O istnieniu tego forum nie wiedziałam, kiedy starałam się o dziecko.
Staraliśmy sie przez trzy lata (z pomoca lekarza) mieć słodką krusznynkę i
nic ... Z mężem było ok, u mnie zdiagnozowane PCO. Co miesiąc ta sama
historia, i nadzieja, że może w przyszłym miesiącu... Kupe wydanej kasy i
zmęczenie lataniem do lekarza i zyciem podoprządkowanym lekom, badanią itd.
Zostawało nam tylko invitro...Miałam tak serdecznie dość ,że w kwietniu
ubiegłego roku powiedziałam "koniec, muszę odpocząć bo zwariuję" i przestałam
chodzić do lekarza. Zajęłąm się swoją pracą i nie myslałam o dziecku,
starałam się dostrzegać inne uroki życia, myslałam "trudno, nic na siłę,
widać nie każdy jest powołany do bycia matką ,ojcem" Po prostu żyłam, a nie
starałam sie stworzyć nowe życie.Wystarczyło cztery miesiące takiego luzu, a
zaczęło mnie mdlić przy śniadaniu w pracy (w ogóle nie kojarzyłam tego z
ciążą), miesiaczka sie opóźniała, zrobiłam test... dwa paseczki, powiedziałam
niemożliwe, pewnie jakiś stary...nic nie powiedziałam mężowi, za kilka dni
kupiłam kolejny test... to samo. Wieczorem szliśmy z mężem na koncert, mąż
długo pracował, więc umówiliśmy sie w parku przed koncertem i tam mu
powiedziałam o tym co się stało. On się strasznie cieszył, a ja do tego
stopnia zakodowałam sobie " dziecko i ja to pomyłka", że płakałam.... Ale
parę dni później byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie, bo zobaczyłam jak
bije maleńkie serduszko mojego dziecka (usg).A lekarz pytał jak to
zrobiłam...

W maju urodził się mój syn... cudowny jest

wszystkim życzę
takiego szczęścia... i pamietajcie, w tym wszystkim bardzo dużą rolę odgrywa
psychika... ważne by Wasze życie nie kreciło sie w koło chęci posiadania
dziecka.
pozdrawiam
P.