Dodaj do ulubionych

Nie chcę tych świąt.

17.12.07, 10:08
Powinny byc oczekiwane , radosne itd, dla mnie juz kolejny raz
święta wcale nie są świąteczne. Jest mi przykro gdy pojawiają się
wiadome życzenia, kiedy śpiewa się kolędy. To w sumie takie
bardzo "dziecinne święta ". Już tracę nadzieję, że kiedyś będzie
inaczej.
Obserwuj wątek
    • z_milo Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 10:16
      wpisuję się do klubu "Nie chcę tych świąt"... chyba jest nas więcej,
      niestety...
    • akinom29 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 11:05
      Tez sie dopisuje.Momo wszystko nie cierpie swiat.
    • aga7733 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 11:26
      Zapisuję się do klubu... Cieszę się, że nie tylko mnie smucą i
      drażnią "takie" święta... Niedawno stwierdziłam, że jak ktoś mi
      będzie życzył wiadomo czego to wykrzyczę cały swój żal bez
      ogródek... Nawet do marketów nie mam ochoty jeździć w te
      przedświąteczne dni: tyle fajnych rzeczy a ja nie mam komu ich
      kupić... po prostu nie mam komu, bo chrześniak to nie to samo...
      Pozdrawiam
    • gusia_78 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 11:35
      Wpisuję się, sama miałam ochotę założyć taki wątek. To już moje 5
      smutne Świąta, ale te chyba najsmutniejsze...zbojkotowałam je
      zupełnie w tym roku. Nic nie ugotowałam, nie kupiłam choinki,
      prezentami zajął się mąż. Idziemy tylko na Wigilię do rodziców, a
      następnego dnia jedziemy do rodziny mojego męża. Najchętniej cały
      ten czas bym przespała.
    • natalia2005r Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 14:37
      No to i ja się dołączam, owszem uwielbiam przygotowania ale sama wigilia jest
      dla mnie tragiczna płaczę (w sumie sama nie wiem czemu ale to samo przychodzi)
      troszkę mi głupio ale ...a te będą dla mnie jeszcze bardzie bolesne bo i owszem
      w listopadzie udało mi się zajść w upragnioną ciążę ale poroniłam w 4 tyg.
      Nieraz sobie tak myślę że chyba bym chciała przespać całe te święta i obudzić
      się po...
      Ale życzę wam wszystkim aby nowy rok był dla nas owocnym rokiemsmile może przyszła
      wigilia bedzie radosnasmile
      • alicja733 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 14:42
        I ja się podpisuję pod hasłem "nie chce tych świąt".
        Ja generalnie nie lubię świąt z rożnych powodów, a Ten powód
        dodatkowo powoduje moje "niechcenie". Nie umiem byc tu i teraz w
        świeta, cieszyc sie z tego co mam. A może po prostu nie chcę..
      • gusia_78 do natalia2005r 17.12.07, 15:43
        Przytulam Cię mocno...
        • gosif Re: do natalia2005r 17.12.07, 16:20
          ja tez sie dopisuje.nie lubie swiat, wszedzie w rodzinie sa dzieci,
          a tylko patrze oczami zostawionego psa.z zazdroscia, z bolem.zawsze
          czekam na swiateczny cud, a potem znowu okazuje sie ze tylko we
          dwoje.mam ochote sie polozyc i przespac do 2 stycznia.
          • nuluska Re: do natalia2005r 17.12.07, 16:32
            I ja się dopisuję. W zeszłym roku myślałam sobie: ok, jeszcze nie
            jestem w ciąży ale następne święta spędzę już z dzieciątkiem. Byłam
            tego pewna jak niczego na świecie. Jak by mi ktoś powiedział, że nie
            to bym nie uwierzyła.
            A teraz tylko się modlę żeby nikt mi nie składał wiadomo jakich
            życzeń. Jeśli to się jednak zdarzy w gronie rodzinnym, to wybuchnę.
            Jeśli jednak zdarzy się to znowu na wigilii firmowej, przy
            wszystkich, to się normalnie popłaczę.
    • fioco78 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 16:52
      ja też ich nie chcę sad(( zwłaszcza, że już miały być z kimś jeszcze... gdyby ten ktoś chciał zamieszkać na dłużej pod moi sercem...
      • natalia2005r gusia 17.12.07, 16:57
        dziekuje bardzo ale powoli sie z tym oswajam moze w przyszłym roku bedzie nas
        wiecejsmile
        • gusia_78 Natalia 17.12.07, 17:15
          To wspaniałe, że jest w Tobie tyle wiary. Coś czuję, że to będzie
          dla Ciebie szczęśliwy rok smileGorzej, że tyle optymizmu nie mogę
          wykrzesać w stosunku do mojej osoby.
    • gusia_78 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 17:17
      Jejku kochane, jakby mi ktoś do duszy zajrzał...Pod każdą z tych
      odpowiedzi mogłabym się podpisać...
    • jula1232 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 18:20
      Ja świąt te znie chcę , ale NOwego Roku baaardzo chcębig_grinDDD Może
      bedzie lepszy niz 2007 !!!
      • joanna1980r Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 19:57
        To moga byc moje 4 nieszczesliwe swieta-okaze sie w wigilie(wtedy
        testuje)
    • minkipinki Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 18:29
      Mijający rok był dla mnie udany pod względem zawodowym, ale rodzinnie do bani. I
      mnie ogarnia zniechęcenie. Najgorsze jest to, że nie mogę się od tych świat
      uwolnić, jak co roku muszę grać zadowoloną z siebie kobietę, uśmiechać się do
      wszystkich, dać prezenty innym dzieciom. A od środka zżera mnie rozpacz i
      świadomość, że w sumie nie tak wiele czasu zostało. Zegar biologiczny tyka......
      • natalia2005r Gusia 17.12.07, 19:05
        Szczerze Ci powiem że ja po prostu muszę mieć w sobie tyle wiary i siły bo muszę walczyć, walczyć o to bym mogła podejść jeszcze raz do całej procedury a nikt mi w tym nie pomaga każdy mówi daj sobie spokój ale ja nie dam sobie spokoju(tak też chciałam zrobić jak poroniłam to była moja pierwsza w życiu ciąża a staram się o dzidziusia już 9 lat załamałam się totalnie ale poczytałam troszkę i doszłam do wniosku że innym dziewczynom udaje się za 2,3,4 podejściem dlaczego mi ma się nie udać ale został jeszcze problem namowy MM no ale mamy święta przed sobą więc wierzę że może mi ulegnie pod "magią" świąt) .Dlatego muszę walczyć między innymi ze sobą aby się nie poddać bo owszem mam chwile zwątpienia i takie właśnie chwile nachodzą mnie w wieczór wig.A ty kobieto nie poddawaj się tylko bierz się w garść i powiedz sobie że z nowym rokiem całe życie moje się zmieni-czego z całego serca Ci życzę.
        • gusia_78 natalia 17.12.07, 19:59
          Ja chyba widziałam Twój wątek gdzieś na bocianie. Strasznie mi
          przykro sad
          A ja też muszę sie wziąć w garść, bo własnie dowiedziałam sie od
          bocianowej pani psycholog, że kobiety depresyjne mają o połowę
          mniejsze szanse w naszym leczeniu niż kobiety niebędące w depresji
          (jestem klasycznym typem depresyjnym), wiec równiez czekam z
          utęsknieniem na Nowy Rok, biorę sie w garść i idę do psychologa
          zajmującego się niepłodnością.
      • anulka59 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 19:08
        No i ja też należe do tego klubu niestety a jeszcze w marcu tego roku wierzyłam
        że będzie w moim brzuszku ktoś kogo oczekujemy a tu niestety nikt we mnie
        jeszcze nie mieszka.Do kitu takie święta.
    • coco17 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 19:22
      wiem,ze jest ciezko,ale pomysl,ze o te doswiadczenia bedziesz
      silniejsza
      • aga2515 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 21:09
        Ja też nie chcę tych świąt !!!!!! Poprostu nie chcę!!! Mam dość, to
        już nasze 10 święta samotne bez maleństwa. Już nie daję rady i
        najchętniej bym cały ten czas przepłakała
        • anulka59 Re: Nie chcę tych świąt. 17.12.07, 21:42
          coco napisała "wiem,ze jest ciezko,ale pomysl,ze o te doswiadczenia bedziesz
          silniejsza"przyznam Ci rację ale czasem faktycznie trudno wierzyć ze będzie
          dobrze i że to co nas nie zabije to nas wzmocni ale te święta są radosne
          rodzinne a jak tu się cieszyć rodziną jak tu pragniesz mieć rodzinę a życie
          pisze trudny scenariusz a w takich sytiuacjach jak te Swięta trudno się
          uśmiechać i wysłuchiwać zyczeń o maleństwie.Ale co ja tu będę pisać same wiecie
          jak jest.
    • pszczolaasia to ja sie wylamie troche... 18.12.07, 09:03
      w zeszlym roku w Wigilie mnie wypuscili ze szpitala bo sie zegnalam z nie wiem
      juz ktora ciążą. przespalam calusienkie swieta pod wplywem srodkow
      uspokajajacych i przeciwbolowych jednak na Sylwestra juz znowu lezalam w
      szpitalu. wyszlam dopiero chyba 5 stycznia nie pamietam juz nawet. potem we
      Wielkanoc, a w zasadzie krotko przed Wielkanoca zegnalam sie z kolejna ciaza.
      teraz za to po sama juz nie wiem ilu ciazach jestem wreszcie w dobrze ulokowanej
      podwojnej zdrowej chyba ciazy po invitro. Dziewczyny.. wiem co czujecie ale nie
      poddawajcie sie. Wesolych i szczesliwego Nowego!!!
      • szklanapulapka2 Re: to ja sie wylamie troche... 18.12.07, 09:41
        pszczolaasia, ja też uwielbiam święta, ale nie zawsze tak było.
        Teraz, kiedy jest Adaś, dostaję głupawki na punkcie prezentów i
        kupuję,. ile sie da. Jednak pamiętam te święta, które były smutne,
        bez dziecka, z samymi dorosłymui. Te życzenia... no niby z serca,
        niby szczere, a sprawiały tyle bólu, że trudno opisać. Tylko
        widzisz... my stoimy po dwóch różnych stronach barykady, tzn. ja i
        ty, oraz dziewczyny, któe sie tu wpisały. Rozumiem, ze i Ty miałąś
        swoje przeżycia w czasie minionych świat, ale teraz... jesteś w
        ciaży i nosisz pod sercem dwoje najcudowniejszych maluchów świata. I
        założę sie, ze w momencie, kiedy dowiedziałąś się, ze ciąża
        przebiega prawidłowo, w momencie zapomniałąś o tym, co było złe... a
        nawet jesli nie do końca, to i tak magia tej chwili 'dobrej prawdy"
        była dla Ciebie tysiąc razy ważniejsza niż wszystko to, co stało się
        dotychczas. Dlatego my cieszymy sie tymi świętami - dla nas są
        Cudowne, ale rozumiem dziewczyny.I nie ma tu bazy porównańsad
        A teraz do dziewczyn, które sie tu wpisały: Od wczoraj śledze ten
        smuty wątek i z całego serca Wam współczuję. Wiem, co to znaczy
        znosić życzenia (choćby najszczersze i od najbliższych), których
        realizacja tak naprawdę nie zależy od nas w najmniejszym stopniu;
        znosić te pełne litości spojrzenia... Ja co prawda miałąm to
        szczęście 9jesli można to tak nazwać, że w czasie świąt, które
        sopędzaliśmy bez dziecka, byli sami dorośli. na naszej "samotnej"
        wigilii, nie było naszego dziecka, ale nie było też innych dzieci i
        moze dlatego łatwiej było to przetrwać. Nie wiem, jak bym przezyła
        wiegilię, na której byłyby dzieci - pewnie okropnie.
        Dziewczyny, trzeba jednak dostrzec inny aspekt tych świąt - macie
        swoje "połówki", rodzinę, nikt Wam nie umarł, nikogo nie
        straciłyście... jesteście na etapie "oczekiwania" na dziecko, które
        być może lada miesiac zagości w Waszych brzuszkach. I może tym
        nalezy sie teraz cieszyć. Nie umiem Was pocieszyć, mimo, że kiedyś
        przezywałąm to samo. Mimo wszystko życzę Wam spokojnych, rodzinnych
        świąt, pełnych nadziei i choć trochę radosnego oczekiwania.
        Wypisałam sobie osoby, które tu się dopisały do wątku. Spisałam je,
        aby za rok, pokazać Wam, ile z tych "nielubiących" świat w tym roku,
        będzie szczęśliwymi mamami lub oczekującymi ciężaróweczkami w roku
        następnymsmile.
        • pszczolaasia Re: to ja sie wylamie troche... 18.12.07, 09:51
          widzisz..ja zawsze uwielbialam swieta i zawsze je bede uwielbiac. zyczenia nigdy
          nie sparwaialy mi bolu bo wiedzialam ze byly szczere. fakt- jest jeden
          bezsporny- to przykre kiedy bardzo czego chcesz a nie mozesz tego miec. ale nie
          nalezy sie poddawac. i powiem ci cos w tajemnicy- nie zapomnialam tego co bylo
          zle. tego sie zapomina...osobiscie sie nie ciesze jeszcze na maksa bo sie boje
          cieszyc. po tylu porazkach boje sie cieszyc. i oczywizda ze rozumiem
          dziewczyny...dlatego napisalam ze wylamie sie trochewink troche ma tu znaczenie
          kluczowewink
          • lyrica brak dzieci nie jest końcem świata... teraz wiem! 18.12.07, 10:41
            Z pewnością się ze mną nie zgodzicie. Staram się tak jak Wy o dziecko, w tej
            chwili powinnam być już po invitro. Okazało się jednak, że mam guza w piersi
            (prawdopodobnie po wcześniejszych stymulacjach do IUI) i muszę poczekać do
            wiosny na kontrolę czy nie rośnie. To był pierwszy znak do przemyśleń. A
            obecnie, od tygodnia, walczymy o życie siostry mojego męża. Moja rówieśnica,
            mama 14-miesięcznej córeczki (której przyjście na świat także okupione było
            wielomiesięcznymi staraniami) leży pod kroplówką z chemii z rozpoznaniem
            białaczki. Ja też nie chcę tych Świąt. Spędzę je w szpitalu patrząc na jej
            cierpienie. I teraz dotarło do mnie, że osiągnięcie celu jakim jest dziecko
            wcale nie musi oznaczać końca kłopotów, bo życie nieustannie kładzie kłody pod
            nogi... Teraz mam "córeczkę", bo ktoś tym maluchem musi się zajmować i wiem już,
            że niepłodność nie jest końcem świata - jest invitro, jest adopcja, można żyć
            także bez dzieci, ale z chorobą śmiertelną ciężko. I każdego z nas może to
            dopaść niestetysad
            Pozdrawiam i życzę ZDROWYCH świąt. Przede wszystkim.
            • dobdob0106 Re: brak dzieci nie jest końcem świata... teraz w 18.12.07, 10:55
              Życzę Ci dużo zdrowia , siostrze Twojego męża również. Czasem też
              nachodzi mnie taka refleksja , że istnieją problemy o których na
              szczęście mi się nie śniło, przynajmniej narazie. Trzymaj się mocno,
              będzie dobrze, musi być.
            • szklanapulapka2 Re: brak dzieci nie jest końcem świata... teraz w 18.12.07, 11:05
              Oj rozumiem, rozumiem... Wiesz, ja 2 tygodnie temu wymacałam sobie
              guzek w intymnym miejscu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi plus
              wiadmości medyczne z internetu, wskazywały na raka sromu
              (wyczytałąm, ze 5 lat można żyć, a jesli sie go wczesniej wykryje,
              to nawet dłuzej). Myślałam, ze oszaleję. Nikomu nic nie
              powiedziałam, nawet męzowi, bo potwornie bałam sie, że zacznie sie
              ciąganie po lekarzach, diagnozy, leczenie - i tak bez rezultatu.
              Któregoś dnia jednak rano wstałam, o 8 jeszcze czytałąm w internecie
              o objawach raka, które pasowały jak ulał w każdym detalu i... o 9
              już leżałam na fotelu ginekologicznym. Jakaż musiałam być
              wystarszona i zdeterminowana, skoro poszłam do gina z 3,5 letnim
              synem, wyobrażacie sobie? Bo ja do dzis nie wiem, jak mogłam... Nie
              było juz kart, więc wesząłm zapytać, czy przyjmie mnie lekarz bez
              karty i musiałąm mieć chyba okropną mine, bo mało, ze mnie przyjął,
              to jeszcze bez kolejki... Na całe szczęście przemiła p. położna
              zajęła sie moim synkie, Adaś był "oczarowany" bidetem i innymi
              akcesoriami gabinetu ginekologicznego, a ja pokazałm co budzio mój
              strach. Na całe szczęście okazało się, zę to zwykły tłuszczak.
              Lekarz powiedział, ze nie ma sie czym martwić, nie kazał niczym
              smarować, stwierdził, ze w ciągu miesiaca powibnno sie wchłonąć, a
              jak nie, gdyby sie powiększyło,c zy bolało, to trzeba będzie zrobić
              zabieg i wyłuszczyć.
              Wracałąm do domu jak na skrzydłach. W przeddzień rozmawiałam jeszcze
              z mężem, zę w razie, gdyby ten criotransfer sie nie powiódł, to może
              podejdziemy do drugiego programu. W tym momencie, kiedy wracałam z
              Adasiem do domu, przysięgłam sobie, zę to koniec. ŻĄdnego więcej
              programu. Zaadoptujemy, a nie podejdziemy do kolejnej stymulacji.
              Życie i zdrowie jest najważniejsze. Boże, jak ja sie baąłm... no i
              cóż z tego, ze 6 lat walczyłam o dziecko? Cóż z tego, ze się
              dochowałąm cudownego, mądrego synka, skoro... nie będzie mi dane go
              wychowac? Tak myślałam, na serio. I żałowałąm, że podesząłm do in
              vitro, że byc może przez to dorobiłam sie tego "raka" (tak wtedy o
              nim myślałam).
              Wczoraj zauważyłam, że tłuszczak prawie całkowicie sie wchłonął,
              została meleńka kreseczka, jakby blizna... i myślę, ze też sie
              wchłonie. za kilka dni nie powinno być śladu.
              Niestety, ja to potraktowaąłm, jako ostrzeżenie. I też zrozumiałam,
              ze walka o dziecko ma swoje i złe strony.
              Acha, i zeby było jasne. Wtedy, gdy starałam sie o Adasia, miałam
              gdzieś to, czy w wyniku stymulacji będę chora, czy zdrowa, czy
              dostane raka czy inna patologia się przyplącze. Liczyło sie tylko
              jedno - MIEĆ DZIECKO, tak jak z pewnościa liczy sie to teraz dla
              każdej z Was. Teraz myślę inaczej. W styczniu podchodze do
              criotransferu (a może w lutym). Pewnie, zę chciaąłbym, aby sie
              powiodło. Ale jeśli nie - mamy opracowany plan B. W każdym razie nie
              zrobię nic więcej, aby zniszczyć swoje zdrowie, bo jest co najmniej
              kilka osób, którym jestem potrzebna.
            • perls Re: brak dzieci nie jest końcem świata... teraz w 18.12.07, 11:37
              macie rację.. ja 31 grudnia 2007 bede najszcześliwszą osobą na
              ziemi. Chce żeby ten roku już się skończył. Nigdy w życiu nie miałam
              tylu problemów - serio, mam wrażenie że ten czas wypompował ze mnie
              połowę mojej całej energii - do połowy roku walczyłam z chorobą
              mojej mamy ( skończyło się skucesem - mam przynajmniej nadzieje),
              później przez kilka miesięcy umierała mojego męża babcia, w tym
              czasie straliśmy się caly czas bezowocenie o dziecko...teraz czekamy
              na wynik, chociaż ja już przeczuwam jaki będzie...czuję się jak
              przekręcona przez maszynkę...
    • gosiek114 Re: Nie chcę tych świąt. 18.12.07, 11:29
      Hej, rozumiem Cie doskonalesad Staramy się od 14 miesięcy i narazie
      nic z tego. Co gorsze postanowiłam zmienić lekarza ponieważ
      poprzedni pomimo, iz super miły okazało się, że nie zrobił niczego
      przez te 14 miesięcy!!!!a TERAZ TUŻ PRZED sWIĘTAMI okazało się, że
      brat i bratowa mojego męża będą mieli dzidzisia!!!bardzo się cieszę
      ale strasznie mi ciężko na sercusadsad Nowy Pan Doktor jest bardzo
      konkretny i baardzo drogi ale mam nadzieję, że w końcu trafiłam do
      prawdziwego profrsjonalisty.
      Pozdrawiam i mimo wszystko Wesołych Świątsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka