Dodaj do ulubionych

Nie chcę....

18.02.06, 13:22
To może nie to forum. Ale tu tyle dziewczyn czekających, niektóre się
doczekały. No, to może któraś mi powie: dlaczego, po co? Ja wiem, jestem nie
całkiem normalna. Bo normalna kobieta marzy o dziecku. A ja nie. Przemyślałam
tę decyzję w tę i spowrotem, wynik jest taki sam - nie chcę. Patrzę na siostrę
(ma dwójkę) - twierdzi, że boję się odpowiedzialności, dlatego nie chcę. Ale
widzę, że wcale nie jest szczęśliwa. Mówię jej: podaj mi TRZY powody, dla
których powinnam się zdecydować. Nie potrafi mi odpowiedzieć. Mam koleżanki
dzieciate, mój partner ma dzieci z poprzedniego związku. I nic, dalej nie
chcę. A im więcej mam doczynienia z dziećmi (siostry, koleżanek, mojego
faceta), tym bardziej nie chcę. Moje kochanie ma nadzieję, że z tego
"wyrosnę", ale ja skończyłam 36 lat i jest coraz gorzej...
Jeśli wpisuję się w złe miejsce, to proszę o przeniesienie lub usunięcie wątku.
Pozdrawiam wszystkie oczekujące i te, które się doczekały. Życzę szczęścia i
wiele radości z dzidziusiów. Może jest jakiś sposób, żeby mnie przestawić na
właściwe tory?
Obserwuj wątek
    • piegoosek Re: Nie chcę.... 18.02.06, 13:29
      to na pewno nie to forum, bo wywolasz burze... wink tu wszystkie chca! i na pewno
      wiele dziewczyn nie zrozumie... kazdy ma swoje marzenia i cele i stara je sie
      realizowac, jesli w Twoich marzeniach o przyslosci nigdy nie bylo dzieci, to
      zrozumiale dlaczego ich nie pragniesz! jest to dziwne, bo to jakby norma:
      dorastamy, mamy partnera, pobieramy sie i rodza sie z nas obojga dzieci...
      jednak kazdy z nas powinien zaakceptowac wybory innych! jesli nie chcesz miec
      dzieci, to spoko! tylko dlaczego szukasz odpowiedzi? dlaczego drazysz temat?
      chyba jednak cos Cie niepokoi...
      a z drugiej strony: bardzo jestem zdziwiona tym, ze Twoja siostra nie potrafi
      podac nawet trzech powodow, dla ktorych warto miec swoje dzieci uncertain bardzo
      dziwne, skoro juz je ma... nie ma zadnej radosci z macierzynstwa? czyzby? moze
      tez wcale nie chciala ich miec? jesli tez masz pozniej byc nieszczesliwa i nie
      ciceszyc sie z rodziny, to faktycznie lepiej realizowac sie na innym polu!
      powodzenia!
      • mj78 Re: Nie chcę.... 18.02.06, 13:48
        Kiedyś z koleżankami zastanawiałyśmy się czy są racjonalne powody dla których
        powinno się mieć dzieci i doszłyśmy do wniosku, że nie ma wink Gdyby jednak
        tylko racjonalizm nami kierował to pewnie nas by nie było na tym świecie wink

        Ja sobie nie wyobrażam, że mogłabym nie mieć dzieci - wg mnie życie bez dzieci
        nie ma większego sensu (oczywiście na pewno jest bardziej beztroskie). Mamy z
        męzem trochę oszczędności i stwierdziliśmy, że wolimy je przeznaczyć na zabieg
        in vitro, bo po co mamy kupować działkę i budować dom, skoro nie będziemy mieli
        dzieci. Wg mnie dzieci nadają część sensu naszego życia.

        Ale Ty masz prawo nie chcieć dzieci i nikt nie powinien Cię oceniać. Skoro nie
        chcesz to też się nie zmuszaj do tego, żeby je mieć smile Zyj w zgodzie ze sobą :-
        )
        • jaga_a Re: Nie chcę.... 18.02.06, 14:25
          To ja jestem w takim razie zbyt racjonalna.
          Co do siostry: pierwsze dziecko było z wpadki, ale drugie już było "na zamówienie".
          Ani ja, ani moj pan nie mamy oszczędności, więc działka z domem to nie alternatywa.
          A szukam odpowiedzi, bo mam wrażenie, że ze mną coś nie tak. Wszyscy, których
          znam, chcą, mają lub się starają...
          Miałam krótki "napad" chcenia. Moja siostra wlaśnie urodziła pierwsze dziecko.
          Ale ja miałam wtedy 23 lata i żadnych warunków (praca niepewna, braki lokalowe,
          a najważniejsze - chcącego faceta). Teraz mam 36 lat, stabilną pracę, chcącego
          faceta, warunki lokalowe do zorganizowania (obecnie 34m2 w wynajętym mieszkaniu,
          gdzie umowa kończy się za 3 lata, a realnie jestem do usunięcia w trybie
          natychmiastowym - to nie warunki dla dziecka). Tylko gdzie te uczucia
          macierzyńskie, o których wszyscy mówią? Czuję się z tym nie całkiem kobieca...

          Czy może mieć coś wspólnego z hormonami? Dwa lata temu lekarz ogłosił mi
          podejrzenia PCO, USG potwierdziły, ale hormonów nie miałam badanych. Ponieważ
          nie wyraziłam chęci na zajście w ciążę, lekaż sobie odpuścił i skupił się na
          usunięciu objawów (bardzo nieregularny okres i problemy z cerą). Właśnie
          zmieniłam lekarza. Jestem po pierwszej wizycie. Na razie zajął się nadrzerką,
          zobaczymy, czy później będzie chciał potwierdzić diagnozę poprzedniego.
          • mj78 Re: Nie chcę.... 18.02.06, 15:55
            jaga_a, ja czegoś nie rozumiem chyba ... Z tego co napisałaś w pierwszym poście
            nie chcesz mieć dzieci. A w tym ostatnim piszesz o badaniach hormonów, bo nie
            masz uczuć macierzyńskich - czyżby jednak Cię to martwiło?

            Wg mnie można nie mieć ochoty na dzieci i to wcale nie musi wynikać z zaburzeń
            hormonalnych (choć być może takie mają na to wpływ, ale na pewno nie tylko).
            Każdy z nas jest inny i każdy z nas ma prawo miec lub nie mieć dzieci - Twoja
            wola.

            A może Twój partner chciałby mieć z Toba dziecko, a Ty szukasz przyczyny braku
            instynktu macierzyńskiego?
            • jaga_a Re: Nie chcę.... 18.02.06, 16:39
              W pierwszysm poście piszę, że nie chcę mieć dzieci, ale też wyrażam nieśmiało
              nadzieję, że ktoś mnie naprostuje... O hormonach dopisałam, bo chcę, żebyście
              miały w miarę jasny obraz mojej sytuacji i pytam, czy to może być przyczyną. PCO
              nie jest do końca potwierdzone. Mój partner chciałby mieć ze mną dzieci (w
              prawdzie nie w tej chwili, ale myśli o tym), a ja się zastanawiam, czy brak
              uczuć macierzyńskich to kwestia charakteru, czy może coś ze zdrówkiem? Pytam, bo
              chcę wiedzieć więcej, przyjąć, że taka jestem i już, czy może to się leczy...
              Nie wiem. Chciałabym być normalna.
              • dagps Re: Nie chcę.... 18.02.06, 17:16
                jak czytam to co piszesz, to mam wrazenie ze wolasz o pomoc. tak w pierwszym poscie jak w nastepnych. jesli dla ciebie to "nienormalnosc" to mozesz porozmawiac o tym ze specem od "nienormlanosci". mam na mysli psychologie - endokrynologia nie ma za wiele wspolnego z poczuciem bycia nienormalna kiedy nie chce sie miec dzieci. to co inni mysla o tym to jedno, wazne jak ty sie czujesz, a czytam ze nie za bardzo. pcos potwierdz, nie ze wzgledu na uczucia macierzynskie, bo jesli w jakis sposob pcos laczy sie z uczuciami macierzynskimi to tylko przez psychike - blokady, ale i chcenie teraz i juz mimo wszystko ze strachu. to nie hormony tak dzialaja. ale zbadaj sie bo pcos wiarze sie z wieloma chorobami i zaburzeniami, ktore nie maja zwiazku z byciem matka, czy nie, chceniem albo nie. mozesz poczytac u nas: pco.enarea.com/forum/index.php?sid=e98fc37379e73ed1e888ed998c11a5d4
                pozdrawiam cie i mam nadzieje ze znajdziesz siebie - mame, albo nie-mame.
                • jaga_a Re: Nie chcę.... 18.02.06, 17:33
                  Poczytam to forum napewno - dzięki bardzo za link.
                  Tak naprawdę o tym, że jestem nie całkiem "normalna" to zaczęłam myśleć całkiem
                  niedawno... Bo dzieci mnie drażniły długo wcześniej zanim padło podejrzenie o
                  PCO. Zastanawiać się zaczęłam dopiero po rozmowach z moim partnerem. Bo rodzina
                  i znajomi przeszli nad tym do porządku dziennego - ja tak mam i już. Tylko to
                  Moje Kochanie: wyrośniesz, przejdzie Ci, dojrzejesz... tylko ja już mam dwie
                  osiemnastki za sobą i nic - nie dojrzewam. On jest cierpliwy i czeka. Ale czy
                  powinien mieć złudzenia i nadzieję? Czy powinien się pogodzić? Chodzi też o jego
                  dzieci. Gdyby nie moja "alergia" mógłby się z nimi częściej widywać, zabierać do
                  nas, a nie tylko włóczyć po mieście... Porozmawiam z nim o tym psychologu.
                  • dagps Re: Nie chcę.... 18.02.06, 19:38
                    wszystkiego dobrego
                    • astra161 Re: Nie chcę.... 18.02.06, 21:20
                      Tak wybrałaś zdecydowanie nieodpowiednie forum do rozważania swoich rozterek...
          • krychaw Re: Nie chcę.... 18.02.06, 21:58
            wcale nie jesteś nienormalna,ani dziwna-masz poprostu swój pomysł na życie.
            Zastanawiające jest tylko,że wybrałaś akurat TO forum. Wierz mi -tutaj każda z
            nas ma starannie przemyślaną decyzję o dziecku...
    • anetta771 Re: Nie chcę.... 18.02.06, 23:58
      Czytam Twój post i czuję się tak jakbym słyszała swoją koleżankę.
      Jest trochę młodsza od Ciebie i też często mówi, że nie chce dzieci. Nigdy sama
      nie poruszam tego tematu , ale ona sama często o tym mówi. Mam wrażenie, że tak
      jak Ty próbuje, żeby ktoś za nią odpowiedział czy decyzja jest słuszna ,
      usprawiedliwiona , normalna...
      Normalna czy nie ? - nie wiem. Jeśli jedak rozejrzymy się dookoła to przecież
      nie wszyscy żyją w związku, nie wszyscy posiadają dzieci, nie wszyscy są tacy
      sami zatem i nasze potrzeby nie są takie same.
      Obawiam się, że nie bardzo możemy Ci pomóc. Na pewno musisz zadbać o swoje
      zdrowie bez względu na to czy chcesz mieć dziecko czy nie.
      A żeby odpowiedzieć sobie na pytanie czy decyzja słuszna postaraj sobie siebie
      wyobrazić siebie:
      - twój normalny dzień/wakacje/ święta w roli matki
      - siebie za powiedzmy 10 - 15 lat bez dziecka

      W mojej bliskiej rodzinie jest małżeństwo takie ok. 50, które dzisiaj żałuje że
      nie ma dzieci. Powód : kariera, figura, później strach a jeszcze później po
      prostu za późno.

      Inaczej odbiera się dzieci siostry, koleżanek i SWOJE .

      Dlaczego ja cieszę się że mam córkę ? Jest wiele powodów:
      - kocham ją bardzo, męża/partnera kocha się inaczej
      - czuję się spełniona
      - czuję się potrzebna
      - bo kiedy jestem smutna potrafi podejść i powiedzieć : nie bądź smutna, kocham
      Cię
      - bo fajnie razem z dzieckiem stawać się samemu dzieckiem : lepić babki z
      piasku, oglądać bajki w kinie
      - fajnie patrzeć jak rośnie, rozwija się
      - w trojkę śpiewać w samochodzie smile
      - bo nie wyobrażam już sobie życia tylko z mężem, czułabym ogromną pustkę

      i jeszcze jedno dziecko w niczym nas nieogranicza ( no może troszkę pierwszy
      rok ). Od początku jeździmy wszędzie, wakacje latem, narty zimą, kwestia
      innej organizacji.

      Nie wiem czy powody są dobre i w dobrej kolejności. Na pewno nie wymieniłam
      wszystkich ale przynajmniej 3 jakie chciałaś.

      Pomysł z psychologiem jest dobry zwłaszcza jeśli sama nie jesteś pewna czy Twój
      stosunek do macierzyństwa jest dobry.

      Pozdrawiam i życzę udanych wyborów i szczęścia.

      ----




      • jaga_a Re: Nie chcę.... 19.02.06, 14:13
        Anetta - jesteś pierwszą osobą, która mi mówi, dlaczego chce mieć dzieci, że to
        nie koniec świata... Jesteś pierwszą osobą, która mówi, że wystarczy tylko inna
        organizacja, a nie trzeba z niczego rezygnować. Wokół widzę tylko takie mamy,
        ktore musiały przez dzieci zrezygnować z siebie. Właśnie "przez dzieci" (z
        wyrzutem), a nie "z powodu dzieci". Żadna nie mówi głośno, że żałuje decyzji o
        dziecku, ale też żadna nie mówi o nim z dumą, raczej z wyrzutami...
        Rozmawiałam z partnerem - zapadła decyzja o psychologu. Wybierzemy się tam
        razem. Dzięki Wam dziewczyny smile Dużo pociechy z pociech smilesmilesmile A może i ja
        kiedyś dojrzeję?
        • anetta771 Re: Nie chcę.... 20.02.06, 12:37
          To jak układa się nasze życie i jak je spędzamy zależy od nas samych i dzieci
          nie mają nic do tego.

          Życzę Ci żebyś w przyszłości była szczęśliwą mamą albo po prostu szczęśliwą
          kobietą.

          Udanego wyboru.
    • korlewna Re: Nie chcę.... 19.02.06, 11:50
      Jaga...moge przynajmniej próbowac Cię rozumieć. Każdy czlowiek jest inny - moze
      Ty nie masz instynktu macierzynskiego, może u Ciebie to przyjdzie pózniej (oby
      nie za pozno). Chyba nie jesteś dziwna, tylko inna, biorąc pod uwagę
      uczestniczki tego forum.
      • morusia Re: Nie chcę.... 19.02.06, 18:38
        Mam jedno dziecko i bardzo chcę mieć więcej, choć mi się nie udaje....
        dlaczego? To co napiszę to tylko takie myśli nieuczesane: bo to jest radość; bo
        jest nas troje, bo obserwujemy jam niesamowity jest człowiek od malucha. Bo
        zyjemy nie tylko dla siebie nawzajem. Bo stworzyliśmy coś (kogoś). Bo "Kocham
        cię mamusiu" słyszę takie strasznie szczere. Bo możemy pójśc na plac zabaw, bo
        mały nauczył się jeźdźić na nartach, bo nie zaponę tej euforii gdy przy mnie
        nauczył się pływać... To tak na gorąco. Jasne że to nie same miody, ale też nie
        wyrzeczenie, poświęcenie. Ja pracuję na 2 etatach, mąż tak samo. I radzimy
        sobie.
        A druga rzecz - 3 dni temu kolega z pracy zwierzył mi się że rozstał się z żoną
        bo ona nie chce mieć dzieci - "bo nie chce się poświęcać". Nie powiedziała mu
        tego przed ślubem. Teraz żal na niego patrzeć....
        • landrynka_rozowa Re: Nie chcę.... 20.02.06, 14:43
          Morusia: jak Ty to robisz??? dwa etaty (2x8=16godz.), dojazdy i przejazdy
          (min.1-2godz.), śniadanie i kolacja wraz z przygotowaniem (ekspres to 1 godz.),
          codzienna higiena, ubieranie (expres - 1 godz.)... mamy już 20 godz. A zostaje
          jeszcze sen, zabawa z dzieckiem... Zakładam, że zakupy robisz w weekend
          (niedługo i to się skończy, bo się szykuje ustawa zakazująca handlu w weekendy),
          obiady jesz między jedną pracą a drugą gdzieś w mieście, ale i tak zajmuje to
          czas (min. 0,5 godz.). A gdzie czas na książkę, kino (nie to dla dzieci, tylko
          dla Ciebie), hobby, odpoczynek? Jestem realistką - nie wyobrażam sobie godzenia
          dwóch etatów z dzieckiem. Kto Ci się nim zajmuje w tym czasie? Żłobek,
          przedszkole? Trochę pewnie tak, ale nie tyle godzin. Babcie na zmianę? To ja
          decyduję się na dzieci, więc z jakiej racji mam je wiecznie podrzucać? Kukułka?
          Babcie są chętne i potrzebne, ale od czasu do czasu. Nie wychowają córki za
          mnie. Niania? Pracować na dwa etaty, żeby obca kobieta wychowywała mi dziecko?
          Dla mnie to był jasny i oczywisty wybór: kariera albo dziecko. Nie mogłam
          poświęcić tyle czasu, zapału ile potrzeba, aby robić karierę decydując się na
          dziecko. Musiałabym kogoś/coś zaniedbać. Teraz 90% mnie to dziecko i dom, reszta
          żeby odetchnąć i nabrać zapału. Po kilku latach przerwy, gdy córka dorośnie i
          sama będzie potrafiła się sobą zajmować, powrót do robienia kariery będzie
          niemożliwy.
          • morusia Re: Nie chcę.... 20.02.06, 16:16
            Nie do końca - pracuję w szkole wyższej - i kumuluję zajęcia. Mój mąż też - w
            efekcie zawsze tak jest że jedno z nas jest w domu z synkiem. Najgorzej w
            weekendy - wtedy rzeczywiście pomagają babcie. A co do prac domowych -
            korzystam z pomocy pani co do sprzątania. gotuję sama. więc dużo jest kwestią
            organizacji. I naprawdę mam poczucie że dziecko chowa się z rodzicami. Tyle że
            mój mąż naprawdę też bierze w tym udział.
            • landrynka_rozowa Re: Nie chcę.... 21.02.06, 08:34
              W dalszym ciągu dwa etaty to 16 godzin. Jeśli z dzieckiem jesteście na zmianę, a
              mąż też ma dwa etaty (16 godz.), to mamy już 32 godz. na dobę, a gdzie jeszcze
              czas na "wymianę osobową"? Może w szkolnictwie wyższym etat to nie 8, a 4 godz.,
              nie wiem. Ale nie wszyscy tak pracują. Byłam "panią od papierków" i wielokrotnie
              szef wymagał od "dobrego pracownika" poświęcenia "kilku dodatkowych minut".
              Dopóki nie miałam rodziny nie robiło to dla mnie żadnej różnicy, wręcz byłam
              dumna, że jestem potrzebna. Potem bardziej potrzebna byłam w domu, więc musiałam
              zrezygnować z pracy.
              Sama przyznajesz, że obciążasz babcie. Wprawdzie "tylko" w weekendy, ale
              obciążasz. Wersja z kukułką została potwierdzona. No, i co z Ciebie za pani
              domu, skoro sama posprzątać nie możesz? Rozumiałabym, gdyby to mąż Ci pomagał,
              ale obca osoba??
              • morusia Re: Nie chcę.... 24.02.06, 21:40
                Witaj,
                nie wiem czy dobrze robię pisząc - bo nie chciałabym sporu - bo i po co - ale
                nie chcę też nie odpowiadać na posty drugiej osoby. Wyraźnie inaczej myślimy -
                dla mnie sprzątanie nie oznacza dbania o dom. Dla mnie pani domu ma dbać o jego
                ciepło i atmosferę. A sprzątanie to pewien efekt, rezultat. Co do dziadków -
                jedno popołudnie w tygodniu z wnukiem to dla nich radocha. Gdybym nie pracowała
                też pewnie by do nich chodził. Pozdrawiam M.
                • landrynka_rozowa Re: Nie chcę.... 27.02.06, 09:23
                  OK. Jeśli Tobie odpowiada, żeby po Twoich rzeczach grzebała obca kobieta, to
                  niech tak będzie. Ale ciepło i atmosfera, gdy nie ma Cię 16 godz. (minimum) na
                  dobę, a z mężem się "wymieniacie"??? Jakoś mi się to nie mieści... Co do
                  dziadków: zgodzę się, że jedno popołudnie w tygodniu z wnukami to dla nich
                  radocha. I zgodzę się, że pewnie i więcej też by była radocha. Chodzi mi o fakt,
                  że tak naprawdę to oni nie mają możliwości wybrać, które popołudnie chcą spędzić
                  z tymi wnukami. Nie chodzi o fakt, tylko o zasadę.
                  P.S. Dalej nie wiem, w jaki sposób udaje Ci się rozciągnąć dobę do ponad 30
                  godzin...
                  • morusia Re: Nie chcę.... 27.02.06, 11:33
                    ano jakoś się udaje smile z tym że w szkolnictwie jest inaczej - środa, piątek
                    sobota niedziela od 8-ej do 18-ej/19ej mnie nie ma. Inne dni albo wolne albo 2-
                    3 godziny poza domem. Z tym że w domu trzeba dużo pisać. Ale dzięki temu mam
                    poczucie że w sumie mały ma lepiej niż niektóre inne dzieci - bo zawsze któreś
                    z rodziców jest w domu. Choć oczywiście wzystko jest kwestią wyboru.
                    • landrynka_rozowa Re: Nie chcę.... 27.02.06, 11:51
                      więc NIE masz dwóch etatów... w Polsce normatywny czas pracy przy JEDNYM pełnym
                      etacie to 42 godz. tygodniowo - Ty masz ich ok. 46. Prosta matematyka: przy
                      dwóch etatach musiałabyś pracować 84 godz. I nie mów mi, że szkolnictwo, że coś
                      tam... Ferie, wakacje, pięć godz. dziennie (średnio) na pełnym etacie... Tylko
                      ile mam może się czymś takim pochwalić? Ile z nas może być Paniami
                      Nauczycielkami? A co z Paniami Sprzedawczyniami ze sklepu? Ich dzień pracy to 12
                      godz., a urlop na papierze. Co z Paniami z fabryki, biura...? W Twoim przypadku
                      kariera i dziecko to tylko kwestia organizacji, inne muszą wybierać.
    • lolilo Re: Nie chcę.... 19.02.06, 19:06
      zawsze chcialam miec co najmniej dwojke - trojke dzieci.
      sama sie sobie dziwie- jak to sie stalo ze ja juz mam 35 lat...
      moze bylam za spokojna- bo obie moje babcie, moja mama i kilka ciotek rodzily
      po 40-tce (niemal wszytskie maja dzieci 3+)- no i nie spodziewalam sie ze u
      mnie moze byc inaczej.
      ale gdy przyszla ostatnia @, gdy pojawila sie czarne mysli- ze- no ze moga byc
      problemy - to zaczelam rowniez myslec- po co?
      po co pracowac, po co pieniadze-
      a nawet- po co byc zgrabna, zadbana?
      wszstko wydalo mi sie bez sensu. ze przeciez to wszystko ma sens- tylko gdy sa
      dzieci.

      no, moze to tylko taka depresyjna faza byla...


    • lomre Re: Nie chcę.... 20.02.06, 13:04
      Dużo fajnych myśli. Ja sobie myśle podobnie do mj78. Po co zbierać, dorabiać
      się jeśli nie ma dla kogo. Po co nawet podróżować, jeśli nie ma komu po latach
      opowiadać. Mam nadzieję że nmikt nie odpisze, że można wszytko oddać np. na
      Caritas, bo to nie o to chodzi.
      Bardzo ładnie piszesz Anetta - o tym wracaniu do byica dzieckiem i inne..
      Jao - nikt z nas cię nie namowi ani nie ędzie pocieszał jak się zawiedziesz na
      macierzyństwie. Sama w sobiue musisz sie odnależć. Myślę, że to że napisałaś na
      tym włśnie forum ( a nie np. hobby) świadczy o jakiejś tęsknocie w tobie. Tylko
      musisz ją sobie nazwać. Pomysł z psychologiem - popieram!
    • melodiamelodia Re: Nie chcę.... 21.02.06, 11:00
      Byłam taka sama. Obserwowałam dzieci mojej siostry i moich koleżanek i nie
      widziałam w posiadaniu potomstwa wielkiego sensu, poza oczywistym przekazaniem
      genów. Na ulicy oglądałam się szybciej za jakimś fajnym psem niż za maluchem w
      wózku. Miałam 36, 37, 38 lat i nic się w tej kwestii nie zmieniało. Robiłam
      wtedy drugie studia, miałam wypełniony czas (żadne tam planowanie kariery, po
      prostu realizacja zainteresowań). Mąż mnie nie ponaglał, bo też nie miał w tym
      względzie specjalnych życzeń. Kiedy skończyłam 39 lat, doszliśmy do wniosku, że
      może jednak pomyślimy o jakimś potomku, żeby nie być samemu na starość. Takie
      to właśnie było racjonalne, bo jakiegoś instynku macierzyńskiego,
      wielkiego "pragnienia dzidziusia" jak to często określają dziewczyny - nie
      mogłam się u siebie dopatrzyć. Okazało się, że oboje mamy problemy z płodnością
      i poddaliśmy się ICSI. Na szczęśćie nie zdawałam sobie sprawy, że w 40 roku
      życia, szanse mam prawie znikome, a jednak udało się za pierwszym razem. Byłam
      trochę oszołomiona, ale cała ciąża przygotowała mnie powoli do macierzyństwa. W
      tej chwili synek jest dla mnie najważniejszy na świecie, weszłam w rolę mamy
      całkiem naturalnie to przychodzi przecież stopniowo, to jest tak, jak w
      przysłowiu "kiedy rodzi się dziecko, rodzi się też cierpliwość". Od dwóch lat
      staramy się o drugie dziecko. Przeszłam dwa następne IVF ale bez rezultatu.
      Jeszcze jednak nie straciłam nadziei, że może zdarzy mi się jednak ten cud.
      Teraz już doskonale wiem, ile dzieci sprawiają radości, że posiadanie ich
      naprawdę jest szczęściem i bardzo chciałabym przeżyć to jeszcze raz. Oczywiście
      można mi ktoś zarzucić, że gdybym zabrała się za to wcześniej, miałabym
      znacznie większe szanse na realizację tego marzenia. Pewnie by tak było, ale
      nie mogę się zadręczać przeszłością, bo wtedy wybierałam tak, jak wydawało mi
      się najsłuszniej, byłam jakby innym człowiekiem. Trudno, będzie co ma być i tak
      miałam mnóstwo szczęścia, że było mi dane to macierzyństwo przeżyć. Nie
      zamierzam Ci nic radzić, po prostu zobacz, że może być też tak. U mnie to
      wszystko przyszło bardzo późno, ale cieszę, że w ogóle przyszło, bo w tej moje
      dawniejsze życie bez dziecka wydaje mi się strasznie blade w porównaniu z tą
      radością, jakiej dostarcza mi teraz każdy dzień, odkąd mały jest na świecie.
      • jaga_a Re: Nie chcę.... 21.02.06, 12:04
        rzeczywiście jesteśmy do siebie podobne smile ja teraz i Ty w moim wieku... Tylko
        to, co będzie "na starość" miałam przemyślane już parę lat temu. Mnie dręczy
        jeszcze jedna myśl: czy mam prawo decydować o przyjściu na świat kogoś, kto nie
        może zaprotestować? Kto nie wie, co mu szykuję? Może ma rację moja mama mówiąc
        "...jakie szczęście mają dzieci, których nie masz..." ?
        Nie psychologa, a psychiatry mi potrzeba... Moja druga połowa w delegacji, więc
        specjalista musi poczekać minimum do przyszłego tygodnia...
    • melodiamelodia Re: Nie chcę.... 21.02.06, 12:33
      Kiedy przypominam sobie siebie sprzed kilku lat, to określenie "niestabilna
      emocjonalnie" byłoby pewnie eufemizmem, żeby oddać moje nastroje oscylujące
      między przygnębieniem a euforią. Stan jako takiego umiarkowania był stosunkowo
      rzadki. Na szczęście mój mąż twardo stąpa po ziemi i zwykle to on mi pomagał
      wyjść z kolejnego doła. Na pewno nie byłam równorzędnym partnerem i nie miał ze
      mną łatwego życia. Często myślałam też, że skoro jestem taka "popaprana", to po
      co mam mieć dzieci, przecież sobie z nimi nie poradzę itp. A jednak posiadanie
      dziecka zmieniło we mnie także to. Teraz wiem, że jestem za kogoś
      odpowiedzialna, że muszę sobie jakoś radzić, że choćby mnie znowu coś dopadło,
      to dom musi jakoś funkcjonować (zakupy, obiady, pranie - takie zwyczajne
      rzeczy). I trzyma mnie to. Oczywiście ciągle miewam gorsze dni, ale radzę sobie
      już o wiele lepiej niż kiedyś. Rozważ to. Jest w nas często więcej siły niż się
      o to podejrzewamy.
      • jaga_a Re: Nie chcę.... 21.02.06, 12:43
        o tym, jak jestem niestabilna emocjonalnie, to może powiedzieć mój partner -
        chyba tylko on wie, ile razy go wyrzucałam za drzwi ze slowami, że nie chcę go
        już więcej widzieć, ile razy dziennie potrafię zadzwonić tylko po to, żeby
        usłyszeć, że jest OK... ja już straciłam rachubę...
        a z rodzinnych cytatów: moja siostra o mnie - "Ty to byś dzieci tresowała, a nie
        wychowywała", więc czy mam prawo skazywać je na siebie?
        • anetta771 Re: Nie chcę.... 21.02.06, 13:01
          jaga im więcej Twoich postów czytam tym bardziej mi się wydaje, że Ty chcesz
          mieć dziecko tylko się bardzo boisz...
          a ja chcesz to dasz radę i nie słuchaj tego co mówi siostra, mama .
          ja jestem strasznym nerwusem i to ja w domu "tresuje" dziecko, mąż nie krzyknie
          i klapa też nie da. a sytuacje jakie opisujesz to u mnie normalka. byle głupota
          i już mam dół, a jak jestem zła na męża to potafię być niezłą furiatką.
          kobieta zmienną jest - coś w tym jest smile
          • dagps Re: Nie chcę.... 21.02.06, 16:04
            a ja jestem zla na tych co tak proroczo naopowiadali ze bys "tresowala" i ze sa "szczesliwe" te dzieci ktorych nie masz. jak mozna tak mowic? a kto to wie? moze bylabys lepszym rodzicem od niejednego madrali. masz watpliwosci, a to juz jest wiecej niz bezmyslne plodzenie bo to fajnie. nikt nas nie pytal czy chcemy na swiat. w gorsze dni sama sie siebie pytam czy ja sie chcialam tu znalezc, ale dobrze ze nie pytali, bo moze powiedzialabym ze nie chce i nie zobaczylabym tego wszystkiego co w swiecie niezwykle.
            specjalista jak poczeka to nie ucieknie, ale niech nie czeka zbyt dlugo wink
    • zaisa Re: Nie chcę.... 21.02.06, 16:32
      Jago - przez wiele, wiele lat myślałam, że nie mam prawa na ten cały świat, z
      jego problemami, złem sprowadzać nowego człowieka. Bałam się bardzo, że nie
      będę umiała tego nowego człowieka czy ludzi wychować, że nie będę dobrą, mądrą
      matką. Aż w sposób raczej nieplanowany zaszłam w ciążę. To był szok - jak takie
      maleństwo cię zmienia - decyduje, co ma ci smakować i cała masa innych rzeczy.
      Wszystkie wcześniejsze strachy jakoś zmalały, oddaliły się. A wsród targających
      mną uczuć była po prostu... euforia. I poczucie, że tak ma być. I już.
      Niestety, nie trwało to długo, w bardzo przykry sposób dowiedziałam się, że
      dziecko nie żyje. "Ciąża nosi znamiona martwej" dokładnie, powiedziane gdzieś w
      bok, nie do mnie. Był ból, wielki. Ale i nadzieja, i radość, że byłam w tej
      ciąży, że wiem, że pragnę dzieci.
      Uważam, że to dobre forum do zadania pytania, dlaczego pragniemy dzieci. Chyba
      tu powinno się zdawać z tego sprawęwink
      Jak przeczytałam ostatniego z Twoich maili, przyszło mi do głowy, że być może
      to nie całkiem tak, że rodzina zaakceptowała fakt, że nie chcesz mieć dzieci.
      Może oni/one w jakimś stopniu Ci to wmówiły/li? Ileś razy powtarzając, że się
      do tego nie nadajesz, że robisz coś nie tak, jak masz do czynienie z potomstwem
      innych itp. Na pewno dzieci wymagają cierpliwości a już czyjeś... wink)
      Wiesz, zdarzyło mi się usypiać córeczkę przyjaciół. Może bardziej ona
      zasypiała przy mnie. Trochę poczytałyśmy, trochę porozmawiałyśmy (taki
      czterolatek potrafi zadawać niesamowite pytania), trochę poopowiadałam. Chyba
      rok później też miałam okazję być przy niej jak zasypiała. Była bardzo zmęczona
      i poprosiła tylko, żebym ją potrzymała za rękę. To niesamowite uczucie, gdy
      czujesz, że taki szkrab ci ufa.
      Mam nadzieję, że odnajdziesz siebie. Dobrze, że masz przy sobie swojego
      Mężczyznę, który umie Cię zaakceptować.
      A swoją drogą dzieciaki potrafią być koszmarnewink) A gdy nie są Twoje, nie masz
      na drugiej szalce tych pozytywnych przeżyć z nimi związanych.
      • jaga_a Re: Nie chcę.... 23.02.06, 09:47
        Dziewczyny - wielkie dzięki Wam za te wszystkie sklowa. Z psychologa nie
        zrezygnuję, ale te notki tutaj dodały mi trochę sił. W sobotę kolejna próba
        dawania sobie rady z dziećmi - będą pociechy mojego partnera (10 i 12 lat).

        (Nie wiem, czy mam rację, czy to takie moje przewrażliwienie, ale ostatnio mam
        wrażenie, że siostra ogranicza moje kontakty z jej córką (13lat) do pomocy z
        matematyki, a jeśli zaczynamy coś razem robić lub rozmawiać o sprawach małej
        (jest moją chrześniaczką), od razu siostrzenica dostaje pilne zadanie... Czy
        siostra może mieć obawy, że będę miała zły wpływ na jej dziecko?)
        • anetta771 Re: Nie chcę.... 23.02.06, 11:40
          jaga :
          albo jesteś przewrażliwiona
          a może masz za dobry kontakt z chrześnicą i siostra jest zazdrosna smile ?

          a z dzieciakami partenra spróbuj spędzić fajnie czas.
          • jaga_a Re: Nie chcę.... 23.02.06, 14:20
            Właśnie "spędzić fajnie czas" mnie przeraża... Próbowałam - wszystko oprócz
            komputera (a w nim strzelanek i wyścigów) jest nudne... No, dobra, może być
            jeszcze telewizor... Oczywiście każda rzecz jest tak długo interesująca, dopóki
            można się o nią bić z siostrą/bratem... Więc co? kupić telewizor, do niego
            kablówkę, z domowego komputera-maszyny do pisania zrobić super wypasione
            sprzęcicho, internet na stałym łączu i będę super ciocią? Co dzisiaj oznacza
            "spędzić fajnie czas z dziećmi"?
            -
            • anetta771 Re: Nie chcę.... 24.02.06, 12:12
              hmm, chyba muszą się odezwać mamy trochę starszych dzieci, bo ja jeszcze
              takiego problemu nie przerabiałam.
              mojemu dziecku wystarcza, że z nią maluję, lepię z modeliny etc, ale
              rzeczywiście w wieku dzieci Twojego partnera to nie przejdzie .
              - może sanki i wyjście na górki ? - choć nie wiem czy nie za duzi ?
              - łyżwy ? - ja chętne sama bym skorzystała
              - wspólne wyjście do kina ?
              a może jak już takie samodzielne to niech grają na tym komputerze , sama nie
              wiem...
              • jaga_a Re: Nie chcę.... 24.02.06, 12:32
                Z moim Kochaniem jesteśmy już ponad 2,5 roku, z jego dziećmi znam się 1,5 roku.
                Wizyty są regularnie co dwa tygodnie. Schemat ten sam: kino, łyżwy, komputer.
                Pewnie się na tym skończy i tym razem. Ostatnio były bardzo zainteresowane moimi
                farbkami żelowymi. Do czasu, aż się nie okazało, że zorganizowałam sprawę tak,
                żeby nie było możliwości pobicia się o farby...
              • jaga_a Re: Nie chcę.... 24.02.06, 12:33
                Cóż... Rozwiązania problemu "w co się bawić" spróbuję poszukać na innym forum smile
                • anetta771 Re: Nie chcę.... 24.02.06, 13:19
                  spróbuj na forum z kategorii dziecko, patrzyłam, jest tam forum dla rodziców
                  starszych dzieci ...
                  ja od niedawna też maluję farbkami żelowymi smile

                  dzieci są chyba w takim wieku, że najlepiej potrafią bawić się same ze sobą,
                  niestety często się przy tym biją i kłócą. pamiętam siebie i brata.

                  pozostaje Ci być cierpliwą...
                  do swoich dzieci ma się chyba większą cierpliwość, a już prznajmniej łatwiej do
                  porządku doprowadzić smile

                  ...jak jeździsz na łyżwach z dziećmi, to nie jest tak źle smile)
                  • jaga_a Re: Nie chcę.... 24.02.06, 15:28
                    ja nie jeżdżę - boję się to-to na nogi zalożyć... taki scenariusz się powtarza,
                    bo moje Kochanie nie potrafi nic innego wymyślić, a moje propozycje dla dzieci
                    są nuuuudne... na spacer - znowu mamy chodzić? plac zabaw - ale to daleko...
                    książka - przecież byliśmy grzeczni, gra planszowa - ale to nudne (no, chyba, że
                    można siostrę wyszydzać, że znowu przegrała - wtedy jest zabawnie, a że ona
                    znowu płacze? no, bo baba jest)... z moich obserwacji wynika, że wspólnie to oni
                    się tylko kłócą i biją, bo nawet obiad przy tym samym stole bywa męczarnią...
                    idę na tamto forum o dzieciach smile - życzcie mi cierpliwości
                    • anetta771 Re: Nie chcę.... 24.02.06, 16:28
                      ha, ha, ha ...
                      proszę nie strasz mnie, bo staram się o drugie dziecko smile
                      jeśli nie wytrzymujesz to zapewniam Cię, że jesteś zupełnie normalna, bo ja
                      miałabym ochotę przewinąć takich na kolano.
                      chyba małe dzieci są wdzięczniejsze smile

                      wszystkiego najlepszego !
    • maialina1 i pewnie kochasz koty i psy.... typowe. btxt 23.02.06, 16:20
      • jaga_a Re: i pewnie kochasz koty i psy.... typowe. btx 24.02.06, 08:44
        nie rozumiem, co masz na myśli z tymi kotami i psami...
        • maialina1 Re: i pewnie kochasz koty i psy.... typowe. btx 24.02.06, 11:42
          Kobiety / dziewczyny ktore nie maja dzieci (czy to z wlasnej decyzji czy to z
          przypadku losu) zazwyczaj maja obsesje na punkcie zwierzat.
          Ty tak nie masz?
          • jaga_a Re: i pewnie kochasz koty i psy.... typowe. btx 24.02.06, 12:01
            Zawiodę Cię - tak nie mam. Owszem, nie mam nic przeciw zwierzakom, ale bez
            przesady. Aktualnie nie posiadam żadnego. Może na emeryturze jakiś kot z
            charrrakterrrem (podziwiam ich indywidualizm)...
            • maialina1 Re: i pewnie kochasz koty i psy.... typowe. btx 24.02.06, 15:28
              A co na to twoj partner / maz?
              • jaga_a Re: i pewnie kochasz koty i psy.... typowe. btx 24.02.06, 15:30
                co partner? poczytaj wszystkie moje wpisy tutaj - wspominałam, że ma nadzieję,
                że wyrosnę i mi się zachce smile
          • jamile zapyziały stereotyp n/t 24.02.06, 17:03
            • dagps Re: zapyziały stereotyp n/t 24.02.06, 17:18
              a skad sie tu wzial taki wpis? troche uwagi.
              dodaje ze stereotyp rzeczywiscie durny jest bo ja nie mam nawet najmniejszego fiola na zwierzaki. to juz jestesmy conajmniej dwie.
    • jaga_a Re: Nie chcę.... 14.04.06, 14:39
      Długo to trwało, ale już jestem po wizycie u psychologa. Wprawdzie psycholog
      okazał się być tak naprawdę psychiatrą, ale co miał powiedzieć, to powiedział:
      nie nadaję się do leczenia. Gdybym miała jakieś urojenia, to dałby mi prochy i
      już. Powątpiewał też w sens psychologa i jego terapi indywidualnych, ale
      nazwisko podrzucił. Gdybym się jednak zdecydowała. Po bilansach się wybiorę
      (najwcześniej w maju) do tego psychologa i zobaczymy, co dalej. Pozdrawiam i
      wesołych Świąt smile
      • dagps Re: Nie chcę.... 14.04.06, 15:07
        do d.... z takim specjalista! nie ma czegos takeigo jak nie nadaje sie na leczenie. nie nadajesz sie na psychiatryczne, bo nie masz objawow psychiatrycznychsmile na szcezsciesmile ale na psychoterapie nie tzreba sie nadawacwink powodzenia, pamietam o tobie, wesolych swiat!!!
    • begonia4 Jesteś całkowicie normalna! 18.04.06, 14:18
      Ilu ludzi, tyle pomysłów na życie. Mam znajomych zarówno wśród "dzieciatych",
      jak i nie posiadających dzieci. W jednej i w drugiej grupie są ludzie
      szczęśliwi i nieszczęsliwi, nie ma regóły. Ja też przez kilka ładnych lat
      odrzucałam całkowicie myśl o dziecku ( drugim, pierwsze było niezpalanowane),
      aż "naszła mnie" ogromna potrzeba by mieć drugie dziecko. To stało się
      nieoczekiwanie i było zaskoczeniem nawet dla mnie. Niestety tym razem okazało
      się, ze to nie takie proste...
      Chciałam Ci powiedzieć, że póki żyjemy, życie ciągle będzie nas zaskakiwać a i
      my sami ciągle się zmieniamy. I to jest fascynujące. Nie szukaj w
      sobie "inności", choroby czy czegos innego, daj sobie czasu. Albo narodzi sie w
      Tobie taka potrzeba, albo i nie - ale to nie znaczy, że jest z Tobą cos nie
      tak, albo jesteś mniej kobieca bo nie doświadczyłaś macierzyństwa.
      A co do powodów posiadania dzieci, to naprawdę trudne do określenia. Dla mnie
      to jak posiadanie ogromnej "ładowarki" do akumulatora, który daje ci siłę na
      każdy dzień, dotyk maleńkiej rączki, uśmiech, przedstawienie w przedszkolu i
      piosenka na dzień mamy śpiewana tylko dla Ciebie, to bezbrzeżne zaufanie w
      oczach dziecka i poczucie, że jest na świecie ta jedna istota, dla której
      jesteś najważniejsza na świecie, która bez ciebie nie mogłaby istnieć.
      Moja córeczka mówi czasem: mamusiu, kocham cię bardziej niż myślisz, bardziej
      niż inne dzieci kochają swoich mamów (!)
      I co więcej jest potrzebne?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka