Dodaj do ulubionych

A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...?

09.02.06, 16:31
Bylam kilka dni temu na pogrzebie mojego wujka (nagla, niespodziewana smierc).

Szlismy dlugo w padajacym sniegu na cmentarz - za trumna szla najblizsza
Rodzina Zmarlego: Zona, podtrzymywana przez Corke i Syna z dwoch stron, do
nich przytuleni ich malzonkowie oraz czworka ich dzieci...

Wszyscy szli w ogromnym bolu, ale obejmowali sie i podtrzymywali wzajemnie.
Lancuch kilku osob zwiazanych ze soba wiezami nablizszej rodziny.. Sa
zdruzgotani, ale maja siebie nawzajem..

I wtedy porazila mnie refleksja... A co bedzie ze mna...?

Obydwoje z mezem jestesmy jedynakami. Kiedys odejda pewnie nasi rodzice
(zycze im jeszcze wielu, wielu lat zycia), a pewnego dnia nadejdzie takze
kres na ktores z nas. I nagle dotarlo do mnie, ze wtedy jedno z nas
prawdopodobnie bedzie szlo za trumna zupelnie same... bez ramienia wlasnego
dziecka, wnuka...

Wiem, ze to bardzo ponury watek, ale - takze troszke w kontekscie watku o
Bogu - zastanawiam sie (jak pewnie wiekszosc z Was), DLACZEGO nieplodnosc
dotknela wlasnie nas? Dlaczego nie moge dac zycia i stworzyc pelnej rodziny,
mimo ze tak bardzo tego chce...?

Bardzo zle mi dzis, stad taki temat... przepraszam...
Obserwuj wątek
    • dagps Re: A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...? 09.02.06, 16:59
      tez mam taki dzien dzisiaj. moja "owulacja" pierwsza w zyciu to chyba przeziebienie...jednak. temat twojego postu bardzo mi dzis bliski.
    • blackone76 Re: A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...? 09.02.06, 17:11
      bedziemy miały nasze fasolki!!! i tak masz myslec ja tez czesto mam doła.i
      czesto płacze..ale zaraz po staje sie jeszcze bardziej silna..i tak ma bycsmile
      poza tym my sie leczymy kiedys przyjdzie na nas czas..zobaczysz.Ja tez jestem
      jedynaczka..i tez wiem.ze dziecko byloby najblizsze dla mnie..kiedys.. ale
      prosze nie mysl tak zemoze sie nie udac..UDA SIE..Ale wiem.ze niebedziemy
      najepszymi mamami...bo nasze malenstwa..bedą rozpieszczane na karzdym kroku..bo
      tak brdzo wyczekanesmile
      ps.Jak bedziesz miala dola..pisz na mojego maila..razem razniej..ja tez miewam
      chwile zwatpienia...al wierze ze jesli bardzo sie pragnie.. to sie spełnismile)
      glowa do gorysmile
      • ap77 Re: A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...? 09.02.06, 21:29
        Dzieczyny, przeciez mozna jeszcze adpotowac dziecko! Ja sie z tym oswajam,
        wiem,z e to nielatwe, ale ja wierze, ze czasem los plata figle i moze WASZE
        dziecko czeka gdzies...
    • tekla12 Re: A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...? 09.02.06, 21:36
      Taaak, to może oszczędzić przyszłym dzieciom bólu i cierpienia związanego ze
      śmiercią rodziców i po prostu ich nie mieć. Bo myślę sobie, że frekwencja na
      moim pogrzebie nie będzie mnie w czasie jego trwania specjalnie zajmować.
      • anna-joanna Re: A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...? 10.02.06, 09:09
        Ale tu nie chodzi o ewentualny TWÓJ pogrzeb tylko TWOJEGO MĘŻĄ w sytuacji,
        keidy nie macie dzieci.
        • mallutka Re: A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...? 10.02.06, 10:53
          Dokladnie tak - nie chodzi mi o MOJE uczucia na MOIM pogrzebie, ale o to, ze
          jedno z nas (niezaleznie od tego, ktore to bedzie) moze czekac samotna
          wedrowka "w pierwszym rzedzie" na pogrzebie tej drugiej osoby... Swoja droga,
          frekfencje "ogolna" zakladam calkiem duza (moja dalsza rodzina jest bowiem
          wyjatkowo liczna.. w kolejnych pokoleniach wszyscy maja po kilkoro dzieci, moj
          tata ma np. szescioro rodzenstwa).

          Dziekuje Wam, dziewczyny, za slowa utuchy. Ja oczywiscie w dalszym ciagu
          wierze, ze sie uda i ze dane nam bedzie zostac Rodzicami, ale - pewnie same tez
          tak macie - z kazdym kolejnym miesiacem coraz trudniej jest podtrzymywac w
          sobie te wiare, prawda?

          Temat adopcji w mojej glowie takze od pewnego czasu zaczyna kielkowac... Na
          razie jednak o takiej opcji nie chce slyszec moj maz. I szczerze powiedziawszy,
          ja takze mam bardzo duzo obaw...
        • tekla12 Re: A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...? 11.02.06, 00:27
          anna-joanna napisała:

          > Ale tu nie chodzi o ewentualny TWÓJ pogrzeb tylko TWOJEGO MĘŻĄ w sytuacji,
          > keidy nie macie dzieci.
          Z czego wynika, że najlepszym wyjściem z sytuacji jest nie tylko bezpotomne ale
          i samotne życie, bo nikomu po śmierci nie sprawia się problemu.
          A traktując rzecz z powagą, na którą zasługuje wydaje mi się, że niepłodnośc nie
          powinna być podstawowym uzasadnieniem dla przeżywania smutku w każdej sytuacji w
          której się on pojawia. Choćby z szacunku dla wyjątkowości osoby, która odeszła.
          • magasi9 Re: A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...? 11.02.06, 16:44
            mojej sasiadce i jej mezowi juz dawno temu ( z mojego rodzinnego miasta)
            zginela tragicznie jedyna corka w wieku 17 lat, nie mieli wiecej dzieci.
            tak naprawde nie wiemy co sie moze wydarzyc...
            • astra161 Re: A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...? 11.02.06, 22:15
              Nawet mając pięcioro dzieci nie ma się gwarancji że na starość nie zostanie się
              osamotnionym,domy starców wypełnione są nie tylko bezdzietnymi osobami,śmiem
              twierdzić że większość tych staruszków ma rodziny,pozatym mając dzieci(mówię to
              z własnego doświadczenia)będziesz miała jeszcze więcej lęków i obaw,tym razem
              już innego rodzaju,a więc nie zadręczaj się,głowa do góry!!Pozdrawiam
          • anna-joanna Re: A co bedzie, gdy nadejdzie nasz kres...? 13.02.06, 09:53
            tekla12 napisała:

            > Z czego wynika, że najlepszym wyjściem z sytuacji jest nie tylko bezpotomne
            ale
            > i samotne życie, bo nikomu po śmierci nie sprawia się problemu.
            > A traktując rzecz z powagą, na którą zasługuje wydaje mi się, że niepłodnośc
            ni
            > e
            > powinna być podstawowym uzasadnieniem dla przeżywania smutku w każdej
            sytuacji
            > w
            > której się on pojawia. Choćby z szacunku dla wyjątkowości osoby, która
            odeszła.

            Dziewczyna miała taką refelksję po pogrzebie kogoś bliskiego. To jest "każda
            sytuacja"?
            • tekla12 anna-joanna 13.02.06, 10:19
              Tak, cudzej śmierci, cudzych dzieci, smutku/radości innych, świąt, rodzinnych
              imprez,sklepów z rzeczami dla maluszków, ciąży koleżanki itd. Setki sytuacji
              wyzwalają tę samą refleksję, która sprowadza się do myślenia w kategoriach
              "jestem nieszczęśliwa/y, bo nie mam dziecka".
              • anna-joanna Re: anna-joanna 13.02.06, 10:38
                Wątek dotyczył li tylko POGRZEBU. To właśnie mając na uwadze dodawałam do niego
                swoje wpisy. Dla mnie śmierć bliskich nie jest codzienną sytuacją,Bogu dzięki,
                i życzyłabym sobie żeby tak pozostało na długo, długo, długo...
                • tekla12 Re: anna-joanna 13.02.06, 10:57
                  Wydaje mi się, że obie na tym wątku myślimy o innych aspektach sytuacji i
                  odpisujemy nie na post a swoje o nim wyobrażenie. Serdecznie życzę spełnienia
                  życzeń i pozdrawiam T.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka