Dodaj do ulubionych

Dlaczego czekanie, a nie adopcja?

31.10.02, 09:09
Może wsadzę kij w mrowisko... ale nie mam złych intencji. Powiedzcie mi,
drogie panie, dlaczego tak wiele kobiet, które mają problemy z zajściem w
ciążę wybiera lata leczenia? Kurczowo trzymając się wręcz obsesyjnego
pragnienia posiadania własnego dziecka wydają masę pieniędzy, ryzykują
rozstanie z partnerem, popadają w depresje... Mam znajome, które przez wiele,
wiele lat utrzymują dążenie do zajścia w ciążę celem swojego życia - seks w
odpowiednim momencie, kupa badań, bolesne zabiegi, niekończące się wizyty u
lekarzy - podporządkowanie całego wręcz życia jednemu, jedynemu celowi -
własnemu dziecku. Ok, rozumiem chęć posiadania dziecka. Ale czy nie traci się
wq ten sposób szansy zostania matką adoptowanego dziecka? Czy to takie ważne,
żeby maluszek, którego bierzemy na ręce miał nasze geny? Czy to takie
istotne, kto urodził kruszynkę, która do nas mówi "mamo"?

Dlaczego wydajecie pieniądze, poświęcacie się, ponosicie takie wyrzeczenia,
masę bólu, stresujących sytuacji zamiast zrezygnować z tego dążenia i po
porstu adoptować dziecko? Tyle jest dzieci, które może uratować jedna wasza
decyzja. Przecież jeżeli kogoś stać na wieloletnie badania i próby zajścia w
ciążę, to tym bardziej stać go na to, żeby dać szansę jakiemuś dziecku...

Przepraszam za to pytanie, ale obserwuję moich znajomych. Mają trzydzieści
parę lat. Od dziesięciu lat, bo tyle są małżeństwem, ich nadrzędnym celem
jest ciąża. Ona nie chce słyszeć o adopcji. Unika tematu. Tymczasem
nieuchronnie czas mija - i z każdym rokiem będą mogli adoptować dziecko coraz
starsze, już nie niemowlaka.

Powiedzcie mi, jakie są przyczyny takich decyzji? Czy to czasem nie chęć
udowodnienia sobie i całemu światu, ŻE JA MOGĘ MIEĆ WŁASNE DZIECKO? czy to
czasem nie jakaś buta, zacięcie, upór? czy to nie strach przed podjęciem
świadomej decyzji?
Obserwuj wątek
    • Gość: malina Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.gis.com.pl / 192.168.11.* 31.10.02, 09:36
      Wiesz, chyba nie potrafie odpowiedziec na to pytanie wprost.
      Ja juz zaplacilam/place cene za chec zostania biologiczna matka. Potworna
      depresja, pobyt w szpitalu, nadwyrezone przyjaznie, ciche dni w domu.
      Ale ciagle walcze, bo jeszcze mam nadzieje, ze medycyna moze nam pomoc. Mysle o
      adopcji i wiem (ba, jestem pewna), ze moge pokochac "nie moje" dziecko, ale
      jeszcze nie teraz, nie dzisiaj.
      Malina
      • Gość: Roma Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: 194.181.36.* 31.10.02, 10:17
        Ja ci też nie odpowiem, ale powiem jak było ze mną. Od jakiś 2 lata nie mogę
        zajść w ciążę, w styczniu (prawie rok temu) zdecydowaliśmy się z mężem na
        adopcję, przeszliśmy szkolenia, kwalifikacje i niedawno powiedzieliśmy paniom w
        ośrodku,że musimy jeszcze sprawę przemyśleć i nie jesteśmy gotowi.
        Zrozumiałam,że to dla mnie byłoby coś zastępczego i nie chciałam tak. Dla mnie
        ma znaczenie, jak się okazało, czy dziecko własne czy nie. Nie chcę mieć po
        prostu dziecka chcę mieć dziecko mojego męża. To nie jest znak = pomiędzy
        adopcją i urodzeniem wlasnego dziecka. Moja znajoma miała 2 dzieci kiedy
        adoptowała dziewczynkę, mówiła mi ,że to kolosalna różnica, miłości do dziecka
        adoptowanego musiała się nauczyć, swoje kochała instynktownie od początku.
        A poza tym to nikt nie ma prawa mówić, nie możesz zajść w ciążę zaadoptuj. Co
        jakiś czas na tym forum pojawiają się "uzdrawicze świata", którzy mówią nam co
        powinnyśmy robić. Muszę powiedzieć,że mnie to wkurza.
    • ola133 Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 11:16
      Naturella opisala to wszystko racjonalnie z duzym
      uproszczeniem bo mialaby racje gdyby kwestie posiadania
      swojego badz adoptowanego dziecka mozna bylo sprowadzic
      tylko do genow tego dziecka. A to nie tak. Nie mozesz
      czegos sama zrobic swetra na drutach to sobie kupisz
      sweterek w sklepie? Ale z dzieckiem tak nie jest.
      Tak jak Roma zauwazyla - przy macierzynstwie w gre
      wchodza uczucia a te nie sa racjonalne. Gdyby posiadanie
      dziecka nie wiazalo sie z odpowiedzialnoscia na reszte
      zycia to pewnie niektorym byloby latwiej podjac decyzje o
      adopcji.
      • agul1 Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 11:41
        Naturella, ile masz lat? Czy masz dzieci? Odpowiedzi mogłyby wyjaśnić, czemu
        tego nie rozumiesz.
        Wydaje mi się, że odpowiedź jest prosta - kladziesz dziecko po porodzie na
        brzuchu i wszystko inne przestaje dla ciebie istnieć, bo wiesz, że to twoje
        dziecko. Twoje i twojego mężczyzny. Z adopcją jest inaczej, tam po długich
        miesiącach żmudnej 'pracy' dostajesz dziecko - tu nie ma takiego natłoku emocji
        i uczuć - kochasz je, to jasne, ale to jest inna miłość. Nigdy nie spojrzysz na
        nie i nie powiesz 'ma oczy mojego męża' czy czegoś w tym stylu. Wiadomo, że jak
        wszystko inne zawodzi, nie pozostaje nic innego, myśle, że jest to jednak
        kolosalna różnica. Ale ktoś, w kim jeszcze nie obudził sie instynkt
        macierzyński i kto nie stara się od lat i bezskutecznie o dziecko, nigdy tego
        nie zrozumie.
        Bo to wszystko wydaje się proste i łatwe dopóki nie dotyczy ciebie.
        • naturella Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 12:11
          Dziewczyny, dziękuję za to, że odpowiadacie, nie chciałam żadnej z was urazić.
          Ale to wszystko nie tłumaczy mi jeszcze jednej rzeczy - dlaczego tak wiele
          kobiet tak dalece zapędza się w starania o własne dziecko, że w końcu traci
          szanse na zostanie choć matką adopcyjną... przecież ludzie w wieku 40 lat nie
          będą mogli zaadoptować maleńkiego dziecka...
          • Gość: Roma Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: 194.181.36.* 31.10.02, 12:34
            Naturelle nie przyszło ci do głowy, że po prostu nie chcą adoptowanego dziecka
            tylko własne. Jeszcze raz ci mówię tutaj nie ma znaku równości "nie mogę
            zaciążyć to sobie zaadoptuję", są ludzie, którzy nie mogąc mieć własnego
            dziecka, nie chcą żadnego, bo ich celem jest ciąża! a nie samo wychowywanie
            dziecka. Wiesz dla mnie to jest tak dziecinne to co piszesz... TAk jakbyś
            chciała uszeregować ludzi wg wzoru przez siebie wymyślonego. Jeżeli inne
            argumenty cię nie przekonują to jeden napewno powinien:nie każdy jest zdolny do
            pokochania obcego dziecka, to nie jest tak,że bierzesz różowe maleństwo z domu
            dziecka i odtąd żyli długo i szczęśliwie... Jak ktoś nie chce adoptować to nie
            chce i czemu cię to tak zajmuje, to intymna sprawa każdego człowieka, na co go
            stać a na co nie.
            • agul1 Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 12:37
              Naturella, a dlaczego nie chcesz odpowiedzieć na moje pytania? My Ci
              odpowiadamy, odpowiedz i Tysmile
              • naturella Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 12:55
                Kochane, nie traktujcie moich pytań w kategorii ataków, bardzo was proszę.
                Upraszczając - wydawało mi się, że niemożność posiadania własnego dziecka =
                chęć zaadoptowania cudzego. Co więcej, byłam o tym stuprocentowo przekonana.
                Może dlatego tak uważam, bo nie mam dzieci - uwaga, zaczynam odpowiadać na
                pytania! - mimo, że bardzo chciałabym mieć i najwyższy już czas ku temu, jako,
                że moja rodzina zaczyna nękać mnie pytaniami w wiadomym stylu. A nie mam
                dziecka dlatego, że "wplątałam" się w związek z człowiekiem, którego chętnie
                widziałabym jako ojca moich dzieci, ale mój mężczyzna właśnie dociera do końca
                swojej sprawy rozwodowej. Ale nie o tym chciałam pisac, jako że temat ten
                wałkowałam na innych forach - sęk w tym, że jestem tradycjonalistką i dla mnie
                dziecko = mąż w papierach. Cóż, nie jest to dla mnie łatwe, czekam, aż to
                wszystko się skonczy i może wtedy zdecydujemy się na dziecko - piszę, może, bo
                to jeszcze zależy od wielu czyyników - jesteśmy chyba parą przyciągającą wręcz
                problemy.
                Dziewczyny, to, że nie mam dzieci nie ma tu tak naprawdę znaczenia. Jestem
                stuprocentowo przekonana, że jeśli okaże się, że nie mogę mieć dzieci to zrobię
                wszystko, żeby jak najszybciej zaadoptować dziecko. Oczywiście będę nadal robic
                wszystko, żeby zajść w ciążę. Ale moje zdanie jest nieistotne... topik ten
                powstał, gdy moja znajoma zobaczyła dziecko innej znajomej i sie popłakała,
                następnie nie chciała więcej jej odwiedzać - a wszystko dlatego, że ona nie
                może mieć dziecka, a jej mąż nie chce słyszeć o adopcji. To wydaje mi się
                nieludzkie. I zastanawiałam się, czy to czasem nie jest tak, że przez dążenie
                do zobaczenia w dziecku własnych rysów nie zamyka czasem drogi do szczęścia -
                albo szczęścia swojego partnera.
                • Gość: Usia Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.zetosa.com.pl 31.10.02, 15:33
                  A dlaczego Ty chcesz najpierw spróbować urodzić dziecko, a dopiero potem
                  będziesz myśleć o adopcji. Zacznij małżeństwo do wizyty w Ośrodku adopcyjnym ,
                  przeczytaj książki Kotowskiej itd.Dlaczego adopcja jest dla osób niepłodnych?
                  Czy my jesteśmy gorszą częścią społeczeństwa,że chcemy urodzić dzieci. Trochę
                  to "nie humanitarne"że tylko niepłodni TAK POWINNI robić.Jakie to by było
                  romantyczne jakby każde małżeństwo najpierw adoptowało dziecko najlepiej takie
                  trochę starsze, a później dopiero rodziło "swoje". ja kiedyś bardzo podobnie
                  myślałam jak Ty gdy problem nie dotyczył mnie, więc nie mów "hop". My myślimy
                  cały czas o adopcji, ale wbrew pozorom w naszym wypadku wcale nie jest to ani
                  prostsze ani łatwiejsze.Tak czasem bywa,że są poważne przeszkody, które
                  uniemożliwiają adopcję, bądź mogą ją poważnie utrudnić. Więc czasami uważaj co
                  do kogo mówisz!!!!!
            • agat1 Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 12:47
              Nie poruszono tu jeszcze jednej bardzo ważnej kwestii - kobiety pragnące miec
              własne dziecko chca przejść przez etap ciąży, która w szczególny sposób
              zwiazuje matkę z dzieckiem, wytwarza niepowtarzalną emocjonalną wieź, poza tym
              te wszystkie miesiące oczekiwania są jedynym w swoim rodzaju przeżyciem, z
              którego nie wszyscy chcą tak po prostu zrezygnować. Jest na tym forum wiele
              postów świadczących o tym, że jednak warto poświęcić nawet kilka lat na
              leczenie, aby w końcu móc poczuć pod sercem poruszające się maleństwo, a
              następnie przytulić je zaraz po urodzeniu, zobaczyć, że jest podobne do taty
              lub mamy, karmić je piersią. Tego wszystkiego nie da się przeżyć z dzieckiem
              zaadoptowanym. Oczywiście, że jest dużo dzieci, którym można odmienić życie
              przyjmując je na wychowanie do siebie, są z pewnością kochane przez adopcyjnych
              rodziców, jednak nie można mieć pretensji do tych kobiet, które zrobią
              wszystko, aby urodzić własne dziecko. I dlaczego mówimy tylko o kobietach,
              często to mężczyzna cierpi na jakąś niedomogę, która nie pozwala mu miec dzieci
              z żoną, niekiedy to właśnie mężczyzna dąży za wszelką cenę do tego, aby
              udowodnić, że uda mu się spłodzić dziecko.
              Ja nikogo nie osadzam, nie jestem ani zwolenniczką, ani przeciwniczką adopcji,
              ale sama urodziłam już jedno dziecko, teraz jestem w ciąży po raz drugi i za
              nic na świecie nie chciałabym stracić tych chwil. Gdybym miała odpowiednie
              dochody, może zdecydowałabym się nawet na adoptowanie jeszcze jednego dziecka z
              biednej rodziny lub osieroconego, ale mój mąż nie chce o tym słyszeć.
              Także natureelo nie oceniaj zbyt pochopnie, zpewne sama nie masz jeszcze dzieci
              i nie myślałaś o nich, bo wtedy łątwiej byloby Ci zrozumiec zlożoność tego
              zagadnienia.
              A tak na koniec - czy kobieta 40-letnia nie ma szans na adoptowanie dziecka w
              Polsce?
              Pozdrawiam
              • naturella Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 12:58
                Daleka jestem od osądzania kogokolwiek... nigdy bym nie namawiała jakiejkolwiek
                kobiety bądź na adopcję, bądź na ciążę... nurtowało mnie pytanie tytułowe, więc
                je wyartykułowałam.

                A dlaczego tutaj? Bo przyjrzałam się tytułom topików. 5/6 z nich mówi o
                skomplikowanych badaniach... o adopcji niewiele.
                • agul1 Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 13:28
                  naturella napisała:
                  >
                  > A dlaczego tutaj? Bo przyjrzałam się tytułom topików. 5/6 z nich mówi o
                  > skomplikowanych badaniach... o adopcji niewiele.

                  Bo adopcja, bądź co bądź, jest mniej bolesna i skomplikowana niż zajście w
                  ciążę z endometriozą czy pco. Bo jak ktoś bardzo chce zajść w ciążę, to
                  potrzebuje wsparcia i przeczytania, że innym dziewczynom się to udało w
                  podobnej sytuacji - stąd te wątki, adekwatne chyba do tytułu forum, prawda?
                  Myśle, Naturello, że jeżeli zdecydowałabyś sie na ciążę i nie mogła w nią zajść
                  (czego oczywiscie Ci nie życzęsmile, to wtedy dopiero zrozumiałabyś, co to znaczy
                  nie móc nosić w brzuszku własnego dziecka. Ja też kiedyś mówiłam, ze jakbym nie
                  mogła mieć dzieci, to bym adoptowała, a teraz wiem, że będę robić co tylko w
                  mojej i lekarzy mocy żeby jednak urodzić własne dziecko. Bo tego nie da się
                  porównać do niczego. Każda komórka Twojego ciała, każdy jego milimetr krzyczy z
                  bólu, kiedy tak bardzo tego chcesz, a nie jesteś w stanie nic zrobić.
                  I nie dziwię się tej kobiecie, która nie mogła zajść w ciażę i nie może patrzeć
                  na niemowlęta - myślę że jak ktoś przechodzi horrory związane z niepłodnością
                  przez kilka lat, to może mieć takie jazdy. To chyba zupełnie naturalne.
                • Gość: Malina Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.gis.com.pl / 192.168.11.* 04.11.02, 13:47
                  Chyba jednak niektore z Was przesadzaja. Ja tez borykam z
                  problemem "niepolodnosc", ale pytanie "Dlaczego czekanie, a nie adopcja?" - nie
                  wywoluje we mnie agresji! Dziewczyna zadaje pytanie,a Wy od razu uwazacie ja za
                  nietaktowna, wlazaca w zycie z buciorami. A moze to wy jestescie malo taktowane
                  obrzucaja ja w/w epitetami? Rozumiem (przeciez sama przez to przechodze), ze
                  zyjecie w stresie, ale jak mozna od razu "rzucac" sie na kogos?
                  Moze jestem malo rozgarnieta, ale nie zuwazaylam nic nietaktownego w tym co
                  pisala Naturella. Moja bliska przyjaciola niedawno adoptowala dziecko i wiem,
                  ze bardzo zaluje, ze tak dlugo czekala, ze walczyla rujnujac swoje zdrowie.
                  Czy ja tez skrytykujecie? Dobrze poznala bol niepolodnosci. Teraz jest
                  szczesliwa i mowi do mnie "nie boj". Czy mam prawo sie na to oburzac?
                  Malina
              • alfika Skąd ta złość??? 07.12.02, 07:35
                Czytam Wasze posty i dochodzę do wniosku, ze coś tu nie gra.
                Naturella zadaje pytania, na które kobiety gotowe mogłyby spokojnie
                odpowiedzieć, bez złości. Ale nie - panie czują się atakowane (pomimo wyraźnych
                próśb, by pytania nie odbierać jako ataku), wręcz same atakują.
                Coś tu nie gra.
                Uprzedzając pytania: mam 30 lat, marzę o dziecku, wiem, że mogę mieć problemy z
                zajściem w ciążę, myślę, że jeśli się rzeczywiście nie uda postaramy się o
                adopcję. Żeby uczyć się miłości, do której dojrzałam, jeśli natura nie da nam
                szans poczuć instynktownie tej miłości (mój ukochany, z tego co wiem, myśli
                podobnie).
                Pozdrawiam.
                • Gość: vida Re: Skąd ta złość??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.12.02, 16:28
                  alfiko,
                  jestes TYLKO kolejna teoretyczka
                  to tyle
                  pozdrawiam
                  v.


                  • alfika Re: Skąd ta złość??? 12.12.02, 10:06
                    Dziękuję uprzejmie za opinię smile))
                    TYLKO teoretyczka.
        • Gość: marka Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.12.02, 12:08
          To wszystko nie tak. Oczywiście nie będę nikomu mówić co jest dobre dla niego,
          tu każdy musi zdecydować sam.
          Napiszę o sobie.
          Ciąża pozamaciczna z wylewem, badania, udrażnianie jajowodów, dwa zabiegi in
          vitro w dwóch róznych klinikach, kilku lekarzy i nic. Ilość wymodlonych
          modlitw, przepłakanych nocy itp nie do policzenia.
          Żaden z lekarzy nie powiedział mi, że nie ma szans. Miałam zdrowy organizm,
          cudne żywotne zarodki i wielkie szanse, ale co z tego.
          Po lekach związanych ze stymulacją (przy in vitro)miałam wachania cylkli i
          nastrojów, pogorszenie cery, coraz więcej wąsów i guz na piersi.
          A przede wszystkim miałam dosyć.
          Pomyśleliśmy o adopcji. Nie od razu, bo jakieś przesądy, bo nie wiem co.
          Zaczeliśmy oswajać tą myśl. Przeczytaliśmy kilka książek, porozmawiali z
          psychologami i zapisaliśmy się do ośrodka adopcyjnego.
          Od trzech miesięcy mamy córkę ( trzymiasięczną). Może nie dziedziczy po mnie
          moich zalet, ale też nie dziedziczy moich wad. Tak na to patrzę.
          Nie musiałam uczyć się jej kochać. Gdy ją pierwszy raz zobaczyłam serce mi
          stanęło i nic nie było ważne. Nie miałam ani chwili wachania po prostu jak ją
          zobaczyłam nie było czasu na chłodne myślenie, tu w grę wchodziły tylko
          uczucia. Tak samo własne dziecko jest loterią genów i tak samo niespodziewanym
          prezentem od losu, BOGA, świata.
          Nie mogłabym kochać jej bardziej gdybym ją urodziła i myślę, że ona nie mogła
          by być fajniejsza, gdyby była z nas bo JEST CUDOWNA!!!!!
          Szalejemy z mężem na jej punkcie.
          Każdego dnia na nią patrzę i jeśli czegoś żałuję to tylko tego, że nie
          zrobiłam tego wcześniej.
          Pozdrawiam

          • Gość: MARKA Adopcja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 02.12.02, 17:39
            To wszystko nie tak. Oczywiście nie będę nikomu mówić co jest dobre dla niego,
            tu każdy musi zdecydować sam.
            Napiszę o sobie.
            Ciąża pozamaciczna z wylewem, badania, udrażnianie jajowodów, dwa zabiegi in
            vitro w dwóch róznych klinikach, kilku lekarzy i nic. Ilość wymodlonych
            modlitw, przepłakanych nocy itp nie do policzenia.
            Żaden z lekarzy nie powiedział mi, że nie ma szans. Miałam zdrowy organizm,
            cudne żywotne zarodki i wielkie szanse, ale co z tego.
            Po lekach związanych ze stymulacją (przy in vitro)miałam wachania cylkli i
            nastrojów, pogorszenie cery, coraz więcej wąsów i guz na piersi.
            A przede wszystkim miałam dosyć.
            Pomyśleliśmy o adopcji. Nie od razu, bo jakieś przesądy, bo nie wiem co.
            Zaczeliśmy oswajać tą myśl. Przeczytaliśmy kilka książek, porozmawiali z
            psychologami i zapisaliśmy się do ośrodka adopcyjnego.
            Od trzech miesięcy mamy córkę ( trzymiasięczną). Może nie dziedziczy po mnie
            moich zalet, ale też nie dziedziczy moich wad. Tak na to patrzę.
            Nie musiałam uczyć się jej kochać. Gdy ją pierwszy raz zobaczyłam serce mi
            stanęło i nic nie było ważne. Nie miałam ani chwili wachania po prostu jak ją
            zobaczyłam nie było czasu na chłodne myślenie, tu w grę wchodziły tylko
            uczucia. Tak samo własne dziecko jest loterią genów i tak samo niespodziewanym
            prezentem od losu, BOGA, świata.
            Nie mogłabym kochać jej bardziej gdybym ją urodziła i myślę, że ona nie mogła
            by być fajniejsza, gdyby była z nas bo JEST CUDOWNA!!!!!
            Szalejemy z mężem na jej punkcie.
            Każdego dnia na nią patrzę i jeśli czegoś żałuję to tylko tego, że nie
            zrobiłam tego wcześniej.
            Pozdrawiam
          • Gość: Anke Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.vip.uk.com 06.01.03, 15:19
            ja mam podobne odczucia jak Ty Marka, mimo ze jestem matka biologiczna. nie
            wiem co to znaczy przejsc przez wszystkie trudy adopcyjne i dopiero dostac
            Kruszyne, ale ja TEZ, jak wiele mam adoptujacych balam sie czy pokocham nasze
            dziecko. mialam do samego porodute watpliwosci, nawet kiedy juz zobaczylam
            nasza Iskierke, kiedy ja myto i wazono, zbyt slaba bylam, zbyt wiele wrazen by
            moc myslec o MILOSCI DO NIEJ, ale milosc na szczescie byla we mnie, odkrylam to
            gdy TO WLASNIE TA MALA BEZBRONNA KRUSZYNA PRZYLGNELA DO MNIE Z NIEWARUNKOWANA
            MILOSCIA. DZIS jest caly jej ocean, ktory jest wiekszy kazdego dnia. Urodzilam
            dziecko nieplanowane, w wieku 23 gdy dopiero zaczynalam poznawac swiat. bylam
            na zagranicznym stypendium, caly swial sie otwieral a teraz zamknal sie w tych
            malych, niebieskich oczetach, w tym malym usmiechu i tym glosnym przerazliwym
            placzu gdy jest zle. i mysle ze to bylo od BOGA, bo gdy by bylo inaczej pewnie
            siedzialabym w jakims biurze, ciezko pracowala i coknela sie w poznych latach
            30 kiedy mogloby byc za pozno
            • Gość: Marka Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.01.03, 12:26
              Serdeczne dzięki
              Pozdrowienia
              Marka
    • Gość: vida Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.tele2.pl 31.10.02, 13:45
      naturello,

      bardzo latwo dawac dobre rady
      to sie wydaje bardzo proste z zewnatrz
      ale nie jest proste
      obys nigdy nie musiala dokonywac podobnych wyborow


      Adopcja to nie taka prosta procedura jak ci sie wydaje.To nie tak, ze idziesz i
      dostajesz (wybierasz ) dziecko -jak sie niektorym wydaje.

      powiem cos,czego przez delikatnosc nikt jeszcze nie powiedzial : dzieci
      oddawane do adopcji pochodza w wiekszosci z rodzin patologicznych.
      z badan psychologow wynika ze (w uproszczeniu):
      czlowiek = 50% wychowanie + 50% geny
      dla niektorych to "tylko" dla innych "az" 50%

      mialam stycznosc z osobami adoptowanymi,jeden z moich studentow po dwudziestu
      paru latach mowi o swoje przybranej matce "ta kobieta"

      jestes zapewne wielbicielka "Ani z Zielonego Wzgorza"
      niestety prawdziwe zycie jest znacznie bardziej skomplikowane

      "Nasze" zycie tym bardziej - nie zycze ci podobnych doswiadczen.



      • naturella Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 16:06
        Ależ ja nie daję żadnych rad... ja tylko bardzo, bardzo chcę się dowiedzieć,
        dlaczego jest tak, a nie inaczej.
      • alfika VIDO, NATURELLA NIE RADZI - ONA TYLKO PYTA! 07.12.02, 07:37
      • Gość: asia Do PAN ktore MAJA PROBLEMY Z ZAJSCIEM W CIAZE IP: *.vip.uk.com 06.01.03, 15:55
        SKAD W WAS TYLE AGRESJI?

        TO ZE NIE MACIE DZIECKA NIE DAJE WAM PRAWA, DO KRZYKU NA KAZDEGO, DO
        UPOKARZANIA... nikt nigdy nie potraktowal mnie i mojego jeszcze wtedy
        nienarodzonego dziecka jak jedna z Was, nie mogac zniesc mojego widoku,
        odwracala sie ode mnie, nie mowiac juz o tym ze nie rozmawiala ze mna, zdaje
        sobie sprawde ze cierpicie, ale zeby nawet jak to bylo w moim przpadku
        szwagierka byla taka wsciekla...
        i do tej pory a dzidzius zaczal juz 2 miesiac sie u nas nie pojawili...
        • Gość: Asia Re: Do PAN ktore MAJA PROBLEMY Z ZAJSCIEM W CIAZE IP: 195.116.95.* 22.01.03, 15:32
          Zaczęłam czytać wszystkie listy od Was. Czytam je z otwartą buzią, bo sama
          leczę się od pona dwóch lat. Bezskutecznie! I myslę o adopcji (chociaż to
          jeszcze dalekie plany). Zauważyłam na forum, że kobiety mające bilogiczne
          dzieci uważają, że niepłodne je atakuja. Ja tego tak nie odbieram. Nie atakują
          tylko bronią się; mówią co czują. Potrafie zrozumieć te kobiety, które nie mogą
          czasem patrzeć na małe dzieci. Też tak mam, mimo że bardzo się cieszę, że moje
          kuzynki, koleżanki itd. mają swoje dzieci. Uwielbiam jem, ale czasem wyłazi po
          porstu zwykła przykrość, bezsilność, smutek i stąd pewnie te płacze, brak
          odwiedzin. Odcięcie się to wcale nic złego. No wystarczy, bo już przedłużyłam.
          Pozdrawiam!
    • ariana_ Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 16:29
      Przecież kto ci już odpowiedział, że to b.intymny temat i osobista sprawa
      każdego.Więc po co dalej to drążysz? Mam wrażenie ,że z jakąś niezdrową
      ciekawością.Odpuść sobie, to nie forum do badań psychologicznych.Mnie co prawda
      ten temat nie dotyczy, ale o mały włos... Bo też miałam ( na szczęście
      krótkotrwałe) problemy z zajściem w ciążę, ale dociekania na tematy osobiste
      też mnie drażnią.Parę wątków wstecz to samo drążył niejaki roman.Po co się
      powtarzasz?
      • naturella Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 31.10.02, 16:41
        Po pierwsze - nie drążę.
        Po drugie - to, że były inne tematy na ten temat nie znaczy, że nie mogę na ten
        temat napisać
        Po trzecie - nikogo nie zmuszam, żeby pisał. Mam wrażenie, że dziewczyny piszą
        dobrowolnie.
        Po czwarte - nikogo nie obrażam, nie oceniam, li i jedynie pytam, a Ty jesteś
        pierwszą osobą, która demonstruje wielką obrazę. Nie chcesz to nie pisz, nie ma
        obowiązku!
        • Gość: vida Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.tele2.pl 31.10.02, 20:05
          wiesz,porownywanie "naturalnego" macierzynstwa i adopcji to jak porownywanie
          wyjazdu na wakacje i wyjazdu z konwojem humanitarnym do Afganistanu.

          nie kazdy ma zadatki na bohatera i nie kazdy musi miec poczucie misji.
          jestesmy zwyklymi ludzmi pragnacymi najnormalniejszej rzeczy pod
          sloncem:urodzenia wlasnego dziecka.

          rozmawiasz z osobami ciezko doswiadczonymi przez los,nierzadko po
          operacjach,poronieniach,depresjach.
          nie dziw sie,ze zdecydowanie wolimy rozmawiac we wlasnym gronie,ewentualnie z
          lekarzami.


          Prawde mowiac mamy PO USZY tych,ktorzy mowia nam ze:

          -nalezy sie rozwiesc z nieplodnym mezem/zona.
          -najlepiej bylo zrobic sobie dziecko przed slubem.
          -badanie nasienia/inseminacja/in vitro - to grzech smiertelny.
          -nalezy zachodzic w ciaze w wielu 18 lat.
          -to wszystko przez kobiety i ich niezdrowe ambicje zawodowe.
          -musicie brac na siebie odpowiedzialnosc za niefrasobliwa (i niezwykle plodna)
          czesc spoleczenstwa i wychowywac ich niechciane dzieci.
          -itd

          wszystkim zainteresowanym rozwijaniem powyzszych tematow dziekujemy
          prosze nam nie zawracac glowy
          • Gość: Roma Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.acn.pl / 10.130.128.* 31.10.02, 22:49
            Naturella, Vide ma rację delikatnie mówiąc wchodzisz z butami tam, gdzie cię
            nikt nie prosił. Twój brak delikatności jest porażający...
          • alfika Ale tu nikt nic takiego nie doradza! 07.12.02, 07:45
            I nie miej do siebie żalu, że ktoś czuje powołanie do misji, jak to nazwałaś, a
            Ty nie.
            To naturalna rzecz, że nie jesteśmy tacy sami, każdy ma swoje powołania w
            życiu. Byle nic na siłę. Naturella być może adoptuje kiedyś dziecko, a kto inny
            nie - i świat się nie zawali, i nikt nie powinien na tym stracić.
            Pozdrawiam.
            • Gość: Apsik Re: Ale tu nikt nic takiego nie doradza! IP: *.sedziejowice.sdi.tpnet.pl 05.01.03, 20:58
              Pomyśl ... ilu może zyskać ...
              • alfika Re: Ale tu nikt nic takiego nie doradza! 06.01.03, 11:55
                Przez zmuszenie zacietrzewionej przeciwniczki adopcji do adoptowania dziecka?
                Chyba nie widzę tu kogokolwiek, kto by zyskał.
                Nejaka vida wydała mi się wyjątkowo agresywna - stąd mój post. Taka próba
                uspokojenia jej. Można, a nawet należy, układać sobie życie po swojemu.
                • Gość: Apsik Re: Ale tu nikt nic takiego nie doradza! IP: *.sedziejowice.sdi.tpnet.pl 07.01.03, 17:34
                  Masz rację i nie raniąc po drodze uczuć innych.
          • Gość: Apsik Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.sedziejowice.sdi.tpnet.pl 07.01.03, 17:30
            Zawsze zastanawiałam się jak wygląda złość, taka ludzka, trafiajaca w
            najczulszy punk drugiego człowieka. Taka-typu ... ja jestem brzydka, ale ty
            jeszcze brzydsza ... Więc jestem ładna, a tobie z taką twarzą należy sie
            bilet w jedną stronę do Afganistanu.
            Są drogi trudniejsze w życiu, niż ta, którą proponujesz. Nie wiadomo, czy dane
            Ci będzie wylegiwać się na ciepłych plażach ...
        • ariana_ A jednak kij w mrowisko 02.11.02, 22:41
          naturella napisała:

          > Po pierwsze - nie drążę.
          > Po drugie - to, że były inne tematy na ten temat nie znaczy, że nie mogę na
          ten
          >
          > temat napisać
          > Po trzecie - nikogo nie zmuszam, żeby pisał. Mam wrażenie, że dziewczyny
          piszą
          > dobrowolnie.
          > Po czwarte - nikogo nie obrażam, nie oceniam, li i jedynie pytam, a Ty jesteś
          > pierwszą osobą, która demonstruje wielką obrazę. Nie chcesz to nie pisz, nie
          ma
          >
          > obowiązku!


          Po pierwsze - drążysz
          Po drugie - to że były inne tematy na ten temat , nie znaczy że ty znów musisz
          ten temat poruszać.Jak cię tak ten temat interesuje - poszukaj sobie w archiwum.
          Po trzecie - dziewczyny ci napisały ,że włazisz z butami w cudze sprawy itp.
          Po czwarte - nie demonstruję "wielkiej obrazy" moja miła, tylko niesmak po
          twojej niezdrowej ciekawości.Mylisz pojęcia.Obowiązku pisania nie mam, jak
          również ty. Piszę bo dotknął mnie ten chory temat.
          Faktycznie kompletny brak taktu...

          • naturella Re: A jednak kij w mrowisko 04.11.02, 10:20
            W takim razie się ewakuuję. Powinno się zmienić nazwę forum - toż to nie "Forum
            dyskusyjne" a Kącik Wzajemnej Adoracji. Trzymajcie się, dziewczyny, życzę
            dalszych przyjemnych i taktownych rozmów w swoim własnym gronie. Pa pa.
    • Gość: Roma Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: 194.181.36.* 04.11.02, 11:21
      Naturella powiem ci jedno jeśli dla Ciebie nie ma różnicy pomiędzy wchodzeniem
      do czyjejś duszy z buciorami ociekającymi błotem a klubem wzajemnej adoracji to
      nie mamy o czym mówić. Napisałam wcześniej, że taki brak tatktu jest porażający
      a po Twojej odpowiedzi sądzę, że ty w ogóle nie wiesz co to jest takt. Niczego
      nie zrozumiałaś z odpowiedzi dziewczyn!
      • Gość: olifka60 Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: HUPROXY* / 193.178.168.* 04.11.02, 14:04
        Dam sobie reke uciac, iz Naturella jest kolejnym facetem. Za bardzo drazyla i
        za bardzo starala sie cyt. "wsadzic kij w mrowisko". Olac ja i tyle.
        • Gość: Malina Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.gis.com.pl / 192.168.11.* 04.11.02, 14:51
          Brawo! Pewnie, jak to jest facet to go "z czachy". Co tu bedze jakis intruz
          zaklocal nam spokoj. Przeciez oni nie cierpia gdy nie moga miec dzieci.

          Dziewczyn opanujcie sie! Nasza "macicielka" moze i rzeczywiscie drazy temat ale
          robi to w sposob kulturalny i grzeczny. A Wy co? Chyba mi za was wstyd.

          100% kobieta
          • alfika Popieram w całości :) 07.12.02, 07:52
            Miło, że znalazła się jedna taktowna osoba, która nie atakuje przy
            chyba "niewygodnych" tematach.
            Mi też wstyd za te z nas, które tak zawzięcie starają się odgryźć.
        • naturella Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 04.11.02, 14:54
          Ok, dziewczyny, przepraszam was. Moje pytanie i drążenie wynikało z zawodowej
          ciekawości. Mam nadzieję, że nie będziecie się gniewać - i już dalej nie
          kontynuujmy. Dowiedziałam się tego, co chciałam, a dalsze wypytywanie was
          byłoby nieetyczne i do niczego by nie prowadziło - poza tym nie dałyście się
          sprowokować smile Tym samym duże ukłony dla was i wyrazy podziwu - jesteście
          najbardziej solidarną grupą forumsmile
          Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę wam wszystkim spełnienia marzeń -
          pozwolicie, że od czasu do czasu poczytam was sobie.
          P.S. Olifka, nie ryzykuj utraty ręki smile Buziaki.
          • naturella Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 04.11.02, 14:59
            Aha i jeszcze coś... dlaczego w ogóle ten temat przyszedł mi do głowy - byłam
            ostatnio w domach dziecka i widziałam te małe kruszynki - coś mnie za serce
            złapałao. Wiele rozmyślałam, czy byłabym w stanie zaadoptować dziecko, gdybym
            nie miała własnego, albo też oprócz własnego dziecka. To rozmyślanie przybrało
            u mnie wręcz obsesyjną formę, stale myślę o tych dzieciakach stamtąd... i
            oczekiwałam od was, że któraś z was powie na temat adopcji coś, co mi to
            wszystko nieco rozjaśni. No ale nic. Uciekam smile
            • naturella Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 04.11.02, 15:04
              Kolejne P.S. Może niepotrzebny ten wątek - ale dzięki niemu zyskałam obraz, jak
              to właściwie jest, że nie jest to taki prosty wybór - a odpowiedź zyskałam już
              właściwie w pierwszym poście Maliny - "mogę pokochać nie swoje dziecko, ale
              jeszcze nie teraz, nie dzisiaj"... i wtedy już zrozumiałam, że dopóki nie
              podejmie się decyzji o adopcji, dopóty jest jeszcze nadzieja.

              Może zapytacie, po co w ogóle tu wchodziłam i dlaczego mnie takie sprawy
              zaprzatają. Otóż już od bardzo dawna mam niewyjaśnione, niesprecyzowane
              przeczucie, takie bardzo głębokie, że podobne dylematy będą moim udziałem w
              przyszłości.
              • Gość: olifka60 do Naturelli i Maliny IP: HUPROXY* / 193.178.168.* 04.11.02, 17:12
                czesc Wam.
                Piszac facet mialam na mysli takich gosci ktorzy przychodza na to forum by dla
                zgrywu wbic komus noz w serce. Czyt."chetnie zaplodnie kobiete", "a ja pere dni
                temu wyskrobalam bachora" itp. Jesli Naturello jestes kobieta to cofam reke wink
                Troche za dlugo drazylas i to bylo nie fajne. To tak jakbys weszla na forum dla
                ludzi wykozystywanych seksualnie (przepraszam, ze taki drastyczny przyklad) i
                pytala "ale co wy wtedy czuliscie?", "bolalo?", "jak sie teraz czujecie?". Jak
                ktos juz pisal na tym forum sa kobiety po poronieniach, depresjach, bolesnych
                zabiegach i stymulacjach lekami. Dlatego moj post byl jaki byl. Jesli chodzi o
                mezczyzn to bardzo ich lubie. Najbardziej mojego meza rodzonego wink.
                Pozdrawiam.
                • alfika Re: do olifki. 07.12.02, 07:55
                  Nikt na forum nie wsadza nikogo na siłę. Temat jest wyraźny, jest zasadniczym
                  pytaniem. Jeśli boli, to każdy ma szansę ominąć!
                  • Gość: olifka Re: do alfiki IP: HUPROXY* / *.eeft.com 12.12.02, 11:43
                    Droga Alfiko.
                    Zauwaz jedna sprawe. Naturella zadala pytanie (zasadnicze) na ktore dziewczyny
                    odpowiedzialy tez zasadniczo. Nie zmienialo to faktu, iz Naturella dalej
                    drazyla temat. Dziewczyny dalej dokladnie tlumaczyly odkrywajac swoje osobiste
                    nieszczescia a Naturella dalej dokladnie drazyla. Mialo to posmak lekko
                    sadystyczny. Jak sie okazalo pozniej Naturella nie miala zlych zamiarow i jakos
                    to sobie wyjasnilysmy. (czyt. wyzej) Masz racje, iz jak temat jest nie mily to
                    mozna go ominac i kropka. Chodzi jednak o intencje i wyczucie. Mozna kogos
                    obrazic, zranic, powiedziec cos bolesnego i ta osoba nie musi odpowiadac.
                    Oczywiscie. Ale to, ze tej osobie jest przykro po takiej zaczepce to inna
                    sprawa. Jesli chodzi o Ciebie Naturello to wyczytalam na innej liscie z twojego
                    posta, iz nie jestes w stanie zaakceptowac dziecka z pierwszego malzenstwa
                    twojego partnera. Czy cos sie zmienilo?
                    • alfika Re: do alfiki 12.12.02, 14:14
                      Nie w tym rzecz, by spodziewać się zaczepki na każdym kroku - wtedy
                      rzeczywiście mozna cierpieć i to na dodatek niejako na własne życzenie.
                      Z emocji, jakie tu się piętrzą wynika, że to jest bolesny temat, ale - choć
                      sama zostałam nazwana "TYLKO teoretyczką" - uważam, że złość nie jest dobrym
                      doradcą także na tym forum i lepiej omijać bolesne tematy niż wyładowywać swój
                      bunt i zrozumiały - jak mi się wydaje - żal na tych, które nie mają (może
                      jeszcze) takich problemów.

                      W ten sposób "teoretyczki" niewiele więcej rozumieją.

                      Cieszę się, że akurat Wy dwie sobie wyjaśniłyście co miałyście do wyjaśnienia smile
                      Pozdrawiam serdecznie.

                      • Gość: olifka Re: do alfiki IP: HUPROXY* / *.eeft.com 12.12.02, 14:30
                        Tez pozdrawiam wink
                    • naturella Co??? 13.12.02, 13:16
                      Olifko, chyba z tej złości coś Ci się pomyliło. Albo wybiórczo czytałaś. Z
                      dzieckiem mojego mężczyzny akceptujemy się w pełni (bo uważam, że moja
                      akceptacja jest tu mało istotna, ja jestem dorosłą osobą, która potrafi swoje
                      emocje kontrolować, czy wręcz stwarzać - a z drugiej strony jest dziecko,
                      któremu trudniej jest coś przyjąć na rozum - i tym bardziej się cieszę, że
                      porozumienie jest obopólne) - pisałam jedynie, że bycie z mężczyzną, który ma
                      dziecko nie jest takie proste, jak niektóre dziewczyny sobie wyobrażają (w
                      wątku napadały na dziewczynę, która wyrażała wątpliwości, czy da radę
                      zaakceptować fakt, że jej facet ma dziecko).
                      A w ogóle to muszę przestań o nim mówić "dziecko", bo to stanowczo nie pasuje
                      do takiego wielkiego, dojrzałego chłopakasmile
                      • Gość: olifka Re: Co??? IP: HUPROXY* / *.eeft.com 14.12.02, 14:55
                        Droga Naturello:

                        naturella napisała:
                        > Olifko, chyba z tej złości coś Ci się pomyliło. Albo wybiórczo czytałaś.

                        Ja nie jestem absolutnie zla wink) Bylam tylko ciekawa..... spokojnie.

                        >Z dzieckiem mojego mężczyzny akceptujemy się w pełni >

                        Bardzo sie z tego ciesze.

                        >pisałam jedynie, że bycie z mężczyzną, który ma
                        > dziecko nie jest takie proste, jak niektóre dziewczyny sobie wyobrażają (w
                        > wątku napadały na dziewczynę, która wyrażała wątpliwości, czy da radę
                        > zaakceptować fakt, że jej facet ma dziecko).

                        Jakis czas temu rozpoczelas watek (chyba na "psychologii") w ktorym pisalas, iz
                        masz problemy z akceptacja syna twojego mezczyzny. Pisalas, iz chlopak ciebie
                        akceptuje a ty jego nie specjalnie. Nie chce czegos pomieszac bo czytalam to
                        dawno temu. Jak znajde ta dyskusje (jak znajde czas) to ci tego linka podam.
                        Nie chcialam cie zdenerwowac. Poprostu bylam ciekawa czy wszystko jest OK.

                        > A w ogóle to muszę przestań o nim mówić "dziecko", bo to stanowczo nie pasuje
                        > do takiego wielkiego, dojrzałego chłopakasmile

                        Przepraszam, tylko nie strzelaj. wink)))) Zapalimy fajke pokoju ?
                        • naturella Re: Co??? 17.12.02, 10:11
                          Olifko, fajka pokoju jak najbardziej. Tylko, że to nie ja byłam autorką takiego
                          wątku, ani nie mogłam nic takiego napisać - pamiętam oba wątki na ten temat -
                          jeden był założony przeze mnie i zastanawiałam się z nim, skąd w tym dziecku
                          tyle dobrej woli w stosunku do mnie - jakie są powody, że nie zachowuje się
                          wrogo itd - a drugi to ten, o którym pisałam - topik Venus. Oba były na
                          psychologii. NIGDY, powtarzam, nigdy nie miałam problemu z akceptacją syna
                          mojego faceta, może bywałam troszkę zazdrosna, dopatrywałam się czasem
                          nieistniejących rzeczy, ale od samego początku było nam razem ok. I nie mogłam
                          pisać nic o moich rzekomych problemach z jego akceptacją, bo takich po prostu
                          nie było. Cóż, szczęście w nieszczęściusmile
                          • Gość: olifka Re: Co??? IP: HUPROXY* / *.eeft.com 17.12.02, 13:53
                            naturella napisała:

                            > Olifko, fajka pokoju jak najbardziej.

                            To super wink

                            > pamiętam oba wątki na ten temat -
                            > jeden był założony przeze mnie i zastanawiałam się z nim, skąd w tym dziecku
                            > tyle dobrej woli w stosunku do mnie - jakie są powody, że nie zachowuje się
                            > wrogo itd - a drugi to ten, o którym pisałam - topik Venus.

                            Czyli cos mi sie pomylilo. Przepraszam. Moze czytalam inny watek, ktory
                            kojarzyl mi sie z Twoim tematem i zlepilo mi sie wszystko w calosc. wink
                            Ja jesli mialabym kiedys adoptowac dziecko to najwczesniej za dwa lata.
                            Przepisy pozwalaja na adopcje malzenstwom o 5 letnim stazu. Z zabiegow jestem
                            zmuszona chwilowo zrezygnowac z powodow "osobistych". Beda to niestety kolejne
                            smutne swieta sad

                            Pozdrawiam.
                            • naturella Re: Co??? 18.12.02, 08:37
                              Wiesz, Olifko, dobrym wstępem do czteromiesięcznego dziecka może być
                              czteromiesięczny kotsmile A tak serio - dwa miesiące temu wzięłam kota do domu...
                              jest to cudowne uczucie, mimo, że rozrabia niesamowiciesmile

                              Olifko, skoro tak czy siak u Ciebie w domu będzie maluszek, to postaraj się
                              znaleźć dobre strony tych "smutnych" Świąt. Pewnie to niełatwe, ale mam
                              nadzieję, że się uda.
    • Gość: Janek Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: proxy / 217.153.77.* 06.11.02, 15:48
      Po przeczytaniu postow tego watku, postanowilem sie wypowiedziec. Jestem
      mezczyzna, zonatym, niestety problem nieplodnosci nas dotyczy sad
      1. Nie feminizowalbym tego forum, jest ono rowniez dla mezczyzn (mezow).
      Problem nieplodnosci dotyczy podobno 21 % par w Polsce.
      2. Jezeli chodzi o domy dziecka i pomoc tym dzieciom, mam pewne doswiadczenie
      (z czasow, kiedy bylem studentem), pomagalem, kochalem, doswiadczalem wiezi
      emocjonalnej. Jednak to nie jest tozsame z checia adopcji. Obecnie (mam 30 lat)
      nie wyobrazam sobie adopcji. Bardzo pragne miec SWOJE dziecko (zwierzeca chec
      przedluzenia genow) i wydaje mi sie, ze jest to nawet silniejsze niz u zony,
      ktora potencjalnie o adopcji mysli, jezeli sie nie uda miec wlasnego dziecka.
      3. Poniewaz jednak czlowiek sie zmienia z czasem, istnieje prawdopodobienstwo,
      ze np. w wieku 35 lat DOJRZEJEMY z zona do decyzji, aby ewentualnie adoptowac.
      Ale nigdy na zasadzie, ze to ma byc surogat naszego dziecka. Wtedy to mogloby
      sie skonczyc tragedia. Przeciez to nie jest rzecz, tylko czlowiek. Dlatego
      podkreslilem slowo "dojrzec". Uzyje porownania z filmem Matrix, kiedy wyrocznia
      mowi do Neo, ze jak sie jest wybrancem, to sie to po prostu wie i nie ma
      watpliwosci, tak samo, jak ktos jest naprawde zakochany, to nie zastanawia sie,
      czy kocha czy nie, bo po prostu to czuje. Z decyzja o adopcja powinno byc tak
      samo moim zdaniem. Jestem przeciwny adopcji na zasadzie antidotum na traume
      zwiazana z leczeniem nieplodnosci.
      4. Wyzej wspomniana trauma zdazyla odcisnac juz swoje pietno na mojej i zony
      psychice, niestety. Jakos trzeba sobie z tym radzic, aby nie zatruwac zycia
      sobie i innym i zeby czlowiek mimo wszystko z tego zycia sie cieszyl, a nie
      wariowal.
      5. Konczac, Zycze Wam i sobie, doczekania sie upragnionego dziecka.

      Pozdrawiam Was serdecznie
      Janek

      PS: Pseudohumorystycznie powiem, ze endokrynolog/ginekolog to bardzo intratna
      profesja, obecnie i w przyszlosci rowniez. Tyyyyyyyyle kasy juz poszlo sad
    • Gość: mama Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.itpp.pl 06.11.02, 22:26
      Nie traktuje listu naturelli jako ataku. raczej cciekawosc - ona nie rozumie
      tych staran, naszych dodam bo i ja przez to wszystko przeszlam (pierwsza
      diagnoza 15 lat temu od tego czasu lekaze hormony, lekarze hormony badania
      badania badania). Czyta ile sie poswieca dla tego dziecka i nie rozumie - mozna
      przeciez sprawe zalatwic prosto.
      Ale. Ale adopcja to nie jst bulka z maslem. To trudniejsze macierzynstwo, moze
      nie na samym poczaku ale napewno pozniej gdy pyrzjda kwestie dlaczego mnie nie
      urodzilas mamo. kto mnie urodzil. I kwestei dlaczeo moje dziecko nie jest tak
      genialne, tak ladne. No bo adoeptowane. Nie warto wchodzic w adopcje jesli sie
      nie jest do tego gotowym nie warto niszczyc siebie i adopcyjnych dzieci. jest
      jest cien szansy to trzeba walczyc o dziecko.
      Ja taki cien sama zamazalam. Nie chcialam juz dluzej walczyc - czas lecial a do
      dzis mimo 15 lat badan nie wiem co mi jest. Nie wiem czy kiedykolwiek tos mi
      powie dlaczego nie mam dziecka i dlaczego moje wyniki sa takie jakie sa. Ale
      mialam przekonanie, ze czas dziecka juz nadszedl, nie wiem czym to wytlumaczyc
      p0 prostu wiedzialam ze to teraz i poszlismy do osrodka adopcyjnego. Traz mam
      synka, wlasnie skonczyl 10 miesiecy. Kiedy pokazali mi go w szpitalu bylo tak
      jakby mi pokazali dziecko ktore urodzilam.Nie bylo zadnego uczenia sie milosci -
      po prostu witaj kolego w domu. Kiedy ktos mi mowi: moglabys miec wlasne mowie:
      jak moge miec bardziej wlasne niz mam. Wiem jednak, ze przerobilam w sobie
      trudna lekcje pokory wobec jego historii, jego losu. I wobec samej siebie.
      Nigdy jednak zadnej kobiecie ktora walczy o dziecko nie powiedzialabym - zrob
      tak jak ja. Tak jak nie kazdy nadaje sie na rodzica tak nie kazdy nadaje sie na
      rodzica adopcyjnego. Tyle ze ten drugi moze skrzywidzc bardziej.
    • Gość: Iwona Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.bielsko.dialog.net.pl 07.11.02, 14:20
      Jak czytam takie posty po mowiac brzydko "szlag mnie trafia". Bo gdyby autorce
      chodzilo o to ze ma taki problem i teraz zastanawia sie co zrobic to rozumiem,
      chetnie pomoge, jesli tylko moge. Ale zaspokajanie jakiejs dziwacznej
      ciekawosci, w dodatku przez osobe, ktora tak naprawde nie ma pojecia o temacie
      bo ten temat jej nie dotyczy jest dla mnie obrzydliwe. Pewnie zaraz odezwa sie
      obrazone lub poruszone ale dziewczyny dlaczego sie tlumaczycie???!!!!!
      Skonczcie z tym, to jest wasze zycie, wasz wybor! Nikt nie ma prawa dawac nam
      dobrych rad na ulozenie sobie zycia. Jezeli dla kogos takiego jak autorka
      adopcja=maciezynstwo dlaczego sama sie adoptuje sierotki z domu dziecka,
      ktorych ponoc tak jest do wyboru do koloru? Nie bedzie mdlosci, rozstepow,
      strachu ze ciaza pojdzie niezgodnie z planem. Bo latwiej urzadza sie cudze
      zycie niz wlasne.
      • Gość: asiaw Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: 212.160.138.* 07.11.02, 15:30
        Kochane i kochani stane troszke w obronie Naturelli nie uwazam żeby nas
        atakowała i nie czzuje jak ty Romko ,ze wchodzi mi z buciorami w zycie! Po
        prostu pyta.
        A co do adopcji ja juz dawno pobiegła bym do osrodka ale niestety druga połowa
        chce wykorzystac mozliwosci medycyny. To fakt oboje boimy sie adoptowanego
        dziecka , problemów, choc sami wiemy z "naturalnym" dzieckim tez moga być. Ja
        osobiscie boje sie reakcji ludzi, zachowania dzieci w szkole ,"życzliwych" i to
        jest jedna strona medalu kolejny aspekt to rozmowy z kolezankami w ciazy jestem
        w stanie oddac bardzo wiele (np. własne zdrowie) żeby zobaczyć na usg bijace
        maleńskie serduszko mojego dziecka i tego właśnie nie chce odbierac mojemu
        męzowi. Wiem mozna przeciez adoptowac i starać sie dalej o własne......niby tak
        ale nie do końca w naszym przypadku bowiem jesli uda mi sie zajsc w ciążę na
        10000% przelezę ja prawie w całości i co wtedy z tym adopcyjnym maleństwem
        które panicznie potrzebuje miłości????? Ktos z nas musi pracować maz nie
        zostanie wtedy w domu........... ach jak wiele tych ale
        • Gość: Roma Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: 194.181.36.* 07.11.02, 16:00
          Asiu to wlażenie z buciorami dotyczyło namaolnego pytania Naturelli, gdy
          dziewczyny udzieliły jej takiej odpowiedzi jakich chiały, to po pierwsze.
          Po drugie wiele osób, w tym przyznaję mnie, zdenerwowało to, że co jakiś czas
          pojawiają się tu osoby, które nie mają podobnych do nas problemów i usiłują
          nas "naprowadzać na jedynie słuszną drogę", po prostu wydaje mi się to
          niedelikatne. Kto jak kto ale ty najlepiej wiesz jak blisko byłam adopcji, nie
          jest to tak łatwa decyzja jak chciałaby to widziec osoba zakładająca ten wątek.
          Asiu napisałam do ciebie priv na bocianie dostałaś??? Bez bajbusa straciłyśmy
          kontakt sad(( Co ze spotkaniem w tym tygodniu ???
    • Gość: Basia Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 08.11.02, 17:37
      Dlaczego czekanie a nie adopcja? A dlaczego w ogole rodzic dzieci jezeli mozna
      adoptowac - bez bolu, bez mdlosci, bez zwolnien z pracy, bez strachu, bez
      wszystkich tych 9-miesiecznych klopotow?
      Naturello, to pytanie jest nie do nas, ktore przechodzimy przez te wszystkie
      badania i frustracje (my na pewno nie raz rozwazalysmy mozliwosc adopcji) - to
      raczej pytanie do kazdej kobiety, ktora chce urodzic dziecko. Po co sie meczyc?
      Na szczescie istnieja instynkty, pragnienia, tesknoty, ktore sprawiaja, ze
      ludzie chca i beda chciec wlasnych dzieci - na szczescie, bo statystyki sa
      niewesole...
    • Gość: anma Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.11.02, 00:34
      Niektore z Was są oburzone, ze Naturella zabiera głos w sprawie, ktora jej nie
      dotyczy.... Ok, mnie ta sprawa dotyczy więc się wypowiem. Otóż, ja również 8
      lat spędziłam na walce o urodzenie dziecka. Były badania,leczenie, ciąża,
      poronienie, dalej badania, stymulacje, inseminacje (w sumie 5), itd. itd.
      Na in vitro się nie zdecydowaliśmy. Wtedy dojrzeliśmy juz do decyzji o
      adopcji. Adoptowaliśmy noworodka, 11 dniowego chłopczyka. Nie było wielu
      miesięcy uciązliwych formalności (razem 3 m-ce, bardzo przychylnie nastawiony
      ośrodek adopcyjny), nie było wybierania dziecka (była propozycja, którą bez
      zastanowienia przyjęliśmy), nie wybieraliśmy płci dziecka, nie było uczenia
      się miłości. Byc może dlatego ze był taki malutki, pokochaliśmy go jeszcze w
      szpitalu, jak ktoś już wcześniej napisał, było tak jakby pokazano nam nasze
      właśne dziecko. I teraz jest to nasze własne dziecko, ponad 3 letnie dzisiaj.
      Kochamy go ponad wszystko, oddałabym za niego zdrowie, życie i nie wiem co
      jeszcze. I nie potrafie kochać bardziej. Ktoś wcześniej napisał, ze jakiś
      adoptowany chłopak mówi o swojej matce "ta kobieta"...A ilu rodzonych synów
      mówi tak o swoich matkach, a moze i gorzej.... Ktos napisał też, ze adoptowane
      dziecko moze nie rozczarować nas tym ,ze nie jest takie ładne lub mądre jak
      byłoby rodzone. A dlaczego ma nie być ładne albo mądre? Mój synek jest
      najładniejszy na świecie ! smile
      A poza tym czy musi być ładne i mądre? No i wreszcie dlaczego uważacie, ze
      rodzone będzie ładne i mądre. Czy naprawdę uważacie się za tak wyjątkowych
      ludzi, ze Wasze dzieci muszą być takie naj? Przeciez wszystkie dzieci sa
      wyjątkowe i naj dla swoich rodziców. Moje też.
      Oczywiście adopcja niesie za sobą oprócz tych wspólnych także inne problemy
      niz biologiczne rodzicielstwo. I tego trzeba miec świadomośc decydując się na
      adopcję.
      Rozumiem, ze walczycie o to aby urodzić swoje biologiczne dziecko. Tez tą
      walkę stoczyłam i choć wiem ze to prawie niemożliwe, nie obraziłabym się na
      matkę naturę gdyby sprawiła mi psikusa i pozwoliła jeszcze urodzić dziecko.
      Ale juz się nie leczę, już nie mam obsesji na tym punkcie. Ja juz mam dziecko.
      Chociaz przechodziłam różne stany, załamanie, zwątpienie, rozdrażnienie,
      niechęc do koleżanek z dziećmi, potraciłam koleżanki. Dlatego wiem co
      przezywacie i do niczego nie namawiam, bo nie wolno. To musi być osobista
      decyzja.
      Tylko proszę, nie stawiajcie sprawy tak, ze adopcja to gorsze macierzyństwo,
      sybstytut. To nie tak. To inne macierzństwo, ale nie gorsze. Dla mnie
      adopcja=macierzyństwo i dla całej mojej rodziny również. Mąż właściwie był
      szybciej zdecydowany niż ja. Babcie i dziadkowie oszaleli na punkcie wnuka i
      naprawdę rodzina wreszcie stała się rodziną.
      Trzymam kciuki za Wasze zmagania. Pozdrawiam.
      • malgosiak powiem wam dlaczego 11.11.02, 17:12
        i na koniec ja powiem dlaczego ludzie adoptuja. tak jak napisal janek do bycia adoptowanym
        rodzicem trzeba dojrzec. wychwalam Boga, ze dal nam z mezem taka laske, ze w pore sie
        opamietalismy, skonczylismy leczenie i teraz- za kilka tygodni w naszym domu bedzie NASZE
        DZIECKO ADOPTOWNE. bede je przytulac, karmic, ukladac do snu, nosic na rekach gdy bedzie
        plakac, wozic do szpitala na ostry dyzur, gdy wbije sobie szkalanke w reke, martwic sie o nie ,
        klocic sie z nim i przede wszysyki bede je kochac ponad zycie. juz je kocham. wiem, ze
        adopcja to nie landrynka, wiecznie slodka, ale dlatego czytam na ten temat, spostykam sie z
        rodzicami, ktorzy adoptoewali i uczestnicze w warsztatach . dla mnie urodzenie i adopvja
        oznaczaja prawie to samo, bo chyba bym zwariowala, gdybym miala sie leczyc tyle czasu, jak
        niektore z was. wystarcza mi 3 lata, 6 inseminacji, poronienie, icsi i transfer mrozonek. dla
        mnie sytuacja jest jasna- gdzies na swiecie czeka moje dziecko, ktorego nie urodze ( a moze
        kiedys tak, los jest przewrotny). moje hormony sa juz w porzadku i nie wariuje z byle powodu,
        ale przyznam, ze poruszyly mnie wasze histeryczne odpowiedzi na pytanie naturelli.
        dziewczyna zapytala jak to jest (postawila sprawe ostro i bez ogrodek, co was prewnie
        zabolalo), ale nie WLAZILA Z BUTAMI W WASZE ZYCIE- na litosc boska. nie powiedziala nikomu-
        adoptuj, jak nie mozoesz urodzic. nie reagujcie tak agresywnie na inne zdanie niz wasze, albo
        na dociekliwosc. poza tym na tym i innych forach porusza sie o wiele bardziej intymne rematy,
        niz pytanie dlaczego nie adoptujesz, a jakos sie nie oburzacie. nikt nie kwestionuje, ze walka o
        dziecko jest szlachetna. ciezka, heroiczna czesto. nikt nie kaze nikomu robic tak czy inaczej.
        starajac sie zrozumiec takie a nie inne reakcje na tak postawione pytanie ( a przezylam juz
        niejedna burze na bocianie), sadze ze jest tak: kobiety, ktorte sie lecza, potrzebuje
        powiedzenia. ze bedzie ok, ze sie uda, ze robia dobrze i ze nic zlego im nie grozi. sama tak
        mowilam, gdzy prtzechodzilam srtymulacje do icsi. nie chca slyszec, ze MOZE ktos wybral inna
        droge i udalo mu sie. chca miec poparcie CALEGO stada. ale tak sie nie da, bo kazdy ma inne
        zdanie i inne zycie.
        na koniec chcialam wam powiedziec, ze wiele z was mysli sie co do adopcji i posluguje sie
        stereotypowym mysleniem, o czym swiadcza niektore okreslenie: wybrac dziecko, trudna
        procedura, geny w polowie decyduja o losach dziecka. pozdrawiam was serdecznie wszystkich
        bez wzgledu na to czy sie zgadzamy czy nie i proszem nie atakujcie mnie, bo nie o to mi
        chodzilo. jestem jedna z was, rozumiem co znaczy walczyc...
        malgosiak/ na bocianie malgosik
        • Gość: vida Re: powiem wam dlaczego IP: *.tele2.pl 11.11.02, 21:23
          malgosiu,
          rozumiem,ze TY tez szukasz potwierdzenia ze robisz jedynie sluszna i wlasciwa
          rzecz.
          moze niech kazdy robi to,co sam uwaza za stosowne?
          • malgosiak Re: powiem wam dlaczego 12.11.02, 12:23
            vida,
            mylisz sie, ja WIEM calym sercem, ze robie dobrze. mam 300 procent pewnosci, ze tak wlasnie
            powinno sie stac w moim zyciu. i nie mowie tego, zeby sie z kimkolwiek klocic. pouczac,
            zakazywac, sugerowac i inne takie. szczerze was wszystkie podziwiam i trzymam za was
            kciuki smile
            pozdrowienia dla wszystkich walczacych
    • Gość: Vica Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.acn.pl / 10.64.8.* 15.11.02, 21:07
      Dziewczyny, przeczytalam wszystkie posty i ze wszyskimi sie po trosze
      zgadzam smile
      Jest to tak osobisty temat, ze co inna osoba to inna opinia... inne uczucia...
      Po pierwsze uwazam ze naturella nie weszla w niczyje zycie z zadnymi
      buciorami. Zadala normalne pytanie. Coz dziwnego w tym ze ktos chce nas
      zrozumiec? Przeciez chcemy zeby wiecej osob uswiadomilo sobie problem,
      okreslany jako chorobe spoleczna... Nie oddzielajmy sie wiec murem!
      Naturella starala sie byc tak delikata jak mogla, wytlumaczyla dlaczego zadaje
      to pytanie, a Wy ja ... zjadlyscie...
      Dawno mnie tu nie bylo, bo mam galopujaca depresje. Staram sie o
      dziecko "dopiero" od 14 miesiecy i mam jeszce nadzieje. Od zawsze planowalam
      dwoje dzieci urodzic, a trzecie adoptowac. Dla mnie jest to naturalna potrzeba
      serca. Ale w sytuacji w jakiej sie znalazlam NAJPIERW CHCE URODZIC! Adopcja w
      tym momencie bylaby dla mnie przyznaniem sie do uposledzenia. Wiem ze to
      strasznie brzmi, ale tak wlasnie sie czuje. Kiedy widze w TV wczesniaka dla
      ktorego fundacja zbiera pieniadze, placze. To silniejsze odmnie! Wzielabym go
      na rece i pokochala, jestem tego pewna. Ale zostalaby we mnie pretensja do
      samej siebie - ze nie moge. Niekonczaca sie frustracja... A zareczam Wam, ze
      dziecko z rodzicami - frustratami nie ma le~kkiego zycia! Wiem cos o tym.
      Naturella, ja tez od zawsze mialam przeczucie ze nie uda mi sie po prostu
      urodzic... Zycze Ci aby, w przeciwienstwie do mnie, to przeczucie sie nie
      sprawdzilo.
      Sciskam Was wszystkie MOCNO!
      I trzymam za nas kciuki!
      Vica
      • aleksandra3 Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 18.11.02, 11:03
        Nawet nie wiesz Vica, jak bardzo Cię rozumiem...

        A tak wracając do tematu. Czy ktoś, kto idzie do zakonu albo do semiarium,
        poszedł do niego, bo nie miał powodzenia wśród płci przeciwnej i z tego powodu
        nie mógł wyjść za mąż/ożenić się? Ano nie. Bo jest to rodzaj powołania.
        Nic więcej chyba nie muszę dodawać.

        To, że czujemy się gorsi od innych, którzy mają dzieci, to prawda, ale mało kto
        traktuje takich jak my dobrze. Zagadkowe pytania od rodziny i nie tylko,
        podsyłanie wycinków z babskich pism (zresztą których tematy bardzo dobrze już
        znamy i w niczym nam nie pomogą), uwagi znajomych, że przecież możemy pojechać
        na drogie wakacje bo i tak nie mamy na co pieniędzy wydawać... (w domyśle -
        gdybyśmy mieli dzieci, to musielibyśmy wydawać pieniądze na dzieci...) Bardzo
        trudno jest wtedy dobrze się traktować i myśleć pozytywnie...
        A jest to podstawowy warunek przy tak poważnej decyzji, jaką jest adopcja.
        Pozdrawiam
        • alfika Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? 07.12.02, 08:16
          Naprawdę bardzo bym chciała, żeby każda z Was, która czuje, że walka o rodzone
          dziecko w jej życiu to jest to, mogła urodzić.
          Natomiast ta, która mogą odnaleźć szczeście w adopcji - żeby miała
          najcudowniejsze dziecko na świecie.
          I wszystkie, myślące tak czy inaczej, 300-procentową pewność, że o to chodziło,
          a do tego olbrzymią zdolność podjęcia rozmowy - bez agresji.
          ze spokojem, bez oskarżeń.
          Pozdrawiam.
    • Gość: endi Brutalnie i chamsko zagram ale ... IP: *.chello.pl 12.12.02, 23:54
      ... ale po przeczytaniu niektórych postów do naturelli to właśnie czuję: a
      mianowicie, że zaczynam rozumieć dlaczego dobry Bóg nie chce żeby niektóre z
      was miały dzieci. Jeśli przekazałybyście im podobne, chore wzorce to dzięki
      piękne .... I dobrze, że nie chcecie adoptować innych dzieci, nie zdołacie
      spaczyć im psychiki swoimi kompleksami i nieuzasadnioną agresją. Ktoś tu przede
      mną napisał, ze świat/społeczeństwo odmawia bezpłodnym kobietom akceptacji.
      Bzdura - to Wy , drogie Panie (przepraszam za generazlizowanie, ale mówię do
      szczególnie agresywnych wypadków), jesteście agresywne wobec swiata i
      zatruwacie go swoim rozgoryczeniem. Co wy wiecie o miłości macierzyńskiej - jak
      śmiecie porównywać swoje "fantazje" na temat "dzidziusia na brzuchu" z waszym
      zdaniem NIEPEŁNOWARTOŚCIOWĄ więzią matki dziecka adoptowanego? Jak śmiecie tak
      komuś powiedzieć???? Porównywać? Wy, które oczekujecie właśnie akceptacji dla
      waszego trudu i determinacji??? Przepraszam alfika, naturellę czy MARKĘ, które
      b. szanuję za wypowiedzi, ale to, co tu zobaczyłam przeszło moje najśmielsze
      oczekiwania ...
      • Gość: MARKA Odpowiedż endi ale nie tylko do niej IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.12.02, 13:05
        Nie! Tak nie wolno. Nikt nie ma prawa oceniać, kto zasługuje na dziecko a kto
        nie.
        Kiedy walczysz o dziecko i czekasz, to jest takie trudne,że cały dobry
        charakter łagodność i dobroć znikają nie wiedzieć gdzie.
        Wiem, bo musiałam z tym walczyć u siebie.
        Modliłam się i myślałam, że musi się udać, bo przecież jesteśmy dobrym
        małżeństwem, bardzo się kochamy i ta miłość zasługuje na to, żeby być
        początkiem czegoś nowego......NOWEGO ŻYCIA.
        Czegoś co jest z nas. Ma moje dłonie a oczy mojego męża itp.itd.
        Gdy po nieudanej pierwszej próbie in vitro jechałam na transfer odmrożonych
        komórek do Pragi,
        zapytałam mojego lekarza jak często zdarza się, że się nie odmrożą żywe.
        Odpowiedział, że w jego karierze jeszcze się to nie zdarzyło. To jest coś! -
        pomyślałam.
        Kiedy potem powiedział, że ja jestem tym pierwszym przypadkiem, myślałam, że
        moje łzy zrobią powódż w Pradze. Daleka byłam od dobroci i łagodności dla
        świata.
        Co się w takiej chwili myśli i czuje nie da się opowiedzieć.
        A kiedy sytuacja powtórzyła się w innej klinice jeszcze raz.....-nie pytajcie.
        W tym czasie w telewizji słyszałam tylko o niechcianych, porzuconych dzieciach
        i czułam jak los ze mnie kpi.
        Przez cały czas jednak bardzo walczyłam by nie mieć za złe innym, że mają
        dzieci.
        A mieli je wszyscy.
        To że inni mogą dawało przecież nadzieję, że jak oni, to ja mogę też.
        Teraz patrzę na to innymi oczyma.
        Podjęłam decyzję o adopcji, nie jako zastępstwo, porażkę, czy takie tam.
        To moje zwycięstwo i tak jak juz pisałam wcześniej, moje dziecko udowadnia mi
        na każdym kroku,
        że to była dobra decyzja.
        Mam moją córkę dzięki temu, że inni mogą mieć dzieci. Jestem im za nią
        wdzięczna.
        Jak mogę się na nich złościć.
        Nie ma ona moich dłoni ani oczu mojego męża, ale jest śliczna ze swoimi dłońmi
        i oczami.
        Nie ma naszych zalet, ale też nie ma naszych wad.
        Poza tym myślę, że jeszcze wiele rzeczy może mieć takie jak my, choć to nie
        jest już dla mnie ważne.
        I TO JEST CUDNE. JESTEM SZCZĘŚLIWA.
        Niedawno usłyszałam od koleżanki, że ja jestem taka normalna i normalnie
        traktuję moje dziecko.
        Co to znaczy?
        Jakaś tam jej znajoma, która ma rocznego synka po pierwszym udanym zabiegu in
        vitro, tak bardzo trzęsie się nad nim, że prawie nie daje mu samodzielnie
        oddychać. Wrogo też traktuje inne zbliżające się do niego dzieci, jakby
        chciały go skrzywdzić czy co.
        Myślę, że na to trzeba uważać. Takie mocno "wystarane" dziecko może wyzwalać
        takie uczucia,
        ale one nie prowadzą do szczęścia ani matki ani dziecka.
        Posiadanie dziecka to tylko początek drogi.
        Pozdrawiam Was serdecznie
        -Marka
        • Gość: triss do autorki poprzedniego postu,endi,vidy, naturelli IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.12.02, 13:51
          Marko! A moim zdaniem endi nie napisała nic zdrożnego. Po prostu zdenerwowała
          się i tyle. Może sama ma adoptowane dziecko i jej miłość - podobna do Twojej,
          ktoś poddał jakiemuś wartościowaniu "gorsza-lepsza"? Odmawiasz jej prawa oceny
          a nic nie powiesz Tym Paniom, co to z góry wiedzą, że miłość do dziecka
          biologicznego jest większa niż do dziecka przysposobionego. Vida, czy jakaś
          inna agresywna dama zarzuciła dyskutantce o nicku "alfik" "jesteś TYLKO kolejną
          teoretyczką". Rozumiem, że te wszystkie wydumane kawałki rodem z amerykańskich
          filmów o dziecku na brzuchu i spojrzeniu i doznaniach w ciąży panie szanowne
          znają z PRAKTYKI - nie? One kochają swoje fantazje i niespełnione marzenia - I
          WOLNO IM, ale dlaczego deprecjonują bez pardonu czyjeś uczucia?Rozumiem, ze
          bilogia je pokrzywdziła i długoletnie zmaganie z niepowodzeniem może wykrzywić
          psychikę, ale wartościowanie uczuć, raniące dla kobiet, które podjęły inną
          decyzję jest niczym nieusprawiedliwione. Endi zareagowała "za mocno"; niektóre
          panie tutaj "też" - pytanie - czy ludzie przychodzą tu rozmawiać, szukać
          wsparcia, pomocy, porad - czy sobie jeszcze dopieprzać???? Serdecznie pozdrawiam
          • Gość: vida Re: do autorki poprzedniego postu,endi,vidy, natu IP: 213.134.139.* 14.12.02, 14:55

            Gdybys czytala uwaznie to forum,wiedzialabys,ze wiele z nas WIE jak to jest byc
            w ciazy.
            Wie takze niestety co to znaczy ja stracic.

            zastanow sie kto tu atakuje czyje uczucia i kto komu "dopieprza"
            to forum JEST miejscem gdzie szukamy porad i wsparcia

            a co daja nam listy takie jak twoj ???


            • Gość: endi jasne.... IP: *.chello.pl 14.12.02, 23:16
              i wie, co to znaczy trzymać dziecko na brzuchu i wie że to b.wartościowe niż
              miłość do dziecka adoptowanego. nie rozśmieszaj mnie
        • Gość: asja Re: Odpowiedż endi ale nie tylko do niej IP: *.pbk.pl / 139.0.121.* 13.12.02, 14:28
          Marka, jakie to piękne co napisałaś...


          pozdr.
        • Gość: Anke Re: Odpowiedż endi ale nie tylko do niej IP: *.vip.uk.com 06.01.03, 16:38
          piekne jest to conapisalas, tymbardziej piekne, bo PRAWDZIWE!!
      • aleksandra3 Re: Brutalnie i chamsko zagram ale ... 16.12.02, 16:06
        Ktoś tu przede
        > mną napisał, ze świat/społeczeństwo odmawia bezpłodnym kobietom akceptacji.
        > Bzdura - to Wy , drogie Panie (przepraszam za generazlizowanie, ale mówię do
        > szczególnie agresywnych wypadków), jesteście agresywne wobec swiata i
        > zatruwacie go swoim rozgoryczeniem. Co wy wiecie o miłości macierzyńskiej -
        jak
        >
        > śmiecie porównywać swoje "fantazje" na temat "dzidziusia na brzuchu" z waszym
        > zdaniem NIEPEŁNOWARTOŚCIOWĄ więzią matki dziecka adoptowanego? Jak śmiecie
        tak
        > komuś powiedzieć???? Porównywać?



        TE SŁOWA SĄ TWOJE. TWOJE WŁASNE. NIKT TEGO TU NIE POWIEDZIAŁ O RODZINACH KTÓRE
        ADPOTOWAŁY DZIECKO. ZA TO TY ŚLICZNIE SIĘ OBESZŁAŚ Z TYMI, KTÓRZY TEGO NIE
        ZROBILI. I TAK RODZĄ SIĘ KONFLIKTY...


        BARDZO PRZYKRE...


        aleksandra
    • Gość: mama Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.itpp.pl 15.12.02, 12:48
      Jezu już trudno zrozumieć wasze zacietrzewianie się. O co w końcu chodzi?
      Ci którzy starają się o dziecko (kiedyś ja - 10 lat) podejmują na WŁASNĄ
      ODPOWIEDZIALNOŚĆ grę z czasem i swoim zdrowiem. Nic bardziej naturalnego
      przeciez niż chęć posiadania SWOJEGO, podobnego do siebie dziecka. Kazda z nas
      przecież to ma: chce dać dziecko facetowi którego kocha i niech ono będzie ich
      wspólną częścią. Cena za to marzenie, to cena zdrowia i pieniędzy, potem
      również cena samotności, bo czas gra na ich niekorzyść (również przy
      ewentualnej adopcji). Ale ta chęć na boga - jest PIĘKNA.
      A to, że niektóre z tych starających się odrzucają myśl o adopcji - może nie sa
      w stanie żyć ze świadomościa, że chowają dla nich wciąż CUDZE dziecko i dobrze
      że to wiedza i nie fundują sobie i dziecku adoptowanemu koszmaru. A że bronia
      się nazywająć więź niepełnowartościową? Ludzie mówią wiele rzeczy.
      Te które zdecydowały się na adopcję (ja) podjęły na WŁASNE RYZYKO grę z samym
      sobą. Musiały przełamać wiele tabu (nasz synek nie jest do nas podobny i nigdy
      nie będzie).One również grają z czasem. Małemu dziecku można opowiedzieć bajke
      o adocpji, dużemu już wytłumaczyć, potem sprawa z biologicznymi rodzicami, jak
      żyć ze świadomością, że oni gdzieś przecież są.
      A że niektóre mówią, że to jest prawidzwe macierzyństwo - ludzie mówią wiele
      rzeczy.
      Jedne i drugie są i dzielne i poranione i czasami brak im argumentów by
      przekonac do swoich racji.
      Walka o dziecko - czy własne czy adoptowane boli tak samo!
      Wszyscy tu jesteśmy dorośli - podjęliśmy decyzję świadomie, wiemy co dla nas
      dobre, trzymajmy sie ich ale po co napadać na tych, którzy zadecydowali inaczej?
      Nie urodziłam mojego synka tak samo jak nie urodziłam mojego męża, kogoś w
      końcu kto jest dla mnie najważniejszy na świecie. Ale kocham ich tak samo. Sa
      moim bliskimi z wyboru. Chcę żeby i mąż miał ze mna dobre i życie i syn czuł
      sie przy moim boku bezpieczny. W mężu cieszy mnie to co podobne i to co różne
      od mojego, w moim synu też. W moim pojęciu macierzyństwo to bycie wielkim
      rozłożystym drzewem - silnym, żeby ochronić tą mąłą sadzonkę i nie zachłannym,
      żeby jej sobą nie stłamsić. Gdybym urodziła mojego synka traktowałabym go tak
      samo, dałabym mu wolność rośnięcia. I dlatego adopcja nie jest tym czym
      zawracam sobie teraz głowę.
      ALe i dla tych z nas, które walczą z własną biologią i dla tych, które walczą z
      ludzką naturą (adopcja) mam zwyczajnie wiele szacunku.
    • Gość: Roma Re: Do Endi IP: *.acn.pl / 10.66.0.* 16.12.02, 13:14
      Endi nawet nie miałabym sumienia oceniać Twojego napastliwego tonu wypowiedzi
      oceniającego dziewczyny starające się o własne dziecko. Z Ciebie maszerują
      szeregami takie kompleksy,że nie masz własnego dziecka a adoptowane,że mi
      ciebie żal...
      • Gość: Marka Re: Refleksje na temat... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.12.02, 09:49
        Wiecie co kobiety
        To jest jakieś wielkie nieporozumienie
        Tyle żółci aż płynie krew
        Wszyscy się nawzajem obrażają i ranią (no może nie wszyscy )
        Ja szukałam tu dyskusji, nowego głosu w sprawie, przyjaźni......
        To co się tu pisze na szczęście już nie jest w stanie zadrapnąć mi nawet
        naskórka
        Jestem szczęśliwa i pewna swojej drogi
        Uczucie jakie to forum we mnie budzi nazwałabym raczej nudą
        No i co za poziom?!!!!!
        Po przeczytaniu tych ostatnich (ale nie tylko ) listów stwierdzam, że mnie to
        nie interesuje
        Żegnam Życzę szczęścia Ja wysiadam

        A swoją drogą zastanawiam się czy najbardziej agresywne nie są podstawionymi
        dziennikarkami
        Bo co to za karma dla gazet, jak wszyscy sobie słodzą i jest tak miło i
        cudownie
        a gdy się tak zmąci wodę, to się ludzie podniecają, jest temat i ponad 60
        listów
        Nie chciałabym Was cenić tak nisko by myśleć, że tak bezinteresownie sobie
        dopieprzacie
        • malgosiak Re: Refleksje na temat... 17.12.02, 17:55
          dziewczyny, czemu bierzecie sie za lby???? nie szkoda wam czasu i wzrastajacej prolaktyny?
          kazdy ma swoja droge i prawda jest taka, ze ludzie leczacy sie i adoptujacy sa " z innych
          bajek". sama to widze po sobie: jak sie leczylam, po przeczytaniu komentarza pna
          eichelbergera w zwierciadle do artykulu o nieplodnosci bylam gotowa zjesc watrobe tego pana,
          bo napisal, ze zamiast sie leczyc latami, lepiej dla naszej i dziecka psychiki pomyslec o adopcji.
          (POMYSCLEC, nie mowie, ze zaraz adoptowac). dzis, kiedy od adoptpwanego dziecka dziela mnie
          dni, zgadzam sie z nim. i uszanujmy swoja roznosc w pogladach. pzodrawiam was, jakbysmy
          sie nie spotkali, zycze wszystkim mimo wszystkich smutasow wesolych swiat z nadzieja, ze
          nastepne beda lepsze. caluje was
          malgosiak - juz abrdzo bliska adoptowanego malenstwa.
          • Gość: vida Re: Refleksje na temat... IP: 62.233.163.* 17.12.02, 18:27
            sprawa wyglada tak:

            my cichutko leczymy sie,wydajac wlasne ciezkie pieniadze,nikomu nie wchodzac w
            droge,a na tym forum wymieniamy czesto bezcenne informacje i podtrzymujemy sie
            na duchu
            i nagle pojawiaja sie osoby ktorym to sie bardzo nie podoba
            zaczynaja nam dawac dobre rady i prawic moraly
            kiedy prosimy zeby nie ingerowaly w nasze prywatne decyzje -
            zaczynaja nas obrazac

            mam na mysli wypowiedzi triss i edi ,zaczynam zreszta odnosic wrazenie ze to
            osoby chore i dalsza dyskusja mija sie z celem.

            natomiast moze Naturella,ktora ostatnio udziela sie na forum Uroda zacznie dla
            odmiany indagowac tamtejsze forumowiczki dlaczego zamiast wydawac miesiecznie
            po kilkaset zlotych na kosmetyki nie wspieraja domow dziecka albo schronisk dla
            zwierzat,albo radia maryja?
            co? zle pytanie? a to tutaj bylo lepsze?




      • Gość: en. Re: Do Romy IP: *.chello.pl 17.12.02, 18:37
        Rozczaruję cię: mam naturalne (jak Wy to piszecie -własne) i adoptowane, a za
        kilka dni będę miała drugie "własne"; możesz sobie darować "wyłażące ze mnie
        kompleksy". Całą - w sumie - już trójkę - kocham tak samo i równie mocno (dodam
        że 1 było naturalne-drugie adoptowane- adopcja nie była u mnie związana z
        niepłodnością) i posty o gorszej jakości tej miłości wpieniły mnie do żywego.
        Na ogół nie jestem agresywna ani nieprzyjacielska ale dość już się nasłuchałam
        w życiu komentarzy w tym stylu (również, niestety, ze strony
        tzw. "najbliższych" - "a po co ci cudze dziecko" "alkoholizm dziedziczy się w
        genach" "skąd wiesz co z niego wyrośnie" "własne geny to własne geny")Sorka za
        nadpobudliwą reakcję. Weszłam z ciekawości (temat wątku mnie zainteresował),
        może niepotrzebnie tak ostro ale ..... Mimo wszystko pozdrawiam i powodzenia.
        Anna
        • Gość: vida Re: Do en IP: 62.233.163.* 17.12.02, 18:58
          no to sie sprawa wyjasnila - zwracam honor

          a swoja droga sama sluchajac roznych komentarzy moglabys sie wykazac wieksza
          delikatnoscia...
          • Gość: endi vida, Roma ... - przepraszam IP: *.chello.pl 17.12.02, 19:15
            Masz rację, przesadziłam i przepraszam ... nawet nie wiem jak wyjść z tego z
            twarzą, bo naprawdę, wszystkim babkom życzę spełnienia marzeń - tych o
            macierzyństwie. Swoją drogą, wiesz??? Jakoś tak fajnie zagadałaś, że sama
            poczułam się głupio (powinnam) i zrozumiałam, że dalsze brnięcie w
            zacietrzewienie byłoby z mojej strony wyrazem kompletnej konsternacji i nie
            potrafienia wybrnięcia z sytuacji, którą sama - to prawda, trochę przez emocje -
            wykreowałam. Czuję się źle, bo w gruncie rzeczy nie jestem złym człowiekiem, a
            zraniłam wiele - jak się okazuje (po Tobie) fajnych dziewczyn, które po prostu
            walczą o swoje prawo do szczęścia. W dodatku przed Świętami ... Nie ma co ...
            ładny przykład ze mnie dla moich dzieci. Sorry, naprawdę .... Jeśli to w czymś
            zrekompensuje moją nadpobudliwość, (może niektórym wyda się to śmieszne i
            dewocyjne) - pomodlę się po cichutku przy opłatku za powodzenie waszych starań -
            ciężarnym babkom się ponoć nie odmawia wink)) Pozdrawiam
            • Gość: vida Re: vida, Roma ... - przepraszam IP: 62.233.163.* 17.12.02, 19:43
              nie ma sprawy, my tez nie jestesmy takie zle

              wesolych swiat !
              • Gość: Marka Re:do en (Anny) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.12.02, 10:06
                Droga Anno
                Współczuję, że w staraniu o dziecko musiałaś zmagać się ze swoimi bliskimi
                Ja mam to szczęście, że moja i mojego męża rodzina bardzo nas wspierała
                Aby pozbyć się pewnych uprzedzeń i stereotypów, które na początku mnie nękały
                przeczytałam parę książek o wychowaniu, genetyce itp
                Gorąco polecam "Geny a charakter" - Dean Hamer i Peter Copeland
                Wszędzie czytałam o dziedziczeniu lub nie cech trudnych tzw. patologicznych i
                np.
                alkoholizmu się nie dziedziczy - to co dziedziczymy to jedynie skłonność do
                nałogów
                Ale nałogiem może być też kolekcjonerstwo tzn., że dziecko z wrodzoną
                skłonnością do nałogów
                wychowane w rodzinie patologicznej będzie prawdopodobnie alkoholikiem,
                wychowane natomiast w normalnej rodzinie nie musi być alkoholikiem może być po
                prostu pasjonetem
                "nałogowcem" czytania lub czegoś równie pozytywnego, zapalonym zbieraczem
                znaczków itp.
                To samo dotyczy np tak skrajnego przypadku jak mordercy.
                Dziecko nie dziedziczy żądzy mordu tylko agresję, ale przy sprzyjających
                warunkach rozwoju może zostać świetnym sportowcem lub biznesmenem (w tych
                zawodach "agresja" jest nośnikiem sukcesu)
                I tak dalej i tak dalej
                To znaczy, że dwoje dzieci z takim samym garniturem genów (bliźniaki)
                wychowane osobno np.
                w pozytywnej i negatywnej aurze mogą te same skłonności "wykorzystywać"
                (ujawniać) w życiu w totalnie skrajnych kierunkach.
                Tą obronę dostaliśmy od Natury (Boga) jako gwarancję niepowtarzalności i
                ochronę przed np. klonowaniem identycznych ludzi.
                Nie rodzimy się zaprogramowani, dostajemy talenty i skłonności, a jak je
                wykorzystamy?......
                Przez nas urodzone dziecko to też loteria, nie wierzę, że są rodziny gdzie
                wszyscy są pozytywni, dobrzy i szlachetni. A tak jesteśmy przywiązani do tych
                swoich genów
                A jeśli dziecko przekornie odziedziczy cechy po jakimś szajbniętym dziadku,
                bracie, wójku, ciotce?
                A jeśli odziedziczy po rodzicach bezpłodność.
                Dla mnie dużą pociechą było, że moje dziecko (adoptowane) jest zdrowe i
                cudownie się rozwija.
                Ten spokój w adopcji mogłam wybrać ( i był to jedyny nasz warunek - zdrowie).
                Tymczasem moja kuzynka (zdrowa jak przysłowiowa ryba) urodziła dziecko z
                niesprawnością ruchową.
                Co oni (i my z nimi) przechodzą. Ćwiczenia, rehabilitacje i wielka nadzieja,
                że będzie mogło chodzić.
                Nie znaczy to, że jestem przeciw rodzeniu i walce o naturalne dzieci,
                protestuję przeciw bezmyślnemu ocenianiu i dyskryminowaniu adopcji jako czegoś
                w zastępstwie, gorszego itp To bzdura!
                I tu i tu ma my do czynienia z cudem życia i to jest najważniejsze. Szanuję i
                tych i tych

                Pozdrawiam gorąco
                Marka
                • aapsik Re:do en (Anny) 05.01.03, 21:47
                  Marka , czy można złapać z Tobą jakiś kontakt?
                  • Gość: marka Re:do en (Anny) kontakt IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.01.03, 12:39
                    aapsik napisał(a):

                    > Marka , czy można złapać z Tobą jakiś kontakt?
                    mfortuna@box43.pl
                • Gość: Malina Re:do en (Anny) IP: *.gis.com.pl / 192.168.11.* 06.01.03, 13:16
                  Marko, dzieki za piekne slowa.
                  Wnerwia mnie gadanie ludzi, ktorzy nigdy nie mieli problemu z plodnoscia, ze
                  lepiej miec wlasne, ze trzeba probowac, ze geny i rozne inne "duperele".
                  Co oni moga wiedziec o przeplakanych nocach i bezsensie wszystkiego?
                  Ostatnio pewna mi znajoma 19-latka oznajmila rodzicom,ze ich nienawidzi,
                  pogardza nimi. Jakby byla adoptowana to mozna by to bylo jakos wytlumaczyc a
                  tak co?
                  Malina
                  • Gość: Marka Czemu tak sie boimy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.01.03, 13:05
                    Wydaje mi się, że ten strach przed adopcją często wynika z przekonania iż
                    ludzie, którzy oddają dziecko są najgorsi z najgorszych i to dziecko też po
                    nich będzie takie.
                    Ale czy na pewno? - czy takie myślenie to nie pójście na łatwiznę?
                    Czy ludzie, którzy z jakiegoś powodu chcą oddać swoje dziecko w nadziei, że
                    będzie mu lepiej naprawdę zasługują na pogardę i potępienie?
                    Czy takie postępowanie -wbrew schematom- to nie objaw troski?
                    Fajniejsi są ci co dokonują aborcji? Przecież żyją w naszym społeczeństwie i
                    często cieszą się uznaniem.
                    Dlaczego tak łatwo oceniamy innych?
                    To co wybraliśmy my - czy aby na pewno jest jedyne najlepsze?

                    Ja szanuje rodziców biologicznych mojego dziecka. Dzięki im je mam.
                    Dzięki im jest takie jakie jest , a wierzcie mi lub nie jest Cudowne.
                    Nie zamierzam stawiać im pomnika, ale na pewno nie będę dyskredytowac ich w
                    oczach mojej córki.
                    Nie znam przyczyny ich postepowania.
                    Nie chcę jej znać.
                    Na pewno nie będę ich oceniać.
                    Dla nich wystarczającym bagażem jest to, że muszą żyć z konsekwencjami decyzji
                    którą podjęli

                    Ja skupiam się na moim dziecku i jestem szczęśliwa
                    Pozdrawiam
                    Marka
    • Gość: roma Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.acn.pl / 10.66.0.* 18.12.02, 14:59
      Endi nie ma sprawy. Bardzo fajnie,że masz i własne i adoptowane smile)) a jeszcze
      fajniej,że zrozumiałaś,że niektórym dziewczynom mogło się zrobić bardzo, bardzo
      przykro po tym co napisałaś...
    • Gość: aniap Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.12.02, 19:18
      Otóż w moim przypadku dlatego, że mój małżonek jak na razie nie chce o tym
      słyszeć. Staramy się już 2 lata (wiem, że dla niektórych może byc to mało),
      efektów, mimo kosztownego leczenia nie widać. Ja z chęcią zamiast wydawać
      pieniądze na lekarzy, rozpoczęłabym procedurę adopcyjną, ale chcę, aby mój mąż
      też był do tego przekonany
      Ania
      • Gość: l Re: Dlaczego czekanie, a nie adopcja? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.02.03, 17:12

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka