akilana
29.09.06, 18:55
Początek sierpnia 2005r.-wakacje,pełnia szczęścia,szczególnie dla
dzieciaków:) Pełna swoboda,luz,zero nauki:),gdy widzą nauczyciela, machają
łapkami na powitanie (co innego w roku szkolnym;)).
Moje dzieci mają za sobą pierwszy wyjazd,teraz szykują się na drugi.Syn
jedzie na kolonie nad morze,córka na obóz sportowy w góry.Jeszcze tylko
ostatnie zakupy,spakowanie i wizyta u lekarza sportowego w celu przedłużenia
karty zawodnika.Zwykłe badanie kontrolne...i nagle szok-zła praca
serduszka... Natychmiastowe EKG...wynik bardzo zły...diagnoza-natychmiast do
szpitala...Szok,rozpacz,łzy...nasze i córki.Niepewność i...bezsilność.Wizyta
w przychodzni przyszpitalnej za pół roku ( brak miejsc ),położenie do
szpitala- następne kilka tygodni...koszmar!!!
Objawy nasilały się podczas odpoczynku i co najgorsze podczas snu.Wiele
nieprzespanych nocy,czuwanie,pilnowanie i strach każdego dnia rano..
I nagle światełko:ktoś z czatu zaproponował pomoc,powiedział:moja żona
pracuje w szpitalu,pogadam z nią..Podziękowałam.Po kilku minutach telefon-
daję ci żone,pogadaj z nią...
3 tygodnie później moja córka została przyjęta do szpitala.Wszystko potoczyło
się szybko.Badania,badania i jeszcze raz badania.Silna arytmia zagrażająca
jej życiu...Po 3 tygodniach wróciła do domu obstawiona lekami.Lekami,które
cholernie szkodziły na płuca,wzrok,wątrobę,tarczycę...ale pomagały na
serduszko.
I nagle znów telefon-słuchaj,masz być w tym i w tym dniu o tej i o tej
godzinie w Zabrzu.Masz umówioną wizyte!! To była koleżanka z czatu...
Pojechaliśmy,następne badania,rozmowy itd.Diagnoza zła:nadal leki,zero
wysiłku,zero ruchu...Z gabinetu obie wyszłyśmy zapłakane.
I nagle podchodzi jakis facet.Doszedł do córki i spytał czemu płacze...To był
lekarz.Człowiek,ktorego nigdy nie zapomnę.Dzięki niemu córka po 2 miesiącach
miała zabieg w klinice w Zabrzu.
Niedługo minie rok od tych okropnych chwil.
Dlaczego o tym pisze?
-Dziękuję Ramonowi i Joli za pomoc w umieszczeniu mojej córki w szpitalu.Joli
dodatkowo za "czuwanie" nad nią,gdy ja byłam w pracy.
-Aśka1-Tobie szczególne podziękowania za pomoc w dostaniu sie do kliniki w
Zabrzu i skontaktowanie z lekarzem,który powiedział o zabiegu.Również za
udostępnienie mieszkania na czas naszego pobytu w Zabrzu.
-Cate-Tobie za to,że napisałaś o Kacprze i za naszą ostatnią rozmowę,która
dużo mi uświadomiła.
Ps.Do wszystkich,którzy to przeczytali
niedługo minie rok od tamtych wydarzeń.Nie potrafię powiedzieć,dlaczego teraz
dopiero o tym piszę...Teraz juz wiem,że wszystko jest dobrze.Moja córka jest
po kolejnych badaniach.Zaczeła trenować i ma szansę na grę w lidze
wojewódzkiej.To dla niej bardzo dużo znaczy.Mogę powiedzieć,że koszykówka to
w tej chwili całe jej życie:)
Myślę,że musi upłynąć jakiś czas,żeby zrozumieć,ile dobrego potrafią zrobić
ludzie,których właściwie się nie zna.Musi upłynąć czas,żeby przekonać się i
móc powiedzieć wszystkim: JEST OK ! :)