nasza historia

26.08.08, 12:22
Witajcie, po krótce chcę Wam opisać moje historię.
Pewnie jest to historia podobna do wielu innych ale myślę że dobrze
będzie jak to przeczytacie.
Wszystko zaczęło się 9 lat temu, w tym momencie powiedzieliśmy sobie
koniec zabezpieczeń, CHCEMY MIEĆ DZIECKO.
Po jakimś roku bezowocnych starań poszliśmy do lekarza.
Pierwszym na naszej dłuuuugiej liście był dr.Popiela
Zaczął nawet nieźle, wysłał nas na badania które nie wykazały nic
takiego co mogło by powodować brak możliwości zajścia w ciąże,
stwierdził wtedy że najlepszym rozwiązaniem będzie inseminacja, mimo
iż przyjmował nas prywatnie to zabiegów dokonywał w państwowym
szpitalu na państwowym sprzęcie w szpitalu na Dyrekcyjnej. Na 3
zabiegi wzięliśmy pożyczkę z pracy ale czego się nie robi dla
dziecka.
Po nie udanych zabiegach pomału straciliśmy zaufanie do doktora i
postanowiliśmy szukać pomocy w innej klinice.
Trafiliśmy do Pani dr. Magdaleny Miś Michałek, i jest to jedyna we
Wrocławiu lekarka o której możemy powiedzieć dobre słowa.
Pani doktor mimo iż leczyłam się u niej państwowo zrobiła mi
laparoskopię i HSG. Próbowała pomóc w sposób jaki tylko mogła.
W pewnym momencie powiedziała jednak nie mogę zrobić dla was nic
więcej.
No niestety mamy taką służbę zdrowia jaką mamy.
Następnym na naszej liście był dr.Polak.
Ten po pierwszej wizycie stwierdził że nie mamy szans
na „naturalsik” i jedynym ratunkiem jest IN VITRO.
Trochę nas to przeraziło bo przecież jak to?
To inni mają z tym problem, nas to nie dotyczy, jesteśmy młodzi i
zdrowi.
W tym momencie pomyśleliśmy że facet chce wyłudzić kasę i nie
pojawmy się więcej u niego co też uczyniłiśmy.
Kolejnym lekarzem był dr.Markuszewski.
I tutaj standartowo, czekanie na wizytę do godz. 24.00 a potem
recepta, czopki do dupy ale widzę że nie ja jedna to przechodziłam,
wtedy właśnie przeczytałam forum i zdałam sobie sprawę że tak to ja
w ciążę nie zajdę.
Następną kliniką był Mediconcept na Krzykach.
Tam wszystko pięknie się zaczęło od słów że nie mam się czym martwić
i że w ciążę na pewno zajdę.
Po kilkunastu wizytach (wszystkie widomo płatne) dr.Jarosz wykonał
mi badanie histeroskopijne, które nie wykazało nic niepokojącego.
(koszt badania 1500zł).
No cóż zaczynamy się coraz bardziej zapożyczać ale przecież działamy
w słusznej sprawie.
Po badaniu zaczęła się gehenna, od tego momentu jeśli dostaję
miesiączkę to jest ona wywoływana hormonalnie a jak się już pojawia
to trwa 3 tygodnie. Doktor cały czas twierdzi że wszystko jest o.k.
i pod kontrolą.
Wykonuje mi kolejne USG i dopatruje się nieprawidłowości w postaci
wodniaka, jako że wyczerpał już swój asortyment wiedzy i pomysłów
kieruje mnie do swojego kolegi, dr.Pochwałowskiego.
Ten potwierdza diagnozę poprzednika i usuwa mi jajowód (4000zł).
Po zabiegu na wizycie kontrolnej nie mówi wprost ale daje do
zrozumienia że w tej klinice dziecka się nie doczekamy i właściwie
powinniśmy szukać kliniki w której wykonuje się IVF, nieśmiało
sugeruje INVIMED we Wrocławiu.
Pierwszą Panią doktor z którą mieliśmy kontakt była dr.Wickiewicz.
Ta już na pierwszej wizycie zaleca INVitro jednak nie zdobywa
naszego zaufania (w gabinecie byliśmy razem) gdyż myli nasze wyniki
(twierdzi m.inymi że mam hemoglobinę jak mężczyzna w ogóle nie
domyślając się że patrzy na wynik męża).
Po tej wizycie na kilka miesięcy dajemy sobie spokój z jakąkolwiek
przychodnią.
Niestety zegar biologiczny tyka, czas zaczyna nas naglić, wracamy do
InviMedu , tym razem do dr.Gizlera.
Tutaj standartowo, nie mamy żadnych szans a jedyną nadzieją jest IVF.
Skoro już trafiliśmy do doktora to spodziewaliśmy się takiego obrotu
sprawy i tym razem godzimy się na zabieg. Kolejna pożyczka i
zaczynamy się przygotowywać.
Oczywiście nie idzie jak po maśle, np. w dniu badania Pan doktor
mówi mi że od jutra mam zażywać Medrol, wychodzę z kliniki jest
godzina 18.00 idę do najbliżej apteki, nie ma idę dalej, nie ma
itd., w końcu tuż przed zamknięciem apteki udaje mi się dostać w
rynku.
Desperacja była olbrzymia ponieważ zdaję sobie sprawę jak ważne jest
zażywanie leków hormonalnych o określonej porze, mało brakowało a
całe przygotowanie wzięło by w łeb.
Podobnie ma się sprawa z zastrzykami które muszę dostawać w
określonych dniach, mały problem jeśli jest to dzień powszedni, po
prostu zwalniam się z pracy i jadę do InviMedu, gorzej jest w dni
wolne, tutaj jeżdżę do najbliższego szpitala opowiadam całą swoją
historię licząc na zrozumienie pielęgniarek (wyrazy najszczerszego
podziękowania) i proszę o zrobienie zastrzyku. Udaje się do czasu,
podczas jednej z kolejnej wizyt w szpitalu w Niedzielę pytamy o godz
13.00 czy będzie możliwośc zrobienia zastrzyku o 21.00. Sympatyczna
pani pielęgniarka mówi nam że jej już nie będzie na zmianie ale z
pewnością jej koleżanka nam nie odmówi i że przekaże jej sprawę,
niestety zmienniczka odmówiła nam a my na 15min przed zastrzykiem
zostajemy z przysłowiowym palcem w d….!
Niestety nie potrafimy sami zrobić zastrzyku a jest on zbyt drogi na
to byśmy eksperymentowali. Nie będę tu opisywała w jaki sposób mi
się udało ale nasza desperacja doprowadziła do tego że dostałam
zastrzyk o określonej porze.
Przychodzi dzień zabiegu, ja mam wolne ale mężowi się nie udało,
całe szczęście ze zamienia się z kolegą i idzie na 2 zmianę.
Po wszystkim koszmarne czekanie na wyniki, nie chcemy rozczarowania
i dlatego czekamy długie 2 tygodnie aby wynik był prawdziwy.
NIESTETY nie udało się.
Dzisiaj miesiąc po zabiegu analizujemy wszystko i zadajemy sobie
pytanie czy wybraliśmy dobrą klinikę i zauważamy fakty które
wcześniej zostały przez nas pominięte.
Po pierwsze dr.Gizler nie wysłał nas na badania nasienia męża a te
które widział na pierwszej wizycie mają już ponad 4 lata i przecież
mogły się zmienić, ponadto dr.Wickiewicz mówiła że podstawą do
zabiegu jest zrobienie badań na HIV WR i żółtaczkę a prowadzący nas
lekarz w ogóle nas na nie kierował (żeby choć kazał nam je zrobić i
wyrzucił je do kosza gdy nie widzimy wtedy być może mieli byśmy
wrażenie że chciał aby zabieg się udał a tak mamy wrażenie że był
tylko po to by wyciągnąć od nas pieniądze a jak będzie ciąża to też
fajnie)
Ponadto po czasie zauważyliśmy iż jest to lek.medycyny , zwykły
ginekolog położnik i wcale nie mamy podstaw myśleć iż zna się na
leczeniu bezpłodności bardziej niż inny ginekolog a cały InviMed
jest zwykłą przychodnią ginekologiczną, każda klinika może się
nazwać centrum macierzyństwa, klinika leczenia niepłodności, centrum
planowania rodziny itp. a zarobek dużo większy.
Zauważcie że mimo prób wciąż nie ma w Polsce oficjalnego rankingu
tych klinik i każdy ginekolog może podawać się za specjalistę od
leczenia niepłodności.
Doczytałam się też że Pan doktor pracował kiedyś w klinice Na Grobli
która nie ma najlepszych opini wśród pacjentek.
Teraz nie jestem już pewna ale jak będziecie w InviMedzie spójrzcie
na dyplomy, mam wrażenie że to wiszą tam dwa dyplomy ze
specjalizacją w leczeniu żył ale prawdziwość tych słów musicie same
zweryfikować.
P.S.
Weźmiemy jeszcze jedną pożyczkę ale tym razem pojedziemy na
konsultację do Pana Profesora niestety nie z Wrocławia.





deria35@interia.pl
    • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 12:46
      byłam przekonana, że ta historia będzie miała happy endsad życzę Wam
      szczęśliwego zakończenia z całego serca! mogłabyś mi powiedzieć, ile
      macie lat? bo ja też decyzję o invitro odkładam w czasie, a staramy
      się już 5 latsad o invitro myślę najwcześniej za 3-4 lata, i nie
      wiem, czy nie za póżnouncertain
      • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 13:24
        Tez myslalam, że ta historia skończy się szczęśliwie/ Zyczę wam tego
        z calego serca. kathrinn82 dlaczego chcesz odkladać in vitro?
        • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 13:32
          spiryna, na razie, że tak powiem z powodów finansowych (od połowy
          lipca mam swoją działalność, rozkręcam firmę, itp) także musimy się
          ustabilizować wink no i tak sobie założyłam, że jak już in vitro, to
          musi się udać! że to już ostateczność, więc jeszcze chcemy sobie dać
          ze 3 lata...czy dobrze? właśnie się zastanawiam, jak czytam historię
          o nieudanych podejściach...
          • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 13:37
            No tak, to oczywiste, że finanse,myslalam może , że macie duze
            szanse naturalnie. Powiem Ci, ze tez tak myslalam, że to
            ostatecznośc i wystarczy jedno podejście i już. Jednak wypowiedzi
            dziewczyn mnie martwią. My jestesmy jeszcze przed iui. Nie wiem czy
            dobrze odwlekać to w czasie.... myslę, że zalezy to od wielu
            czynnikow. Wiadomo im wczesniej tym lepiej. A ile masz wiosen -
            jezeli mogę zapytać? (ja 28)
            • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 13:40
              ja iui w ogole odpuszczam, jak juz to in vitro. no, tylko
              kasa...właśnie te nieudane próby mnie przerażają...szanse na
              naturalne zajście niby są, ale cóż, efektu brakuncertain
              ja w sierpniu skończyłam 26, a Mąż ma 31...więc czas ucieka
              nieubłagalnie sad
              mogę zapytać z czym macie problem?
              • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 13:46
                kathrinn82 - dobrze rozumiem, ze nie bierzesz pod uwage iui?
                Dlaczego? Rozumiem, jezli sa przeszkody, ale myśle, ze warto
                sprobować. My jeszcze jestesmy na etapie diagnoż. U mnie lekka
                insulinooporność i jeden jajowod niedrozny, mąż duzo plemnikow (240
                ml), ale kiepski ruch (A - 10, B -15). We wcześniejszym poscie
                podczytalam, ze masz nietypowe PCO? Co masz na mysli?
                • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 13:53
                  chcę sobie ograniczyć stres do minimum i nie ładować się w dodatkowe
                  koszty jeśli chodzi o iui. jeśli już wspomaganie, to in vitrosmile
                  takie jest założenie, ale jak nie będzie kasy, to i iui sprobujemy.
                  nietypowe, bo przy PCO pęcherzyki układają się dookoła jajnika
                  tworzą jakby taki łańcuszek. a moje jajniki są całe w maleńkich
                  pęcherzykach, rozłożone nieregularnie. do tego insulinooporność.
                  dobrze reaguję na clo (ale zawsze jest tylko jeden pęcherzyk, co
                  ogranicza szanse, do tego nie w każdym cyklu pęka). biorę metformax
                  i od lutego moje @ wróciły do normy (najdłuższy cykl 36 dni).
                  wcześniej bez wywołania, nie było o czym marzyć w ogóle...
                  • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 13:59
                    Ja tez mam insulinooporność. Powiem ci szczerzze obawialam się PCO,
                    bo miala problemy z cerą, ktore przeszly po metformaxie - tez go
                    biorę. Mam owulację jak w zegarku i zawsze owulację. Z obrazu usg
                    wynika, że mam jajniki o narmalnej wielkości z drobnymi
                    pecherzykami. Myslisz, ze to nietypowe PCO, czy tak jest zawsze?
                    Zmartwilam sie tym
                    • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 14:03
                      sam obraz USG, jak zapwne wiesz, nie świadczy o PCO, do tego
                      potrzebne badania hormonów (pewnie je masz?) żeby zdjagnozować...ale
                      skoro masz owulację jak rozumiem bez leków...jajniki normalnej
                      wielkości, to ja nie wiem...drobne pęcherzyki tez mam, ale jak
                      mówię, nie ułożone w łańcuszek, tylko nie regularnie. a miałaś HSG
                      czy laparo? długo się staracie? bo skoro masz owulację jak w
                      zegarku...to chyba problem jest gdzie indziej?
                      • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 14:10
                        wiesz, leczymy się dopiero 6 miesięcy, a o dzidzie staramy się
                        troche podan 1.5 roku. W zasadzie to nie wiem, gdzie lezy problem -
                        jestesmy na etapie diagnoz. Wykryto mi te niewielką
                        insulinooporniość, biore metformax. Jeden jajowod niedrozny , no i
                        to tyle.Owulacja bez lekow, progesteron ponad 10ng/ml (nie wiem czy
                        nie malo) Mąż ma asthenozoospermię, ale lekarz mowil, ze nasienie
                        nie est złe, ale juz sama nie wiem, co o tym myslec. A co u
                        was "tylko" PCO?
                        • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 14:29
                          jeśli mówisz o progesteronie po OWU, to masz ok. a inne hormony też
                          ok? wiesz co na nasieniu to ja się ani troche nie znam, bo moj M ma
                          (a raczej miał, bo już kilka lat minęło) ok. u nas można więc
                          powiedzieć, że tylko PCO (hormonki wszystkie w sumie ok, tylko
                          testosteron podwyższony, ale po metformaxie nie robiłam wyników).
                          nieregularne owulacje, więc muszę mieć monitoring, w sumie
                          wszystko...miałam laparo, jajowody drożne. nawet i 1,5 roku starań
                          to nie dużosmile ale dobrze, że szybko się za diagnozowanie
                          wzięliście smile
      • fietka7575 Re: nasza historia 26.08.08, 14:20
        Hej dzieki za słowa wsparcia, mamy 32,33 lata
        • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 14:30
          czyli też starania szybko rozpoczęte...mam nadzieję, że teraz Wam
          się udasmile trzymam kciuki z całej siły smile
          • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 15:58
            kathrinn82, wszystkie hormonki mam w normie - nawet testosteron.
            Wprawdzie jest w gornej granicy, ale w normie.Teraz prawdopodobnie
            czeka mnie laparoskopia. Moze namowię lekarza na iui przed laparo.
            Zapytam się, jakie jeszcze badania planuje. Chyba duzo ich nie
            zostało
            • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 16:01
              no, przy laparo jest szansa, że udrożnią Ci jajowód...ale jesli
              możesz to pewnie, zrób najpierw iui. wiesz testosteron blokuje
              owulację, u Ciebie bez problemu, także i górna granica nie jest
              niepokojaca smile
              trzymam kciuki za Ciebiesmile u mnie za parę dni @ uncertain
              • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 16:05
                No i ja za ciebie trzymam, może nie przyjdzie@. a tak swoja drogą,
                to dość długo sie juz staracie. A teraz jak was leczą - jesli mogę
                zapytać. Tylko farmakologicznie? Leczysz się w klinice czy u
                zwykłego ginekologa?
                • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 16:14
                  hmm, długo, bo do tej pory trafiałam na niezbyt jak się okazuje
                  kompetentnych lekarzyuncertain przed ślubem rok się nie zabezpieczaliśmy i
                  po ślubie poszłam do gina zwykłego. tam diane35 i efekt miał być z
                  odbicia, ale nic. potem clo, bez monitoringu, zupełnie w ciemno i
                  nic. zmieniłam lekarza, komplet badań (dopiero u tego drugiego
                  ginekologa!), clo + luteina (nigdy nie miałam potwierdzonej owu,
                  zanim brałam luteinę!) kilka miesięcy nic, laparo, w ciągu pół roku
                  miała być ciąża, nic...przerwa na zbicie testosteronu, zmiana
                  lekarza, do którego jeżdżę prawie rok. Powiem Ci, że ostatni lekarz
                  zrobił więcej w te kilkanaście miesięcy niż tamtych dwóch w kilka
                  lat. tylko taka mądra to ja teraz jestemsmile w każdym razie, na
                  metformaxie wszystko mi się poprawiło, mam śluz płodny, wyczuwalne
                  kłócie jajnika blisko owulacji, także dla mnie naprawdę wielki
                  sukcessmile tyle, że to nie jest regularne, ta owulacja i przez ten rok
                  miałam conajwyżej 4 razy...mój lekarz mówi, że jeszcze nie ma co
                  panikować, bo u zdrowych kobiet z każdej owulacji nie ma dzieci. a
                  nie należy do typu wyzyskiwaczy, nie naciąga mnie na zbędne badania,
                  tyle co monitoring i dużo mniej mnie kasuje za wizytę (normalnie 150
                  zeta, ja płacę 60 zł). nie leczę się w klinicie, tylko u gina, który
                  ma świetną opinię. jeżdzę do niego 70 km w jedną stronę, ale nie
                  żałuję smile ufam musmilewiem, że mi powie, jak już nie będzie w stanie mi
                  pomóc.
                  co do kliniki, to dopiero jak będę podchodzić do in vitro, bo wiem,
                  że i tak w tym kierunku by mnie kierowali...
                  co do leków to biorę tylko clo i metformax, czasem luteinę.
                  • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 16:15
                    a Ty gdzie się leczysz? klinika, czy zwykły gin? smile
                    • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 16:24
                      no to niezla droga, szkoda, ze od razu nie trafilaś na porządnego
                      lekarza. Pewnie mysleli, że jestes młoda i przesadzasz. Ja lecze
                      sie u gina od niepłodności. Miałam krotki etap ze zwyklym lekarzem -
                      po paru miesiącach starań, ale zrezygnowalam, bo szkoda bylo mi
                      czasu i pieniedzy. Slyszalam tez , że później w klinikach trzeba
                      powtarzać badania, więc uznalam, że to bez sensu. Moj maż na
                      poczatku był przeciwny, ale teraz stwierdzil, ze to byl dobry krok.
                      Wiesz, ja sie zaczelam starać o dziecko w wieku 26 lat - ty masz
                      teraz tyle, a ile badań za sobą...

                      Wiesz, ja na twoim miejscu zastanowiłabym sie powaznie nad
                      inseminacją. Po co faszerować się lekami przez tyle miesiecy,
                      jeżdzic dolekarza, jeżeli macie ogromne szanse, ze uda się przy
                      inseminacji. Nie chce cie namawiać, ale zastanow się. Nie wiem, jaki
                      jest jej koszt, a moze sie wam uda za pierwszym razem?
                      • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 16:34
                        może i masz rację, bo w sumie jedyne, co zostało nam do zbadania, to
                        wrogość śluzu, jeśli tam coś jest nie tak, to rzeczywiście warto by
                        było...ale chcę nam dac jeszcze trochę czasu, wiesz kilka owulacji
                        chociazsmile mój gin mówi, że nie wiadomo jakiej jakości mam jajeczka,
                        jeśli kiepskiej, to się moga nie zapładniać po prostu...a ja liczę
                        na to, że jak mi się tak wszystko normuje w organiźmie, to i jakość
                        jajeczek (jeśli rzeczywiście jest kiepska, o to to tylko na in vitro
                        wyjdzie) się poprawismile
                        z ciekawostek powiem Ci, że od mojego przed odstatniego gina,
                        zwiałam zaraz po tym, jak mi proponował "inseminację" u siebie na
                        fotelusmile zwaliło mnie to z nóg...chciał strzykawką po prostu, na
                        fotelu, wieszsmile teraz to mnie to śmieszy, ale wtedy...ehhsmile
                        mój obecny gin też się specjalizuje w niepłodności, zapomniałam
                        dodać.
                        ja to myślę, że u Was to kwestia czasu jestsmile musi się nam udać i
                        uda się na pewno smile
                        • free-klaudia26 Re: nasza historia 26.08.08, 17:04
                          Do kathrinna82
                          powiedz u jakiego lekarza się leczysz? a i jeszcze jedno Tobie
                          poprawił się śluz po metformaxie?bo ja go tez biore ale u mnie nicsad
                          a mam wrogośc śluzu a własciwie go nie odczuwam no ale to juz inna
                          historia.
                          • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 18:46
                            Jajeczka kiepskiej jakoście... tego sie boję, a jak mozna to ocenić,
                            tylko przy in vitro? Moze jakies hormony sa za to odpowiedzialne?
                            Mam nadzieję, że to kwestia czasu i mysle, że u was też. My tez nie
                            mamy wrogości sluzu. we wrzesniu spotkam sie z lekarzemi i zobaczymy
                            jakie badania dalsze na zaproponuje. Jezeli chodzi o metformax to
                            wpłynąl na poprawę cery - znacząco. Śluz mam, ale myslę, ze nie jest
                            go dużo.
                            • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 20:40
                              spiryna, ja sobie na razie staram nie zawracać głowy kiepskiej
                              jakości jajeczkamiuncertain tyle co mi gin powiedział, że to można zobaczyć
                              tylko przy in vitro. myślę, że tu chodzi o to jak się zapładniają,
                              rozwijają zapłodnione, itp.
                              ja też mam wizytę dopiero we wrześniu, w sierpniu dałam sobie na
                              luz, ale coś czuję, że żle zrobiłam i @ mi się opóźni sad pewnie mam
                              torbielkęsad dziś 27dc i zawsze o tej porze strasznie mnie piersi
                              bolą i po kilku dniach @ przychodzi...a tu nicuncertain cisza uncertain
                              temperatura też niska, więc pewnie torbielkasad ehh
                          • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 20:37
                            Klaudia, nie chciałam przez to powiedzieć, że metformax śluż
                            poprawiasmile raczej chodziło mi o to, że po nim jakby wiele rzeczy
                            wróciło mi do normy i z tego się cieszęsmile trwało to dobre pół roku,
                            ale efekty sąsmile jedyne co jeszcze, spodziewałam się że schudne, ale
                            niestety, to na mnie nie działa w ten sposobsad
                            co do Twojego śluzu - polecam kapsułeki z olejem z wiesiołka, są
                            naprawdę rewelacyjne, sama je wcześniej stosowałam.
                            ja w ogóle mieszkam niedalego Elbląga, a lecze się u gina w Gdyni
                            (straszne kolejki są do niego, staram się umawiać na kilka wizyt od
                            razu). a Ty skad jestes?
                            • free-klaudia26 Re: nasza historia 26.08.08, 21:00
                              Dzięki za odp.ja jestem z okolic Łodzi czyli bardzo daleko od
                              Ciebie,właśnie zamierzam sobie kupić kapsułki z oleju wiesiołka i
                              zacząc stosować od nowego cyklu a jesli chodzi o metformax to lekarz
                              powiedział,że poprawi mi sie od niego cera ale ja ju go wcześniej
                              brałam inic nie pomógł w tej kwestisad
                              Ale prócz tego znów zaczęłam brać bromergon na zbicie prolaktyny,no
                              zobaczymy co z tego wyjdzie,chcę żeby ten koszmar się wkońcu
                              skończył bo po ponad 5 latach nie mam juz siłsad
                              • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 21:01
                                5 lat, to tak jak mysmile ehh sad na metformax niektórym potrzeba czasu
                                jak widać, żeby zadziałał...ja mam insulinoopornośc, a Ty miałaś
                                badane? bo może bez sensu go bierzesz?
                                • free-klaudia26 Re: nasza historia 26.08.08, 21:08
                                  wiesz co ja nie miałam badanej insuliny więc nie wiem na jakiej
                                  podstawie lekarz każe mi brac metformax ale z tego co się jeszcze
                                  oriętuje to chyba jest pomocny przy owulacji ale juz sama nie jestem
                                  pewnasad
                                  Teraz będe się szykowała znów do badania prolaktyny żeby sprawdzic
                                  czy cos sie polepszyło.Dodam jeszcze,że jestem po skończonej kuracji
                                  endometriozy a i nasienie męza te nie najlepszesad
                                  • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 21:39
                                    nie wiem, ale ja jestem przeciwniczką brania leków bez potrzeby i w
                                    ciemno sad jeśli nie masz insuliooporności, to po co? trochę to
                                    dziwne jak dla mnie...równie dobrze można powiedzieć ze owulacji
                                    pomaga clo i pregnyl...
                                    ale ok, nie wnikam w kompetencje lekarzasmile
                                    jakie masz teraz leczenie? oprócz metformaxu?
                                  • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 21:39
                                    Nie mialas badanej insuliny? A może masz PCO? Sama nie wiem -
                                    przeciez powinni ci zrobić test z obciązeniem. Matrofmax jest
                                    pomocny, ale po co go brac jeżeli nie ma potrzeby?
                                    • free-klaudia26 Re: nasza historia 26.08.08, 22:19
                                      A może metformax tez działa na prolaktyne - to ja mam wysoki poziom
                                      i teraz będe miała jeszcze raz robione badanie z obciązeniem.We
                                      wrześniu powinnam miec robione HSG (juz 3)ale ze względów osobistych
                                      będę musiała to przełożyć na później.Jako,że wyszło podczas
                                      laparo,że mam endo i jeden niedrożny jajowód brałam diphereline.Już
                                      zakończyłam jej leczenie i teraz czeka mnie to co wyżej napisałam.No
                                      a jeśli wszystko będzie ok na HSG to zamierzam podejść do iui(juz 7)
    • free-klaudia26 Re: nasza historia 26.08.08, 22:25
      Słuchajcie dziewczyny jestem pewna,że mój lekarz wie co robi podając
      mi metformax ,jeszcze się nie zdarzyło tak żeby mi podawał cos od
      tak sobie.Zreszta jest to najbardziej kompetentny lekarz na jakiego
      trafiłam ,widzę że się chłopina stara i coś w tym kierunku działasmile
      Mam nadzieję,że w końcu będzie z tego jakis rezultat za ,który będę
      mu bardzo wdzięcznasmile
      • spiryna Re: nasza historia 26.08.08, 22:41
        free-klaudia26, to bardzo dobrze, ze masz zaufanie do lekarza. Nie
        wiem czy metformax wpływa na prolaktynę. Ponoc poprawia jakoś
        owulacji. Swoją drogą trzecie hsg - nie zazdroszczę. Wiesz zawsze
        myślalam, ze po laparo nie wykonują raczej hsg, no chyba, że laparo
        była dawno. Fajnie, że jest to forum, mozna dowiedzieć się więcej
        rzeczy i przygotować do wizyty u lekarza. Pozdrawiam was dziewczynki
        • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 22:49
          zaufanie do lekarza to podstawasmile
          ja niedługo zacznę nowy cykl z nowymi nadziejamismile rzucam żel do
          higieny intymnej i może jakie ziółka zakupie big_grin
          będzie dobrze smile
          trzymajcie się
          buziole
          • free-klaudia26 Re: nasza historia 26.08.08, 22:58
            A ja tak cichutko licze na to,że ten cykl zakończy się ciązą i
            ominie mnie HSG i te wszystkie inne straszne rzeczy.
            I wam dziewczynki tez tego życze z całego serca upragnionych 2
            kresek na teściesmile
            • kathrinn82 Re: nasza historia 26.08.08, 23:06
              będę trzymać za to kciuki!! wink który dziś dzień?
              • free-klaudia26 Re: nasza historia 27.08.08, 10:47
                Dzisiaj jest 26dc pewnie koło soboty dostane @ sad
                Nie nastawiam sie na nic bo w tamtym m-cu liczyłam i sie nie udało i
                strasznie byłam załamana,a jaki był płacz!
                • kathrinn82 Re: nasza historia 27.08.08, 10:54
                  hmm, no to razem czekamy, bo u mnie 28dcuncertain tyle, że u mnie się
                  przeciągnie czuję...
                  • free-klaudia26 Re: nasza historia 27.08.08, 11:02
                    Czyli co u Ciebie jest szansa,że może cos z tego będzie? mnie troche
                    tak czasem pobolewa brzuchuncertain
                    No cóz nic na to nie poradzęsad
                    • kathrinn82 Re: nasza historia 27.08.08, 11:05
                      nieee raczej nie, bo odpuściłam w tym cyklu, nie byłam nawet na
                      monitoringu, więc kompletnie nic nie wiem...zdaje się, że mam
                      torbielkę z niepękniętego pęcherzyka, bo normalnie to już by mi
                      cycki rozsadzałouncertain a teraz nic...mój najdłużyszy cykl to 36 dni,
                      więc jeszcze trochę czasu...
                      a może u Ciebie teraz też są szanse? ;>
                      • spiryna Re: nasza historia 27.08.08, 18:43
                        Dziewczyny, to w takim razie trzymam za was kciuki i pozdrawiam.
                        • free-klaudia26 Re: nasza historia 27.08.08, 19:02
                          Czy u mnie szanse są?? nie wiem! ale jakby nie było to działaliśmy
                          z mężem hehe.Jedyne objawy jakie mam to pobolewający brzuch ale on
                          chyba raczej o ciąży nie świadczy sad
                          • kathrinn82 Re: nasza historia 27.08.08, 19:15
                            spiryna, dzięki! ale chyba nie ma sensu, przynajmniej za mniesmile
                            ja to ani żadnych ciążowych, ani @ objawów nie mam sad
                            • spiryna Re: nasza historia 27.08.08, 19:28
                              Ooooj dziewczynki, musimy nauczyć się myslec pozytywnie (mowie tez o
                              sobie), bo może takie negatywne myslenie działa jak samospelniajaca
                              się przepowiednia? Ale jak to zrobić???
                              • kathrinn82 Re: nasza historia 27.08.08, 19:31
                                no właśnie...? jak? od paru lat się zastanawiam smile
                                • free-klaudia26 Re: nasza historia 27.08.08, 19:42
                                  no własnie jak myslec pozytywnie?? najlepiej to wcale nie mysleć ale
                                  tak się nie da.no to w takim razie nastawiamy się wszystkie na
                                  ciąze! smile i bez gadania
                                  • kathrinn82 Re: nasza historia 27.08.08, 20:16
                                    hiehie, skoro tak, to można spróbować smile o ile teraz coś to zmieni tongue_out
    • luciola9 Fietka 28.08.08, 17:30
      Bardzo Wam współczuję tego co przeżyliście, aż sie rozłościłam na
      tych bezdusznych lekarzy. To jest okrutne i nie powinno się wydarzyć.
      Ty 9 lat, ja 7. Wiek mamy również zbliżony. Nie wiem czy ten rocznik
      jest pechowy? Jak zaczynam się zastanawiać ile moich koleżanek ma
      już dzieci to zauważam,ze są wsród nich takie, które tak jak my
      ciągle nie mają........
      To prawda,ze wszystko jest drogie(leki,zabiegi, badania, wizyty
      itp), ale nie mamy innego wyjścia, musimy próbować...

      In vitro jeszcze przede mną ale skoro IUI nie udaje się więc nie
      sądzę,ze tou będzie inaczej.

      Ja też czasami spotykam "życzliwe pielęgniarki"- aż się wzruszam
      oraz te "wrede", które mówią: jak nie ma skierowania nie zrobię
      zastrzyku nawet jakby pani mi nie wiem ile płaciała".

      Chiałabym Cię pocieszyć i dac wiarę, że wszystko będzie dobrze.
      Wiedz,ze nie jesteś sama.
      Trzymaj się i życzę powodzenia.
    • ko_ma1 Re: nasza historia 28.08.08, 23:38
      niestety jestes smutnym przykladem na to do czego prowadza czeste zmiany lekarzy
      i konsultowanie sie z ginami, ktorzy nie znaja sie na nieplodnosci...
      Wg mnie we Wroclawiu na nieplodnosci zna sie tylko Polak i tylko on ma w miare
      niezle juz doswiadczenie w IVF. On Wam postawil od razu diagnoze, ale
      uznaliscie, ze nie ma racji... Dlaczego zdecydowaliscie sie na zabieg w klinice
      o slabszej renomie i doswiadczeniu - w sumie nie rozumiem...

      Trzymam kciuki za szczesliwy koniec tej historii!

      Pozdrawiam, ko_ma (24 tc, 3 programy ICSI: 2 u Polaka, 1 w nOvum)
    • tilan witaj fietko 29.08.08, 13:04
      Witaj,
      Ja również czuję się rozczarowana leczeniem u dr Gizlera ....
      Nasza historia jest jest bardzo podobna do Waszej i tez mamy tyle
      samo lat.
      Ja również skierowałam swoje pierwsze kroki kiedy zdecydowaliśmy sie
      na dzidziusia do Madiconceptu , ja trafiłam do dr Halamy, wydał się
      bardzo miły, i dośc kompetentny, skierował na badania hormonów i
      badanie nasienia męża. I tu zaczęły się problemy bo wyszło że maż
      ma kiepskie wyniki, ale zapewniał nas że inseminacja napewno pomoże,
      przepisał CLO na 3 miesiące i do kontroli, Dla nas to i tak był szok
      że musimy trochę jeszcze poczekać i nie będzie wcale tak łatwosad
      Po 3 miesiącach dużo nie pomogło i stwierdziliśmy że chyba nasżą
      sprawą powinien się zająć ktoś bardziej kompetentny w dziedzinie
      niepłodności. Poszliśmy do dr Polaka. z jego gabinetu wybiegłam z
      wielkim płaczem , bo nie byłam-byliśmy zupełnie przygotowani na taką
      wiadomość!! Powiedział że z takimi wynikami to tylko in vitro!
      Oczywiście traktowanie jego też nam się nie spodobało , bo nawet
      mnie nie zbadał , zobaczył wyniki i odrazu diagnozę postawił!!
      Długo sie zastanawiałam jaka klinikę wybrać bo Wrocław niestety do
      liderów nie należy a z kolei przrazała nast wyprawa do Novum i całe
      zamieszanie. Zaczełam szukać i interesować się tematem i znalazłam
      właśnie Invimed, poszliśmy , dr wydał się bardzo miły i
      najważniejsze że nie załamał nas na samym początku diagnozą o in
      vitro i jeszcze powiedział że nie jest tak żle, zrobiliśmy 1 iui
      ale to tylko chyba PROFORMA, ponieważ jak sie okazało trochę słabe
      plemniki . Długo się zastanawialiśmy nad podjęciem decyzji o in
      vitro, ale stwierdziliśmy że szkoda czasu na leczenie , dodatkowe
      badania i stresy, koszty na kolejne próby , a przy invitro mamy duże
      szanse. Gizler też był przekonany że się uda i to nas dopingowało.
      Stymulacja się zaczeła w styczniu tego roku , bez większych
      problemów , mąż dzielnie robił zastrzyki, oczywiście emocje były
      wielkie ale równiez była ogromna nadzierja że się uda, bo u mnie
      było o.k. . w między czasie okazało się że kiepsko u mnie ze
      stymulacją , wyrosły tylko 4 pęcherzyki , szok i stres czy uzyska
      się jakąś komórkę!! Po punkcji dowiedziałam się że są 2 komóreczki
      i teraz znów kolejny stres czy się zapłodnią!!! Czekanie na telefon
      w sobotę był kolejnym wielkim naszym stresem. Udało się jest jedna
      komórka , transfer i czekanie.... wynik niestety negatywny!!
      Pierwsza poważna załamka, jakto , dlaczego , płacz i doszukiwanie
      się przyczyny! Gizler na następnej wizycie powiedział że nie
      przypuszczał że sie tak kiepsko będę stymulowała, oczywiście
      zrobiłam wyniki hormonów , które się całkiem rozjechały i FSH
      skoczyło do 15, Gizler zapewnia że drugie podejście jeśli fsh się
      oczywiście obniży będzie innymi troche hormonami i zwiększona
      dawka , zaufaliśmy mu za drugim razem , zaczęłam stymulację w
      czerwcu , tez nie było za specjalnie ale juz było 12 jajeczek i 6
      komórek udało się uzyskać , wielka radość i nadzieja , dobre wieści
      że zapłodniły się 4. Podali mi 2 zarodki klasy A 8 komórkowe ,
      czyli śliczne. No i czekanie , postanowiłam się wyluzować, myśleć
      pozytywnie, wziełam zwolnienie. po 2 tygodniach okazało się że
      JESTEM W CIĄŻY!!! Beta pięknie przyrastała , robiłam co 2 dni,
      później co 4, powoli zaczeły się dolegliwości , byliśmy tacy
      szczęśliwi. Pierwsza wizyta dopiero w 8 tygodniu ciaży bo doktor był
      na urlopie, pomyślałam że może i lepiej bo zobaczę juz serduszko,
      wielkie czekanie i podniecenie. Niestety jak dr mnie badał nie miał
      najweselszej miny, stwierdził że jest " puste jako płodowe" , to
      był naprawdę szok , kolejny potraktował mnie uważam bardzo
      oschle , nawet nie powiedział że just mu przykro, byłam w totalnym
      szoku i nie potrafiłam nawet zadać mu pytań , on powiedział tylko że
      tak się bardzo często zdaża , wystawił skierowanie do szpitala na
      zabieg. Nie będe opisywać jak sie czułam , świat mi się zawalił bo
      cieszyła sie cały miesiąc i wyniki bety rosły prawidłowo nawet do
      22 tys. a tu los i natura z nas zadrwiła sad Doktor powiedział że
      mamy jeszcze mrozaki , troszke gorsze ale szansa zawsze jest po 3
      miesiącach możemy podejść ponownie do transferu.
      Ale ja juz straciłam tak jak Wy zaufanie do dniego, ponieważ też
      nie zlecał dodatkowych badań, według niego nie były istotne , i
      pominął teraz to wiem podstawowe badania moje , jestem tydzień po
      łyżeczkowaniu i wciąż nie mogę dojść psychicznie do siebie sad
      Zastanawiam się czy wógóle będziemy mieć dziecko , zaczełam
      sprawdzać wszystkie badania i zacznę je robić na własną rękę żeby
      wykluczyć w przyszłości niepowodzenie. Myślę sobie że do transferu
      podejdziemy jeszcze u niego może na początku przyszłego roku jak
      mój organizm sie uspokoi , pójdę drugi raz na akupunkturę , a
      jeśli sie nie uda kolejna próba to napewn następna klinika będzie
      Novum. Tylko szkoda że tak wyszło , tyle czasu , pieniędzy , łez,
      stresu, nie życzę tego nikomu. Bje się że znów tkwimy w martwym
      punckie i czy uda sie w końcu trafić do specjalisty , który sie nami
      zajmnie w profesjonalny sposów , nie pominie żadnych ważnych badań i
      do końca zdiagnozuje.
      Przepraszam że się tak rozpisałam i do tego chaotycznie.
      Nie miałam zamiaru też nikogo przestraszyć i przestrzedz przed
      wyborem Invimedu wrocławskiego , ale większy nacisk nałóżcie na
      zlecenie badań ( choć to paranoja żebyśmy to My musieli wcześniej
      dowiadywać sie w internecie).
      Jeśli mogę wiedzieć to do jakiego profesora sie udacie , bo też sie
      zastanawiam nad konsultacjami?

      Pozdrawiam Cię i życzę Ci upragnionej ciąży i zdrowego maleństwa .
      Monika
      • fietka7575 Re: witaj fietko 31.08.08, 23:27
        Cześć Moniko.
        Twoja historia jest jeszcze smutniejsza niż nasza ale chyba nie o to
        chodzi kto ma gorzej, trzymamy za Was kciuki We wtorek jedziemy do
        Białegostoku do prof.Szamotowicza,jeśli bedziesz chciała coś
        wiedzieć więcej odezwij się na maila
        deria35@interia.pl
      • malwinna75 Re: witaj fietko 12.10.08, 14:26
        Witajcie dziewczynysmile jakieś 5 min poleciłam Invimedi i właśnie dr
        G. innej osobie, sama jestem jego pacjentką i własnie sie
        przeraziłamsad jakie badania powinnam zatem wykonać aby być pewną,że
        niczego nie pominęłam?? Dr zlecił mi sam
        FSH,progesteron,prolaktynę,HCL, robilismy PCT, badanie nasienia,
        HSG, występowanie owulacji czy powinnam coś jeszcze zrobić?? czuję
        się zagubiona... Dodam,że wszystkie w/w wyniki są ok oprócz testu
        PCTsad wtedy dr G. do mnie zadzownił i powiedział,że w tym
        przypadku zaleca inseminację.
    • zemfira.m Re: nasza historia 23.10.08, 16:29
      Ta historia ma szansę dobrze się skończyć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Mi po 3 latach intensywnego leczenia w klinikach in vitro udało się za 11-stym
      transferem (4 punkcje).Problemem były słabe plemniki. Nie mogli ustalić dlaczego
      tyle zarodków klasy A nie mogło się zagnieździć. Moja córeczka ma 3 miesiące, ja
      mam 31 lat, a m. 34. Do tej pory jakoś nie mogę uwierzyć, że się udało, ze ten
      horror cały tych klinik, zastrzyków, ciągłych pożyczek no i tej determinacji.
      Nie chcę być mądrala, choć wiem, że jetem po tej innej stronie, ale moja
      historia też nosi ślady łez, załamania, nerwic i braku wiary czy to możliwe.
Pełna wersja