Dodaj do ulubionych

Birma. Podróż życia

IP: 57.66.195.* 18.03.11, 10:28
Kraj zarządzany przez wojskową juntę, w którym opozycję się zabija lub wtrąca do więzień. Super miejsce na podróż życia:)
Obserwuj wątek
    • Gość: Foxy Birma. Podróż życia IP: 80.50.51.* 18.03.11, 12:12
      Coraz wiecej swiadomych turystów jedzie do tego kraju wlasnie po to aby miedzy innymi pomoc tym biednym ucisnietym ludziom. Omija sie rezimowe hotele, rezimowy transport etc. w ten sposob pieniadze nie trafaija do przepastnych kieszeni generalów a bezposrednio do rak potrzebujacych.
      • pamejudd O co chodzi z tym "Pierwszym krokiem w chmurach"? 18.03.11, 13:03
        Czy cos w tym autobusie zaszlo, o czym nie wspomniano w reportazyku?
        • Gość: ania Re: O co chodzi z tym "Pierwszym krokiem w chmura IP: 178.73.49.* 18.03.11, 16:35
          lol, celna uwaga;
          pamejudd, btw masz bardzo ciekawego bloga;
          • pamejudd Ktorego? :-| 19.03.11, 19:40
            Przeciez mam ukryty...
          • pamejudd A, juz kumam. 19.03.11, 20:13
            "Religia pokoju" to nie moj blog :)
      • Gość: ania Re: Birma. Podróż życia IP: 178.73.49.* 18.03.11, 16:33
        jesli wydaje ci sie, ze Twoje pieniadze, ktore tam zostawiles, trafiaja do rak potrzebujacych to gratuluje naiwnosci:/
        niestety w wiekszosci nie;
        nie mozesz w Birmie pojechac w kazde miejsce, jest ograniczona liczba miejsc gdzie sie mozna zatrzymac i akurat nie prowadza ich najbardziej potrzebujacy;
        kolesie ktorzy ci wymieniaja pieniadze to tez nie ci najbardziej potrzebujacy;
        a najbardziej "zabawne" w calym procederze jest to ze nawer A. S. Sun Kyi wzywala do tego, zeby do Birmy turystcyznie nie jezdzic, wlasnie dlatego ze wcale nie wspiera sie potrzebujacych;
        ale turysci wiedza lepiej oczywiscie...
        • Gość: HMMM Re: Birma. Podróż życia IP: *.dynamic.chello.pl 20.03.11, 13:01
          Ania - dziekujemy za spora dawke truizmów- a truizmy maja do do siebie ze sa powszechnie znane. Uwazaj - od wywazania otwartych drzwi mozna sobie zwichnac bark.
          • Gość: ania Re: Birma. Podróż życia IP: 178.73.49.* 20.03.11, 14:28
            coz za rzeczowa i wnoszaca wiele do dyskusji odpowiedz;

            naprawde nie rozumiesz o co chodzi?
            przyzwoitosc by nakazywala autorowi artykulu poswiecic 1 (slownie jeden) akapit i wyjasnic dlaczego, mimo tego co napisalam (a co prawdopodobnie sam wie) zdecydowal sie jechac;

            przyzwoitosc by nakazywala gazecie, ktora opisywala szeroko wolnosciowe tendencje w Birmie opatrzyc taki artykulik jakims komentarzem, ale to juz inna historia;

            znam okolo 30 osob ktore byly w Birmie turystycznie - backpackersko; i kazda na pytanie dlaczego zdecydowala sie jechac mimo tego, co jak twierdzisz jest truizmem i wszyscy wiedza, nabiera wody w usta; albo udziela odpowiedzi podobnej jak twoja - unika problemu;

            jakis czas juz probuje sie dowiedziec jaki procent (orientacyjnie) z pieniedzy wydanych na taki wyjazd (bo ile calosc kosztowala jakos kazdy bez oporow mowi) rzeczywiscie trafia do "normalnych ludzi" - a nie rzadu i tych ktorzy sa przez niego popierani i "ustawieni w miejscowych realiach";
            nie ukrywam, ze pytam dlatego, ze w sumie sama bardzo chcialabym zobaczyc Birme;
            jednak jakos wszyscy tej odpowiedzi unikaja;
            kiedys przeszukalam nawet pod tym katem to forum jak i inne;
            dowiedzialam sie tylko, ze nie jestem jedyna osoba, ktora to interesuje
            i tego, ze jakos nikt z tych ktorzy tam byli (a jakos wszyscy podaja chetnie ten argument o pomaganiu miejscowym) nie kwapi sie z ta informacja;

            jesli ty mi mozesz takich inf. udzielic - niekoniecznie na otwartym forum, to chetnie sie dowiem;
            • Gość: Hmm Re: Birma. Podróż życia IP: *.dynamic.chello.pl 20.03.11, 18:59
              Ile % na to pytanie nie odpowie nikt - dla tego ze pewnie nikt tego nie wie. Jak dla generałow przekazac jak najmniej - polecam "Myanmar- Lonely Planet". Jechac czy nie jechac - o to jest pytanie, i jedno z tych etycznie nienajłatwiejszych. Skoro cytujesz Aung San Suu Kyi- to moze dodaj z ktorego roku jest to cytatat i co stało sie w ostatnim roku w Birmie. Jesli zatrzymasz sie w prywatnym hostelu, zjesz w prywatnej knajpce, kupisz cos na targu - to jak myslisz gdzie pojdzie gro tych pieniedzy?W Birmie przeprowadza sie "tajną" prywatyzje generałowie uwlaszczaja sie ( tak jak komunisci u nas na poczatku 1990) na wypadek zmiany warty- co kiedys nastapi. Jesli chcesz jechac i zobaczyc w sumie ostatni tak oryginalny azjatycki kraj -to ostatni dzwonek.
              • Gość: ania Re: Birma. Podróż życia IP: 178.73.49.* 20.03.11, 19:46
                nie chce mi sie teraz szukac cytatow dokladnie z datami, ale krotko po uwolnieniu ASSK wypowiadala sie ponownie na ten temat - ze masowa turystyka jeszcze nie jest dobrym pomyslem bo przynosi poki co ciagle wiecej szkody, co najwyzej pojedyncze osoby, ktore moglyby zobaczyc sytuacje na miejscu - chodzilo jednak o ludzi, ktorzy z ta wiedza moga cos konkretnego zrobic - dziennikarzy, lekarzy bez granic itd. nie backpackersow, ktorzy co najwyzej opisza sytuacje na blogu i pochwala sie zdjeciami; a ja bylabym co najwyzej backpackersem;
                zreszta o tym, ze bedac zwyklym backpackersem spolecznie niezbyt odpowiedzialnie jest tam jechac mowili mi wlasnie ludzie z NGO, ktorzy tam byli;

                pieniadze z bazaru czy knajpki owszem poszlyby do ludzi "normalnych", tylko to lacznie akurat nie jest wielka kwota; jedzenie jest tam tanie; z hostelami/hotelami jest juz roznie (mam pisac truizmy, ze nie wszystko to prywatne inwestycje biednych ale przesiebiorczych i pracowitych ludzi?); a ponosisz jeszcze inne oplaty - w bilecie lotniczym (ciekawe kto zrezygnuje z tanszych liniii birmanskich na rzecz drozszych niebirmaskich? kolejne pytanie po ktorym znajomi backpackersi nabierali wody w usta), wizowo-wjazdowe, wstepy, rzadowy opiekun przewodnik i pozwolenia na czesc terytorium itd. To wszystko kosztuje wiecej niz bazarek i obiad;
                i usiluje dociec orientacyjnych procentow, bo jesli to jest tak, ze ja 10% wydanych pieniedzy wespre lokalsow, a 90% generalow, to akurat jest dosc zgodne z tym co mowila ASSK, ze przynosi to malo pozytku i duzo szkody;
                wiem ze z perspektywy pojedynczego kolesia ktory np. przeprawia obcokrajowcow przez rzeke moze duzo turystow jest korzystne; nie wiem jednak czy taka perspektywa jest najbardziej odpowiednia; poki co to, ze nikt nie chce sie podzielic takimi informacjami oraz to co mowia ludzie z NGO ktorzy tam byli wskazuje ze nie;

                i to nie my powinnismy prowadzic taka dyskusje tylko autor artykulu powinien to uczciwie pokazac; to mnie wkurzylo i sklonilo do napisania posta;

                lonely planet czytalam, mimo, ze (pewnie znowu napisze truizm) wydanie ksiazki zatytulowanej Myanmar jest mocno watpliwe etycznie, konfrontowalam z tymi ktorzy tam byli - niezbyt przydatne porady; czytalam tez kilka innych ksiazek o Birmie i wlasnie one takze rysuja niezbyt optymistyczna perspektywe, m. in. (to tylko przyklad) hoteliki sa czesto wlasnoscia ludzi rezimu;

                chcialabym zobaczyc Birme, i predzej czy pozniej mam nadzieje zobacze, jechanie tam teraz nie jest dla mnie wartoscia nadrzedna, jest pare innych ciekawych miejsc w azji wbrew temu co piszesz;

                a nieodmiennie wkurza mnie nierzetelne pseudodziennikarstwo, bo taki jest artykul z GW;
                • amused.to.death Re: Birma. Podróż życia 20.03.11, 21:13
                  pieniadze z bazaru czy knajpki owszem poszlyby do ludzi "normalnych", tylko to
                  > lacznie akurat nie jest wielka kwota;

                  ta kwota nie jest wielka dla ciebie, a bardzo duża dla ludzi pracujących tam.

                  > ch na rzecz drozszych niebirmaskich? kolejne pytanie po ktorym znajomi backpack
                  > ersi nabierali wody w usta), wizowo-wjazdowe, wstepy, rzadowy opiekun przewodni
                  > k i pozwolenia na czesc terytorium itd.

                  no ale wizy są w wielu krajach - i to często o wiele droższe
                  rządowy opiekun? Może w niektórych rejonach. Większość turystów porusza się po utartych szlakach

                  > wiem ze z perspektywy pojedynczego kolesia ktory np. przeprawia obcokrajowcow p
                  > rzez rzeke moze duzo turystow jest korzystne;

                  a skąd ta pogarda dla zwykłych ludzi?
                  Nie każdy od razu jest bohaterem - większość z nich i z nas to tacy normalni zwyczajni ludzie i nic dziwnego, że ludzie chcą jakoś żyć, a żeby żyć to trzeba jeść.
                  I absolutnie nie ma nic dziwnego, że ktoś kto kto pracuje na dwa etaty i zarabia 40 dolarów na miesiąc cieszy się z turystów.
                  Ja na jego miejscu też bym się cieszyła. I też bym chciała tych turystów. Po to żeby zarobić i po to, żeby było ich coraz więcej w kraju - bo to przynosi zmiany.

                  Co do tego skąd junta ma pieniądze.... myślisz, że te wszystkie pieniądze to z turystów? A nie z kamieni szlachetnych, narkotyków czy innych materiałów?
                  • Gość: Foxy Re: Birma. Podróż życia IP: *.dynamic.chello.pl 20.03.11, 22:24
                    A co do innych ciekawych azjatyckich krajów - to spojrz kto rzadzi Kambodza - czerwoni khmerowie ktorzy w odpowiednim czasie wybrali wietnamska strone, krew na rekach została a teraz bezkarni jezdza Lexusami, a Laos i wszechobecny siepr i młot i zupelna niewiedza przecietnego obywatela co sie dzieje na szczytach wladzy?Na Filipinach Imelda jest czlonkiem senatu a syn Marcosa ma szanse na premiera, i pewnie dostali z powrotem to co po ucieczce do USA stracili a wczesniej ukradli. W sumie to pozostaje biegun.Polityka i etyka- wyjazd to USA to przestępstwo.
                    • Gość: ania do Foxy IP: 178.73.49.* 20.03.11, 23:30
                      Foxy, nie zmierzam do postawy typu: pojade tylko tam, gdzie mi sytuacja polityczna odpowiada, bo to rzeczywiscie byloby bez sensu, np. powinnam omijac tez wegry;

                      tylko w przypadku tych krajow o ktorych piszesz patologiczna sytuacja polityczna przeklada sie w O WIELE MNIEJSZYM STOPNIU na to w czyjej kieszeni zostaja moje pieniadze; do kambodzy moge wjechac droga ladowa, zaplacic zwyklemu kolesiowi zeby mnie z SR zawiozl do granicy, jednak o wiecej "normalnych ludzi" korzysta na ruchu turystycznym, takze dlatego ze nie jest on ograniczony do jednej otwartej trasy i nie ma systemu pozwolen, ktory jest w Birmie, wydanie pieniedzy na nurkowanie na Filipinach tez wspiera prywatny interes, nie musze leciec tam konkretnymi liniami, tylko moge sobie wybrac te oferte ktora mi najbardziej pasuje itd.

                      Nie znam drugiego przypadku kraju takiego jak Birma - gdzie wolnosciowy przywodca prosi turystow o wstrzymanie sie od wyjazdow
                      (ale moze sa takie kraje, tylko ja nie wiem, nie sledze sytuacji na calym swiecie)
                      • Gość: Foxy Re: do Foxy IP: *.dynamic.chello.pl 20.03.11, 23:55
                        No z tym przejazdem z granicy do Siem to nie jest tak ze zupelnie masz wolna rekę;)A do Rangunu mozesz leciec AirAsia - ci chyba nie sa rezimowi?
                        • Gość: ania Re: do Foxy IP: 178.73.49.* 21.03.11, 00:22
                          z biletami w Birmie jest tak, ze linie birmanskie sa zwykle duzo tansze niz jakiekolwiek inne (przynajmniej zawsze byly jak to sprawdzalam, nie tylko ja zreszta), ze wzgledu na oplaty narzucane innym liniom przez rzad; i niestety z bolem serca ale wiekszosc backpackersow decydowala sie na to co tansze, wiedzac gdzie kasa idzie, tyle udalo mi sie ze znajomych wycisnac;

                          nigdy nie mialam problemu z SR do granicy i na odwrot jechac normalnie; nawet za pierwszym razem "w te mniej wygodna strone" mialam kontakt od znajomych do kogos kto zarabia wozac ludzi wlasnym autem i umowilam sie wczesniej; nie musialam sie szczegolnie gimnastykowac zeby go zdobyc; nie wiem co masz na mysli piszac o problemach? chyba ze scam bus, ale od paru lat to juz chyba sie rzadko zdarza? a juz zeby miec problem ze znalezieniem kogos z SR do poipet to juz w ogole nie wiem o co chodzi?
                          • Gość: Foxy Re: do Foxy IP: 80.50.51.* 21.03.11, 15:47
                            Znalazlem cos takiego moze pomoze"Jechać? Nie jechać?
                            Myanmar, od prawie 50 lat, rządzony jest przez chorą, wojskową juntę, która zamyka kraj na świat zewnętrzny i niewoli swoich obywateli. Wiele osób zastanawia się, czy odwiedzając ten piękny kraj nie wspomaga dyktatorów, wyrządzając tym samym krzywdę Birmeńczykom. Sytuacja nie jest jednoznaczna, bo faktycznie generałowie kontrolują niemal cały przemysł turystyczny i duża część każdego wydanego przez turystę dolara wspomaga panujący system, ale z drugiej strony turyści są niemal jedynym oknem na świat dla ciekawych życia i spragnionych wolności mieszkańców Myanmar, a w dodatku postępując mądrze i świadomie można minimalizować wsparcie dla reżimu i pomagać zwykłym ludziom. Wybierając jedynie prywatne środki transportu, prywatne hotele, restauracje oraz prywatne biura podróży sprawiamy, że nasze dolary trafiają do osób, które ich najbardziej potrzebują, a nie do kasy rządowej. Należy unikać wszystkich średniej i wyższej klasy hoteli i restauracji, linii kolejowych, większości rzecznych linii promowych. Również opłaty za wstęp do wielu atrakcji turystycznych trafiają nie tam, gdzie byśmy chcieli, dlatego wielu turystów stawia sobie za punkt honoru omijanie strażników i bileterów." A bilety airasia - sa tansze porownywalem listopad.

                      • besir1 Re: do Foxy 24.04.11, 17:41
                        Aniu - to absolutna nieprawda o tej jednej trasie! W wielu wypadkach oczywiscie potrzebujesz zezwolenia, ale to problem bardziej dla tych , ktorzy ten kraj odwiedzaja 3, 4 i nastepny raz. W kraju mozesz zostac 28 dni +5 z mala doplata i wierz mi, ze to absolutnie za malo jesli chcesz zobaczyc to, co dostepne. Jesli do tego nie chcesz dac zarabiac generalom i zamiast latac, na cala trase wynajmiesz auto, to od razu mozesz zapomniec o mozliwosci zobaczenia nawet polowy tych glownych atrakcji, ale za to poznasz lepiej zycie codzienne i zwykle "countryside"
                  • Gość: ania Re: Birma. Podróż życia IP: 178.73.49.* 20.03.11, 23:16
                    o rany, naprawde nie rozumiecie czy ja tak niejasno pisze?

                    mam swiadomosc ze 40 USD jest dla ludzi tam ogromna kwota;
                    tylko zaplacenie - tu podaje kwoty zupelnie przykladowe, moga sie miec nijak do rzeczywistosci - np. 100 USD lokalsom i np. 2000 USD juncie jest wyrzadzeniem malego dobra krotkoterminowo, sporo wiekszego zla dlugoterminowo;
                    stad zreszta prosba ASSK, dochody z turystyki sa mniejsze niz z kamieni i narkotykow ale nie marginalne;
                    gdyby te proporcje ksztaltowaly sie jasno i zdecydowanie na korzysc zwyklych ludzi nie mialabym watpliwosci; przezylabym nawet bardzo droga wize przy normalnym wolnym rynku, swobodzie podrozowania, bo proporcje bylyby wtedy inne;
                    poza tym nie potrafilam tak latwo zignorowac prosby ASSK;

                    nie wiem, gdzie wyczytalas w moich slowach pogarde, szanuje ciezka prace niezaleznie od jej charakteru;
                    natomiast z pracy w pewnej organizacji nauczylam sie, ze po prostu czasami niewsparcie konkretnej osoby, ktora nawet w pierwszym odruchu chcialabym wesprzec, okazuje sie czyms lepszym dlugoterminowo;
                    potwierdza to tez doswiadczenie wielu moich znajomych - czasami dotyczy b. prostych spraw, np. turysci obdarowujacy dzieci nauczyli je zebrac; a mieli na pewno dobre intencje:( i chcieli je po prostu z dobrego serca wesprzec;
                    Nie chcialabym sie uciekac do "gornolotnych przykladow", ale radykalna zmiane sytuacji w Polsce przyniosla zmiana ustroju i 89 rok a nie paczki z Niemiec; Chociaz oczywiscie jak ktos je dostal to jakies wsparcie stanowily dla obdarowanego i ten sie niewatpliwie cieszyl;

                    nie wiem co jest optymalne w Birmie, ale staram sie sporo na ten temat czytac i rozmawiac i nie jest to sytuacja jednoznaczna moralnie dla mnie;
                    brak watpliwosci ze strony wyjezdzajacych tam turystow i przekonanie ze tak wspaniale wspieraja walczacy o wolnosc kraj przy jednoczenych wielu watpliwosciach i dylematach (w obie trsony) pracownikow NGO jest znamienny; Birmanczycy ktorych poznalam w UK takze nie mieli na ten temat jednoznacznego, sprecyzowanego zdania;

                    nie pisze, ze nie dam sie przekonac, ale poki co w zadnej polskiej backpakerskiej relacji z Birmy nei przeczytalam uczciwego rachunku za i przeciw (takiego konkretnego, uczciwego, z kwotami, pokazaniem w czym pomoglam ludziom, a gdzie niestety zaplacilam juncie, bo sie nie dalo inaczej (np. wiza), a gdzie zaplacilam, bo pozalowalam kasy (np. na bilet birmanskich linii) a nie ogolnego zdania ze pomagamy lokalsom);

                    rozumiem ze ludzie chca zarabiac i nie mam jednoznacznego i szybkiego rozwiazania problemu; ale od kogos kto pisze artykul w jednej z najpoczytniejszych w PL gazet oczekiwalabym akapitu na ten temat;

                    jesli ktos z was mi moze taki uczciwy rachunek z wlasnej podrozy do Birmy przedstawic jestem bardzo zainteresowana, niekoniecznie otwarcie na publicznym forum;
                    • amused.to.death Re: Birma. Podróż życia 21.03.11, 00:10
                      > o rany, naprawde nie rozumiecie czy ja tak niejasno pisze?

                      > ia problemu; ale od kogos kto pisze artykul w jednej z najpoczytniejszych w PL
                      > gazet oczekiwalabym akapitu na ten temat;

                      wiesz, chyba jednak niejasno.
                      Szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem o co ci chodzi, bo z podpisu pod artykułem wynika, że jest to praca napisana na konkurs i opublikowana na stronie internetowej gazety, a nie artykuł napisany dla gazety.

                      > tylko zaplacenie - tu podaje kwoty zupelnie przykladowe, moga sie miec nijak do
                      > rzeczywistosci - np. 100 USD lokalsom i np. 2000 USD juncie

                      > gdyby te proporcje ksztaltowaly sie jasno i zdecydowanie na korzysc zwyklych lu
                      > dzi

                      no tak, niby podajesz kwoty 'zupełnie przykładowe' ale tak sobie dobrałaś ten przykład, żeby pasował do twojej tezy.

                      > malego dobra krotkoterminowo, sporo wiekszego zla dlugoterminowo;
                      no tak, ale takie zachowania nie dotyczą tylko Birmy.
                      Wiesz, u nas też by lepiej było jakby w końcu rozwiązali jakoś sytuację rolnictwa, górnictwa etc, ale jakoś nikt nie myśli długoterminowo.

                      > nie wiem, gdzie wyczytalas w moich slowach pogarde, szanuje ciezka prace niezal
                      > eznie od jej charakteru;

                      nie wiem, może przez to, że słowem, które sobie wybrałaś na określenie tamtych ludzi (innych niż ASSK) jest 'koleś' co kojarzy mi się bardzo negatywnie.

                      > Birmanczycy ktory
                      > ch poznalam w UK takze nie mieli na ten temat jednoznacznego, sprecyzowanego zd
                      > ania;

                      No dobrze. Więc nawet Birmańczycy mają różne zdanie, ale ty uparłaś się, że tylko to co ty sądzisz jest prawdziwe i jedynie słuszne. Pewnie dlatego nie uzyskujesz odpowiedzi na swoje pytania - bo nie słyszysz tego co chcesz usłyszeć.

                      > ej relacji z Birmy nei przeczytalam uczciwego rachunku za i przeciw (takiego ko
                      > nkretnego, uczciwego, z kwotami, pokazaniem w czym pomoglam ludziom, a gdzie ni
                      > estety zaplacilam juncie, bo sie nie dalo inaczej (np. wiza),

                      ale tak się nie da - już ktoś powyżej próbował ci to wytłumaczyć.
                      jeśli idę to polskiej knajpy to też nie wiem czy część z moich pieniędzy nie idzie na 'ochronę'
                      jeśli jadę honduraskim autobusem nie wiem ile z tych pieniędzy trafia do gangów
                      i tak samo nikt nie jest w stanie policzyć bo nie wiadomo który guesthouse jest bardziej czy mniej reżimowy.

                      Ja w Birmie przez trzy tygodnie wydałam 550 dolarów.
                      100 dolarów na pamiątki
                      około 150 dolarów na spanie
                      pewnie jakieś 150 -200$ na jedzenie i przejazdy
                      i zostaje ok. 100$ na wstępy etc.

                      Czy coś ci da jak rozpiszę dokładnie dzień po dniu co kupiłam, w jakiej knajpie jadłam i jakim autobusem jechałam? I jak to chciałabyś usłyszeć?
                      ???
                      $2 - obrazek od dziadka nad jeziorem (wspomagam lokalnych)
                      $10 - wóz w Bagan/dzień + $2 napiwku. OK, napiwek idzie dla woźnicy, ale te $10 dolarów? skąd mogę wiedzieć ile dostaje ten facet, czy koń jest jego i czy nie musi jeszcze komuś zapłacić?

                      > nie wiem co jest optymalne w Birmie, ale staram sie sporo na ten temat czytac i
                      > rozmawiac i nie jest to sytuacja jednoznaczna moralnie dla mnie;
                      > brak watpliwosci ze strony wyjezdzajacych tam turystow i przekonanie

                      Nie wiem dlaczego zakładasz, że nikt poza tobą nic nie czyta.
                      Każdy ma prawo do swoich wniosków.

                      > lonely planet czytalam, (...) konfrontowalam z tymi ktorz
                      > y tam byli - niezbyt przydatne porady;

                      Przyznam, że nieodmiennie mnie zadziwiają takie stwierdzenia.
                      Większość ludzi, których ja znam jeździ na dwa/trzy/cztery tygodnie.
                      W każdym przewodniku czy książce znajdą się jakieś błędy, ale dla kogoś kto jedzie na tak krótko to LP naprawdę jest świetny- wszystkie podstawy są i pozwalają na orientację co/jak/ gdzie.
                      To, plus chęć rozmowy z ludźmi na miejscu i rozejrzenie się dokoła jest naprawdę wystarczające.
                      • Gość: ania Re: Birma. Podróż życia IP: 178.73.49.* 21.03.11, 01:24
                        ok, nie zauwazylam ze praca jest na konkurs - sorry; to zmienia postac rzeczy;

                        > malego dobra krotkoterminowo, sporo wiekszego zla dlugoterminowo;
                        no tak, ale takie zachowania nie dotyczą tylko Birmy.
                        Wiesz, u nas też by lepiej było jakby w końcu rozwiązali jakoś sytuację rolnictwa, górnictwa etc, ale jakoś nikt nie myśli długoterminowo.
                        > totez rownie wkurza mnie rozdawnictwo pieniedzy w rolnictwie zamiast sensownej reformy; tylko teraz rozmawiamy o Birmie a nie o rolnictwie w PL;

                        > nie wiem, gdzie wyczytalas w moich slowach pogarde, szanuje ciezka prace niezal
                        > eznie od jej charakteru;
                        nie wiem, może przez to, że słowem, które sobie wybrałaś na określenie tamtych ludzi (innych niż ASSK) jest 'koleś' co kojarzy mi się bardzo negatywnie.
                        w potocznym jezyku polskim jest to synonim okreslenia "jakis czlowiek", przynajmniej wiele osob tak go uzywa; jakos na forum internetowym nikt nie posluguje sie norma wzorcowa;
                        slysze je codziennie od ludzi z wyzszym wyksztalceniem, btw. jezykowym, tez go uzywam i nie odbieram go negatywnie; w kazdym razie nie mialam zadnych negatywnych intencji;

                        > Birmanczycy ktory
                        > ch poznalam w UK takze nie mieli na ten temat jednoznacznego, sprecyzowanego zd
                        > ania;
                        No dobrze. Więc nawet Birmańczycy mają różne zdanie, ale ty uparłaś się, że tylko to co ty sądzisz jest prawdziwe i jedynie słuszne. Pewnie dlatego nie uzyskujesz odpowiedzi na swoje pytania - bo nie słyszysz tego co chcesz usłyszeć.
                        > alez napisalam kilka razy ze chetnie dam sie przekonac, ze nie mam gotowych rozwiazan i nie wiem co jest optymalne w tym kraju; sami birmanczycy tego nei wiedza;

                        Ja w Birmie przez trzy tygodnie wydałam 550 dolarów.
                        100 dolarów na pamiątki
                        około 150 dolarów na spanie
                        pewnie jakieś 150 -200$ na jedzenie i przejazdy
                        i zostaje ok. 100$ na wstępy etc.
                        - oprocz tego pewnie wydalas pieniadze na wize, lot (???), ewentualnie moglas na zorganizowane uslugi turystyczne (???), bony turystyczne (??? - nie wiem kiedy bylas?), przewodnikow (???) zakladam ze poza utarte szlaki nie zbaczalas (pozwolenia, przewodnicy???)

                        I jak to chciałabyś usłyszeć?
                        hmm, moim zdaniem przy odrobinie zaangazowania to jest wykonalne;
                        pewnie, ze nie co do dolara, ale orientacyjnie; tylko te kategorie ktore zaproponowalas i ktore zwykle sie sprawdzaja do tego nie przystaja;
                        pamiatki - przeciez wiesz, ze obrazek od dziadka wspomaga dziadka, a jak kupisz kamienie to generalow? nie wiem co rozumiesz przez pamiatki???
                        noclegi czesciowo niestety tak - poza regularnym podatkiem, prywatna wlasnosc laczy sie ze wspieraniem przez wlascicieli hoteli finansowo rezimu, brak regulujacej sprawe ustawy o wlasnosci prywatnej; sorry jesli pisze rzeczy ktore wiesz;
                        jedzenie - lokalsi, zwlaszcza jesli "straganowe";
                        wstepy - wiadomo niestety;
                        transport - nie wiem co przez niego rozumiesz - czy pociag, czy poproszenie kogos zeby cie podwiozl czy lokalne linie lotnicze?

                        > nie wiem co jest optymalne w Birmie, ale staram sie sporo na ten temat czytac i
                        > rozmawiac i nie jest to sytuacja jednoznaczna moralnie dla mnie;
                        > brak watpliwosci ze strony wyjezdzajacych tam turystow i przekonanie
                        Nie wiem dlaczego zakładasz, że nikt poza tobą nic nie czyta.
                        Każdy ma prawo do swoich wniosków.
                        - nie napisalam nigdzie, ze nikt nic nie czyta; pewnie ze kazdy ma prawo do swoich wnioskow;

                        krótko to LP naprawdę jest świetny- wszystkie podstawy są i pozwalają na orientację co/jak/ gdzie.
                        nie pisalam o LP w ogole, tylko o konkretnej rzeczy - zawartych tam poradach jak unikac placenia rezimowi; i nawiazywalam do sytuacji o ktorej tez pewnie wiesz - z wydaniem LP Myanmar byla cala heca i dyskusja czy powinno sie to w ogole ukazac;

                        wybacz jesli sie myle, ale odbieram ten post jako dosc agresywna probe "naskoczenia" na mnie - imputujesz mi rzeczy, ktore nawet mi przez mysl nie przeszly; ale za pare liczb dziekuje, choc to jeszcze pelnego obrazu mi nie daje;


                        • amused.to.death Re: Birma. Podróż życia 21.03.11, 01:55
                          > - oprocz tego pewnie wydalas pieniadze na wize, lot (???), ewentualnie moglas n
                          > a zorganizowane uslugi turystyczne (???), bony turystyczne (??? - nie wiem kied
                          > y bylas?), przewodnikow (???) zakladam ze poza utarte szlaki nie zbaczalas (poz
                          > wolenia, przewodnicy???)

                          wiza - tak
                          lot - Air Asia - ktoś o tym powyżej pisał
                          zorganizowane usługi turystyczne nie
                          bony nie
                          przewodnik - w mieście raz, z ulicy (pewnie go indywidualnie wspierałam, chociaż poglądy to miał popierające reżim)
                          raz poza utarte szlaki - tak, przepustka plus przewodnik, nie pamiętam sumy ale niewielka

                          > hmm, moim zdaniem przy odrobinie zaangazowania to jest wykonalne;

                          jak? Naprawdę nie rozumiem.

                          > nie wiem co rozumiesz przez pamiatki???

                          obrazki, ubrania, biżuteria, coś do zjedzenia, etc.

                          > transport - nie wiem co przez niego rozumiesz - czy pociag, czy poproszenie kog
                          > os zeby cie podwiozl czy lokalne linie lotnicze?

                          pociąg wokół Rangunu kosztował 1 albo 2 dolary chyba - to był jedyny pociąg
                          transport: autobusy, busy, wynajęte 'taksówki', wóz z koniem i woźnica w Baganie, riksze,...

                          > nie pisalam o LP w ogole, tylko o konkretnej rzeczy - zawartych tam poradach ja
                          > k unikac placenia rezimowi;

                          aha, nie zrozumiałam, sorry:) Myślałam, że piszesz ogólnie.

                          > wybacz jesli sie myle, ale odbieram ten post jako dosc agresywna probe "naskocz
                          > enia" na mnie - imputujesz mi rzeczy, ktore nawet mi przez mysl nie przeszly;

                          Ja tylko wyrażam swoją opinię.
                          Nie każda opinia odmienna od twojej jest od razu agresją.

                          Nie imputuję, po prostu w ten sposób odczytuje twoje posty, to jak je piszesz i jak na nie odpowiadasz.
                          • Gość: Foxy Re: Birma. Podróż życia IP: 80.50.51.* 21.03.11, 10:43
                            amused.to.death - podziwiam stoicki spokoj & love ya - zdjecia suuupppeerr.

                            ok, nie zauwazylam ze praca jest na konkurs - sorry; to zmienia postac rzeczy; - od 15 min nie moge sie opanowac - open space patrz na mnie podejrzliwie:)

                            • amused.to.death Re: Birma. Podróż życia 21.03.11, 22:06
                              > amused.to.death - podziwiam stoicki spokoj & love ya - zdjecia suuupppeerr.

                              oh, muchas gracias
                              za pochwalenie zdjęć oczywiście:)
                              Ja zawsze mam do swoich zdjęć mnóstwo zastrzeżeń, ale i tak mnie cieszy jak komuś się podobają:)
                        • Gość: keda Re: Birma. Podróż życia IP: *.102.dream.net.pl 21.03.11, 23:46
                          witam,
                          jak widze dyskusja kwitnie...
                          trudno jest podac dokladnie to o co pytasz bo ani ani pewnie Ty tez nie wiesz jak to jest dokladnie... aby legalnie spac w Birmie to trzeba szukac noclegów z pozwoleniami, zatem przeciez czesc kasy z turysty na pewno trafia do rzadu (koncesja, pozwolenie czy cokolwiek)
                          jedno jest pewne, aby nic nie trafilo do rzadu nie mozna tam jechac... :)

                          w sumie tylko kilka konkretow o ktore pytalas:
                          1. lot
                          lecialem z BKK do Rangunu AirAisa wiec nie rzadowymi liniami... oczywiscie na pewno czesc z tej kasy idzie do rzadu bo przeciez jakos musial ich wpuscic na swoj rynek
                          2. wiza
                          wiadomo gdzie trafia lecz bez tego nie wjedziesz do kraju
                          3. podrozowanie:
                          lokalne taxi (nie rzadowe), blue taxi, riksze, prywatne autobusy, busy, samochody, rowery, bryczki itd... tutaj nie wiadomo ile kasy z biletu trafia do rzadu - ja przynajmniej nie wiem
                          4. pieniadze:
                          wymienane tylko na ulicy lub w guesthousach... nie wiadomo ile z tego musza oddac do rzadu a pewnie jakis haracz placa
                          5. Łączność: telefon, Internet, poczta
                          korzystanie z internetu, wyslanie kartki do polski - nie wiadomo ile z tego trafia do rzadu
                          6. Noclegi
                          spanie tylko w GH:
                          # Kinpun, Pann Myo Thu: 7$
                          # Bago, San Francisco Motel: 8$
                          # Kalaw, Pine Land Inn: 8$
                          # Nyaungshwe (Inle Lake), Remember Inn: 12$,
                          # Mandalay, Royal Guest House: 7$,
                          # Nyaung U (Bagan), Inwa Guest House: 10$,
                          # Ngwe Saung Beach, Shwe Hin Tha: 15$,
                          # Rangun, White House: 10$,
                          nie wiem ile z tego oddaja do rzadu
                          7. jedzenie, picie
                          rodzinne knajpki, teashopy, jedzenie na ulicy, czasami male rodzinne restauracyjki...
                          ciezko mi okreslic gdzie trafia i ile kasa
                          8. pamiątki
                          # wyroby z bambusa, traw, wikliny: podkładki, cudowne koszyki, pojemniki, piłka do chinlone...
                          # wyroby z laki (Bagan)
                          # kopie ikon buddyjskich malowanych na płótnie (Bagan)
                          # obrazy malowane tuszem i żyletką (Mandalay, Inle Lake)
                          # ręcznie robiona srebrna biżuteria (Inle Lake)
                          # ręcznie robione ubrania z jedwabiu, bawełny, lotosu... (Inle Lake)
                          wszystko kupowane od lokalsow, na targach, na ulicy...
                          sadze ze kasa w wiekszosci trafia do lokalsow, lecz nie wiem, czy oni nie musza placic haraczu odpowiednim urzednikom, ktorzy pozwalaja na taki proceder..
                          rikszarze, wlasciciele knajpek, uliczni sprzedawcy dotyczy to wszystkich... nie wiem ile z zarobku musza i czy musza oddawac..
                          9. zwiedzanie
                          Bagan, Golden Rock Pagoda, Inle Lake -> chyba tylko tam zostalem zmuszony do zaplacenia za rzadowy bilet, inaczej nie mozna wejsc na te tereny... a sadze ze trzeba koniecznie je zobaczyc..
                          cala reszta czyli zwiedzanie Bago, Mandalay, okolic Mandalay ( amarapura, saigang, inwa), rangun, kalaw itd... bez biletow... wynajmujesz miejscowych aby cie przewiezli skuterem/rowerem riksza i pokazali patenty jak wejsc aby nie zaplacic za rzadowy bilet... tam gdzie sie nie dalo nie zwiedzalem np Mandalay (pieknie zdobiony drewniany klasztor ogladalem tylko zza plotu, bo chcieli rzadowy bilet)...

                          zatem to o czym piszesz jest bardzo ciezkie do policzenia i odpowiedzenia na twoje pytania...
                          jak chcesz jeszcze pogadac zapraszam na k.kermit@wp.pl

                          podsumowujac Birma to iscie magiczny kraj...
                          • Gość: ania Re: Birma. Podróż życia IP: 178.73.49.* 23.03.11, 00:39
                            ogromnie ci dziekuje za obszernego posta i zainteresowanie;
                            mam w tej chwili urwanie glowy w pracy, jednak jesli nie masz nic przeciwko odezwe sie na maila za jakis czas;
                            czesciowo udalo mi sie dociec (orientacyjnie) jaki procent tego "nie wiem ile z tego idzie" rzeczywiscie idzie, nie we wszystkich kwestiach jednak wiec chetnie podziele sie informacja i skorzystam z twojej wiedzy; pozdrowki;
                          • besir1 Re: Birma. Podróż życia 24.04.11, 17:53
                            chh Keda - wjezdzajac do Bagan mozesz skrecic w lewo jakies 200-300 metrow przed poborem oplat i w ten sposob wjechac skrotem do New Bagan :)
            • besir1 Re: Birma. Podróż życia 24.04.11, 17:30
              Aniu - moge Ci zareczyc , ze na calym forum gazety raczej nie znajdziesz nikogo, kto Birme znalby rownie dobrze, jak i ja. Bylem tam 8 razy i zdazylem niezle poznac realia kraju. Odpowiadajac na Twoje pytanie - w zaleznosci czym i jak jezdzisz do rak ludzi moze isc nawet 90% , a czasem i wiecej twoich pieniedzy czym mniej sie spieszysz, tym wiecej trafi do ludzi , to ogolna regula). Oczywiscie wszyscy operatorzy - wlasciciele hosteli, srodkow transportu, musza placic rezimowi za licencje i tu nie jestes w stanie odpowiedziec jaka to czesc. Pamietam jednak , gdy bylem tam we wrzesniu 2007 roku to w miejscach takich jak Bagan ludzie byli przerazeni, ze w tym sezonie nie bedzie turystow, Z turystyki zyja tam nie tylko wlasciciele hoteli, czy restauracji, ale ludzie , ktorzy po prostu opiekuja sie swiatyniami, sprzedaja napoje, pamiatki itp. itd.
              Z calym respectem dla Ang Sang Su Kyi w tym jednym nie ma racji. Ona po prostu nie ma doswiadczen, ktore mielismy my - w Polsce. Gdy bylismy krajem za zelazna kurtyna wowczas rowniez i u nas wiekszosc pieniedzy turystow trafiala do rezimowej skarbonki. Z turystami jednak i ich pieniedzmi dla rezimu przyszlo do nas cos wiecej- przyszly informacje , jak zyje sie naprawde na tym "zgnilym zachodzie". Narodzila sie nowa swiadomosc.
              Z drugiej jednak strony - pozwole sobie na odrobine cynizmu. Czy ktokolwiek z Was w ogole zdaje sobie sprawe z tego co bedzie w tym kraju, gdy ten rezim w koncu upadnie? Moge Wam zareczyc, ze Birma jako kraj przestanie istniec. O ile czesc nizinna kraju prawdopodobnie podazy w strone demokratycznych zmian ( mam na mysli ta czesc, gdzie dominujacym jest jezyka Bamar) to zwlaszcza Shan bedzie jakims tworem , ktory dostanie sie pod kontrole bandytow. Rakhine ma tez na to spora szanse, podobnie Mon, o polnocnych stanach nawet nie wspominam, bo nigdy w nich nie bylem. Birmie grozi powtorka z Balkanow - z Jugoslawi. Prawdopodobnie nie bedzie to konflikt rownie krwawy, ale skutki ekonomiczne moga byc fatalne.
    • Gość: Czarek Re: Birma. Po prostu podróż IP: 217.153.111.* 18.03.11, 13:26
      Kraj bardzo ciekawy, ludzie mili choć bardzo biedni. Mnóstwo ludzi, zwłaszcza mnisi w większych miastach, zagaduje do idących turystów, wita po przyjacielsku, opowiada o kraju (potem proszą o skromne donacje).

      Historia kraju burzliwa, krew lała się strumieniami, przy kazdej zmianie króla. W przystępny sposób można o tym poczytać po polsku w książce Grzegorza Torzeckiego 'Birma królowie i generałowie'.

      Turystów w Birmie trochę jest, jeżdżą utartymi szlakami, spotyka się ich w kolejnych odwiedzanych miastach. Lecz nie ma ich tylu, żeby natykać się na nich co krok.

      Jeśli kogoś to interesuje, może posłuchać birmańskiej muzyki i obejrzeć zdjęcia, są tutaj:
      www.podroznik.net/podroze/2010_myanmar/01-yangoon.html
    • Gość: STAJ Birma. Podróż życia IP: *.hydro.com 18.03.11, 15:04
      Raj w Birmie ? Ktos tu nie mysli.
      • Gość: Hildegarda Re: Birma. Podróż życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.11, 22:21
        Kedo, źle napisałaś nazwę stolicy, bo pisze się z dużej litery, trąbko ololo - Rangun, a poza tym to stara nazwa bo obecnie jest Yangon. A w dodatku to nie jest stolica, głuptasku.
        Tak samo nazwa państwa jest zła,bo obecnie to Myanmar a nie Birma, trąbko jerychońsko.
        Czytam różne wypowiedzi na tym forum i stwierdzam,że przebywa tu wiele trąb ololo i głuptasków.
        • Gość: Adwokad diabla Re: Birma. Podróż życia IP: *.dynamic.chello.pl 07.04.11, 07:32
          Dzięki o oświecona ze nas ignorantów oświeciłaś z zawiłości geografii politycznej i każdej innej. Trywialny nikomu nie potrzebny post- polecam forum "problemy z samooceną". Ale głuptasek z tego Kedo myślał ze pojechał do Birmy a był w jakimś Myanmar – co za pech:))))))))
        • Gość: Pusty.Słoik Re: Birma. Podróż życia IP: *.dynamic.chello.pl 15.04.11, 07:43
          <<Kedo, źle napisałaś nazwę stolicy, bo pisze się z dużej litery, trąbko ololo>>

          Ta, duże litery są np. na dachu Biedronki. W alfabecie są wielkie. Trąbko s_r_ololo. Nie pisze się <z dużej /czy raczej wielkiej/ litery>, ale wielką literą. Spadaj do Bingen, stara trolico.
        • Gość: keda Re: Birma. Podróż życia IP: *.102.dream.net.pl 26.04.11, 08:03

          1. fakt w jednym miejscu uzylem malych liter za co przeproaszam lecz z rozmachu piszac tego nie zauwazylem...
          moze i jestem trabka, lecz mam swoje powody: lecz zrobilem to z premedytacja
          2. nie napisalem nigdzie ze Rangun to stolica (owszem wczesniej nia byla)
          3. celowo napisalem Rangun a nie Yangon. nowa nazwa zostala nadana przez wojsko w latach 60-tych.
          W chwili obecnej Aung San Suu Kyi (laureatka pokojowej nagrody Nobla, od wielu lat zamknięta przez rząd w areszcie domowym) i Liga na Rzecz Demokracji (NLD) promują korzystanie z nazwy Rangun, na znak poparcia dla demokracji.
          4. podobnie ma sie sprawa z nazwa kraju Birma to stara nazwa, pozniej zmieniona przez wojsko
          to tyle mojego wtracenia...

          BTW: Marku dzieki za info z tym skretem przed Baganem, lecz jak jedzie sie autobusem to nie ma takiej opcji...

    • Gość: dzozef89 Re: Birma. Podróż życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.12, 18:37
      Słuchajcie, jest sprawa! 8.12 wraz z grupką 5 osób wybieram się do Birmy wraz z Filipem Wasiakiem z Dragon Adventures. wszystko mamy już nagrane ale oczywiście coś musi się wydarzyć przed naszymi awakcjami życia! wypadły 2 osoby i może podróż sie nie odbyć, więc szukamy chętnych na wyjazd :) opcja jest naprawdę zaje... ;) bo gościu który to pilotuje ma świetne doświadcznienie w Myanmarze. jeśli znacie kogoś, albo sami chcecie lecieć z nami, to plis, plis, plis kontaktujcie się z biurem, albo ze mną, bo naprawdę chcemy uderzyć do Birmy w tym roku.
      dzięki i czekam na info
      • kornel-1 Re: Birma. Interes życia :-p 29.10.12, 19:44
        Słuchaj, jest sprawa: 10.000 PLN za 9 dni lub 12.000 PLN za 14 dni (bez fakultetów) to nie lada gratka. Biuro podaje, że te obie wyprawy w paskarskiej cenie mają status "potwierdzone". Więc albo ty ściemniasz, albo biuro ściemnia.

        Dwie osoby, które zmądrzały rezygnując z tej niepoważnej wycieczki za jedną trzecią tej kwoty zrealizują jej program samodzielnie, a resztę kasy przeznaczą na miesięczny tramping po Tajlandii plus miesięczny tramping po Indiach i Nepalu.

        pozdro,

        Kornel
    • Gość: Teresa Birma. Podróż życia przewodnik po Birmie IP: 113.29.249.* 23.11.12, 16:57
      Witam, kilka dni temu wróciłam z Birmy, teraz jestem na 4 dni w Kambodży i jeśli ktoś wybiera sie do Birmy , to polecam super przewodnika Birmańczyka, który nazywa się Andrew ( Aung Zaw OO) .Podaję jego adres mailowy ; tuppizaw12@gmail.com jeśli chcecie się wybrać do Birmy nie obawiajcie się tego kraj jest bezpieczny tylko jest kłopot z noclegami ponieważ wszędzie jest naprawdę full.Przed wyjazdem napisaliśmy do Andrew z prośba by wyjechał po nas na lotnisko, nie byliśmy pewni czy po nas przyjedzie ponieważ zadał tylko pytanie czy ma nam zarezerwować nocleg i więcej nie mieliśmy z nim kontaktu.Ale bardzo byliśmy szczęśliwi widząc na lotnisku Birmańczyka z kartką Teresa welcome. Andrew to prawdziwy przyjaciel w Birmie; wszystko załatwi, poszuka noclegu, zarezerwuje miejsce w restauracji, zawiezie, przywiezie, pożyczy pieniądze jak nie masz gdzie wymienić, kupi jedzenie i nakarmi, da wodę do picia.Nie wyobrażam sobie jak poradzilibyśmy sobie bez niego przez 4 dni, które tam spędziliśmy,ponieważ w ciągu ostatniego roku zainteresowanie Birmą wzrosło przeszło 600 % a bazy noclegowej brak ceny idą ostro w górę. Jeżeli ktoś wybiera sie do Birmy radzimy skorzystać z pomocy Andrew tylko jeśli ktoś skorzysta z jego pomocy prosimy podać,że kontakt macie od Teresy z pozostała czwórką, prosimy również nie targować się o cenę bo później będzie Wam głupio.Andrew nie jest interesowny a ludzie są tam naprawdę biedni a Andrew jest wart więcej niż każdy dolar, który zapłacicie za jego pomoc.Podaję jego nr telefonu w Rangunie;09731 08723 01 552306. Andrew nie przelicza wszystkiego na pieniądze i prosimy o tym pamiętać. ( i znajdźcie inny nocleg niż White House brrrrrrrrrrrrrrr)
      • zeitgeist2010 opowiedz co widzialas 23.11.12, 20:46
        w tym kraju. Kogo spotkalas. jakie jest jedzenie, jezyki, wyksztalcenie i swiadomosc ludzi. Czy mozna odwiedzic to nowa stolice w srodku dzungli?
      • 2mmk Re: Birma. Podróż życia przewodnik po Birmie 03.01.13, 19:27
        Witam
        Wybieramy się w tym roku do Birmy,ale szczerze powiem przeraża mnie trochę,że ceny idą dramatycznie w górę. Czy możesz podać przykładowe ceny noclegów, przewodników? Czy Andrew może pojechać z nami gdzieś dalej poza Rangun? Czy można dojechać do Mrauk U- słyszałam,że rząd zamknął tamte okolice?
        • Gość: Dolma Re: Birma. Podróż życia przewodnik po Birmie IP: *.147.196.160.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 15.02.13, 19:15
          Niestety to prawda, od marca 2012 ceny idą systematycznie w górę (dotyczy to głównie zakwaterowania), ponieważ ilość turystów znacznie przewyższa skromne jeszcze możliwości bazowe Birmańczyków. Dwójka w hostelu Motherland INN w Rangunie - to ok. 25 - 30$.
          Mrauk-U, podobnie jak Sittwe jest zamknięte ze względu na niedawny kryzys w Arakanie. W regionie otwarta jest jedynie Hakha, ale tam potrzeba mieć specjalne pozwolenie na wjazd.
          Jeśli szukasz przewodnika poza Rangunem polecam ci May z biura Eastward Travel (www.eastwardtravel.com) maja też polska stronę (eastwardtravel.pl).
      • Gość: agnes77 Re: Birma. Podróż życia przewodnik po Birmie IP: *.pools.arcor-ip.net 20.02.13, 14:24
        witam,za miesiac wybieramy sie do Birmy na oklo 7 dni - czy mozesz polecic jakies tanie miejsca noclegowe i czy 7 dni na Birme , to wystarczy?
    • Gość: Maciej Re: Birma. Podróż życia IP: *.97.96.154.ipv4.supernova.orange.pl 04.01.19, 18:15
      Birma jest ewenementem na skale światową! To jedyny kraj w którym nie czułem się jak turysta!
      • kornel-1 Re: Birma. Podróż życia 04.01.19, 20:21
        Gość portalu: Maciej napisał(a):

        > Birma jest ewenementem na skale światow
        > ą! To jedyny kraj w którym nie czułem się jak turysta!


        No pewnie, że nie! Jesteś, Maciuś, organizatorem wyjazdów a nie turystą. A Twój post to kryptoreklama. Fuj!

        Kornel
        • aga72 Re: Birma. Podróż życia 04.01.19, 21:57
          czujnosc jest twoja dominujaca cecha kornelu ;)
          jeder fehler erscheint unglaublich dumm, wenn andere ihn begehen

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka