witam Was
pocieszcie bo zaliczam dziś mega doła

(
Dziś obiecałam sobie i mężowi, że jeszcze jeden taki dzień w pracy jak dziś to
złożę wymówienie.
I tu klops, bo pracę wybrałam tak zwaną stabilną i bezpieczną z punktu
widzenia ciąży i powrotu do niej po macierzyńskim czy wychowawczym (czytaj
państwowa, czytaj beznadziejnie płatna).
Po dwóch latach zdecydowaliśmy się na drugiego malucha i tylko myśl o dziecku
trzymała mnie przy życiu - w pracy z każdym tygodniem gorzej. - Jak się
zwolnię a daj bóg zajdę w ciążę to nici z macierzyńskiego, nie poradzimy sobie.
- Jak zmienię pracę to mogę zapomnieć o staraniach, bo za dwa lata to już
będzie za późno (w tym roku kończę 33lata i już są kłopoty z zajściem)
Podsumowując: jak chcę myśleć o dziecku to muszę zacisnąć zęby i iść do
roboty, albo szukam nowej pracy ale plany powiększenia rodziny do kosza.
I tak już w lipcu minie rok starań... i mojej frustracji
Tak już myślę, że może to kara jaka...