Gość: Anna
IP: *.crowley.pl
28.01.03, 15:10
Muszę z Wami porozmawiać.
Zwierzyłam się mojej koleżance z pracy, która niestety jest też moją szefową
ze swoich "problemów", które trwają już 5 lat. Wiecie co przeżywam 3x in-
vitro, badania, zabiegi itp. Wczoraj spotkał mnie nieprzyjemny incydent. Jak
codzień rano przeglądam nasze formu, mam smutną minę i nagle moja "koleżanka"
odwraca się w moją stronę i mówi cyt. "nie martw się, czy mogę ci w czymś
pomóc" odpowiadam "dziękuję ale nie jesteś w stanie mi pomóc" na co
wspomniana wcześniej koleżanka mówi "mogę, może wypożyczę Ci swojego męża, z
którym ja już mam dziecko". Nie byłam w stanie spojrzeć w jej stronę. Dzisiaj
postanowiłam z nią porozmawiać, że nie życzę sobie tego typu komentarzy pod
moim adresem, że dziwi mnie jaj zachwanie, kpina z mojej sytuacj. Na to
wszystko usłyszałam, cyt. "że to był tylko żart, że powinnam pójść do
psychologa bo nie potrafię dać sobie rady z całą tą sytuacją, że nie powinno
się kogoś osądzać i skazywać zaocznie, co zrobiłam wczoraj, bez wysłuchania
racji drugiej strony. Nie zawsze świat prawdziwy wygląda tak, jak mi się
wydaje. Jest też punkt widzenia i uczucia drugiej strony."
Kochane powiedzcie co sądzicie na ten temat, czy ze mną naprawdę jest już tak
źle, że nie zauważam pewnych rzeczy, niektóre sytuacje wyolbrzymiam?