seahowk
03.11.04, 11:32
Diablica ciepi na braki do czytania wiec moze jeszcze to :)))) również kiedyś
już wysłane
Byłem w Łodzi. Pojechaliśmy tam do znajomego większą paczką i chcieliśmy się
zabawić.
Impra zaczęła się już w pociągu i trwała do samej Łodzi bez przerwy.
W Gdyni kupiliśmy flaszkę Finlandii i rozpiliśmy ją na 5 osób do Bydgoszczy.
W między czasie poszło po kilka piw na głowę. Jak tak piliśmy zauważyłem że
człowiek potrzebuje zmiany otoczenia do zabawy, do odreagowania, do
zapomnienia. Wyjechać i zapomnieć o wszystkim. Tak i było tym razem. Kiedy
pociąg pokonywał kolejne kilometry tow. Zaczynało bawić się coraz lepiej i
głośniej. Ja tez przyznaję nie odstawałem od bawiących się. W Bydgoszczy
wyskoczyłem po następną flaszkę i znowu impra nabrała sił i wigoru. Kiedy
dojechaliśmy do Łodzi i wysiedliśmy zobaczyłem dworzec. Miejsce, które już
kiedyś widziałem, ale teraz już był mniejszy szary.
W sklepikach siedzieli ludzie, którzy coś oglądali, o czymś mówili.
Byli to miejscowi, bo bez toreb i baraży. Wyszli z domu, bo tam nie chcieli
siedzieć. Chcieli iść między ludzi. Z kimś pogadać, pośmiać się. Były też
bary, małe śmierdzące starym olejem, bigosem, zapachem podgrzewanego jedzenia
z mikrofali, obskurne. Dwóch ludzi siedziało tam z piwem i rozmawiali o czymś
baaaaardzo ważnym. Wyszedł właściciel baru i starał się ich wygonić, ale oni
nic sobie z tego nie robili i nadal siedzieli. Po kilku ostrych zdaniach
gościu wrócił do baru i już ich nie niepokoił.
Jednak poszliśmy tam po flaki, bigos frytki. Taki zwyczaj. Smakowało jak
zawsze w podróży, dobrze i przyniosło trochę ulgi dla organizmu nasyconemu
alkoholem. Potem kurs w miasto. Okolice dworca w łodzi były przygnębiające,
ciemno zimno, lampy sodowe dawały zimne światło. Dobrze, że była grupa, więc
jakoś było raźniej. Siedzieliśmy i czekaliśmy autobus. Przyjechał Jelcz,
stary dobry jelcz. Ulice ciemne zimne, osiedla wrogie. Tak pokrótce można
opisać krajobraz za oknem autobusu.
Wysiedliśmy na właściwym przystanku i udaliśmy się do domu naszego
przyjaciela. Teraz przebrać się i na imprezę póki alkohol nie puścił. Tak tez
się stało. Zostawiliśmy rzeczy i w drogę.
Nagle włączył się mój szósty zmysł, ten, co wyczuwa cmentarze. Kiedy się
przyjrzałem zobaczyłem ze park ( do którego weszliśmy) jest otoczony murem z
czerwonej cegły. To raczej się nie zdarza. Zacząłem się przyglądać,
zobaczyłem alejki, pluszcz(nieodzowny mieszkaniec cmentarzy ), krótkie
pytanie do kumpla który tu mieszka i już wiedziałem, że to jest to. Park
powstał na miejscu cmentarza.
Znowu autobus zabrał nas w drogę i jechaliśmy dalej. Nie wiem ile
przystanków, ale kawałek. Teraz ruszyliśmy w uliczki świecące pustkami.
Ludzie już dawno w domach siedzieli przed niebieskimi pudełkami. Czasami
tylko ktoś wyglądał przez okno, bo może coś zobaczy ciekawego. Kolejny zakręt
i mijamy dom z rzeźbą konia na dachu. Teraz już prosto do knajpy. Widać ją po
jakimś czasie, bo mały tłum piętrzy się przed wejściem.
Weszliśmy do środka. Tak jak to było to przewidzenia, pełno ludzi i masa
dymu. Pani kasjerka ważąca prawie 80 kg budząca respekt skasowała za bilety.
Bramkarz sprawdził i weszliśmy do środka.
Dym, muza, światła, kupa ludzi. Zajęliśmy stolik. Zamówiłem drinka i piwo
zrobiłem kilka łyków i ruszyłem w tłum.
Muzyka była trochę ciężka. Można powiedzieć, że to było techno z czymś
jeszcze. Nie ważne, byłem w środku i bawiłem się całkiem dobrze. Ze
zdziwienie stwierdziłam ze jestem w mniejszości tych, który nie byli
zajarani, lub pod wpływem innych wspomagań. Jednak w nikim nie było agresji i
każdy bawił się nie przeszkadzając innym. Czasem na chwile łapało się czyjś
wzrok uśmiech i dalej do swojego świata. Byłem anonimem w anonimowym tłumie.
I podobało mi się to. Przez cały czas bawiłem się osobno od grupy, z którą
przyjechałem. Nie wiem, może to nie grzeczne było. Wracając do ludzi, którzy
tam byli. Wiek to do gimnazjum po studia i dalej. Może nie widziałem tam
wszystkiego, ale wydawało mi się, że atmosfera była spokojna. Jak to po piwie
bywa, musiałem zahaczyć jedno miejsce i tam jak zwykle byli ludzie który już
powinni skończyć imprezę. Byli z nimi znajomi i pilnowali ich, aby nic im się
nie stało. Tam też można było kupić wspomaganie do dalszej zabawy. Teraz
powrót na parkiet, byli ludzie, który tańczyli na dole, ale była również
scena. Opanowana była przez młode laski, które wyłapywały z tłumu ludzi, aby
wzorkiem lub gestem zapraszały na scenę. Jedni szli inni zostawali na dole.
Ja, co jakiś czas robiłem przegląd całej knajpy.
Lokal był w jakimś starym magazynie lub fabryce. Wysokie pomieszczenie z
dwoma salami. Z muzyką dla wszystkich i z totalną psychodelą w małej sali z
agresywnym oświetleniem. Pomalowana na czarno. Bary oświetlone na zielono.
Całość jak z filmu o wampirach. Dla mnie bomba. Brakowało tylko seryjnego
mordercy i trupa na koniec imprezy.
Za barami działy się cuda. Zlewki piwa do ponownego obiegu, drinki inne niż
się zamawia, wishki = winiak, Finlandia = wyborowa, przykładów można mnożyć.
Im dłużej impreza trwała tym barmani pozwalali sobie na więcej. Krótka
lustracja klienta i już wiedział, na co sobie może pozwolić. Faceci Barmani
mieli na celowniku panienki, barmanki facetów. Co potrafi zrobić barmanka
patrząc w oczy facetowi, to trzeba zobaczyć. Myślę, że i tak widziałem tylko
ułamek. Nie wszystko można zobaczyć. Impreza przeszła swój próg około 3 rano
i potem chyliła się ku końcowi. Choć prowadzący zaczęli podkręcać tępo, ludzi
zaczynało ubywać. Znikali ludzie, których już zacząłem poznawać, pojawiali
się nowi koło mnie. Sam złączem być ciekaw jak długo wytrzymam na parkiecie.
I byłem miło zaskoczony. 2,5 godziny bez przerwy to wydaje mi się za dobry
wynik. Zmyłem się z stamtąd około 5 lub 6 czy 4 nie wiem. Wiem jedno
najprawdopodobniej tam nie wrócę i nie zobaczę tych ludzi. Anonimów w
Anonimowym tłumie.
Powrót był już znaną drogą i tylko przemykało się pod zamkniętymi, ciemnymi
oknami. Już nie paliły się światła. Nigdzie nie było niebieskiej poświaty od
TV. Światła paliły się tam gdzie ktoś wstawał do pracy, albo jak wrócił
właśnie z imprezy, ale tam gasły zaraz. Co było zwiastunem upragnionego snu.
Znowu autobus wracamy do domu, z nami pełno ludzi też po imprezie. Wysiadka
znowu przez cmentarz a właściwie to, co z niego zostało. Blok winda, łóżko i
spać, spać spać,............... dobranoc
Pz
seahowk