mmx007
29.06.09, 23:37
Dwa tygodnie temu byliśmy ze znajomymi na wycieczce w Sandomierzu. Wypad
uważałem za udany, dopóki nie wstąpiłem w progi powyższego lokalu. Miałem nie
pisać tego posta, ale wyszedłem taki wkurzony jak nigdy. Na pierwszy rzut oka
to miejsce o całkiem przyzwoitym wystroju i o dziwo z wieloma wolnymi
stolikami. Chyba już teraz wiem dlaczego- po prostu ci, którzy już tam jedli
nie wracają do tego miejsca.
Zacznę od początku... otóż czekaliśmy na jedzenie prawie 40min, ale to jeszcze
mogę im wybaczyć z tego względu, że nie lubię spożywać surowego mięsa. Jednak
na widok tego co przyniosła kelnerka mój humor prysł jak bańka mydlana, a
apetyt jakby odpłynął.... Nie dość, że porcje nie zachwycały obfitością (racje
były wręcz głodowe), dostałem dosłownie 10 frytek na krzyż. Do tego ociekająca
tłuszczem cielęcina smażona na jakiejś przestarzałej słoninie... to na prawdę
nie było apetyczne... :-( Żeby tego było mało moja ciocia dostała porcję kaszy
gryczanej, która cuchniała na kilometr- tak jakby była sporządzona na jakimś
zjałczałym maśle... brrrr... Na koniec Pani kelnerka przyniosła rachunek,
który jak na takie "wykwintne" dania był po prostu kosmiczny... Sandomierz to
bardzo ładne miasto, ale nie psujcie sobie niepotrzebnie wycieczki... SZCZERZE
ODRADZAM powyższy lokal...