prandre
17.07.05, 15:55
Dziewczyny, postanowiłam się do Was odezwać. Czytam Was już dość długo, ale
sama nie pisałam jak dotąd nic - nie jestm poradnikiem medycznym, a problemów
moralnych podobnych do moich tu nie znalazłam i dlatego piszę. Nikt nie zna
przyczyn naszej niepłodności, jesteśmy klasycznym przykładem niepłodności
idiopatycznej. Pozostała nam już tylko adpocja. Właśnie rozważamy to
rozwiązanie. Tylko....
No właśnie, niewykluczone, że mój mąż mógłby mieć dzieci, ale... nie ze mną.
Szczerze mówiąc wolałabym wychowywać jego (i jednocześnie nie moje) dziecko,
niż adpotowane (czyli nie jego i nie moje). Rozmawiałam z nim o tym, ale on
nie chce nawet o tym słyszeć.
Żal mi mojego męża, że ze względu na naszą (chyba jednak moją) niepłodność
będzie pozbawiony potomstwa. Żal mi go tym bardziej, że jest naukowcem,
wysokiej klasy specjalistą w swojej dziedzinie (darujcie, ale nie będę
opisywać szczegółów, dość łatwo można byłoby go zidentyfikować). Szkoda, żeby
takiego "mózgu" nikt po nim nie odziedziczył.
Ja wiem, wiem, że to nie jest takie proste - niekoniecznie ewentualna matka
chciałaby nam "oddać" dziecko. Ale ja naprawdę wolałabym, żeby ON miał
dziecko, niż żebyśmy nie mieli go oboje. Tyle że ON w ogóle nie bierze
takiego rozwiązania pod uwagę...