Na początku przywitam się i przypomnę.Dawno temu i ja tu na forum szukałam
pocieszenia, sił i wsparcia, i za to co dostałam jestem i zawsze będę
wdzięczna. Niestety okazało się, że mój synek, wcześniak ma problemy zdrowotne
i musiałam odłożyć starania o groszka. Czasem wstępowałam do was i z wielką
radością witałam forumowe zwycięstwa i ze smutkiem czytałam o waszych
tragediach. Cały czas ten ogromny problem, jakim jest brak upragnionego
dziecka jest mi bliski z powodu mojej siostry, która od wielu lat, ok.9 nie
może zajść w ciążę, a dziś od mamy usłyszałam, że siostra nie wiedząc o
obecności mamy przyszła z pracy zapłakana, załamana, bo nie ma dziecka.Tak na
ogół stara się trzymać przy nas , a teraz wiem, że jest jej cholernie ciężko.
Ona ma 37 lat, za sobą wszystkie badania, dwa nieudane in vitro, laparo.Jest
lekarzem i wie, co ma robić, ale widzę, że od jakiegoś czasu jest pełna
rezygnacji. Co jeszcze można zrobić, jak jej pomóc? Ja namawiam ja na Novum,
na jakiekolwiek działanie, ale ona twierdzi, że jak Bóg będzie chciał, żeby
miała dziecko, to jej dziecko da. Dla mnie to jednak za mało, można przecież
losowi pomóc.Ja sama nie zachodziłam w ciążę 3 lata, potem dwa razy poroniłam,
w końcu się przecież udało, z problemami, ale groszek jest, a nawet spory i
ZDROWY w końcu Groch.
Przepraszam za ten trochę off top, ale ciężar jest to ogromny.I ciągle mi się
śni, że siostra wyciąga z torebki i pokazuje mi test z dwoma kreskami. Jak się
budzę nie chce mi się wstać. To przecież osoba najbliższa mi na świecie.Nie
wiem, co robić