Dodaj do ulubionych

Problem w rodzinie....

22.01.05, 15:38
Ja czasem nie wiem jak mam się zachować...
Z mojego rodzeństwa i kuzynostwa prawie jestem najstarsza, większość ma już
dzieci, młodsi jeszcze chodzą ze sobą, od czasu do czasu wpadka, inna kuzynka
ma 5 dzieci itd. My dzieci nie mamy, staramy się i nic...
Na to wszystko rodzinka życzliwa pyta, no kiedy, coś z Wami jest nie tak ? A
może bezpołodni...? itd. Wiecie jaki to upokarzające, ile już łez wylałam,
mój mąż zaciśnie zęby ale ile można. Teraz unikamy rodzinki, święta spędzamy
sami, żeby się nie denerwować....
Obserwuj wątek
    • magdulka26 Re: Problem w rodzinie.... 22.01.05, 16:51
      Julio wiem jak to jest ,ja jestem już prawie 3 lata po slubie,ale na początku
      nie planowalismy dzieci.Chęć posiadania maleństwa obudziła się w tamtym
      roku.Moja jedna kuzynka juz wychodzi z siebie i zastanawia sie dlaczego ja nie
      mam dzieci,przecież już tyle są po ślubie -czas najwyższy.Ja miałam gdzieś
      wszystkich dociekających ,na pytanie kiedy dziecko odpowiadałam jak Bóg da
      będzie i kończyłam temat.Ludzie sa bardzo wścibscy i nikomu nie dogodzi.Musisz
      być cierpliwa i dzielnie znosić natretnych ludzi.Teraz jestm w ciąży i moja
      kochana kuzynka nadal nie wie ze jestem w ciąży ,bo jak znam życie ,gdyby ona
      wiedziała -wiedziało by o tym całe moje miasto,straszna papla z niej.
      Kochan życzę Ci duzo słoneczka na co dzień,usmiechu i pogody ducha,zobaczysz
      doczekasz się maleństwa smile)
    • magdulka26 Re: Problem w rodzinie.... 22.01.05, 16:51
      Julio wiem jak to jest ,ja jestem już prawie 3 lata po slubie,ale na początku
      nie planowalismy dzieci.Chęć posiadania maleństwa obudziła się w tamtym
      roku.Moja jedna kuzynka juz wychodzi z siebie i zastanawia sie dlaczego ja nie
      mam dzieci,przecież już tyle są po ślubie -czas najwyższy.Ja miałam gdzieś
      wszystkich dociekających ,na pytanie kiedy dziecko odpowiadałam jak Bóg da
      będzie i kończyłam temat.Ludzie sa bardzo wścibscy i nikomu nie dogodzi.Musisz
      być cierpliwa i dzielnie znosić natretnych ludzi.Teraz jestm w ciąży i moja
      kochana kuzynka nadal nie wie ze jestem w ciąży ,bo jak znam życie ,gdyby ona
      wiedziała -wiedziało by o tym całe moje miasto,straszna papla z niej.
      Kochan życzę Ci duzo słoneczka na co dzień,usmiechu i pogody ducha,zobaczysz
      doczekasz się maleństwa smile)
    • lidek0 Re: Problem w rodzinie.... 22.01.05, 23:00
      Ale dlaczego nie powiecie /oczywiście ogólnikowo/ rodzinie, że to nie takie
      proste i, że Wasza droga do maluszka jest bardziej kręta niż Wam się wydawało?
      Wiem jak jest Wam przykro, ja sama starałam sie 5 lat, po drodze poronienie i
      ciąża pozamaciczna z wycięciem jajowodu a dokoła rodziły się maluszki. Ale
      nawet nie wiecie ile wsparcia znalazłam w rodzinie, ile zainteresowania, ile
      chęci pomocy. Często zastanawia mnie dlaczego tak się izolujecie, zamykacie.
      Właśnie rozmowa bardzo często pomaga. Tym bardziej, że nie przeczytałam jeszcze
      ani jednego posta, gdzie po rozmowie z rodziną byłoby gorzej. Taka rozmowa
      mogłaby ukrucić przykre dla Was pytania. Być może okazało by się, że ktoś wie
      oczyś czego wy nie wiecie, zna jakiegoś dobrego lekarza.
      Ja też na początku nikomu nic nie mówiłam. Ale w pewnym momencie otworzyłam się
      i okazało się, że w śród znajomych są małżeństwa z problemami, dzięki rozmowom
      wymienialiśmy informację o lekach, badaniach i lekarzach, wiedziałam gdzie
      warto pójść, a których gabinetów unikać. Sama strałam się wspierać koleżankę po
      poronieniu bo dokonale ją rozumiałam.
      Moim zdaniem takie izolowanie się chyba jeszcze bardziej dołuje i przygnębia.
      • nusik1 Re: Problem w rodzinie.... 23.01.05, 00:22
        To nie zawsze tak wyglada jak u Ciebie Lidek :o( Zazdroszczę tym którzy mają
        taką wspaniałą rodzinę. U mnie to tak różowo nie wygląda... Przez przypadek
        dowiedziałam się jakie ploty ludzie rozsiewają, jedni tworzą sobie historię że
        pewnie kiedyś musiałam usunąć ciążę drudzy, że pewnie przez tabletki
        antykoncepcyjne (których nigdy nie zażywałam) inni, że przez to że kiedyś
        paliłam a na koniec że jak mam takiego wspaniałego męża i dobrze nam się układa
        to, niech też coś u mnie będzie nie tak... Taką mam rodzinkę, ale mam to
        gdzieś - na szczęście. Jest jedna ciotka która nie ma rodzonych dzieci ma ale
        adoptowane, cała rodzina o tym wie a oni się zachowują tak jakby nikt nie
        wiedział... Mam nadzieję, że Wasze rodzinki nie są tak pokręcone jak moja.
        Pozdrawiam. Nusik i dwa Aniołki
    • true_blue Re: Problem w rodzinie.... 23.01.05, 00:44
      Wiesz co, radze Ci powiedziec w rodzinie, ze na razie nie chcecie miec dzieci,
      ze macie inne plany. I trzymac sie tego. U nas udalo sie w ten sposob zamknac
      wielu. A potem oznajmilismy, ze juz i wszyscy sie cieszyli.
      Trzymaj sie,
    • ewa.analityk1 Re: Problem w rodzinie.... 24.01.05, 00:48
      Nie ma tu dobrej rady, ale znam zestaw, który usłyszycie jak powiecie o
      problemie
      1. może wam pomóc około 1000 razy
      2. to pewnie twoja wina bo u nas w rodzinie nie ma problemu teściowej 100 razy
      3. A ta Kaśka spod 10 też miałam problemy i teraz 3 ma
      4. znam super bioenergoteraputę, wróżkę,... 100 razy
      5. ciche rady pod stołem że można nasienie dawcy
      6. chyba nie chcecie adoptować ze 100 razy
      oraz wszelkie rzucanie każdego dzieciaka w ramiona ze słowami
      A może się zarazicie
    • suslak Re: Problem w rodzinie.... 24.01.05, 10:26
      Wczoraj dzień Babci smile - na tekst teściowej w stylu: - młodsze ode mnie
      koleżanki dostają kwiaty a ja co?.
      Można odpalić, że "Mamusiu! Są dwie możliwości - nie mamy dzieci bo nie chcemy,
      albo bo nie możemy - w pierwszym wypadku pytania o nie są bezmyślne, w drugim
      okrutne" Raczej mało kto wytrzymuje takie dictum i wraca do takich pytań.
      Nie daj się - walcz! To Twoje życie, Twoje sprawy i nikt nie ma prawa włazić Ci
      z buciorami do sypialni!
      Powodzenia
      • kasiuula Re: Problem w rodzinie.... 24.01.05, 10:48
        A ja w 100% zgadzam się z lidkiem. Ja po prawie roku starań zaszłam ponownie w
        ciążę. Mój synek ma 9 lat i już od jakiegoś czasu wszyscy twierdzili, że czas
        najwyższy. dalszej rodzienie mówiłam, że jak Bóg da to będzie. Jedni odbierali
        to tak, że jeszcze nie czas a drudzy że mamy problemy, ale temat się urywał.
        Natomiast po paru miesiącach starań zaczęłam normalnie mówić, że to nie takie
        proste. I stało się to co pisał Lidek, nagle okazało sie że nie jesteśmy sami
        np. nasi przyjaciele (12 lat razem) też starają się od jakiegoś czasu, ale
        wstydzili się do tego przyznać. Siostry i mama trzymały kciuki co miesięc, inni
        dawali mniej lub bardziej przydatne rady, a jeszcze innym na zawsze zamknęło
        gębę. Tak więc jestem za otwartym mówieniem o problemie, bo naprawdę nie
        jesteśmy same
    • kawka74 Re: Problem w rodzinie.... 24.01.05, 10:45
      Julia, jestem w podobnej sytuacji jak Ty.
      Mam 30 lat, nie mamy dzieci - no bo nie, na razie nam coś nie idzie, chociaż
      się staramy. Ale moja rodzina znalazła wczoraj wyjaśnienie naszej
      bezdzietności: otóż nie mamy dzieci, bo NIE CHCEMY ICH MIEĆ, jesteśmy za
      wygodni i nieodpowiedzialni. Nie chcemy ponieść ciężaru obowiązków. Nikt nas
      nie zapytał, czy możemy, czy chcemy - od razu, bez pytania uczyniono założenie,
      że jesteśmy nieodpowiedzialni. Zacisnęłam zęby, bo jedyne słowa, jakie przyszły
      mi na myśl, to te pochodzące ze słownika wulgaryzmów. Tłumaczyć im czegokolwiek
      nie mam zamiaru, bo szkoda mi czasu, po prostu zamierzam ograniczyć nasze
      kontakty do minimum. A przy ewentualnych pytaniach (no bo w końcu kiedyś się
      spotkamy) zastosuję metodę zdartej płyty: "to nie wasza sprawa". I koniec.
      • pamietka Re: Problem w rodzinie.... 24.01.05, 11:08
        To rzeczywiście irytujące - pytania,spojrzenia i przy każdej okazji
        wytykanie "a kiedy Wy". Na wigili ciocia powiedziała, patrząc na moją
        dopasowaną spódnice "oj ten brzuch nic Ci nie rosnie"
        Najbliższym powiedziliśmy,że się staramy ale nie jest to takie proste. I dobrze
        zrobiliśmy bo skończył sie pytania naszych mam - a kiedy ja będę babcią ?
        Innym mówimym,że jeszcze dla nas za wcześnie wink
        Czasem mój mąże mówi,że wysłaliśmy list do bociana i czekamy na odpowiedź wink
        Ale trudno się uodpornić na takie sytucje - szczególnie jak dużo małych dzieci
        w rodzinie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka