Dodaj do ulubionych

Wyprawa życia

12.11.21, 22:44
Przeglądając stare roczniki National Geographic Traveler trafiłem na numer listopad-grudzień 2011 zawierający prawie w całości teksty przygotowane przez czytelników. Leitmotivem numeru jest podróż życia. Czytelnicy nadesłali swoje reportaże z różnych miejsc na świecie. Redakcja wybrała najlepszy tekst.

Ale w tym wątku chciałbym skupić się na haśle - pojęciu Podróż życia.

Powiem krótko: to brzmi smutno!

Dlaczego?
Jeśli ktoś po powrocie z udanego wyjazdu nazwie go podróżą życia, to dla mnie brzmi to niesamowicie pesymistycznie. Przecież nie wiadomo, co kogo jeszcze czeka w przyszłości, jakie wspaniałe wyprawy go jeszcze czekają.
Jeśli ktoś mianem podróży życia nazywa planowany wyjazd, to również dla mnie brzmi smutno - tak jakby już nic lepszego go nie miało już spotkać w życiu. Tego się nie przewidzi.

Dopuszczam myśl, że wiekowy podróżnik na łożu śmierci podsumowuje swe dokonania. Wówczas faktycznie ma podstawy do całościowego spojrzenia i nazwania jednej z wypraw - podróżą życia. Chociaż... czeka go jeszcze podróż na ósmy kontynent. Nie wiadomo, jaka będzie.

Czytelnicy Travelera podróżą życia nazwali swe wyjazdy:
- na Kamczatkę (ten tekst uznano za najlepszy)
- do Somalilandu
- na Bali
- do Sarajewa
- do Hawany

Reportaż z Kamczatki zawiera opis około 10-dniowego przejazdu z Pietropawłowska w kierunku Kluczy, opowiada o spotkaniach z miejscowymi, opisuje warunki życia. Nie ma tu mrożących krew w żyłach spotkań z niedźwiedziami, wyprawy do wnętrza aktywnego wulkanu, penetrowania byłych łagrów.

Pozostałych tekstów jeszcze nie przeczytałem.

Zostawię na boku ocenę, czy wyprawę na Kamczatkę w tej postaci ja nazwałbym wyprawą życia.

Chciałbym wrócić do samego pojęcia "podróż życia". Redakcja Travelera pisze:
"Wyprawa życia nie musi być najdłuższa i na kraniec świata. I to nie na znajomych ma robić wrażenie. Podróż życia jest nią dlatego, że zmienia nas na długo. I na lepsze."

Co sądzicie o tym?

Czy "prawdziwy" podróżnik powinien widzieć podróż życia dopiero przed sobą? Czy podróż życia to jest ta, która jest najciekawsza, najbardziej niezwykła a może najtrudniejsza lub wymagająca najwięcej wytrwałości i sił?

Gdybym przyjął punkt widzenia Travelera i musiał już teraz decydować o swojej podróży życia, to miałbym dylemat. Wahałbym się pomiędzy swoim pierwszym autostopem po Europie, podczas którego "zobaczyłem świat" a wyprawą na Bliski Wschód, podczas której "zobaczyłem ludzi". Te wyjazdy były moją podróżniczą "podstawówką", w której zdobywałem doświadczenie wyprawowe, nabywałem samodzielności, "odkrywałem" inne kultury i klimaty.
Chcę jednak podkreślić, że żaden z moich trampingów nie był "przełomowy", każdy mnie czegoś uczył, coś we mnie zmieniał i rozbudzał apetyt na dalsze odkrywania świata.

Czuję jednak, że wyprawa życia jest wciąż przede mną. Myślę, że to musi być taki wyjazd, który spowoduje całkowite oderwanie od codziennego życia, zanurzenie się w innej rzeczywistości, integracja z otoczeniem. Tego nie da się zrobić podczas choćby i miesięcznego urlopu.

A jak to jest u Was?
Co sprawia, decyduje o tym, że wyjazd nazwiecie "wyprawą życia"?
Przeżyliście podróż życia czy wciąż na nią czekacie?

Kornel
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka