Dodaj do ulubionych

Hotele... hostele... schroniska...

12.09.13, 19:15
amused.to.death napisała:

> No fakt, w hostelach jest inna atmosfera niż w hotelach.

Przypadkowo sięgnąłem do tamtego wątku i tak sobie pomyślałem, że może warto byłoby powspominać te hostele (a może i hotele), w których była fajna atmosfera, albo coś ciekawego się wydarzyło ;-) Zapraszam do podzielenia się doświadczeniami.

Jednym z moich pierwszych zagranicznych hosteli był Al Rabie w Damaszku. Do "Dziadka" ściągali trampowie z całego świata, by spocząć na miękkich sofach w holu, zapalić fajkę wodną pod zielonym baldachimem w patio. Fantastycznie położony, kilkaset kroków od meczetu Umajjadów jest wprawdzie pozbawiony luksusów, ale można (było) spotkać fajnych ludzi. Ja wybrałem nocleg na dachu - pod rozgwieżdżonym nieboskłonem.

Miło wspominam również Hanoi Backpackers Hostel za jego arcymłodzieżową atmosferę. Ogłuszająca amerykańska muzyka do późna w nocy, barek z drinkami, słoje z marmoladą na śniadanie, ale jednocześnie ogólnie czyściutko i spokojnie na wyższych piętrach.

Uśmiecham się także na myśl noclegu w Vilnius Hostel ze względu na "japońskie" boksy do spania i sympatyczne spotkania w kuchni...

O hotelikach może innym razem... ;-)


Kornel
Obserwuj wątek
    • kornel-1 errata 12.09.13, 19:18
      Zgubiłem literkę w linku:
      Hostel Al Rabie w Damaszku.
      k.
      • Gość: g Re: errata IP: *.dynamic.chello.pl 12.09.13, 19:35
        to kolejny wątek do chwalenia się gdzie byłeś ?
        • agulha Re: errata 16.09.13, 00:38
          Co z Ciebie za człowiek, że takie zawistne uwagi czynisz? Cóż to byłby za powód do chwalenia się, że się było w Wilnie? Jakiś problem tam dojechać z Polski? Te boksy do spania mnie by chyba nie odpowiadały, ale niewątpliwie jest to jakiś pomysł. Jakiś czas temu pokazywano pierwszy hostel w Warszawie z czymś takim - ciekawe, czy nadal działa. Ja mieszkam o 20 minut autobusem od tego hostelu, więc, no cóż, nie korzystałam z jego usług :-).
    • davidoff_pce Re: Hotele... hostele... schroniska... 13.09.13, 13:21
      Moje doświadczenia z ho(s)telami są takie, że wybieram pierwsze z brzegu i zazwyczaj jest ok. Wydaje mi się po prostu, że w tym samym miejscu, w tym samym przedziale cenowym wszystkie obiekty oferują bardzo zbliżony standard, więc nie ma się co za bardzo skupiać na wybieraniu i wybrzydzaniu. Tylko raz w Vientiane miałem sytuację, że po wejściu do pokoju jego standard mnie przeraził, więc poszedłem do hostelu obok i w tej samej cenie zastałem typowy indochiński pokój na akceptowalnym dla mnie poziomie. Wahnięcie w drugą stronę przeżyłem w HoiAn, gdzie w cenie hostelu miałem bardzo sympatyczny niewielki hotelik z basenem w ogrodzie i wypożyczalnią rowerów. Dodatkowo z hotelem w Hoi An mam następujące wspomnienia. Bezpośrednio po urlopie miałem iść na wesele, na które byłem kompletnie nieprzygotowany. HoiAn słynie z krawców i szewców. Właściciel hotelu polecił mi zaprzyjaźnioną (pewnie krewną) krawcową, która w ciągu niespełna doby uszyła mi garnitur, koszulę, a z kolei jej znajomy szewc zrobił mi buty na miarę (w Indochinach ciężko znaleźć mój rozmiar) ;) Liczyłem się z tym, że wszystko rozleci mi się po tej jednej imprezie, bo kosztowało grosze, ale okazało się, że zarówno buty jak i garnitur służyły mi bardzo długo, mimo bardzo intensywnego użytkowania. W Polsce za taką usługę zapłaciłbym fortunę.

      Kolejna nietypowa sytuacja miała też miejsce w Wietnamie na wsypie Cat Ba w Zatoce Ha Long. Byliśmy z moją koleżanką jedynymi gośćmi hotelu. Wieczorem i nocą czuliśmy się trochę jak w horrorze, bo cisza aż kłuła w uszy, ale przed świtem zjedliśmy wspólne śniadanie z właścicielami i było przesympatycznie. Następnie właściciel zabrał nas na swoim skuterze nad zatokę, gdzie oglądałem najlepszy wschód słońca w swoim życiu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka