Witajcie Wszystkie Staraczki! Kiedy usłyszałam, że będę miała ogromne problemy z zajściem w ciążę, to od razu przekopałam wszystkie fora w poszukiwaniu krzepiących historii... Lekarze dawali mi rok na "próby", ale "niech Pani nie robi sobie zbytnich nadziei...". Wtedy obiecałam sobie, że jak mi się uda - to napiszę o tym, żeby podtrzymać na duchu wszystkie starające się dziewczyny! Moja historia pokrótce: choroba Graves-Basedowa (od 2007 roku), po 18stu miesiącach leczenia (w międzyczasie wyszłam za mąż), miałam mieć miesiąc okresu karencji i możemy startować z "produkcją małych podatników". Ale nie tak szybko... Brak okresu... Na usg- jajniki jak dobry zółty ser... Podejrzenie pCOS, hiperprolaktynemia czynnoścowa ;/ ale my się nie zrażamy... Na lekach (Bromergon, Duphaston) próbujemy dalej i myślimy pozytywnie... I co się okazuje? W pierwszym stymulowanym cyklu zaszłam w ciążę... Teraz jestem w 12stym tygodniu i wszystko jest w jak najlepszym porządku

A snułam już czarne scenariusze... Dziewczyny... ja wiem, że to zabrzmi banalnie... ale to najprawdziwsza prawda... Nie trzeba się załamywać! Trzeba myśleć pozytywnie! Mam nadzieję, że troszkę komuś poprawiłam humor... Mnie humoru poprawiać nie trzeba... Wystarczy, że popatrzę na 6cio centymetrowe szczęście na usg

PS. POWODZENIA!