Dodaj do ulubionych

Kania, bylas w Chinach....

IP: *.netvigator.com 28.10.03, 11:21
Obserwuj wątek
    • Gość: Bini Re: Kania, bylas w Chinach.... IP: *.netvigator.com 28.10.03, 11:25
      ...i mnie nie odwiedzilas????:)))
      Ciekawa jestem, jaka trase wybralas i jak Ci sie podobalo...
      pzdr.
      • Gość: Kania Re: Kania, bylas w Chinach.... IP: *.zak.com.pl 28.10.03, 13:07
        Ni hao!
        Ech, co to za pobyt - trzy tygodnie... Toż Polski się nie da zwiedzić w tak
        krótkim czasie, a co dopiero...
        Trasa chyba strasznie typowa. Może poza tym, że odpuściliśmy sobie Pekin. A
        szło to tak: Szanghaj-Suzhou-Xi'an-Kunming-Shilin-Dali-Lijiang-Yangshuo-
        Hongkong. I co? Byłam gdzies blisko Ciebie? Jeśli tak, to czemu nie dałaś
        znać...
        Wrażenia... Jeszcze nigdy po wakacjach nie miałam tak mieszanych uczuć. Tak
        dużo kontrastów, rzeczy zachwycających i dołujących, cudów i brudu. Ale
        absolutnie nie moge powiedzieć, ze mi się nie podobało. Jestem zdecydowana
        pojechać raz jeszcze, koniecznie do Tybetu (może drogą lądową z Zhongdien),
        północ też wypadałoby zobaczyć. Ale są rzeczy, które trudno znieść w Chinach
        bez nerwów, np. charkacze. I to ichnie specyficzne podejście do dobrego
        wychowania. Ale co ja tam wiem, przecież tylko 3 tygodnie tam byłam.
        Na pewno mogę stwierdzić, że zakochałam się w Lijiang. I Dali. I niektórych
        pociągach (tych z literką "T" na początku). I w jedzonku. I w tanim piwie ;-
        ). I tak mogłabym godzinami... Ech, ciężko pracować, kiedy myśli na wakacjach.
        A Ty gdzie w tych Chinach???
        Pozdrowionka cieplutkie.
        • Gość: Bini Re: Kania, bylas w Chinach.... IP: *.netvigator.com 29.10.03, 18:45
          No no, w niezlym tempie podrozowalas:))
          Ni shenti hao ma?
          Mieszkam i w HK i w Chinach (Baoan/Shenzhen), wiec bylas
          tuz, tuz. Watek byl o szczepieniach do Indonezji, wiec
          jak moglam zgadnac, ze wyladujesz w Kraju Srodka!!!! Ale
          skoro masz zamiar tu wrocic, wiec moze jeszcze nie
          wszystko stracone:)

          Ciesze sie, ze wiecej masz pozytywnych wrazen pomimo
          odrazajacych manier tubylcow, szok, prawda? Po latach
          troche sie do tego przyzwyczailam i nawet z zamknietymi
          oczami rozpoznaje kto wlasnie beknal:), a robia to
          wszyscy, bez wzgledu na plec i wyksztalcenie - inny
          savoir-vivre tu panuje i tyle.

          Fajna trase sobie wybralas, Yunnan jest wedlug mnie
          najladniejsza prowincja. W Lijiang nie bylam, ale bylam w
          Pingyao/Shanxi, cos niesamowitego.
          Zrezygnowalas z Beijing, a ja we wrzesniu w koncu sie tam
          wybralam i zaliczylam mur+reszte. Tybet mam zaplanowany w
          przyszlym roku i jeszcze pare miejsc, choc moj maz, jak
          zwykle, zapiera sie rekami i nogami.

          Jeszcze nie mialam przyjemnosci podrozowania tu
          pociagiem, co to jest ta literka T? Slyszalam, ze pociagi
          sa calkiem w porzadku, ale zeby sie zakochac.....:))
          A odwiedzalas jakies wioski grup etnicznych, np. Miao,
          Dai? Pytam, bo ciekawie wyglada rejon Xihuangbanna...
          Aaa jeszcze jedno, bylas w muzeum seksu w Shanghai?

          serdecznie pozdrawiam

          • Gość: Kania Re: Kania, bylas w Chinach.... IP: *.zwm.punkt.pl / 217.173.196.* 29.10.03, 21:18
            Hej, hej!
            No, trochę przeceniłaś moją znajomość chińskiego... Kończy się ona na mniej
            więcej na buyao (szalenie ważne wyrażenie, moim zdaniem ;-)i zaijian. Gdybyś
            jeszcze dorobiła znaczki tonów, to może ze slownikiem dałabym radę. Pod
            warunkiem, ze to po mandaryńsku. Na marginesie - czy nie uważasz, że my Polacy
            mamy pewną przewagę nad innymi nacjami przy nauce chińskiego na okoliczność
            mnogiej w naszym języku ilości dżwięków ć, dż, ś, ń? Ja to się rozpływałam w
            pochwałach, kiedy to Chińczycy zawsze mnie wskazywali w grupie cudzoziemców
            jako najlepiej wymawiającą słowa w ich języku.

            Trasa była wymagająca (przede wszystkim dobrego planowania i zakupu biletów
            najwcześniej jak się da). Ale udało nam się: 2 razy samolotem, raz autobusem
            leżankowym (imaginujesz sobie: mój plecak na podłodze, ja na pryczy, co to
            ledwo moje 160 cm mieści i po ćmoku wsłuchuję się w chrknięcia i splunięcia
            moich współpodróżników i kalkuluję, ilu z nich trafiło w mój plecak), kilka
            razy normalnymi autobusami, minibusami i pociągami. Te ostatnie zaczynające sie
            literką "T" to jakies super ekspresy. Jechaliśmy takim z Szanghaju do Xi'an -
            jakieś 16 godzin, dla porównania "zwykły" szybki pociąg, co to zaczyna się
            na "K" jedzie 24-30 godzin. Wzieliśmy hard sleeper, ale i tak było cool.
            Czyściutko, pachnąco. Co chwileczke przejeżdżały wózki z dobrociami do
            jedzenie, słodyczami, napojami, lodami, gazetami. Ale jak przemknęła obok mnie
            pani z maszyną (pełnowymiarową) do pop-cornu, to myślałam, że spadnę ze swojej
            pryczy. Nawet telewizorki kolorowe wypożyczali. Pan mi reklamował, że jest
            english channel. Ale jaki tam english, to było CCTV 9. Jedna rada, nie bierz
            górnej pryczy - klimatyzacja może tam łeb urwać.

            Co do Yunanu to się zgadzam w 100%. W zasadzie tylko w tej prowincji można
            spokojnie spędzic dwa miesiące a i tak nie zobaczy się wszystkich atrakcji. W
            związku z powyższym nie mam nic przeciwko temu, zeby tam wrócic. No i do HK
            blisko, a tam tez musze się raz jeszcze wybrać, bo na koniec naszej wyprawy tam
            to uległam silnemu zatruciu żołądkowemu, które uniemożliwiło mi zwiedzanie
            miasta. Nie pytaj gdzie jadłam, nie pamietam - jakas knajpka w Soho. Troche
            mnie to przeraziło, bo jeszcze w dniu odlotu miałam 38,5 stopni gorączki, a
            kontroli temperatury na lotnisku nie da sie uniknąc... Za to w samolocie w
            bekaniu dorównywałam najlepszym Chińczykom!

            Mniejszości w naszej wyprawie byly w mniejszości. Widzieliśmy jedynie przefajny
            targ w Shapingu kolo Dali, gdzie swe wszelakie dobra wystawiała na sprzedaż
            mniejszość Bai. Potem w Lijiang mielismy kontakt z Naxi. I jeszcze w wiosce
            Baisha takoż samo. No i na wyspie na jeziorze Erhai też ludność Bai. Nie
            wspominam mnóstwa osób w strojach mniejszości Sani w okolicach Kunming -
            przewodników, stewardes autobusowych i innych takich, bo to nie ma nic
            współnego z autentyczną kulturą mniejszości.

            Moja droga, jednak wątek dotyczący szczepień doprowadził w końcu do Chin, bo
            pamietam, jak mi polecałaś wizytę w muzeum seksu. I co? I nie byłam, co stanowi
            kolejny przyczynek do ponownej wizyty w chinach. Mieliśmy trochę za mało czasu
            w Szanghaju. Który zresztą troche mnie rozczarował... Jest taki... mało
            azjatycki. Co nie znaczy, że brzydki! Imponujący, nowoczesny, olbrzymi, ale
            mało "klimatowy".

            Czy nie rozczarowuje Cię w Chinach mała ilość miejsc związanych z religią? Nie
            pytam o HK, tam przynajmniej widziałam ludzi w świątyniach zachowujących sie
            jak przystało na Chińczyków - zapalających trociczki, losujących patyczkowe
            wróżby. Nie wspomnę już o tym , ile trzeba zapłacić za wstęp do takowego
            przybytku. Wiem, że braki w świątyniach to wynik Rewolucji Kulturalnej, ale
            myślałam, że już im przeszło i trochę więcej będzie odnowionych miejsc. W
            każdym razie uważam, że im mniejsza miejscowość tym łatwiej znaleźć świątynie.
            I dlatego polecam wszystkim omijanie szerokim łukiem dużych miast w Chinach
            (dużych: powyżej 1 000 000 mieszkańców).

            A kuchnia? Mniam,napisz koniecznie co dziwacznego jadłaś, bo o zwykłych
            potrawach mozna przecież godzinami...

            Następne wakacje - Ty bierz męża pod pachę i niech nie narzeka! "Swiat to
            księga. Kto nie podróżuje ten czyta tylko jedną stronę". Ja to sobie umarzyłam
            Birmę. Ale jak wiesz, plany się u mnie zmieniają dosyć często. Więc może znowu
            Chiny? Chociazby do HK po książki o Chinach, na lotnisku trochę ich kupiłam,
            jedną książkę "Red China Blues" przeczytałam w samolocie... bekając...

            Wielkie pozdrowienia.



            • Gość: Bini Re: Kania, bylas w Chinach.... IP: *.netvigator.com 30.10.03, 11:44
              Hej,
              pytanie bylo “jak zdrowko?” i okazuje sie, ze nie bardzo
              ... ale lepsze zatrucie niz malaria, nie? Mnie sie tu
              jeszcze nie zdarzyly problemy zoladkowe tfu,tfu,tfu przez
              lewe ramie, natomiast pare razy podczas wizyt w Polsce.

              Tez nie mialam fartu, na lotnisku w Shenzhen zaczal mi
              sie gigantyczny katar, a na drugi dzien 39 st., wiec
              caly pobyt lykalam paracetamol (bo wieczorem temperatura
              wracala), coby mnie przy wyjezdzie nie zapuszkowali na
              kwarantanne, poza tym kichalam jak kot, wiec chyba jakas
              pamiatka po mnie tam zostala:)

              Mnie sie wydaje, ze swiatyn jest zadziwiajaco duzo (jak
              na system tu panujacy) tyle tylko, ze czesto sa to
              malutkie budyneczki schowane wsrod domostw, bardzo
              skromne i nie bedace zadna atrakcja dla turystow, wiec
              sie ich nie zauwaza.
              Z drugiej strony wiele miast powstalo w ciagu ostatnich
              kilku dekad, jak np. Shenzhen, ktore 22 lata temu bylo
              wioska rybacka a dzis ma ponad 2 mln, a do ktorych
              naplywali glownie mlodzi ludzie nie majacy takich potrzeb
              na codzien. Zaloze sie jednak, ze jak odwiedzaja swoje
              wsie podczas chinskiego nowego roku to pala trociczki i
              modla sie za swoich przodkow.

              Pewnie, ze sporo poszlo na straty, nie tylko w czasie
              rewolucji, ale i podczas rozbudowy miast, ale Chinczycy
              maja inna mentalnosc, dla nich stare juz jest to co ma 6
              lat, a starozytne powyzej 40 lat. A oni nie chca starego
              tylko nowe i koniecznie wielkie, przynajmniej ci miastowi.
              Na prowincji wyglada to inaczej ... i dobrze, dzieki temu
              mozemy pozachwycac sie takimi cudenkami jak Lijiang czy
              Piaoyang.

              No co Ty .... CCTV9 to moje okno na Chiny, jedynie tam
              moge sie dowiedziec jak nazywaja sie urokliwe miejsca w
              tym kraju (dla ogolu mniej znane), bo z innych chinskich
              nie jestem w stanie. Duzo reportazy socjologicznych,
              filmow dok., inf. kulturalnych, programow dyskusyjnych
              itp., naprawde na dobrym poziomie, bo to kanal
              satelitarny dla overseas Chinese w Stanach i Kanadzie,
              prowadzony rowniez przez zachodnich dziennikarzy.

              Usmialam sie czytajac Twoje autobusowe wspomnienia,
              komfort to to nie jest, ale ja kiedys widzialam kilku
              bialych, srednia wzrostu 180, wysiadajacych z takiego
              wehikulu, wszyscy zgieci w palak z wyrazem wscieklosci i
              cierpienia na twarzach. Pewnie to byl ich pierwszy i
              ostatni raz...

              Dziwaczne, powiadasz? Ostatnio zaserwowano nam dwa
              rodzaje smazonych robakow: biale i zolte, jedne wygladem
              przypominaly bardziej liszki, te drugie byly barylkowate
              i mialy czarne oczki:), dodano do nich troche miodu, wiec
              byl to deser, specjalnosc kuchni Yunnan, a wczesniej
              probowalam tez: mrowki, karaluchy, zuczki i jakies mniej
              okreslone insekty, psa, pijane zywe krewetki, przysmak
              Mao, rozne weze, ptasie gniazda (autentyczne) i bo ja
              wiem co jeszcze? Mnostwa rzeczy NIE sprobowalam, bo mnie
              odrzucalo.
              A Twoje doswiadczenia?

              Co do talentow to masz racje, Beijing putonghua ma twarda
              wymowe sz, cz, dz z kropka, my to potrafimy a reszta
              sepleni, mam tu na mysli Chinczykow:)))

              trzymaj sie cieplo, pozdrawiam

              “e” ma ton opadajaco-wznoszacy, reszte znasz.
              • Gość: Kania Re: Kania, bylas w Chinach.... IP: *.zwm.punkt.pl / *.punkt.pl 03.11.03, 22:14
                Trochę mi zeszło... mąż podupadł na zdrowiu i siekli go dziś właśnie ortopedzi
                na okoliczność naderwanego ścięgna Achillesa, ale już jestem!

                Ty mi nie mów, jak się czułaś na lotnisku w Shenzen! Ja to doskonale rozumiem!
                Ja bylam przekonana, że mnie wpakują na kwarantanę w HK przy mojej gorączce.
                Ale chyba lepiej kwarantanne odbyć w HK niz, nie przymierzając, w takim
                Kunming. Chociaż z drugiej strony - to dobrze, że tak dbają o zdrówko
                podróżników, ale oby nie o nasze ;-)))!

                To ja nie rozumiem tych Chińczyków... Taka cywilizacja i 40 lat to
                prehistoria?! Oj, mnie było mało, bardzo mało tych świątyń. Takich prawdziwych.
                Może po wizytach w innych krajach tak mi jakoś brakowało miejsc kultu - nigdy
                wcześniej nie odwazyłam się zapalić trociczki, bo wydawało mi sie, że
                jako "western" ładuję się z buciorami, bo to dla nich święte... A w Chinach? A
                i owszem! zapaliłam, pani udzieliła mi instruktażu, jak się kłaniać, kiedy
                klękać i za swą usługę zainkasowała jedyne 1o yuanów. Niby nic, ale jakoś
                tak...

                CCTV9 to może i okno na świat, ale dla Chińczyków. Nie dla Ciebie przecież! Nie
                dalej jak dwa tygodnie temu w Gazecie Wyborczej w dodatku telewizyjnym co nieco
                pisano o chińskiej telewizji, m.in. o CCTV9 - to propaganda. Pomijam całkiem
                ciekawe programy turystyczno-krajoznawcze, bo są naprawdę dobre, ale nie
                zapomne też clipów z taką boginią ichniej sceny, co to śpiewa: "jaki piękny
                jest nasz kraj...", a w tle sztandary, zadowoleni i uśmiechnięci ludzie, lejąca
                się stal, kwiaty... Już to kiedyś gdzieś widziałam. W GW opisywali protest
                jednej z "zachodnich" dziennikarek pracujących dla CCTV9 przeciwko bałaganowi,
                cenzurze itp. Nic nie wskórała..

                Co do dziwacznych... Jakoś tak zawsze, kiedy mamy okazję coś dziwacznego
                spróbować, to jedno z nasz pęka. Ja to naciągałam mężusia na różne robaki, ale
                on cóś oponował. W każdym razie w Tajlandii zjedliśmy więcej dziwactw niż w
                Chinach. Nawet na psa się nie skusiliśmy, bo ktos powiedział, że on słodkawy.
                No a jak zobaczyłam tuszkę psa na targu, to mi się odechcialo... A wąż podobno
                niedobry... Prawda to?

                A może byśmy tak nie zanudzali forumowiczów naszymi wewnętrznymi?
                kasia.czyzynska@zwm.punkt.pl Zapraszam serdecznie.

                Duża buźka i nie daj się SARS-om. Podobno nadchodzą!

                K.

                A propos książek.. polecam "Good women of China" Xinran. Raczej do zdobycia
                tylko w HK. Przygnębiające, ale dobre.
                • Gość: p. Re: Kania, bylas w Chinach.... IP: *.lodz.sdi.tpnet.pl 12.11.03, 12:39
                  Nie! Piszcie na forum, bardzo prosze. Swietnie sie czyta
                  te Wasze ciekawostki i obserwacje.
                  Pozdrawiam serdecznie.
                  p
                  • Gość: Kania Re: Kania, bylas w Chinach.... IP: *.zwm.punkt.pl / *.punkt.pl 14.11.03, 23:49
                    Azaliż "p" miałby na imię Wojtek?
                    Również pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka