Gość: Grzesiek
IP: *.kabaty.2a.pl
08.06.02, 04:51
Wróciłem z Egiptu z Big Blue - jest tak: jesli wszystko jest jak miało być jest
Ok, jeśli muszą się wykazać minimum inicjatywy - katastrofa. A więc -wracaliśmy
parę dni temu z Egitpu - Amforas Holiday Inn w Sharm el Sheik. Odlot o 15.30.
Rano informacja od rezydenta, że polecimy o 21.30, tylko że mamy opuścić
pokoje ! Na szczęście było nas kilka osób, więc stanęliśmy murem, że nie
opuścimy pokojów do wyjazdu. (Wyobrażacie sobie siedzieć na walizkach przez
kilka godzin w hotelowym westibulu). Przegrali w sprawie pokoi - musieli wygrać
gdzie indziej - rezydent pan Jarek informuje (po konsultacjach z dyrekcją
firmy),że nie dostaniemy żadnego posiłku, więc o śniadaniu mamy doczekać do
wieczornego posiłku w samolocie ! Więc nie dostaliśmy nawet kanapki z serem i
każdy na własną rękę musiał sobie organizować jedzenie i picie, a było ciepło
(40 celsiusza). Ale najlepsze jest na deser: Idziemy do pana Jarka pisać
protest - pan Jarek, rezydent zafrasowany, drapie się po głowie, że nie ma
faksu, ale że nasz protest w sprawie kanapki i picia przekaze do dyrekcji po
naszym odlocie. Dzis , pięć dni po fakcie dzwonię juz nawet dla ciekawości do
nich z zapytaniem co z naszą petycją, a oni zdziwieni, że nie wiedzą o co
codzi, że sprawa nie jest im znana, i że wszelkie reklamacje trzeba załatwiać
na miescu w Egipcie. A pies wam morde lizał - powiedziałem (sobie). Wiem tyle,
że brak wyobraźni i szucunku dla klienta jest u nich wpisany w politykę, więc
więcej z nimi nie pojadę. Na kanapkę i koka kolę jeszcze mknie stać. Ale co by
było gdybym niedaj Boże zachorował i naprawdę bym ich potrzebował ? Nie chcę i
nie muszę.