Dodaj do ulubionych

Moja Historia-walczcie dziewczyny!

26.07.18, 00:19
Właśnie utuliłam do snu mojego małego misia. Skakał, wariował walczył do końca. W końcu jednak zmógł go sen. Dwa razy położył mi na brzuchu swoją główkę,pogłaskałam go, potem znów fikał aż w końcu przytulił się tak ciasno jak tylko możliwe i odpłynął w głęboki sen.Na co dzień tego już nie pamiętam ale teraz tuląc go przypomniałam sobie jak bardzo walczyłam o to żeby go mieć...
Pamiętam był 3-4 maj 2016 byłam wtedy po trzeciej ostatniej już próbie in vitro do weryfikacji miałam jeszcze kilka dni, ale jak zwykle nie wytrzymałam postanowiłam zrobić test sikany, wiedziałam że nie powinno się, że może być za wcześnie, że znów się niepotrzebnie rozczaruję lub znów będę sobie robić nadzieję... mimo to nie wytrzymałam poszłam, kupiłam, zrobiłam i...pokazał jedną kreskęsad pomyślałam to jeszcze nie koniec przecież udało się zamrozić 5 zarodków.. 2 były A klasy, zresztą pewnie za wcześnie zrobiłam test powtarzałam sobie. Niestety weryfikacja z krwi nie pozostawiła złudzeń Beta 8sad Zadzwoniłam do kliniki z nadzieją, dowiedzieć się o moje zarodki "niestety nie przetrwały" powiedziała Pani z kliniki beznamiętnym głosem.
Wtedy pomyślałąm że to koniec wyczerpałam już wszystkie możliwe ścieżki, dlaczego ja.. pamiętam że długo płakałam nic sie już dla mnie nie liczyło, mama powiedziała m,i że będe się z tym jakoś musiała pogodzić, mąż był już tym wszystkim zmęczony i jakby też pogodzony z losem. Ja ciągle nie mogłam. JUż myślałąm o kolejnym in vitro chociaż to było ostatnie z dofianansowaniem, mieliśmy i tak już spore długi i wiedziałam że pełnopłatne wogóle nie wchodzi w grę, ale i tak nie przestawałąm o tym myśleć. Miałąm 35 lat, niskie AMH-poniżej 1, niedrożne jajowody więc faktycznie wydawało się że nie ma już szans. Wróciłam więc znów do wertowania forów i publikacji medycznych czy udało się komuś zajść w ciążę po udrożnieniu jajowodów. Statystyki były bezlitosne 3% szans na normalną ciążę, wypowiadały się dziewczyny o koszmarze ciąż pozamacicznych. Wiedziałąm, że szanse są marne... czytając te wątki natrafiłąm jednak na ciekawe informacje o lekarzu, który stosował najnowocześciejsze techniki laparoskopowe i był mistrzem w swoim fachu, zamjował się głównie zabiegami związanymi z endometriozą,ale postanowiłam się do niego wybrać. Jeśli mam mieć 3% szans to niech chociaż zrobi to ktoś naprawdę dobrze.Lekarz podjął się wyzwania i wkrótce wylądowałam na stole. Bałam się bardzo bo był to mój pierwszy zabieg pod narkozą, a jeszcze bardziej bałam sie chyba tego werdyktu że "przykro nam nic się nie dało zrobić".
Pamiętam jak przywieźli mnie po zabiegu i wybudzili, było mi bardzo zimno, cała się trzęsłam, był ze mną mąż i mama,narkoza jeszcze mnie dobrze nie puściła byłam jakby lekko pijana i oszołomiona kiedy mąż odczytał kartę zabiegu "w zabiegu laparoskopowym stwierdzono obustronną niedrożność jajowodów, jajowód lewy zrośnięty z jelitem grubym prawy z jelitem esiczym. OBA JAJOWODY UDROŻNIONO"Nie mogłam uwierzyć własnym uszom, byłam taka szczęśliwa. Lekarz powiedział żęby odczekać około miesiąc od operacji i mogę próbować naturalnie. Rozpoczęliśmy więc próby , które niestety okozywały się bezowocne, znów płacz w poduszkę przy każdym okresie i znów ta utrata nadziei. Udało mi się pożyczyć pieniądze na 4 in vitro. Byliśmy w nowej klinice bo tamta pozostawiłą tylko gorzki żal. Wydaliśmy kupę kasy na badania. W październiku mieliśmy startować z kolejnym podejściem. W sierpniu idąc Wrocławskim rynkiem poczułam się dziwnie... zaczęłam się zastanawiąć kiedy powinnam dostać okres i jak policzyłam okazała się że dwa dni temu. Ale nauczona już życiem żeby nie robić sobie żadnych nadziei zignorowałam to myśląc że to może jakieś chwilowe zawirowania hormonalne. PO kolejnych 5 dniach nie wierząc że mogło się udać ale z minimalna nutką nadzieji zrobiłam test. Pokazał 2 grube krechy.
Można by pomyśleć że to koniec historii i dalej wszystko było super.
Niestety życie zmusza nas do ciągłej walki.
Szczęśliwa udałam się do świetnej klinik,i żeby być pod świetną opieką. Beta przyrastała ładnie, był 5 tydzień, a na USG nie było widać zarodka. To może być ciąża pozamaciczna orzekł lekarz. Więc jednak jestem tym statystycznym przypadkiem, który po udrożnieniu jajowodów swoją przygodę kończy ciążą pozamaciczną-pomyślałam. Życie dawało i kolejnego kopa,już dłużej tak nie mogłam miałąm ochotę nieistnieć. 6 tydzień nadal brak zarodka. Konsultacja kolejnego specjalisty i ten sam werdykt prawdopodobnie ciąża pozamaciczna lub puste jajo płodowe. W 8 tygodniu dostałam skierowanie do szpitala na usunięcie pustego jaja płodowego.Była kolejka czekałam z mężem i byłam naprawdę wrakiem samej siebie. WEszłam do szpitalnej izby przyjęć. Na usunięcie pustego jaja skierowało mnie dwóch wybitnych doktorów z kliniki,tu decyzję miałą podąć lekarka na stażu klinicznym. BYła konkretna. Proszę się przygotować do badania chcę zrobić jeszcze usg. Nawet nie patrzyłam w ten znienawidzony monitor, na którym nigdy w życiu nie dane było mi zobaczyć bijącego serduszka. Z letargu obudziły mnie dopiero jej słowa: JEST ZARODEK. Nie wierzyłam. ALE NIE MA BIJĄCEGO SERCA ?ZAPYTAŁAM. Ta młoda stażystka spojkojnym głosem widząc moje łzy powiedziała JEST BIJĄCE SERCE O TU PROSZĘ ZOBACZYĆ.
Nie zapomnę tej chwili do końca życia, tej izby przyjęć, tej kobiety. Wyszłam na trzęsących się nogach podeszłam do męża i wybuchłam głośny płaczem. On myślał że jest już tak źle, żę wszystko chcą mi usunąć hehesmile A ja mu powiedziałam, żę JEST SERCE.
Jak urodził się mój syn obiecałam sobie, że kiedyś opowiem tą historię dziewczynom walczącym o szczęście tak jak ja, żeby nie opadały z sił, a jak opadną podnosiły się i walczyły do końca o swoje szczęście. BO wszystko jest możliwe.
Obserwuj wątek
    • uneparisienne Re: Moja Historia-walczcie dziewczyny! 19.08.18, 16:46
      Cześć. Piękna historia. My też z mężem staramy się o dzidziusia. Niestety nawet jak udaje nam się rozwiązać jeden problem, pojawiają się kolejne tj. Miesniak potem zrosty, endometrioza i w końcu niedrozny jajowod. Podaj mi proszę namiary na lekarza, który udraznil ci jajowod. Też szukam pomocy.
      • gajmal35 Re: Moja Historia-walczcie dziewczyny! 29.08.18, 16:17
        Witaj
        Operacje robił mi dr Mikołaj Karmowski we Wrocławiu.Pomógł też mojej koleżance która w wieku 42 lat urodziła pierwsze dziecko, wcześniej 10 lat leczyla się. Dr specjalizuje się w Endometriozie.Usuwa ją naprawdę dobrze.Koszt zabiegu nie jest mały,ale w porównaniu do in vitro to były najlepiej wydane przeze mnie pieniądze.
        Życzę powodzenia myślę że w końcu Ci się udasmile
    • evula79 Re: Moja Historia-walczcie dziewczyny! 30.08.18, 16:59
      Dziękuje za Twoja historie. Mam 39 lat i od roku staram się o 1sze dziecko. 7 inseminacji, poronienie i teraz 2 podejście do ivf. Jestem pod opieka psychologa. Myślałam, ze jestem wrakiem, ale Twoja opowieść daje super kop i ogromna motywacja by się nie poddawać. Strasznie dziękuje !! Pozdrawiam Ciebie i Twojego synka smile
      • gajmal35 Re: Moja Historia-walczcie dziewczyny! 20.09.18, 21:30
        Dziewczyny ,dobrze wiem jak to jest leczyć się w klinikach niepłodności, jak wychodzi się stamtąd nafaszerowanym statystykami, prognozami,rokowaniami, też tak miałam, znałam swoje procentowe szanse, rozważałam to na wszystkie sposoby, ale z perspektywy czasu myślę, że organizmu ludzkiego nie da się wrzucić w żadne procenty i statystyki,dlatego jeśli lekarz kliniczny określa wasze szanse procentowo w ogóle nie bierzcie tego do siebie, " że nie mam szans" "nie uda mi sie" otaczajcie się lekarzami,którzy będą wierzyć w wasz przypadek, a nudne statystyki schowają sobie do kieszeni bo to na pewno nie daje motywacji by walczyć.
        Czasem lepiej wyczuwamy co się dzieje w naszym organizmie, a załamanie nerwowe i depresja nie pomaga. Czy masz 35 lat i ci nie dają szans czy 42- dla organizmu nie ma czegoś takiego. To nie jest wynik zerojedynkowy, na mojej 3 próbie ivf spotkałyśmy się na sali z koleżanką, która w miałą 41 lat i też 3 podejście i nic (n. idiopatyczna), dałąm jej później namiary na tego lekarza co ja robiłam laparoskopię, zrobił jej diagnostyczną wykazała, że wszystko u niej ok tylko lekko rzęski sklejone,ale ponoć to nie miało wpływu na zajście w ciąże, po 3 mcach była w ciąży.
        Nie odradzam in vitro bo wiem , że wielu kobietom pomogło i Wam też może dać szanse, ale jeśli ivf nie wychodzi,inseminacje również, może warto spróbować innej ścieżki,evula79 myślę, żę napewno masz duże szanse być w ciąży- wiek tego nie przekreśla. Próbuj ivf,jeśli nie wyjdzie to nie koniec świata są jeszcze inne ścieżki i możliwości.
        Każda z nas ma szanse. Nie ma beznadziejnych przypadków! Trzymajcie sięsmile
    • malutka08888 Re: Moja Historia-walczcie dziewczyny! 27.09.18, 08:44
      Kochana, rycze jak bóbr po przeczytaniu Twojej historii ( pewnie wszystkie hormony które przyjmuje maja tez na to wpływ).Ale powiem Ci, ze podziwiam szczerze to ze nie podałaś się, ze chcec posiadania dziecka wygrała ze wszystkimi przeciwnościami. Ja pierwszy raz podchodzę do IVF , jestem narazie po punkcji...I już wymiękam...Wszystko mnie boli, każdy kolejny zastrzyk doprowadza mńe do łez. Bol brzucha...Tak bardzo mnie to wyczerpuje , ze aż boje się myśleć o każdych kolejnych dawkach , które muszę przyjąć...Ja nie mam jednego jajowodu , drugi najprawdopodobniej niedrożny bo jest po laparoskopii ciąży pozamacicznej, wiec lekarz nawet nie kazał sprawdzać czy drożny...Cieszę się , ze Ty masz już to za sobą i tulisz swoje szczęście, w takich chwilach napewno zapomina się o tym całym bólu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka