ireo
15.07.02, 23:09
Tyrania złego wychowania, umysłowej miernoty i pospolitego chamstwa dotyka
coraz większą liczbę normalnych ludzi, również podczas - pozornie odległej od
prawdziwego życia - elektronicznej wymiany myśli, czyli na czacie i forum.
Można powiedzieć, że chamem się nie jest, tylko się bywa, bo nawet dobrze
wychowany człowiek potrafi się czasem zapomnieć. Zapewne jest w tym poglądzie
trochę racji, ale trafiają się osobnicy, którzy używają chamskiego stylu z
wyjątkowym zamiłowaniem. Mam zwłaszcza na myśli jeden, szczególnie jaskrawy
przykład (no, może dwa :-). Cham nie wie, że jest chamem – uważa się za
człowieka przyzwoitego, chętnie przy tym podkreślając rzekomą „wyższość”
swojego nieokrzesania nad wykształceniem, dobrym smakiem, prawidłową
pisownią, szacunkiem dla innych i innymi atrybutami człowieka cywilizowanego,
których nie uznaje i nie rozumie.
Cham posuwa się niekiedy do skrajnego absurdu, przedstawiając się jako już
to „zdrowy przedstawiciel prawidłowo myślących”, już to „głos demaskatorski”,
obnażający, w swoim przekonaniu, „zakłamanie” albo „zarozumiałość” u innych,
którzy zresztą zwykle go nie zaczepiają, bo kto by się tam interesował
zaczepianiem chamów – trudno się przecież spodziewać, by cham skrytykowany za
swoje chamstwo, czyli podstawę swej natury, tę krytykę uznał albo chociaż
starał się zrozumieć. Wiadomo przecież, że zrozumieć nie jest w stanie, i że
zamiast tego będzie reagować w jedyny mu właściwy sposób, czyli dyskredytując
swoich krytyków (na wypadek, gdyby czytał to jakiś przedstawiciel podgatunku
chamów, uprzejmie wyjaśniam, że użyte przed chwilą obce słowo na „d” oznacza
tzw. „bluzganie”, czyli mieszanie z błotem i stosowanie personalnych ataków
zamiast rzeczowych argumentów).Jednym z ulubionych numerów chama jest
powoływanie się na „wolność słowa”, mimo że zwykle nie ma nikomu nic
ciekawego ani nowego do powiedzenia.
Bywa, że cham uważa się nawet za „szydercę”, chłoszczącego biczem „odważnej
satyry” każdego, kto akurat mu się czymś naraził, i - zadowolony z siebie -
pielęgnuje ten swój obraz tym bardziej, im większy niesmak ludzi dobrze
wychowanych budzą jego „występy”. Oczywiście przyjemniej jest nazywać
się „szydercą”, aniżeli zwykłym, niewychowanym młotkiem, tym bardziej, jeśli
się nie wie, że rzeczywistego szydercę cechuje pewne minimum finezji i klasy,
które objawiają się w sposobie atakowania przeciwników i zjawisk. Bez tych
cech nie jest to żadne szyderstwo, tylko zwykłe i pospolite chamstwo. Jednak,
mimo że wiele osób na poziomie widzi takiego typa na wylot, nie traci on
dobrego samopoczucia i występuje tym bezczelniej. Dlaczego? Ponieważ zawsze
znajdzie się ktoś, kto chama poprze, bo coś mu się w jego „wypowiedzi”
spodoba, albo dlatego, że sam należy do tej samej kategorii i sposób
myślenia, a raczej sposób bezmyślności chama mu odpowiada. Jest to zresztą
zjawisko korzystne, ponieważ umożliwia łatwe rozpoznanie takich osób, do
których nie ma sensu się odzywać.
Ponadto człowiek przyzwoity nie posunie się do wylania kubła pomyj na chama w
takim stężeniu, do jakiego cham jest przyzwyczajony, a upomnienia mniejszego
kalibru spływają po nim jak po kaczce, nie istnieje więc żaden mechanizm, wg
którego ktoś mądrzejszy od owego chama mógłby go do czegokolwiek przekonać.
Do chama bowiem docierają wyłącznie „argumenty” chamskie, czyli inwektywy
albo przemoc, a takich przecież normalny człowiek nie zastosuje. W rezultacie
cham czuje się bezkarny i powszechnie akceptowany, głównie dlatego, że co
bardziej subtelne sygnały (typu „daj spokój” albo „przeginasz...”) do niego
nie docierają. Jedyne, co w rzadkich chwilach intelektualnych zwyżek go
zastanawia, to to, że nie odbiera takiego poparcia i uwielbienia, na jakie wg
siebie zasługuje. Nie zraża się tym jednak, lecz tkwi w przekonaniu o swojej
krzywdzie, która polega na tym, że ludzie są zbyt głupi, żeby poznać się na
jego nieprzeciętnej wartości.
Spróbujmy teraz sformułować krótką charakterystykę chama.
1. Zwykle drażni go, że ktoś jest od niego inteligentniejszy, lepiej
wykształcony, oczytany, lub choćby bardziej lubiany albo cieszący się
większym powodzeniem. Cham odbiera to jako niesprawiedliwość dziejową, bo
przecież wyrazy sympatii składane takiej osobie należą się jemu. Najczęściej
jednak nie zdaje sobie sprawy z tego mechanizmu i poprzestaje na mniej lub
bardziej uświadomionej niechęci do ludzi lepiej rozwiniętych.
2. Cham nie lubi, kiedy ktoś oponuje, zwraca mu uwagę, żeby był
grzeczniejszy, albo po prostu śmieje się z głupoty chama. Wówczas reaguje
nerwowo i w sposób dla siebie charakterystyczny – próżno w tej reakcji szukać
dobrych manier albo jakichkolwiek zasad – każda metoda ataku jest dobra, np.
obmowa albo groźby. Najlepiej wywlec jakieś sprawy, które należą do życia
prywatnego tej osoby, i w ten sposób publicznie ją obsmarować. Cham nie zna
pojęcia przeciwnika w dyskusji, bo każdego, kto śmie się z nim nie zgadzać
albo z niego podśmiewać, traktuje jak osobistego wroga.
3. Cham lubi występować jako „obrońca uciśnionych”, „strażnik ładu
moralnego” lub zwolennik innej szczytnej idei, ponieważ daje mu to dobry
pretekst do zajadłych ataków na upatrzone ofiary. Oczywiście nie należy się
łudzić, że sam jest owych idei wyznawcą, bo chodzi tylko o to, żeby je
wykorzystać do własnych celów. Jak jest naprawdę, łatwo się przekonać
obserwując reakcje chama wyprowadzonego z równowagi (emocjonalnej, bo do
umysłowej i tak mu zwykle daleko). Można wówczas zaobserwować, jak posługuje
się np. wulgarnym językiem, bez względu na liczbę i zainteresowanie
słuchaczy. Jest wtedy zadowolony, że „wyraził bezkompromisowo”
swoje „poglądy” i odniósł zwycięstwo nad przeciwnikiem, w myśl zasady, że nie
ten ma rację, kto ją ma, tylko ten, kto głośniej gardłuje.
4. Powyższe cechy powodują, że cham chętnie szczyci się swoją „odwagą”,
która jest niczym innym, jak tylko bezczelnością. Zachowuje też dobre
samopoczucie i szczytem pokory jest u niego stwierdzenie, że „jest jaki
jest” – przecież nie ma powodu się zmieniać, a jeśli coś się komuś nie
podoba, to jego problem. Tak naprawdę jednak jest to problem samego chama,
który nie może pojąć, dlaczego tak niewiele osób go lubi, mimo, że przecież
jest taki świetny. Ale wiecie co? Nie mówcie mu prawdy, bo nic Wam ani jemu z
tego nie przyjdzie – zostaniecie najwyżej obrzuceni błotem, a cham będzie
miał kolejne chwile szczęścia, że udało mu się „wyrazić” swoją „osobowość” i
że ktoś chciał go słuchać.