Moja historia...

18.03.08, 14:37
Nie wiem od czego zacząć...Może najlepiej od początku...Staralismy
sie z mężem kilka miesięcy,ale bez żadnych rezultatów więc nadszedł
czas na pójście do lekarza. Na początku ginka powiedziała,że
pierwsze trzy miesiące starań będą na bromocornie cały czas i
luteinie od 16.dc do owulacji,ale w tych trzech miesiacach nic sie
nie wydarzyło.Więc zaczęła sie ta cała historia z clo i z pregnylem
a w miedzyczasie troche badań,które wychodziły dobrze.Po 6
miesiącach na clo nadszedł czas przerwy na dwa miesiące,a przerwa
zaczęła sie w grudniu...Ostatnia @ była 1.grudnia a potem to tylko
obowiązki związane ze świętami.Nadszedł czas następnej @ a tutaj
opóźnienia,więc pomyślałam "nie udawało sie na lekach,więc tym
bardziej sie i teraz nie uda a tak wogóle nigdy nie miałam @
regularnie,więc te opóźnienia to standard".6 dni spóźnienia więc
zrobiłam test i zobaczyłąm dwie czerwone,wyraźne kreski...Ze
szczęścia sie rozpłakaliśmy.Poszłam na USG i już widziałam
malutkie,bijące serduszko.Bardzo sie cieszyliśmy,ale ta radość
trwała do 11.tc kiedy to na USG okazało sie,że serduszko już nie
bije a maleństwo sie nie rozwija...Po dwóch tygodniach od zabiegu
dowiedzialam się,że była jeszcze dodatkowo ciąża pozamaciczna,która
sie wchłoniła...Teraz jestem miesiąc od tego wydarzenia,ale nadal
nie moge dojść do siebie i się z tym pogodzić...

A miało być tak pięknie...





    • iwasz13 Re: Moja historia... 18.03.08, 14:46
      aż łezka się kręci...i pewno nikt nic szczególnie pocieszającego nie
      wymyśli, bo choćbyśmy tu wszystkie się zawzięły to i tak nie
      umniejszy to Twojegu bólu. Chcę Ci powiedzieć tylko, że może warto
      mieć jednak nadzieje. nadzieje, że kiedyś się uda. że się stanie.
      trzeba po prostu w to wierzyć. i może te nadzieja, i wiara zagłuszy
      troszkę ból jaki jest z pewnością gigantyczny. może trzeba się łapać
      wszystkiego, byle by tylko nie myśleć, żeby nie oszaleć. ja po roku
      starań miałam stany wręcz histeryczne. teraz, po dwóch latach,
      ciągle mam te nadzieje, a jeszcze lekarze nie pomagają w staraniach,
      więc ogólnie masakra. ale wierzę, wiem, że w tym roku nam się uda. i
      tego się trzymam. czasami jak tonący brzytwy niemalże, ale się
      trzymam!! i tego Tobie życzę, wytrwałości. pozdrawiam gorąco.
      • martucha90 Re: Moja historia... 18.03.08, 15:01
        Współczuję sad Trzymaj się, dziewczyno...
    • aneczka2607 Re: Moja historia... 18.03.08, 15:16
      ściskam mocno.....
      • rodzynek1000 Re: Moja historia... 19.03.08, 16:06
        To może ja cos optymistycznego. Moja szwagierka miała to samo co Ty,
        moja koleżanka z pracy - również. Obie po kilku miesiącach - jedna 3
        a druga nie pamiętam dokładnie, ale nie więcej niż rok - zaszły w
        ciąże i mają jedna chłopczyka a druga dziewczynkę. Chodzi o to, że
        kilkanaście % wszystkich ciąż obumiera i to jest naturalne (obejrzyj
        dokument W łonie Matki na National Geographic, od czasu do czasu go
        powtarzają). Kobiety, które oczekują na dziecko że tak powiem
        desperacko (tak jak my) bardzo szybko się testują, bardzo szybko
        dowiadują się o ciąży, a gdy ciąża obumiera nie uznają tego za coś
        co normalnie na świecie się dzieje, tylko obwiniają sienie, swój
        organizm, czują się gorsze - niepotrzebnie. Pomyśl o tym, że to jest
        selekcja naturalna i jeżeli zarodek nie rozwija sie prawidłowo to
        obumiera. A Ty chyba wolisz zdrowego dzidziusia?
        Dodatkowo przynajmniej wiesz, że w ogóle możesz zajść w ciążę (czego
        ja np nie wiem) i przynajmniej przez jakiś czas czułaś jak to w
        ogóle jest być w ciąży. Wiele kobiet tego nie wie, a z tych wielu
        kilka nigdyu się nie dowie. Głowa do góry!!!
        • nona-7 Re: Moja historia... 20.03.08, 16:37
          Dziękuje za słowa otuchy...I mam nadzieje,że faktycznie będzie tak
          jak napisałaś,że niedługo będe mogla sie cieszyc ciążą a potem
          macieżyństwem(chociaz ta radość napewno będzie sie mieszać ze
          strachem).Moge jedynie dodać,że te trzy miesiące ciąży były
          najpiękniejszym czasem w moim życiu!!!
          Pozdrawiam!
    • aga7733 Re: Moja historia... 21.03.08, 08:57
      Trzymaj się i mimo wszystko działaj dalej... Powodzenia
      A tak swoją drogą: tego czego Ty niestety doświadczyłaś boję się
      najbardziej, no bo wiem, że jestem w ciąży - to początek 6 tygodnia,
      ale radość tłumi strach, potężny strach...
      Pozdrawiam
    • halinka1001 Re: Moja historia... 21.03.08, 13:14
      moja historia jest podobna. dlugi czas bylam uczestnikiem tego
      forum, glownie podczytujac, rzadko piszac. wtedy uwazalam, ze
      najwiekszym moim problemem jest zajscie w ciaze.
      dzis mija tydzien odkad stracilam dziecko w 17 tc. mialo wady
      genetyczne i chore serce. nie wiem jak sie z tego otrzasnac i wrocic
      do zycia. mocno Cie przytulam.
      • martucha90 Re: Moja historia... 21.03.08, 13:28
        Jakie to smutne... sad Współczuję sad
Pełna wersja