beka.smiechu-w.sali.obok
02.08.09, 12:36
Mowi sie o tym, ze rodziny uzaleznionych nie moga chronic ich przed
konsekwencjami picia i nalogu- co jest idea obiektywnie jak najbardziej
sluszna. To jest nawet jedyne chyba racjonalne- wszystko ma swoje granice, jak
ktos raz do roku sie nabomba i usnie na lawce to mozna go do domu wcholowac,
ale jak co drugi dzien to juz byloby przegiecie.
Pojawila sie jednak na tej idei nabudowka w formie nastepnej idei. Nie
wystarczy nie chronic przed konsekwencjami, nalezy je stworzyc, w ten sposob
przyblizajac dno ( w czasie a nie glebokosci) i pomagajac wyjsc z nalogu. Z
jakichs wzgledow, za sprawa czesci srodowiska terapeutow, ukulo sie radykalne
przekonanie, ze nie mozna leczyc "na pol gwizdka", ze nie da sie wyleczyc
kogos, kto nie spadl na samo dno. Wiec zeby kogos kogos leczyc, trzeba
zaczekac az spadnie, a jak sie chce szybciej to trzeba te dno przyspieszyc.
Wpadlo mi do glowy kilka pomyslow, jak to zrobic skutecznie, moze komus sie
przyda.
1. Na pijanego meza naslac po kryjomu zbirow, jak spi na lawce niech go pobija
tak, aby mu sparalizowalo dolna polowe ciala- nie pojdzie juz sam po wodke a
przy okazji bedzie swiadom, ze upadl na dno. Niech mu tez wybija z polowe
zebow, jezeli jakies jeszcze ma.
2. Upic meza w sztok a nastepnie skolowac skads atrakcyjnie wygladajaca
nastolatke, taka tuz przed 15-tka, niech sie ona zacznie do niego lasic, on ja
zlapie za noge, wtedy wezwac policje i po 10 latach wiezienia za pedofilie
odechce mu sie alkoholu.
3. Namowic go po pijanemu zeby poszedl do zakladow i obstawil duza kwote na
najgorszego konia, jakis cherlak kulawy, ale tylko mu zasugerowac, ze to moze
byc dobre obstawienie, potem podjudzac go zeby obstawial dalej az przegra
wszystkie oszczednosci zycia, uswiadomi sobie jak nisko spadl a przy okazji
nie bedzie i tak mial za co pic.
Prawa autorskie niezastrzezone, mozna korzystac do woli.