Forum Kuchnia Wino
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE?

    09.09.05, 00:53
    Obserwuj wątek
      • Gość: docg ale o jakie wino Ci konkretnie chodzi? (n/t) IP: 212.160.147.* 09.09.05, 07:48
      • Gość: KuFeL Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.idea.pl 09.09.05, 14:48
        IMHO proste... bo duzi importerzy maja male koszta ale duze marze, a mali maja
        duze koszta i male marze... ale dzieki malym i ich pasji do wina to wlasnie u
        nich mozna znalezc dobre wino w bardzo przyzwoitej cenie

        bo jesli dzis widzialem Carlo Rossi w Carrefourze za 15 PLN a normalnie kosztuje
        20 to ktos tu duuuuzo zarabia...i nie jest to hipermarket...

        KuFeL
        • Gość: docg Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.icpnet.pl 09.09.05, 21:46
          durniu o czym ty piszesz? o carlo rossi?
          • Gość: Śledczy Wodnik Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.05, 14:10
            Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE?
            Autor: Gość: docg IP: *.icpnet.pl
            Data: 09.09.05, 21:46 + dodaj do ulubionych wątków

            durniu o czym ty piszesz? o carlo rossi?

            >>> I po co się podszywasz pod Deo, pajacu? Pacynkarstwo jest żałosne. ICP we
            Wrocku nie działa... więc jesteś, niestety, z Konina lub z Poznania. Żałosne.
            • winersch Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? 10.09.05, 15:13
              Brawo. Nie znam sie na komputerach ale znam Deo
              • Gość: star Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.09.05, 19:07
                winersch napisał:

                > Brawo. Nie znam sie na komputerach ale znam Deo
                to chyba lepiej;-)
                pzdr
                star
            • docg Brawo, Wodniku i dzięki :-) nt 10.09.05, 20:13

        • holita Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? 11.09.05, 00:32
          Gość portalu: KuFeL napisał(a):

          > IMHO proste... bo duzi importerzy maja male koszta ale duze marze, a mali maja
          > duze koszta i male marze...

          A to ciekawa teoria. Nie berdzo rozumiem jak niby duzy importer ma miec male
          koszta a maly importer duze koszta...
          Wedlug mojej wiedzy jest tak, ze duza firma ma DUZE koszta (biuro, liczny
          personel, wlasny magazyn, duze i czeste transporty, spore inwestycje w
          marketing i reklame, etc.) - wiec i marza zazwyczaj bywa duza, a mala firma ma
          MALE koszta (czesto wlasciciel jest jednoczesnie PRowcem, handlowcem i
          marketingowcem; owszem: koszt transportu malych partii towaru ma wiekszy, a
          znizki u producenta mniejsze, ale to wcale jeszcze nie oznacza, ze ma duze
          koszta w porownaniu z wieksza firma) - wiec i marze moga byc nizsze.
          Ja tam sie nie znam specjalnie na ekonomii, ale chetnie sie dowiem w jaki
          sposob moja firma (sredniej wielkosci) ma miec mniejsze koszta niz mali
          importerzy, np. Atlantika. Obiecuje publicznie, ze jesli poznam ten tajny
          sposob, Bodega natychmiast obnizy marze!

          Na wysokie marze przy niskich kosztach moze sobie pozwolic albo ktos, komu nie
          zalezy na budowaniu marki "na lata", albo monopolista na danym rynku. W
          przypadku polskich importerow wina nie ma mowy a ni o jednym, ani o drugim
          wariancie.

          Rozumiem, ze trzeba wspierac malych importerow, podziwiac ich zapal i doceniac
          prace (ja podziwiam i doceniam), ale to jeszcze nie powod, by dyskredytowac
          tych duzych, piszac ekonomiczne bzdury. Wszystkim "domoroslym doradcom" radze
          zawsze: skoro macie takie proste recepty na prowadzenie winnego biznesu, to
          smialo! Polscy klienci czekaja na Was i na Wasze uczciwe, niskie ceny!
          (a Wy macie szanse zarobic KOKOSY i jezdzic mercedesami)

          Ufff, sorry, troche sie zdenerwowalam, ale naprawde nie rozumiem czemu ten
          watek powraca co jakis czas w tej samej formie jak bumerang. W Polsce nie jest
          latwo zarobic pieniadze na winie - a wypowiadaja sie o tym najczesciej osoby,
          ktore nigdy w tym biznesie "nie siedzialy". To irytujace. Jesli nie znam sie
          np. na siatkowce, to nie powinnam sie wyglupiac, dajac "zlote rady" trenerowi
          Lozano na temat ustawienia druzyny, prawda?

          Pozdrawiam
          • docg Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? 11.09.05, 21:03
            holita napisała:

            > Wedlug mojej wiedzy jest tak, ze duza firma ma DUZE koszta (biuro, liczny
            > personel, wlasny magazyn, duze i czeste transporty, spore inwestycje w
            > marketing i reklame, etc.) - wiec i marza zazwyczaj bywa duza, a mala firma
            ma
            > MALE koszta (czesto wlasciciel jest jednoczesnie PRowcem, handlowcem i
            > marketingowcem;

            • Gość: Pulawski Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.acn.waw.pl 12.09.05, 01:06
              PR i marketing legalnie w Polsce można tworzyć poprzez stronę internetową,
              sklep internetowy, systemy lojalnościowe, drukując katalogu, cenniki, opisy
              win, pisząc i wysyłając newslettery, zapraszania na degustacje bezpłatne,
              sponsorowania impres, dając potencjalnym klientom darmowych butelek do
              testowania itd
              To że klient za to nie płaci nie oznacza że te działania są bez kosztów

              Skaal
            • holita Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? 12.09.05, 02:25
              docg napisał:

              > Może cała rzecz jest w strukturze dużych firm i wydajności pracy? Może się
              > okaże, że do prowadzenia firmy wystarczy 1-2 osoby sprawnie posługujące się
              > telefonem i komputerem?

              Well, zycze duzo szczescia firmie, ktora bedzie sprzedawala restauracjom,
              sklepom specjalistycznym i indywidualnym klientom wina "zza biurka".
              Zapytaj JAKIEGOKOLWIEK handlowca z branzy do ilu restauracji i sklepow
              specjalistycznych moglby wejsc ze swoja oferta w ten sposob. Zareczam Ci, ze
              odpowie: do zadnej / zadnego. Osobisty kontakt jest tu w wiekszosci przypadkow
              niezbedny. I niezbedny jest handlowiec, bo wiekszosc klientow kupuje wlasnie
              jego, a nie produkt.

              A co do marketingu, to nie chodzi tylko o reklame. Koszty marketingowe to np.
              degustacje, korkociagi dla kelnerow w restauracjach, kieliszki, karty win
              (myslisz, ze placa za nie restauratorzy?...), lodowki na wino, promocyjne
              standy na stoliki i tysiace roznych rzeczy - to wszystko importer daje GRATIS
              restauratorowi (daje zazwyczaj duzo wiecej, ale nie bede tu nikogo uswiadamiac
              w jajiej rzeczywistosci zyje). Do tego dochodza koszty katalogow, promocji,
              akcji reklamowych (np. reklamy w Magazynie Wino albo rozsylania ulotek poczta),
              tworzenia i utrzymywania strony internetowej i wiele innych rzeczy.

              Handlowiec to najczesciej nie tylko pensja i prowizje, ale rowniez komorka,
              samochod, paliwo i zwrot kosztow noclegow (bo podrozy moze byc sporo).

              Poza tym wszystkim jest jeszcze ksiegowosc, magazyn, biuro, koszty celne, etc.
              Z czegos trzeba to placic, nawet, jesli ma sie tylko 2 super-wydajnych
              pracownikow i 2 super-szybkie komputery.

              Wracajac do restauracji, to duza naiwnoscia jest sadzic, ze mozna wejsc gdzies
              z oferta tylko dlatego, ze ma sie tanie i dobre wina albo uznane marki. NIKOGO
              to tak naprawde nie obchodzi. Wazne jest "ILE MI DACIE" i "JAKIE BEDE MIAL Z
              TEGO KORZYSCI". Wazne sa osobiste kontakty. Jakosc wina jest na szarym koncu
              hierarchii waznosci, a i sama cena nie zawsze gra istotna role. Wydawalo mi
              sie, ze to oczywiste...

              Aha, i jeszcze jedno: w przypadku restauracji dolicz sobie jeszcze
              koszt "taniego kredytu", ktorego firmy udzielaja restauratorom. Terminy
              platnosci 30-dniowe oznaczaja w praktyce platnosc po 60 dniach (a i to
              dobrze!). Dolicz koszt prowizji firm windykacyjnych, ktore kazdy duzy importer
              zatrudnia, bo kazdy ma utopione MNOSTWO kasy u nieplacacych klientow.

              I na sam koniec: z tego co mi wiadomo, zakupy wina przez internet stanowia w
              Polsce bardzo niewielki procent. W dodatku wiekszosc takich transakcji opiera
              sie jedynie na zamowieniu przez internet, a oplata nastepuje najczesciej za
              pobraniem przy dostawie towaru. Polacy ciagle jeszcze boja sie podawac numer
              karty kredytowej (no i wciaz wiele osob NIE MA karty kredytowej). Zanim bedzie
              mozna prowadzic duza winiarska firme w 2 osoby uplynie sporo czasu...
              • docg Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? 12.09.05, 08:57
                to, co piszesz, jest dla mnie - laika - zdumiewające i niewiarygodne: importer
                musi walczyć o to, żeby jego wina znalazły się w sklepach i restauracjach?
                Wydawało mi się, że to raczej sklep powinien starać się o jak najszerszą
                ofertę... nie wiedziałem, że to jest takie skomplikowane. W tej sytuacji dziwię
                się, że te ceny nie są jeszcze wyższe ;-)
                • Gość: winersch Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.chello.pl 12.09.05, 10:16
                  Jak wiesz jestem w tej branzy z przerwami dośc długo i mogę powiedzieć, ze
                  tylko na początku lat dziewięcdziesiatych sklepy i restauratorzy poszukiwali
                  sami rzeczy ciekawych. Obecnie to dokladnie jak mówi Holita. "A co ja z tego
                  będę miał, że sprzedaję twoje wina". Na moją odpowiedź że przecież ma marżę,
                  tylko smiech, bo marżę ma od każdego ale inni daja jeszcze coś itp. Nielicznym
                  zależy na dobrym tanim winie. Wiekszości na inych profitach. Jeśli słysze
                  odpowiedź: Od Pana nie weźmiemy bo mamy wylaczność z X to oznacza dla mnie że
                  taka osoba chce mieć swięty spokój i być moze dodatkową kasę. Dla mnie taka
                  odpowiedź dyskwalifikuje osobe odpowiedzialną za karte win w restauracji. Ale
                  tylko dla mnie bo dla własciciela to sprawny menedzer, ktoy pozyskał za darmo:
                  lodówke, boazerię itp. A klienci. A kogo to obchodzi?

                  pozdrawiam Wrocław

                  PS to we Wrocławiu w kilku resturacjach usłyszałem pytanie: Ile pieniędzy da mi
                  Pan na wykończenie wnętrza, bo firmy X i Y wspólnie kładą boazerię, kupuja
                  kieliszki, drukują kartę dają lodówki. Wiem ze ma Pan swietne wina, kilka z
                  pewnoscią mogłoby się u nas znaleźć ale ile Pan zaplaci?
                  • docg czyli... 12.09.05, 11:46
                    ... kupując w Polsce wino finansuję lodówki i kieliszki właścicielom
                    restauracji???
                    • Gość: paero123 Re: czyli... IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 12.09.05, 13:03
                      I boazerię tez! Ale zauważ, ze wzamian masz przywilej pojscia jak tylko często-
                      gęsto Ci się zechce do współfinansowanej przez Ciebie restauracji i jaki
                      bedziesz estetycznie, k... (przepraszam), ukontentowany, siedzac we
                      wspolfinansowanym przez siebie wnetrzu, zamawiając ze wspolfinansowanej przez
                      Ciebie karty win wino, ktore przyniosa Ci ze wspolfinansowanej przez Ciebie
                      lodowki, otworza wspolfinansowanym przez Ciebie otwieraczem, naleja do
                      wspolfinansowanego przez Ciebie kieliszka. I zaplacisz jeszcze sluszna cenę za
                      te wino, aby moc podwojnie dołozyć się w celu zapewne podwójnych wrażeń eno ten-
                      tego :-) Warto!

                      I jeszcze cos: prawdopodobnie wspolfinansujesz BMWuchy, złote łańcuchy i
                      wypasione komórki, adidasy, stroje sportowe oraz sprzęt do uprawiania sportu,
                      tudzież skórzane kurtki i maszynki do golenia głów pewnym panom, ktorzy dbaja o
                      dobry stan tych restauracyjnych boazerii i lodowek oraz o Twoje bezpieczeństwo
                      w rzeczonym lokalu :-))))
                  • Gość: marzena Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.devs.futuro.pl 12.09.05, 15:26
                    Jestem nowa na tym forum i na branży winiarskiej się nie znam, ale zupełnie nie
                    rozumiem dlaczego restauratorom nie zależy na tym, żeby mieć dobrą kartę win.
                    Czasami szlag mnie trafia jak idę do knajpy i widzę, że w karcie są wina tylko
                    jednego producenta. Teraz już wiem dlaczego. Boazeria, kafelki, lodówki...

                    Pytanie "A co ja z tego będe miał" słyszę dosyć często w mojej branży -
                    poligraficznej. Tu jednak jest inaczej - wydawca robi swój produkt, a do wyboru
                    ma wiele drukarni, ale księgarz inaczej - raczej chce mieć książki wielu
                    wydawców i nie pyta co będzie z tego miał, bo chce mieć szerszą ofertę. Myślę,
                    że retaurator powinien mysleć tak jak ten księgarz. Wytłumaczcie mi dlaczego
                    myśli inaczej?
                    • Gość: MdCC Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.citibank.com 12.09.05, 16:05
                      odpowiedz mam wrazenie jest niestety prosta:

                      jak ksiegarz nie bedzie mial kilkudziesieciu roznych romansow, kilkudziesieciu
                      roznych kryminalow itp itd to klient sobie pojdzie..

                      a poziom znajomosci win wciaz jest taki, ze jak restauracja ma cos w pozycji :
                      wino francuskie, wloskie hiszpanskie i nowy swiat - to juz zupelnie wystarcza.

                      MdCC
                    • Gość: paero123 Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 12.09.05, 16:18
                      A ile osob chodzi do knajpy ze wzgledu na wino? I nie mowie tu o forumowiczach
                      tudziez innych milosnikach wina ale o zwyczajnych ludziach. Widocznie jest to
                      na tyle maly odsetek, ze nie warto dbac o karte win jako takich, wystarczy byc
                      moze biale z rozroznieniem na sb i chard oraz czerwone jako cs, bordeaux,
                      chianti o jakiejs przyzwoitej jakosci. I dlatego importerzy musza wlazic w d...
                      restauratorowi bo dla wiekszosci jego klientow wino to ewentualnie biale i
                      czerwone lub na wytrawne i slodkie :-(. To juz wiem, skad w niektorych knajpach
                      Schotty zamiast Krosna :-)
                      A ilu ludzi w barze kupuje 'piwo' a nie konkretnie takie to a takie? Moze ta
                      sama analogia choc piwo to bardziej produkt masowy niz wino...
              • paero123 Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? 12.09.05, 16:54
                holita napisała:

                > I na sam koniec: z tego co mi wiadomo, zakupy wina przez internet stanowia w
                > Polsce bardzo niewielki procent. W dodatku wiekszosc takich transakcji opiera
                > sie jedynie na zamowieniu przez internet, a oplata nastepuje najczesciej za
                > pobraniem przy dostawie towaru. Polacy ciagle jeszcze boja sie podawac numer
                > karty kredytowej (no i wciaz wiele osob NIE MA karty kredytowej). Zanim
                bedzie
                > mozna prowadzic duza winiarska firme w 2 osoby uplynie sporo czasu...

                Mówimy o polskich sklepach internetowych sprzedajacych wino? A dlaczego w
                wiekszosci z nich ceny są takie same jak na półkach w ich czy innych sklepach?
                Przeciez ideą "biznesu przez Internet" powinny byc korzystne ceny wynikajace
                przecież z 'bezosobowej' i niskokosztowej obslugi...
                • giorgio_primo Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;-) 14.09.05, 12:26
                  paero123 napisał:

                  > holita napisała:
                  >
                  > > I na sam koniec: z tego co mi wiadomo, zakupy wina przez internet stanowi
                  > a w
                  > > Polsce bardzo niewielki procent. W dodatku wiekszosc takich transakcji op
                  > iera
                  > > sie jedynie na zamowieniu przez internet, a oplata nastepuje najczesciej
                  > za
                  > > pobraniem przy dostawie towaru. Polacy ciagle jeszcze boja sie podawac nu
                  > mer
                  > > karty kredytowej (no i wciaz wiele osob NIE MA karty kredytowej). Zanim
                  > bedzie
                  > > mozna prowadzic duza winiarska firme w 2 osoby uplynie sporo czasu...
                  >
                  > Mówimy o polskich sklepach internetowych sprzedajacych wino? A dlaczego w
                  > wiekszosci z nich ceny są takie same jak na półkach w ich czy innych
                  sklepach?
                  > Przeciez ideą "biznesu przez Internet" powinny byc korzystne ceny wynikajace
                  > przecież z 'bezosobowej' i niskokosztowej obslugi...

                  Tak i nie. ;-)

                  Dziwię się, że znowu wałkujemy temat przerabiany wielokrotnie na tym forum. No
                  ale co tam - niech będzie raz jeszcze.

                  Jeśli chodzi o sklep internetowy, to nie jest on tańszy od sklepu "normalnego".
                  Twierdzę że jest droższy jeśli chodzi o koszty (oczywiście
                  lokalizacja "normalnego" może powodować koszty astronomiczne, ale to już wybór
                  sklepikarza). W warunkach dużego popytu na wino (a jak wiemy tak w Polsce nie
                  jest!) przewaga sklepu wirtualnego polega na niemal nieograniczonym
                  rozszerzeniu obszaru sprzedaży bez wzrostu kosztów stałych.

                  Problemem jednak jest to, że przy niskiej świadomości konsumenta w Polsce
                  klientem takiego sklepu wirtualnego zostaje niewiele więcej osób niż uczestnicy
                  tego forum (potrafiący często dokonać świadomego wtboru bez udziału "realnego"
                  sprzedawcy) plus grupa stałych klientów którą buduje się przez wiele, wiele
                  lat. W wypadku całej pozostałej rzeszy konsumentów wina, taki sklep niczym się
                  nie różni od stoiska samoobsługowego w Auchan czy innym Geant lub Tesco a zakup
                  w nim jest nieporównywalnie trudniejszy i wywołujący nierzadko stres oraz
                  niepokój o jakość usługi (niestety często uzasadniony z powodu marketingowego
                  bełkotu pojawiającego się na stronach sklepów wirtualnych).
                  • docg w zasadzie nam się nie chce, ale... 14.09.05, 12:51
                    giorgio_primo napisał:
                    > Jeśli chodzi o sklep internetowy, to nie jest on tańszy od
                    > sklepu "normalnego".
                    > Twierdzę że jest droższy jeśli chodzi o koszty (oczywiście
                    > lokalizacja "normalnego" może powodować koszty astronomiczne, ale to już
                    > wybór sklepikarza).

                    • giorgio_primo Re: w zasadzie nam się nie chce, ale... 14.09.05, 13:08
                      docg napisał:

                      > giorgio_primo napisał:
                      > > Jeśli chodzi o sklep internetowy, to nie jest on tańszy od
                      > > sklepu "normalnego".
                      > > Twierdzę że jest droższy jeśli chodzi o koszty (oczywiście
                      > > lokalizacja "normalnego" może powodować koszty astronomiczne, ale to już
                      > > wybór sklepikarza).
                      >
                      >
                      • docg coś w tym jest... 14.09.05, 15:00
                        bo rzeczywiście: takie "trendy" firmy jak Atlantika, Austrovin, Mielżyński maja
                        niby strony internetowe, ale albo tylko z adresem i telefonem, albo z jakimiś
                        pierdołami, i wyraźnie na sprzedaży wysyłkowej im nie zależy (a wystarczyłaby
                        tylko oferta z cenami i adres emailowy na który można wysyłać zamówienia)
                        • Gość: paero123 Re: coś w tym jest... IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 14.09.05, 17:01
                          Moze zamiast tego wolą dołożyć się do 'wypasionej' strony www jakiegos
                          restauratora ;-)))?
                  • paero123 Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 14.09.05, 14:18
                    Giorgio, mistrzu jak już :-)

                    Chodziło mi przede wszystkim o to, dlaczego istniejace sklepy specjalistyczne
                    posiadajace również internetowy kanal dystrybucji (np. La Bodega, Winoteka
                    Nico, Dominius) maja identyczne ceny na polkach i w ofercie internetowej.

                    giorgio_primo napisał:
                    > Problemem jednak jest to, że przy niskiej świadomości konsumenta w Polsce
                    > klientem takiego sklepu wirtualnego zostaje niewiele więcej osób niż
                    uczestnicy tego forum (potrafiący często dokonać świadomego wtboru bez
                    udziału "realnego" sprzedawcy) plus grupa stałych klientów którą buduje się
                    przez wiele, wiele lat.

                    No i skoro to sa ludzie nie potrzebujacy osobistej konsultacji sprzedawcy itp
                    uslug to dlaczego nie moga przez internet kupowac taniej? Np. w banku nie place
                    za przelewy internetowe, dokonywane samodzielnie, natomiast w oddziale taki
                    przelew juz cos kosztuje bo obsluga itp.

                    > W wypadku całej pozostałej rzeszy konsumentów wina, taki sklep niczym się
                    > nie różni od stoiska samoobsługowego w Auchan czy innym Geant lub Tesco a
                    zakup w nim jest nieporównywalnie trudniejszy i wywołujący nierzadko stres oraz
                    > niepokój o jakość usługi (niestety często uzasadniony z powodu marketingowego
                    > bełkotu pojawiającego się na stronach sklepów wirtualnych).

                    OK, ale skoro to taki nierentowny kanal to czemu tradycyjnie polscy
                    importerzy/sklepy go uruchamiaja? Gdyby ceny byly nizsze to czy nie chetniej
                    klienci by jednak ryzykowali i kupowali przez Internet? A od czego jest google
                    aby sprawdzic dane wino? Poza tym wystaczy wprowadzic statystyki 'Najczesciej
                    kupowane wina' 'Wina pasujace do...' itp. wyszukiwarki na stronie i klopot z
                    glowy. A tak to mam cene jak w sklepie + koszt dostawy + ew.ryzyko podanie nr
                    karty kredytowej i taki zakup z gory staje sie nieatrakcyjny, nie tylko
                    cenowo...
                    • winoman Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 14.09.05, 14:44
                      > OK, ale skoro to taki nierentowny kanal to czemu tradycyjnie polscy
                      > importerzy/sklepy go uruchamiaja?

                      W znanych mi przypadkach (niektórzy tzw. mali importerzy) wytłumaczenie jest
                      proste. Importerzy Ci większość swych win sprzedają poprzez sklepy tradycyjne,
                      nie mogą więc sobie pozwolić na oferowanie tych samych win wysyłkowo po niższych
                      cenach, bo natychmiast właściciele sklepów tradycyjnych zrezygnowaliby ze
                      współpracy z nimi i sprzedaż by się zawaliła. Sklep internetowy ma służyć tym
                      klientom, którzy nie mają w pobliżu sklepu tradycyjnego oferującego wina danego
                      importera.

                      Pozdrawiam!
                      • paero123 Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 14.09.05, 17:17
                        winoman napisał:

                        > W znanych mi przypadkach (niektórzy tzw. mali importerzy) wytłumaczenie jest
                        > proste. Importerzy Ci większość swych win sprzedają poprzez sklepy
                        tradycyjne,
                        > nie mogą więc sobie pozwolić na oferowanie tych samych win wysyłkowo po
                        niższyc
                        > h
                        > cenach, bo natychmiast właściciele sklepów tradycyjnych zrezygnowaliby ze
                        > współpracy z nimi i sprzedaż by się zawaliła.

                        Moze czegos do konca nie rozumiem: tzn. ze mali importerzy nie maja jakichs
                        wyjatkowych win czy wyłącznosci na sprowadzene wina lub sprowadzaja w
                        rozsadnych cenach i sklepom specjalistycznym nie zalezy na wspolpracy z nimi a
                        jedynie na bonusach jak lodowka, wyposazenie itp? Ale przeciez importer nie
                        musi sprzedawac przez www win po cenie jak dla sklepow tylko z własna marżą
                        stałą lub zależną np. od wielkosci zakupu - czy tez nie moze sprzedawac w ogole
                        detalicznie po jakichkolwiek wysokich nawet cenach bo znow sklepy sie obrażą?

                        > Sklep internetowy ma służyć tym
                        > klientom, którzy nie mają w pobliżu sklepu tradycyjnego oferującego wina
                        danego
                        > importera.

                        Idea sklepow internetowych to raczej sklep dla
                        oszczednych/leniwych/zapracowanych a nie dla mieszkańców odludzi :-)))

                        Pozdrawiam
                        • giorgio_primo Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 14.09.05, 18:10
                          paero123 napisał:

                          > Moze czegos do konca nie rozumiem: tzn. ze mali importerzy nie maja jakichs
                          > wyjatkowych win czy wyłącznosci na sprowadzene wina lub sprowadzaja w
                          > rozsadnych cenach i sklepom specjalistycznym nie zalezy na wspolpracy z nimi
                          a
                          > jedynie na bonusach jak lodowka, wyposazenie itp? Ale przeciez importer nie
                          > musi sprzedawac przez www win po cenie jak dla sklepow tylko z własna marżą
                          > stałą lub zależną np. od wielkosci zakupu - czy tez nie moze sprzedawac w
                          ogole
                          >
                          > detalicznie po jakichkolwiek wysokich nawet cenach bo znow sklepy sie obrażą?
                          >
                          > > Sklep internetowy ma służyć tym
                          > > klientom, którzy nie mają w pobliżu sklepu tradycyjnego oferującego wina
                          > danego
                          > > importera.
                          >
                          > Idea sklepow internetowych to raczej sklep dla
                          > oszczednych/leniwych/zapracowanych a nie dla mieszkańców odludzi :-)))
                          >
                          > Pozdrawiam

                          Chyba jednak zupełnie nie rozumiesz zasad handlu detalicznego... ;-)))

                          Jeszcze raz, w miarę prosto i z przerysowaniem dla ułatwienia zrozumienia
                          problemu:

                          Z uwagi na mały udział sprzedaży internetowej w ogólnej wielkości spredaży wina
                          (a w szczególności w Polsce), może okazać się że uruchomienie sprzedaży według
                          twojego pomysłu może się okazać mało opłacalne. Może się ono bowiem zakończyć
                          odmową zakupu win oferowanych przez importera w jego sklepie internetowym przez
                          sklepy tradycyjne posiadające dużo większy udział w rynku.

                          Wygląda to w handlu detalicznym tak, że czym większa ilość punktów
                          odbierających od importera towar, tym większa ilość sprzedanego towaru (choć
                          często wzrastają koszty obsługi logistycznej, serwisowej czy księgowej większej
                          ilości odbiorców). Oczywiście przyrosty nie są proporcjonalne, ale zawsze są.
                          Czy zatem warto importerowi ryzykować sprzedaż internetową, zwłaszcza jeśli
                          oferuje wina mało znane i potrzebjące pomocy sprzedawcy czy kelnera?

                          Dodatkowo dochodzi powszchnie występująca w Polsce praktyka, nie tylko wśród
                          handlowców pracujących na prowizjach w dużych firmach importerskich, ale także
                          właśnie w sklepach internetowych importerów, sprzedawania klientom detalicznym
                          produktów po cenach hurtowych. Oczywiście doskonale rozumiem mechanizm takiego
                          zjawiska, ale każdy taki ruch musi pociągać za sobą skutek w postaci znikania
                          win takiego importera z oferty sklepu "normalnego", nie będącego własnym
                          sklepem tegoż importera.

                          Myślę, że dla każdego jest zrozumiałe, że imoporter wykonuje swoją zaplanowaną
                          marżę brutto sprzedając w cenie "hurtowej", niezależnie czy sprzedaje
                          produkt "do sklepu" czy "indywidualnie". Musi tylko podjąć decyzję, czy przez
                          własne kanały sprzedaży (domokrążcy, internet, degustacje w firmach, katalog
                          wysyłkowy, sprzedaż telefoniczna, własne sklepy) jest w stanie osiągnąć
                          planowane ilości i czy koszty budowania takich własnych kanałów sprzedaży nie
                          są czasem droższe niż utrzymanie dobrej współpracy ze sklepami "niezależnymi".
                          Każdy z imoprterów musi taką decyzję podjąć indywidualnie i nie ma żadnej
                          reguły w tej kwestii.

                          Nie ma jednak żadnej możliwości utrzymania obu kanałów sprzedaży bez powstania
                          konfliktu interesów.

                          Radziłbym nie wpadać w przesadę z tymi "lodówkami" i "boazeriami" bo to nie do
                          końca prawda, dotycząca zresztą ograniczonej ilości punktów i raczej dowodząca
                          marnej kalkulacji właściciela restauracji lub co gorsza braku nadzoru
                          właściciela nad "managerem". Którzy importerzy to praktykują łatwo dosyć
                          odgadnąć oglądając ich cenniki. Przecież nikt nic "gratis" nie daje... ;-)
                          • paero123 Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 14.09.05, 18:50
                            giorgio_primo napisał:

                            > Chyba jednak zupełnie nie rozumiesz zasad handlu detalicznego... ;-)))

                            W jakiej że ja nieswiadomosci zylem przez cwierc wieku zywota mego :-)))

                            > Z uwagi na mały udział sprzedaży internetowej w ogólnej wielkości spredaży
                            wina
                            >
                            > (a w szczególności w Polsce), może okazać się że uruchomienie sprzedaży
                            według
                            > twojego pomysłu może się okazać mało opłacalne. Może się ono bowiem zakończyć
                            > odmową zakupu win oferowanych przez importera w jego sklepie internetowym
                            przez
                            >
                            > sklepy tradycyjne posiadające dużo większy udział w rynku.

                            Rozumię (tantiem dla J.Wassermana podobnie jak za "czysta czydziesci czy"), ze
                            mowisz o imorterach jak Atlantika, nie prowadzacych sprzedazy detalicznej, a ja
                            o importerach, ktorzy i spowadzaja, i maja odbiorcow hurtowych i wlasne sklepy
                            detaliczne. Chyba, ze sie mylę ale La Bodega tak nie dziala - czy tez sprowadza
                            tylko na wlasne potrzeby?

                            > Wygląda to w handlu detalicznym tak, że czym większa ilość punktów
                            > odbierających od importera towar, tym większa ilość sprzedanego towaru (choć
                            > często wzrastają koszty obsługi logistycznej, serwisowej czy księgowej
                            większej
                            >
                            > ilości odbiorców). Oczywiście przyrosty nie są proporcjonalne, ale zawsze są.
                            > Czy zatem warto importerowi ryzykować sprzedaż internetową, zwłaszcza jeśli
                            > oferuje wina mało znane i potrzebjące pomocy sprzedawcy czy kelnera?

                            Chyba nie, ale to nie sklep specjalistyczny wypija zakupione wina a końcowi
                            klienci. Ci 'kumaci' to czasem kupuja za granica badz wiedza gdzie i w jakiej
                            cenie sie jakie wino oplaca, ci przypadkowi to i tak wola kupic czasem w
                            supermarkecie "do obiadu" "uzytku wlasnego", a jak "na prezent" to w sklepie
                            specjalistycznym :-). Oczywiscie to przerysowanie ale z powodow finansowych ja
                            sam kupuje wina tak do 45 zł/butelka w Polsce ale jak trafi sie okazja kupic
                            cos co u nas kosztuje 70 zł za granica za rownowartosc 35 zł to nie omieszkam :-
                            ) i to nawet z zapasem :-)

                            > Dodatkowo dochodzi powszchnie występująca w Polsce praktyka, nie tylko wśród
                            > handlowców pracujących na prowizjach w dużych firmach importerskich, ale
                            także
                            > właśnie w sklepach internetowych importerów, sprzedawania klientom
                            detalicznym
                            > produktów po cenach hurtowych. Oczywiście doskonale rozumiem mechanizm
                            takiego
                            > zjawiska, ale każdy taki ruch musi pociągać za sobą skutek w postaci znikania
                            > win takiego importera z oferty sklepu "normalnego", nie będącego własnym
                            > sklepem tegoż importera.

                            Nie rozumiem; czy dlatego, ze sklep sie o tym dowie i obraża na improtera czy
                            dlatego, ze skala tej sprzedazy detalicznej po cenach duzo korzystaniejszych
                            niz te ktore ma sklep jest taka, ze zamiera sprzedaz tego wina w sklepie?

                            > Myślę, że dla każdego jest zrozumiałe, że imoporter wykonuje swoją
                            zaplanowaną
                            > marżę brutto sprzedając w cenie "hurtowej", niezależnie czy sprzedaje
                            > produkt "do sklepu" czy "indywidualnie".

                            No to skoro ma tak operatywnych handlowcow to po co mu inni odbiorcy? Chyba
                            jednak skala tego zjawiska jest marginalna typu: bierze gość dla paru znajomych
                            kilkanascie win po cenach "dla pracownikow" a nie że sprzedaje obcym ludziom na
                            skale sklepową... Ale rozumiem, ze z pozycji sklepu to wlasciciel i własnemu
                            bratu sprzedalby z marżą ;-)))

                            > Musi tylko podjąć decyzję, czy przez
                            > własne kanały sprzedaży (domokrążcy, internet, degustacje w firmach, katalog
                            > wysyłkowy, sprzedaż telefoniczna, własne sklepy) jest w stanie osiągnąć
                            > planowane ilości i czy koszty budowania takich własnych kanałów sprzedaży nie
                            > są czasem droższe niż utrzymanie dobrej współpracy ze sklepami "niezależnymi".

                            OK, to zrozumiałe. Ale jesli cena w sklepach "niezależnych" jest za wysoka dla
                            klientow aby gwarantowalo to sensowny obrót w określonym czasie to wtedy
                            importer nie ma czestych zamowien od tych odbiorców, bo np. klienci czekaja na
                            promocje, przeceny... A przedstawiciel importera musi zrobic wlasny plan i moze
                            dlatego "upłynnia" wsród detalistów. Ale to tylko takie gdybanie :-)

                            > Nie ma jednak żadnej możliwości utrzymania obu kanałów sprzedaży bez
                            powstania
                            > konfliktu interesów.

                            I importer zajmie sie tylko importem dla odbiorców hurtowych a sklep sprzedażą
                            dla klientów detaliczny przy obrotach satysfakcjonujacych inportera

                            > Radziłbym nie wpadać w przesadę z tymi "lodówkami" i "boazeriami" bo to nie
                            do
                            > końca prawda, dotycząca zresztą ograniczonej ilości punktów i raczej
                            dowodząca
                            > marnej kalkulacji właściciela restauracji lub co gorsza braku nadzoru
                            > właściciela nad "managerem".

                            To były po prostu głosy holity i winerscha - byc moze sa maja pecha ale wydalo
                            mi sie, ze mowia tu raczej o regule niz niechlubnych wyjatkach.

                            > Którzy importerzy to praktykują łatwo dosyć
                            > odgadnąć oglądając ich cenniki. Przecież nikt nic "gratis" nie daje... ;-)

                            A w konsekwencji za wszystko płaci klient detaliczny :-(
                            • winoman Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 14.09.05, 19:18

                              > Nie rozumiem; czy dlatego, ze sklep sie o tym dowie i obraża na improtera?

                              No, to chyba łatwo zrozumieć. Jakbyś się poczuł sprzedając z uczciwym narzutem,
                              gdyby przyszedł do sklepu klient i zrobił Ci karczemną awanturę, nazywając Cię
                              złodziejem, tylko dlatego, że wino, które kupił u importera za 40 zł, u Ciebie
                              kosztuje 50? Byłem kiedyś świadkiem takiej awantury.

                              POzdrawiam!
                              • winoman Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 14.09.05, 19:20

                                > POzdrawiam!

                                I proszę nie traktować powyższego pozdrowienia jako deklaracji, na kogo będę
                                głosował :-))

                                Pozdrawiam!
                                • Gość: docg a właśnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.05, 19:24
                                  czy któraś z partii wystawiających kandydatów do Sejmu mówi coś w swoim
                                  programie o zniesieniu akcyzy na wino?
                                  P(ozdrawiam) i S(macznego) :-)
                                  • winoman Re: a właśnie... 14.09.05, 19:34
                                    > czy któraś z partii wystawiających kandydatów do Sejmu mówi coś w swoim
                                    > programie o zniesieniu akcyzy na wino?

                                    Która to akcyza wynosi nieco ponad złotówkę na butelce ... :-)) Dla
                                    statystycznego wyborcy (2-3 litry rocznie) jest to raptem kilka złotych na osobę
                                    w rodzinie, więc nie sądzę, żeby głoszenie takich postulatów było warte wiecej,
                                    niż koszt ich wydrukowania ... Pamiętajcie, że tak jak to napisał GP, jesteśmy
                                    winnymi "oszołomami", czy to się nam podoba, czy nie.

                                    Pozdrawiam Oczywiście, choć sentyment kazałby mi Pozdrowić Dobitnie(.pl) :-)
                                    • docg Re: a właśnie... 14.09.05, 19:49
                                      winoman napisał:
                                      > Która to akcyza wynosi nieco ponad złotówkę na butelce ...

                              • Gość: paero123 Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- IP: *.compi.net.pl / *.crowley.pl 15.09.05, 14:02
                                O czym my tu mowimy? O samopoczuciu sprzedającego? To biznes a nie uczucia :-)
                                To przykre ale zdarza się.
                                Przeciez nikt nikogo NIE ZMUSZA do kupowania w tym czy innym sklepie. Takie
                                awantury to domena staruszkow lub ludzi psychicznie chorych. A jak nazywa
                                zlodziejem to za ryj i na policje i pozew o znieslawienie.
                                Proste. Moja marża to moja sprawa. Nie chcesz to nie kupuj.
                                Przypomina mi tu sytuacje jak ktos awanturuje sie w banku, ze musi zaplacic
                                prowizje od wyplaty z kasy lub jak gosc drze sie na tramwajarza, ze jak kupuje
                                bilet u niego to z doplata. Zawsze sa do wyboru: karta bankomatowa lub kiosk.
                                Koniec :-)
                            • giorgio_primo Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 14.09.05, 19:32
                              paero123 napisał:


                              > Rozumię (tantiem dla J.Wassermana podobnie jak za "czysta czydziesci czy"),
                              ze
                              > mowisz o imorterach jak Atlantika, nie prowadzacych sprzedazy detalicznej, a
                              ja
                              >
                              > o importerach, ktorzy i spowadzaja, i maja odbiorcow hurtowych i wlasne
                              sklepy
                              > detaliczne. Chyba, ze sie mylę ale La Bodega tak nie dziala - czy tez
                              sprowadza
                              >
                              > tylko na wlasne potrzeby?

                              Nie kumam za bardzo o czym mówisz. Może tak, na przykładzie:

                              Nie kupuję od firmy X, bo firma ta sprzedaje na swojej stronie internetowej w
                              ramach "karty stałego" otrzymanej już przed pierwszym zakupem albo od kwoty 300
                              zł za zamówienie po cenach czasem niższych niż mi. Po co miałbymn to robić? W
                              imie czego? Kupuję od firmy Y, która dbając o swoich odbiorców hurtowych, nie
                              prowadzi takich praktyk i nie sprzedaje bezpośrednio klientom w cenach
                              hurtowych.

                              > Chyba nie, ale to nie sklep specjalistyczny wypija zakupione wina a końcowi
                              > klienci. Ci 'kumaci' to czasem kupuja za granica badz wiedza gdzie i w jakiej
                              > cenie sie jakie wino oplaca, ci przypadkowi to i tak wola kupic czasem w
                              > supermarkecie "do obiadu" "uzytku wlasnego", a jak "na prezent" to w sklepie
                              > specjalistycznym :-). Oczywiscie to przerysowanie ale z powodow finansowych
                              ja
                              > sam kupuje wina tak do 45 zł/butelka w Polsce ale jak trafi sie okazja kupic
                              > cos co u nas kosztuje 70 zł za granica za rownowartosc 35 zł to nie
                              omieszkam :
                              > -
                              > ) i to nawet z zapasem :-)

                              Jesteś nieistotnym marginesem dla rynku wina w Polsce (bez pejoratywnych
                              skojarzeń proszę!). Podobnie jak gro stałych uczestników tego forum, niestety.
                              Choć nawet niektórzy stali uczestnicy tego forum, z uporem maniaka, gotowi są
                              wydawać pieniądze w sposób skrajnie nieracjonalny byle zgadzało się "u
                              Parkera". Czy Wam się naprawdę wydaje, że ktoś poza Wami... no i paroma innymi
                              jeszcze ;-P... jest w stanie zapamiętać co pił miesiąc temu i za ile? Błąd tkwi
                              w założeniu, że klient prowadzi waszym wzorem tego typu dogłębne analizy.

                              > Nie rozumiem; czy dlatego, ze sklep sie o tym dowie i obraża na improtera czy
                              > dlatego, ze skala tej sprzedazy detalicznej po cenach duzo korzystaniejszych
                              > niz te ktore ma sklep jest taka, ze zamiera sprzedaz tego wina w sklepie?

                              Nie sądzę, żeby przyczyną było zamieranie. Jest niezręczną sytuacją dla każdego
                              sklepu kiedy wino sprzedane swojemu klientowi nawet z minimalną marżą, zobaczy
                              na "promocji" importera w Makro lub na jego stronie www taniej niż je kupił od
                              tego właśnie importera. To zwyczajnie podważa zaufanie klienta do sklepu.

                              > No to skoro ma tak operatywnych handlowcow to po co mu inni odbiorcy? Chyba
                              > jednak skala tego zjawiska jest marginalna typu: bierze gość dla paru
                              znajomych
                              >
                              > kilkanascie win po cenach "dla pracownikow" a nie że sprzedaje obcym ludziom
                              na
                              >
                              > skale sklepową... Ale rozumiem, ze z pozycji sklepu to wlasciciel i własnemu
                              > bratu sprzedalby z marżą ;-)))

                              Oczywiście że tak, choćby była ona niewielka. No chyba że chce mu zrobić
                              prezent. Część marży brutto pokrywa procentowo wyrażoną opłatę za zezwolenie na
                              sprzedaż alkoholu i kilka innych stałych kosztów związanych z możliwością
                              zakupu alkoholu od hurtownika (w tym wypadku często importera). Tymczasem nie
                              jest tak jak piszesz, tylko tak że część handlowców większych firm
                              importerskich sprzedaje wino po cenach hurtowych swoim odbiorcom indywidualnym
                              wystawiając na "podkładkę" faktury dla odbiorców sklepowych. Każdy ma w tym
                              jakiś interes. Firma importerska odprowadza wtedy tylko i wyłącznie procentową
                              opłatę za sprzedaż hurtową, gdy powinna sprzedając prywatnemu odbiorcy naliczyć
                              i opłatę za hurt i za detal.

                              > OK, to zrozumiałe. Ale jesli cena w sklepach "niezależnych" jest za wysoka
                              dla
                              > klientow aby gwarantowalo to sensowny obrót w określonym czasie to wtedy
                              > importer nie ma czestych zamowien od tych odbiorców, bo np. klienci czekaja
                              na
                              > promocje, przeceny... A przedstawiciel importera musi zrobic wlasny plan i
                              moze
                              >
                              > dlatego "upłynnia" wsród detalistów. Ale to tylko takie gdybanie :-)

                              To oczywiście możliwe, ale wierz mi że niewielu klientów prowadzi tak głęboką
                              egzegezę. Poza tym czy naprawdę wierzysz w to, że jeśli jeśli coś jest "za
                              drogie" to czeka się na "promocję"? Nie wiem, ale ja po prostu kupuję coś
                              innego, alternatywnego, tańszego i tyle.


                              > I importer zajmie sie tylko importem dla odbiorców hurtowych a sklep
                              sprzedażą
                              > dla klientów detaliczny przy obrotach satysfakcjonujacych inportera

                              Tak wygląda większość rynku wina na świecie i choć zmiany na pewno będą, ale
                              szybko ta struktura chyba się nie zmieni.

                              > To były po prostu głosy holity i winerscha - byc moze sa maja pecha ale
                              wydalo
                              > mi sie, ze mowia tu raczej o regule niz niechlubnych wyjatkach.

                              Trudno mi się za nich wypowiadać. Być może, gdyby oferowali inny lub inaczej
                              wyceniony produkt, a restauracja czy sklep mogli by na nim wyrażnie więcej
                              zarobić niż na produktach konkurencji, nie byłoby propozycji "korupcyjnych" ;-)
                              W końcu nadrzędnym celem dla tego typu przedsięwzięć jest zysk. Czy to się
                              komuś podoba czy nie.

                              > A w konsekwencji za wszystko płaci klient detaliczny :-(

                              Oczywiście. Jak w każdej innej branży. Kto niby ma płacić? Fundacja Rozwoju
                              Górnictwa Śląskiego? Też ma kasę z twoich podatków... ;-P
                              • paero123 Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 15.09.05, 14:55
                                giorgio_primo napisał:

                                > Nie kumam za bardzo o czym mówisz.

                                Chodzi mi o to, ze np. firma A importuje wina i sprzedaje je odbiorcom
                                hurtowym B i C po cenach hurtowych ab i ac, a oni sprzedaja je klientom
                                detalicznym po cenach detalicznych abb i acc. Natomiast firma X importuje wina
                                i sprzedaje je odbiorcom B i C po cenach hurtowych xb i xc, a oni sprzedaja je
                                klientom detalicznym po cenach detalicznych xbb i xcc. Firma X ma rowniez
                                wlasne sklepy w ktorych sprzedaje wina klientom detalicznym po cenach
                                detalicznych xxx (bez skojarzen proszę). Czy w zwiazku z tym z zasady ceny xxx
                                powinny byc wyzsze niz xbb i xcc czy tez powinny byc tylko wyzsze od xb i xc,
                                aby B i C sie nie obrazili i nie zaprzestali wspolpracy z X? A jesliby X
                                uruchomil e-sklep i sprzedawal tam wina po cenach xx gdzie zachodzi zaleznosc
                                xxx> xx > xb v xc (winoman mnie zapewne poprawi za nieprawidlowe uzycie
                                kwantyfikatorow logicznych). Wolno mu czy tez narazi sie A i B?

                                > Może tak, na przykładzie:
                                >
                                > Nie kupuję od firmy X, bo firma ta sprzedaje na swojej stronie internetowej w
                                > ramach "karty stałego" otrzymanej już przed pierwszym zakupem albo od kwoty
                                300
                                >
                                > zł za zamówienie po cenach czasem niższych niż mi.

                                Rozumiem islusznie sie oburzasz - nie sprzedaje sie detalicnzym po cenach
                                hurtowych (lub nizszych) i juz. Tego przypadku nie ma co rozpatrywac, nie o ten
                                mi w kazdym razie chodzi.

                                > Kupuję od firmy Y, która dbając o swoich odbiorców hurtowych, nie
                                > prowadzi takich praktyk i nie sprzedaje bezpośrednio klientom w cenach
                                > hurtowych.

                                To jasne.

                                > Jesteś nieistotnym marginesem dla rynku wina w Polsce (bez pejoratywnych
                                > skojarzeń proszę!). Podobnie jak gro stałych uczestników tego forum,
                                niestety.

                                My, marginesy z forum 'Wino' :-))))

                                > Czy Wam się naprawdę wydaje, że ktoś poza Wami... no i paroma innymi
                                > jeszcze ;-P... jest w stanie zapamiętać co pił miesiąc temu i za ile?

                                No jak klient popłynie to nic nie pamięta :-)))

                                > Błąd tkwi
                                >
                                > w założeniu, że klient prowadzi waszym wzorem tego typu dogłębne analizy.

                                OK, rozumiem, ze masz na mysli klientow zamoznych dla ktorych cena nie gra
                                roli? Tak jak ja nie sprawdzam cen jogurtow, bo dla mnie to nieistotne, stac
                                mnie na kazdy a wazne czy smakuje czy nie

                                > Nie sądzę, żeby przyczyną było zamieranie. Jest niezręczną sytuacją dla
                                każdego
                                >
                                > sklepu kiedy wino sprzedane swojemu klientowi nawet z minimalną marżą,
                                zobaczy
                                > na "promocji" importera w Makro lub na jego stronie www taniej niż je kupił
                                od
                                > tego właśnie importera. To zwyczajnie podważa zaufanie klienta do sklepu.

                                OK, ta sytuacja jest rzeczywiscie niedopuszczalna jw. wspominalem. Choc Makro
                                to taki sam odbiorca jak Ty; jesli odbiera duzo wiecej od Ciebie, to ma towar
                                sporo taniej i moze oplaca mu sie sprzedawac w swoich sklepach z mniejsza marza
                                niz Ty. Moze tak byc? To promocje importera w Makro czy promocje Makro?

                                > Oczywiście że tak, choćby była ona niewielka.

                                OK, pomijam sytuacje, ze brat lubi wino i pije je systematycznie :-) Ale
                                okazyjnie to moja znajoma sprzeda swojemu chrzesniakowi szczotkę elektryczną do
                                zebow po cenie hurtowej bo pracuje w pewnej hurtowni. Ale nie ma wlasnego
                                sklepiku przy hurtowni, gdzie sprzedaje to kazdemu i w kazdej ilosci...

                                > Część marży brutto pokrywa procentowo wyrażoną opłatę za zezwolenie na
                                > sprzedaż alkoholu i kilka innych stałych kosztów związanych z możliwością
                                > zakupu alkoholu od hurtownika (w tym wypadku często importera).

                                Wszystko to rozumiem, ale szlag mnie trafia jak slysze, ze dokladam sie w cenie
                                wina, ktore kupuje szt.1 w sklepie, do prezentu dla jakiegos restauratora

                                > część handlowców większych firm
                                > importerskich sprzedaje wino po cenach hurtowych swoim odbiorcom
                                indywidualnym
                                > wystawiając na "podkładkę" faktury dla odbiorców sklepowych. Każdy ma w tym
                                > jakiś interes. Firma importerska odprowadza wtedy tylko i wyłącznie
                                procentową
                                > opłatę za sprzedaż hurtową, gdy powinna sprzedając prywatnemu odbiorcy
                                naliczyć
                                >
                                > i opłatę za hurt i za detal.

                                Wszystko to rozumiem ale jaka jest skala tego zjawiska i jakie ilosci wchodza w
                                gre? Ide jutro "z ulicy" aby kupic 2 wina i tak bez problemu mi je sprzedadza?
                                Czy ten detaliczny jest jakims gigantycznym odbiorcą? Moze w ramach tego forum
                                powinnismy stworzyc jakis podmiot prawny i stac sie odbiorcą hurtowym
                                importerow i kupowac wina w nizszych cenach dzieki temu? :-)))

                                > niewielu klientów prowadzi tak głęboką
                                > egzegezę.

                                Trudne słowo. A ja na to "kopytko" ;-)

                                > Poza tym czy naprawdę wierzysz w to, że jeśli jeśli coś jest "za
                                > drogie" to czeka się na "promocję"? Nie wiem, ale ja po prostu kupuję coś
                                > innego, alternatywnego, tańszego i tyle.

                                Jako, ze moj staz winopijcy jest krotki to trudno mi cos powiedziec, ale
                                wystarczy porownac rynek ciuchowy - wiekszosc regularnie kupujacych i
                                interesujacych sie moda kupuje od wyprzedazy do wyprzedazy (łacznie z wyjazdami
                                do Mediolanu czy chocby Berlina). A w sezonie to tylko tanie i pierwszej
                                potrzeby (skarpetki, majtki itp) rzeczy. Moze z winem jest inaczej

                                > > To były po prostu głosy holity i winerscha - byc moze sa maja pecha ale
                                > wydalo
                                > > mi sie, ze mowia tu raczej o regule niz niechlubnych wyjatkach.
                                >
                                > Trudno mi się za nich wypowiadać. Być może, gdyby oferowali inny lub inaczej
                                > wyceniony produkt, a restauracja czy sklep mogli by na nim wyrażnie więcej
                                > zarobić niż na produktach konkurencji, nie byłoby propozycji "korupcyjnych" ;-
                                )
                                > W końcu nadrzędnym celem dla tego typu przedsięwzięć jest zysk. Czy to się
                                > komuś podoba czy nie.

                                OK, nie wypowiadam sie. Przyklad z branzy farmaceutycznej: (nawet jesli chodzi
                                o leki nierefundowane) idzie rep do lekarza, aptekarza itp i w wiekszosci
                                przypadkow nikt nie oczekuje od niego merytorycznej informacji a deklaracji co
                                firma zrobi dla niego (wyjazd na sympozjum do USA, remont gabinetu itd) w
                                zamian za przypisywanie ich leku. Byc moze produkt nie jest taki wyjatkowy albo
                                i pacjent nie umrze od innego :-(

                                > > A w konsekwencji za wszystko płaci klient detaliczny :-(
                                >
                                > Oczywiście. Jak w każdej innej branży. Kto niby ma płacić? Fundacja Rozwoju
                                > Górnictwa Śląskiego? Też ma kasę z twoich podatków... ;-P

                                OK, ale podatki MUSZĘ placic a wino kupuje z wlasnej woli. I nie mam
                                satysfakcji, ze fajna lodowke i boazerie ma restaurator tez i dzieki mnie :-))
                                Wolalbym, zeby w cenie tego wina byla zamiast tego jakas oplata na jakies
                                hospicjum czy dom dziecka - wtedy slowa bym nie powiedzial...

                                • ducale Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 15.09.05, 15:38
                                  paero123 napisał:

                                  > giorgio_primo napisał:
                                  >
                                  > > Nie kumam za bardzo o czym mówisz.
                                  >
                                  > Chodzi mi o to, ze np. firma A importuje wina i sprzedaje je odbiorcom
                                  > hurtowym B i C po cenach hurtowych ab i ac, a oni sprzedaja je klientom
                                  > detalicznym po cenach detalicznych abb i acc. Natomiast firma X importuje
                                  wina
                                  > i sprzedaje je odbiorcom B i C po cenach hurtowych xb i xc, a oni sprzedaja
                                  je
                                  > klientom detalicznym po cenach detalicznych xbb i xcc. Firma X ma rowniez
                                  > wlasne sklepy w ktorych sprzedaje wina klientom detalicznym po cenach
                                  > detalicznych xxx (bez skojarzen proszę). Czy w zwiazku z tym z zasady ceny
                                  xxx
                                  > powinny byc wyzsze niz xbb i xcc czy tez powinny byc tylko wyzsze od xb i xc,
                                  > aby B i C sie nie obrazili i nie zaprzestali wspolpracy z X? A jesliby X
                                  > uruchomil e-sklep i sprzedawal tam wina po cenach xx gdzie zachodzi zaleznosc
                                  > xxx> xx > xb v xc (winoman mnie zapewne poprawi za nieprawidlowe uzycie
                                  >
                                  > kwantyfikatorow logicznych). Wolno mu czy tez narazi sie A i B?
                                  >
                                  no odkąd paero zaczął krucjate ,to chyba tylko sstar i winoman znają odpowiedź
                                  na powyzsze twierdzenia - i to raczej z racji profesjii a nie zamilowania do
                                  wina :))
                                  btw. dobrze zes paero nie wprowadzil wiecej zmiennych :))ale na pierwszy rzut
                                  oka wygląda to chyba na jakąś macierz winną
                                • giorgio_primo Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 15.09.05, 16:40
                                  paero123 napisał:

                                  > Chodzi mi o to, ze np. firma A importuje wina i sprzedaje je odbiorcom
                                  > hurtowym B i C po cenach hurtowych ab i ac, a oni sprzedaja je klientom
                                  > detalicznym po cenach detalicznych abb i acc. Natomiast firma X importuje
                                  wina
                                  > i sprzedaje je odbiorcom B i C po cenach hurtowych xb i xc, a oni sprzedaja
                                  je
                                  > klientom detalicznym po cenach detalicznych xbb i xcc. Firma X ma rowniez
                                  > wlasne sklepy w ktorych sprzedaje wina klientom detalicznym po cenach
                                  > detalicznych xxx (bez skojarzen proszę). Czy w zwiazku z tym z zasady ceny
                                  xxx
                                  > powinny byc wyzsze niz xbb i xcc czy tez powinny byc tylko wyzsze od xb i xc,
                                  > aby B i C sie nie obrazili i nie zaprzestali wspolpracy z X? A jesliby X
                                  > uruchomil e-sklep i sprzedawal tam wina po cenach xx gdzie zachodzi zaleznosc
                                  > xxx> xx > xb v xc (winoman mnie zapewne poprawi za nieprawidlowe uzycie
                                  >
                                  > kwantyfikatorow logicznych). Wolno mu czy tez narazi sie A i B?

                                  Sorry ale nic z tego nie rozumiem. ;-)

                                  > OK, rozumiem, ze masz na mysli klientow zamoznych dla ktorych cena nie gra
                                  > roli? Tak jak ja nie sprawdzam cen jogurtow, bo dla mnie to nieistotne, stac
                                  > mnie na kazdy a wazne czy smakuje czy nie

                                  Nie. Mam na myśli niemal wszystkich klientów. Sprawa ceny jest tu wtórna. Dla
                                  jednego 30 zł to już drogo za flaszkę 1,5 litrową, a inny nie kupi takiego bo
                                  jest zbyt tanie. Więc nie da się szukać przyczyny takiego stanu rzeczy w
                                  stopniu zamożności.

                                  > OK, ta sytuacja jest rzeczywiscie niedopuszczalna jw. wspominalem. Choc Makro
                                  > to taki sam odbiorca jak Ty; jesli odbiera duzo wiecej od Ciebie, to ma towar
                                  > sporo taniej i moze oplaca mu sie sprzedawac w swoich sklepach z mniejsza
                                  marza
                                  >
                                  > niz Ty. Moze tak byc?

                                  Jasne że może. Każdy robi jak uważa za słuszne i lepsze dla jego biznesu. Ale
                                  ja mogę nie kupować od takiego imoprtera dla którego "nie jestem istotny bo
                                  inny odbiera dużo więcej", prawda? To mój wybór.

                                  > To promocje importera w Makro czy promocje Makro?

                                  Importera.

                                  > > Oczywiście że tak, choćby była ona niewielka.
                                  >
                                  > OK, pomijam sytuacje, ze brat lubi wino i pije je systematycznie :-) Ale
                                  > okazyjnie to moja znajoma sprzeda swojemu chrzesniakowi szczotkę elektryczną
                                  do
                                  >
                                  > zebow po cenie hurtowej bo pracuje w pewnej hurtowni. Ale nie ma wlasnego
                                  > sklepiku przy hurtowni, gdzie sprzedaje to kazdemu i w kazdej ilosci...

                                  > Wszystko to rozumiem, ale szlag mnie trafia jak slysze, ze dokladam sie w
                                  cenie
                                  >
                                  > wina, ktore kupuje szt.1 w sklepie, do prezentu dla jakiegos restauratora

                                  Masz wybór. Kupuj tam gdzie uważasz za słuszne. "Nikt nikogo przcież pod
                                  pistoletem nie trzyma".

                                  > Wszystko to rozumiem ale jaka jest skala tego zjawiska i jakie ilosci wchodza
                                  w
                                  >
                                  > gre? Ide jutro "z ulicy" aby kupic 2 wina i tak bez problemu mi je sprzedadza?

                                  W niektórych firmach tak jest.

                                  > Czy ten detaliczny jest jakims gigantycznym odbiorcą?

                                  Nie wiem. Wiem, że to funkcjonuje skali nie znam zjawiska i mało mnie to
                                  interesuje. Dla mnie istotne jest istnienie takiego zjawiska w konkretnej
                                  firmie, choćby było to działanie jednostkowe.

                                  > Jako, ze moj staz winopijcy jest krotki to trudno mi cos powiedziec, ale
                                  > wystarczy porownac rynek ciuchowy - wiekszosc regularnie kupujacych i
                                  > interesujacych sie moda kupuje od wyprzedazy do wyprzedazy (łacznie z
                                  wyjazdami
                                  >
                                  > do Mediolanu czy chocby Berlina). A w sezonie to tylko tanie i pierwszej
                                  > potrzeby (skarpetki, majtki itp) rzeczy. Moze z winem jest inaczej

                                  Chyba jest inaczej. Jeśli nawet można mówić o modzie na jakieś wina cykle jej
                                  zmian są dużo dłuższe niż w ciuchach. Wyprzedaże mogą dotyczyć pewnie
                                  czysczenia magazynu lub zbliżającej się utraty walorów smakowych jakiegoś wina
                                  z wiekiem.

                                  > > > To były po prostu głosy holity i winerscha - byc moze sa maja pecha
                                  > ale
                                  > > wydalo
                                  > > > mi sie, ze mowia tu raczej o regule niz niechlubnych wyjatkach.

                                  Nie wiem. Jestem drobnym żuczkiem i mi nikt nigdy nic nie proponował "w zamian".

                                  > OK, nie wypowiadam sie. Przyklad z branzy farmaceutycznej: (nawet jesli
                                  chodzi
                                  > o leki nierefundowane) idzie rep do lekarza, aptekarza itp i w wiekszosci
                                  > przypadkow nikt nie oczekuje od niego merytorycznej informacji a deklaracji
                                  co
                                  > firma zrobi dla niego (wyjazd na sympozjum do USA, remont gabinetu itd) w
                                  > zamian za przypisywanie ich leku...

                                  Ale co w związku z tym? Czy to znaczy że leku nie kupujesz, bo fundujesz wtedy
                                  komuś wycieczkę do Złotych Piasków? Nie łapię o co chodzi. To źle? Czy dobrze?

                                  > OK, ale podatki MUSZĘ placic a wino kupuje z wlasnej woli. I nie mam
                                  > satysfakcji, ze fajna lodowke i boazerie ma restaurator tez i dzieki mnie :-
                                  ))
                                  > Wolalbym, zeby w cenie tego wina byla zamiast tego jakas oplata na jakies
                                  > hospicjum czy dom dziecka - wtedy slowa bym nie powiedzial...


                                  Satysfakcję to chyba można mieć z wina na kilka innych sposobów, w zależności
                                  od celu picia tegoż. Musisz cierpieć katusze podczas picia wina, bo w końcu
                                  niezależnie czy ktoś finasuje "boazerie" czy "lodówki", to z
                                  pewnością "finansujesz" drukarzowi etykiet, producentowi butelek czy w końcu
                                  właścicielowi firmy spedycyjnej wakacje, samochód, dom, meble, jedzenie i coś
                                  tam pewnie jeszcze.

                                  ;-)
                                  • paero123 Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 15.09.05, 19:19
                                    giorgio_primo napisał:

                                    > Sorry ale nic z tego nie rozumiem. ;-)

                                    No to nic nie poradzę. Moze kiedys przy winie wyjaśnię :-)

                                    > Jasne że może. Każdy robi jak uważa za słuszne i lepsze dla jego biznesu. Ale
                                    > ja mogę nie kupować od takiego importera dla którego "nie jestem istotny bo
                                    > inny odbiera dużo więcej", prawda? To mój wybór.

                                    Jak najbardziej. Ale to cena hurtowa jest jedna dla wszystkich odbiorcow
                                    niezaleznie od odbieranych ilosci. Myslalem, ze odbiorcy negocjuja ceny hurtowe
                                    z importerem w zaleznosci od zamawianych przez nich ilosci. Rozumiem, ze jest
                                    to cena stała dla wszystkich?

                                    > Masz wybór. Kupuj tam gdzie uważasz za słuszne. "Nikt nikogo przcież pod
                                    > pistoletem nie trzyma".

                                    Tak, ale wynika, ze wszyscy w tej branzy maja wliczone "propozycje korupcyjne"
                                    w swoje ceny... A płaci za to i ten kupujacy, ktory "nie jest istotny bo
                                    > inny kupuje dużo więcej", prawda?

                                    > W niektórych firmach tak jest.

                                    Hmm, a jakies konkrety? Bo tak to ma moc taką jak stwierdzenie "niektorzy
                                    stosuja nieuczciwą marżę"

                                    > Nie wiem. Wiem, że to funkcjonuje skali nie znam zjawiska i mało mnie to
                                    > interesuje. Dla mnie istotne jest istnienie takiego zjawiska w konkretnej
                                    > firmie, choćby było to działanie jednostkowe.

                                    Czy firma akceptuje/wie o takich zachowaniach swoich pracownikow czy tez jest
                                    ich wlasna inicjatywa? To ma duze znaczenie dla dalszej dyskusji

                                    > Chyba jest inaczej. Jeśli nawet można mówić o modzie na jakieś wina cykle jej
                                    > zmian są dużo dłuższe niż w ciuchach. Wyprzedaże mogą dotyczyć pewnie
                                    > czysczenia magazynu lub zbliżającej się utraty walorów smakowych jakiegoś
                                    wina
                                    > z wiekiem.

                                    Nie wiedziałem.
                                    A promocje? Np. aby obrotem nadgonic zyski?

                                    > Nie wiem. Jestem drobnym żuczkiem i mi nikt nigdy nic nie proponował "w
                                    zamian"

                                    Bo moze jestes znany jako "Nieugiety Giorgio" :-)

                                    >> Ale co w związku z tym? Czy to znaczy że leku nie kupujesz, bo fundujesz
                                    wtedy
                                    > komuś wycieczkę do Złotych Piasków? Nie łapię o co chodzi. To źle? Czy dobrze?

                                    To znaczy, ze lek nie jest "pisany" przez lekarza a jak ma duzo pacjentow to
                                    nie jest sprzedawany (poprzez realizacje recepty). A pacjent nie ma zazwyczaj
                                    wyboru, ze lekarz mowi mu "ma pan do wyboru takie leki na pana dolegliwosc"
                                    tylko przypisac moze lek za A lub lek B . Lek A kosztuje 50 zł a lek B 200 zł,
                                    oba dzialaja identycznie. I jesli "smaruje" producent B to wtedy pacjent
                                    przeplaca 4x tzn. lek jest tyle wart ale skutki leczenia nie sa 4x
                                    lepsze/szybsze. A w cenie 200 zl są pewnie zawarte "bonusy" dla lekarzy. Tak
                                    jak w winie bonusy dla restauratorow. Moze nie do konca ten przyklad jest
                                    trafiony...
                                    > Satysfakcję to chyba można mieć z wina na kilka innych sposobów, w zależności
                                    > od celu picia tegoż. Musisz cierpieć katusze podczas picia wina, bo w końcu
                                    > niezależnie czy ktoś finasuje "boazerie" czy "lodówki", to z
                                    > pewnością "finansujesz" drukarzowi etykiet, producentowi butelek czy w końcu
                                    > właścicielowi firmy spedycyjnej wakacje, samochód, dom, meble, jedzenie i coś
                                    > tam pewnie jeszcze.

                                    Wszystko to rozumiem, ale jesli cena jest wysoka z powodu bezposrednich
                                    nakladow na wino lacznie z godziwymi "kokosami i mercedesami" dla
                                    producentow/importerow to OK. Ale nie jest OK, gdy importer/sprzedawca mowi, ze
                                    cena jest wysoka bo komus musi dac lapowke, zeby wzial jego towar. I ja te
                                    łapowke wspołfinansuję, choc na dluzsza mete wcale mi sie to nie oplaci - ani
                                    ceny nie spadna tak bardzo bo ten restaurator za lapowke wezmie 100x tyle wina
                                    niz moglby wziac, tak, ze importer uzyska znizki u producenta, ani tez
                                    restaurator nie da mi znizki w swojej knajpie, bo dbam o to, aby inni mieli za
                                    co dawac mu lapowki :-)

                                    Pozdrawiam
                                    • giorgio_primo Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 15.09.05, 19:53
                                      paero123 napisał:

                                      > giorgio_primo napisał:
                                      >
                                      > > Sorry ale nic z tego nie rozumiem. ;-)
                                      >
                                      > No to nic nie poradzę. Moze kiedys przy winie wyjaśnię :-)
                                      >
                                      > > Jasne że może. Każdy robi jak uważa za słuszne i lepsze dla jego biznesu.
                                      > Ale
                                      > > ja mogę nie kupować od takiego importera dla którego "nie jestem istotny
                                      > bo
                                      > > inny odbiera dużo więcej", prawda? To mój wybór.
                                      >
                                      > Jak najbardziej. Ale to cena hurtowa jest jedna dla wszystkich odbiorcow
                                      > niezaleznie od odbieranych ilosci. Myslalem, ze odbiorcy negocjuja ceny
                                      hurtowe
                                      >
                                      > z importerem w zaleznosci od zamawianych przez nich ilosci. Rozumiem, ze jest
                                      > to cena stała dla wszystkich?

                                      Na 100% nie. Tylko jakie to ma dla mnie znaczenie?

                                      > > Masz wybór. Kupuj tam gdzie uważasz za słuszne. "Nikt nikogo przcież pod
                                      > > pistoletem nie trzyma".
                                      >
                                      > Tak, ale wynika, ze wszyscy w tej branzy maja wliczone "propozycje
                                      korupcyjne"
                                      > w swoje ceny... A płaci za to i ten kupujacy, ktory "nie jest istotny bo
                                      > > inny kupuje dużo więcej", prawda?

                                      Z czego to wynika? Twierdzę, że jest wręcz przeciwniw i nieliczne firmy mające
                                      taki pomysł na działanie biorą pod uwagę takie "propozycje".

                                      > > W niektórych firmach tak jest.
                                      >
                                      > Hmm, a jakies konkrety? Bo tak to ma moc taką jak stwierdzenie "niektorzy
                                      > stosuja nieuczciwą marżę"

                                      Wybacz, ale ani to miejsce na to, ani nie planuję repom konkretnym "koło pióra
                                      robić".

                                      > > Nie wiem. Wiem, że to funkcjonuje skali nie znam zjawiska i mało mnie to
                                      > > interesuje. Dla mnie istotne jest istnienie takiego zjawiska w konkretnej
                                      >
                                      > > firmie, choćby było to działanie jednostkowe.
                                      >
                                      > Czy firma akceptuje/wie o takich zachowaniach swoich pracownikow czy tez jest
                                      > ich wlasna inicjatywa? To ma duze znaczenie dla dalszej dyskusji

                                      Przypuszczam że ma, ale skąd mogę to wiedzieć na 100%? Według mnie nie ma
                                      żadnego znaczenia dla dalszej dyskusji. Ważne jest istnienie zjawiska a nie
                                      jego akceptacja lub nie. Jeśli firma nie akceptuje tego a to się dzieje, to
                                      znaczy najwyżej że jest źle zarządzana.

                                      > A promocje? Np. aby obrotem nadgonic zyski?

                                      No napisałem, że na przykład "oczyścić" magazyn czy upłynnić finanse.

                                      > To znaczy, ze lek nie jest "pisany" przez lekarza a jak ma duzo pacjentow to
                                      > nie jest sprzedawany (poprzez realizacje recepty). A pacjent nie ma zazwyczaj
                                      > wyboru, ze lekarz mowi mu "ma pan do wyboru takie leki na pana dolegliwosc"
                                      > tylko przypisac moze lek za A lub lek B . Lek A kosztuje 50 zł a lek B 200
                                      zł,
                                      > oba dzialaja identycznie.

                                      Bywam a aptekach. Jestem świadomym konsumentem. Apteka ma obowiązek
                                      poinformować o zamiennikach. Jeśli konsument jest nieświadomy, to w każdej
                                      branży może zostać "naciągnięty". Nic nie poradzę.

                                      > I jesli "smaruje" producent B to wtedy pacjent
                                      > przeplaca 4x tzn. lek jest tyle wart ale skutki leczenia nie sa 4x
                                      > lepsze/szybsze. A w cenie 200 zl są pewnie zawarte "bonusy" dla lekarzy. Tak
                                      > jak w winie bonusy dla restauratorow. Moze nie do konca ten przyklad jest
                                      > trafiony...

                                      Może i tak się bywać, ale ja nie wiem właściwie już do czego zmierzasz.

                                      > > Satysfakcję to chyba można mieć z wina na kilka innych sposobów, w zależn
                                      > ości
                                      > > od celu picia tegoż. Musisz cierpieć katusze podczas picia wina, bo w koń
                                      > cu
                                      > > niezależnie czy ktoś finasuje "boazerie" czy "lodówki", to z
                                      > > pewnością "finansujesz" drukarzowi etykiet, producentowi butelek czy w ko
                                      > ńcu
                                      > > właścicielowi firmy spedycyjnej wakacje, samochód, dom, meble, jedzenie i
                                      > coś
                                      > > tam pewnie jeszcze.
                                      >
                                      > Wszystko to rozumiem, ale jesli cena jest wysoka z powodu bezposrednich
                                      > nakladow na wino lacznie z godziwymi "kokosami i mercedesami" dla
                                      > producentow/importerow to OK. Ale nie jest OK, gdy importer/sprzedawca mowi,
                                      ze
                                      >
                                      > cena jest wysoka bo komus musi dac lapowke, zeby wzial jego towar.

                                      Zaraz, zaraz... a co w tym jest takiego znowu złego? Wolny rynek. Czy skoro nie
                                      można reklamować "normalnie", to takie działanie różni się czymkolwiek od
                                      płacenia kosmicznych sum przez Pepsi jakimś piłkarzom, za co i tak płaci pijący
                                      Pepsi? Nie rozumiem. To może nie jest eleganckie, ale to element marketingu i
                                      tyle.

                                      > I ja te
                                      > łapowke wspołfinansuję, choc na dluzsza mete wcale mi sie to nie oplaci - ani
                                      > ceny nie spadna tak bardzo bo ten restaurator za lapowke wezmie 100x tyle
                                      wina
                                      > niz moglby wziac, tak, ze importer uzyska znizki u producenta, ani tez
                                      > restaurator nie da mi znizki w swojej knajpie, bo dbam o to, aby inni mieli
                                      za
                                      > co dawac mu lapowki :-)

                                      Zbyt to trudne dla mnie co piszesz. ;-)
                                      • paero123 Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 16.09.05, 12:27
                                        giorgio_primo napisał:

                                        > Myslalem, ze odbiorcy negocjuja ceny
                                        > hurtowe
                                        > >
                                        > > z importerem w zaleznosci od zamawianych przez nich ilosci. Rozumiem, ze
                                        > jest
                                        > > to cena stała dla wszystkich?
                                        >
                                        > Na 100% nie. Tylko jakie to ma dla mnie znaczenie?

                                        No jak to? Takie, ze jesli ktos z odbiorcow (Makro) dostal te wina duzo taniej
                                        niz Ty i pewnego pieknego dnia postanowil dokonac przeceny win od tego
                                        importera sprzedajac je z minimalna marżą to niby z jakiego powodu Ty masz sie
                                        obrażać na importera?

                                        > Z czego to wynika?

                                        Z swiadectw holity i wienerscha. Ty jako jeden twierdzisz, ze nie ma takiego
                                        zjawiska. Wiec jest 2:1 na korzysc twierdzenia, ze w cene wina dla wszystkich
                                        kupujacych wliczone są łapówki dla paru najwiekszych, pomimo zapewne i tak
                                        nizszych cen win proponowanych dla nich. Czyli za upust+ łapówka dla nich płaca
                                        ci "zwykli" kupujący.

                                        > Twierdzę, że jest wręcz przeciwniw i nieliczne firmy mające
                                        > taki pomysł na działanie biorą pod uwagę takie "propozycje".

                                        Jakos przedstawiciele innych film nie kwapia sie do potwierdzenia tego
                                        załozenia. Moze jednak wstyd im o tym mowic...

                                        > > Czy firma akceptuje/wie o takich zachowaniach swoich pracownikow czy tez
                                        > jest
                                        > > ich wlasna inicjatywa? To ma duze znaczenie dla dalszej dyskusji
                                        >
                                        > Przypuszczam że ma, ale skąd mogę to wiedzieć na 100%? Według mnie nie ma
                                        > żadnego znaczenia dla dalszej dyskusji.

                                        Ma ogromne znaczenie. Dla ustalenia skali zjawiska i tego, czy jest to
                                        akceptowane jako element biznesu czy prywatna inicjatywa pracownikow.

                                        > Ważne jest istnienie zjawiska a nie
                                        > jego akceptacja lub nie.

                                        Ale jesli firma jest nieswiadoma zjawiaska to jak ma zadzialac przeciw?
                                        Przeciez traca odbiorcow wg Twojej teorii, chyba, ze jej przedstawiaciele
                                        sprzedaja detalicznie na taka skale, ze utrata paru odbiorcow nie stanowi
                                        problemu...

                                        > Jeśli firma nie akceptuje tego a to się dzieje, to
                                        > znaczy najwyżej że jest źle zarządzana.

                                        W duzych firmach to ciezko patrzec pracownikom "na rece", bo jest ich sporo a
                                        skoro sa rozliczani z efektow pracy a nie ze sposobu to o ile sprzedaz jest OK
                                        to po co takiego pracownika "inwigilowac"?

                                        > > A promocje? Np. aby obrotem nadgonic zyski?
                                        >
                                        > No napisałem, że na przykład "oczyścić" magazyn czy upłynnić finanse.

                                        No i OK. Przecenic za wysoko wyceniony towar (nie za wysoko co do jakosci ale
                                        co do kieszeni kupujacych). Dlaczego cena w B-stoku jest taka sama lub wyzsza
                                        niz w Wwie? Przeciez zdolnosc nabywcza bialostoczan jest mniejsza niz
                                        warszawiakow, a jak ktos otworzyl juz sklep w B-stoku to chyba zalezy mu na
                                        obrocie a nie na sprzedazy "od czasu do czasu"

                                        > Bywam a aptekach. Jestem świadomym konsumentem. Apteka ma obowiązek
                                        > poinformować o zamiennikach. Jeśli konsument jest nieświadomy, to w każdej
                                        > branży może zostać "naciągnięty". Nic nie poradzę.

                                        No a jesli apteka jest rowniez oblaskawiona przez repa z firmy B? A jesli
                                        profesor X mowi pacjentowi, ze ma przyjmowac ten i TYLKO ten lek, to pacjent
                                        poslucha jego czy pani mgr farmacji Y tuz po studiach, ktora zaproponuje mu
                                        jakis tani odpowiednik? Tak jak ktos poslucha p.Bieńczyka a nie kogos ze sklepu
                                        z winem. Chodzi o moc autorytetu

                                        > Zaraz, zaraz... a co w tym jest takiego znowu złego? Wolny rynek. Czy skoro
                                        nie
                                        >
                                        > można reklamować "normalnie", to takie działanie różni się czymkolwiek od
                                        > płacenia kosmicznych sum przez Pepsi jakimś piłkarzom, za co i tak płaci
                                        pijący
                                        >
                                        > Pepsi? Nie rozumiem. To może nie jest eleganckie, ale to element marketingu i
                                        > tyle.

                                        Ale z powodu paru milionow dla trójcy Beckham-Lopez-Knowles nie wzrasta cena
                                        Pepsi nie tylko w Polsce ale i na świecie. Ani Pepsi nie mowi, ze cena jest
                                        wysoka bo musi dawac tyle na promocje. Widocznie ten marketing jest tak
                                        skuteczny, ze powoduje zwiekszenie sprzedazy i ten pare milionow warto bylo
                                        wydac. A w przypadku wina w Polsce wynika, ze te lapówy sa konieczne aby w
                                        ogole sprzedac towar, bo klienci detaliczni sa nieistotni a liczą się
                                        restauratorzy i sklepy specjalistyczne, ktorym nie zalezy na dobrych winach ale
                                        na winach z "załącznikiem" :-(. A jak detaliczny przyjdzie to i tak kupi co
                                        sprzedawca mu zarekomenduje

                                        Pozdrawiam
                                        • giorgio_primo Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 16.09.05, 13:06
                                          paero123 napisał:

                                          > giorgio_primo napisał:
                                          >
                                          > > Myslalem, ze odbiorcy negocjuja ceny
                                          > > hurtowe
                                          > > >
                                          > > > z importerem w zaleznosci od zamawianych przez nich ilosci. Rozumie
                                          > m, ze
                                          > > jest
                                          > > > to cena stała dla wszystkich?
                                          > >
                                          > > Na 100% nie. Tylko jakie to ma dla mnie znaczenie?
                                          >
                                          > No jak to? Takie, ze jesli ktos z odbiorcow (Makro) dostal te wina duzo
                                          taniej
                                          > niz Ty i pewnego pieknego dnia postanowil dokonac przeceny win od tego
                                          > importera sprzedajac je z minimalna marżą to niby z jakiego powodu Ty masz
                                          sie
                                          > obrażać na importera?

                                          Zastanawiam się czu naprawdę nie rozumiesz, czy też może bawi Cię rozwlekanie
                                          tego w nieskończoność... :-(

                                          Gdzie napisałem, że się obrażam??? Najzwyczajniej podejmuję decyzję o
                                          rezygnacji z zkupów u tego importera. Mam prawo? Wolno mi? Czy nie?

                                          > > Z czego to wynika?
                                          >
                                          > Z swiadectw holity i wienerscha. Ty jako jeden twierdzisz, ze nie ma takiego
                                          > zjawiska. Wiec jest 2:1 na korzysc twierdzenia, ze w cene wina dla wszystkich
                                          > kupujacych wliczone są łapówki dla paru najwiekszych, pomimo zapewne i tak
                                          > nizszych cen win proponowanych dla nich. Czyli za upust+ łapówka dla nich
                                          płaca
                                          >
                                          > ci "zwykli" kupujący.

                                          "Świadectwa" to zostaw DJ Rydzykowi i Radiu Maryja.

                                          > > Twierdzę, że jest wręcz przeciwniw i nieliczne firmy mające
                                          > > taki pomysł na działanie biorą pod uwagę takie "propozycje".
                                          >
                                          > Jakos przedstawiciele innych film nie kwapia sie do potwierdzenia tego
                                          > załozenia. Moze jednak wstyd im o tym mowic...

                                          Może im się nie chce czytać tych wypocin.

                                          > > > Czy firma akceptuje/wie o takich zachowaniach swoich pracownikow cz
                                          > y tez
                                          > > jest
                                          > > > ich wlasna inicjatywa? To ma duze znaczenie dla dalszej dyskusji
                                          > >
                                          > > Przypuszczam że ma, ale skąd mogę to wiedzieć na 100%? Według mnie nie ma
                                          >
                                          > > żadnego znaczenia dla dalszej dyskusji.
                                          >
                                          > Ma ogromne znaczenie. Dla ustalenia skali zjawiska i tego, czy jest to
                                          > akceptowane jako element biznesu czy prywatna inicjatywa pracownikow.

                                          A kogo to obchodzi poza Tobą? Jeśli jest to dla Ciebie tak istotne, to podejmij
                                          działania śledcze na większą skalę i rozwiej swoje wątpliwości.

                                          > > Ważne jest istnienie zjawiska a nie
                                          > > jego akceptacja lub nie.
                                          >
                                          > Ale jesli firma jest nieswiadoma zjawiaska to jak ma zadzialac przeciw?
                                          > Przeciez traca odbiorcow wg Twojej teorii, chyba, ze jej przedstawiaciele
                                          > sprzedaja detalicznie na taka skale, ze utrata paru odbiorcow nie stanowi
                                          > problemu...

                                          Jak jest nieświadoma to znaczy że jest źle zarządzana. Jezusie Nazarański! Co
                                          mnie to obchodzi co oni tracą! Ich wybór co robią.

                                          > > Jeśli firma nie akceptuje tego a to się dzieje, to
                                          > > znaczy najwyżej że jest źle zarządzana.
                                          >
                                          > W duzych firmach to ciezko patrzec pracownikom "na rece", bo jest ich sporo a
                                          > skoro sa rozliczani z efektow pracy a nie ze sposobu to o ile sprzedaz jest
                                          OK
                                          > to po co takiego pracownika "inwigilowac"?

                                          A kto pisze że ktoś ma kogoś inwigilować???

                                          > > > A promocje? Np. aby obrotem nadgonic zyski?
                                          > >
                                          > > No napisałem, że na przykład "oczyścić" magazyn czy upłynnić finanse.
                                          >
                                          > No i OK. Przecenic za wysoko wyceniony towar (nie za wysoko co do jakosci ale
                                          > co do kieszeni kupujacych). Dlaczego cena w B-stoku jest taka sama lub wyzsza
                                          > niz w Wwie? Przeciez zdolnosc nabywcza bialostoczan jest mniejsza niz
                                          > warszawiakow, a jak ktos otworzyl juz sklep w B-stoku to chyba zalezy mu na
                                          > obrocie a nie na sprzedazy "od czasu do czasu"

                                          Piszesz o rzeczach o jakich nie masz pojęcia. Jest dokładnie odwrotnie. Między
                                          Poznaniem a Wawą bywa 100% różnicy na marży (w Wawie o tyle więcej...).

                                          > > Bywam a aptekach. Jestem świadomym konsumentem. Apteka ma obowiązek
                                          > > poinformować o zamiennikach. Jeśli konsument jest nieświadomy, to w każde
                                          > j
                                          > > branży może zostać "naciągnięty". Nic nie poradzę.
                                          >
                                          > No a jesli apteka jest rowniez oblaskawiona przez repa z firmy B? A jesli
                                          > profesor X mowi pacjentowi, ze ma przyjmowac ten i TYLKO ten lek, to pacjent
                                          > poslucha jego czy pani mgr farmacji Y tuz po studiach, ktora zaproponuje mu
                                          > jakis tani odpowiednik? Tak jak ktos poslucha p.Bieńczyka a nie kogos ze
                                          sklepu
                                          >
                                          > z winem. Chodzi o moc autorytetu

                                          Zły przykład. Nietrafiony. Nie znam żadnego klienta który kieruje się przy
                                          zakupie jakimkolwiek polskim wydawnictwem. Nic nie poradzę, że tak jest w
                                          aptekach. Zresztą to jakaś hipotetyczna sytuacja, bo się nie spotkałem z takim
                                          ekstremum a kupuję w aptekach regularnie i to różnych. Jak klient jest
                                          nieświadomy i wpatrzony w "Pana Profesora" jak w bożka to sam sobie jest
                                          winien, że został "naciągnięty". Poza tym jeśli apteka nie dopełnia tego
                                          obowiązku to należy zgłosić ten fakt tutaj: nia@nia.org.pl (Naczelna
                                          Izba Aptekarska).

                                          > > Zaraz, zaraz... a co w tym jest takiego znowu złego? Wolny rynek. Czy sko
                                          > ro
                                          > nie
                                          > >
                                          > > można reklamować "normalnie", to takie działanie różni się czymkolwiek od
                                          >
                                          > > płacenia kosmicznych sum przez Pepsi jakimś piłkarzom, za co i tak płaci
                                          > pijący
                                          > >
                                          > > Pepsi? Nie rozumiem. To może nie jest eleganckie, ale to element marketin
                                          > gu i
                                          > > tyle.
                                          >
                                          > Ale z powodu paru milionow dla trójcy Beckham-Lopez-Knowles nie wzrasta cena
                                          > Pepsi nie tylko w Polsce ale i na świecie. Ani Pepsi nie mowi, ze cena jest
                                          > wysoka bo musi dawac tyle na promocje. Widocznie ten marketing jest tak
                                          > skuteczny, ze powoduje zwiekszenie sprzedazy i ten pare milionow warto bylo
                                          > wydac. A w przypadku wina w Polsce wynika, ze te lapówy sa konieczne aby w
                                          > ogole sprzedac towar, bo klienci detaliczni sa nieistotni a liczą się
                                          > restauratorzy i sklepy specjalistyczne, ktorym nie zalezy na dobrych winach
                                          ale
                                          >
                                          > na winach z "załącznikiem" :-(. A jak detaliczny przyjdzie to i tak kupi co
                                          > sprzedawca mu zarekomenduje

                                          Wychodzisz z założenia, że tak jest z tymi "wziątkami" i trzymasz się tego jak
                                          rzep psiego ogona. Tak bywa, ale regułą to nie jest.
                                          • paero123 Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 16.09.05, 16:33
                                            giorgio_primo napisał:

                                            > Gdzie napisałem, że się obrażam??? Najzwyczajniej podejmuję decyzję o
                                            > rezygnacji z zakupów u tego importera. Mam prawo? Wolno mi? Czy nie?

                                            Uzycie "Ty" miało tu jedynie charakter przykladowy. Moglem rowniez
                                            napisac "odbiorca X".
                                            Oczywiscie, ze Ci wolno. Tylko motyw wyglada mi na decyzje "emocjonalną"

                                            > > Z swiadectw holity i wienerscha...
                                            >
                                            > "Świadectwa" to zostaw DJ Rydzykowi i Radiu Maryja.

                                            A to oni opatentowali te slowa, ze nie mozna ich uzywac? Nie wiem, bo nie
                                            slucham RM...

                                            > > Jakos przedstawiciele innych film nie kwapia sie do potwierdzenia tego
                                            > > załozenia. Moze jednak wstyd im o tym mowic...
                                            >
                                            > Może im się nie chce czytać tych wypocin.

                                            Może.

                                            > A kogo to obchodzi poza Tobą?

                                            Pewnie nikogo.

                                            > Jeśli jest to dla Ciebie tak istotne, to podejmij
                                            > działania śledcze na większą skalę i rozwiej swoje wątpliwości.

                                            Pozostawię innym pole do popisu po wygranych wyborach

                                            > Jak jest nieświadoma to znaczy że jest źle zarządzana.

                                            Zapewne.

                                            > Jezusie Nazarański!

                                            Panowie śledczy z komisji ds. cen wina w Polsce! Pamiętajcie aby przesłuchać
                                            Jezusa N., moze cos wiedziec w tej sprawie.

                                            > Ich wybór co robią.

                                            Ale od ich wyboru zależy wybór odbiorcy X.

                                            > > No i OK. Przecenic za wysoko wyceniony towar (nie za wysoko co do jakosci
                                            > ale
                                            > > co do kieszeni kupujacych). Dlaczego cena w B-stoku jest taka sama lub wy
                                            > zsza
                                            > > niz w Wwie?

                                            > Piszesz o rzeczach o jakich nie masz pojęcia. Jest dokładnie odwrotnie.

                                            Bez urazy ale w Białymstoku mam okazję być raz na 1-2 tygodnie a w Wwie
                                            pracuje. I zagladam do sklepow i tu i tam. I ceny w Wwie są nizsze od tych a B-
                                            stoku. Np. to samo wino w Makro B-stok jest drozsze niz w Leclerc Wwa.

                                            > Między
                                            > Poznaniem a Wawą bywa 100% różnicy na marży (w Wawie o tyle więcej...).

                                            Super. A miedzy Wwa czy Poznaniem a np. zagranica jest tez pewnie ze 100%
                                            róznicy. I co z tego wynika dla mnie, mieszkanca Wwy czy B-stoku? Zyję/mieszkam
                                            tam gdzie pracuję a nie tam gdzie mogę tanio kupić wino.

                                            > Zły przykład. Nietrafiony. Nie znam żadnego klienta który kieruje się przy
                                            > zakupie jakimkolwiek polskim wydawnictwem.

                                            A wiec MW czytaja ludzie 'dla rozrywki'? I panowie BB napisali swoj przewodnik
                                            tak dla wlasnej satysfakcji?

                                            > Nic nie poradzę, że tak jest w
                                            > aptekach. Zresztą to jakaś hipotetyczna sytuacja, bo się nie spotkałem z
                                            takim
                                            > ekstremum a kupuję w aptekach regularnie i to różnych.

                                            Czyli jak Ty się z daną sytuacją nie spotkałeś osobiście to jest ono
                                            tylko 'hipotetyczna'?! Co za niewierny Tomasz!

                                            > Jak klient jest
                                            > nieświadomy i wpatrzony w "Pana Profesora" jak w bożka to sam sobie jest
                                            > winien, że został "naciągnięty".

                                            Nie klient a pacjent. To b.duza roznica. Bo wina to mogą smakować lub nie i to
                                            cały dramat z nimi związany a leki recepturowe to moga pomoc lub zaszkodzic
                                            zdrowiu lub życiu.

                                            > Poza tym jeśli apteka nie dopełnia tego
                                            > obowiązku to należy zgłosić ten fakt tutaj: nia@nia.org.pl(Naczelna
                                            > Izba Aptekarska).

                                            To pewnie NIA jest źle zarządzana, skoro o tym nie wie. Pozostawiam sprawę
                                            kolejnej komisji śledczej.

                                            > Wychodzisz z założenia, że tak jest z tymi "wziątkami" i trzymasz się tego
                                            jak
                                            > rzep psiego ogona. Tak bywa, ale regułą to nie jest.

                                            Z wypowiedzi przedmowcow wynika cos zupelnie odwrotnego:

                                            Holita: "duza naiwnoscia jest sadzic, ze mozna wejsc gdzies
                                            z oferta tylko dlatego, ze ma sie tanie i dobre wina albo uznane marki. NIKOGO
                                            to tak naprawde nie obchodzi. Wazne jest "ILE MI DACIE" i "JAKIE BEDE MIAL Z
                                            TEGO KORZYSCI". Wazne sa osobiste kontakty. Jakosc wina jest na szarym koncu
                                            hierarchii waznosci, a i sama cena nie zawsze gra istotna role. Wydawalo mi
                                            sie, ze to oczywiste..."
                                            Winiersch: "Obecnie to dokladnie jak mówi Holita. "A co ja z tego
                                            będę miał, że sprzedaję twoje wina". Na moją odpowiedź że przecież ma marżę,
                                            tylko smiech, bo marżę ma od każdego ale inni daja jeszcze coś itp. Nielicznym
                                            zależy na dobrym tanim winie. Wiekszości na inych profitach."
                                            • giorgio_primo Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 16.09.05, 17:45
                                              paero123 napisał:

                                              > Oczywiscie, ze Ci wolno. Tylko motyw wyglada mi na decyzje "emocjonalną"

                                              Zapewniam Cię, że całkowicie racjonalną. I tylko jednym z powodów jest ta
                                              sytuacja którą Ci przytoczył Winoman.


                                              > Ale od ich wyboru zależy wybór odbiorcy X.

                                              Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Ty podejmujesz decyzję co i za ile i gdzie.
                                              Nikt inny. Deo jeździ do Drezna, ktoś do Berlina, jeszcze inny do Poznania a
                                              jeszcze innym szkoda czasu na takie wyprawy, bo na przykład ich czas poświęcony
                                              na taką podróż czy grzebanie w internecie nie zrekompensuje tego co w tym
                                              czasie mogliby zarobić. Zresztą przyczyn może być znacznie więcej.

                                              > Bez urazy ale w Białymstoku mam okazję być raz na 1-2 tygodnie a w Wwie
                                              > pracuje. I zagladam do sklepow i tu i tam. I ceny w Wwie są nizsze od tych a
                                              B-
                                              > stoku. Np. to samo wino w Makro B-stok jest drozsze niz w Leclerc Wwa.

                                              Ceny w Leclerc i Makro prawdopodobnie są takie same w całej Polsce. Gdyby było
                                              tak, że w Makro w Wa-wie byłoby taniej niż w Makro w B-stoku to może bym się
                                              trochę zdziwił, choć polityka cenowa bywa nawet w sieciowych indywidualna dla
                                              sklepu. Poza tym nie wiem czego to dowodzi. Nie pisałem o pojedynczych
                                              sklepach, bo w samej Wa-wie pomiędzy sklepami na to samo wino będą różnice
                                              rzędu 40% czasami, ale o średniej. Czy skoro między sklepami w jednym mieście
                                              są różnice w cenach to należy sądzić że stoi za tym jakaś specyfika dzielnicy?
                                              A co jeśli na tej samej ulicy są dwa sklepy i mają różne ceny? To też jakiś
                                              spisek i "łapownictwo" za tym stoi?

                                              > Super. A miedzy Wwa czy Poznaniem a np. zagranica jest tez pewnie ze 100%
                                              > róznicy.

                                              Bywa i tak, choć sporadycznie. Różnica raczej jest duuużo mniejsza. Za to
                                              prawie zawsze taniej jest w Poznaniu niż w berlińskim KaDeWe. Są też pojedyncze
                                              rodzynki taniej tutaj niż (nie tylko) w Niemczech i bywają po nie klienci z
                                              Niemiec. Nadal nie wiem tylko co z tego ma wynikać?

                                              > I co z tego wynika dla mnie, mieszkanca Wwy czy B-stoku? Zyję/mieszkam
                                              >
                                              > tam gdzie pracuję a nie tam gdzie mogę tanio kupić wino.

                                              No nic właśnie dla Ciebie nie wynika, dlatego już od jakiegoś czasu nie
                                              rozumiem co jest celem tych dociekań twoich w tym wątku.

                                              > A wiec MW czytaja ludzie 'dla rozrywki'? I panowie BB napisali swoj
                                              przewodnik
                                              > tak dla wlasnej satysfakcji?

                                              A czytają? Nic mi o tym nie wiadomo. Wymienione wydawnictwa widuję (i słyszę o
                                              nich) tylko wśród uczestników tego forum. ...i to też nie każdy forumowicz to
                                              czyta. Nigdy nie poznałem nikogo więcej powołującego się na nie lub mającego
                                              świadomość ich istnienia.

                                              > Czyli jak Ty się z daną sytuacją nie spotkałeś osobiście to jest ono
                                              > tylko 'hipotetyczna'?! Co za niewierny Tomasz!

                                              No dla mnie jest hipotetyczna. Potrafię się przed takimi praktykami w miarę
                                              skutecznie bronić. Nie neguję ich istnienia, tylko sugeruję, że wina leży po
                                              stronie konsumenta jeśli pozwala na to.

                                              > Nie klient a pacjent.

                                              W aptece to chyba klient.

                                              > To b.duza roznica. Bo wina to mogą smakować lub nie i to
                                              > cały dramat z nimi związany a leki recepturowe to moga pomoc lub zaszkodzic
                                              > zdrowiu lub życiu.

                                              Nie pisałem, że nie ma różnicy. Zresztą wogóle nie widzę związku tej sytuacji z
                                              tematem tego wątku.

                                              > To pewnie NIA jest źle zarządzana, skoro o tym nie wie. Pozostawiam sprawę
                                              > kolejnej komisji śledczej.

                                              Skąd mam to wiedzieć. Może NIA nie wie o tym, bo jak piszesz nikt nie korzysta
                                              z prawa jakie mu przysługuje jako klientowi apteki. Tylko znowu... jaki to ma
                                              związek z tematem? Nieświadomy konsument w każdej branży będzie padał ofiarą
                                              naciągaczy wszelkiej maści. Może równie wnikliwie spróbuj dociec skąd ceny
                                              Mango TV za fantastyczne i solidne produkty?

                                              > > Wychodzisz z założenia, że tak jest z tymi "wziątkami" i trzymasz się teg
                                              > o
                                              > jak
                                              > > rzep psiego ogona. Tak bywa, ale regułą to nie jest.
                                              >
                                              > Z wypowiedzi przedmowcow wynika cos zupelnie odwrotnego:
                                              >
                                              > Holita: "duza naiwnoscia jest sadzic, ze mozna wejsc gdzies
                                              > z oferta tylko dlatego, ze ma sie tanie i dobre wina albo uznane marki.
                                              NIKOGO
                                              > to tak naprawde nie obchodzi. Wazne jest "ILE MI DACIE" i "JAKIE BEDE MIAL Z
                                              > TEGO KORZYSCI". Wazne sa osobiste kontakty. Jakosc wina jest na szarym koncu
                                              > hierarchii waznosci, a i sama cena nie zawsze gra istotna role. Wydawalo mi
                                              > sie, ze to oczywiste..."
                                              > Winiersch: "Obecnie to dokladnie jak mówi Holita. "A co ja z tego
                                              > będę miał, że sprzedaję twoje wina". Na moją odpowiedź że przecież ma marżę,
                                              > tylko smiech, bo marżę ma od każdego ale inni daja jeszcze coś itp.
                                              Nielicznym
                                              > zależy na dobrym tanim winie. Wiekszości na inych profitach."

                                              Różni ludzie mają różne doświadczenia. Jeżeli posiadają wiedzę tego typu, to
                                              dotyczy ona zwykle własnych doświadczeń. Nie wydaje mi się, żeby Holita czy
                                              Winersch wypowiadali się w imieniu wszystkich uczestników rynku wina w Polsce.

                                              Jeżeli uważasz te wypowiedzi za niepodlegające dyskusji i dotyczą wszystkich to
                                              się mylisz. Winersch napisał "większości" a nie wszystkim. Podobnie
                                              wypowiedziała się Holita nie twierdząc, że tak jest zawsze.

                                              Gro tańszych alkoholi trafiających do gastronomii sprzedawana jest w systemie
                                              Cash&Carry w hurtowniach. Naprawdę wierzysz w to, że barman któremu skończyła
                                              się Sofia lub Gin Lubuski który podjechał autkiem by uzupełnić braki na
                                              powitanie otrzymuje propozycję "łapówki"? Niby od kogo? Od kasjera czy od
                                              kierowcy wózka widłowego?
                                              • Gość: paero123 Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.05, 01:30
                                                giorgio_primo napisał:

                                                > Zapewniam Cię, że całkowicie racjonalną. I tylko jednym z powodów jest ta
                                                > sytuacja którą Ci przytoczył Winoman.

                                                Hmm, ja zrozumialem, ze jedynym powodem zerwania wspolpracy z importerem
                                                niezaleznie od tego jak interesujacy jest jego asortyment i jak korzystne ceny
                                                proponuje, byloby to, ze ktorys z jego handlowcow zrobil lewizne w postaci
                                                sprzedazy detaliscie jakiejs ilosci win po cenie jak dla odbiorcow hurtowych.
                                                Nie o tej sytuacji rozmawialismy caly czas?

                                                > > Ale od ich wyboru zależy wybór odbiorcy X.
                                                > Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Ty podejmujesz decyzję co i za ile i
                                                gdzie.

                                                Przez odbiorce X rozumialem odbiorce hurtowego, ktory moze zerwac wspolprace z
                                                importerem w przypadku "promocji" importera np. w Makro... Nie chodzilo mi tu
                                                o klientow detalicznych.

                                                > Ceny w Leclerc i Makro prawdopodobnie są takie same w całej Polsce.

                                                W Leclerc Ursynow sa inne niz w Leclerc Bielany. Niektore wyzsze, niektore
                                                nizsze. Makro nie wiem, bo rzadko tam kupuje .

                                                > polityka cenowa bywa nawet w sieciowych indywidualna dla
                                                > sklepu.

                                                Zgadzam sie, choc Makro rzeczywiscie moze to nie dotyczyc.

                                                > Poza tym nie wiem czego to dowodzi.

                                                Ze ceny win w B-stoku sa wyzsze niz w Wwie. 3 sklepy z winem, ktore odwiedzilem
                                                w B-stoku poza Makro, maja wyzsze ceny prawie na wszystko niz w sklepach w
                                                Wwie, nie mowiac o tym, ze wybor mniejszy i raczej jak supermarketowy w Wwie.

                                                > Nie pisałem o pojedynczych
                                                > sklepach, bo w samej Wa-wie pomiędzy sklepami na to samo wino będą różnice
                                                > rzędu 40% czasami, ale o średniej. Czy skoro między sklepami w jednym mieście
                                                > są różnice w cenach to należy sądzić że stoi za tym jakaś specyfika dzielnicy?

                                                OK. Dla przykladu: Real w M1 Marki, Carrefour Wilenska na Pradze, Leclerc
                                                Ursynow lub Bielany, P&P Blue City Ochota, Bomi CH Klif Zoliborz - powiedzmy we
                                                wszystkich asortyment win supermarketowy (w 2 ostanich bardziej wydaje sie
                                                przemyslany i urozmaicony), ceny tych samych win zblizone mimo roznych
                                                lokalizacji. Nie porownuje sklepow specjalistycznych (La Bodega, Mielzynski,
                                                Centrum Wina) bo asortyment zbyt rozny od siebie a lokalizacje
                                                nieco "wypasione" poprzez umiejscowienie w "czynszowo" drogich miejscach (Dom
                                                Dochodowy, Burakowska 5/7, biurowiec na Pańskiej). Dla ciekawostki w tym samym
                                                CH Wilenska na Pradze jest obok Carrefour sklep Winehouse i ceny nie sa niskie
                                                i podejrzewam takie same jak w innym sklepie WH w Wwie...

                                                > A co jeśli na tej samej ulicy są dwa sklepy i mają różne ceny?

                                                Moze naleza do tego samego wlasciciela i to taki trick, aby klient nie szukal w
                                                innym miejscu tylko kupil tam gdzie taniej, byle u niego? :-) I to wcale nie
                                                hipoteza, bo w niektorych branzach tak sie robi...

                                                > To też jakiś
                                                > spisek i "łapownictwo" za tym stoi?

                                                Tak. Mieciu W. wziął za to kolejny milion:-).
                                                Poza tym byc moze na tej ulicy w jednym sklepie sa lodowki i boazerie a w
                                                drugim pasjonat, z ktorym mozna pogadac o winie ;-)))

                                                > Różnica raczej jest duuużo mniejsza. Za to
                                                > prawie zawsze taniej jest w Poznaniu niż w berlińskim KaDeWe. Są też
                                                pojedyncze
                                                > rodzynki taniej tutaj niż (nie tylko) w Niemczech i bywają po nie klienci z
                                                > Niemiec. Nadal nie wiem tylko co z tego ma wynikać?

                                                To, ze w Polsce (biorac srednia z calego kraju) wino jest jednak drozsze niz za
                                                granicą.

                                                > No nic właśnie dla Ciebie nie wynika, dlatego już od jakiegoś czasu nie
                                                > rozumiem co jest celem tych dociekań twoich w tym wątku.

                                                To bylo moje ulubione pytanie retoryczne, na ktore odpowiem jak to zwykle
                                                odpowiadam na pytania retoryczne :-) Wynika to dla mnie, ze za wino place sporo
                                                i nie moge go pic w zalecany przez Ciebie sposob czyli probowac, probowac i
                                                probowac jak najwiecej win. Prozaiczna przyczyna sa moje ograniczenia
                                                finansowe, wysokie ceny win w Polsce i tajne degustacje, ktore mnie omijaja :-
                                                ). I dlatego nieocenione sa dla mnie rekomendacje Twoje i innych forumowiczow,
                                                bo mimo, ze ludzie sie roznią to jednak maja duzo wspolnego, co pozwala im
                                                wspolnie cieszyc sie w danym momencie np. jednym winem, jednym filmem, jednym
                                                koncertem, jednym posilkiem, jednym samochodem, jednym domem itp. I nie ma nic
                                                zlego w zdaniu sie czasem na gust/wiedze/doswiadczenie innych ludzi, zwlaszcza
                                                jesli z powodzeniem (bo sie z tego utrzymują - tzn. widocznie ludzie sa
                                                zadowoleni z ich pomocy) czynia to oni zawodowo od wielu lat, niezaleznie czy
                                                to krytyk/recenzent/doradca winny, filmowy, muzyczny, samochodowy itp.
                                                Zwlaszcza gdy w gre wchodza istotne dla kogos w danym momencie pieniadze: dla
                                                jednego to bedzie kupno biletu do kina, wina, komputera, samochodu, domu,
                                                jachtu itp. Moze doradzony produkt nie bedzie idealny dla danej osoby ale
                                                zachowa pewnien poziom, ktory jednak nie zniecheci do dalszych poszukiwan na
                                                miare jego mozliwosci, pozwalajac sprecyzowac nasze oczekiwania co do idealu.

                                                > A czytają? Nic mi o tym nie wiadomo. Wymienione wydawnictwa widuję (i słyszę
                                                o
                                                > nich) tylko wśród uczestników tego forum. ...i to też nie każdy forumowicz to
                                                > czyta.

                                                Czyli te naklady marketingowe, o ktorych mowila holita, na reklamy w MW itp. sa
                                                nietrafione? To wyrzucone pieniadze? Ktos wie jak sie MW sprzedaje i jaki ma
                                                naklad? To czysto hobbystyczne wydawnictwo dla paru piszacych i paru
                                                czytajacych, z niewiadomych powodow (tak na wszelki wypadek) finansowane przez
                                                reklamodawcow? I to samo przewodnik BB??? Nikt go nie kupuje i nie korzysta z
                                                jego rad?

                                                > Nigdy nie poznałem nikogo więcej powołującego się na nie lub mającego
                                                > świadomość ich istnienia.

                                                Smutne. Czyli wiekszosc pije wino jak piwo czy wodke? Bo napoj, alkohol,
                                                smakuje i to wszystko? No moze "wypada" bardziej przy niektorych okazjach bo
                                                to "eleganciej" jak mowil moj wykladowca? Przypomina mi sie cytat z "Nie ma
                                                mocnych": "I upil sie nie wodka bynajmniej ale winem importowanym" :-/

                                                > No dla mnie jest hipotetyczna. Potrafię się przed takimi praktykami w miarę
                                                > skutecznie bronić.

                                                I z gory zakladasz sytuacje dla leku jak dla proszku do prania? Skoro efekt ten
                                                sam to po co przeplacac? Zamienniki to jednak czasami delikatna roznica np. w
                                                szybkosci/sposobie dzialania, lepszej przyswajalnosci, mniejszych skutkach
                                                ubocznych itp. W aptekach o tym tak dokladnie nie wiedza, nie informują...

                                                > Nie neguję ich istnienia, tylko sugeruję, że wina leży po
                                                > stronie konsumenta jeśli pozwala na to.

                                                Istnieje tez sytuacja, ze lekarz dostaje bonusy pomimo, ze lek jest i tak
                                                najlepszy. Bo rep pospieszyl sie z bonusem, a jak daje z wlasnej
                                                nieprzymuszonej woli to trza brac :-)

                                                > > Nie klient a pacjent.
                                                >
                                                > W aptece to chyba klient.

                                                Ale nie przychodzi z lista win wynotowanych z przewodnika ale z recepta
                                                przypisana przez specjaliste, za ktora ten ponosi odpowiedzialnosc zawodowa.
                                                Zdrowie/organizm to nie pole doswiadczalne dla metody prob i bledow,
                                                przypisanie leku poprzedza zazwyczaj cala procedura badania/diagnostyka i mgr
                                                farmacji czy pacjent nie ma prawa wydawac opinii, czy dany lek./dr/prof.med
                                                przypisal wlasciwy lek czy nie.

                                                > Zresztą wogóle nie widzę związku tej sytuacji z
                                                > tematem tego wątku.

                                                Zwiazek jest taki, ze jest analogia czyli nie dany lek/wino jest wazny tylko to
                                                co dany lekarz/sprzedawca dostanie "dla siebie" za przypisanie/sprzedaz
                                                asortymentu danego producenta leku/importera wina. A to przeklada sie na cene
                                                leku/wina dla klienta docelowego jako pewne "naklady marketingowe" przerzucane
                                                na pacjenta/konsumenta

                                                > Skąd mam to wiedzieć. Może NIA nie wie o tym, bo jak piszesz nikt nie
                                                korzysta
                                                > z prawa jakie mu przysługuje jako klientowi apteki.

                                                Nie mowie ze "nikt". Ale w przypadkach o ktorych mowie wiekszosc kupuje to co
                                                bylo przypisane mimo istnienia zamiennikow.

                                                > Tylko znowu... jaki to ma
                                                > związek
                                                • Gość: paero123 cd. nie zmiescilo sie IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.05, 01:32
                                                  giorgio_primo napisał:
                                                  > Zresztą wogóle nie widzę związku tej sytuacji z
                                                  > tematem tego wątku.

                                                  Zwiazek jest taki, ze jest analogia czyli nie dany lek/wino jest wazny tylko to
                                                  co dany lekarz/sprzedawca dostanie "dla siebie" za przypisanie/sprzedaz
                                                  asortymentu danego producenta leku/importera wina. A to przeklada sie na cene
                                                  leku/wina dla klienta docelowego jako pewne "naklady marketingowe" przerzucane
                                                  na pacjenta/konsumenta

                                                  > Skąd mam to wiedzieć. Może NIA nie wie o tym, bo jak piszesz nikt nie
                                                  korzysta
                                                  > z prawa jakie mu przysługuje jako klientowi apteki.

                                                  Nie mowie ze "nikt". Ale w przypadkach o ktorych mowie wiekszosc kupuje to co
                                                  bylo przypisane mimo istnienia zamiennikow.

                                                  > Tylko znowu... jaki to ma
                                                  > związek z tematem?

                                                  j.w.

                                                  > Może równie wnikliwie spróbuj dociec skąd ceny
                                                  > Mango TV za fantastyczne i solidne produkty?

                                                  Nie kupuje tych produktow a wina i owszem...

                                                  > Nie wydaje mi się, żeby Holita czy
                                                  > Winersch wypowiadali się w imieniu wszystkich uczestników rynku wina w Polsce.

                                                  Nie, ale zrozumialem, ze mowia o regule tzn. jesli chca sprzedawac na
                                                  satysfakcjonujaca ich skale, musza ponosic takie a nie inne "naklady"
                                                  niezaleznie od atrakcyjnosci jakosciowo-cenowej swego asortymentu. Bo inaczej
                                                  inni uczestnicy rynku gotowi do ponoszenia tych "nakladow" sprzedadza swoj
                                                  towar a nie oni. Wiecej, kto nie daje "nakladow", nie ma szans wspolpracowac.
                                                  Wynika, ze "naklad" stal sie regula w tym biznesie, a nieliczni jak Ty sa
                                                  wyjatkami potwierdzajacymi te regule :-(

                                                  > Jeżeli uważasz te wypowiedzi za niepodlegające dyskusji i dotyczą wszystkich
                                                  to się mylisz.

                                                  Tak nie uwazam. Mozna o tym dyskutowac i nie dotycza wszystkich.

                                                  > Winersch napisał "większości" a nie wszystkim. Podobnie
                                                  > wypowiedziała się Holita nie twierdząc, że tak jest zawsze.

                                                  Ale ta wiekszosc rzutuje jednak na cene. Taki byl chyba sens ich
                                                  opisu "zwyczajow" marketingowych w branzy i jedno z uzasadnien odpowiedzi na
                                                  pytanie w temacie watku...

                                                  > Gro tańszych alkoholi trafiających do gastronomii sprzedawana jest w systemie
                                                  > Cash&Carry w hurtowniach. Naprawdę wierzysz w to, że barman któremu skończyła
                                                  > się Sofia lub Gin Lubuski który podjechał autkiem by uzupełnić braki na
                                                  > powitanie otrzymuje propozycję "łapówki"? Niby od kogo? Od kasjera czy od
                                                  > kierowcy wózka widłowego?

                                                  Mam dziwne wrazenie, ze autor watku niekoniecznie cierpi własnie z powodu
                                                  wysokosci ceny Sofii czy Ginu Lubuskiego. Czy nawet ceny Carlo Rossi.
                                                  A juz na pewno my obydwaj nie dyskutujemy o tym dlaczego Sofia kosztuje w
                                                  Poznaniu przykladowo 6 zł a w Wwie 10 :-). Jesli nawet importer Sofii buduje
                                                  swemu odbiorcy restaurację od fundamentow po dach i ten "naklad" powoduje
                                                  zawyzenie ceny Sofii w skali całej Polski :-))))

                                                  Pozdrawiam
                                                  • giorgio_primo Re: cd. nie zmiescilo sie 17.09.05, 12:46
                                                    Przepraszam. Nie mam już siły klepać w klawiaturę. Z mojej strony "pas".

                                                    Jako wskazówkę dla dalszych twoich dociakań, proponuję abyś spokojnie
                                                    zastanowił się nad tym dlaczego firmy reprezentowane tutaj przez Holitę i
                                                    Winerscha w swojej ofercie mają jedne z najlepszych i uznanych win na Ziemi?
                                                    Dlaczego sobie zadają trud sprowadzania win prestiżowych, drogich, powszechnie
                                                    znanych na świecie z wysokiej jakości i chwalenia się w każdym katalogu ich
                                                    punktacją czy medalami? Jaki niby ma to sens, skoro nikogo podobno nie
                                                    interesuje nic poza "dodatkowymi profitami"? Myślę, że przeciętnie rozgarnięty
                                                    przedsiębiorca zaimportowałby wtedy najtańsze, względnie pijalne wino z
                                                    estetyczną etykietą w 1/10 ceny tych które oferuje Holita i Winersch. Miałby
                                                    więcej na "prezenty", no i rzecz jasna duuuużo więcej dla siebie. Problemem
                                                    tylko są znowu "ci cholerni klienci", którzy coraz lepiej wiedzą czego i w
                                                    jakiej jakości oczekują w miejscu gdzie się stołują lub zaopatrują w wino.

                                                    Acha... jeszcze jedno:

                                                    Sugerowałeś że skoro ktoś nie korzysta z porad BB czy MW to nie korzysta z
                                                    niczego, a tego nigdzie nie napisałem. Jak najbardziej korzysta, zwłaszcza
                                                    typ "hobbysty-badacza": z całych gór wydawnictw i poradników z krajów gdzie
                                                    istnieje bardzo duży i wykształcony rynek winiarski a recenzujący wina zwykle
                                                    (nie zawsze rzecz jasna!) mają nieco lepszą legitymację do wystawiania ocen,
                                                    choćby z powodu doświadczenia. Jeśli ktoś czyta sobie w książce czy periodyku
                                                    gdzie autor pisząc o jakimś winie ma perspektywę jego 30 roczników wstecz
                                                    znanych mu osobiście na różnych etapach dojrzewania, to kategoryczne sądy
                                                    naszych rodzimych recenzentów (z kilkuletnim stażem w piciu wina) gromiących
                                                    wina i producentów z rozbrajającą łatwością na podstawie paru win wypitych w
                                                    hali targowej zaufania po prostu nie wzbudzają.
                                                    • Gość: paero123 Re: cd. nie zmiescilo sie IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.05, 18:49
                                                      giorgio_primo napisał:

                                                      > Przepraszam. Nie mam już siły klepać w klawiaturę. Z mojej strony "pas".

                                                      Sie nie gniewam ;-). Trudno :-(

                                                      > Jako wskazówkę dla dalszych twoich dociakań, proponuję abyś spokojnie

                                                      Jestem spokojny :-). I wdzieczny za dotychczasową wymianę pogladów. Ponizej
                                                      podam swoje tylko przypuszczenia co do zadawanych przez Ciebie pytan bo
                                                      odpowiedzi znaja tylko Holita i Winersch. Szkoda, ze nie wlaczyli sie ponownie
                                                      do dyskusji po swoich kontrowersyjnych (przynajmniej dla mnie) wypowiedziach

                                                      > zastanowił się nad tym dlaczego firmy reprezentowane tutaj przez Holitę i
                                                      > Winerscha w swojej ofercie mają jedne z najlepszych i uznanych win na Ziemi?

                                                      Bo jako powazne firmy zamierzajace byc na rynku przez dlugie lata:
                                                      - nie tworza asortymentu na wzor dyskontu tj. mamy tylko towary tanie i
                                                      szybkosprzedawalne,
                                                      - wino dla nich to nie tylko biznes ale i pasja i jak kazdy pasjonat probuja
                                                      zarazic innych swoja pasja tj. przekonac do zacnych win (choc dotychczasowa
                                                      praktyka wskazuje ze to Sofia&Co rules!)
                                                      - maja klientow, ktorzy chca kupowac i kupuja te najlepsze i uznane wina
                                                      (przyklad z mojej branzy: jesli znajdzie sie odpowiedni klient w Polsce to
                                                      jestem w stanie sprowadzic mu Kate Moss do jego reklamy, co nie znaczy, ze nie
                                                      mam innych/tanszych/rowniez dobrych modelek)

                                                      > Dlaczego sobie zadają trud sprowadzania win prestiżowych, drogich,
                                                      powszechnie
                                                      > znanych na świecie z wysokiej jakości i chwalenia się w każdym katalogu ich
                                                      > punktacją czy medalami?

                                                      Bo kazdy chwali sie tym co ma 'naj' a niekoniecznie tym co sie najlepiej
                                                      sprzedaje. Teoria gwiazd i dojnych krow.

                                                      > Jaki niby ma to sens, skoro nikogo podobno nie
                                                      > interesuje nic poza "dodatkowymi profitami"?

                                                      Nikogo z najpowazniejszych dla nich w wymiarze finansowym klientow. Skoro
                                                      wszyscy oferenci maja porownywalnie przyzwoita oferte to cos innego niz wzgledy
                                                      merytoryczne decyduje o przyjeciu oferty. Moze byc to boazeria/lodowka, warunki
                                                      sprzedazy czy usmiech Holity :-)

                                                      > Myślę, że przeciętnie rozgarnięty
                                                      > przedsiębiorca zaimportowałby wtedy najtańsze, względnie pijalne wino z
                                                      > estetyczną etykietą w 1/10 ceny tych które oferuje Holita i Winersch.

                                                      A co pokazuja ich statystyki? Co sie najlepiej z ich win sprzedaje? Na czym
                                                      najwiecej zarabiaja jesli chodzi o obrot? Pytanie do Holity i Winerscha. Bede
                                                      wdzieczny za wyprowadzenie mnie z bledu, ze to nie wina z najwyzszej polki
                                                      pozwalaja im na utrzymanie się i rozwijanie biznesu

                                                      > Miałby
                                                      > więcej na "prezenty", no i rzecz jasna duuuużo więcej dla siebie.

                                                      To chyba bylo w innym watku ale czy najwiekszą marzą nie są obłozone własnie
                                                      wina z niższej i sredniej pólki?

                                                      > Problemem
                                                      > tylko są znowu "ci cholerni klienci", którzy coraz lepiej wiedzą czego i w
                                                      > jakiej jakości oczekują w miejscu gdzie się stołują lub zaopatrują w wino.

                                                      Jak to? Sam mowiles, ze dla gros klientow wino to tylko napoj, ktory smakuje
                                                      albo nie i zazwyczaj nie pamietaja nazw itd. I nie sa dla nich istotne punkty,
                                                      recenzje itp. bo jedynym kryterium jest ich smak, ktory moze nie miec nic
                                                      wspolnego z jakoscią, bo to jest dobre co im smakuje...

                                                      > Sugerowałeś że skoro ktoś nie korzysta z porad BB czy MW to nie korzysta z
                                                      > niczego, a tego nigdzie nie napisałem.

                                                      Powiedziales, ze wiekszosc klientow po prostu pije wino i raczej nie przechodzi
                                                      do teorii... A za taka rozumiem literature, publikacje na temat wina etc.

                                                      > Jak najbardziej korzysta, zwłaszcza
                                                      > typ "hobbysty-badacza":

                                                      Ktory jest nieistotny dla rynku sprzedazy win w Polsce jak zrozumialem...

                                                      > z całych gór wydawnictw i poradników z krajów gdzie
                                                      > istnieje bardzo duży i wykształcony rynek winiarski a recenzujący wina zwykle
                                                      > (nie zawsze rzecz jasna!)

                                                      Parker? :-)

                                                      > mają nieco lepszą legitymację do wystawiania ocen,
                                                      > choćby z powodu doświadczenia. Jeśli ktoś czyta sobie w książce czy periodyku
                                                      > gdzie autor pisząc o jakimś winie ma perspektywę jego 30 roczników wstecz
                                                      > znanych mu osobiście na różnych etapach dojrzewania, to kategoryczne sądy
                                                      > naszych rodzimych recenzentów (z kilkuletnim stażem w piciu wina)

                                                      A czy to nie rzecz indywidualna? Czy w przypadku odbioru wina nie mozna mowic o
                                                      talencie, predyspozycjach a tylko istotne jest doswiadczenie? MB w TVN
                                                      powiedzial, ze jego staz (jako zawodowca jak zrozumialem) to 12 lat - to duzo
                                                      czy malo? To utalentowany artysta czy tylko sprawny rzemieslnik w tej
                                                      dziedzinie? A moze ktos nie uprawniony do oceny lub wrecz samozwanczy znawca? A
                                                      WB, AD i inni, piszacy, degustujacy, szkolący, doradzajacy?
                                                      Poza tym wydaje mi sie, ze klienci bardziej cenia doradcow o kategorycznych i
                                                      jasnych wlasnie pogladach i opiniach, bo oczekuja porady "tak/nie" zamiast "jak
                                                      Pan uwaza" "nie chcialbym sugerowac" itp. A decyzja i tak nalezy do klienta,
                                                      ale latwiej mu sie ja podejmuje po jednoznacznej poradzie.

                                                      > gromiących
                                                      > wina i producentów z rozbrajającą łatwością na podstawie paru win wypitych w
                                                      > hali targowej zaufania po prostu nie wzbudzają.

                                                      Jesli to ich autorska publikacja tj. co dobre a co nie wg panow BB, to chyba im
                                                      wolno?

                                                • winoman Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 17.09.05, 12:19
                                                  Gość portalu: paero123 napisał(a):

                                                  > giorgio_primo napisał:
                                                  >
                                                  > > Zapewniam Cię, że całkowicie racjonalną. I tylko jednym z powodów jest ta
                                                  > > sytuacja którą Ci przytoczył Winoman.
                                                  >
                                                  > Hmm, ja zrozumialem, ze jedynym powodem zerwania wspolpracy z importerem
                                                  > niezaleznie od tego jak interesujacy jest jego asortyment i jak korzystne ceny
                                                  > proponuje, byloby to, ze ktorys z jego handlowcow zrobil lewizne w postaci
                                                  > sprzedazy detaliscie jakiejs ilosci win po cenie jak dla odbiorcow hurtowych.
                                                  > Nie o tej sytuacji rozmawialismy caly czas?

                                                  Nie wiem o czym rozmawialiście, niestety nie jestem w stanie połapać się w tym
                                                  wątku, ja pisałem o sytuacji, gdy IMPORTER sprzedaje detalicznie po cenach
                                                  równych, lub minimalnie wyższych od hurtowych, lub gdy ten sam importer
                                                  supermarketom sprzedaje wino po tak niskiej cenie, że po doliczeniu narzutu
                                                  supermarketu trafia ono na półkę w cenie niższej, niż cena proponowana
                                                  sprzedawcy detalicznemu przez importera. Powtarzam, chodzi o świadomą politykę
                                                  importerów, nie o "lewizny" handlowców.

                                                  Pamiętaj, że nawet jeśli importer ma oficjalnie tylko jeden cennik hurtowy, to i
                                                  tak ma często system upustów, przez co różni odbiorcy płacą różne ceny. W
                                                  innych cenach kupują sklepy specjalistyczne, w innych supermarkety, jeszcze w
                                                  innych gastronomia itp.

                                                  Pozdrawiam!
                                                  • paero123 Re: Że taż Wam się jeszcze chce to wałkować... ;- 17.09.05, 19:17
                                                    winoman napisał:

                                                    > Nie wiem o czym rozmawialiście, niestety nie jestem w stanie połapać się w tym
                                                    > wątku,

                                                    No to zalamales mnie, winomanie :-(. Matematyk i uniwersytecki wykladowca... To
                                                    czas konczyc ten watek, skoro juz umysly scisle gubia sie w strukturze
                                                    odpowiedzi i cytatow ;-)

                                                    > ja pisałem o sytuacji, gdy IMPORTER sprzedaje detalicznie po cenach
                                                    > równych, lub minimalnie wyższych od hurtowych,

                                                    To rzeczywiscie niewlasciwe z punktu widzenia struktury handlu

                                                    > lub gdy ten sam importer
                                                    > supermarketom sprzedaje wino po tak niskiej cenie, że po doliczeniu narzutu
                                                    > supermarketu trafia ono na półkę w cenie niższej, niż cena proponowana
                                                    > sprzedawcy detalicznemu przez importera.

                                                    Ale jesli suprmarket jako siec bierze 1000x wiecej towaru niz dany sprzedawca
                                                    detaliczny (i z tego powodu ma nizsze ceny hurtowe od importera niz sd) i
                                                    dolicza marze jaka uwaza za oplacalna dla niego bo stawia ma obrot to gdzie tu
                                                    wina importera?

                                                    > Powtarzam, chodzi o świadomą politykę
                                                    > importerów, nie o "lewizny" handlowców.
                                                    >
                                                    > Pamiętaj, że nawet jeśli importer ma oficjalnie tylko jeden cennik hurtowy,
                                                    to
                                                    > i
                                                    > tak ma często system upustów, przez co różni odbiorcy płacą różne ceny.

                                                    Wieksi placa mniej. I moze wystapic sytuacja j.w.?

                                                    > W
                                                    > innych cenach kupują sklepy specjalistyczne, w innych supermarkety, jeszcze w
                                                    > innych gastronomia itp.

                                                    Tak, calkowicie to rozumiem. I inne marze detaliczne moga stosowac. P.Pulawski
                                                    napisal, ze niektorzy 5 zl a niektorzy duzo wiecej na tym samym winie...
                                                    Importer moze nakazac odbiorcom, jaka najnizsza marze detaliczna wolno im
                                                    stosowac???

                                                    Pozdrawiam
                                                    >
                                                    > Pozdrawiam!
                    • giorgio_primo Nie wiem... 14.09.05, 15:28
                      paero123 napisał:

                      > Giorgio, mistrzu jak już :-)
                      >
                      > Chodziło mi przede wszystkim o to, dlaczego istniejace sklepy specjalistyczne
                      > posiadajace również internetowy kanal dystrybucji (np. La Bodega, Winoteka
                      > Nico, Dominius) maja identyczne ceny na polkach i w ofercie internetowej.

                      Nie wiem, nie będę się wypowiadał za innych. Ja bym nie mógł mieć tańszych win
                      w ofercie internetowej przy obecnych cenach w "zwykłym". Chyba żeby nagle się
                      okazało, że rynek internetowy wzrósł niczym poparcie w sonadażach dla Tuska w
                      ciągu 4 miesięcy. ;-)

                      > giorgio_primo napisał:
                      > > Problemem jednak jest to, że przy niskiej świadomości konsumenta w Polsce
                      >
                      > > klientem takiego sklepu wirtualnego zostaje niewiele więcej osób niż
                      > uczestnicy tego forum (potrafiący często dokonać świadomego wtboru bez
                      > udziału "realnego" sprzedawcy) plus grupa stałych klientów którą buduje się
                      > przez wiele, wiele lat.
                      >
                      > No i skoro to sa ludzie nie potrzebujacy osobistej konsultacji sprzedawcy itp
                      > uslug to dlaczego nie moga przez internet kupowac taniej?

                      Bo jest ich za mało...

                      > Np. w banku nie place
                      >
                      > za przelewy internetowe, dokonywane samodzielnie, natomiast w oddziale taki
                      > przelew juz cos kosztuje bo obsluga itp.

                      ... w przeciwieństwie do klientów banku, których jest bardzo dużo.

                      > > W wypadku całej pozostałej rzeszy konsumentów wina, taki sklep niczym się
                      >
                      > > nie różni od stoiska samoobsługowego w Auchan czy innym Geant lub Tesco a
                      >
                      > zakup w nim jest nieporównywalnie trudniejszy i wywołujący nierzadko stres
                      oraz
                      >
                      > > niepokój o jakość usługi (niestety często uzasadniony z powodu marketingo
                      > wego
                      > > bełkotu pojawiającego się na stronach sklepów wirtualnych).
                      >
                      > OK, ale skoro to taki nierentowny kanal to czemu tradycyjnie polscy
                      > importerzy/sklepy go uruchamiaja?

                      Nie wiem. Myślę, że dla większej firmy koszt jest relatywnie mały w stosunku do
                      całości obrotu i zajmują pozycję na przyszłość.

                      > Gdyby ceny byly nizsze to czy nie chetniej
                      > klienci by jednak ryzykowali i kupowali przez Internet?

                      Też nie wiem. Na całym świecie akurat handel winem przez internet nie jest aż
                      tak popularny...

                      > A od czego jest google
                      > aby sprawdzic dane wino? Poza tym wystaczy wprowadzic statystyki 'Najczesciej
                      > kupowane wina' 'Wina pasujace do...' itp. wyszukiwarki na stronie i klopot z
                      > glowy. A tak to mam cene jak w sklepie + koszt dostawy + ew.ryzyko podanie nr
                      > karty kredytowej i taki zakup z gory staje sie nieatrakcyjny, nie tylko
                      > cenowo...

                      W tym właśnie problem. Poza tym to kto w te "statystyki" uwierzy, skoro często
                      tam się pojawia jakaś "mina" której nie da się sprzedać? Na googlowanie to nie
                      każdy ma czas, wiedzę i zapał.
                      • paero123 Re: Nie wiem... 14.09.05, 17:50
                        giorgio_primo napisał:

                        > Nie wiem, nie będę się wypowiadał za innych. Ja bym nie mógł mieć tańszych
                        win
                        > w ofercie internetowej przy obecnych cenach w "zwykłym".

                        A Ty masz wlasny import, tak? I sprzedajesz tylko w TBE czy tez do innych
                        sklepow w Polsce?

                        > Chyba żeby nagle się
                        > okazało, że rynek internetowy wzrósł niczym poparcie w sonadażach dla Tuska w
                        > ciągu 4 miesięcy. ;-)

                        Popros kogos z forumowiczow aby zeznal, ze ktorys z Twoich konkurentow pomylil
                        sie w oswiadczeniu celnym czy podatkowym a juz jakis pulkownik sie nimi
                        zajmie :-))) Zanim sie wytlumaczą to bedziesz miał 40% rynku w Polsce :-D

                        > > OK, ale skoro to taki nierentowny kanal to czemu tradycyjnie polscy
                        > > importerzy/sklepy go uruchamiaja?
                        >
                        > Nie wiem. Myślę, że dla większej firmy koszt jest relatywnie mały w stosunku
                        do
                        >
                        > całości obrotu i zajmują pozycję na przyszłość.

                        Znaczy się tak na wszelki wypadek każdy szanujacy sie winiarz strone
                        internetowa miec powinien :-) Tworzoną z pasją jak strona pewnej firmy, ktorej
                        nazwy tu nie wymienię, poki mi nie przyślą obiecanego wina :-)))
                        A powaznie: np. taki Dominius miesci sie hen, hen jak dla mnie tj na obrzezach
                        Wwy i wyprawa do niego to cala wyprawa :-) ale widocznie to zauwazyli i stad
                        dekanter.pl; ale poki co niektore rzeczy wole kupic od DCH z Poznania :-) badz
                        od SCH z Wwy, a czesto po drodze jest Mielzynski, La Bodega czy Piotr i Pawel

                        > > Gdyby ceny byly nizsze to czy nie chetniej
                        > > klienci by jednak ryzykowali i kupowali przez Internet?
                        >
                        > Też nie wiem. Na całym świecie akurat handel winem przez internet nie jest aż
                        > tak popularny...

                        Ale w niektorych miejscach tego swiata ceny win sa nizsze niz w Polsce albo
                        przynajmniej na sensownym poziomie w stosunku do siły nabywczej mieszkańców. I
                        nie trzeba szukac oszczednosci/okazji/wyprzedazy/przecen itp

                        > W tym właśnie problem. Poza tym to kto w te "statystyki" uwierzy, skoro
                        często
                        > tam się pojawia jakaś "mina" której nie da się sprzedać?

                        Analogicznie, czy jak wchodzi laik do sklepu z winem to nie ma szansy, ze
                        sprzedawca mu wcisnie cos co mu nie schodzi? To tylko i wyłącznie kwestia
                        uczciwego podejscia do klienta. Zadowolony klient zazwyczaj wraca, i do sklepu
                        i na strone www. Wystarczy spojrzec na rozwoj allegro.pl - gdyby siedzieli tam
                        sami oszusci/naciagacze to juz dawno by to padlo...
                        Jak np. prosze o rekomendacje DCH lub SCH sprzedawanych przez nich win, to
                        przez glowe by mi nie przyszlo, ze wlasnie upychaja mi niechodliwy towar - to
                        po prostu kwestia renomy tych sprzedajacych, ktorzy szanuja swoich klientow i
                        zalezy im na nich

                        > Na googlowanie to nie
                        > każdy ma czas, wiedzę i zapał.

                        Racja, ale zawsze mozna spojrzec na to forum lub zaryzykowac jak cena
                        atrakcyjna :-). No i są przewodniki BB, HJ, RP itp.

                        Alez nam się chce wałkować ten temat :-)

                        Pozdrawiam
                        • giorgio_primo Re: Nie wiem... 14.09.05, 18:41
                          paero123 napisał:

                          > A powaznie: np. taki Dominius miesci sie hen, hen jak dla mnie tj na
                          obrzezach
                          > Wwy i wyprawa do niego to cala wyprawa :-) ale widocznie to zauwazyli i stad
                          > dekanter.pl

                          Nie wiem tak do końca czy 77 win z całego świata to wybór wystarczający by
                          otwierać sklep internetowy. Nie mnie to oceniać. Zastanów się ile wydałeś w tym
                          sklepie a ile przez ostatnie na przykład dwa lata w sklepach "tradycyjnych" i
                          uwzględnij poważną poprawkę na to, że jesteś winiarskim "oszołomem" ze
                          skrzywieniem "googlowym" szukającym okazji w internecie.

                          > Ale w niektorych miejscach tego swiata ceny win sa nizsze niz w Polsce albo
                          > przynajmniej na sensownym poziomie w stosunku do siły nabywczej mieszkańców.
                          I
                          > nie trzeba szukac oszczednosci/okazji/wyprzedazy/przecen itp

                          To nie ma związku z kanałami sprzedaży. Najtaniej Grand Cru'sy, jak widać, ma i
                          tak Auchan a nie żaden internetowy sklep.

                          > Analogicznie, czy jak wchodzi laik do sklepu z winem to nie ma szansy, ze
                          > sprzedawca mu wcisnie cos co mu nie schodzi? To tylko i wyłącznie kwestia
                          > uczciwego podejscia do klienta. Zadowolony klient zazwyczaj wraca, i do
                          sklepu
                          > i na strone www. Wystarczy spojrzec na rozwoj allegro.pl - gdyby siedzieli
                          tam
                          > sami oszusci/naciagacze to juz dawno by to padlo...

                          Generalnie masz rację, choć oszustów na allegro akurat nie brakuje. Spróbuj
                          kupić laptopa a zaleje Cię fala oszustów. Mimo wszystko budowanie relacji
                          opartej na znajomości bezpośredniej stawia wyższe wymagania etyczne przed
                          sprzedającym. W relacji bezpośredniej dochodzi do wymiany poglądów. W
                          internetowej najwyżej zaprzestaniem zakupów lub reklamacją.

                          > Jak np. prosze o rekomendacje DCH lub SCH sprzedawanych przez nich win, to
                          > przez glowe by mi nie przyszlo, ze wlasnie upychaja mi niechodliwy towar - to
                          > po prostu kwestia renomy tych sprzedajacych, ktorzy szanuja swoich klientow i
                          > zalezy im na nich

                          Dlatego że nie są anonimowi. Związani z tym co robią emocjonalnie. Sklep
                          internetowy dużego importera nie posiada tych cech. jest bezosobowy i
                          anonimowy. W razie wpadki zawsze można odpisać, że tego pracownika który
                          zawalił już zwolniliśmy... "nasza firma proponuje Panu rabat 25% przy
                          następnych zakupach". I tyle.


                          > Racja, ale zawsze mozna spojrzec na to forum lub zaryzykowac jak cena
                          > atrakcyjna :-). No i są przewodniki BB, HJ, RP itp.

                          Gdyby na grupie klientów wiedzących o istnieniu tego forum i tych przewodników
                          ktokolwiek chciałby chociaż przeżyć o chlebie i wodzie przez tydzień, to życzę
                          mu powodzenia... ;-)))
                          • paero123 Re: Nie wiem... 14.09.05, 19:19
                            giorgio_primo napisał:

                            > Nie wiem tak do końca czy 77 win z całego świata to wybór wystarczający by
                            > otwierać sklep internetowy. Nie mnie to oceniać.

                            Nie stawiam ich za wzór czy cos takiego, po prostu podalem przyklad jako, ze sa
                            w Wwie; Jest jeszcze Vininova.pl i bodega.pl o ktorych wiem, ale tam tez nie
                            kupowalem bo w takich samych cenach mam w Piotrze i Pawle Czy La Bodega wine
                            bar a oba mam po drodze

                            > Zastanów się ile wydałeś w tym sklepie a ile przez ostatnie na przykład dwa
                            lata w sklepach "tradycyjnych"

                            Najwiecej wydalem kupujac od DCH czy SCH i to wlasnie dzieki kontaktowi
                            internetowemu z w/w, ich rekomendacjom, wyslanym cennikom etc. I chwale sobie i
                            wcale nie tęsknię do sklepów tradycyjnych. A wina piję w zasadzie od marca 2005
                            wiec az takich statystyk nie mam...

                            > uwzględnij poważną poprawkę na to, że jesteś winiarskim "oszołomem" ze
                            > skrzywieniem "googlowym" szukającym okazji w internecie.

                            Mocne słowa. Miały mnie obrazić czy jak? Co złego jest w szukaniu informacji w
                            internecie? Czy sprzedawca w sklepie ma być wyrocznią? A porównanie cen chocby
                            w obrębie kraju nie zaszkodzi, bo porównanie cen z zagranicą może zaszkodzic.
                            Moim nerwom ;-)

                            > To nie ma związku z kanałami sprzedaży. Najtaniej Grand Cru'sy, jak widać, ma
                            i
                            > tak Auchan a nie żaden internetowy sklep.

                            Ale oni mają własny import chyba. Poza tym to nie moja polka cenowa...

                            > Mimo wszystko budowanie relacji
                            > opartej na znajomości bezpośredniej stawia wyższe wymagania etyczne przed
                            > sprzedającym. W relacji bezpośredniej dochodzi do wymiany poglądów. W
                            > internetowej najwyżej zaprzestaniem zakupów lub reklamacją.

                            OK, ale ja nie mowię o sklepie gdzie nie ma ani telefonu ani adresu
                            kontaktowego, wlasciciel podaje tylko GG lub mejl, a strona siedzi na serwerze
                            w Albanii a partnerem do obslugi platnosci jes plizej nieznany system
                            billingowy...
                            Jako przykład wlasciwego pojecia sklepu internetowego podam www.superiore.de,
                            gdzie podobno mozna nawet umowic sie na osobisty odbior zamowienia i zaplate
                            przy odbiorze. Dla tych co sie boja ryzyka. Potem wiedza czego sie spodziewac i
                            ze mozna komus zaufac.

                            > Dlatego że nie są anonimowi. Związani z tym co robią emocjonalnie. Sklep
                            > internetowy dużego importera nie posiada tych cech. jest bezosobowy i
                            > anonimowy. W razie wpadki zawsze można odpisać, że tego pracownika który
                            > zawalił już zwolniliśmy... "nasza firma proponuje Panu rabat 25% przy
                            > następnych zakupach". I tyle.

                            Ale o jakiej wpadce duzego e-sklepu mowimy? Nie wyslali wina, wyslali zepsute,
                            nie te co trzeba? Przeciez są reklamacje, zwrot towaru w ciagu 10 dni itp.

                            > Gdyby na grupie klientów wiedzących o istnieniu tego forum i tych
                            przewodników
                            > ktokolwiek chciałby chociaż przeżyć o chlebie i wodzie przez tydzień, to
                            życzę
                            > mu powodzenia... ;-)))

                            Widze, ze bylem w mylnym błędzie :-) To kto kupuje wina np. u Ciebie - ludzie
                            przypadkowi? a la 'wszedl po cos do picia"? :-)

                            Pozdrawiam

                            • winoman Re: Nie wiem... 14.09.05, 19:27
                              > Widze, ze bylem w mylnym błędzie :-) To kto kupuje wina np. u Ciebie - ludzie
                              > przypadkowi? a la 'wszedl po cos do picia"? :-)

                              Zrób kiedyś eksperyment, wejdź do jakiegoś sklepu specjalistycznego na godzinę i
                              posłuchaj, jak ludzie kupują. Mnie to skutecznie wyleczyło z wielu błednych
                              "wierzeń".

                              Pozdrawiam!
                              • paero123 Re: Nie wiem... 14.09.05, 19:32
                                winoman napisał:

                                > Zrób kiedyś eksperyment, wejdź do jakiegoś sklepu specjalistycznego na
                                godzinę
                                > i
                                > posłuchaj, jak ludzie kupują. Mnie to skutecznie wyleczyło z wielu błednych
                                > "wierzeń".
                                >
                                > Pozdrawiam!

                                Jak sprzedawca nie bedzie mnie sie pytal co chwila czy w czyms mi pomoc i nie
                                wezwie policji bo wygladam mu podejrzenie, to wejdę na godzinę :-)))
                            • giorgio_primo Re: Nie wiem... 14.09.05, 19:57
                              paero123 napisał:

                              > wcale nie tęsknię do sklepów tradycyjnych. A wina piję w zasadzie od marca
                              2005
                              >
                              > wiec az takich statystyk nie mam...

                              To wiele wyjaśnia! ;-)))

                              > Mocne słowa. Miały mnie obrazić czy jak? Co złego jest w szukaniu informacji
                              w
                              > internecie? Czy sprzedawca w sklepie ma być wyrocznią? A porównanie cen
                              chocby
                              > w obrębie kraju nie zaszkodzi, bo porównanie cen z zagranicą może zaszkodzic.
                              > Moim nerwom ;-)

                              Rozumiem. Szukanie informacji gdziekolwiek jest chwalebne ze wszech miar, ale
                              dotyczy minimalnej ilości konsumentów.

                              > > To nie ma związku z kanałami sprzedaży. Najtaniej Grand Cru'sy, jak widać
                              > , ma
                              > i
                              > > tak Auchan a nie żaden internetowy sklep.
                              >
                              > Ale oni mają własny import chyba. Poza tym to nie moja polka cenowa...

                              > OK, ale ja nie mowię o sklepie gdzie nie ma ani telefonu ani adresu
                              > kontaktowego, wlasciciel podaje tylko GG lub mejl, a strona siedzi na
                              serwerze
                              > w Albanii a partnerem do obslugi platnosci jes plizej nieznany system
                              > billingowy...
                              > Jako przykład wlasciwego pojecia sklepu internetowego podam www.superiore.de,
                              > gdzie podobno mozna nawet umowic sie na osobisty odbior zamowienia i zaplate
                              > przy odbiorze. Dla tych co sie boja ryzyka. Potem wiedza czego sie spodziewac
                              i
                              >
                              > ze mozna komus zaufac.

                              OK. Nie spodziewasz się chyba, że podejmiesz dyskusję o wypitym właśnie winie
                              nawet z przemiłym Lutzem ze wspomnianego sklepu... Gdyby miał poświęcać czas na
                              takową z każdym kupującym ceny byłyby tam inne. Poza tym zwróć uwagę, że Lutz
                              wybiera takie wina wyłącznie aby ich "googlowe" czy inne "sprawdzenie" nie
                              pozostawiało wątpliwości co do klasy wina. Nawet nie muszisz szukać, bo sam
                              umieszcza punkty i oceny na stronie. To nic złego oczywiście.

                              > Ale o jakiej wpadce duzego e-sklepu mowimy? Nie wyslali wina, wyslali
                              zepsute,
                              > nie te co trzeba? Przeciez są reklamacje, zwrot towaru w ciagu 10 dni itp.

                              NIe. Nie takiej. Muszę zawieźć wino.. więc kończę na dzisiaj. Chodzi i o
                              chociażby "skalibrowanie" oczekiwań wobec wina.

                              > Widze, ze bylem w mylnym błędzie :-) To kto kupuje wina np. u Ciebie - ludzie
                              > przypadkowi? a la 'wszedl po cos do picia"? :-)

                              Nie. Zwykle stali klienci nie mający ani czasu ani chęci wgłębiania się
                              w "źródła" pisane, za to pijający dużo i potrafiący ocenić wino.
                              • paero123 Re: Nie wiem... 15.09.05, 15:32
                                giorgio_primo napisał:

                                > OK. Nie spodziewasz się chyba, że podejmiesz dyskusję o wypitym właśnie winie
                                > nawet z przemiłym Lutzem ze wspomnianego sklepu... Gdyby miał poświęcać czas
                                na takową z każdym kupującym ceny byłyby tam inne.

                                Ale ja chce miec wybor czy zaplacic mniej i rozmawiac z ekranem monitora czy
                                wiecej i moc porozmawiac z wlascicielem/sprzedawcą, ktory zobowiazany jest
                                wtedy do odpowiedzi na moje pytania, fochy itp.
                                Troche inny przyklad: ide do sklepu z winem, wlascicielka podchodzi do mnie,
                                pyta o moje preferencje (winiarskie), proponuje to czy tamto, zwraca uwage na
                                nowosci ksiazkowe itp.; mila rozmowa, kupuję wino i wychodze; inny dzień ten
                                sam sklep; wchodze i są dwie inne panie, ktore zajmuja sie panem kupujacym
                                wino. Jakos nie zwracam ich uwagi, sam grzebię po polkach, wybieram cos moim
                                zdaniem interesujacego wg opisu na etykiecie, place i wychodze. I niezaleznie
                                czy ktos sie mna zajmowal czy nie cena jest ta sama :-)

                                > Poza tym zwróć uwagę, że Lutz
                                > wybiera takie wina wyłącznie aby ich "googlowe" czy inne "sprawdzenie" nie
                                > pozostawiało wątpliwości co do klasy wina. Nawet nie muszisz szukać, bo sam
                                > umieszcza punkty i oceny na stronie. To nic złego oczywiście.

                                Tak, i te znane sa u niego w zachecajacych cenach przy okazji

                                > Chodzi i o
                                > chociażby "skalibrowanie" oczekiwań wobec wina.

                                Poszukam w googlu o co chodzi z tym "skalibrowaniem" ;-)

                                > Zwykle stali klienci nie mający ani czasu ani chęci wgłębiania się
                                > w "źródła" pisane, za to pijający dużo i potrafiący ocenić wino.

                                Tzn. wystarczy pic tuzo aby się wyrobic. To czemu kazdy kurs eno to tyle
                                gledzenia o regionach, odmianach, produkcji wina itp. Po co to? Pic i jeszcze
                                raz pic?

                                Pozdrawiam

                                • giorgio_primo Re: Nie wiem... 15.09.05, 16:06
                                  paero123 napisał:

                                  > Ale ja chce miec wybor czy zaplacic mniej i rozmawiac z ekranem monitora czy
                                  > wiecej i moc porozmawiac z wlascicielem/sprzedawcą, ktory zobowiazany jest
                                  > wtedy do odpowiedzi na moje pytania, fochy itp.

                                  "Chcieć to móc". Zatem masz szanse dać ten wybór innym i założyć sklep
                                  internetowy o jakim piszesz. Wiedza przyjdzie z czasem, a i tak najważniejsza
                                  jest wizja i pasja, którą z postow w tym wątku najwyraźniej masz. ;-)

                                  > Troche inny przyklad: ide do sklepu z winem, wlascicielka podchodzi do mnie,
                                  > pyta o moje preferencje (winiarskie), proponuje to czy tamto, zwraca uwage na
                                  > nowosci ksiazkowe itp.; mila rozmowa, kupuję wino i wychodze; inny dzień ten
                                  > sam sklep; wchodze i są dwie inne panie, ktore zajmuja sie panem kupujacym
                                  > wino. Jakos nie zwracam ich uwagi, sam grzebię po polkach, wybieram cos moim
                                  > zdaniem interesujacego wg opisu na etykiecie, place i wychodze. I niezaleznie
                                  > czy ktos sie mna zajmowal czy nie cena jest ta sama :-)

                                  I co z tego wynika, bo nie rozumiem? Masz wybór gdzie chodzić przecież.

                                  > > Poza tym zwróć uwagę, że Lutz
                                  > > wybiera takie wina wyłącznie aby ich "googlowe" czy inne "sprawdzenie" ni
                                  > e
                                  > > pozostawiało wątpliwości co do klasy wina. Nawet nie muszisz szukać, bo s
                                  > am
                                  > > umieszcza punkty i oceny na stronie. To nic złego oczywiście.
                                  >
                                  > Tak, i te znane sa u niego w zachecajacych cenach przy okazji

                                  Jak dla kogo. Dla mnie niebardzo atrakcyjne ceny bo, bo każde wino mogę kupić
                                  jakieś 20-30% taniej niż u niego w innym miejscu, poza tym "znane" i wysoko
                                  punktowane nie znaczy że dobre.

                                  > Tzn. wystarczy pic tuzo aby się wyrobic. To czemu kazdy kurs eno to tyle
                                  > gledzenia o regionach, odmianach, produkcji wina itp. Po co to? Pic i jeszcze
                                  > raz pic?

                                  Dokładnie tak. Czas i ilość to jedyne co może dać efekt przy poznawaniu
                                  własnych preferencji i wiedzy o odmiennościach czy podobieństwach różnych win.
                                  etc... Pamiętaj, że nie jest to dobre co "dobre", ale to co Tobie smakuje! A to
                                  całe "hokus-pokus" na kursach służy tylko utrudnianiu życia, straszeniu i chyba
                                  dowartościowaniu się prowadzących.
                                  • paero123 Re: Nie wiem... 15.09.05, 16:26
                                    giorgio_primo napisał:

                                    > Zatem masz szanse dać ten wybór innym i założyć sklep
                                    > internetowy o jakim piszesz. Wiedza przyjdzie z czasem, a i tak najważniejsza
                                    > jest wizja i pasja, którą z postow w tym wątku najwyraźniej masz. ;-)

                                    W gębie to ja jestem b.mocny. I pomysły dobre mam. Ale zapał słomiany ;-)

                                    > > Troche inny przyklad: ide do sklepu z winem,
                                    > I co z tego wynika, bo nie rozumiem? Masz wybór gdzie chodzić przecież.

                                    Twierdzisz, ze warto placic wiecej aby moc podyskutowac itp. Ale jak widac z ta
                                    obsluga nie jest tak rózowo tj. ta "wartosc dodana" wystepuje losowo/w kratke :-
                                    )
                                    > Jak dla kogo. Dla mnie niebardzo atrakcyjne ceny bo, bo każde wino mogę kupić
                                    > jakieś 20-30% taniej niż u niego w innym miejscu,

                                    Ty jako improrter jak rozumiem. Ale ktos jako klient detaliczny? Dla niego nie
                                    bedzie taniej?

                                    > poza tym "znane" i wysoko
                                    > punktowane nie znaczy że dobre.

                                    Rozumiem. Kazdy ma wlasny gust i smak. Nie ma win obiektywnie dobrych.

                                    > Pamiętaj, że nie jest to dobre co "dobre", ale to co Tobie smakuje!

                                    Zgoda.

                                    > A to
                                    >
                                    > całe "hokus-pokus" na kursach służy tylko utrudnianiu życia, straszeniu i
                                    chyba
                                    >
                                    > dowartościowaniu się prowadzących.

                                    No to zaraz odezwie sie paru forumowiczow ;-)

                                    Pozdrawiam
                                    Pawel
                                    • giorgio_primo Re: Nie wiem... 15.09.05, 16:46
                                      paero123 napisał:

                                      > Twierdzisz, ze warto placic wiecej aby moc podyskutowac itp. Ale jak widac z
                                      ta
                                      >
                                      > obsluga nie jest tak rózowo tj. ta "wartosc dodana" wystepuje losowo/w
                                      kratke :
                                      > -
                                      > )

                                      Nie to twierdzę. Twierdzę, że masz wybór gdzie chcesz kupować. W jednym miejscu
                                      masz "wartość dodaną" w innym nie. Jedynie Ty możesz ocenić co dla Ciebie jest
                                      ona warta w konkretnym przypadku.

                                      > Ty jako improrter jak rozumiem. Ale ktos jako klient detaliczny? Dla niego
                                      nie
                                      > bedzie taniej?

                                      Nie. Nie jako importer. Jako klient detaliczny. I szlag mnie trafia, że mogę
                                      kupić taniej jako klient prywatny w sklepie niż jako sklep po cenach
                                      eksportowych. No ale takie są prawa rynku i nic nie poradzę na to.

                                      > No to zaraz odezwie sie paru forumowiczow ;-)

                                      Mam nadzieję, że nie, bo moje zdanie w tej kwestii jest znane i niczego nowego
                                      nie ogłosiłem teraz. ;-)
                            • docg 2 sprawy 14.09.05, 20:00
                              winiarski oszołom to określenie pozytywne! :-) oznacza człowieka, który wie,
                              ile dane wino kosztuje w 3 różnych sklepach w Polsce i za granicą qraz ile
                              dostało punktów WS, MW, PP i serduszek od Małego Bieńczyka. Jak już kiedyś
                              pisałem, winni hobbyści (czy też oszołomy) nie są istotni dla rynku wina w
                              Polsce, bo po pierwsze jest ich mało, a po drugie rzadko kupuja "normalnie" -
                              częściej za granicą, albo na wyprzedażach czy promocjach.
                              Druga sprawa: kto kupuje wino. Mi się wydaje, że jest grupa ludzi, którzy nie
                              wiedzą, kto to Parker, za to wiedzą, że chcą kupić dobre wino i stać ich na to.
                              To oni, a nie hobbyści są istotni dla pozasupermarketowego rynku wina w Polsce.
                              • paero123 Re: 2 sprawy 15.09.05, 15:41
                                docg napisał:

                                > winiarski oszołom to określenie pozytywne! :-) oznacza człowieka, który wie,
                                > ile dane wino kosztuje w 3 różnych sklepach w Polsce i za granicą qraz ile
                                > dostało punktów WS, MW, PP i serduszek od Małego Bieńczyka.

                                Hę? www.univ.gda.pl/slang/hasla/o/oszolom.html
                                Wynika z tego, ze byłbym oszołomem gdybym byl za "starym porządkiem" tj. bez
                                sklepow internetowych :-)

                                > Jak już kiedyś
                                > pisałem, winni hobbyści (czy też oszołomy) nie są istotni dla rynku wina w
                                > Polsce, bo po pierwsze jest ich mało, a po drugie rzadko kupuja "normalnie" -
                                > częściej za granicą, albo na wyprzedażach czy promocjach.

                                Ale kupuja tak z powodów czysto prozaicznych tj. ze wzgledu na pewne
                                ograniczenia finansowe a nie dlatego, ze sa i tak bogaci ale bawi ich
                                wynajdowanie obnizek, przecen itp.

                                > Druga sprawa: kto kupuje wino. Mi się wydaje, że jest grupa ludzi, którzy nie
                                > wiedzą, kto to Parker, za to wiedzą, że chcą kupić dobre wino i stać ich na
                                to.

                                No ale taki co pije wino i zna sie na nim (jak pisal GP to gros jego klientow)
                                to musial slyszec cokolwiek o Parkerze...
                                A jesli tylko pije wino i stac je na nie to nie znaczy, ze automatycznie zna
                                sie na nim. Moze lekarz zalecil mu 'kaberne' :-)

                                • giorgio_primo Re: 2 sprawy 15.09.05, 16:59
                                  paero123 napisał:

                                  > No ale taki co pije wino i zna sie na nim (jak pisal GP to gros jego
                                  klientow)
                                  > to musial slyszec cokolwiek o Parkerze...

                                  Wręcz przeciwnie. Większość uczestników tego forum prezentuje dość nietypowy
                                  sposób zafascynowania winami: od teorii do praktyki (w dużym uproszczeniu
                                  oczywiście), regułą jednak jest raczej droga odwrotna jeśli wogóle kiedykolwiek
                                  teoria się pojawia... ;-)

                                  Uczestnik takiego forum jak to, zwykle zanim kupi wino coś o nim wie, a jak nie
                                  wie to stara się dowiedzieć. Po wypiciu dyskutuje o nim, analizuje i docieka
                                  dlaczego było OK lub nie. Skrajnym i smutnym przypadkiem jest taki, który
                                  kupuje punkty Parkera a nie wino, ale to akurat nie jest typowe tutaj. Jednak
                                  gro pijających wino podchodzi do tego diametralnie inaczej: kupuje wino i albo
                                  mu ono smakuje albo nie. Kropka. Koniec. Nic więcej. To w 99% przypadków jest
                                  jedyna refleksja. Sporadycznie zapisze lub spróbuje zapamiętać co było OK, żeby
                                  kupić to samo następnym razem.

                                  > A jesli tylko pije wino i stac je na nie to nie znaczy, ze automatycznie zna
                                  > sie na nim. Moze lekarz zalecil mu 'kaberne' :-)

                                  A co to znaczy "znać się na winie"??? "Znam się na winie" bo wiem jakie mi
                                  smakuje, czy "znam się na winie" bo wkułem wszystkie apelacje Bordeaux i
                                  klasyfikację z 1855?
                                  • paero123 Re: 2 sprawy 15.09.05, 19:52
                                    giorgio_primo napisał:

                                    > Wręcz przeciwnie. Większość uczestników tego forum prezentuje dość nietypowy
                                    > sposób zafascynowania winami: od teorii do praktyki (w dużym uproszczeniu
                                    > oczywiście), regułą jednak jest raczej droga odwrotna jeśli wogóle
                                    kiedykolwiek
                                    >
                                    > teoria się pojawia... ;-)

                                    Ale ludzie nie sa zainteresowani chocby np. tym dlaczego jedne wino kosztuje 10
                                    drugie 100 a trzecie 1000 zł? I czy smak i doznania sa proporcjonalne do ceny?
                                    Jak wycenia sie wino?. A czemu taki kolor? A skad ten osad? A czemu trzeba
                                    dekantowac? Co to te dekantowanie? A czemu ten rocznik smakuje inaczej od tego?
                                    A dlaczego rozne wina z tego rocznika sa takie dobre (lepiej smakuja) a z
                                    innego nie? A co tu napisane na etykiecie? A czemu tyle alkoholu w jednym a
                                    tyle w drugim? A co to te CS czy Malbec?
                                    Czy na te pytanie nie warto poszukac odpowiedzi skoro pojawily sie podczas
                                    picia czy kupna wina? O wszystko mam pytac sprzedawce? A moze sie wstydzę tego
                                    ze nie wiem? A moze cos w tym musi byc wiecej niz dodatek do posilku? Itp itd.

                                    > Uczestnik takiego forum jak to, zwykle zanim kupi wino coś o nim wie, a jak
                                    nie
                                    >
                                    > wie to stara się dowiedzieć. Po wypiciu dyskutuje o nim, analizuje i docieka
                                    > dlaczego było OK lub nie.

                                    Ale ludzie na to forum nie trafiaja przypadkiem i mysla "Fajnie piszą, ciekawe
                                    rzeczy, moze zobacze o co chodzi z tym winem". Tylko jest to raczej wtorne do
                                    tego, ze probują, trafiają lub nie, smakuje im to a to nie, i chca sie
                                    dowiedzic dlaczego jak im nie smakuje to jednak inni tak czesto je kupuja i
                                    zachwalaja?

                                    > Jednak
                                    > gro pijających wino podchodzi do tego diametralnie inaczej: kupuje wino i
                                    albo
                                    > mu ono smakuje albo nie. Kropka. Koniec. Nic więcej.

                                    I w zaleznosci od wyniku proby kupuje wino dalej lub nie?

                                    > To w 99% przypadków jest
                                    > jedyna refleksja. Sporadycznie zapisze lub spróbuje zapamiętać co było OK,
                                    żeby
                                    >
                                    > kupić to samo następnym razem.

                                    Moj kolega zapamietal Golden Kaan Pinotage i kupuje tylko to teraz. Innych nie
                                    ryzykuje bo tyle razy sie juz naciał, ze nie ma ochoty probowac innych, chyba
                                    ze ja przyniose ale w wiekszosci " zbyt wytrawne" ;-)

                                    > A co to znaczy "znać się na winie"??? "Znam się na winie" bo wiem jakie mi
                                    > smakuje, czy "znam się na winie" bo wkułem wszystkie apelacje Bordeaux i
                                    > klasyfikację z 1855?

                                    Nie wiem. Ty sie znasz na winach wloskich bo wiesz jakie Ci smakuja i tylko te
                                    sprowadzasz czy moze takie, ktore smakuja Twoim klientom tez? Czy jak ktos ma
                                    odmienne zdanie na temat wina X niz Ty to on sie zna czy Ty? Czy obaj sie
                                    znacie, ale ktoremus z Was to wino nie smakuje? Co to znaczy "nie smakuje"? Bo
                                    zle wyprodukowane czy dlatego, ze nie jestescie fanami tych czy innych gron? A
                                    skad wiecie, ze zle wyprodukowane? Bo Wam nie smakuje czy porownaliscie
                                    do "dobrze" wyprodukowanych? A skad wiadomo, ze tamte byly dobrze
                                    wyprodukowane? Bo tylu a tylu osobom smakuje? Bo tyle i tyle kosztuje? Bo tyle
                                    i tyle gwiazdek/punktow dostalo?
                                    Toz Sofia bylaby tu najlepsza! Tylu osobom smakuje, tylu ja kupuje. Koniec i
                                    kropka :-))))

                                    Pozdrawiam
                                    • giorgio_primo Re: 2 sprawy 15.09.05, 20:01
                                      paero123 napisał:

                                      > Ale ludzie nie sa zainteresowani chocby np. tym dlaczego jedne wino kosztuje
                                      10
                                      >
                                      > drugie 100 a trzecie 1000 zł?

                                      Jedni są a inni nie. Ludzie są różni.

                                      > I czy smak i doznania sa proporcjonalne do ceny?

                                      j.w.

                                      > Jak wycenia sie wino?. A czemu taki kolor? A skad ten osad? A czemu trzeba
                                      > dekantowac? Co to te dekantowanie? A czemu ten rocznik smakuje inaczej od
                                      tego?
                                      >
                                      > A dlaczego rozne wina z tego rocznika sa takie dobre (lepiej smakuja) a z
                                      > innego nie? A co tu napisane na etykiecie? A czemu tyle alkoholu w jednym a
                                      > tyle w drugim? A co to te CS czy Malbec?
                                      > Czy na te pytanie nie warto poszukac odpowiedzi skoro pojawily sie podczas
                                      > picia czy kupna wina? O wszystko mam pytac sprzedawce? A moze sie wstydzę
                                      tego
                                      > ze nie wiem? A moze cos w tym musi byc wiecej niz dodatek do posilku? Itp itd.

                                      j.w. Jednych interesuje etykieta ładna, innych tylko cena a innych kolor i
                                      zawartość alkoholu. I co z tego niby wynika, bo nie rozumiem?

                                      > > Uczestnik takiego forum jak to, zwykle zanim kupi wino coś o nim wie, a j
                                      > ak
                                      > nie
                                      > >
                                      > > wie to stara się dowiedzieć. Po wypiciu dyskutuje o nim, analizuje i doci
                                      > eka
                                      > > dlaczego było OK lub nie.
                                      >
                                      > Ale ludzie na to forum nie trafiaja przypadkiem i mysla "Fajnie piszą,
                                      ciekawe
                                      > rzeczy, moze zobacze o co chodzi z tym winem". Tylko jest to raczej wtorne do
                                      > tego, ze probują, trafiają lub nie, smakuje im to a to nie, i chca sie
                                      > dowiedzic dlaczego jak im nie smakuje to jednak inni tak czesto je kupuja i
                                      > zachwalaja?

                                      Jak napisałem. Trafia tu niewielki odsetek pijących wino a i tak nie skupia ono
                                      nawet większości dziwaków takich jak my.

                                      > > Jednak
                                      > > gro pijających wino podchodzi do tego diametralnie inaczej: kupuje wino i
                                      >
                                      > albo
                                      > > mu ono smakuje albo nie. Kropka. Koniec. Nic więcej.
                                      >
                                      > I w zaleznosci od wyniku proby kupuje wino dalej lub nie?

                                      Dokładnie tak.

                                      > > To w 99% przypadków jest
                                      > > jedyna refleksja. Sporadycznie zapisze lub spróbuje zapamiętać co było OK
                                      > ,
                                      > żeby
                                      > >
                                      > > kupić to samo następnym razem.
                                      >
                                      > Moj kolega zapamietal Golden Kaan Pinotage i kupuje tylko to teraz. Innych
                                      nie
                                      > ryzykuje bo tyle razy sie juz naciał, ze nie ma ochoty probowac innych, chyba
                                      > ze ja przyniose ale w wiekszosci " zbyt wytrawne" ;-)

                                      No widzisz...

                                      > > A co to znaczy "znać się na winie"??? "Znam się na winie" bo wiem jakie m
                                      > i
                                      > > smakuje, czy "znam się na winie" bo wkułem wszystkie apelacje Bordeaux i
                                      > > klasyfikację z 1855?
                                      >
                                      > Nie wiem. Ty sie znasz na winach wloskich bo wiesz jakie Ci smakuja i tylko
                                      te
                                      > sprowadzasz czy moze takie, ktore smakuja Twoim klientom tez? Czy jak ktos ma
                                      > odmienne zdanie na temat wina X niz Ty to on sie zna czy Ty? Czy obaj sie
                                      > znacie, ale ktoremus z Was to wino nie smakuje? Co to znaczy "nie smakuje"?
                                      Bo
                                      > zle wyprodukowane czy dlatego, ze nie jestescie fanami tych czy innych gron?
                                      A
                                      > skad wiecie, ze zle wyprodukowane? Bo Wam nie smakuje czy porownaliscie
                                      > do "dobrze" wyprodukowanych? A skad wiadomo, ze tamte byly dobrze
                                      > wyprodukowane? Bo tylu a tylu osobom smakuje? Bo tyle i tyle kosztuje? Bo
                                      tyle
                                      > i tyle gwiazdek/punktow dostalo?
                                      > Toz Sofia bylaby tu najlepsza! Tylu osobom smakuje, tylu ja kupuje. Koniec i
                                      > kropka :-))))

                                      ...i dla wielu Sofiua jest najlepsza.

                                      To same pytania retoryczne. Odpwiadasz sobie samemu.
                                      • paero123 Re: 2 sprawy 16.09.05, 12:39
                                        giorgio_primo napisał:

                                        > j.w. Jednych interesuje etykieta ładna, innych tylko cena a innych kolor i
                                        > zawartość alkoholu. I co z tego niby wynika, bo nie rozumiem?

                                        To, ze wydaje mi sie, ze jak np. ktos cos robi systematycznie i sprawia mu to
                                        przyjemnosc to jakos tak naturalnie chlonie wiedze na ten temat lub odczuwa
                                        chec dowiedzenia sie czegos na temat swojego hobby...

                                        > > I w zaleznosci od wyniku proby kupuje wino dalej lub nie?
                                        >
                                        > Dokładnie tak.

                                        Wiec oplaca sie aby wina byly dobre i w zachecajacej cenie? Bo to trzeba miec
                                        nerwy i duza kase aby tak miec pare nieudanych prob pod rzad?

                                        >
                                        • giorgio_primo Re: 2 sprawy 16.09.05, 13:33
                                          paero123 napisał:

                                          > giorgio_primo napisał:
                                          >
                                          > > j.w. Jednych interesuje etykieta ładna, innych tylko cena a innych kolor
                                          > i
                                          > > zawartość alkoholu. I co z tego niby wynika, bo nie rozumiem?
                                          >
                                          > To, ze wydaje mi sie, ze jak np. ktos cos robi systematycznie i sprawia mu to
                                          > przyjemnosc to jakos tak naturalnie chlonie wiedze na ten temat lub odczuwa
                                          > chec dowiedzenia sie czegos na temat swojego hobby...

                                          Dobrze, że napisałeś "wydaje mi się". Dla Ciebie to hobby a dla większości
                                          napój. Tak jak dla Ciebie pewnie masło. Też można degustować, też ma apelacje i
                                          dla kogoś pewnie stanowi hobby. Dla mnie jest dobre albo niedobre.

                                          > > > I w zaleznosci od wyniku proby kupuje wino dalej lub nie?
                                          > >
                                          > > Dokładnie tak.
                                          >
                                          > Wiec oplaca sie aby wina byly dobre i w zachecajacej cenie? Bo to trzeba miec
                                          > nerwy i duza kase aby tak miec pare nieudanych prob pod rzad?

                                          Albo kogoś kto robi te próby za Ciebie i zna twój gust, bo "skalibrowaliście"
                                          wcześniej gusta i pojęcia.
                                          • amsti O ja @#$%^&*! 16.09.05, 14:04
                                            > Dobrze, że napisałeś "wydaje mi się". Dla Ciebie to hobby a dla większości
                                            > napój. Tak jak dla Ciebie pewnie masło. Też można degustować, też ma apelacje i
                                            >
                                            > dla kogoś pewnie stanowi hobby.

                                            Myślałem że skończy się na szynce i serze. A tu okazuje się,że np. masło reserva
                                            albo poźno pakowane w papierek :))/


                                            • giorgio_primo Re: O ja @#$%^&*! 16.09.05, 14:23
                                              A co to miało być za zberezieństwo, że portal zamienił to w "@#$%^&*!"?

                                              ;-)
                                              • amsti Re: O ja @#$%^&*! 16.09.05, 19:29
                                                sprytny ten soft nie ma co :);)

          • paero123 Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? 12.09.05, 16:28
            holita napisała:

            > Wszystkim "domoroslym doradcom" radze
            > zawsze: skoro macie takie proste recepty na prowadzenie winnego biznesu, to
            > smialo! Polscy klienci czekaja na Was i na Wasze uczciwe, niskie ceny!
            > (a Wy macie szanse zarobic KOKOSY i jezdzic mercedesami)

            Czyli ,łapiąc ironię w ostatnim zdaniu :-), rozumiem że albo uczciwe i niskie
            ceny albo KOKOSY i mercedesy? ;-)))

            Pozdrawiam
      • Gość: Pulawski Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.acn.waw.pl 12.09.05, 01:46
        Główny powód jest że Polacy nadal za mało piją wina - narazie w granicach 2-2,5
        l na osobę rocznie - i przez to średnia sprzedaż butelek na osobę zatrudnioną w
        branży wina jest o wiele niższa niż w Niemczech i Danii nie mówiąc o Francji i
        Włoszech czy Austrii.

        Nie bierzemy tu pod uwagę wiele win w naszych supermarketach (Sophia po 6,99,
        co biorąc Akcyza 1,02 na butelkę przed VAT i koszty naklejania i
        ewidencjonowania banderol i wyższy u nas VAT, daje jeden z najniższych cen
        wina w całej UE).

        Ale patrzać na pozostałe normalne niezbyt drogie wina jakościowe, moje
        spostrzeżenia mówią, że minimalna marża na butelkę zaczyna się od PLN 5,00
        marży w przypadku win sprzedawanych w supermarketach i sklepach winiarskich.
        Ale jest także grupa sklerpów specjalistycznych gdzie bez minimalnej marży PLN
        10 na butelkę nie jest się w stanie pokrywać bieżące koszty i niewygórowane
        wynagrodzenia.

        Dosyć łatwo jest liczyć do tyłu od totalnego importu 100.000.000 butelek wina
        rocznie do Polski do ilośc sklepów i osób zatrudnionych aby wyliczyć, że 1 czy
        2 lub nawet średnio 3 zł na butelkę maksymalnie daje 300.000.000 zł marży
        brutto, co nie wystarcza !!
        Jeżeli przyjmujemy, że na pełen etat - 100% związane z winem (a nie piwem czy
        mocniejszymi trunkami) w Polsce zatrudnio ok. 7.000 osób i jeszcze trzeba
        płacić najem, czynsz, transport/samochody, ubezpieczenie (characz na szczęście
        nie ma w naszej branży), monitoring, księgowanie, reklama, tel/internet, koszty
        degustacje, podróże, delegacje itd, oczywiste jest że na te 100.000.000
        sprzedane rocznie w Polsce muszi być wygenerowany marża minimalna w granicach
        500.000.000 rocznie aby wszystko się kręciło.

        Więc jeżeli teraz sobie wyobrażamy że Polacy piją 25% tyle wina co Dunczyk
        czyli ok 8 litrów wina rocznie 10-11 butelek, to zamiast 100.000.000 butelek
        rocznie w Polsce byłoby sprzedawane 400.000.000 butelek rocznie. Wtedy nawet
        gdy ilość osób zajmujące się winem w Polsce rośnie dwukrotnie, średnia marża na
        butelce prawdopodobnie spadnie od średnio 8-10 zł do 4-6 zł, co po doliczenia
        VAT daje obniżki cen detaliczny na wino 25-30 zł o ok. 20-30%

        Ale idziemy w dobrym kierunku. Cała nasza branża się zmienia dynamicznie. Za 2
        lata będzie całkiem inaczej. Coraz więcej z nas importerów kupuję teraz wina
        całymi kontenerami, coraz lepiej zajmujemy się logistyką i coraz lepiej
        stosujemy nowe narzędzia docierania i obsługiwania klientów. Klienci także
        coraz bardziej wymagająco i wybiorczo kupują.

        Skaal
        • markiz_de_c-c Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? 12.09.05, 10:35
          1. Holita - "temat wraca jak bumerang" - jak kupuje wino u detalisty w Sitges
          (niezbyt tanie miasto - prawda?) za 12E a potem widze je w Polsce za 70PLN to
          temat wraca i bedzie wracal... nie ma co sie dziwic - nie wszyscy wczytali sie
          w uzasadnienie Petera

          2. Zgadzam sie w 100% z teoria, ze jedyna mozliwoscia spadku cen w Polsce jest
          wzrost spozycia. I dlatego jakis czas temu w ramach obywatelskiej postawy
          zdecydowalem, ze wina do picia "na biezaco" bede kupowal w Polsce. To moj wklad
          w przyszly spadek cen. Ale zeby mial on sens kupuje tem gdzie wierze, ze wzrost
          sprzedazy faktycznie przelozy sie na spadek cen - czyli u Petera czy
          Mielzynskiego ale nie w LPDV chocby
          Chcialo by sie zeby ta logika stala sie coraz powszechniejsza - typowe
          hamerykanskie podejscie : zyj i pozwol zyc innym.

          Ale u nas jak wiadomo wszyscy znaja sie na wszystkim i nie potrzebuja nikogo do
          pomocy :-(

          3. Wina drogie kupuje jednak gdzie indziej bo najnormalniej nie stac mnie by
          samodzielnie postawic cala branze na nogi :-))

          Podsumowujac: mysle, ze im czesciej ten watek bedzie sie pojawial tym lepiej.
          Do zrobienia sa bowiem dwie rzeczy:
          - wzrost spozycia, ktory umozliwi uczciwym firmom spadek marz
          - eliminacja tych, ktorzy za tempego Bordosa wolaja 40PLN bo ma sliczna
          etykiete, a jak ma cos juz z classe to min 200
          • Gość: rural Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: 213.134.140.* 12.09.05, 11:23
            Upraszczając cały mechanizm opisany przez holitę i winerscha dochodzimy do
            wniosku, że całe to zaangażowanie importerów oraz wrogich im restauratorów
            powoduje, że przed polskim konsumentem stoi z reguły kieliszek (albo cała
            butelka) wina, które jest drogie i niedobre. Albo z reguły nie stoi, bo po co
            (skoro jest drogie i niedobre). Dzięki temu wiemy już dlaczego statystyki
            prowadzone przez p. Pulawskiego daja wyniki takie a nie inne (który nomen omen
            stara się sprowadzać wina tanie i dobre).

            pozdrawiam z błędnego koła
      • Gość: Przemkeo Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: 193.111.22.* 12.09.05, 12:47
        Czytając te wypowiedzi można dojśc do wniosku że rynek wina jest trudny i
        prawie nieopłacalny. Ale przecież każdy rynek ma swoje wymagania i trudności. A
        jendak firm sprowadzających wino jest coraz więcej - dlaczego??
        • Gość: fowler Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.eckrakow.pl 12.09.05, 13:14
          ponieważ pomimo tych cen my to wino kupujemy. i to kupujemy go coraz więcej bo
          je kochamy. co potwierdza wniosek że miłośc jest nie tylko ślepa ale i
          kosztowna.
          Zastanawiam się tylko czy wino kupuje coraz więcej ludzi, czy cały czas ci sami
          ale coraz więcej
      • Gość: trisze@gazeta.pl Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? IP: *.ny5030.east.verizon.net 14.09.05, 03:27
        wino w Polsce rzeczywiscie do najtanszych nie nalezy...Aktualnie przebywam w
        Nowym Jorku i za australijskie shiraz place 5 dolarow....w polsce koszt tego
        samego wina to ok.50 zl...ale miejmy nadzieje, z4e zyczenie marka kondrata sie
        zisci i staniemy sie narodem o wiekszej kulturze picia...moze wino stanie sie
        popularniejsze i ceny spadna...
        • prezerwator2 Re: DLACZEGO WINO JEST TAKIE DROGIE W POLSCE? 14.09.05, 23:46
          Bardzo niedokladnie. Srednio biorac przy kursie $1 - 3 plz
          wino kosztuje dwa razy wiecej niz w Stanach.
          Wystarczy popatrzec na kilka sklepow np w NYC,
          skoro to miasto zostalo wspomniane,
          www.pjwine.com
          www.garnetwines.com
          www.67wine.com
          albo np tu,wyzsze troche ceny, www.sherry-lehmann.com
          zeby sie nieco na ten temat zorientowac,
          przy okazji popijajac czyms smakowitym.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka