IP: 62.244.139.* 16.12.02, 14:31
Sorry, ale nie wiedzialam co mam wpisac w miejsce : temat. Mam bardzo bliska
kolezanke, kroea od wielu lat mieszka w innym kraju. Jest osoba ogromnej
dobroci, wielkiego serca, kiedys byla bardzo radosna. Juz ponad 10 lat walczy
z nieplodnoscia. Ostanio nie mialaysmy ze soba zadnego kontaktu przez ponad
rok, powiedziala mi wyraznie, ze ma gleboka depresje, kilka prob samobojczych
za soba i ze po prostu chce byc sama. Pare dni temu odwazylam sie napisac do
Niej maila, odpisala. Ja po poprostu nie wiem jak ma sie zachowywac, zeby nie
przysparzac Jej cierpien. Chcialam Was zapytac, czy powinnam pisac, nawet gdy
nie odpisuje, czy powinnam dzwonic, nawet gdy w jej glosie jest pustka. Czy
powinna poruszac ten temat? Sama nigdy tego tematu nie poruszam, kiedys tak,
poniewaz byla nadzieja. W naszej ostatniej rozmowie (tez sprzed roku)
powiedziala mi, ze nie ma juz nadzieji, teraz napisala mi, ze bierze jakies
leki i ze pewnie bedzie brala je do konca zycia - czy dobrze domyslam sie,
ze chodzi o leki antydepresyjne? To jest tak, gdybym miala pewnosc, ze to
pomoze to juz jutro bym do Nije pojechala, ale tej pewnosci nie mam. Wydaje
mi sie, ze jesli ktos mowi, ze chce byc sam to powinno sie to uszanowac i
tylko delikatnie od czasu do czasu dac sygnal, ze sie jest zawsze gotowym do
rozmowy , spotkania (?) Czuje, ze ona tak bardzo cierpi i cholera mniebierze,
ze nie wiem nawet jak mam Ja pocieszyc.
Obserwuj wątek
    • aleksandra3 Re: ??? 16.12.02, 15:47
      Witaj Jonka.

      Postanowiłam odpowiedzieć na ten list, ponieważ bardzo głęboko mnie poruszył -
      niewiele osób potrafi najpierw zapytać o stan osoby dotkniętej niepłodnością a
      dopiero potem nawiązywać z kimś takim kontakt.

      Ja leczę się od niedawna, nadzieja we mnie nie umarła, więc nie mogę się
      porównywać z Twoją przyjaciółką. Zapewnie tego, co ona przeżywa cz przeżywała -
      nie jesteśmy sobie w stanie obie wyobrazić. Jednak co miesiąc przeżywam gorzkie
      rozczarowanie, co miesiąc są łzy, co miesiąc odbija się to na moim małżeństwie
      (może się tak zdarzyć, że mojemu wspaniałem mężowi po prostu zabraknie sił, aby
      mnie pocieszać). Człowiek czuje się tak bardzo bezsilny, że ta bezsiła zaczyna
      przekładać się na inne dziedziny życia. Stąd zapewne depresja u Twojej
      przyjaciółki. Czy chodzi o leki depresyje akurat w jej przypadku - nie wiem,
      może być tak, że depresję się leczy i można ją wyleczyć, a może być tak, że nie
      pozbędziesz się jej do końca życia. Myślę jednak że chodzi o inne leki ale nie
      to jest teraz najważniejsze.
      Rozmawialiśmy z mężem ostanio na temat depresji. Doszliśmy do wniosku, że
      najwygodniej byłoby unikać sytuacji, które depresję powodują, czy wzmagają.
      Jeżeli napiszę, że w naszym przypadku należałoby unikać matek z małymi dziećmi
      w wózkach, rozmów o przebiegu leczenia, kótre bardzo często nie daje
      pozytywnych rezultatów, widoku kobiet w ciąży czy rozmów z nimi (one -
      szczęśliwe dzielą się swoimi wspaniałymi przeżyciami i nie można im tego
      odmówić), to zaraz oburzą się Ci, kótrzy na to forum zaglądają z ciekawości (że
      odtrącamy zwykłych ludzi i się zamykamy) albo mają inne spojrzenie na to (patrz
      wątek "dlaczego czekanie na nie adopcja"). Ale niestety moim zdaniem tak jest -
      depresja, która się pojawia, mam na myśli naprawdę poważne stany depresyjne z
      próbami samobójczymi włącznie, jest do wyleczenia pod warunkiem akceptacji tego
      stanu, który dotknął Twoją przyjaciółkę i pogodzenia się z tym, że inni dzieci
      po prostu mają i taki jest świat, że nie każdy tego szczęścia dostępuje (a o to
      bardzo trudno) i pod warunkiem, że się człowiek nie będzie umartwiał. A przez
      umartwianie rozumiem niestety uniknie jak to powiedziałam sytuacji, które
      powodują u nas smutek.

      Nie wiem co pomogło by Twojej przyjaciółce, ale w moim przypadku..... lepiej
      nie rozmawiać ze mną na tematy niepłodności, lepiej nie opowiadać mi, jak to
      się człowiek czuje źle w czasie ciąży, jakie dzieci są okropne, jak się z nimi
      pójdzie do sklepu i jakie są męczące jak zaczynają mówić i jaki ktoś jest
      dzielny, że sobie świetnie poradził po porodzie...

      Resztę musimy wykonać sami i za nas tego nikt nie odpracuje, tzn np. się
      pogodzić z tym stanem rzeczy. Traktuj ją normalnie, ale bądź ostrożna jeżeli
      chodzi o "te" sprawy, są przecież inne rzeczy, o których możecie rozmawiać,
      może najpierw listownie, może potem w cztery oczy. Jeżeli Twoja pryjaciółka
      będzie chciała opowiedzieć Ci więcej - co przeżyła przez te 10 lat - to Ci sama
      opowie. A to już bedzie duży krok naprzód, żeby zaczęła żyć normalnie.
    • Gość: do Aleksandry Re: ??? IP: 80.48.105.* 16.12.02, 20:02
      Bardzo Ci dziekuje za odpowiedz. Powiem Ci, ze nigdy nie staram sie poruszac
      tematu moich dzieci, chyba ze Ona pyta, nie wysylam Ich zdjec, nie pisze co
      nowego w "szkole". Nie robie tego bo choc sama mam dzieci to wiem doskonale co
      sie wtedy czuje. Kiedy urodzila sie moja druga corka to okazalo sie, ze jest
      bardzo ciezko chora i przez pare dni nie bylo pewnosci czy bedzie zyla. Potem
      inkubator, potem fatalne rokowania, diagnoza iz najprawdopodobniej bedzie
      niepelnosprawna umyslowo. Tuz po porodzie zabrano mi Ja, a mnie pozostawiono na
      sali z innymi matkami. Naprawde nie potrafie opisac slowami co wtedy czulam,
      jak pekalo mi serce z rozpaczy, gdy innym matkom przynoszono do karmienia ich
      dzieci. Rozumiesz, ja plakalam, schudlam w ciagu trzech dni ponad 15 kg,
      przybylo mi siwych wlosow, a lek. zostawili mnie z innymi matkami. Dlatego
      wydaje mi sie, ze wiem co moze czuc kobieta ktora nie ma dzieci kiedy ludzie
      wykazuja brak taktu. Wiesz co, wtedy w szpitalu cos takiego sie ze mna stalo,
      ze nie chcialam , nie moglam widziec nikogo poza moim mezem. Nie bylam w stanie
      z nikim rozmawiac, bylam w takiej rozpaczy, ze gdyby nie to iz mialam juz
      dziecko to, sama nie wiem co bym zrobila. Sytuacja mojej kol. jest beznadziejna
      (tak powiedziala) nie moze rowniez adoptowac dziecka, bo mieszka w kraju
      skandynawskim, a tam prawo adopcyjne jest bardzo restrykcyjne. W tej chwili Jej
      maz jest juz za "stary" a Ona za gruba. Tak, za gruba, to byl jeden z powodow
      odmowy. W karjach skandynawskich jest kilkanascioro dzieci rocznie ktore moga
      byc adoptowane, a wiec selekcja rodzicow jest bardzo restrykcyjna, ale nie o
      tym chcialam pisac. Kiedys, kiedy jeszcze miala nadzieje opowiadala mi o
      kolejnych probach zapolodnienia, o nowych lekach etc. opowiadala mi tez o bolu
      jaki czula kiedy sie nie udawalo, dlatego wierz mi bardzo Ci wspolczuje, bo
      kiedy pislalas o swoim bolu to tak jakbym Ja slyszala. Nie wiem ile masz lat,
      ale nie poddawaj sie, Ona wlaczyla do tej pory, po prostu moze na chwile
      musiala sie zatrzymac, moze sily Ja opuscily. Czy moge Cie zapytac ile masz
      lat? Nie mam zbyt duzego doswiadczenia w "byciu" na forum, wiec nie wiem o co
      wypada pytac a o co nie. Doskonale rozumie twoje ostatnie zdanie, ze nie chcesz
      z nikim polemizowac. Odnioslam wrazenie, ze wiele watkow konczy sie
      bezsensownym biciem piany, mnie rowniez to sie bardzo nie podoba. Jeszcze raz
      dziekuje Ci za to ze zechcialas mi odpowiedziec. Sciskam Cie bardzo serdecznie
    • aleksandra3 Re: ??? 17.12.02, 09:32
      Jonko!

      Chętnie napiszę do Ciebie na prywatny adres. Czy możesz mi podać?
      • agamis71 Re: ??? 17.12.02, 11:15
        Aleksandra ma niestety rację, wiele osób (w szczególności
        kobiet) dotkniętych problemem niepłodności nie chce
        rozmawiać na ten temat, a najchętniej usunęło by ze
        świata wszystkich dzieciatych, ciężarne i same dzieci
        też. Niestety (a może stety) nie jest to możliwe.
        Ale jest pewien wyjątek, okazuje się że istnieje
        "bezpieczna" grupa osób, z którymi daje się pogadać i co
        ważniejsze taka rozmowa przynosi ulgę. Są to inne osoby
        będące w takiej samej sytuacji. Dlaczego z nimi da się?
        Bo one wiedzą i czują to samo, i nie zranią, bo przy tym
        musiały by się same poranić.
        Dlatego proponował bym, zasugerować (ale super
        delikatnie) nawiązanie przez twoją koleżankę kontaktu z
        takimi samymi, albo anonimowa np. przez internet (tu
        polecał bym www.nasz-bocian.pl, chociaż prawa Merfiego
        serwowane na dzień dobry mogą zabić), albo poprzez
        jakiegoś psychoterapeutę poszukać lokalnej grupy
        wsparcia, jeżeli takowa istnieje (ale w krajach
        skandynawskich powinno być o pomoc psychologiczną łatwiej
        niż u nas).
        Oba pomysły wymagają wyjątkowej delikatności i taktu, ale
        moim zdaniem najłatwiej walczyć czy też przetrwać pośród
        takich samych, a do tego najlepiej życzliwych ludzi.

        Pozdrawiam
        Michał
      • Gość: Aleksandro Re: ??? IP: 62.244.139.* 17.12.02, 13:46
        Wwiesz co, nie chcialabym podawac Ci maila, ale podam Ci numer gg, ktory
        stworze tylko na chwilke, i tam wymienimy sie mailami, czy tak moze byc?
        • aleksandra3 Re: ??? 17.12.02, 15:16
          Oczywiście
          • Gość: Jonka Re: ??? IP: 62.244.139.* 17.12.02, 15:28
            numer 3139040
            aleksandra3 napisała:

            > Oczywiście
    • Gość: Fionka Re: ??? IP: 209.208.248.* 17.12.02, 16:40
      Jonka, ja nie odpowiem Ci bezposrednio, jak masz ze swoja kolezanka rozmawiac,
      ale przedstawie Ci moja sytuacje. U mnie po wyjezdzie z Polski urwaly sie w
      ciagu ostatnich lat prawie wszystkie kontakty z bylymi kolezankami (oprocz
      jednej - z takim samym problemem!). Przede wszystkim dlatego, ze nie za bardzo
      potrafie rozmawiac z osobami, ktorych nie interesuje moja praca, moje i meza
      zainteresowania, zawodowe osiagniecia w badz co badz znacznie utrudnionej
      pozycji imigranta, za to roztrzasaja dosc wnikliwie, czy ja nie mam dzieci, bo
      nie chce ("taka wygodna") lub nie moge ("na pewno usuwala ciaze"). Jako ostatni
      przyklad podam spotkanie w moim rodzinnym miescie pare miesiecy temu dosc
      bliskiej kolezanki z liceum, pierwszy raz po bardzo dlugim czasie. Ona z dwojka
      slicznych dzieci, lekko nadasana, ze mi sie tak dobrze wiedzie (w jej pojeciu),
      zeszlo na dzieci i ... od razu rozjasnila sie i wyraznie odzyskala humor. Moja
      mama, ktora byla ze mna stwierdzila pozniej, ze kolezanka nie mogla powstrzymac
      satysfakcji, tak jakby mi w zyciu wszystko sie udawalo i brak dzieci to
      rodzaj "rownowagi w naturze", a przeciez jest odwrotnie, zawsze o wszystko
      ciezko i dlugo walczylam.
      Mysle, ze nie powinnas narzucac sie swojej kolezance, mozesz wyciagnac do niej
      przyslowiowa reke, pokazac, ze jestes i myslisz o niej, ale nie rob nic na
      sile, a juz na pewno nie opowiadaj jej historii o zagrozonym zdrowiu Twojego
      nowonarodzonego dziecka... Takie opowiadania wcale nie pocieszaja, uwierz mi.
      • Gość: vida Re: ??? IP: 62.233.163.* 17.12.02, 18:35
        tak mi sie skojarzylo - czytalam w internecie historie pary Amerykanow ktorzy
        adoptowali chlopca z domu dziecka na Ukrainie,kosztowalo ich to troche
        pieniedzy,ale glownie oczywiscie podroze (ze skandynawii jest blizej smile )
        cala sprawa odbyla sie jak najbardziej legalnie
        moze to jest wyjscie dla twojej kolezanki.Domy dziecka naszych wschodnich
        sasiadow sa raczej przepelnione i nie maja tam chyba tak restrykcyjnych praw
        • Gość: Jonka Re: ??? IP: 62.244.139.* 18.12.02, 10:54
          Wlasnie o te "troche" pieniedzy chodzi, dotychczasowe leczenie prawie Ich
          zrujnowalo, uplynelo juz wiel lat, Jej maz nie jest juz "mlody", nie wiem, moze
          nie maja juz sily walczyc - nie wiem.

          Gość portalu: vida napisał(a):

          > tak mi sie skojarzylo - czytalam w internecie historie pary Amerykanow ktorzy
          > adoptowali chlopca z domu dziecka na Ukrainie,kosztowalo ich to troche
          > pieniedzy,ale glownie oczywiscie podroze (ze skandynawii jest blizej smile )
          > cala sprawa odbyla sie jak najbardziej legalnie
          > moze to jest wyjscie dla twojej kolezanki.Domy dziecka naszych wschodnich
          > sasiadow sa raczej przepelnione i nie maja tam chyba tak restrykcyjnych praw
      • Gość: Jonka Re: ??? IP: 62.244.139.* 18.12.02, 10:51
        Wiesz, przyjazn polega na tym, ze kiedy jest ciezko to czlowiek wspiera
        drugiego czlowieka, moja historia to juz przeszlosc, mlodsza corka, o ktorej
        pisalam ma dzis prawie 13 lat i powiem Ci, ze po wyjsciu ze szpitala (wciaz bez
        dziecka) bylo przy mnie wiele osob, tych ktore maja (moga miec) i tych ktorzy
        nie mieli (i nie moga miec) dzieci. Dlaczego Ci drudzy trwali przy mnie? mysle
        ze z przyjazni, bo moja tragedia trwala "tu i teraz" i widac znalezli w sobie
        sile, zeby nie zostawiac mnie (nas) samej z tym bolem. Troche sie zdziwilam, ze
        napisalas iz nie powinnam z Nia o tym rozmawiac. Wydawalo mi sie, ze to jest
        zrozumiale samo przez sie i ze z mojej pierwszej wypowiedzi jasno wynika, iz
        obchodze sie z moja kolezanka jak z jajkiem, dlatego tez tu szukalam odp. na
        nurtujace mnie sprawy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka