Gość: Fredzio
IP: *.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl
20.06.05, 18:08
Wstęp do szkicu krótkiego opisu podróży do Chorwacji (dlaczego przez "Ch",
jeśli Chorwacy piszą się przez"H"?):
Wyprawę Chorwacja 2005 zaplanowaliśmy w sposób typowy: termin wybraliśmy po za
szczytem turystycznym, tym razem na przełomie maja i czerwca, co okazało się
doskonałą decyzją, chociażby ze względu na niskie ceny apartamentów i pogodę
(w Splicie, Dubrowniku, parkach narodowych tłumy okropne, co tam dzieje się w
sezonie?), bujną zieleń, śpiew ptaków i długie dni. Dojazd obraliśmy, jak
zawsze w drodze na południe przez CZ, A (i tym razem - SLO) z tranzytowym
noclegiem w Oekotelu w Grazu/Kalsdorf (może nie najtaniej, bo za trzyosobowy
pokój płacimy 54 €, ale standard bardzo przyzwoity i śniadanie – urozmaicony
bufet á volonté). Dalsze plany oparliśmy na lekturze katalogów biur podróży,
poszukując ofert najtańszych apartamentów. Jak zwykle przetarg ten wygrał
Neckermann, wybraliśmy 8 dni w Rabacu i 7 w Trogirze, potem dodaliśmy (przez
wyśledzone w internecie chorwackie biuro podróży) jeden nocleg w Dubrowniku i
dwa przy jeziorach Plitwickich. Po drodze z Grazu do Rabacu wstąpiliśmy do
Postijnskiej Jamy (SLO), chociaż miałem wątpliwości, czy warto płacić z górą
10 000 SIT czyli 54 $ za oglądanie jeszcze jednej groty („…co tam w końcu może
być takiego czego nie było np. w Frassassi?”), ale okazało się to przeżyciem
wysokiej klasy i było tam czym się zachwycać. Z bazy w Rabacu zwiedziliśmy
Istrię i dodatkowo wyspę Krk (po drodze przelotnie Opatiję i Rijekę).
Zachwyciły mnie (tu i w całej podróży) krajobrazy i miasta i miasteczka o
zagmatwanej sieci ulic, uliczek, zaułków, schodków, przejść, pasaży itp.
Wprawdzie podobne zachwyty przeżywaliśmy w tych samych okolicznościach we
Włoszech (Chorwacja zresztą bardzo je przypomina, nawet język włoski słyszy
się tu często, szczególnie na Istrii, a lwy św. Marka są na co drugim
zabytku), Francji, Hiszpanii, ale z tutejszych uliczek (szczególnie przemówił
do mnie Rovinj) emanował jakiś czar, charakteru którego jeszcze nie
zdefiniowałem. Potem niezapomniana jazda Jadranką (Magistralą Adriatycką):
widoki i sama przyjemność: nieustanne zmiany biegów i kręcenie kierownicą. Z
Trogiru oczywiście zwiedzanie takich cudów jak Split i inne oraz wypad do
Dubrownika. W drodze powrotnej (autostradą Split-Zagrzeb) dwudniowy przystanek
przy Parku Narodowym Plitvicka Jezera.
W sumie wróciliśmy pełni zachwytu Chorwacją, tym bardziej, z wyjątkiem 1½
dnia zachmurzenia (w tym kilka godzin deszczu), mieliśmy wspaniałą pogodę.
Zrobiliśmy ok.680 zdjęć i to po mimo, że mój stary ukochany Altix ostatecznie
padł (zepsuła się migawka – nie można nastawiać czasów, ale działa, a ponieważ
po jej kliku wydedukowałem, że musi to być 1/250, robiłem zdjęcia z takim
założeniem, posługując się tylko przesłoną - wszystkie wyszły). Wojtek
ćwiczył technikę obsługi cyfrowej lustrzanki też z bardzo dobrym wynikiem.
Tyle na razie, bo nie uporządkowałem jeszcze notatek i fotografii.
Doviđenia
Fredzio