misia365
27.07.07, 12:41
Pięć lat walki o dziecko, niezliczona ilość lekarzy, dwie specjalistyczne
kliniki leczenia bezpłodności, badania, stymulacje, laparoskopia, a nawet
jedno poronienie i to poronienie, które nastąpiło tak szybko, że nawet nie
zdążyłam uwierzyć, że jestem w ciąży. No a wczoraj coś co mnie zupełnie
dobiło na spacerze mój M oznajmił mi, że moja " przyjaciółka" jest w szóstym
miesiącu ciąży i że on wie o tym od dawna. Tak strasznie zabolało mnie to, że
sama nie miała mi odwagi o tym powiedzieć no i to, że mój M tak długo to
przede mną ukrywał.
Miesiąc temu mieliśmy piątą rocznicę ślubu ,a tak się akurat złorzyło ,że
byliśmy na weselu u mojego szwagra, pijany wujek mojego M powiedział mi ,że
jestem jałową glebą na której nic nie wyrośnie.
Nie mam diagnozy, nie mam dziecka a najgorsze, że nie mam już nadzieji...
Kocham mojego M, ale nie wiem, czy od niego nie odjść, a może włąśnie dla
niego, by mógł normalnie żyć...
gdy widzę dzieci lub kobiety w ciąży odwracam głowę. Znajomych, z maluchami
po prostu unikam, nie potrafię się cieszyć ze szczęścia innych, bo od razu
zaczynam płakać..
Ja już sobie po prostu nie radzę, straciłam nawet wiarę , bo prosiłam a nie
dano mi , bo modliłam się a nie wysłuchał mnie...