jonama
13.01.06, 11:19
Znalazłam ciekawy artykuł o IVF może kogoś on zainteresuje
Pozdrawiam
Dylematy z probówki
Wojciech Kuta ("Rynek Zdrowia" nr 6/2005)
Słowa kluczowe : niepłodność - refundacja
Dyskusji o leczeniu niepłodności w Polsce nie należy sprowadzać wyłącznie do
zakresu refundowania technik wspomaganego rozrodu
Wokół metod leczenia niepłodności toczą się dyskusje natury politycznej,
etycznej, religijnej. A kiedy już sprawą zajmują się media, do boju zwykle
ruszają zwolennicy i zaprzysięgli wrogowie refundowania zapłodnienia
pozaustrojowego metodą in vitro (IVF). Budzą się emocje.
WHO określiła niepłodność jako chorobę społeczną. Definicja ta bywa
kwestionowana. To jeden z powodów, dla którego publiczne rozmowy o leczeniu
niepłodności dość często zyskują wymiar pozamedyczny. Nie tylko zresztą w
Polsce.
Zaklęcia i mity
- Zdarzały się wypowiedzi niektórych posłów, że skoro Bóg tak chciał, aby
ktoś był niepłodny, to niech tak to zostanie. Albo, że to jedynie takie
zrządzenie losu. Niestety, tego rodzaju opinie czasami wygłaszają nawet
lekarze - mówi profesor Jerzy Radwan, kierownik Kliniki Ginekologii i
Rozrodczości Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.
Panuje u nas tyleż powszechna, co i uproszczona opinia, że w Polsce państwo
nie płaci za leczenie niepłodności. Tymczasem - do pewnego stopnia - jest ono
refundowane. Poza refundacją są natomiast niektóre etapy zaawansowanych
procedur rozrodu wspomaganego - przede wszystkim chodzi o zapłodnienie
pozaustrojowe metodą in vitro, zwaną potocznie "w probówce" (IVF). Pamiętać
jednak trzeba, że nie jest ono jedyną metodą wspomagania rozrodu.
- Ale już np. inseminacje domaciczne są przez niektóre oddziały Narodowego
Funduszu Zdrowia refundowane, podobnie jak badania hormonalne, jeśli
odpowiednio się je umotywuje oraz histeroskopia, laparoskopia czy endoskopia.
Oczywiście wysokość refundacji bywa niewystarczająca, dlatego nie wszystkim
ośrodkom opłaca się zawierać kontrakt z płatnikiem na tego rodzaju
świadczenia - tłumaczy prof. Jerzy Radwan. - Nie można więc powiedzieć, że
NFZ w ogóle nie płaci w Polsce za leczenie niepłodności. Problem leży w skali
refundacji i wciąż bardzo poważnych kosztach leczenia ponoszonych przez
samych pacjentów.
Za zabieg pozaustrojowego zapłodnienia - w zależności od rodzaju zastosowanej
techniki - pacjenci płacą w Polsce od 5 tys. do 6,5 tys. zł.
Wystąpienia o refundację
Jednym z ważniejszych etapów zapłodnienia pozaustrojowego jest tzw.
kontrolowana stymulacja owulacji. Leki stosowane do tej fazy leczenia są
bardzo drogie, a zarazem nierefundowane.
- Stąd bez wątpienia olbrzymim gestem wobec bezpłodnych par byłoby
refundowanie tylko samej procedury laboratoryjnej, o co walczyliśmy z prof.
Stanisławem Radowickim, konsultantem krajowym ds. położnictwa i ginekologii.
Decyzja miała zapaść lada moment, po czym wokół sprawy zapadła cisza... -
mówi profesor Radwan.
- W naszych wystąpieniach do Ministerstwa Zdrowia i NFZ zabiegamy o
refundowanie jedynie samego etapu laboratoryjnego pozaustrojowego
zapłodnienia, a nie przygotowań - w tym leków - podkreśla profesor. -
Wprawdzie powołano specjalny zespół ekspertów do rozmów z NFZ, a nawet
Fundusz znalazł środki na refundowanie procedury IVF, jednak ostatecznie, z
bliżej nieznanych mi względów formalnych, minister zdrowia nie mógł podpisać
odpowiedniej decyzji.
Według wyliczeń Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, roczna kwota
potrzebna na zrefundowanie procedur in vitro sięga 200-300 mln zł, czyli
stanowi mniej niż 1 procent środków, którymi dysponuje NFZ. Nie jest więc to
kwestia nadmiernego obciążenia płatnika, ale raczej politycznej odwagi
podjęcia decyzji.
- Argumenty przeciwko refundacji IVF trudno także znaleźć z medycznego punktu
widzenia - zaznacza profesor. - Nie ma bowiem dowodów na to, że samo
pozaustrojowe zapłodnienie powiększa liczbę dzieci rodzących się z wadami.
Pozostaje natomiast aspekt społeczny i ekonomiczny problemu niepłodności.
Należy zdać sobie sprawę, ile par w Polsce w wieku rozrodczym i aktywnym
zawodowo jest niejako wyłączonych ze społeczeństwa, nie mając odpowiedniego
wsparcia ze strony państwa. Te osoby mogą liczyć tylko na ewentualną pomoc
rodziny.
Jak kontrolować
Leczenie niepłodności uległo w Polsce znacznej komercjalizacji. Sama w sobie,
nie jest ona - jako element rynku usług medycznych - czymś złym.
- Natomiast niepokoić musi brak należytej kontroli nad tym rynkiem. Obecnie
działa w Polsce ok. 35 prywatnych ośrodków wykonujących różne techniki
rozrodu wspomaganego i zapewne będą powstawać kolejne. Poza Białymstokiem,
Warszawą i Poznaniem, nie ma w Polsce publicznej kliniki, w której byłyby
przeprowadzane zapłodnienia pozaustrojowe - mówi prof. Radwan. -
Komercjalizacja tego rodzaju usług doprowadziła do tego, że nawet szewc - z
całym szacunkiem dla tej profesji - może otworzyć ośrodek pozaustrojowego
zapłodnienia. Zatrudni kogo chce i nikt nie będzie miał możliwości
skontrolowania tego, co taka klinika robi.
- Polskie Towarzystwo Ginekologiczne próbuje to sprawdzać, ale w istocie nie
mamy prawnych możliwości zobligowania tych ośrodków do poddania się kontroli,
na podstawie której można byłoby przyznawać licencje na prowadzenie takiej
działalności. Nie twierdzę, że te ośrodki funkcjonują nieprawidłowo -
zastrzega prof. Jerzy Radwan. - Jednak brak regulacji prawnych w tej
dziedzinie stwarza pewne podejrzenia, że osoby zakładające tego rodzaju
działalność, nastawiają się wyłącznie na czerpanie zeń zysków. Etyka,
wskazania lekarskie nie są wtedy ważne. Liczy się przede wszystkim pieniądz.
Nie naciągać na in vitro
Zdaniem prof. Jerzego Radwana, w Polsce brakuje precyzyjnych regulacji
prawnych, dotyczących nadzoru nad stosowaniem m.in. technik wspomaganego
rozrodu: - Mamy jedynie zalecenia PTG. Dlatego zawsze istnieje
niebezpieczeństwo, że gdy politycy zaczną przy tym prawie majstrować,
zapłodnienie pozaustrojowe może zostać w Polsce w ogóle zakazane. Pacjenci
będą wtedy jeździć do klinik w Czechach, a my zmuszeni zostaniemy do
przeniesienia naszych klinik na Białoruś.
Pod względem formalno-prawnym z leczeniem niepłodności bardzo dobrze
poradzono sobie we Francji. Nie występują tam tak znaczne różnice cenowe
między klinikami, gdyż wszystkie procedury w leczeniu niepłodności są
refundowane - zarówno w publicznych, jak i prywatnych ośrodkach.
We Francji są 94 ośrodki leczące niepłodność pod ścisłym nadzorem
odpowiedniego zespołu specjalistów. Jest więc możliwe sterowanie przez
państwo tym rynkiem, dla dobra pacjenta, aby np. nie naciągać dla zysku
wskazań do zapładniania in vitro.
- Chcemy, aby w Polsce - wzorem wielu krajów zachodnich - dane każdej
pacjentki były przekazywane do centralnego serwera, w którym rejestrowane są
wszystkie procedury. Po pewnym czasie można zweryfikować skuteczność
leczenia - czyli czy pacjentka była w ciąży, czy nie. Płatnik, który
refunduje, m.in. zapłodnienia pozaustrojowe, musi pilnować, czy nie jest
oszukiwany - podkreśla prof. Jerzy Radwan.
Świat leczy się u nas
Pod względem standardów leczenia niepłodności Polska nie odstaje specjalnie
od innych krajów Unii. Prof. Radwan: - Sekcja płodności i niepłodności PTG,
której jestem wiceprzewodniczącym, dysponuje danymi dotyczącymi liczby
wykonywanych procedur porodu wspomaganego, ale tylko z ośrodków, które je
zgłaszają. Dlatego ta statystyka nie jest kompletna. Natomiast w tabelach
sporządzanych przez Europejskie Towarzystwo Rozrodu, nasz kraj nie wypada
źle, mieszcząc się - także pod względem osiąganych wyników leczenia - w
środku tej europejskiej tabeli.
Polskie ośrodki mają pacjentów m.in. z USA, Skandynawii, Niemiec, Hiszpanii,
Japonii.
- Nie powinniśmy więc mieć - jako przedstawiciele polskiej medycyny - żadnych
kompleksów związanych z poziomem leczenia niepłodności. Choć oczywiście
należy pamiętać, że wizyty zagra