Gość: rural
IP: 213.134.140.*
02.02.06, 12:36
Sam już nie wiem, pisać, czy nie pisać. Dla niektórych pewnie ta relacja
pewnie wyda się banalna, ale może dla innych... A niech tam!
Po przekroczeniu granicy czesko-austriackiej (Mikulov) trafiam do regionu
Weinviertel (według BB nic ciekawego, ale pewnie warto się samemu przekonać).
Przejeżdżam przez miasteczko Poysdorf, które mieni się jego najważniejszym
ośrodkiem. Wokół pełno winnic, co chwila kierunkowskaz, znak, informacja -
wszystko o winie. Przede mną weinmarkt i tablica z napisem ?Veltliner
symposium?. Niestety nie mogłem się zatrzymać. Na pokładzie narty, żona
(?dlaczego ten grat jedzie tak wolno??) i córka (?tato, kiedy będziemy nia
miejscu??), więc mam nadzieję, że rozumiecie. Może następnym razem.
Docieram do Wiednia, spotkanie ze znajomymi. Wino jest wszędzie, nawet w
kioskach na stacjach metra. Podobno piją je na każdym etapie produkcji,
łącznie z moszczem winnym (zdaje się, że nazywają do sturm). Chyba je lubią.
Fantastyczny sklep w centrum, należący do sieci Wein & Co (weinco.at, swego
czasu pisał o nim TPB). Siłą rzeczy ogromny wybór win austriackich. Jest
niemal wszystko - czerwono, biało, słodko, wytrawnie, drogo, tanio. Klasyki z
Burgerlandu i Wachau. Oczy rozbiegane, ręce drżą. Ostatecznie wybrałem
klasykę, bo pewnie taka okazja prędko się nie zdarzy. Gabarinza od Heinricha,
Pannobile od Paula Achsa i Zweigelt od Pockla.
I tu mam pytanie, co oznacza nazwa Pannobile, którą wykorzystuje kilku
producentów? Z tego co wiem, ma do niej prawo osiem winnic z Burgerlandu.
Wina nią opatrzone muszą spełniać określone normy jeżeli chodzi o udział
poszczególnych szczepów w kupażu oraz sposób i długość starzenia. Nie mam
jednak pewności.
Wybrałem jeszcze dwie tańsze etykiety - Wiener Trilogie od Fritza Wieningera
(zweigelt, cab i merlot) i Small Hill red (st. laurent, merlot i pinot noir)
od Leo Hillingera. Obie butelki dobre, bez uniesień, ale dobre. Pierwsza może
jeszcze młoda, rozchwiana, trochę za ostra, ale już z ładnie zarysowanym
owocem. Druga bardzo nowoczesna, gładka (zresztą wystarczy zajrzeć na stronę
producenta hillinger.net, żeby przekonać się w jakiej estetyce gustuje Herr
Leo), łatwa. Może przez to trochę nudna. Na pewno wyróżnia się
ultramodernistyczna etykieta. Taki minimalizm dla yuppies. Korporacyjne szkło
i aluminium. Jednak nie dla mnie.
Wybór w Wein & Co. z innych rynków znacznie słabszy. Najlepiej jest chyba z
Włochami, Francją i Hiszpanią. Trochę Nowego Świata. Ceny normalne. Nareszcie
było mnie stać na najniższą półkę od portugalskiego Niepoorta. Zwraca uwagę
etykieta Fabelhaft (10 euro), w której wykorzystano motywy (właściwie to
chyba komiks) zaczerpnięte z twórczości niemieckiego rysownika Wilhelma
Buscha. Vertente kosztuje 15 euro. Z tego co wiem, cena hurtowa tego drugiego
wynosi w Polsce blisko 100 zł. Szkoda.
Wiedeń piękny. Warto jechać na wycieczkę. Dziedzictwo Sissi, nie każdemu musi
się podobać. Zostaje Klimt i Schiele. No i wino...
Potem zostały mi tylko góry, Trydent, Górna Adyga i Veneto, enoteki w
kurortach i wizyty u winiarzy na adyżańskiej Strada del Vino, ale nie wiem,
czy ktoś chce o tym czytać...
pozdrawiam serdecznie