naturella
31.10.02, 09:09
Może wsadzę kij w mrowisko... ale nie mam złych intencji. Powiedzcie mi,
drogie panie, dlaczego tak wiele kobiet, które mają problemy z zajściem w
ciążę wybiera lata leczenia? Kurczowo trzymając się wręcz obsesyjnego
pragnienia posiadania własnego dziecka wydają masę pieniędzy, ryzykują
rozstanie z partnerem, popadają w depresje... Mam znajome, które przez wiele,
wiele lat utrzymują dążenie do zajścia w ciążę celem swojego życia - seks w
odpowiednim momencie, kupa badań, bolesne zabiegi, niekończące się wizyty u
lekarzy - podporządkowanie całego wręcz życia jednemu, jedynemu celowi -
własnemu dziecku. Ok, rozumiem chęć posiadania dziecka. Ale czy nie traci się
wq ten sposób szansy zostania matką adoptowanego dziecka? Czy to takie ważne,
żeby maluszek, którego bierzemy na ręce miał nasze geny? Czy to takie
istotne, kto urodził kruszynkę, która do nas mówi "mamo"?
Dlaczego wydajecie pieniądze, poświęcacie się, ponosicie takie wyrzeczenia,
masę bólu, stresujących sytuacji zamiast zrezygnować z tego dążenia i po
porstu adoptować dziecko? Tyle jest dzieci, które może uratować jedna wasza
decyzja. Przecież jeżeli kogoś stać na wieloletnie badania i próby zajścia w
ciążę, to tym bardziej stać go na to, żeby dać szansę jakiemuś dziecku...
Przepraszam za to pytanie, ale obserwuję moich znajomych. Mają trzydzieści
parę lat. Od dziesięciu lat, bo tyle są małżeństwem, ich nadrzędnym celem
jest ciąża. Ona nie chce słyszeć o adopcji. Unika tematu. Tymczasem
nieuchronnie czas mija - i z każdym rokiem będą mogli adoptować dziecko coraz
starsze, już nie niemowlaka.
Powiedzcie mi, jakie są przyczyny takich decyzji? Czy to czasem nie chęć
udowodnienia sobie i całemu światu, ŻE JA MOGĘ MIEĆ WŁASNE DZIECKO? czy to
czasem nie jakaś buta, zacięcie, upór? czy to nie strach przed podjęciem
świadomej decyzji?