla jednego
                papierosa jesteś w stanie wiele poświęcić. To zupełnie jak ja te ponad 8 m-cy
                temu. Teraz już nie musze mysleć gdzie by tu można zapalić (w pracy, w sklepie,
                w kinie... wszędzie), nie śmierdzę, nie kaszlę... same pozytywy. Jestem
                szczęśliwy.
                Ale mam też dziwaczne odchyły. Otóż wciąż wracam myślami do palenia - przy
                wszystkich negatywach, palenie kojarzy mi się także z przyjemnością. Nie
                wspominam tych czasów źle. W końcu mój "przyjaciel" towarzyszył mi prawie 20
                lat. Wiem i jestem pewny, że już do tego nie wróce. Próbowałem wiele razy
                rzucić... Zawsze wracałem przez nieuwagę... Teraz nie dam się juz
                tak "wykiwać" :)

                Wiem też jedną rzecz, na której wielokrotnie - przy poprzednich odwykach - sie
                przejechałem. Moje rzucanie zawsze zaczynało się od deklaracji. Ale teraz
                dopiero po kilkunastu tygodniach oficjalnie "sprezentowałem" ten sukces ludziom
                mnie otaczającym.

                Palenie rzucasz tylko dla siebie! Swoim bliskim zrób prezent w postaci gotowego
                produktu - zdrowej, czystej, pachnącej, promieniejącej Julii.

                Powodzenia. Ludziom naprawde udaje się z tym skończyć. Nawet najbardziej
                zatwardziałym nałogowcom jak ja (20lat stażu).
                • bebiak Re: jak leci byłym palaczom? 05.08.06, 14:48
                  jurex1 napisał:

                  > Ludziom naprawde udaje się z tym skończyć. Nawet najbardziej
                  > zatwardziałym nałogowcom jak ja (20lat stażu).

                  Albo jak ja: 26 lat stażu x 2 paczki dziennie..
                  I już ponad 3 miesiące nie palę bez żadnych chęci od początku (to szok dla
                  mnie). Dość długo dojrzewałam, rozważałam za i przeciw, i poszło tak leciutko,
                  że do dziś nie wierzę.
                  Jest tu gdzieś mój wątek o "dojrzewaniu" do decyzji pt. "Chcę wierzyć, że i
                  mnie może się udać".
                  Powodzenia. B.
                  • styks2005 Re: jak leci byłym palaczom? 19.08.06, 00:49
                    Paliłem pięcdziesiąt lat. Z nałogiem walczyłem dziesięć lat. Wreszcie wygrałem.
                    Nie palę 16 miesięcy.Czasem mam wielką ochotę zapalić. Już tego nie zrobię, bo
                    wiem że wszystko zaczęło by się od nowa. Powodzenia wszystkim i trzymajcie za
                    mnie kciuki.
                    • joanna_can Re: jak leci byłym palaczom? 20.08.06, 18:52
                      styks, ja wiem ze to zabrzmi paskudnie - znam ludzi, ktorzy po 5 latach wracali
                      do nalogu... Sama walcze pewnie juz tez dziesiec lat, teraz mam 3
                      tygodniowa "przerwe" (nie mam odwagi nazwac tego inaczej), co dalej -
                      zobaczymy. tym razem jest troche inaczej, nie mam zadnego pociagu, z drugiej
                      jednak strony - malo sie widuje z ludzmi, ktorzy pala.
                      • 4g63 Re: jak leci byłym palaczom? 21.08.06, 10:48
                        nie wiem na czym polega to powracanie...
                        ale wystarczy sobie uświadomić że w rzeczywistości która nas otacza nie istnieje
                        coś takiego jak papieros...

                        ja z powodzeniem to zastosowałem, i nie mam tego problemu
                • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 15.08.06, 16:20
                  jurex1 napisał:

                  > Ale mam też dziwaczne odchyły. Otóż wciąż wracam myślami do palenia - przy
                  > wszystkich negatywach, palenie kojarzy mi się także z przyjemnością. Nie
                  > wspominam tych czasów źle.
                  Moja sytuacja jest lepsza. Mam jednoznacznie złe skojarzenia związane z
                  papierochami.
                  > Próbowałem wiele razy
                  > rzucić... Zawsze wracałem przez nieuwagę... Teraz nie dam się juz
                  > tak "wykiwać" :)
                  Zachować czujność - to ważne!
                  • da_markos hhehe ja nigdy nie palilem i wasz problem jest mi 18.08.06, 18:15
                    obcy. ale z tego co widze po znajomych to mecza sie strasznie, oj
                    straszliwie...;]
                    • a.niech.to Re: hhehe ja nigdy nie palilem i wasz problem jes 18.08.06, 19:41
                      Nie da się tego uniknąć. To jak ból pooperacyjny, trzeba zaliczyć i już.
                • dudus158 Re: jak leci byłym palaczom? 19.08.06, 10:42
                  zycze powodzenia,

                  ja wlasnie 4 miesiace nie pale. trzeci raz rzucam na przelomie ostatnich 5 lat,
                  raz juz nie palilem 2 lata, drugi raz rok, dlatego pisze to jako przestroga dla
                  rzucajacych RZUCIC JEST LATWO- trudno jest nie zaczac na nowo. i niech wam sie
                  nei wydaje ze skoro nie palice ilkes tam miesiecy to juz za wami.

                  POWODZENIA
              • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 15.08.06, 16:14
                julija25 napisała:

                > Może powinna to być moja mantra????;-)
                Licz kasę, to dobrze robi. Do tego dopisz ceny leków od bólu gardła i inne.
                Wiadomo, obniżona odporność, zawał, rak i takie inne.
                > Obawiam się tylko swojej słabości, bo wiem że wielkrotnie jak próbowałam,
                > rzucać, coś zawsze się wydarzało, że miałam znów powód do zapalenia
                Tak jest, jasna cholera. Po dłuższym niepaleniu znów zajrzałam do pudełka, bo
                się zdenerwowałam, w istocie nie było czym. Próbuj do skutku. Za którym razem
                wypali. Będziesz znać odstawienne i znosić je łatwiej.
                , często to
                > jest straszne uczucie, może powinnam sobie go wyobrazić jak jakiegoś potwora,
                > który chce mnie zmusić to tego ogłupienia mnie sobą?
                A wiesz, że często właśnie tak nałóg widzę i na końcu węszę jakieś straszne
                nieszczęście, pewnie śmiertelną chorobę. Boję się, lubię żyć. Mam dzieci. W
                moim przypadku kontrolowane palenie raczej nie wchodzi w rachubę. Mam charakter
                ustawiony pod wszystko albo nic - typowy nałogowiec.
                > To pisanie może mi też
                > pomoże, taką mam nadzieję, gdy ktoś jeszcze będzie wspierał, kto znał to
                > uczucie. To może da mi jakąś wiarę we własne siły???
                Jeżeli ktoś musi wspierać, na pewno to będę ja. Dzisiaj zeskoczyłam z dwóch
                paczek na żywca, bez wspomagania. Spływam krwią serdeczną. Jutro, pojutrze
                będzie jeszcze gorzej, opadnie nikotynka. Znowu się pochoruję.
                > Ale mam też i motywacji dużo, byleby nie bać się zacząć.
                Zawsze możesz do fajek wrócić, w kolejnych próbach nie ma żadnego ryzyka procz
                to, że Ci się uda.
                • niemyte_mohery zdrowie 18.08.06, 23:34
                  dobrze to napisals. Sama pochodze z rodziny dlugowiecznej i na tym tle
                  dostrzeglam wyraznie, ze moje krewne ktore palily zyly przecietnie 15-20 lat
                  krocej od niepalacych ;-(

                  Dziewczyny, jesli potrzebujecie wspomagacza do rzucenia palenia to sie nie
                  krepujcie, liczy sie tylko efekt a nie bohaterstwo ktore do celu doprowadzilo.
                  pamietajcie, ze firmy papierosowe prowadza bardzo wyrafinowane badania naukowe,
                  aby jak najskuteczniej uzaleznic ludzi od nikotyny, wiec i Wy nie musicie byc
                  tak bardzo uczciwe ;-).

                  Powodzenia! Da sie rzucic palenie, samej udalo mi sie to osiagnac 20 lat temu.

          • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 15.08.06, 15:55
            julija25 napisała:

            > A chciałabym zacząć od 14 sierpnia, to dla mnie ważna
            > data.
            To tak jak u mnie, szczególny dzień na rzucanie tego i tamtego.
            > Poza tym chcę komuś prezencik (właśnie w takiej postaci).
            Ja też. Mojej rodzinie i sobie. Mieszkam z kimś, kto ciągle prosi: nie pal.
            Kiedy ćmię, to jakoś mi wstyd. Coś jakby złodziejstwo, sprzeniewierzenie, nie
            wiem.
            > Czy masz tak silną wolę???
            Mam, jeszcze innym dam wsparcie. Wykręcam się drugi raz na zasadzie: trach o
            ziemię-leży-pozamiatać. Kto rzucił raz, rzuci i raz drugi. Znam galerię
            odstawiennych. Teraz siódme poty uderzające falami. I nic z tego. Małe 2-3
            tygodnie i będę na wierzchu. Resztę też jakoś przetrzymam.
      • 263koralik Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 20:52
        Najlepiej rzucać palenie przy malejącym Księzycu w znaku Bliźniat.Zaczął sie
        16sierpnia o godz.14,11.Zaczęłam .Może uda mi sie rzucić to palenie.Zobaczymy.
    • mon.dan Re: jak leci byłym palaczom? 01.08.06, 15:09
      świetnie :-)
      • paulinek1 Re: jak leci byłym palaczom? 02.08.06, 12:23
        super! nie palę juz 4 miechy i nie mam zamiaru NIGDY wracać do nałogu :))
        • misia007 Re: jak leci byłym palaczom? 03.08.06, 16:10
          Jutro będzie 8 miesięcy jak nie pale i jest super.Nic mnie nie ciągnie do fajek
          a wręcz przeciwnie jestem szczęśliwa, ze to juz za mna.
          • myslak ciężko :( 07.08.06, 11:51
            Nie palę 7 miesiąc.
            Co 2-3 tygodnie mam taki napad , taką papierosową chcicę, że aż boli :((
            Przetrzymuję, ale nie mogę NIC wtedy robić, nawet spać. Zero koncentracji,
            ssanie- rozpacz :((
            Szlag mnie trafia z zazdrości , kiedy czytam, jak wam łatwo poszło :)
            • a.niech.to Re: ciężko :( 15.08.06, 16:24
              Ja Cię rozumiem. Też cierpię jak potępieniec, kiedy zrywam z nałogiem. Owszem,
              udaje mi się, ale to droga krzyżowa.
            • wawawaw Re: ciężko :( 19.08.06, 01:14
              Ty sie nawet nie wyglupiaj z powrotem do palenia !!!! Wiesz jaki ja jestem
              szczesliwy gdy 21 lat temu grzmotnalem tym swinstwem o podloge !?!? Doszlo juz
              do 40 sztuk!!!! - dziennie oczywiscie !!! UWAGA !!!! - Dlaczego tak ciagnie
              do palenia ??? Otoz organizm jest zatruty tym swinstwem i laknie tego dalej
              zeby mogl funkcjonowac "prawidlowo" - bo brakuje mu tego "czegos". Zeby mozna
              bylo powiedziec ze juz sie wyszlo z nalogu ( czyli zeby organizm juz nie laknal
              tej trucizny) potrzeba okolo 2 lat - tyle czasu organizm potrzebuje na
              calkowite oczyszczenie sie z nikotyny i reszty substancji ktore powoduja
              laknienie. Do 2 lat mozna wpasc spowrotem w nalog bez "potrzeby" uczenia sie
              palenia. Sprawdzilem to na sobie. A wiecie ile kasy mi zostalo od i do tego
              czasu??? A wiecie jak rano budze sie wyspany i szczesliwy jak skowronek na
              wiosne??? A jaka byla motywacja? - Bardzo prosta: " Co??? ...- ten kawalek
              bibuly z brazowym czyms ma mna rzadzic???? TO chce mna rzadzic???? . Wyobrazcie
              sobie jaki musial byc potezny moj BUNT zeby Z DNIA NA DZIEN ( !!!!! ) ODRZUCIC
              CALKOWICIE PAPIEROSY PO 15 LATACH PALENIA AZ DO OBLEDU !!!!!! Mowia ze
              prawdziwy mezczyzna powinien w swoim zyciu wybudowac dom, splodzic syna i
              zasadzic drzewo. Mnie udaly sie tylko 2 ostatnie rzeczy. Ale i tak czuje sie
              100%-wym mezczyzna bo , w relacji tego o czym pisze, uwazam ze dom to male
              g.... w porownaniu z tym ze rzucilem palenie. Moglbym jeszcze dlugo o moich
              odczuciach na ten temat, ale MADRY ktory to przeczyta pojmie w czym rzecz.
              Trzeba byc ambitnym i honorowym w stosunku do siebie. Trzeba sie wysoko cenic.
              MYSLAK !: chyle czola przed Toba za ta decyzje. Musisz wytrzymac!!! Chocby Cie
              szlag trafial!!! 7 miesiecy!!!! - niewiarygodny sukces!!! To jest sukces na
              miare PLATYNOWEGO medalu w maratonie. Wierze goraco ze wytrzymasz !!! Trzymaj
              sie !!!!!
              • myslak dzięki 19.08.06, 21:29
                Dzięki za wspomożenie. Tyle dobrych słów pomaga.
                Ja chwilami nie umiem już patrzeć na swój "wyczyn" jak na sukces :(
                Szczególnie wtedy, gdy wyję nad trudnym projektem i blokują mnie drobiazgi -
                ręka sama szuka papierosa.
                Tłumaczę sobie, że głowa mnie przestała boleć- od 7 miesięcy nie miałem migreny.
                Nie cuchnę. Nie kaszlam. Jestem tańszy.
                Muszę tylko trochę schudnąć :(

                Paliłem prawie 30 lat , co najmniej paczkę dziennie...
                Łudziłem sie chyba trochę, że po miesiącu, najwyżej dwóch przestanie mnie ssać.
                Co dziwne, nie przeszkadza mi paląca (teraz nigdy przy mnie) żona.
                Ot, budzę się rano i chcę palić - nie mogę zdiagnozować, od jakich czynników
                zależy taki napad :( Unikał bym.
                • niemyte_mohery biegaj 20.08.06, 04:28
                  Zainwestuj w pare dobrych butow do biegania, a najlepiej wciagnij jeszcze i
                  zone. Jak po przebiezce zobaczycie stan swoich pluc to Wam sie odechce palenia
                  ;-). Chyba nawet nie macie jeszcze piecdziesiatki (wg moich obliczen bazowanych
                  na Twym poscie), wiec do roboty.
                  Gdy ja rzucalam palenie ktos polecil mi ten sposob i mial racje. Za pierwszym
                  razem po przebiegnieciu nie wiecej niz 30 metrow czulam bol w plucach (!) (wiem
                  ze lekarze na forum mnie wysmieja) i niem moglam zlapac tchu. Moja zalosna
                  kondycja byla dla mnie dodatkowa motywacja.

                  Zycze powodzenia!
            • zielony31 Re: ciężko :( 21.08.06, 20:59
              Hej ,paliłem 24 lata ,no może z kilkumiesięcznymi przerwami.W piątek wracałem
              samochodzikiem z Warszawy na południe Polski i podjechałem Na Jasną
              Górę ,pogadałem....z ..... wyszedłem z kaplicy wyjąłem papierochy i zapalniczkę
              i wrzuciłem do kosza.Tyle!!! Nie będę palił~!~~ Katusze to przeżywa moj
              organizm,buntuje się ...żołądkiem ściska że wytrzymać nie można,ręce się pocą
              i drgają,łeb napieprza ale nie dam się!!!Wiem ,że to minie i wkrótce będę się
              czuł lepiej.
              Kiedyś próbowałem Z.Nowaka-ręce które leczą, akupunkturę,Zybant...i nic chyba
              własne słowo jest najmocniejsze....
              Życzę wam i sobie powodzenia...
              POliczcie sobie jaki samochód puściliście z dymkiem.... 1 1/2 paczki *
              6,90/voque/*365 dni*24 lata = 90 666 zł
              • fisiula Wiem, że ciężko 21.08.06, 21:51
                Ja rzucałam palenie kilkunastokrotnie. Żułam wszelkiego rodzaju gumy, łykałam
                tabletki, stosowawałam NICORETTE i nic, dopiero jak mój sąsiad rzucił palenie
                to się zbuldoczyłam "co on może, a ja to nie???".
                Najpierw wypytałam się jaką on zastosował metodę, a później sama
                wypraktykowałam.
                Otóż najlepiej zastosować komputerowe odtrucie organizmu (ja tak zrobiłam) i
                jak już pisałam 10.X minie 4 latka jak nie palę i nie ciągnie mnie do palenia,
                nie przeszkadza mi, gdy ktoś obok pali.
                Mój syn kopci jak lokomotywa, (całe szczęście, że nie mieszka ze mną)
                poprosiłam go kiedyś:"daj pociągnąć". Dał, pociągnęłam, ale się tak
                rozkaszlałam, że myślałam, że wykaszlę płuca, aż się posiusiałam.

                Ciekawi na pewno jesteście na czym toto polega.
                Otóż idzie się do lekarza, który zajmuje się takimi sprawami, wypala ostatniego
                papierosa (jak skazaniec przed wykonaniem wyroku) tzn. połowę papierosa, a tą
                niewypaloną oddaje się lekarzowi.
                Lekarz zakłada na głowę obręcz (takie hula-hop), dłonie kładzie się na
                miedziane płytki, a to wszystko zostaje podłączone do komputera.
                Siedzimy tak około 30 min. Potem lekarz zdejmuje obręcz i wyjmuje spod dłoni te
                płytki i wierzcie mi w miejscach, gdzie dłoń dotyka do płytki - płytka staje
                się dosłownie czarna. Za taki zabieg cztery lata temu zapłaciłam 50,- zł. Tyle
                ile kosztowało 10 paczek papierosów.
                Za tydzień namówiłam koleżankę, poszła, wytrzymała bez papierosa 4 dni, piątego
                dnia znajomy poczęstował ją papierosem light "no nic ci nie będzie, to taki
                słabiutki" i kuracja przerwana - pali do dziś, ale wybiera się ponownie.

                Nie pomyślcie sobie czasem, że ja tutaj stosuję jakąś reklamę, nie jestem
                lekarzem, ani też nie mam nic wspólnego ze służbą zdrowia, chyba tylko jako
                pacjent.
        • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 15.08.06, 16:23
          Nie palilam przeszło rok, ale no bo... i się zaczęło na nowo.
    • elam1 Re: jak leci byłym palaczom? 08.08.06, 09:49
      W czerwcu minęło 17 lat, kiedy przestałam palić. Opowiem, będzie trochę długo,
      kto nie chce niech nie czyta – to jest świadectwo Bożego działania w moim życiu.
      Zaczęłam palić dla szpanu. Chciałam wyglądać na starszą niż byłam, dostosować
      się do towarzystwa. Potem poznałam mojego męża, nie palił, ja tak. Nie namawiał
      mnie, nie czynił żadnych uwag, nie nalegał, cierpliwie czekał aż przestanę
      palić. Dwa lata po ślubie mój brat (mieszkaliśmy razem z nim i rodzicami),
      przyszedł i opowiedział nam o Jezusie, o tym, że On żyje i chce być obecny w
      naszym życiu i że on zaprosił Pana Jezusa do swojego serca, był bunt, czytanie
      ewangelii na przekór, a potem impreza na której wypiłam może pół szklanki piwa,
      ale spaliłam mnóstwo papierosów. Na drugi dzień miałam kaca papierosowego, nie
      chciałam palić, tak minęła sobota, gdy w niedzielę znowu nie chciało mi się
      palić pomyśłałam, że jestem chora, ale był przebłysk, że może to wykorzystać.
      W poniedziałek poszłam do pracy i siedziałam w pokoju z chłopakiem który palił,
      był to czas kiedy w biurze można było palić w pokojach. I kiedy on w pewnym
      momencie wyszedł, poczułam chęć na zapalenie, ale stanęłam przy biurku i
      pomyśłałam, że jeżeli jest tak z Bogiem jak mówi mój brat to warto skorzytać ,
      modłiłam się tam wtedy przy biurku o pomoc.
      Wiecie nie pamiętam problemu w rzuceniem palenia, ale też nie zapamiętałam tej
      modlitwy do momentu, aż kiedyś opowiadałąm jak to było ze mną, i dopiero
      wtedy podziękowałam Bogu za Jego pomoc i działanie w moim życiu i za to że
      podał mi rękę, kiedy ja jeszcze nie oddałam Mu swego życia i nie wierzyłam w
      Niego do końca.
      Ale jeszcze chcę opowiedzieć, że był taki moment, jakiś pól roku po
      tym ,przyszła koleżanka, ona pali do dziś, i poczęstowała mnie, wzięłam,
      pociągnełam może trzy razy i to poczucie winy, obciążenie jakbym popełniła
      jakieś największe przestępstwo spowodowało, że zgasiłam tego papierosa i
      powiedziałam, „ nigdy więcej nie chcę znać tego uczucia” – chociaż nie
      wiedziałam skąd ono jest. A dziś wiem, że było to działanie Ducha Świętego, i
      Jego prowadzenie.
      Życzę wszystkim powodzenia.
      Dziś jestem osobą która powierzyła swoje życie Jezusowi, i patrząc wstecz,
      czasem zadaję sobie pytanie – gdzie bym była gdyby nie On ? i proszę Boga o
      siły o wytrwanie do końca moich dni tu na ziemi, abym nie zboczyła z drogi i
      doszła do domu Ojca przez to co zrobił Pan Jezus Chrystus.
      • grzegorz.gajowniczek jakie bzdury 20.08.06, 16:33
        jakie bzdury
    • kapucynka9 Re: jak leci byłym palaczom? 09.08.06, 07:54
      Ja nie palę od listopada 2005 i czuję się znakomicie.
      • honeybeam ha 13.08.06, 19:38
        Dziś właśnie mija pół roku od mojego ostatniego papierosa. Paliłam 17 lat-
        przed rzuceniem dochodziłam do 1,5 paczki dziennie. Boooosz, jak to szybko
        zleciało. Wczoraj byli u nas znajomi i nawet nie mogłam z nim pogadać
        porządnie, bo ciągle stali na balkonie i jarali fajki. Pomyślałam nawet przez
        chwilę, jakie to szczęście, że nie jestem już niewolnikiem tego kawałka
        trucizny za ciężkie pieniądze. Czuję się naprawdę cudownie, a jak cera mi sie
        poprawiła i nie śmierdzę w końcu.
        • a.niech.to Re: ha 15.08.06, 16:32
          honeybeam napisała:

          > jakie to szczęście, że nie jestem już niewolnikiem tego kawałka
          > trucizny za ciężkie pieniądze.
          Tak to wlaśnie odczuwam. Kasa może nie aż tak mnie boli, co poczucie
          podporządkowanie skrętowi z tytoniu.

      • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 15.08.06, 16:28
        Też było mi dobrze bez fajek: żadnych paprochów w torebce i pięciu zapalniczek,
        obowiązku pamiętania, aby było co i czym podkurzyć, zapalenia spojówek, reszty
        nie wyliczę. Było dobrze, więc do tego wrócę.
    • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 16.08.06, 06:34
      Powinnam cierpieć w milczeniu, żeby nie odstręczać innych. Nie mogę, kurna, nie
      mogę. Z żołądka mam kulę z mokrego ręcznika, cały czas rączki szukają, wiadomo
      czego - ten luby gest i dym w płucko. Nie zaczynam. Nie palę dalej. Wiem, co
      będzie, żadne to dla mnie sensacje. Przetrzymam, kuźwa, wyrobię sobie
      charakter. Nie ma źle, jeszcze nie muszę pokonywać długich dystansów szybkim
      krokiem. Kłopot z oddychaniem po odcięciu fajek. Znam to, przejdzie. Jestem
      wściekła, ale jak nie to nie.
      Żaden tam demon i pasożyt - zwyczajna fizjologia. A niech to.
      • kropka141 Re: jak leci byłym palaczom? 16.08.06, 12:57
        witam wszystkich po urlopie!!:) było super, no i co najwazniejsze - było super bez fajek:D dalej nie palę, coraz mniej myslę o papierochach. mam jednak momenty że mnie ściska, to fakt. chce mi się zapalić ale ochota nie jest aż tak silna żebym sięgnęła po peta. teraz to by była dla mnie mocna porażka znów zacząć palić. szkoda marnować swój wysiłek!:) z moich spostrzeżeń:
        1. mam sny że palę fajkę:D i co najlepsze - budzę się zlana potem i przerażona że znów zaczęłam palić - z ulgą więc stwierdzam że to tylko sen:D
        2. wcale nie chce mi się jeść więcej - to raczej problem tych co jedzą bo nie mają co zrobić ze sobą, ja próbuję sie czymś zająć
        3. hehe mam mnóstwo czasu słuchajcie - nagle w moim dniu się pojawiły odzyskane minuty, a może i godziny które przeznaczałam na palenie fajek. teraz mam czas zjeśc śniadanie, porządnie się uczesać, wydepilować - śmiejcie się ale mam więcej czasu:D:D
        4. jestem spokojniejsza - niech nikt sobie nie myśli że fajka uspokaja - fajka uspokaja nałóg a nie nas - palacz to narkoman - musi "walnąć" działkę żeby mógł się skupić (masakra). objawy w postaci pocenia, drżenia i zdenerwowania mijają po 2-3 dniach. potem jest sie spokojniejszym niż po fajce wierzcie mi
        5.przemiana materii (zaparcia:))) która wariuje po rzuceniu u mnie wróćiła do normy po ok. tygoniu. teraz jest jak przedtem
        6.poprawiła mi się kondycja - nie mam zadyszki, kaszlu i nie świstam
        7.mam więcej czasu więc ćwiczę
        8.lepiej czuję zapachy a zapach dymu papierosowego wyczuwam z odległości 2 km:D a tak poważnie to dym straszne teraz mi śmierdzi!!! nie mówiąc już o oddechu kogoś kto palił przed chwilą. wierzcie lub nie ale nie mialam pojęcia że po fajce AŻ TAK śmierdzi z ust dla kogoś kto nie palił - brr..obleśne:D
        Podsumowując nie było tak źle, a jest w tej chwili całkiem dobrze. Zalety przyćmiły z całą pewnością wady rzucania fajek!
        A.niech.to trzymaj się dzielnie i walcz! Jeśli aż tak źle się czujesz bez fajki - idź po wspomagacze, tabletki, plastry, cokolwiek. Ale pamiętaj - bez Twojej wiary w siebie i chęci rzucenia palenia - żaden plaster czy pigułka Ci nie pomoże!!! Palenie musi Ci zbrzydnąć!! Inaczej się nie da. Już gdzieś napisałam że jeśli czujesz się nieszczęśliwa bez fajki to znaczy że nie chcesz rzucić, nie jesteś gotowa!! Trzymam kciuki za wszystkich którzy walczą tak jak ja!! Julijko a jak u Ciebie? Pozdrowienia dla nałogowców!:)
        • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 16.08.06, 14:14
          Szlag mnie trafia, dam radę. Już mówię: nie palę. We wszystkim, co piszesz,
          masz rację. Szczególnie przekonuje mnie wniosek, że fajka złodziejem czasu.
          Liczę czas do następnego tabsa, pomaga. Nie wrócę do fajek, przynajmniej na
          razie. Niektórzy uważają mnie za słabeuszkę, ale ja nie dla tego. Mój wybór,
          moja decyzja i moje cierpienie.
          Pozdrawiam wszystkich, którzy się tak jak ja męczą i tych, którzy nam dzielnie
          kibicują.
          • kropka141 Re: jak leci byłym palaczom? 16.08.06, 18:50
            Dzielna dziewczyka:)) dasz radę! pamiętaj że nie jesteś sama, że wszyscy przechodzą to co Ty i że jest ciężko ale warto! trzymam kciuki i nie słuchaj tych którzy mówią że jesteś słabeuszką - za dużo jest ludzi wokół nas którzy podcinają nam skrzydełka:( ale pamiętaj że są wokół Ciebie też ci, którzy w Ciebie wierzą, jestem pewna! głowa do góry i powodzenia!!!:o}
            • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 16.08.06, 20:54
              Nie palę nadal. Odcinam 2 dni. Od jutra przestaję liczyć, bo to bardzo
              przeszkadza. Zaraz zrobię herbatkę, żeby pić małymi łyczkami. Dobrze, że jest
              klawiatura, mam co zrobić z rękami.
              • nolwen58 Re: jak leci byłym palaczom? 16.08.06, 21:41
                ja jestem w trakcie rzucania, ale trzymam za Was kciuki.Musze rzucic ze
                wzgledow zdrowotnych - astma. Szukalam takiego forum i wreszcie
                znalazlam.Pamietam jak papierosy byly na kartki i udalo mi sie rzucic bo sie
                wkurzylam , ze musze cuda wyczyniac zeby zdobyc papierosy. Tak sie zawzielam i
                powiedzialam sobie ok., nie bede z siebie robic glupka nie ma to nie pale i
                stopniowo sie swiadomie odyruwalam ogranicajac ilosc wypalonych faj az do
                momentu ze od rana do popoludnia nie zapalalilam i wyjmowalam tego papierosa
                ogladalam go i zastanawialam sie - mam go ochote zapalic czy nie -i nie
                zapalilam ,Nie pamietam ile czasu nie palilam , wiem ze jak znow mozna bylo
                kupic papierosy bez problemu to znow zaczelam palic.A teraz widze ze dluzej nie
                moge juz palic. I sie zaczela jazda.Najgorzej ze palenie laczy sie u mnie z
                relaksem- odpoczynkiem. Wiem jedno , nie moge zuc zadnych gum , nicoretek bo
                tego nie cierpie , probowalam palic papierosy bez nikotyny , sa obrzydliwe i po
                co ciagnac taka smole do pluc.znow staram sie swiadomie ogranicac , ale idzie
                mi to opornie.poki co srwierdzilam ze paczka na trzy dni to sukces , pracuje
                teraz zeby ta paczka starczyla na tydzien .och jak ciezko , jadno jest pewne
                nie mozna tego robic obarcajac sie poczuciem winy , zapalilam jestem winna .Ja
                sie staram dojsc znow do takiej mozliwosci ze biorac paierosa moge zadac sobie
                pytanie - czy az tak mi sie chce palic - nie ? to nie pale , ajak muli to
                sprowac to odczekac . Wiem ze wazne jest moment przetrzymania kryzysu i nie
                patrzec z zalem na palaczy i z zazdroscia ze pala tylko zastanowic , czy ja tez
                musze tu i teraz..Najgorzej jest jak taki niepalacy zaczyna mi robic wykld o
                szkodliwsci palenia , tonem Wazniaka ze Smerfow - moja reakcja? -ide zapalic!
                Pale juz ponad 20 lat, ilosci roznie.Codziennie wieczorem irano mowie sobie
                spoko ograniczam, boje sie radykalnie rzucic bo moglabym nie wytrzymac.Wiem tez
                ze obsesyjnie nie moge myslec o paleniu bo wszystko diabli wezma.Przepraszam ze
                tak sie rozgadalam , ale chyba rozumiecie ?Kurcze musi mi sie udac !!zycze
                powodzeia w walce!!
                • honeybeam Nolwen 16.08.06, 23:40
                  masz rację, jak rzucałam przede wszystkim odcięłam się od tego i starałam się
                  nie mysleć o tym i już. Moment kiedy po danej czyności sięgałam po fajkę,
                  zastepowałam czym innym np. robiłam sobie herbatę, po wyjściu na balkon
                  pieliłam kwiatki w doniczkach. Odetnij sie od tego i staraj się o tym w ogóle
                  nie myśleć. Jak ssie weź głeboki oddech, puść przeponę i powolutku wypuszczaj
                  powietrze i tak dwa trzy razy i pomoże. Jak złapie Cie wkurzenie, kup ziołowe
                  tabletki na uspokojenie i miej pod ręką żeby wieczorem jak masz więcej czasu
                  dla siebie i się zamotasz z nerwów to łyknij i już. Ja satarałam się przede
                  wszytskim nie mysleć o tym. A zaoszczędzone pieniądze, zyskany czas i zdrowie
                  były tylko doadtkową motywacją :)))). Trwaj w postanowieniu.
                  • a.niech.to Re: Nolwen 17.08.06, 06:21
                    U mnie to załatwione, potrzebuję czasu. Odejście od fajek zależy wyłącznie ode
                    mnie. Na kim mam polegać jak nie na sobie?
                    Dzięki za oddychanie. Spróbuję. Z klatą mam jakiś dziwny kłopot, może mi
                    poluzuje.
                  • niemyte_mohery Re: Nolwen 21.08.06, 15:09
                    Mozecie Sprobowac cwiczenia (w tym oddechowe) yogi. Jesli nie mozecie
                    uczeszczac na zajecia z instuktorem sprobuj takie cwiczenie.

                    Poloz sie plasko na plecach, nogi wyciagniete, stopy odseparowane okolo 30 cm.
                    Calkowicie sie zrelaksuj. Odsun rece od ciala tak aby lokcie byly oddalone od
                    ciala jakies 15 cm. Zegnij rece w lokciach tak aby tworzyly litere "V"
                    (przedramiona beda wisialy w powietrzu na wysokosci uszow). Oddychaj wolno i
                    gleboko. Pozwol dzialac grawitacji, po kilku minutach zauwazysz, ze
                    przedramiona sa blizej podlogi a klatka piersiowa ladnie uwypuklona.

                • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 17.08.06, 06:17
                  nolwen58 napisała:

                  > teraz widze ze dluzej nie
                  >
                  > moge juz palic.
                  Tej myśli się trzymaj, dodaj drugą: nie chcę fajczyć. To nie przymus, a wybór.
                  > Najgorzej ze palenie laczy sie u mnie z
                  > relaksem- odpoczynkiem.
                  Każdy ma takie łńcuchy. Spróbuj je zidentyfikować i świadomie pozrywać. Mnie
                  rzuca na widok kiosku, a w nim rzędami pudełka... Znoszę dym papierosowy,
                  otwartą paczkę fajek, ale smród popielniczki przyprawia mnie o dreszcze. Jestem
                  weteranką. Już raz rozstałam się z fajami.Idę przetartym szlakiem. Wiem, co
                  mnie jeszcze czeka - wszystko na miarę przeciętnej osoby.
                  > Wiem jedno , nie moge zuc zadnych gum , nicoretek bo
                  > tego nie cierpie , probowalam palic papierosy bez nikotyny , sa obrzydliwe i
                  po
                  >
                  > co ciagnac taka smole do pluc.
                  Kupiłam sobie tabex. Pomaga, nigdy bym nie uwierzyła, a jednak.
                  > znow staram sie swiadomie ogranicac , ale idzie
                  > mi to opornie.poki co srwierdzilam ze paczka na trzy dni to sukces , pracuje
                  > teraz zeby ta paczka starczyla na tydzien .och jak ciezko , jadno jest pewne
                  > nie mozna tego robic obarcajac sie poczuciem winy , zapalilam jestem
                  winna .Ja
                  > sie staram dojsc znow do takiej mozliwosci ze biorac paierosa moge zadac
                  sobie
                  > pytanie - czy az tak mi sie chce palic - nie ? to nie pale , ajak muli to
                  > sprowac to odczekac .
                  Mordujesz się na raty. Myślę, że łatwiej powiedzieć sobie: nie palę i mieć to z
                  głowy. Wciąz dyndasz na uwięzi. Psychicznie jestem wolna, tylko ataki kaszlu i
                  takie inne fizyczne. Spróbuj jednym skokiem, niczym nie ryzykujesz. Moim
                  zdaniem tak łatwiej.
                  > Wiem ze wazne jest moment przetrzymania kryzysu i nie
                  > patrzec z zalem na palaczy i z zazdroscia ze pala tylko zastanowic , czy ja
                  tez
                  >
                  > musze tu i teraz..
                  A właśnie! skutecznie rzuca się nałóg, gdy przestaje być przyjemnością. Doszłam
                  do tego momentu, że nie zazdroszczę palaczom, choć lubię im się przyglądać i
                  jakby zaczęło mnie to dziwić, że dorośli ludzie dym ciągną w płuca z papierowej
                  rureczki. Jakby wstyd, trzeba mieć nie po kolei. A kobieta na ulicy z fajką w
                  zębach? Potworność!
                  > Najgorzej jest jak taki niepalacy zaczyna mi robic wykld o
                  > szkodliwsci palenia , tonem Wazniaka ze Smerfow - moja reakcja? -ide zapalic!
                  > Pale juz ponad 20 lat, ilosci roznie.
                  Ja dłużej i makabryczne liczby. Dzielę się doświadczeniem w rozejściu się z
                  fajkami. Może się coś Ci przyda. Sama wspierałam się netem.
                  > Codziennie wieczorem irano mowie sobie
                  > spoko ograniczam, boje sie radykalnie rzucic bo moglabym nie wytrzymac.
                  Próbować zawsze warto. Najwyżej za piątym podejściem wyzwolisz się od fajek,
                  ale jeśli tego chcesz, uda Ci się na pewno.
                  > Wiem tez
                  >
                  > ze obsesyjnie nie moge myslec o paleniu bo wszystko diabli wezma.
                  Z tym jest niemały problem. Zajmij się czymś, szczególnie ręce, nie siadaj w
                  _kąciku palacza_ albo sobie taki wydziel. Wiem, że to banał, ale zajmij się
                  czymś intensywnie, żeby nie myśleć o fajach.
                  > Przepraszam ze
                  >
                  > tak sie rozgadalam , ale chyba rozumiecie ?Kurcze musi mi sie udac !!
                  Jestem z Tobą. Zaczynam trzeci dzień. Wypiłam kawę bez szczególnych sensacji.
                  Jeszcze trochę i będę miała pierwsze pożytki, to wzmacnia motywację. Zaglądam
                  tutaj często. odzywaj się. Pozdrawiam!
        • julija25 Re: jak leci byłym palaczom? 16.08.06, 23:51
          Nie wiem co mam powiedzieć, ale zawiodłam 14.08, nie dałam rady. To nie ten
          czas (jak zwykle się tłumaczę, dlaczego musiałam zapalić!- głupie). Nie było
          przede wszystkim tej oczekiwanej przez mnie kolacji, która i tak jest odwlekana
          (kolejny plan- niedziela). Miałam gości, czułam że nie ten moment. Wiele się
          wydarzyło niedobrego w rodzinie mojego męża (śmierć bliskiej cioci, która tez
          prawdopodobnie z takiego palenia nagle zmarła....). CZAS WIELKICH PRZEMYŚLEŃ I
          POSTANOWIEŃ!
          Ale nie lubię, gdy rodzina naciska. Bardziej martwię się o swojego tatuńcia,
          który za dużo pali, jako jedyny (oprócz mnie), czasami wydaje mi się, że
          chciałabym by to zrozumiała moja mamcia, która wie że ja palę, ale strasznie
          tego nienawidzi. Nigdy przy niej też nie zapalę, bo wiem że tego nie lubi, ale
          nie lubię jak dręczy mojego tatę. Choć wiem, że ma rację. Ale chcę zrobic jej
          prezent, a tatkowi pokazać że można z tego zrezygnować i chcę z całych sił
          przygotować się na to!!! Liczę na Wasze Wsparcie!!! Gratuluję Wszystkim którzy
          Mają tak silną wolę!!! Nie będę miała dostępu do internetu do poniedziałku!!!
          Ale od poniedziałku będę częściej!!!! Mam nadzieję, ze ten dzień będzie Nowym
          Dniem!OBY SIĘ UDAŁO..........Pozdrowionki szczególnie dla Kropeczki!!!!!
          • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 17.08.06, 06:33
            julija25 napisała:

            > Nie wiem co mam powiedzieć, ale zawiodłam 14.08, nie dałam rady.
            Czekaj na ten właściwy. Nadejdzie w nadziwniejszym momencie. Mnie całkowicie
            odbiło. Powinnam mdleć i się trząść, a ja rzucam faje.
            > To nie ten
            > czas (jak zwykle się tłumaczę, dlaczego musiałam zapalić!- głupie). Nie było
            > przede wszystkim tej oczekiwanej przez mnie kolacji, która i tak jest
            odwlekana
            >
            > (kolejny plan- niedziela). Miałam gości, czułam że nie ten moment. Wiele się
            > wydarzyło niedobrego w rodzinie mojego męża (śmierć bliskiej cioci, która tez
            > prawdopodobnie z takiego palenia nagle zmarła....). CZAS WIELKICH PRZEMYŚLEŃ
            I
            > POSTANOWIEŃ!
            To są usprawiedliwienia przed sobą, że jeszcze nie, za tydzień, gdy wszystko
            się uspokoi. Można i tak. Do decyzji o rozstaniu z fajkami trzeba psychicznie
            dojrzeć. W Twoim rozumowaniu czai się niebezpieczeństwo, w stresującej chwili
            znów sięgniesz po fajki. Należy mieć tego świadomość. Tak właśnie poprzednio
            zrobiłam i nie żałuję, bo niby po co? Widocznie tego chciałam. Teraz idzie mi
            łatwiej.
            > chcę zrobic jej
            > prezent, a tatkowi pokazać że można z tego zrezygnować i chcę z całych sił
            > przygotować się na to!!!
            Sensowna motywacja, ale szukaj bardziej osobistej. Jakby nie patrzeć,
            mocniejsza.
            > OBY SIĘ UDAŁO..........
            To zależy wyłącznie od Ciebie. Nikt i nic nie zmusza Cię do palenia. Wiara to
            połowa sukcesu.
            Pozdrawiam
            • nolwen58 honeybeam 17.08.06, 10:12
              Daieki za dobre slowo, musze wtrwac i gratuluje Tobie .Sprobuje tabletek pod
              koniec, jak bedzie baaardzo ciezko. Milego dnia.
            • nolwen58 a.niech.to 17.08.06, 10:28
              Milo ze ktos rozumie, to dodaje otuchy.Tak sobie myslalam o tych wszystkich
              rzucajacych i jednego jestem pewna - kto to lubil- jest trudniej. Mam w
              rodzinie prztklad, moj tata rzucil bez problemu ( bo tak palil tzn ze to
              meskie) , a mamie sie nie udalo bo lubila palic. Ze szystkich znajomych palaczy
              kilku rzucilo definitywnie , a niektorzy wrocili do palenia.Ja niestety musze
              rzucic definitywnie.I caly czas ukldam to sobie w glowie ze przyjdzie ta chwila
              ze nie zapale nigdy wiecej.Wlasnie usiluje to sobie wyobrazic jako model mego
              zycia i ze to nic strasznego ze nie bede mogla oddac sie mej ulubionej
              czynnosci. Bardzo sie ciesze ze jest kilka osob z ktorymi mozna pogadac
              oswych "cierpieniach".Ty zas trzymaj sie i nie dawaj za wygrana. Trzymam kciuki.
          • kropka141 Re: jak leci byłym palaczom? 17.08.06, 11:48
            hej Julijko fajnie że się odezwałaś. Doskonale Cię rozumiem. U mnie też cięzkie czasy nadeszły, problemów bez liku, ale jakoś daję radę bez fajuchów. Pocieszam się że palenie i tak w niczym nie pomoże, a raczej wszystko skomplikuje... wierzę w Ciebie, wierzę w siebie i w całą resztę palaczyków przebrzydłych, którzy chcą się pozbyć nałogu:D czekamy na Ciebie tutaj cierpliwie! wyznacz sobie dzień "0", godzinę "0" i wpadaj do nas na forum, na naszą ŚCIANĘ PŁACZU :D
            • kocur7 Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 20:07
              Walcz, Kropka walcz
    • kropka141 Re: jak leci byłym palaczom? 17.08.06, 11:42
      Hej hej jak tam droga przez ciernie? :) ja jakoś się trzymam choć wiecie złe czasy nadeszły, niebo z lekka wali mi się na głowę, problemy narastają i ten cholerny stres. Ale cóż, czy zapalenie fajki coś zmieni? Czy problemy znikną? Wrecz przeciwnie, powiększą się. Ech cieżkie nasze życie, ale cóż sami sobie zgotwaliśmy taki los, trzeba było wogóle nie zaczynać ćmić. Cóż, człowiek uczy się na błędach :o)
      • aguch.a Re: jak leci byłym palaczom? 17.08.06, 19:13
        trzymaj sie, warto!!! choć nie palę 7 mies, to w sytuacji stresowej tez mi sie zdarza pomysleć: o jeszcze zrobię to czy coś innego i zapale:P
        a potem sie z tego śmieję...nie ciąnie...mam nadzieję, że jestem wyzwolona
        trzymam za Was kciuki!
        • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 17.08.06, 22:28
          Zaliczyłam trzeci dzień odwyku. Muszę się mieć na baczności. Ciągnie mocno,
          wspieram się tabexem.
          Pozdrawiam
    • kropka141 Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 15:05
      To już 20 dzień bez fajki. Jestem dumna jak paw. W dodatku byłam na spotkaniu towarzyskim, gdzie ludzie palili papierochy, a ja nic - zero ochoty. Raczej strach że coś się wydarzy i zapalę. Ale tak się nie stało. Z żalem patrzyłam na swoją przyjaciółkę, że musi jeszcze sięgać po fajkę - ja już nie!:D namawiam ją teraz żeby też rzuciła, ale każdy musi sam dojrzeć do tej dezycji! Pozdrowionka dla byłych palaczyków:))
    • bonabuko Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 15:47
      A jak naprawde pozbyć się nałogu, bo w tendencję: rzucić od razu to ja nie
      wierzę. Chyba bym wsztkich wokolo pozabijał. Co zatem zrobić?
      Ktoś wie?
      Pozdrawiam.
      bonabuko@gazeta.pl
      • endorphin Re: Polecam 18.08.06, 15:55
        Witam Nie pale około 2 mcy Mam za soba cztery proby rzucenia palenia.Przy kazdej
        probie dostawałem "korby" bylem tak naminowany ze sam siebie sie bałem;).Do
        piatej proby (narazie udanej) zmusila mnie sytuacja zdrowotna,poprosiłem lekarza
        o cos na "korbe" przepisal mi TABEX
        • a.niech.to Re: Polecam 18.08.06, 19:46
          Optuję za TABEXEM. Chciałam się rozstać z fajkami bez wspomagania, kolega
          polecił na forum tabex. Dobrze się sprawdza, łagodzi dziką wściekliznę,
          niezborność myśli i ruchów, wytrzesz oczu i płytkie łapanie powietrza, zawroty
          głowy, kołatanie serca i zalewanie potem. Sprawdziłam na sobie: jest skuteczny.
          Polecam.
      • aaugustw Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 15:57
        > "...rzucić od razu to ja nie wierzę." <
        _________________________________________-
        To rzucaj tak, w co naprawde wierzysz...
        Tylko wtedy pomozesz sobie!
        A...
      • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 19:39
        bonabuko napisał:

        > A jak naprawde pozbyć się nałogu, bo w tendencję: rzucić od razu to ja nie
        > wierzę.
        Poszukaj w necie odpowiednich stron. Rzucałam tak za pierwszym razem. Dużo mi
        pomogły zdjęcia, informacje i doświadczenia byłych nałogowców. Nie paliłam
        przeszło rok.
        > Chyba bym wsztkich wokolo pozabijał. Co zatem zrobić?
        Wyczaić moment, gdy w domu będziesz sam. Znajdź obojętne przedmioty i na nich
        się rozładuj.
      • cabernet.merlot Re: jak leci byłym palaczom? 20.08.06, 03:23
        bonabuko napisał:

        > A jak naprawde pozbyć się nałogu, bo w tendencję: rzucić od razu to ja nie
        > wierzę. Chyba bym wsztkich wokolo pozabijał. Co zatem zrobić?
        > Ktoś wie?


        Ja liczylem wypalone papierosy, przez jakies 4 miesiace i zmuszalem sie do
        stopniowego zmniejszania ich ilosci.
        Czasami bylo ciezko i az mi zimno chodzilo po kregoslupie gdy musialem
        wytrzymywac ale wiedzialem, ze skoro tyle lat samo mi nie przeszlo
        to i nie przejdzie, a skoro mam sie odzwyczaic to kiedys wreszcie
        musi byc to "teraz" gdyz inaczej to bedzie to "nigdy".
        Gdy wreszcie udalo mi sie wytrzymac 1 dzien bez ani jednego papierosa
        to wiedzialem, ze nastepne tez musza byc bez i tyle.
        Skoro nie znalazl sie tego dnia powod by zapalic to nie
        musialo byc powodu i pozniej.
    • eszka Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 16:31
      no to mam komankę... ja rzuciłam we wtorek.. cholernie się męczę..
      nicorette.. gumy.. marchewki.. ale nie palę! i z każdą godziną byłoby mi
      bardziej szkoda tego co już wywalczyłam.. pozdrawiam i trzymam kciuki..
      • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 19:50
        Trzymaj się mnie a ja Ciebie. Ładnie mi już zelżało, ale popołudniowy atak..
        Nie warto tego roztrząsać a tym bardziej pamiętć. Jutro będzie lepiej i tak już
        z każdym dniem.
        Pozdrawiam
    • bardzozlymisio Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 16:38
      Wiecie pewnie co Mark Twain powiedzial - rzucic palenie jest bardzo prosto.
      Wiem bo robilem to tysiac razy. :)
      Najtrudniej jest nie palic kiedy motywacja spada - czyli po okolo 6 miesiacach
      niepalenia. Czlowiek sie sam elegancko oszukuje, ze jeden papierosek po takim
      dlugim czasie to nic takiego.
      Palilem 10 lat, teraz nie pale od 1,5 roku. Da sie, ale latwo nie jest.

      • ozzy10 Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 17:37
        Oj misio,żebyś wiedział.Zbliżam się do magicznej daty 6 mcy.No kurde jak mi sie
        palić chce!
        Może ktoś wie dlaczego po kilku miesiącach przychodzi kryzys???
        • marmas Re: jak leci byłym palaczom? 21.08.06, 19:48
          ozzy10 napisała:

          > Oj misio,żebyś wiedział.Zbliżam się do magicznej daty 6 mcy.No kurde jak mi sie
          > palić chce!

          Ja, tez misio nie pale juz 2 lata i 8 miesiecy!!! Palilem 23 lata dochodzac do
          80 sztuk dziennie. Jednak zazwyczaj zadowalalem sie 60 dziennie.

          Nie wiem dlaczego rzucilem. Nie "szkodzily mi", wrecz uwielbialem palic. Rano
          pobudka, bardzo moca kawa i papieros. I tak wiele lat.

          Przestalem palic, poniewaz chcialem sie ograniczyc. Wszedlem do apteki, ktora
          prowadzi znajoma i poprosilem ja o cos, co pozwoli mi ograniczyc ilosc spalanych
          papierosow. Niestety, ona powiedziala, ze albo rzucam biorac tabletki firmy
          tiiii albo nie mam nic na ograniczenie.

          Przyznaje, ze troche sie przerazilem taka perspektywa. Ja nie mam plaic!?
          Niemozliwe!
          A jednak! Bralem tabletki i ssalem je przez tydzien. Po tygodniu nie mialem
          ochoty na papierosa. Tabletki ssalem jeszcze przez miesiac. Powinienem brac je
          przez 3 miesiace, jednak po miesiacu mialem ich dosyc!

          Moge powiedziec, ze poszlo mi bardzo latwo. Tak latwo, ze do dzis niektorzy
          mysla, iz jestem na cos chory, bo ja, taki palacz nie moglem rzucic bez
          powodu... Nie tlumacze, bo to nie ma sensu.

          > Może ktoś wie dlaczego po kilku miesiącach przychodzi kryzys???

          Wlasnie! Poszlo mo gladko z rzucaniem, a pierwszy glod, acz niezbyt dokuczliwy,
          odczulem po dokladnie dwoch latach. Byl glod, chce zapalenia, ale z drugiej
          strony wewnetrzna niechec, niesmak i przetrwalem, nadal nie pale.

          Nie powiem, ze jestem zadowolony, choc moge byc, bo nie jest latwo rzucic. Wazne
          jest, by chciec!

          Przybralem na wadze ale dopiero po prawie roku. Nie jem wiecej, broniac sie
          przed laknieniem zuciem gumy. Zujac gume nawet dyskretnie, nrazam sie na niechec
          dezaprobate sztarszego pokolenia.

          Sam jestem ciekaw jak dlugo nie bede palil. Zastanawiajce jest to tym bardziej,
          ze znajoma zaczela palic po 22 latach abstynencji, a kolega po 10 latach.

          Widac, ze rzucajac zawsze mozna wrocic do nalogu

          Powodzenia dla rzucajacych!
      • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 19:52
        bardzozlymisio napisał:

        > Najtrudniej jest nie palic kiedy motywacja spada - czyli po okolo 6
        miesiacach
        > niepalenia. Czlowiek sie sam elegancko oszukuje, ze jeden papierosek po takim
        > dlugim czasie to nic takiego.
        Swięte słowa! Zapamiętać.
        Drugi dobry powód: bo się zdenerwowałam i ...
    • swallow_it Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 16:39
      4dni?
      hahahahha
      co to jest 4 dni
      • thoril Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 17:32
        271 dni, 18 godzin, 33 minuty bez papieorosa

        to tez nie za dużo,
        ale zoraz rzadziej czuję się jak w pierwszym tygodniu rzucania
      • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 19:55
        To są początkowe 4 dni odwyku.
      • niemyte_mohery chinskie przyslowie mowi 18.08.06, 23:50
        Podroz tysiaca mil zaczyna sie od pierwszego kroku.

        swallow_it napisał:

        > 4dni?
        > hahahahha
        > co to jest 4 dni
        • swallow_it Re: chinskie przyslowie mowi 19.08.06, 12:54
          ok zgodze sie, ale nich nikt nie pisze ze po 4 dniach rzucil palenie.
    • stachu44 Palilem 42 lata, nie pale 8m-cy, teraz bede cpal! 18.08.06, 18:55
      Tak mnie ssie!!!
      • a.niech.to Re: Palilem 42 lata, nie pale 8m-cy, teraz bede c 18.08.06, 19:57
        aż mlaszczą ścianki żołądka, a w środku skręcona, mokra ścierka. Rozumiem Cię,
        Bracie w nieszczęściu.
    • znj2 Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 18:55
      Gratuluję i życzę wytrwania w niepaleniu. To naprawdę wielkie świństwo, nie
      żaden szpan, czy potrzeba. Paliłem bardzo długo, a zakończyło to się zawałem
      serca. Dlatego namawiam wszystkich do porzucenia tego nałogu raz na zawsze.
    • big.zoom Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 19:23
      Czesc, ja jestem!!! Nie pale 11 dzien, po 25 latach palenia. Jest fajnie!Nie
      smierdze!!!! Super wazna i przyjemna sprawa, nie tylko dla kobiety! Dodam tez,
      ze nie pije alkoholu juz 9 miesiac. Tez super mi z tym!
      Agata
      • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 19:59
        Podziwiam, szczególnie za alko. Ponoć to jeszcze gorsze świństwo niż fajki.
        Gratuluję. I nie oglądaj się więcej za siebie.
    • big.zoom Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 19:26
      ja jestem
      Aga
    • ashka29 Trzymam kciuki za Was wszystkich z całego.... 18.08.06, 19:57
      serca. Dacie radę:)) Asia
      • a.niech.to Re: Trzymam kciuki za Was wszystkich z całego.... 18.08.06, 20:04
        Nie mamy wyboru. Z gęby cholewę robimy wyłącznie pod przymusem. Słowo wyżej
        pieniędzy, jeśli chodzi o fajki, to zapewne odwrotnie. A zresztą nie o to
        chodzi.
        Udziela mi się wypowiadać za innych: uboczny, odstawienny.
        Pozdrówki: bez raka i zawału!
    • felidale1 Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 19:59
      Ja rzucilam palenie 3 lata temu,pomogla mi marchewka krojona w slupiki po ktora
      siegalam jak tylko chcialo mi sie palic.Moge powiedziec ze nie przytylam ale
      dostalam alergii i teraz nie nie wiem co lepsze,bo zamiast nikotyna truje sie
      tabletkami.Mimo wszystko namawiam do rzucenia palenia a tym co podjeli taka
      probe zycze wytrwalosci
      • semijo Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 20:35
        Witajcie:) Ja nie palę od ponad dwóch lat. Wczesniej palilam okolo 5 lat. Do
        rzucenia palenie trzeba przede wszystkim dojrzec psychicznie. Nie wymyslajcie
        sobie sztucznych dat, od jutra, od waznej kolacji...potem tlumaczenia, ze to
        nie ten moment itp. To bezsensu. Ja rzucilam kiedy coraz częściej zaczynalam
        czuć się wewnatrz "brudna", zacząl draznić mnie smród papierosów w moich
        ciuchach i wlosach, czulam się glupio rozmawiając z ludzmi zwlaszcza
        niepalącymi, wiedząc o moim papierosowym oddechu. Wczesniej mi to nie
        przeszkadzalo. I to byl ten moment. Ale nie ukrywam bylo ciężko. Pierwsze kilka
        dni ryczalalam tak mi się chcialo palić. Wszystkie czynności którym towarzyszyl
        papieros stracily swój smak na kilka miesięcy. Tak od 1,5 roku jest juz dobrze,
        choć palacz jak i alkoholik jest uzależniony do końca życia. Do dzisiaj mam
        czasem chetkę na dymka:)Ale wiem że jeden papieros, to jak kieliszek u
        alkoolika może spowodować powrót do nalogu, a za wiele mnie to kosztowalo by do
        tego wracać. Bądzcie silni:))) Ja trzymam za was kciuki.
        • skun2 Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 22:42
          jeden nie, ale w barze gdzieś.
          Ale jak się kupi paczkę z nudów (ja tak zrobiłem gdy czekałem na pociąg) - to
          koniec. Jest się znowu palaczem i to po 2-3 papierosach.
    • tereza11 Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 20:41
      Dołączam się do gratulacji i muszę przyznać, że trochę Ci zazdroszczę.
      Wiele razy postanawiałam sobie rzucić, były też wyznaczane różne terminy
      oraz zaprzestanie kupowania papierosów a wtedy dopiero to chciało się palić.
      Tym bardziej trzymam za Ciebie kciuki i życzę dalszej wytrwałości.
      • r7778 Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 21:20
        Dwadzieścia cztery lata palenia tych śmierdzieli. Od czterech lat wolny od
        nałogu, dziwne ale ani razu mnie nie ciągnęło do fajek. Wszystkim rzucającym
        życzę wytrwałości nie dajcie się.
    • naprawdetrzezwy Nie palę już parę tysięcy dni. 18.08.06, 21:27
      I nie mam żadnych extra wrażeń.
      Po prostu jest mi lepiej niż kiedyś.
      Zdrowotnie i finansowo. :-)
    • adam.markiewicz Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 23:29
      Ciekawe czy dalej nie palisz? Czy wytrzymełeś? Ja jestem w trakcie kolejnej
      próby. Poprzednio wróciłem do palenia po blisko rocznej przerwie, nie dałem
      rady, nie wytrzymałem. Teraz nie palę już 6 miesięcy, może tym razem się uda?
      Mam motywację, za zaoszczędzoną kaskę na fajkach załorzyłem sobie stałe łącze i
      jeszcze sporo zostaje na inne przyjemności a pozatym zdrówko sie poprawiło.
      Trzymam kciuki i pozdrawiam wszystkich rzucających!
      Adam.
    • dado11 Re: jak leci byłym palaczom? 18.08.06, 23:33
      Z pewnością nie jestem oryginalna, ale przynajmniej z dużym osiągnięciem:) po prostu !
      przestałam palić prawie 3 lata temu, po 28 latach wściekłego odpalania jednego od drugiego...
      standardowo min. 1,5 paki dziennie, brrrr...
      i teraz codziennie się budzę z cudownym wrażeniem, że oddycham kryształowym powietrzem:))))
      i skóra wygląda jak nowa, i włosy mam prawie piękne... jestem wolnym człowiekiem:))))
      Pozdrawiam, D.
    • pixelpainter Wpadnij na jointa do Amsterdamu, odwiedz www.gs- 19.08.06, 00:02
      arts.nl
    • inmen Re: jak leci byłym palaczom? 19.08.06, 00:28
      ehh mi tez sie udalo rzucic, jakies dwa tygodnie temu.ciezka to sprawa była :P
      ale jedna rzecz.pale jak jestem na imprezkach i ciekawe czy to sie
      liczy.poprostu pijac nie jestem w satnie nie zapalic.no i jak udaje sie wam
      odmuwic jak ktos czestuje.bo z tym tez jest kiepsko :P
    • gleocapsa Re: jak leci byłym palaczom? 19.08.06, 00:38
      mam pytanie, jeśli partner jest palący co zrobić, rzucać razem?
      • a.niech.to Re: jak leci byłym palaczom? 19.08.06, 05:41
        Podjęliśmy taką próbę. Bardzo bym chciała, żebyśmy wyszli oboje. Zobaczymy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka