Jakoś tak mi się ostatnio kopie. Wszystkie te przprowadzki, remonty. Wystawa,
która nie może dojść do skutku i znów jest przesunięta. Męża wyniki złe. Moje
niby niezłe, ale też i nie dobre. A na początku tygodnia diagnostyka w centrum
onkologii, bo jeszcze jakieś badziewie w piersi mi rośnie. I wszystko razem
daje efekt "zmęczenia materiału", bo to już 14 cykl i wciąż coś nowego wyłazi

Przepraszam, że Wam smucę, ale marnie mi dziś, a nie chcę "zamartwić" ani
męża ani rodziców.