evilkka
21.04.08, 18:28
dzisiaj przezyłam logopedyczny szok! Nasza pani logopeda dzisiaj
zrezygnowała z dalszej terapi mojego syna, bo "nie potrafi do niego
dotrzeć" . Byliśmy u niej chyba z 5 razy i na każdych zajęciach mały
kompletnie się blokuje. Np dzisiaj po 15 min zajęc powiedział do
niej pierwsze slowo "nie", po kolejnych 15 minutach drugie "nie
chcę", przy czym w ogole nie reagował na jej polecenia, na to co ona
robi, w ogóle jakby był głuchy.... Po czym kiedy
powiedziałam "idziemy do domu" mały nagle sie ożywił,
powiedzial "super!" i zaczął... mówić. ze tata na nas czeka, że
zmienia światełko w samochodzie, ze przyjechał dużym samochodem... A
logopedka w szoku, że on mówi zdaniami! No i stwierdziła ze jest
bezradna i nie wie co ma robić... "może przedszkole pomoże..." A ja
jestem w kompletnym szoku! Po raz pierwszy spotkałam sie z
rezygnacja terapeuty z powodu bezradności! I teraz co? mamy czekac
kilka miesięcy aż mały pójdzie do przedszkola we wrzesniu i liczyc
na to że sie uda? a jeśli w takiej grupie osób "zablokuje " sie
kompletnie i w ogole juz nie bedzie mówić? Co za durna baba!
strasznie mnie zdenerwowala, ale z drugiej strony to w sumie szkoda
naszego czasu na zajecia z taka pierdołą. Wiećej zrobie przez tę
godzine z małym w domu i zmniejszym stresem, niz na zajęciach u
niej.... zastanawiam sie czy jest sens szukac innego logopedy?