Dodaj do ulubionych

Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale....

04.05.05, 15:24
Naprawdę nie wiem, czy to właściwe miejsce na ten post, ale jestem tu już
prawie od roku i pomimo tego, że kończę własnie 5-ty miesiąc ciąży cały czas
z Wami jestem, bo się tu dobrze czuję i wiem że mam tu parę przychylnych
dusz. Dlatego postanowiłam tu się wyżalić.
Otóż (dla tych które nie wiedzą) po roku intensywnych starań udało mi się to
czego wszystkie tak bardzo pragniemy - zaszłam w ciążę. I na tym moja ponura
historia starań powinna się skończyć, ale niestety tak nie jest. Od samego
początku mam cały czs pod górkę. Na początku była niespodzianka, że będę
bliźniaki i zdążyłam się do tej myśli przyzwyczaić. Potem lekkie bole, małe
plamienia - więc leki i zastrzyki. Następnie okazało się, że jeden zarodek
się nie rozwija. Bół, płacz. Kolejny problem wchłonie się?? będzie się
rozkładał we mnie i będzie zagrażał drugiemu dzięciątku, czy mój organizm
będzie próbował go poronić, co oczywiście grozi poronieniem obydwu. Ponad
miesiąc koszmarnego stresu - leki, zastrzyki etc. Po miesiącu okazało się, że
miałam ogromne szczęście i zarodek się wchłonął. Potem były koszmarne
niestrawności (naprawdę praktycznie nie byłam w stanie funkcjonować) schudłam
9 kg. Wszystko przeszło i po raz pierwszy zaczęłam być bardzo szczęśliwa i
optymistycznie patrzyłam przed siebie. Trwało to jakieś 3 tygodnie. W zeszłym
tygodniu zaczęly się potworne bóle - kroplówki, zastrzyki, tony tabletek ( po
jedne mój M jechał do Austrii). Teraz mam poprostu leżeć !!!!! Nie dałam
położyć się do szpitala, ale jestem uziemiona pewnie do końca ciąży. Jak
tylko coś zrobię to od razu zaczynają się bóle.
Pewnie pomyślicie, że przecież dzidzia żyje i tylko muszę leżeć, ale ja czuję
się emocjonalnym wrakiem, jestem strasznie zmęczona już tą moją walką o
dziecko.
Wiem jedno, starania nie kończą się na stwierdzeniu i potwierdzeniu ciąży,
kończą się dopiero po porodzie.
Boję się, że pomimo leków i tej całej szopki może coś niedobrego się stać, że
mogę stracić jescze swoją Olę (mam za sobą już jedno poronienie).
Nie podniosłabym się już nigdy.
Boję się brać kąpiel, boje się iść do toalety, boję się kichać kaszleć
śmiać.... wszystkiego się boję.
A nawet jak się uda i donoszę tą ciążę, to czy te wszystkie bóle i skurcze
nie doprowadzą lub doprowadziły do niedotlenienia Oleńki i do jakiejś choroby.
Czego do jasnejcholery mi brakuje ???!!! Jestem zdrową normalną, włąsciwie
zbudowaną kobietą !!!!
Dlaczego nie dane mi jest cieszyć się macierzyństwem ???!!!
Ktoś powiedział mi, że pewnie mój organizm poprostu nie był gotowy na ciążę,
a ja go do tego zmusiłam (był monitoring, testy, Clo, Castek itd), że natura
jest najmądrzejsza i jeżeli nie mogłam zajść tak długo to poprostu powinnam
czekać na swój czas - i pewnie wtedy wszystko byłoby ok, Nie wiem czy to
prawda, ale poddaję pod rozwagę i życzę nam wszystkim radości z macierzyństwa
Obserwuj wątek
    • sabi35 Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 15:41
      Kasiu,
      ja poroniłam pierwsze dziecko w 23tc, potem cały rok czekałam na następną
      ciążę. W 3 miesiącu myślałam, że wszystko będzie dobrze. Dostałam okropnym bóli
      i do szpitala, było tak źle, że nie wolno mi było nawet iść do toalety. Na
      badania wozili mnie na łóżku i przenosili na fotel. Przeleżałam w szpitalu 7
      tygodni, potem szew na szyjkę i całą ciążę przeleżam w domu na kanapie, całe
      lato, biegałam z każdym drobiazgiem do gina. I urodziłam cudowną, zdrową i
      diablo inteligentną córeczkę. Nie piszę tego jako zawodów w tym, kto więcej
      wycierpiał, tylko po to, żebyś wiedziała jak dobrze cię rozumiem. Ja też brałam
      antybiotyki i bardzo silne kroplówki. A jednak się udało. Miałam natomiast uraz
      do ciąż. Ale żyję już 8 lat po tym i cieszę się, że dałam radę. I znowu
      próbuję, mam nowego faceta, bez problemu zachodzę w ciążę, ale już 2x
      poroniłam. I wiem, że nawet jak się uda będę musiała pewnie znowu leżeć, bać
      się i biegać do lekarza 2x w tygodniu. Uwierz kochanie, można więcej wytrzymać
      niż się myśli. Ja też się pytam dlaczego mam takie problemy żeby urodzić
      dziecko, ale kto to wie. Może tak ma być. Dlatego trzymam kciuki i posyłam
      mnóstwo pozdrowień.
      • kasiuula Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 15:52
        Strasznie przeraża mnie to, że można poronić w tak zaawansowanej ciąży. Ja już
        naprawdę kocham tą moją Oleńkę i zdąrzyłam sie już do niej przyzwyczaić. Nie
        wyobrażam sobie życia bez niej
        • kasiuula Dzięuję Sabi 04.05.05, 15:53

          • sabi35 Re: Dzięuję Sabi 04.05.05, 16:06
            Nie ma za co. Dobrze wiem, jak się czujesz i boisz, i że kochasz swoje
            nienarodzone dziecko, bo je się kocha z każdym dniem coraz bardziej.
            Zato będziesz najszczęśliwszą i najdumniejszą matką na świecie jak je urodzisz.
            Wiesz, ja piłam specjalne zioła na uspokojenie macicy, jadłam tony ananasa
            (uspokaja mięśnie) i położna robiła mi masaż stóp co jakiś czas.
            Jak chcesz to się popytam o te zioła i homeopatię. Pewnie możesz brać
            Bryophyllum, ale się upewnię.
            Przeczytałam wtedy całą współczesną literaturę amerykańską z biblioteki,
            program telewizyjny znałam na pamięć i grałam namiętnie w Scrabble smile I
            myślałam, że po porodzie będę biegać jak zając a nie mogłam nawet siedzieć (ze
            względu na szew, dlatego teraz tak pilnie trenuję mięśnie miednicy)
    • tromysza Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 15:53
      kasieńko, bardzo się przejęłam tym, że musisz leżeć. Doskonale rozumiem Twój
      ból i bunt- rozumiem Twój ból bardziej przez współodczuwanie niż podobne
      doświadczenia. Co do natury, co do stymulacji- nie wiem. Po prostu nie wiem.
      Ale to chyba głupie. Czy to znaczy, że każda kobieta która nie zachodzi bez
      wspomagaczy jest na narażona na trudności? Też gdzieś czytałam, że faktycznie
      jest większe ryzyko. Tak jest na pewno w przypadku in vitro. Tak może natura
      wie lepiej. Ale Ty jednak zaszłaś. Stymulowana, ale zaszłaś. Wiesz, Twój post
      to kolejne pytanie (które -jak pewnie doskonale zdajesz sobie sprawę-
      towarzyszy nam stale). Dlaczego ja? Dlaczego tak? Po co?
      Na te pytania- niestety- żadna z nas nie znajdzie odpowiedzi. Bo to tak
      naprawdę pytanie o sens życia - na które odpowiedzi nie ma. Bo dlaczego
      umieramy? Albo: chorujemy na raka, cierpimy po stracie bliskich, umiera nam
      dziecko. Mówię nam: ludzkości. Widzisz, może to nie jest dobra metoda, ale
      czasem warto zadać sobie pytanie: dlaczego sądziłam, że mnie życie nie będzie
      boleć? Dlaczego byłam pewna, że jestem wybrana? Dlaczego ma mi się wszystko
      udawać? Niestety, nie jesteśmy Wybrańcami. Nikt nie jest. Każdy ma swój ból,
      swoje cierpienie. Jedni latami szukają miłości, inni patrzą jak powoli umiera
      dziecko, inni (tak jak my) starają się o ciąże, a potem walczą o jej
      utrzymanie. To jest kasiu - życie. Ale i w tym można znaleźć sens. Sens i
      szczęście. Bo widzisz- tak bardzo czekamy... Ale to się skończy. Niedługo to
      się skończy- przytulisz swoje dziecko. Szybko zapomnisz. Ale tego szczęścia,
      kiedy przytulisz ją zdrową nigdy nie przeżywałabyś tak mocno, tak silnie gdyby
      nie czekanie. Gdyby nie lęk, gdyby nie ból. Może taki jest więc sens
      cierpienia? By potem móc tak się cieszyć.
      A dobrze wiesz, że czasem ten ból to tylko prawda jednej chwili. A każda dobra
      pamięć jest wybiórcza- zostanie tylko wspomnienie. Będziesz się śmiała: o
      kurczę, ale musiałam leżeć. Tak jak teraz z dystansem patrzysz na starania. I
      opowiadasz: starałam się rok. Ale na końcu tej drogi był sukces- ciąża. Na
      końcu tej drogi też będzie sukces- Ola.
      Bądź silna! Tego Ci życzę.
      • tromysza acha 04.05.05, 15:58
        Chciałam Ci napisać, że ja się bardzo zmieniłam. Przez to czekanie, przez
        ostatnie wydarzenia. Kiedyś myślałam, że jestem wyjątkowa- mądra, zdolna,
        fajna. I wszystko mam ot tak- facetów, pracę, sukces. A teraz wiem, że nic nie
        ma ot tak- i chylę czoła. I dziękuję Bogu (losowi) za te doświadczenia. Bo choć
        bolesne- to właśnie dzięki nim wiem czym jest pokora, uczę się kochać dojrzale
        i mądrze. Uczę się cierpliwości.
        • aquarius72 Re: acha 04.05.05, 17:39
          No, to już właściwie nie ma co dopisać...
          Chyba tylko to, że "w życiu piękne są tylko chwile, dlatego czasem warto żyć"

          pozdrawiam moje bardzo mądre koleżanki smile
          • kingakw Re: acha 04.05.05, 18:47
            Kasiu, strasznie mi przykro, że tak wciąż Cie los doświadcza. Jedyne co
            potrafię powiedzieć na pocieszenie, to że myśl o momencie, w którym przytulisz
            swoja Oleńkę smile Wiem, że trudno wśród tylu ciągłych ciosów ujrzeć, coś
            optymistycznego, ale nawet po największej burzy przychodzi słońce. Oleńka
            będzie Twoim Słońcem po burzy, zobaczysz smile
      • marcysia801 Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 19:28
        Pięknie to ujełaś,nic dodać...
    • badarka Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 18:59
      Faktycznie, dziewczyny napisały wszystko, co można, z jednym wyjątkiem

      kasiuula napisała:
      > Ktoś powiedział mi, że pewnie mój organizm poprostu nie był gotowy na ciążę,
      > a ja go do tego zmusiłam (był monitoring, testy, Clo, Castek itd), że natura
      > jest najmądrzejsza i jeżeli nie mogłam zajść tak długo to poprostu powinnam
      > czekać na swój czas - i pewnie wtedy wszystko byłoby ok

      Jak można kobiecie w ciąży powiedzieć COŚ TAKIEGO????? No jak, pytam się?
      Przecież to fatalny brak empatii i normalnie znęcanie się. Niemal jak kopanie
      leżącego! Kasiu, nie wolno Ci w ten sposób myśleć! To bzdura jest piramidalna,
      bezwzględna i dramatyczna. Nie i jeszcze raz nie! Boszsz, przecież nie jesteś
      jedyną, która zaszła w ciążę z problemami. Część z nas ma potem kłopoty w
      ciąży, a część nie i tyle. Nie wolno się w to wgłębiać i analizować i już.

      Kochana, urodzisz zdrowe dzieciątko, Ola jest silna, zdrowa i chce z Tobą być!
      Innej opcji nie ma smile

      Ściskam
    • marcysia801 Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 19:31
      Miało być:pięknie to ujełaś ...TROMYSZKO
    • ewula1 Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 19:33
      Kasieńko kochana....niestety nie umiem tak pieknie pisac jak moje poprzedniczki
      ale wiedz o tym ,ze zrobilo mi sie bardzo smutno gdy to
      przeczytalam...chcialabym móc Cie przytulic, poglaskac po główce i dodac wiary
      w siebie!!!!Bo wciąż to powtarzam do znudzenia, ze wiara naprawde czyni
      cuda!!!! Jest na to tysiące dowodów i trzeba zawsze o tym pamiętać. Dlatego
      kochana wiem, z naszego wirtualnego świata, że jestes naprawde silną kobieta i
      zawsze podziwialam Ciebie i Twoją siłe...dlatego nie pozwól zeby teraz, w
      najważnijszym dla Ciebie okresie życia ta siła Cie opuściła!!!!
      • zuzia36 Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 20:13
        kochaniutka trzymaj się, masz dla kogo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Ja ze swojej strony mogę Cie wspmóc tylko modlitwą.
        TRZYMAJ SIĘ!!!!!!!!!!
    • kornelcia75 Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 21:00
      Witam Kasiuulu!
      A ja czekałam na jakieś wiadomości od Ciebie,zaglądam tu codziennie i czekam
      która z dziewczynek napisze ze jest w ciązy,tak bardzo wtedy sie cieszę i
      kazdej gratuluje.
      Pamietam jak napisałas ze jestes w ciązy,potem było mi tak smutno kiedy
      straciłas jedną z dwóch fasolek.
      A teraz czytam ze masz problemy ze musisz lezec.Ale prosze Cię badz silna niech
      dziecko w Tobie czuje tę siłę.Wiem ze to trudne ze czasem brak Ci sił,ze jest
      Ci trudno.Ale jedno Ci obiecuje.Jak Ola ujrzy świat,jak zobaczysz jej piekne
      oczka,poczujesz jej oddech,złapiesz za mały paluszek.....
      Zapomnisz o wszystkim.
      Tego z całego serca Ci zyczę.
      I tak bedzie!i czekam na relacje z tej pieknej chwili która czeka Cie juz
      niedługo smile
      Sciskam i pozdrawiam.
      • magdulka26 Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 21:56
        Kasiulko moja kochana .Nie powiem że wiem co czujesz ale podejrzewam.Znam lęk o
        dziecko i wiem jak strach potrafi nas zjadać.Sama miałam przedwczesne skurcze i
        wyłam jak bóbr na szpitalnym łóżku bojąc sie o kruszynkę.Na szczeście kroplówki
        wyciszyły całe zamieszanie.Słonko ,trzymaj się dzielnie ,kto inny jak nie Ty
        musi wierzyć w to ,że Twoja Ola urodzi się cała i zdrowa.Już nie długo
        usłyszysz pierwszy krzyk ,będziesz spiewać kołysanki,będziesz kąpac i myć
        maleńkie stópki i pupcię.To Ty będzisz karmić piersią i wspominać jak walczyłać
        o swoją córcię.Kasiu musi byc dobrze i Ty sama w to musisz wierzyc.Mój Kacperek
        pozdrawia Olę smile
        • annam21 Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 04.05.05, 22:46
          Po przeczytaniu pomyslalam,o jejku,ktos jakby napisal mje obawy. Nie jestem w
          ciazy,ale bylam 2 razy i dwa razy poronilam(zachodzilam w ciaze bez problemu,i
          poranialam -wiec ze niby natura najpierw chciala,a potem sie roznyslila?-nie
          sluchaj takich bzdur).Pierwszy razzachowywlam sie normalnioe,cieszylismy sie
          strasznie,ale robilam wszystko itp. poronilam w ok 6-7 tyg., druga juz w trzy
          miesiace potem, uwazalam juz troche bardziejale nie lezalam caly czas,a czasem
          nawet pojechalam gdzies na zakupy, mialam tezr przeprowadzke,nie robilam nic
          naprawde ciezkiego,nawet nie wchodzilam na taboret,ciaza obumarla w 9 tyg. . Z
          wyzutami ,ze jednak nie uwazalam wystarczajaco,ze sie nie przygotowala ,ze nie
          zrobilam wszystkich badan pobieglam do lekarza,zarzadalam sterty skierowan,
          zrobilam badani-wszystko-ok, zostala mi genetyka(ale nie czekam na jej
          wyniki,bo zaczynam staraniaod konca maja),takze genetyka i badanie nasienia
          meza, i wiesz, jak juz wiesz,tak sobie ostatnio myslalam,jaka strasznie wysoka
          cene jestem gotowa zaplacic, mam 21 lat-wiele osob mowi,zeby poczekac,gdzie mi
          sie tak spiszy...ale mnie to nie interesuje,zreszta mam to szczescie ze moj maz
          jest duzo starszy,dlatego mam czym sie bronic jak ktos mowi "poczekajcie",ale
          ta glupia mysl.... ile jestem wstanie zaplacic,zeby urodzc.... duzo,wlasciwie
          wszytko. Ale perspektywa lezenia, lub jak wspomnialas zastrzykow kroplowek
          (mdleje jak widze igle)...to jest straszne ...dopoki sie tego nie zacznie
          przechodzi,wzedy okazuje sie ze tak naprawde co nas nie zabije to nas
          wzmocni,bedziesz pelna doswiadczczen i uwierz bedziesz miala wielka sile-nie
          wszyscy ja maja. U mnie wszystko dzialo sie w ciagu roku-starania-ciaze -
          poronienia- 2 bylo tak ogromnie bolesne,ze najpierw modlilam sie,zeby Bog
          zabral mnie na gore,potem darlam sie do meza,ze nigdy nie chce miec dzieci( ja
          podczas ronienia zemdlalam ok.4 razy z bolu), . Po wiem ci dzis jestem silna
          baba! Czasami jak o tym pomysle to, zastanawiam sie jak ja to wytrzymalam?
          Normalnie,wytrzmalabym pec razy wiecej-i ty terz wytrzymasz-dla
          fasolki,wszystko dla nich. Jestem cala z toba!
    • lidek0 Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 05.05.05, 07:35
      Domyślam się jak Ci ciężko, cieszę sie, że jesteś ciągle z nami. Pomyśl jednak
      to tych, które starają się latami, ciąże kończą się niepowodzeniem, u mnie
      poronienie, potem pozamaciczna i wady w budowie. Maciek to cud i więcej dzieci
      mieć nie będę. Wiem, że to być może słabe pocieszenie, ale tak to już jest, że
      jak chcemy to wszystko idzie pod górę jak kobieta nie chce to nie ma żadnych
      problemów.
      • aga-75 Re: Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale.... 05.05.05, 11:53
        Kochana Kasiu, dziewczyny (zwłaszca Tromyszka) już napisały rzeczywiscie już
        chyba tak pieknie, że lepiej sie nie da, ale ja chciałam Ci coś opowiedzić bo
        nosisz imię takie jak moja siostra - nie bój się kochana, że przez to że taraz
        musisz tak cierpieć i ciąża jest trudna to z dzieckiem będzie coś nie tak, nie
        wolno Ci tak myśleć bo to nie prawda!!! a Ci którzy Ci tak mówią nie warci są
        żeby w ogóle z nimi rozmawiać!! Kochana ja niestety nie mam jeszcze doświadczeń
        ciązowych - bo staram się o pierwsze dziecko już długo i nic... ale to osobna
        historia. Chciałam Ci tylko opowiedzieć jakie kiedyś moja mama miała
        doświadczenia - pierwsze dziecko (czyli mnie) urodziła w wieku 22 lat, więc
        bardzo młodo, ciąża super zero problemów w ogóle extra, potem w wieku 29 lat
        poroniła bliżniaki w 4 m-cu, potem zaszła w ciąże z moją siostrzyczką i... była
        bardzo trudna ciąża, musiała leżeć nie w domu tylko w szpitalu od 3 m-ca ciąży
        do końca. To był horror, wtedy szpitale nie były takie jak teraz (ani lekarze
        też), wizyty jak w więzieniu - 2 razy w tygodniu itd... horror. Wszyscy
        tzw. "życzliwi" oczywiście mówili - to sie nie uda, po tylu lekach z dzieckiem
        będzie coś nie tak itd. No i dzisiaj moja siostrzyczka Kasia ma już 20 lat,
        jest i zawsze była okazem zdrowia, urodziła się zdrowa i zawsze była dużo
        bardziej odporna na choroby niż ja, jest super inteligentną studentką, zdrowa
        jak koń i o góle wszystko o.k. Takich histori znam więcej, ostatnio najnowszą z
        moją koleżanką po in vitro - też jest super zdrowa córeczka (a przedtem bylo
        kilka poronień). Nie ma reguły młode i zdrowe dziewczyny, przechodzące ciąże
        bez problemów z kolei rodzą czasami chore dzieci (jak jedna z moich koleżanek)
        więc kochana nie słuchaj głupot i mówię Ci bedzie dobrze!! Możesz być pewna, że
        dostaniesz piękną nagrode za Twoje cierpienia - ukochaną zdrową córeńkę!! i
        kiedys będziesz innym opowiadać dla otuchy swoją historię. Trzymam za Ciebie
        kciuki Kasiu!! Bądź silna!! Pozdrowionka Aga.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka