Dodaj do ulubionych

magdalenki

18.07.03, 09:51
kwitną lipy. jedne już przekwitły ,inne jeszcze w pełni. ten zapach jest
zniewalający. uwielbiam stanąć pod drzewem i z zamknietymi oczami chłonąć go.
lipy często sadzono alejami- można iść i być zanurzonym w tym zapachu.

zastanawiałam się czemu ten zapach jest dla mnie taki wyjątkowy. oprócz
tego ,że jest niewątpliwie piękny.

chyba dlatego ,że w dzieciństwie często spędzałam wakacje u babci, a obok jej
domu przy ulicy rosły lipy. często grałyśmy pod nimi z kuzynką w kometki.
wspomnienie chłodnego domu babci. starego łóżka, które miało zagłębienie w
środku i zawsze się w nie wpadało w nocy. gruba pierzyna. rozgrzana
weranda ,gdzie marzyłam o romantycznej miłości. ogród pełen dobra wszelkiego.
truskawki najpyszniejsze ,bo prosto z krzaczka. maliny pod murem splątane.
nauka jazdy na rowerze...........płynie strumień pięknych wspomnień.
nie ma już babci ,ani wujka. dom został sprzedany i ktoś zburzył piękną
werandę. ale we mnie będzie zawsze.
moja magdalenka lipowa.
Obserwuj wątek
    • binka Re: magdalenki 18.07.03, 09:54
      jakie są wasze "magdalenki"?
      pozdrawiam serdecznie przedwyjazdowo:-))))
      • Gość: smok_telesfor Re: magdalenki IP: 62.65.141.* 18.07.03, 10:21
        nie zeby burzyc watek, ale o co chodzi z tymi magdalenkami???
        co maja wspomnienia do magdalenek? lipowa magdalenka?

        smok

        ps. droga binko, tak swoja droga to wydaje mnie sie, ze wzorowalas ten watek na
        jednym z poprzednich i to zupelnie innej autorki. moim skromnym zdaniem nie
        wyszlo ci to najlepiej.
        • Gość: smok_telesfor Re: magdalenki IP: 62.65.141.* 18.07.03, 16:09
          skoro brak odzewu to w takim razie ulatwienie, do wyboru jedno z dwu:

          magdalenka (naz. św. Maria Magdalena towarzysząca Jezusowi nawrócona
          jawnogrzesznica) 1. członkini powstałego w XIII w. zakonu pw. św. Marii
          Magdaleny, zajmującego się pomocą dziewczynom uprawiającym nierząd; także
          dziewczyna, którą opiekuje się zakon. 2. spoż. kruche ciasteczko w kształcie
          prążkowanej muszelki.

          smok

          ps. a propos kwiatow lipy to dobre sa na poty
    • Gość: agni_me lipo_lenki IP: *.u.mcnet.pl 18.07.03, 11:17
      Moja lipa rosła obok domu, posadzona ręką babci, gdzieś w latach
      pięćdziesiątych ...
      Dom był z czerwonej cegły kryty dachówką, wchodziło się doń po wielkich
      stopniach. Na jednym ze zdjęć widać siedzącą na tych stopniach piękną
      dziewczynę, która w ręku trzyma kwitnącą, lipową gałązkę - to moja mama.
      Dom był otoczony drzewami, ale tylko lipa była taka bardzo nasza. Olbrzymia
      korona dająca cień i chłod w najskwarniejsze dni, grube konary, na których
      wisiały zawsze niezliczone ilości huśtawek, bo przecież każde z nas chciało
      mieć swoją. Moja huśtawka to była deseczka wygładzona przez dziadka oraz lina
      holownicza od auta papy. Jej jak ja się pysznie tam bawiłam, jedynie te
      paskudne, puchate, tłuste, zielone liszki, dokładnie tak zielone jak lipowe
      liście, spadały czasem, i najszybciej jak mogłam otrząsałam się z nich ze
      wstrętem.
      Pod lipą stał wielki stół z desek, i lipa wraz ze stołem tworzyła jadalnię
      idealną dla całego klanu. W letnie niedziele babcia na "obiadach pod lipą"
      przyjmowała tłumy.
      To było prawie dwadzieścia lat temu, jechaliśmy gnani niepokojem, wśród
      powalonych drzew, pól rozoranych wiatrem. Na domu leżały dwie olbrzymie akacje,
      pognieciony dach, rozsypane dachówki. Babcia zupełnie spokojnie wymieniała
      straty i rzeczy do zrobienia. Tylko raz zadrżał jej głos, raz jeden, kiedy
      powiedziała - kochani, zupełnie nie wiem, co zrobić z lipą.
      Lipa leżała wielka, powalona, zajmując sobą cały ogród. Kiedy myśle o końcu
      dzieciństwa zawsze widze powalone drzewo i tatę, który wyplątuje z wciąż
      zielonych gałęzi linę holowniczą.
      Babcia nie posadziła więcej drzewa, miejsce po lipie bardzo długo było puste.
      W dniu pogrzebu babci jej najmłodszy syn przyniósł skądś maleńką lipę.
      Obok zupełnie pustego teraz domu rośnie drzewko, widziałam je niedawno, jest
      nieprzyzwoicie zielone.
      • poo Re: lipo_lenki 18.07.03, 12:20
        dziekuję agni:))uwielbiam cie słuchać
        noo prawie ze byłam tam z Tobą:)
        poozdrawiam
        • Gość: agni_me Re: lipo_lenki IP: *.u.mcnet.pl 18.07.03, 12:44
          :-) ech poo pozdrawiam, czasem tak dobrze TAM wrócić choć na chwilę.
      • nonstop Re: lipo_lenki 19.07.03, 01:20
        dziękuję Agni... coś mi się przypomniało...
    • from_emily Re: magdalenki 18.07.03, 14:47
      moje magdalenki,nie wiem ,pora ku temu niestosowna u mnie,nie umiem odpłynąć
      zatopić się,
      moje eldorado,to tez tam dom dziadków, tylko nie utożsamiam tego z żadnym
      drzewem,
      hm, a jednak ,
      przed posesją ,w stronę rzeki rosły dwie złączone zrośnięte pniami wierzby..tam
      bywałam na różnych etapach dziecięctwa ,i z lalkami i jako chłopaczara ze
      starszym bratem i jego towarzystwem,pod wierzbą i na wierzbie,niosło
      mnie ,energia rozpierała ,cóz bym za nią dzisiaj dała,wspaniały czas ,a jednak
      sie rozmył,
      juz mnie nic nie wiąże z domem dziadków, i z tą otuliną kuzynostwa,
      wierzba sie złamała ,była tak w granicy posesji babci i jej brata,
      nie ma wierzby ,nie ma tych ludzi ,prawie nie ma wspomnień,bo przecież wieki
      temu to było,
      owszem pozostał zapach lipy,zbieranej i sprzedawanej w początkach
      80tych,pozostały jak żywe kwiatostany rubinii akacjowej i
      jej 'grochów'potem,dzikiego bzu,pałek wodnych, łabędzi w stawie ,wody
      spuszczanej na zimę ,karpi uciekających gdzieś spłoszonych przed nami,
      lilii wodnej zólto kwitnącej w ogródku,podlewanej ,róży mojej własnej
      hodowanej, w moim własnym ogrodzie przyogródkowym,i jeszcze smak takich
      maleńkich jagódek z pestką pamiętam, na drzewie rosnących, niestety nigdy potem
      nie spotkałam sie z fachową nazwą tego drzewa,

      staw i rzeka Kurówka,i wspomnienie zim spędzonych na łyżwach, topienia sie w
      rzece bo lód okazał się zbyt cienkim ,i ratowania przez brata:-),letnie
      pławienie sie w rzece ,bardzo czystej tamtymi czasy ,bez zrzutów ,i
      poszukiwanie skarbów ,i znaleziona sakwa pieniędzy pełna,
      czasy cudowne ,tak ,poczułam moje eldorado,
      ale tak dawno ,jakby w innym wcieleniu było.

      pamiętam też nasze ogniska,pamiętam ,potem juz nie miałam problemu z
      rozpoznawaniem strony lewej, z wciśnietym w środek dłoni politereftalenowym
      śladem.
      moje eldorado..
      chyba dąży sie do szczęscia ,wszędzie ,na każdym etapie życia ,
      ale im wiecej sie przeżyje ,tym trudniej znaleść szczęście ,stan oswojenia
      szczęscia robi swoje,dobrze jednak gnać przed siebie, i mieć kolejne etapy
      życia do zaliczania.
      /weekend? jasne,
      to czemu tak smutno:-))))
      • Gość: nieważne Re: magdalenki IP: *.ida.liu.se 21.07.03, 16:37
        co mi przypomina zapach płonących wysuszonych
        choinek, uskładanych na stosie przy miejskim
        śmietniku...

        duże miasto, w tych czasach nie tak zatłoczone,
        ale wokół mnóstwo wzrastających pensjonariuszy
        domów poprawczych, nie było tak źle...
        moje podwórko przodowało w ilości młodych
        przestępców. Na kilku nas - z rodzin
        inteligencko - katolicko - jakichś tam -
        patrzyli pobłażliwie i z góry, ale jednak byliśmy
        'swoi', co dawało względne bezpieczeństwo,
        bo nikt z okolicy nie ważył się na trzeźwo
        naruszyć tego staus quo... honor
        'naszych' kazał takie akcje karać,
        przynajmniej kiedy byli trzeźwi,
        akurat nie siedzieli i nie mieli poważniejszych
        spraw na głowie... gdy byli pijani, lepiej
        było się przemykać pod ścianmi, nie lubili
        obcych, a wtedy nie poznawali kto swój,
        kto obcy z tej naszej trzeciej ligi...

        ogniska zimą z uschniętych kikutów po wyrzuconych
        z domów choinkach, zwykle gdzieś w okolicy Trzech
        Króli. Najpierw obrane z gałęzi pieńki służyły
        jako broń 'naszym'... to była pora przypominania
        sąsiedztwu kto tu rządzi...

        ochrona nie działała w szkole. Starsi 'koledzy'
        obrabiali nas z osttnich groszy (nazywało się
        to pożyczką...).

        żadna ochrona nie działała w szkole. Dziś ładnie
        się to nazywa 'represyjnym systemem oświaty'.
        Obrażanie ucznów przez nauczycieli, 'żarciki',
        na porządku dziennym, ciśnienie, stres...
        'koledzy' wyprowadzeni z równowagi potrafili
        ganiać nauczyciela z nożem po klasie... tylko
        kilka incydentów, ale zawsze...

        Było kilku niezłych nauczycieli, coś tam
        mi zostało z podstawówki...
        Nauczyciele... do dziś szkoła przesłonięta
        szaro-czarną smugą, zza której chętnie wyłaniają
        się niechciane wspomnienia. Smuga nie zaciera
        wspomnień, nadaje im tylko koloryt...

        wiosny i jesienie zgrane piłką, zjechane na rowerach,
        wakacje gdzieś z dala od miasta...

        i brudno-szary śnieg wokół. Tylko to ognisko
        takie żywe, pełne blasku, pachnące dymem
        palonych, już nikomu niepotrzebnych suchych sosenek
        i świerczków...
    • jasmintea Re: magdalenki 18.07.03, 16:56
      Magdalenki..
      To z Prousta prawda binko?:)

      Dla mnie to czasem sa łopiany.. Takie wielkie łopianowe liscie, wieksze niz ja
      sama - taka malutka..:) Ide z Tatą na spacer - miastowe dziecko przywiezione w
      góry postrzepione, ale zielone i słoneczne.
      Idę z Tatą, mam na sobie taki smieszny sweter w paski robiony na drutach,
      brazowo zółty, a słońce przeswieca poprzez gałezie drzew.
      A ja wcale sie nie boje tego wielkiego lasu, bo przeciez ide z Tatą:)
      I nagle zaczyna kropić deszcz.. Najpierw po jednej kropli, pomału, a za chwile
      juz całymi strużkami:)
      I Tata wchodzi w to pole łopianów ciemnozielonych taka mocną, prawdziwą
      zielenią. I znika mi na chwile.. Nie ma go.. Nie ma?
      Nagle wyłania się z ogromnym łopianowym lisciem, na długiej lodyżce i mam
      parasol!:))
      I idziemy dalej i wcale mi nie przeszkadza ,ze pada, bo wszytsko jest takie
      piekne i dziwne, i las w deszczu pachnie jak nic na swiecie, i świat jest jak
      świeżo umyty..
      A ja pod tym lisciem jak lesny elf..:)

      Pozdrawiam serdecznie

      JasminTea
      • Gość: binka Re: magdalenki IP: *.gdynia.mm.pl 18.07.03, 22:48
        smoku-nie było mnie cały dzień. nie wzorowałam się na nikim ,ale
        podejrzewałam ,że może ktoś już coś pisał podobnego:-) ja nie umiem oddać w
        słowach dobrze tego co czuję i zdaję sobie z tego sprawę, jednak pomimo to
        zapragnęłam się podzielić. na ogół realistka ze mnie cholerna.
        a chodzi oczywiście o Prousta;-)) i te ciasteczka , które przenosiły go w świat
        wspomnień;-))

        dziękuję za wasze magdalenki, można sobie było powędrować z wami ,choć nigdy
        nie dotykamy tego do końca:-)

        agni-prawie płakałam na koniec.

        pozdrawiam;-)))
        • urszulka_ma Re: magdalenki 18.07.03, 23:11
          Binko i tak sympatycznie takie wątki odnawiać..więc się nie martw tym że..już
          pisaliśmy w wątku rybki..o lipach..pogoniach za chrabąszczami..uwielbiałam lipy
          na mojej ulicy..:))) tylko że w owym wątku wspominaliśmy wybryki z
          dzieciństwa..a tu w Twoim można wspominać zapachy..obrazy i wszystko co było i
          jest nam bliskie..Takich opowieści nigdy dosyć..zawsze warto wracać do
          wspomnień..przynoszących radość..powracać do miejsc ukochanych..
          a dla uzupełnienia wiadomości.. smoka.."Magdalenka" to nazwa miejscowości (nie
          tylko imię kobiety) i rosną tam wspaniałe lipy:)))

          www.magdalenka.com.pl/magda.html
          Pozdrowionka Binko i miłego wypoczynku na urlopie:)))
          • Gość: smok_telesfor Re: magdalenki IP: 217.20.200.* 19.07.03, 14:24
            dzieki za info, bo juz myslalem ze to jakas lokalna nazwa lipy

            smok
    • Gość: beba Re: magdalenki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.03, 03:42
      ... moje lipy to zapach poprostu niepowtarzalny, zawsze kojarzy mi sie z moja
      mama ktora je porostu uwielbia, dla niej jest to zapach dziecinstwa - dla mnie
      magiczny, cos co pachnie domem, cieplem, czyms magicznym, to cos co daje
      ukjenie w smutne dni, poprawia nasroj i daje zapomnienie, ... uwielbiam zapach
      kwitniacych lip...
      • Gość: binka Re: magdalenki IP: *.gdynia.mm.pl 19.07.03, 11:03
        dziękuję ula;-))))

        wam także życzę miłych lipcowych dni ,czy na wyjeździe ,czy w domu i pracy.
        ;-))))))))
    • Gość: sza.raczek Re: magdalenki IP: *.skierniewice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.07.03, 21:23
      binka...
      To jest bardzo ładne, a co smok mówi... hmmm, może nie pamięta...
      Mnie tam, w tamten piękny świat, przenoszą chabry chabry i chabry...
      Zdarza mi się dość często teraz obecnie wypuszczać z córką na wyprawy rowerowe
      po okolicznych wsiach. I tam zawsze przysiadam z zachwytu, kiedy widzę między
      złotymi kłoskami tę przecudną niebieskość...
      Kiedy byłam taka tycia, że mnie nie było widać spomiędzy kłosów zbóż...
      Jeździłam do cioci na wieś. Tam całe dnie to pole, zbieranie chabrów,
      przewiązywanie krów i ganiające mnie wciąż stado gęsi i ja uciekająca przed
      groźnie syczącym gąsiorem.. I las... gdzie było tyle cudów - maliny, potem
      jeżyny..., grzyby i sarny... nogi zmasakrowane aż do bólu przez czepliwe kolce
      i szczęście... wolność i skowronki o świcie na niebie...
      kiedyś myślałam, że tak będzie zawsze...

      sza.
      • Gość: smok_telesfor Re: magdalenki IP: 217.20.199.* 21.07.03, 23:04
        z chabrow kiedys wino robilem, ale nie wyszlo za dobre, chyba przepis byl
        niepelny.

        smok
        • lampka_nie_winna Re: katarzynki 22.07.03, 10:54
          hehee, nie wyszlo bo chabry niebiologiczne byly gadu.

          na szczescie nie musialam wyjezdzac do ciotek na wies. Kwietniowa wiosna
          sluchanie dzikich gesi przelatujacych nad domem gen poludnie, do snu mnie
          kolysaly. Nauka gwizdania na palcach - jako metoda na zganianie stada owiec z
          zieleniacego sie mlodym zbozem pola. Czego nie robi sie dla wygody wlasnej,
          prawda? Majowe "sianowki", sierpniowe "zbozowki", przepiekne bukiety ze zboz i
          tych wlasnie zbozowych kwiatow, jakie to tylko i wylacznie Papa potrafil
          komponowac. Ganianie po sciernisku w byle flip-flopp'ach, a i skowronek,
          uwielbiam tego towarzysza bytu rolniczego. Wiecie, ze ponoc Ptaszyna ta jest
          darem Tego tam na gorze, Tego Brodatego? Coby sie chlopu w polu nie nudzilo:).
          No i wieczorny halas we wsi cale lato... Tak bylo kiedys, za Komuny, dzis
          chlop chlopu wrogiem, z widlami za miedza czeka;). Sierpniowo-wrzesniowe
          zbieranie lubinu dzikiego i po sadzie lazenie, oczywiscie w celu wlezienia na
          drzewo. Wykopki i poparzone, czarne jak smola palce - to od ziemniakow w ogniu
          pieczonych, pycha - trzodka w oborce tez uwazala to za smakolyk. A, i nowy
          mieszkaniec na podworku, malenstwo sarenkowe, ktore to ojciec spod kol
          wlasniego truck'a wyratowal. Matka nie chciala przyjac, pachnialo
          czlowiekiem... Dwa lata z nami mieszkala, zaprzyjazniajac sie za Pan Brat z
          cala podworkowa czeladzia. Dwa psy i ona uwielbialy odprowadzac mnie na
          przystanek autobusowy, tak to juz jest, ogony cale zycie;). No i zima sie
          skradla tez w nadzalewowe regiony. Ponoc kiedys mozna bylo przejsc po lodzie
          do Polic, nie pamietam. Ale co pamietam, to w mgliste, zimowe noce buczki
          statkow plynacych Zalewem. Niesamowite uczucie, kiedy mnie ten dzwiek pozna
          noca budzil, jezyl mi sie wlos na karku i zaczelo fantazjowanie o piratach i
          takich tam Latajacych Holendrach. I te mrozy piekne, malujace wspaniale kwiaty
          na szybach pokoju - zadziwia mnie brak reumatyzmu w moich stawach;). No i te
          stada zwierzyny dzikiej pod sam dom podchodzacej, skuszonej stogami siana
          stojacymi na podworku. Zawsze byly mile widziane, siadalam wtedy na dachu
          owczarni pilnujac, zeby psy ucztujacego towarzystwa nie rozgonily...

          to na tyle, a moglabym wiecej:)
          p_l_
          • Gość: agni_me Re: katarzynki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.03, 21:11
            ech świecidłowa Katarzynko, o jakich pięknościach piszesz i jeszcze jak
            pięknie. Całkiem najpięknie. Pozdrawiam serdecznie no i ten centymetr jeszcze
            taaaaaaki długi
            agni_co_musi_posabacić
        • sza.raczek Re: magdalenki 22.07.03, 16:44
          Gość portalu: smok_telesfor napisał(a):

          > z chabrow kiedys wino robilem, ale nie wyszlo za dobre, chyba przepis byl
          > niepelny.

          hihi, to i ja kiedyś też wino z chabrów próbowałam robić, ale jak już byłam
          starsza... ale też nie wyszło ;)))
          sza.
    • feministka0.75 Re: magdalenki 22.07.03, 12:59
      a ja lubie jak moja lipa buczy :-)))
    • Gość: Jo Re: magdalenki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.03, 22:29
      by wątek nie popadł w zapomnienie wyciągam go na światło wieczorne,

      jutro w blasku świec, pachnąc dniem wczorajszym ,dniami beztroską
      przepełnionymi
      oj kiedys kiedys ,ktorych każdy pragnie i tęskni,czując jakby tuż za sobą
      powonieniem,

      z nostalgią tu powrócimy,

      potrzebne są takie miejsca ,tak jak i czat jest potrzebny,
      czat jest moim miejscem.Olsztyn także ,ta rzeczka ,i wierzby również,
      i te wspomienia we mnie ,tez są moim miejscem.
      dobrze ,że sie mieszczą ,ze nie są zbędne ,i ze moge ich nosic ,bo marzenia ,
      i wspomienia ,to najsensowniejsze i najbardziej cudowne rzeczy na świecie.

      A Ciebie biniu ,cmok ,za te wątek ,i koloryt tamtych chwil.

      jezeli wczoraj ,to pachnie ono cynamonem;-)
      • Gość: Jo Re: magdalenki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.03, 22:31
        jezeli jutro to pachnie ono winkiem dla Binki :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka