Gość: Rydzo
IP: 193.59.95.*
29.09.03, 11:00
No i jesteśmy. Razem z żona (3 tygodnie po ślubie) wrócilismy wczoraj z 10
dniowego pobytu w Hiszpani organizowanego przez triade. Ogólnie wyjazd był
OK. Oceniam go na 7-8 punktów w 10 stopniowej skali. Gdyby nie zajebiste
towarzystwo dostałby pewnie z 5 punktów. Ale od poczatku - wyjazd rozpoczął
sie w piatek 19 września - o 6.30 wyjazd z Wawy i na poczatku załamka -
srednia wieku ludzi czekajacych na autobus ze 40 lat. Sami liczymy po 25 i
wypatrzylismy w całym tłumie z 5-6 osób młodych. Wpakowaliśmy sie do
autobusu poznaliśmy pilota - Mirek Kalinowski - niezle zakrecony gość.
Wyjechaliśmy w strone łodzi - tam dołaczyło kilka osób na szczęście byli
młodzi, podobnie w Katowicach. Wieczorkiem nocleg w miejsowości strażnice w
Czechach - hotel 3 gwiadki nawe nawet ( ale za to uboga obiadokolacja).
wieczorne piwko w barze i spać. Sobota - wyjazd o 6.00 w kierunku Wenecji -
tu dotarliśmy po południu i spedziliśmy 8 godzin zwiedzjąc miasteczko - rejs
widokowy stateczkiem - fajna sprawa Mirek (pseudonim żwirek) nasz pilot
trochę przybliżył historie, zabytki, powłóczyliśmy sie trochę po ciasnych
uliczkach, zjedliśmy chyba najdroższą kolację w okresie całego pobytu - z 20
euro w pizzeri z chińską obsługą. Około 2.00 wyjechalismy w strone Costa
Brava. Na miejscu byliśmy w niedzielę ok. 16.00. Mieszkaliśmy w miejscowości
Blanes w hotelu Lyons Magestic - po wejściu do hotelu i do pokoi mała
załamka - hotel zasługiwał co najwyżej na jedną gwiazdkę - zaczynając od
łazienki - umywalka -z oddzielnymi kranami do zimnej i ciepłej wody
oddalonymi z 15 cm od siebie i jak tu sie myc - w ciepłej czy zimnej?
Prysznic tak z tak 80, kafelki z tego samego dziecięciolecia. Pokuj - na
pierwszy rzut oka OK. Oczywiście bez klimy. Po zestawieniu łóżek okazuje się
że przy najmniejszym ruchu zsuwa się materac i miedzy łózkami powstaje
dziura - śliskał się na maksa. Obsługa jakaś z kosmosu - szczególonie taki
dziadek gestapowiec. zarcie też średnie - tzn sniadania nie dawały dużegio
wyboru - albożarłeś mielonkę albo dżem - od czasu do czasu pojawiał się ser
żółty. Natomiast z bufetem wieczornym było już lepiej - kilka surówek i z 5
dań do wyboru na ciepło. jeynie basen mógł zasługiwać na 2 gwiazdki.
Po południu w niedziele zaczeło się coś ruszac z towarzystwem - zaczepiliśmy
jedną parę (Benki) i ustawilismy się na wspólne wieczorne wyjście do
centrum. Dołączyli do nas Sebki i wspólnie wylądowaliśmy w przymorskiej
knajpie na balandzie z Sangrią ( dla niewtajemniczonych znane tanie
hiszpańskie słodkie winko). Dosiadło się do nas jeszcze kilka osób z naszej
wycieczki i było naprawdę miło. W poniedziałek rano wycieczka do Figueres i
Gerony - muzeum Daliego, jakieś kościólki, dzielnica żydowska i powrót do
hotelu - basenik, kolacja i znowu imprezka - tym razem na plaży a póżniej
jeszcze w którymś z pokoi (chyba u Danielów) - przy okazji ok 1.30 w nocy
złożył nam wizytę wkurwiony sąsiad z bulami że przez hałas nie może spać.
Acha i w ciągu dnia zaliczyliśmy jeszcze markecik Lidl - smieszna sprawa bo
kupilśmy 3 wielkie kartony z Sangriją i jak je tachaliśmy do domu 9idąc
gęsiego jak karawana) wzbudzaliśmy zaciekawiecie wsród miejscowej
społeczności).
Wtorek rano Andora i Montserrat (chyba tak sie pisze. Jeśli ktoś nie
zamierza kupić alkoholu w Andorze to lepiej nie tracić czasu i tam nie
jechać. A Monserrat - fajne widoczki, kościół i czarna madonna też Ok.
wieczorem jak zwykle Sangria na plaży a później w którymś z pokoi - tym
razem przylazł ssman z recepcji i prosił o spokój.
Środa - wypad do Barcelony - Sagrada Familia, ogrody projektowane przez
Gaudiego, a póżniej fantastyczny stadion Barcy - Camp Nou. Później niezła
porażka - zwiedzanie wioski hiszpańskiej - chociaż żwirek polecał :( . Na
koniec Rample i jazda do hotelu. Znowu wieczorek - tym razem lajcik -
drineczki w barze hotelowym razem ze zwirkiem ( razzem z Sylwią odpuściliśmy
sobie ten wieczorek w końcu trezba wypocząć)
czwratek - dzień wolny, razem z sebkami, Benkami, Danielami i Wiesiem
wyraliśmy się do parku wodnego Water World. To był konkret - dobra zabawa,
szybkie zjeżdżalnie. Pozdrawienie dla Wieśka który pomimo ze słabo pływa
pojechał na lejku. Po południu plaża i znowu wieczorek z Sangrią.
No i piątek wyjazd niestety. Po drodze zwiedzanie Cannes - niezłe nudy,
noceleg we Włoszech - fajny hotelik 3 gwiazdkowy, wieczorek włoski chociaż z
winem hiszpańskim. Do Warszawy dotarliśmy w niedziele ok 15.00.
Naprawdę udana impreza - a przede wszystkim dzięki nowo poznanym znajomym,
kilku zabawnym sytuacjia (np. językowe wpadki Żwirka, zakupy dziadka itd.).
Jedyne moje zastrezenia to jakość pokoi hotelowych i chyba zbyt krotkiego
pobytu na miejscu (troche brakowało czasu na poleżenie na plaży. Ale jakbym
się miał jeszcze raz jechać do hiszani z ta sama ekipa pisalbym sie w 100%.
Pozdowienia ode mnie i Sylwii dla Benków, Sebków, Danielów, ludzi z
Olsztyna, Gdyni, Kielc, Poznania, Warszawy, Łodzi itd. A i dla Żwirka
(ciekawe czy wie jakie miał pseudo).
Odezwijcie się czasem na formum