Dodaj do ulubionych

Starynkiewicza Warszawa

25.02.06, 20:15
Proszę o Wasze opinie na temat tego szpitala. Proszę też bardzo o kilka
informacji od rodziców, którzy doczekali się pociechy w tym szpitalu: ile się
płaci za osobny pokój?, czy znieczulenie zewnątrzoponowe jest tam dostępne i,
czy jest płatne?, jak wygląda sprawa z lewatywą i nacinaniem krocza?, jak
wygląda sala porodowa-czy jest tylko jedna, czy przedzielona parawanem itp.?,
czy macie tam godnych polecenia lekarzy i położne?
Z góry dziękuję za pomoc.
Obserwuj wątek
    • martajoanna1 Re: Starynkiewicza Warszawa 25.02.06, 23:58
      Ja rodziłam córkę w listopadzie. Wtedy zzo było bezpłątne, ale pani anestezjolog
      mówiła, że od stycznia nfz nie będzie już refundował. Musisz się dowiedzieć.
      Sali porodowych jest 3. Przedzielone są ściankami, ale nie do samego sufitu,
      więc słychać co się zieje obok, ale jesteś tak zajęta własnym porodem, że nie
      zwracasz uwagi, ja do dziś nie wiem, czy był ktoś obok. Jest piłka, jest krzesło
      porodowe, jest prysznic. Sala poporodowa jest bezpłatna - chyba 4 osobowa.
      Płatne są 2 i 1 osobowe i mówiąc szczerze bardzo polecam. Ja leżzałam w 2.
      Zaletą jest własna łazienka (a możesz mi wierzyć nie jest łatwo smile), są szafki,
      przewijak dla dziecka, fotele do karmienia, tv. Ja płaciłam za 2 - 150 za dobę,
      1 - 200. Ogólnie szpital w miarę ok, ale jest kilka minusów:
      Niby mówią Ci, że można wybrać pozycję do rodzenia ale - potem cały czas
      namawiają cię, abyś jednak się położyła to będą mogli podłączyć ktg. Mi było
      bardzo źle na leżąco, ale i tak większość musiałam przeleżeć, druga faza porodu
      jest tam zawsze na leżąco - a to chyba najgorsza pozycja. Ja miałam ostatecznie
      cc i tu drugi minus - dziecko dostałam dopiero na drugi dzień (nawet nie
      wiedziałam jaki ma kolor oczu), do tego dokarmione BUTELKĄ - efekt duże kłopoty
      z karmieniem naturalnym. Pielęgniarki różnie - większość bardzo ok, ale trafiały
      się też zołzy. Lekarze raczej ok. Minusem jest to, że jak zabierają dziecko do
      badań, to nie możesz być przy nim.
      Lewatywa jest za Twoją zgodą, nacinają rutynowo. Aha, pytają o możliwość podania
      leku, tzn., czy się zgadzasz np. na oxydocynę, albo na przebicie pęcherza
      płodowego.
      Ja nie brałam płatnej położnek i nie żałuję, był mój facet, ale generalnie
      denerwowali mnie wszyscy i wolałam być sama. Jak masz jeszcze jakieś pytania to
      pisz na mail gazetowy.
      • betka42 Re: Starynkiewicza Warszawa 01.03.06, 22:09
        Dzięki za konkretne informacje.
        Chodzimy do szkoły rodzenia na Starynkiewicza, ale chcemy się dowiedzieć, jak
        najwięcej o tym szpitalu.
        Będę wdzięczna za jeszcze kilka informacji od Ciebie.
        Czy faktycznie tak trudno się tam dostać, ze względu na ogromną liczbę
        rodzących i czy biorąc płatny pokój po porodzie, szanse na przyjęcie są większe?
        Czy po własnym porodzie radzisz brać płatną położną, czy sam mąż wystarczy, by
        traktowali kobietę z szacunkiem?
        Czy cc miałaś w znieczuleniu ogólnym, czy zoo i czy z winy personelu medycznego?
        Jak to jest z tym kroczem? Na szkole rodzenia w tym szpitalu "trąbią", że nie
        ma takiej konieczności i krocze trzeba przed porodem ćwiczyć. Wogóle o to
        pytają kobietę?
        I już ostatnie (obiecuję)- czy mąż przy porodzie jest traktowany ok, czy raczej
        jako zawalidroga?
        Gratuluję z całego serca córeczki!!!
        My też czekamy na córcię...
        • ankat80 Re: Starynkiewicza Warszawa 01.03.06, 22:34
          Ja rodziłąm na Starynkiewicza 8 grudnia. I z całego serca polecam ten szpital.
          Ja przynajmniej byłam baaardzo zadowolna i nie miałam opłaconj położnej ani
          komercyjnej sali.
          Z moich doświadczeń:
          miałam szybki poród, także nie wiem, jak jest z korzystaniem z piłek itp
          dobrodziejstw - ja leżałam cały czas (znaczy od 19.30 do 22) i przyznam, że
          kroku bym raczej nie zrobiłatongue_out
          - ZZO na życzenie miałam darmowe, ale nie wiem, jak jest od stycznia...
          - opieka REWELACYJNA, tak w czasie porodu, ajk i po
          - Mąż był cały czas przy porodzie i nawet pomagał, takze zadnym "zawalidrogą"
          nie byłsmile
          - Krocze nacięli, ale dla mnie ostatnia faza porodu, to była trauma i nawet nie
          pamiętam, czy coś mnie o to pytalismile))
          - lewatywkę zrobiłam (pytają)
          - największym problemem było "dostanie się" do tego szpitala, ale ja miałam
          prowadzącego ciążę z tego szpitala, więc nie było problemu...
          W razie pytań, pisz na privasmile

          Pozdarwiam
    • imiriam Re: Starynkiewicza Warszawa 02.03.06, 11:16
      Ja nie mam zbyt miłych wspomnień z pobytu w tym szpitalu, wiem na pewno, że
      drugi raz tam nie urodzę.
      Oddział położniczy ok, choć początek porodu bardzo mnie zraził. Miałam planowe
      cc, przyjechałam do szpitala po odejściu wód, a oni położyli mnie na łóżku,
      podłączyli ktg, a położna poszła spać! Potem wielka mobilizacja, bo
      niespodziewanie dla nich doszłam do 7 cm rozwarcia i operacja. Dostałam
      znieczulenie podpajęczynówkowe, pani anestezjolog bardzo miła, informowała mnie
      o wszystkim. Dziecko dostałam na kilka sekund. Urodziłam w piątek rano, podczas
      jednego z tzw. długich weekendów, dziecko dostałam na parę minut wieczorem.
      Neonatolog pojawił się u mnie dopiero w niedzielę (!) i musiałam wyciągać od
      niego informacje na temat synka.
      Synek już w pierwszej dobie utracił ponad 10% ze swojej masy urodzeniowej, ale
      nikogo to nie zaniepokoiło, nie mogłam doprosić się o dokarmienie, o pomoc w
      karmieniu.
      Z tego względu oddział noworodkowy wspominam bardzo źle, a miałam okazje poznać
      chyba wszystkie zmiany pielęgniarek i tylko DWIE z nich okazały się być
      przyjazne. Kąpiel dziecka wyglądała w ten sposób, że położna wkładała go pod
      kran (!) i polewała wodą z czterech stron.
      Sama się sobie teraz dziwię, że pozwalałam na to wszystko, ale chyba wynikało
      to z tzw. szoku poporodowego.
      To nie jest tak, że nie możesz być przy zabiegach u dziecka, to jest Twoje
      prawo i oni nie mogą Ci tego odmówić. Faktem jest, że są temu niechętni.
      Leżałam w pokoju 1-osobowym i czułam się w nim zapomniana i osamotniona.
      Mogłabym jeszcze wiele napisać, ale poprzestanę na tym. Jeśli będziesz chciała
      wiedzieć więcej, pisz na mail gazetowy.
      Na koniec dodam, że jest wiele dziewczyn zadowolonych z porodu, opieki
      położniczej i noworodkowej w tym szpitalu. Może ja nie miałam akurat szczęścia.
      pzdr
        • betka42 Re: Starynkiewicza Warszawa 02.03.06, 19:24
          Dzięki za informacje - nie są zbyt zachęcające, ale warto wiedzieć wszystko.
          Mam pytanie - skoro miałaś planowaną cesarkę, to dlaczego Cię podłączyli na tak
          długo pod ktg i czekali na rozwarcie???
          A jak po cesarce? Szybko doszłaś do siebie? Mogłaś od razu karmić? I czy to
          znieczulenie, które Ci podano jest lepsze od zoo?
          Pozdrawiam ciepło.
          • imiriam Re: Starynkiewicza Warszawa 02.03.06, 21:44
            Dlaczego podpajęczynówkowe a nie zo? Nie mam pojęcia, nie dopytałam, może było
            już za późno na zo? W każdym razie byłam znieczulona mniej więcej od pasa w
            dół, odleżałam dobę na sali pooperacyjnej.

            Wg mojej historii położniczej na blok porodowy trafiłam ok. 3 w nocy z 3-cm
            rozwarciem (wody zaczęły mi odchodzić ok. północy). Położna przypięła mnie do
            ktg, wygasiła światła i poszła spać. Sądziłam, że to ktg to na kilka-
            kilkanaście minut, żeby zarejestrować tętno dziecka, zwłaszcza, że na izbie
            przyjęć mówiono mężowi za ok. 1,5 godz. urodzi się nasz synek.
            W boksie obok leżała jakaś dziewczyna, była sama, wołała położną, ale
            bezskutecznie. Ze mną był mąż i on to właśnie obudził siostrę dyżurną (!),
            kiedy nie mogłam już wytrzymać bólu i chciałam wstać i chodzić, a jako karna
            pacjentka nie chciałam samowolnie odpiąć się od ktg. Siostra przyszła
            niezadowolona, że ja tak "marudzę", zbadała mnie i popłoch, bo okazało się, że
            mam 7 cm rozwarcia, a synek ułożony jest miednicowo. Musiało to być na kilka
            minut przed 6, bo zaraz zaczął bić dzwon na tę godzinę i szpital zaczął budzić
            się do życia (bo nocny dyżur tak wygląda, że niemalże wszyscy pracownicy śpią).
            Byłam chyba sensacją, bo później miałam okazje słyszeć komentarze na temat
            szybkości postępującego u mnie rozwarcia.
            A dlaczego tak długo zwlekali z operacją? Chyba z bardzo prozaicznego powodu-na
            dyżurze był jeden anestezjolog, w dodatku w drugim budynku szpitala i czekali
            na dzienną zmianę.
            Potem mąż mi zdradził, że siostra dyżurna powiedziała mu, że będę miała cięcie
            o .....9 (choć dzienna zmiana przychodzi do pracy na wcześniejszą godzinę, to
            wiadomo-wcześniej musi się odbyć odprawa, obchód i inne super ważne czynności).
            A może "zawiniła" jedna kanapka, którą zjadłam ok. 21 i chcieli odczekać 12
            godz.
            Po cięciu szybko doszłam do siebie, wstałam z wielką przyjemnością po upływie
            przepisowej doby (leżenie z cewnikiem jest okropne), poszłam pod prysznic i w
            miarę normalnie funkcjonowałam.
            Tak jak wspomniałam wcześniej, synka dostałam na kilkanaście minut w piątek
            wieczorem, potem w sobotę rano, a mniej więcej od popołudnia już na stałe. Noc
            z soboty na niedzielę była najgorszą nocą w moim życiu. Niby karmiłam synka,
            ale miałam minimalne ilości pokarmu i kiedy maluch porządnie zgłodniał zaczął
            się płacz. Ok. północy poszłam błagać o dokarmienie, ale rzekomo synek nie
            chciał jeść. I tak płakaliśmy oboje caluteńką noc-ja z bezsilności, synek z
            głodu. To był KOSZMAR. W końcu ok. 6 zadzwoniłam do pielęgniarek i zażądałam,
            żeby ktoś przyszedł i pomógł mi w karmieniu. Przyszła ta sama pięlęgniarka, wg
            której synek nie był głodny o północy i bardzo niechętnie zabrała go na
            dokarmienie, przypominając mi, że przecież nie chciał jeść. Wróciła po
            kilkunastu minutach i niechętnie przyznała, że synek zjadł bardzo dużą ilość
            mleczka.
            Moje problemy z karmieniem trwały do wtorku rano, kiedy pojawił się u mnie
            pokarm w wystarczającej ilości. Do tego czasu ciągle był problem z
            dokarmianiem, bo pielęgniarki uznały, że mam wystarczającą ilość własnego
            pokarmu. Jednym słowem trauma.
            Aha, jedzenie jest p-a-s-k-u-d-n-e, nijak się ma do twojego stanu.
    • silna_pokusa Re: Starynkiewicza Warszawa 02.03.06, 19:48
      Rodzilam na Starynkiewicza dwa razy.Nie mialam oplaconej poloznej, a i tak
      czulam sie wazna. Byl moj maz, i tez czul sie wazny. nie byl zawalidroga. Za
      drugim razem polezalam sobie dosc dlugo, wiec tez mialam okazje poznac sporo
      pielegniarek. Wszystkie byly super. Po korytarzu snuly sie caly czas studentki
      ktore chetnie sluzyly pomoca. a sama przelozona (tych studentek) uczyla
      wszystkie mamy karmic.
      Poznalam tam mame ktora tez lezala na "pojedynce" i tez ma wrazenie ze byla taka
      "opuszczona"
    • marzena02 Re: Starynkiewicza Warszawa 02.03.06, 19:51
      Z tego co wyczytamłam w Gagzaecie Wyborczej to pobieranie opłat za poród
      rodzinny jest bezprawne. Czemu w innych szpitalach (np. na Solcu) poród z mężem
      jest bezpłatny, a na Karowej traktowany jest jako luksus za który trzeba
      płacić. Czy to w porządku że kobiety kyórych portfel jest mniej zasobny muszą
      rodzić w osamotnieniu albo wybierać szpital w którym warunki nie są tak
      komfortowe jak na Karowej. Przecież mamy kliniki prywatne. A ja jako zwykły
      płatnik ZUS nie chcę dopłacać za coś co mi się należy tj. poród w obecności
      bliskiej osoby.
    • rlusnia Re: Starynkiewicza Warszawa 06.03.06, 11:44
      ja rodzilam co prawda ponad 3 lata temu ale nie moge powiedziec na ten szpital
      niczego zlego, trafilam na patologie z zatruciem ciazowym w czwartek a w sobote
      szlam na indukcje porodu, wszystko szlo tak jak bylo zaplanowane o 7 rano
      trafilam na porodowke tam polozna podlaczyla mnie do ktg, o 9 przyszedl lekarz
      przebil pecherz i dostalam okstytocyne o wszystkim bylam informowana, w kazdej
      chwili moglam zejsc z lozka isc do toalety czy posiedziec na pilce, maz byl
      caly czas oprocz momentu znieczulenia (za darmo), siostra byla na kazde
      zawolanie, o 18 zaczela sie 2 faza lekarze byli non stop i do mnie i do dziecka
      0 18.30 maluch byl na swiecie maz przecial pepowine dziecko trafilo do mnie i
      same pielegniarki zaproponowaly ze go na noc zabiora na oddzial zebym
      odpoczela, z dokarmianiem tez nie bylo problemu jak maly cala noc plakal od
      razu dostal strzykawe mleczka smile
      moze ja tak dobrze trafilam albo teraz sie cos zmienilo,
      aha i wszystko bylo za darmo nic nikomu za nic nie placilam smile
    • annkall Re: Starynkiewicza Warszawa 08.03.06, 10:07
      Ja na Starynkiewicz rodziłam koniec lipca, trafiłam tam przez przypadek(mimo że
      miałam tam lekarza prowadzącego, nie chciałam tam rodzic)bo wyrzucili mnie z
      MSWiA z braku miejc-podobno, a jezdziłam do nich co drugi dzien na ktg, przez 2
      niesiące!!!!bylam 2 tygodnie ponad po terminie i wg nich nadawałam sie do
      natychmiastowego wywołania ale nie u nich i MAM SOBIE SAMA SZPITALA SZUKAC!no i
      jezdzilam z wielka torba po warszawie komunikacja miejska i szukalam szpitala
      gdzie moglabym urodzic...to nie bylo mile...tak trafilam na starynkiewicza: izba
      przyjec i pielegniarki na niej to historia rzeka...ale przezylam.ginekologia i
      patologia ciąży to kolejna trauma...chodzilam po korytarzu i beczałam: oddzial
      poźny gierek na korytarzach stały porozstawiane stare rozlatujące sie
      meble-rupieciarnia!a pielęgniarki na zmiane może jedna w miarę miła-kara boska
      ze tam lezysz i one musza kolo ciebie chodzic!ja mialam ktg 2 razy dziennie to
      juz wogóle bylam wyklęta!
      wieczorem dostalam niby skurczy(ktg wykazalo ja nie czulam) i zrobili mi
      lewatywe( nie pytali)i skierowali na porodówkę.
      poczulam sie jakbym sie przenoisla do innego wymiaru! czysto,
      odmalowane-kolorowo, porodówka czysciutka, 3 sale porodowe-zupełnie osobne tylko
      sciany nie sa do samego sufitu i słychac co sie dzieje na pozostałych.polozna
      mnie polozyla na lozku porodowym, podlaczyla do ktg i ...poszla
      spac...przelezalam na porodowce cala noc, nie mialam zadnego skurczu a lekarza
      Swirskiego widzialam u siebie czesciej niz polozna...rano o 8.30 odeslali mnie z
      powrotem na patologie(nie wywolywali mi porodu bo dzien wczesnie kobiety sie
      wsciekly i rodzily jak opętanewink))bylo 11 porodów i 7 cesarek!i nie kompletnie
      miejcsa na sali poporodowej ani dla mnie ani dla mojej Lillismile)))a ja na złość
      10 minut poźniej zaczęłam rodzic i wróciłam na sale porodową. a jak szlam na
      patologie to byla zmiana położnych jak wróciłam na porodówkę położna zaczęła sie
      śmiac. Kobietki uwierzcie mi że przy niej wybaczyłam temu szpitalowi
      wszystko!brudną patologie, wredne piguły,śpiącą polożna itd. cieszylam sie ze
      nie urodzilam w nocy! nie dałam poloznej ani grosika a nie mialabym lepiej
      gdybym zapłaciła!!!byla boska, zajęła sie mną jak swoją starą znajomą, byla przy
      mnie co chwilę,pocieszala zabawiala.bardzo mi pomogla- ja rodzilam sama bez
      meza- bylam w dosc ciezkiej sytuacji, gdy ja rodzilam moj mąż był na wojnie w
      Iraku.wiem tylko ze miala na imie Grażyna.
      rodzilam na zoo-wtedy bylo bezpłatnie jak jest teraz to nie wiem.
      co do lekarzy do swietna jest pani doktor Banaszek, dobra jest takze pani doktor
      Gajewska( mocno zdystansowana do pacjentow ale mimo wszystko mila).doktor
      Świrski tez jest dobry.
      podsumowując-w przyszlosci planuje jeszcze jedno dziecko i z checia tam bede rodzic!
      a jedyny mankament to to ze to jest klinika akademii medyczne w zwiazku z czym
      przy porodach sa studenci obecni ale po pierwsze mozesz i poprosic zeby sobie
      poszli, ze nie wyrażasz zgody na ich obecniść a po drugie przy moim porodzie
      bylo 2 studentów( studentka i student) ale dyli tak dyskretni ze wcale nie
      czulam ich obecnosci i nie przeszkadzali mi ani troche, a mam pod tym wzgledem
      bardzo niemile wspomnienia z pierwszego porodu( ja sie meczylam a starzysci
      siedzieli sobie na fotelach zajadali pączusie, dowcipkując na mój temat!)wiec ja
      byla zdecydowanie na NIE.pozdrawiam.jakbys miala jakies pytania to pisz na maila
      gazety.
      • fliper27 Re: Starynkiewicza Warszawa 09.03.06, 15:56
        hmmmmmmmm doktor Gajewska to NAJGORSZA DOKTOR JAKĄ ZNAM, odbierała odemnie
        poród w lutym 2005, lezałam z dwiema dziewczynami które też u nie rodziły i
        takie same opinie,Głupia baba niedość że przemądrzała to wogóle bez serca, albo
        sama rodziła w mekach albo lubi się znęcać na innych, a w woli uściślenia było
        to tak:
        przyjechałam do szpitala o 8 rano z 2mm rozwarciem o 15 miałam 10 cm rozwarcia
        a postepu [porodu brak bo mój synek źle schodził do kanału rodnego kazała mi
        się przekładac z boku na bok zeby się ułożył w między czasie jak chciało mi się
        siku załozyła mi cewnik co jest ZABRONIONE bez mojej zgody dowiedziałam się o
        tym po fakcie, poród skończył się cesarką o 19.30 i tylko dlatego ze wkoncu
        przyszedł lekarz dyzurny i bez badania mnie nawrzeszcał na co ona jeszcze
        czeka, konsekwencje: Mały miał odmę śródpiersiową bo za długo go trzymała napił
        się wód płodowych i pomimo ze u mnie nei były zielone to on zwracał ze swojego
        brzuszka zielone wody płodowe, cały poobijany, do tego doszła bradykardia
        zatokowa, Synek leżał 5 dni na noworodkach pod cieplarką a ja ryczałam całymi
        dniami i wedrowałam między swoim pokojem a noworodkami, dzięki Bogu skonczyło
        się dobrze i wszystko jest oki, a żeby jeszcze dac jeden dowód jaka męda z niej
        to jak leżałam na pooperacyjnej przyszła i powiedziała ze i tak bym sama nie
        urodziła bo wcale mi się nie rozeszły kości miednicy, przeciez dobrze o tym
        wiedziała w czasie porodu, a potem to dziwne że się kaleki rodzą,
        jednym z bardziej kompetentnych lekarzy tego szpitala jest doktor Marjanowski
        (syn) Młody,zawsze uśmiechnięty, miły i słyużący pomocą, ogólnie szpital dobry
        oddział noworodkowy u mnei beż zastrzezeń, tylko jedna pani doktor i tyle
        zamieszania...
        • annkall Re: Starynkiewicza Warszawa 10.03.06, 12:18
          jestem bardzo zdziwiona-ona moze nie odbierala mi porodu ale nadzorowala(dr
          Gajewska),odbierala jakas "Swieżutka" lekarka i bylo naprawde ok! moze dlatego
          ze nie bylo zadnych komplikacji, bo rodzilam bardzo szybko(pierwszy skurcz o 9 a
          urodzilam o 11.35)i moze nie miala czasu zeby cos sknocic wink) ale byla bardzo
          mila i nawet mnie pochwalila ze sie spisalam na medal z moim klockiem 5 kilowym smile)
        • andzior77 Re: Starynkiewicza Warszawa 21.03.06, 22:16
          Jestem jedną z dziewczyn, które rodziły w tym czasie (luty 2005) w tym szpitalu.
          Bardzo jestem zdziwiona taką informacją, ponieważ słyszę to po raz pierwszy. Nie
          przypominam sobie, aby oskarżycielka płakała i biegała do dziecka. Dziecko było
          ładne i niepoobijane. Skoro po 5 dniach zostało wypisane tzn, że było w dobrym
          stanie. Dziwi mnie natomiast fakt, że matka pisze o tym dopiero po roku. Czyżby
          starała się sprawdzić na polu dziennikarskim? Ze względu na wulgarność i
          chamstwo, szanse ma raczej niewielkie. Natomiast dr Gajewska wśród pacjentek
          cieszyła się opinią bardzo dobrego i życzliwego lekarza. Twierdzi Pani, że
          dziewczyny, które były z Panią, podzielają jej opinię. To parszywe kłamstwo. Ja
          się pod tym nie podpisuję!!!
          • betka42 Re: Starynkiewicza Warszawa 12.03.06, 13:06
            Dziewczyny, a jak jest w tym szpitalu z szyciem krocza? Czy w znieczuleniu
            ogólnym, czy miejscowym? Słyszałam, że to miejscowe nic nie daje, a ogólne też
            kiepskie, bo traci się kontakt z dzieckiem? Oczywiście zostaje zoo, ale nie
            dostaje się go na zawołanie...
            • agata.23 Re: Starynkiewicza Warszawa 13.03.06, 13:53
              Poród wspominam średnio dobrze.
              Chodziłam do szkoły rodzenia ale miejce w szpitalu zapewniło mi KTG, bo położna
              z dyżuru już mnie dobrze pamiętała. Fakt, że zajęcia w szkole rodzenia były
              bardzo dobre i doskonale byłam przygotowana na poród. Położne, które miałam
              okazję poznać na ćwiczeniach i wykładach były podczas mojego porodu więc czułam
              się bezpieczniej.
              Poród wybraliśmy rodzinny bez położnej i to był chyba błąd.
              Dwie salki obok miały wykupione poołozne i traktowane były super w porónaniu ze
              mną. Mąż tak naprawdę był niezastąpiony i dzięki niemu to wytrzymałam. Rodziła
              krótko bo prawie 5 godzin ale bezsensownie podłączona oksytocyna dała mi
              strasznie w kość. Na znieczulenie czekałam ponad 2 godziny więc się niżle
              umeczyłam. Dostałam jedną dawkę znieczulenia i szyta byłam już praiw na żywca
              co zakończyło się niezłą sprzeczka z lekarką.
              Mimo wszystko poród nie był tragiczny w porównaniu z warunkami późniejszymi.
              Malutkie ciasne salki - koszmar.
              Trzy kobiety z noworodkami w tak małym pomieszczeniu to horror. a jak
              przychodzili krewni to jedna musiała opuszczać salę z dzieckiem, bo nie było
              miejsca!!!
              Na opiekę nad noworodkiem nie narzekam, z laktacją nie miałam problemu więc
              tego też źle nie wspominam.
              Myślę o drugim dziecku ale nie wiem czy zdecyduję się ponownie rodzić na
              starynkiewicza.
              • betka42 Re: Starynkiewicza Warszawa 14.03.06, 18:46
                A czy orientujecie się, jak jest w sytuacji, gdy najpierw się wykupi osobną
                salę - to jest chyba 200 zł za noc, albo dobę (nie wiem, jak to liczą), a potem
                okaże się np, że muszę zostać w szpitalu nie 2-3 dni, a np. 6-7 dni? Jest
                szansa, że gdy już wiem, że będę dłużej, to przesiosą mnie na niepłatną salę?
    • marzena02 Re: 7 marca urodziłam na Starynkiewicza 17.03.06, 11:43
      Był to poród przez cc. To moje drugie dziecko, pierwsze 2 lata temu rodziłam na
      Madalińskiego i mam złe wspomnienia. Na Starynkiewicza trafiłam z ulicy. na
      początku leżąłam na patologii. Pracują tam osoby z powołaniem. Wszyscy bardzo
      mili. Cierpliwie udzielali odpowiedzi na moje pytania.
      Lekarze wtkonujący cesarkę i anestezjolog także byli bardzo uprzejmi.
      Informowali o karzdym swoim kroku przez co czułam się bezpieczniej.
      Najwspanialszą osobą była pani Maria - pomoc anestezjologiczna. Niesamowita
      kobieta, w trakcie cc rozmawiała ze mną, rozśmieszała, trzymała za ręke,
      głaskała po twarzy, ocierałą łzy - na początku przerażenia, później szczęścia.
      Dziecko było badane przez pediatrów w odległości ok. 3 metrów ode mnie.
      Wszystko widziałam. Później córeczkę położono na moje piersi. Coś
      niesamowitego. Obecność studentów też wspominam dobrze.
      Pielęgniarki na noworodkach raczej miłe, ale zdażały się wyjątki.
      Sale dość ciasne. Ale ja mogłabym nawet leżeć na korytarzu. Najważniejsze, że
      dziecko miało naprawdę dobrą opiekę lekarską. W tym szpitalu ratują nawet
      maleństwa ważące niewiele ponad 500 gram. Jeśli zdecyduję się na trzecie
      dziecko to też będe rodzić w tym szpitalu.
        • marzena02 Re: 7 marca urodziłam na Starynkiewicza 17.03.06, 18:13
          Jeśli chodzi o obchody, to rano jest obchód ginekologiczny w którym uczestniczą
          studenci. Wtedy sprawdzany jest stan ogólny mamy, laktacja. Majtasy raczej
          trzeba zdejmować, aczkolwiek nie zawsze. Później jest obchód pediatryczny.
          Dzidzię trzeba rozebrać, pediatra ogląda, sprawdza stan maleństwa - bardzo miła
          pani,którą można zapytać o wszystko. Wieczorem także jest obchód
          ginekologiczny, ale raczej jest on rutynowy. No chyba że masz jakiś problem.
          Co do sal jednoosobowych to raczej bym odradzała. Znajdują się na końcu
          korytarza, pielęgniarki nie często tam zaglądają. A przecież potrzebujesz wyjść
          do ubikacji, pod prysznic - i wtedy należałoby za karzym razem prowadzić
          dziecko do pielęgniarek. Lepszym rozwiązaniem wydaje mi się dwójka. Z tego co
          wiem kosztuje 150,- pln. Masz z kim porozmawiać. Możesz zostawić na chwilę
          dziecko
    • mamaalka78 Re: Starynkiewicza Warszawa 17.03.06, 17:50
      Rodziłam na Starynkiewicza 2 lata temu.Najpierw trafiłam na patologię ciąży,to
      był piątek,a w poniedziałek rano zrobili mi cesarkę.To, co mocno odczułam, to
      faktycznie brak kontaktu z dzieckiem przez pierwszą dobę,ale tłumaczą to
      względami medycznymi, a z resztą po znieczuleniu i tak nie mogłabym zająć się
      Alkiem dobrze.We wtorek rano poszłam pod prysznic i zaraz potem przywieziono mi
      synka.To,że był karmiony sztucznie (ale nie butlą, tylko strzykawką!) w żaden
      sposób nie wpłynęło na ssanie-ssał jak najęty.Leżałam w jedynce i to, że nikt
      mi tam nie przeszkadzał było największym plusem pobytu w szpitalu!Jak miałam
      problem lub pytanie, to wkładałam synka w akwarium i jechaliśmy po
      poradę.Lewatywę mi zrobili.O majtki się nie czepiali. Jedzenie faktycznie
      PASKUDNE!
      Polecam doktora Wielgosia-ciepły,miły facet,przychodził do mnie i przed i po
      porodzie.Prowadził moją ciążę, przyjmuje w szpitalu, w fundacji (przynajmniej
      przyjmował).
      • betka42 Re: Starynkiewicza Warszawa 18.03.06, 21:25
        Czy w "jedynkach" może być ze mną stale mąż, czy tylko w wyznaczonych godzinach?
        I czy o pieniądzach za pokój trzeba pamiętać przy przyjęciu na oddział, czy
        spokojnie można zapłacić za dzień, dwa? W ferworze walki (wyjazd do szpitala)
        nie o wszystkim się pamięta.
        Czy obchody ze studentami, to standard w tym szpitalu?
        Słyszałam w szkole rodzenia, że lekarze podczas obchodów rzadko spoglądają na
        krocze, czy piersi, bo im się nie chce. ???
          • ewa_mama_jasia Re: Starynkiewicza Warszawa 20.03.06, 10:06
            Cześć! Rodziłam pod koniec października. Jak na poród, gdzie nie zapłaciłam ani
            grosza (oraz przez całą ciążę), to było nienajgorzej. Byłam w szkole rodzenia,
            prowadziła mi ciążę p.dr Borowiecka - Elwertowska, p.Teresa Gnap zawsze była z
            nią w pokoju podczas przyjęć pacjentek. Położna, na którą trafiłam na sali
            porodowej to była p.Joanna (nie pamiętam nazwiska, niewysoka, ciemnowłosa,
            która w szkole rodzenia prowadziła ćwiczenia.
            Nie dopchałam się do prywatnej sali, leżałam na publicznych (3 łóżka). Wiem, że
            prywatnej sali nie da się zamówić, kto pierwszy ten lepszy. No, chyba że masz
            chody albo nie ma wielu chętnych.
            Ale od początku - opieka ciążowa dobra, mam bardzo dobre zdanie o p.dr
            Borowieckiej. Zawsze mogłam zadzwonić i wyjaśnić wątpliwości. Kompetentna i
            życzliwa. P.Teresa Gnap - również życzliwa, kompetentna, w miarę potrzeb
            służyła pomocą. Nie wiem, czy prowadzi porody. Nie wiem, ile kosztuje prywatna
            położna, słyszałam o 700 zł. Plus szpitala, że wszystko razem: szkoła rodzenia,
            opieka nad ciążą, badania, poród..... i że wszystko bezpłatne.
            Szkoła rodzenia - dała mi dużo, jestem zadowolona. Wiedziałam, czego się
            spodziewać. Fakt, że dopiero jak się zapytałam wprost okazało się, że raczej
            się leży, bo musi być podpięte ktg oraz że każdej pierworódce nacinają krocze.
            Fakt ukończenia szkoły rodzenia gwarantował, że mnie nie odeślą z braku miejsc
            (zapewnienie p.Borowieckiej i zgodne z prawdą). Ale nawet gdyby, szukają Ci
            szpitala - nie jest tak, że jeździsz i szukasz na własną rękę.
            O lewatywę pytali, chciałam. NIewielka niedogodność a przynajmniej komfort na
            przyszłość.
            O porodówce nie będę pisać, bo już Ci odpisywały dziewczyny. Położna, o której
            pisałam wcześniej, ku mojemu zdziwieniu okazała sie podczas porodu zupełnie
            inna niż w szkole rodzenia - rutyna aż boli, wchodziła co pół godziny na salę i
            mówiła: oddychamy, oddychamy i wychodziła. Zero zainteresowania, zero pomocy.
            ZZO mi nie dali, bo zbyt szybko postępowal poród. Miałam dostać dolargan, ale
            zabrakło, bo ktoś zapomniał zamówić, ale dało się przeżyć. Byłam pewna, że
            będzie gorzej smile. Jeden student przy porodzie, asystuje i obserwuje.
            Salki publiczne, bezpłatne, trzyosobowe. Żadna rewelacja, ale też nie slumsy.
            Było z kim porozmawiać, pod opieką koleżanek zostawić dziecko kiedy się
            wychodziło. Jak trafisz na życzliwe dziewczyny to jest ok. Ja tak miałam.
            Obchody dwa, rano i wieczorem - położniczy i pediatryczny. Naprawdę dokładnie
            Cię badają, chcą wiedzieć, czy nic Ci nie jest. Ani dziecku. Położniczy ze
            studentami, podobno możesz się nie zgodzić. Nie wiem, nie protestowałam,
            wychodziłam z założenia, że muszą się nauczyć a ja w końcu wybrałam szpital
            akademicki.
            Pediatryczny - sama lekarz, lekarki świetne. Dokładne aż do bólu.
            Opieka położniczo - pielęgniarska - no cóż, zależy od człowieka. Jedne
            sympatyczne, inne nie. Trochę zbyt mało informacji, trzeba się dopytywać o
            badania, wyniki itp.
            Opieka nad dzieckiem - dmuchają na zimne. Jeśli jest jakakolwiek wątpliwość,
            nie wypuszczą was do domu zanim nie wyjaśnią.
            Jeśli zabierają dziecko na oddział noworodkowy na badania - nie wpuszczają
            rodziców. Ale w końcu tam są wcześniaki, patologia noworodków, rozumiałam i nie
            pchałam się.
            Jedzenie kiepskie, trzeba mieć własne sztućce, ale można przeżyć. Należy mieć
            koniecznie wodę do picia, bo w pokojach gorąco.
            Trochę zbyt duży terror laktacyjny, ale teraz tak wszędzie i taka moda.
            Chyba wszystko. Jeśli masz pytania, to odpowiem na ile będę potrafiła.
            • imiriam Re: Starynkiewicza Warszawa 21.03.06, 10:39
              Małe sprostowanie-szpital, który odsyła rodzącą ma obowiązek znaleźć jej
              miejsce w innym szpitalu.
              Za "pojedynkę" zapłaciłam przy wyjściu ze szpitala, nikt nie dopominał się o
              pieniądze wcześniej.
              U mnie na obchodach nie było studentów, a krocza/wydzieliny ani razu mi nie
              oglądano, było badanie blizny po cc i palpacyjne brzucha.
              Odwiedziny w szpitalu są w wyznaczonych godzinach, zdaje się, że od 14, ale
              osoba odwiedzająca może wejść i wcześniej, zależy od portierawink. W pojedynczej
              sali masz ten komfort, że Twoi goście nie przeszkadzają nikomu.
              Jedzenie naprawdę kiepskie, jeśli zdecydowałaś się na poród w tym szpitalu,
              zorganizuj sobie dożywianiewink. Same pielęgniarki przestrzegały mnie przed
              jedzeniem pewnych rzeczy tam serwowanych....
              Koniecznie zdaj relację, jeśli tam urodzisz!
            • betka42 Re: Starynkiewicza Warszawa 21.03.06, 16:46
              Cześć Ewa,
              dzięki za szczególowe informacje.
              Mam jeszcze kilka pytań i będę wdzięczna za odpowiedź.
              1/ Jeśli nie miałaś znieczulenia, to jak Cię szyli? Miałaś chociaż jakieś
              znieczulenie miejscowe?
              2/ Ile trwał Twój poród? - (że dałaś radę bez znieczulenia)
              3/ Czy poród odbiera położna, czy jest też lekarz?
              4/ Czy miałaś na początku porodu usg i czy podpinali Cię pod ktg?
              5/ Czy w pierwszej fazie porodu mogłaś chodzić?
              6/ Czy podczas porodu rodzinnego też są studenci?
              7/ Jak długo zostaje się w szpitalu, jeśli oczywiście wszystko jest ok?
              I to tyle. Dzięki.
              • ewa_mama_jasia Re: Starynkiewicza Warszawa 22.03.06, 00:15
                Ad.1.
                Przepraszam, wprowadziłam Cię w błąd. Pisząc o braku znieczulenia miałam na
                myśli poród, do szycia znieczulili mnie miejscowo. Czułam ukłucia szycia, ale
                nie było to jakieś strasznie bolące.
                Ad.2.
                Poród zdaniem położnej poszedł "piorunem". Ja tylko mamlałam pod nosem, że
                skoro to taki piorun, to może się zamienimy. Ciekawe, czy na moim miejscu też
                tak by to oceniła smile. Cała "zabawa" trwała gdzieś od nocy - wtedy pojawiły się
                pierwsze skurcze. Ponieważ spałam więc nie wiem, która była godzina - stawiam
                na czwartą rano. O 15.00 trafiłam na porodówkę z rozwarciem 3 cm. Nie chcieli
                mi dać zzo, bo podobno daje się od 4. A u mnie jeszcze przez godzinę czy
                półtorej było 3, a później zrobiło się 8. Więc już nie chcieli dać, bo podobno
                nie daje się, jeśli poród ma trwać jeszcze mniej niż 2 godziny. Faza parcia to
                było coś koło 20 minut. Oceniam na oko, nie miałam zegarka na ręku. Wiesz, sama
                sobie się dziwiłam, że dałam radę. Ale ja od razu nastawiłam się, że poród to
                będzie coś strasznego - w ten sposób nawet przy najsilniejszych bólach myślałam
                ze zdumieniem, że przecież to się da wytrzymać. Że spodziewałam się, że będzie
                gorzej. Ponadto nie bolało przecież tak bardzo od początku, tylko narastało i
                organizm miał czas się przystosować. A parcie nie bolało. Szczerze mówiąc, to
                takiego porządnego bólu to było w zasadzie godzina, półtorej. Ale wtedy
                wyładowywałam się w krzyku. Nie z powodu bólu, a przynajmniej nie głównie. Po
                prostu doszłam do wniosku, że jest to okazja do wyładowania emocji, a nikt nie
                ma prawa się dziwić - w takiej chwili jest to normalne i zrozumiałe.
                Ad.3.
                Położna, lekarz i student - byli przy mnie podczas porodu. Położna wchodziła co
                pół godziny mniej więcej, lekarz co godzinę, student 2 razy.Które odbierało nie
                wiem, bo miałam zamknięte oczy (jeśli chodzisz do szkoły rodzenia to wiesz, że
                uczą żeby przy parciu zamykać oczy) i skupiłam się, aby jak najszybciej wyprzeć
                i mieć z głowy.
                Ad.4.
                Nie miałam na początku usg (ostatnie było sprzed miesiąca i wszystko było ok) a
                do ktg podpięli mnie od razu na cały czas porodu.
                Ad.5.
                Na początku kazali mi się położyć, żebym mogła przyjąć kroplówkę z soli
                fizjologicznej (1,5 litra). To trwało gdzieś z półtorej godziny. Potem
                pozwolili wstać, ale ja byłam już tak zmęczona, że mi się nie chciało. Wiem, że
                można wstawać, ale w obrębie sznura od ktg. Może można się uprzeć i od początku
                chodzić, ale ja się nie upierałam.
                Ad.6.
                Student jeden, i nie cały czas tylko ze dwa razy (raz badał i później na czas
                porodu - a po porodzie i po szyciu mył). Chociaż głowy nie dam, czy w trakcie
                samego porodu był, bo tak jak mówię - skupiłam się na tym co ważne i przestałam
                mysleć o czymkolwiek. Podobno można się nie zgodzić na obecność studenta; ja
                nie protestowałam - w końcu gdzieś ta kadra lekarska musi się nauczyć.
                Ad.7.
                Jeśli jest ok, to po normalnym psn wychodzi się w trzeciej dobie, po cc - w
                czwartej. Ale jeśli jest jakakolwiek wątpliwość, to zostawiają do wyjaśnienia.
                Cieszę się, że moje informacje przydały Ci się, przynajmiej teoretycznie smile.
                Oby i w praktyce coś dały smile.
                Tak swoją drogą, to przyznam Ci się, że potraktowałam trochę ten poród jak
                eksperyment - owszem, przezywałam jak każda rodząca, ale też z ciekawością:
                aha, to tak wyglądają bóle porodowe. Aha, to tak wygląda jak się zbliża do
                końca. Aha, to tak wygląda parcie. Itd. Może mi to trochę pomogło....
                Moja rada - postaraj się nie jeść od momentu, kiedy wiesz że będzie poród.
                Potem to sporo ułatwia. I rada (z której ja nie skorzystałam, jako że mały
                wypchał się na świat 2 tygodnie przed terminem) - przed porodem wyspać się. Jak
                się da, to na zapas. Potem to podobno poprawia samopoczucie.
                I jeszcze jedna: nie wiem jak Ty, ale mnie dobrze zrobiła obecność bliskiej
                osoby. Na początku był mąż, później, kiedy poród zbliżał się do końca,
                zamieniłam go na ciocię (20 lat pracy jako pielęgniarka na oddziale noworodków
                w szpitalu bielańskim i matka dwójki dzieci). Mąż był w fazie trzymania za
                rękę, w fazie mniej estetycznej była siła fachowa i życzliwa smile. Był jednakże
                okres około godziny czy półtorej, kiedy mąż pojechał po ciocię i byłam sama.
                Było mi wtedy źle, czułam się opuszczona. Dlatego zaczęłam się drzeć, żeby się
                choć trochę pozbyć zalegających we mnie emocji. Na początku pomrukiwałam pod
                nosem, bo było mi wstyd, ale stopniowo pokrzykiwałam coraz głośniej. Dobrze mi
                to zrobiło smile.
                Jeśli masz jeszcze pytania, to służę pomocą. Może być tu, może być na maila
                gazetowego.
                Pozdrawiam i daj znać, kiedy trzymać kciuki smile.
                • betka42 Re: Starynkiewicza Warszawa 22.03.06, 12:48
                  Dzięki wielkie.
                  Ja jestem w 39 tc., termin mam na 31 marca.
                  Trochę się boję, ale chciałabym już mieć poród za sobą i cieszyć się córcią.
                  Właśnie się zastanawiam, czy lepiej trochę dłużej posiedzieć w domu, gdy zaczną
                  się skurcze, by w szpitalu trafić prawie na drugą fazę porodu i dać radę bez
                  znieczulenia;
                  czy lepiej pojechać wcześniej i uprzeć się na zoo?
                  Najbardziej to tego szycia się boję, bo często słyszę, że szyją, gdy jeszcze
                  nie zaczęło działać. Co Ty na to?
                  Pozdrowionka.
                  • ewa_mama_jasia Re: Starynkiewicza Warszawa 22.03.06, 14:01
                    Najgorzej to siedzieć i czekać. U mnie zaczęło się znienacka (2 tygodnie przed)
                    i 60 km od Warszawy. W otoczeniu całej rodziny, bo w przeddzień była impreza
                    rodzinna . Ponieważ nie mam doświadczenia, początkowo (w nocy) myślałam, że
                    zjadłam coś, co zaszkodziło. Od rana, w otoczeniu rodziny, potraktowałam rzecz
                    humorystycznie: jak bolało, chodziłam po domu aż przestanie (w sumie przez parę
                    godzin zachowywałam się jak Felicjan Dulski); śmieliśmy się z rodziną czy to
                    już, czy nie - ja byłam przekonana, że za wcześnie i że to jakiś próbny alarm;
                    brat (sanitariusz w pogotowiu) usiłował mnie osłuchiwać przez stetoskop i uczył
                    to robić innych członków rodziny - wiesz, to był taki moment, kiedy
                    tzw"głupawka" ludzi ogarnia. Może nie najmądrzejsze zachowania, ale
                    przynajmniej relaksujące. Koło południa zdecydowaliśmy się wrócić do Warszawy
                    bo uznałam, że nawet jak próbny alarm to niech to lekarze obejrzą. W
                    międzyczasie, w trakcie jazdy przypomniało mi się, że przecież powinnam liczyć
                    długość i częstotliwość bóli - więc miałam rozrywkę podczas godzinnej jazdy.
                    Myślę, że jeśli jest wszystko w porządku a Ty spokojna, to nie warto jest
                    jechać na samym początku. Skurcze bedą co pół godziny lub co kwadrans - i c,
                    masz zamiar cały dzień siedzieć w szpitalu smile ?
                    Ale kiedy bóle są coraz częstsze lub wody odeszły albo Ty lub otoczenie zaczyna
                    się denerwować, to myslę że czas.
                    Co do znieczulenia - nie byłam taką bohaterką, żeby uznać, że nie chcę.
                    Dlaczego ma boleć, skoro może nie boleć? Mimo czasu przyjazdu, i tak nie dadzą
                    Ci zzo jeśli nie będzie 3-4 cm rozwarcia.
                    Co do szycia - mnie znieczulili ok, czułam ale nie było uciążliwe. W razie
                    czego zawsze możesz poprosić o dodatkowe znieczulenie.
                    • ewa_mama_jasia Re: Starynkiewicza Warszawa 22.03.06, 14:12
                      Pisałaś, że chcesz prywatną salę. Prywatne są na końcu oddziału, dokładnie
                      najdalej od oddziału patologii noworodków i gabinetu zabiegowego. Polityka jest
                      taka, że pielęgniarki dzwonią po Ciebie, żebyś przyszła z dzieckiem na badania
                      czy dokarmianie. Maszerować przez cały korytarz jest dość ciężko i wymaga to od
                      obolałej matki wiele wysiłku. Z publicznych sal jest jednak nieco bliżej.
    • mamaigi1 Re: Starynkiewicza Warszawa 22.03.06, 18:57
      Rodziłam w październiku ub.r. Byłam traktowana wspaniale: praktycznie w tym
      szpitalu "urodzono" za mnie dziecko. Przyjechałam na porodówkę przed ósmą rano,
      urodziłam po północy. "Zaliczyłam" kilka zmian położnych (a w innych salach
      urodziło kilka kobiet) i wszyscy lekarze i położne(bez wyjątku) traktowali mnie
      z szacunkiem w taki sposób, że miałam wrażenie, ze autentycznie przejmują się
      mną, Maleństwem, moim Mężem.... Mimo otrzymania oksytocyny (polecam w przypadku
      wolnego rozwierania się szyjki),poród wolno postępował. Musiałam czekać na
      podanie zzo (wolno następowało rozwarcie),ale położna zaproponowała mi
      prysznic. Spedziliśmy tam z mężem prawie 2 h (a inne sale porodowe też były
      zajęte) i nikt nie protestował. Niedługo po wyjściu spod prysznica otrzymałam
      wymarzone znieczulenie. Potem już było "z górki". Wtedy dopiero docenia się
      wielkość chwili porodu. Czujesz, że rodzisz, ale bez bólu. Skurcze odczuwasz
      tylko jako napięcie mięśni, a nie jak ból. krocze było nacięte, nie pamiętam,
      czy się pytali, ale wiem, że przy nacinaniu jest mniej powikłań. Nie bój się
      tego!W ostatniej fazie porodu trafiłam na położną znaną mi ze szkoły rodzenia
      (też na Starynkiewicza). Niestety nie pamiętam nazwiska, ale to jest krótko
      obcięta, dość młoda osoba, filigranowa i szczupła, w okularach. Cudowna osoba,
      cudowny fachowiec. Nie mogłam lepiej trafić. Jeśli chodzi o pokój, polecam
      jedynkę. Jednak trzeba się nastawić, ze w przypadku przepełnienia zakwaterują
      Cię w dwójce, lub czwórce. Mi się trafiła dwójka. W razie pytań pisz na
      maila.Po raz drugi urodziłabym w tym szpitalu!
      • guciom Re: Starynkiewicza Warszawa 22.03.06, 22:18
        mamaigi1
        mam pytanie, czy piszac, ze dostalas zakwaterowanie w dwojce masz na mysli sale
        prywatna 2-ke czy bezplatna zwykla, jezeli zwykla to jak teraz jest z lozkami
        czy sa w miare wygodne ja 2,5 roku temu po cesarce lezalam na zwyklej sali i
        jak chcialam wstac to za nic nie moglam wydostac sie z zapadnietego w lozko
        materaca, a blizna jednak "troszczke" mnie bolala,
        jezeli byla to prywatna 2-ka to czy pielegniarki traktuja pacjentki jak
        pozostale czy licza, ze za kazda usluge im dodatkowo zaplacisz, chodzi mi o
        zwykle ich codzienne obowiazki no i czy jak sie jest bardzo zmeczonym mozna
        oddac dzidzie np na noc?
        pozdrawiam zycze duzo zdrowka i szczescia z malenstwem,
        Magda
        • karola125 Re: Starynkiewicza Warszawa 23.03.06, 07:15
          Pytanie nie do mnie ale w jednej kwestii odpowiem.
          Ja wykupiłam w listopadzie jedynkę i połozne, pielęgniarki i salowe traktowaly
          mnie normalnie i nie oczekiwały żadnych opłat. Sprzątanie dwa do trzech razy
          dziennie, normalnie pomoc przy dziecku, kąpaniu, karmieniu.
        • mamaigi1 Re: Starynkiewicza Warszawa 27.03.06, 20:41
          To była sala, za którą się płaci. Opłata za noc wynosi 150PLN. Myślę, że
          personel medyczny traktuje tak samo dobrze wszystkie pacjentki, niezależnie od
          tego, w której sali leży. Ja nie musiałam oddawać dzidzi na noc, gdyż czułam
          się nieźle (rodziłam naturalnie). Moja wspóllokatorka natomiast zamówiła opiekę
          całonocną dla dziecka. Zważywszy na fakt, że dzieckiem non-stop bardzo
          sumiennie opiekowała się jedna położna (przewijała,co 3 h przynosiła do
          karmienia i po 'posiłku'zabierała dziecko), myślę, że ta usługa była płatna.
          Pozdrawiam serdecznie,
          Marta
      • betka42 Re: Starynkiewicza Warszawa 23.03.06, 18:00
        Bardzo dziękuję za tyle fajnych informacji. Ja siedzę jak na szpilkach, w końcu
        do porodu mam 8 dni, a przecież córcia nie musi być planowo...
        Cieszę sie, że masz tak miłe wspomnienia ze Starynkiewicza, zawsze dodaje to
        trochę otuchy.
        Jeśli chodzi o znieczulenie, to czy trzeba bardzo prosic, czy jeśli masz
        odpowiednie rozwarcie, to dadzą bez problemu. Boję sie trochę dolarganu,
        zamiast zoo.
        Napisz proszę, czy dwójka, lub czwórka, o której piszesz, to sale bezpłatne i
        czy można się później przenieść do płatnej jedynki, jak coś się zwolni?
        Czy faktycznie jest tak, że jeśli leżysz w jedynce, to pielęgniarki dzwonią po
        Ciebie, byś sama przyszła z dzieckiem na badania, czy dokarmianie?
        Na początku może to być chyba trochę trudne.
        Czy po porodzie z mężem, może on zostać ze mną już na sali poporodowej, czy
        jeśli to jest po godzinie 19-tej, to już nie?
        Będę wdzieczna za odpowiedź. Pa.
        • ewa_mama_jasia Re: Starynkiewicza Warszawa 23.03.06, 23:36
          Pytania nie do mnie, ale częściowo odpowiem: nie widziałam publicznych 2 i 4,
          na 1 piętrze na całym oddziale publiczne były tylko 3. Koleżanka ze szkoły
          rodzenia miała cc i prywatną jedynkę. Nie miała pokarmu i co 3 godziny musiała
          wędrować z dzieckiem przez całą długość korytarza na dokarmianie i na badania.
          Pielęgniarki najczęściej nie fatygują się po dziecko, jeśli są studentki to one
          są używane w charakterze posłańców. Widziałam też inne dziewczyny z sal
          prywatnych, jak maszerowały z dziećmi na badania lub dokarmianie (akurat moja
          sala sąsiadowała z prywatnymi).
          Położna w szkole rodzenia mówiła, że i sale prywatne osoby towarzyszące muszą
          opuścić do godziny 20. Chociaż w dzień porodu można pobyć dłużej - ze mną moje
          osoby towarzyszące były do 22.30 i nikt ich nie wyganiał.
          W zasadzie jeśli nie koliduje to z badaniami czy obchodami, tolerowane są
          wizyty poza godzinami odwiedzin. Zdarzało mi się, że mąż wpadał o 7 lub 22 na
          chwilę, bo akurat nie mógł inaczej: pracował wtedy od 8 do 20. Ale wiem, że
          niektórzy mężowie byli proszeni o przyjście w godzinach odwiedzin.
          Jeśli zwolni się sala prywatna, możesz się przenieść z publicznej, jeśli
          oczywiście nie ma bardziej "uprzywilejowanych". Akurat kiedy ja rodziłam, wiele
          osób miało ochotę na sale prywatne. Ja zresztą też. Nie dopchałam się przez
          pierwszą dobę, a potem przestało mi zależeć.
        • patysiak Re: Starynkiewicza Warszawa 26.03.06, 14:55
          Bezpłatne sale są tylko 3 osobowe. Płatne są dwójki i jedynki (z łazienkami). W
          każdej chwli możesz sie przenieść z płatnej na bezpłatną jesli twoj pobyt sie
          przedluza i nie stac cie na taki luksus (pod warunkiem ze sa miejsca w
          bezplatnych).

          Nie boj sie porodu. Jedno mozna powiedziec o klinice na starynkiewicza: nie
          zrobia krzywdy ani tobie ani dziecku. To w koncu klinika ... A niezadowolone
          kobiet z porodu zawsze beda - w kazdym szpitalu takie znajdziesz. Generalnie
          trzeba pojechac, zrobic swoje i zrowic do domu. Nie oczekiwac Bog wie czego. W
          koncu porod to przede wszystkim zjawisko fizjologiczne a nie metafizyka. Kosmos
          pojawia sie w chwili gdy patrzysz w oczy swojego malenstwa. Wszystko wczesniej
          to niewazne smile
        • mamaigi1 Re: Starynkiewicza Warszawa 27.03.06, 21:03
          "Dwójka" jest płatna 150 pln. jeżeli zwolni się jedynka, automatycznie Cię tam
          przenoszą (jeśli chcesz).O znieczuleniu mówiłam już na początku i powtarzałam
          każdej następnej zmianie.Na I-sze szczepienie i badania zabierają dzidzię, ale
          ja, jak tylko mogłam, szłam z pielęgniarkami.Pamiętaj, że do żadnego wysiłku
          ponad Twoje siły nikt Cię nie zmusi.Trzeba tylko mówić, że się źle czujesz. Ja
          urodziłam po północy, na sali poporodowej zostałam z męzem przez ok. 2h, potem
          Dzidzia poszła z mężem do mycia i po ich powrocie nas zakwaterowali. po 2.00 w
          nocy mój mąż wysszedł, bo poszłyśmy spać...
          ok. 8.00 rano przyszła pielegniarka i sama mi zaproponowała pomoc przy kąpieli
          pod prysznicem. marzyłam o tym bardzo. jednak, kiedy doszłyśmy na miejsce
          prawie zemdlałam, więc wróciłam (z jej pomocą) do łóżka. potem robiłyśmy kilka
          prób (była b.cierpliwa), jednak w końcu wzięłam prysznic z mężem...
          życzę powodzenia i trzymam kciuki
      • kasia19765 Re: Starynkiewicza Warszawa 23.03.06, 11:56
        Ja prowadze ciaze na Starynkiewicza i chce tam rodzic.
        Jak do tej pory, nie mam zadnych zastrzezen.
        Latem zeszlego roku rodzila tam moja kuzynka i tez byla bardzo zadowolona.
        Jedyne na co narzekala, ze bylo jej troszke smutno samej w wykupionej sali lux
        (miala dwojke), a potem jak przyszla inna dziewczyna to bylo jej z kolei za
        glosno, bo ciage miala gosci z wizytami.
    • patysiak Re: Starynkiewicza Warszawa 26.03.06, 12:18
      Urodziłam 7 marca br. Oto moja relacja z porodu w Klinice na
      Starynkiewicza.Dodam tylko ze moim lekarzem prowadzacym ciaze byl doc. Mirosław
      Wielgoś, ktorego uwazam za najlepszego lekarza na swiecie. Powaznie ...
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30423&w=38563420
        • betka42 Re: Starynkiewicza Warszawa 28.03.06, 23:29
          Czy dr Wielgoś przyjmuje na Starynkiewicza w przychodni na dole, czy w fundacji
          i wizyty są płatne? I, czy po porodzie można do niego chodzić na zwykłe,
          kontrolne wizyty ginekologiczne, czy jest tylko lekarzem prowadzącym ciąże?
          • mamaalka78 Re: Starynkiewicza Warszawa 29.03.06, 13:25
            Ja chodzę do Wielgosia do fundacji.Wizyty płatne.Po porodzie normalne wizyty
            kontrolne, cytologia, antykoncepcja, itp.
            Z mojej rodziny chodzą do niego do fundacji jeszcze dwie dziewczyny. Cała
            rodzina zgodnie twierdzi, że jak któraś chce mieć chłopca, to tylko do
            Wielgosia.My we trzy mamy w sumie czterech chłopców wink.
            • guciom Re: Starynkiewicza Warszawa 29.03.06, 14:45
              No to ja mam szczescie bo moja ciaze prowadzi doc. Wielgoś ale ja bede miała
              dziewczynke i to druga, ale polecam go z całego serca super, znajacy sie na
              rzeczy lekarz a do tego nie przesadza w wydawaniu opinii, wiem, ze takze po
              porodzie bardzo dba i interesuje sie swoimi pacjentkami i ich dziecmi, dla mnie
              to b. wazne,
              pozdrawiam,
              Magda
          • mijanka Re: Starynkiewicza Warszawa 29.03.06, 16:39
            Ja chodzę do doc. Wielgosia do Multimedu przy Okopowej. Ale próbuj dostać sie
            do fundacji - tam jest chyba troszkę taniej. W Multimedzie właśnie podrożała
            wizyta do 140 zł. Ale rzeczywiście warto. Przyłączam sie do opinii dziewczyn.

            • slon10 Re: Starynkiewicza Warszawa 29.03.06, 18:02
              Ja chodze tez na Okopowa w kolejnej ciazy do doc Barcz, ktora tez pracuje na
              starynkiewicza. Jest super. Polecam bo to wspanialy fachowiec. Nie znam nikogo
              niezadowolonego z jej opieki, a cale mnostwo dziewczyn z mojej firmy do niej
              chodzi. Swietny fachowiec a poza tym pelna zrozumiena i poswiecenia dla
              pacjentek. Jest ordynatorem na Starynkiewicza ktoregos z oddzialow.
    • malusia4 Re: Starynkiewicza Warszawa 30.03.06, 17:44
      Ja jestem zdecydowana rodzić na Starynkiewicza. Chodzę też do szkoły rodzenia
      przy tym szpitalu. Jednak mój lekarz prowadzący jest spoza tego szpitala. Cały
      czas się boję tego, że pojadę do nich i mnie odeślą, np.z braku miejsc.
      Dziewczyny macie moze jakis sposób na to, zeby nie odesłali? Co zrobic?

      Pozdrawiam,
      • marzena02 Re: Starynkiewicza Warszawa 30.03.06, 18:27
        malusia4 napisała:

        > Ja jestem zdecydowana rodzić na Starynkiewicza. Chodzę też do szkoły rodzenia
        > przy tym szpitalu. Jednak mój lekarz prowadzący jest spoza tego szpitala.
        Cały
        > czas się boję tego, że pojadę do nich i mnie odeślą, np.z braku miejsc.
        > Dziewczyny macie moze jakis sposób na to, zeby nie odesłali? Co zrobic?

        Szpital ogólnie polecam. Rodziłam tam ponad 3 tygodnie temu (7 marca)
        Ja bardzo bałam sie tego, ze nie bede przyjeta własnie do tego szpitala, bo
        jestem z okolic Warszawy i nie miałam tam lekarza prowadzącego. I
        prawdopodobnie by tak było (tak powiedziała lekarz przyjmująca do szpitala),
        gdyby nie fakt, ze przyjęli mnie na patologie - byłam po terminie, pierwsze
        dziecko rodziłam przez cc, tak więc istniało duże prawdopodobieństwo, że drudie
        urodzi się także przez cesarke.
        Dziewczyna która leżała ze mną na patologi, potwierdziła, że faktycznie nie
        mają miejsc i nawet rodzące odsyłają do innych szpitali.
        Jednak po porodzie byłam w sali z dziewczyną, która pierwszą dobę po porodzie
        spędziła na korytarzu (koszmar), a nie została odesłana gdzie indziej, bo miała
        ukończoną szkołę rodzenia właśnie w tym szpitalu. Napewno lekarz prowadzący
        pracujący na Starynkiewicza- to duże prawdopodobieństwo porodu właśnie tam.

        >
        > Pozdrawiam,
        • malusia4 Re: Starynkiewicza Warszawa 30.03.06, 22:18
          A miałaś moze wykupioną położną? Ja chcę skorzystać z płatnej położnej.
          Myślisz, że to będzie miało jakiś wpływ na to czy mnie przyjmą czy nie? Tylko z
          tego co się orientuję, to z położną nie podpisuje się żadnej umowy ani nic w
          tym rodzaju więc nie wiem czy to coś da.

          Pozdrawiam!
          • betka42 Re: Starynkiewicza Warszawa 31.03.06, 18:27
            Ja chodziłam na Starynkiewicza do szkoły rodzenia i mam tam lekarza
            prowadzącego, więc raczej mnie nie odeślą. Ale wiem, że warto do nich przed
            porodem zgłaszać się na ktg. Jest możliwość, by wtedy się trochę zapoznać z
            położnymi i lekarzami, a w dniu porodu upierać się, że tylko u nich chce się
            rodzić, zwłaszcza, jak chodzicie do ich szkoły rodzenia.
    • patysiak Re: Starynkiewicza Warszawa 03.04.06, 21:46
      wklejam odpowiedz ktorej udzielilam jednej z was na prive.
      Rodzilam na starynkiewicza 7 marca br. Jesli chodzi o warunki porodu to moze
      opisze wszystko od poczatku. na izbie przyjec robia z toba wywiad, zbieraja
      wszystkie informacje, zapisuja sobie itp. potem lewatywa (jak nie chcesz to nie
      musisz ale radze skorzystac jesli potem nie chcesz sie krepowac podczas fazy
      parcia). salowa ktora robi lewatywe prowadzi cie na pierwsze pietro na
      porodowke (niesie twoja torbe - zdziwilo mnie to). jak akurat jest wolna sala
      to cie klada na jednej z trzech porodowek(jednoosobowe).jesli akurat sa zajete
      to spacerujesz sobie po korytarzu i glowa ci peka od mysli (ja sie
      zastanawialam jak uciec).bardzo zachecam do odwiedzenia oddzialu przed porodem.
      mozna sie mile zaskoczyc. polozne bardzo chetnie oparowadzaja po salach i
      wszystko pokazuja. wystarczy powiedziec ze planujesz u nich rodzic.
      Jak juz jestes na sali porodowej, podlaczaja cie do ktg, kroplowki itd.
      generalnie jesli jestes daleko przed finalem, nikt specjalnie nie bedzie kolo
      ciebie skakal wiec leppiej miec kogos do towarzystwasmile.ja mialam to
      nieszczescie ze nie moglam miec aktywnego porodu z uwagi na tetno malego
      (spadala jak sie ruszalam) ale jesli chcesz mozesz korzystac z pilki, drabinek,
      wanny itd. co tylko chcesz zeby sobie ulatwic sprawe. co jakis czas wpada
      lekarz lub polozna, badaja rozwarcie, jesli masz jakies pytania, odpowiadaja na
      nie. atmosfera jest luzna, nikt nie jest spiety, podczas mojej pierwszej fazy
      bylo w sumie nudno smile dobrze ze byl ze mna moj narzeczony bo troche glupio tak
      samej by tam bylo lezec. pewnie inaczej to wyglada gdy porod toczy sie bardzo
      szybko. aha, podczas porodu sa studenci ale oni na serio nie przeszkadzaja a
      wrecz przeciwnie. chca byc pomocni i jesli widza ze cie wkurzaja ida na
      zewnatrz. ja akurat miedzy skurczami ucinalam sobie z nimi pogawedki smile trafily
      mi sie 2 studentki z ktorych zadna nie chciala byc polozna ani lekarzem
      ginekologiem ale musialy odbebnic praktyki na porodowce smile

      kiedy zaczyna sie akcja, zbiega sie sporo ludzi. to co nas zdziwilo to to ze
      wszysscy wiedzieli co robic, czulam sie jak w niemieckiej fabryce, kazdy
      wykonywal swoje, nie wiedzialam za bardzo czy jest jakis "kapitan" na tym
      statku. po prostu dzialo sie ...
      jak juz malutki sie urodzi, wszystkie zabiegi z nim wykonuja obok ciebie.
      nigdzie go nie zabieraja. klada ci go na brzuchu, to jest rzeczywiscie
      najcudwniejsza chwila ... naszego malutkiego zabrali na obserwacje niestety
      wiec nie mialam go potem przy sobie.

      kiedy jestes szyta (jesli mialas nacinane krocze) daja malego tacie i wychodzi
      on z nim na korytarz. troche to jest brutalne moim zdaniem bo tu z jednej
      strony piekna chwila a z drugiej zderzenie ze wszystkimi obcymi na szpitalnym
      korytarzu.jak juz jestes zaszyta, lezysz sobie przy porodowkach (niestety
      oznacza to korytarz) przez 2 godziny.badaja ci tetno, cisnienie, dogladaja czy
      wszystko z toba ok. mnie bylo potwornie zimno wiec poprosilam o koce bo cala
      sie trzeslam.i w sumie to mnie bylo wszystko jedno gdzie leze, poza tym byl
      pozny wieczor wiec nikt tam niepotrzebny nie lazil obok.

      po 2 godzinach dostalam srodki przeciwbolowe (czopki)i zawiezli mnie na sale
      trzyosobowa.nie polecam ... nie maja lazienek, sa malutkie i duszne, jak wpada
      rodzina to nie da sie wytrzymac jest taki tlok. zero intymnosci, a jak
      dzieciaki zaczna plakac to istny meksyk ... opieke do tego momentu oceniam jako
      bardzo dobra. niczego mi nie brakowalo ale tez potrzeb zadnych nie mialam.
      chcialam tylko lezec i odpoczywac.
      akurat nie bylo wolnych tych pojedynczych (200 zl za dobe) i podwojnych (150
      zl). jesli jest taka mozliwosc - wskakuj od razu do lepszej sali. ja po 2
      dobach w trojce przenioslam sie do dwojki. lazienka, duzy pokoj, fotele do
      karmienia. inny swiat. tylko dzieki temu nie oszalalm a lezalam tam tydzien w
      sumie.
      potem to juz z ta opieka roznie bywa. generalnie dam jedna rade: o wszystko
      sie upominaj. trzeba byc troche upierdliwa. inaczej polozne same z siebie nie
      beda sie pytac czy czegos potrzebujesz choc oczywiscie podczas porannego
      obchodu (sa dwa ginekologiczne, rano i wieczorem oraz jeden pediatryczny rano)
      padaja pytania: "jak sie pani dzis czuje?", "czy czegos pani brakuje". ja jak
      juz doszlam do siebie mowilam "czuje sie tu beznadziejnie i chce juz do domu".
      co do oplat.znieczulenie jest za darmo, porod jest za darmo, sala trzyosobowa
      jest za darmo.na serio. i znieczulenie dostaje sie zawsze gdy sie o nie poprosi
      pod warunkiem ze nie ma przeciwwskazan (oczywiscie musisz miec minimum 4 cm
      rozwarcia, nie wiecej niz 8). znieczulenie nic nie boli. przynajmniej mnie nie
      bolalo a ze jest podawane miedzy skurczami to nawet jakby bolalo to i tak
      skurcze bola bardziej smile
      nie mialam opalconej poloznej ani lekarza. choc tak sie zlozylo ze prowadzil mi
      ciaze lekarz z tego spzitala wiec bylam od poczatku w dobrych rekach. z
      obserwacji wnioskuje jednak ze nie ma znaczenia czy kogos stamtad "znasz" i czy
      kogos oplacasz. dbaja o wszystkich i kazda dziewczyne potraktuja najlepiej jak
      potrafia.moim zdaniem nie ma sensu wykupowac poloznej.chyba ze nikt nie chce z
      toba rodzic (maz, partner, mama, kolezanka itd). polozna do porodu na
      wylacznosc kosztuje 700 zl.jedyna ktora moge ci polecic jest ania stachyra. nie
      potrafie powiedziec inaczej: jest po prostu najlepsza. znalam ja jeszcze ze
      szkoly rodzenia i mialam to szczescie ze odbierala moj porod podczas swojego
      normalnego dyzuru.

      moje rady na swiezo. pij w szpitalu duzo wody (trzeba miec wlasna), niech ktos
      ci dowozi jedzenie (bo szpitalne jest straszne a do tego porcje jak dla kotka a
      nie kobiety ktora wlasnie ukonczyla maraton i jest wyglodzona),koszule nocne na
      zmiane (krwawi sie strasznie na poczatku, a chodzenie z podkladem bella konczy
      sie zwykle zabrudzeniem koszuli), podklady bella (na poczatku szla paczka
      dziennie). poza tym nastaw sie na nauke karmienia. sorry, nie chce straszyc ale
      strasznie duzo sie mowi o porodzie a moim zdaniem porod przy tym co sie dzieje
      potem to pikus. trzeba nauczyc sie dostawiac dziecko do piersi, prosic polozne
      o pomoc (ja bezczelnie dzwonilam po nie nawet 5 razy na godzine zeby mi
      pomogly) bo to na serio nie jest takie latwe. poza tym ... co tu duzo gadac,
      jesli bedziesz nacieta i zszyta to pierwsze 2 doby nie naleza do przyjemnych.
      najgorsze jest wstawanie z lozka.jedyne pocieszenie: po 2 tygodniach wszystko
      mija.jesli bedziesz cierpiala wspomnij moje slowa: to minie smile

      porodu sie nie boj. to dobry szpital. nie zrobia tobie i dziecku krzywdy. czy
      bedzie bolao??? no troche musi. inaczej sie nie da ale moim zdaniem jest to bol
      ktory na serio mozna zniesc a jesli bedziesz rodzila ze znieczuleniem to wrecz
      robi sie blogo. wszystko co wazne zaczyna sie tak naprawde potem. ja
      przynajmniej takie mialam podejscie i chyba dzieki temu sie nie
      rozczarowalam.trzeba urodzic dziecko najszybciej jak sie da, wypisac ze
      szpitala najszybciej jak sie da. i wtedy dopiero zaczyna sie to co wazne.

      pozdrawiam

      a tu jest moja relacja bardziej emocjonalna:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30423&w=38563420

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka