kornel-1
11.09.11, 15:06
Ładna pogoda sprawiła, że wybrałem się na przechadzkę ku Czarnemu Zakątkowi. Podjechałem najpierw stopem do lasku cedrowego, nazbierałem jabłek z pobliskiego sadu i zacząłem wędrówkę w górę. Trochę po asfalcie, potem trawersując w górę piarżyste zbocze nachylone pod kątem 45 stopni i dalej drogą gruntową wyszedłem na płaskowyż. Idealnie błękitne niebo, ani jednej chmurki, tylko skaliste góry pokryte skąpą roślinnością. I żywego ducha poza mną. No, poza parą orłów szybujących nad szczytami... Wdrapałem się, już bez ścieżki na pierwszy pagórek (Qadib, 2995 m n.p.m.), by się rozejrzeć, czy nie widać już Czarnego Zakątka. Ujrzałem wyższą górkę, więc zbiegłem na przełęcz i znów się wdrapałem po piargu. Fahd (3042 m n.p.m.) również ma krzyż na szczycie więc, to jeszcze nie była moja górka ;-) Na prawo rozciągała się szeroka dolina , po lewej fantastyczne pasma górskie. A na wprost kolejny szczyt do zdobycia: Aayoun (3010 m n.p.m.). Pomyślałem sobie: "Dość już tego wałęsania się. Miałem iść na Zakątek!". Zszedłem do doliny. Tu, w lejkowatych zagłębieniach jeszcze leżał śnieg, kwitły śliczne fioletowe kwiatuszki i w ogóle było ładnie. Niestety od pewnego czasu słychać było odległe grzmoty i choć wiało z innego kierunku, to przyspieszyłem kroku. Z samochodu, który nadjeżdżał z naprzeciwka wysiadł uzbrojony mężczyzna i zaczął strzelać. Zdaje się, że nawet coś trafił, bo poszedł po swą zdobycz. Jakiegoś ptaszka chyba upolował. Myśliwi (czterech brodatych mężczyzn w maskujących ubraniach i z bronią) wskazali mi dalszą drogę troskliwie pytając, czy mam kurtkę i wodę ;-) Dalej już poszło: godzinka drogą wzdłuż doliny, potem trawersem ku przełęczy i ostro pod górę na Czarny Zakątek. No cóż, szczyt dość popularny, nie byłem tam sam. Sfotografowałem się z młodą miejscową parą, podelektowałem się białymi chmurami wypełzającymi z dolin i skorzystałem z zaproszenia do podwiezienia ich samochodem. W powrotnej drodze kierowca zatrzymał się, gdy jego towarzyszka wskazała mu jakieś zwierzątko wśród skał. Wyciągnął dubeltówkę z bagażnika i postrzelał: "Just for fun" - powiedział po nieudanych strzałach. Ruszyliśmy dalej. W pewnym momencie pogoda się całkowicie zmieniała - w jednej chwili niebo pociemniało i znaleźliśmy się w chmurach. Rozstaliśmy się przy drodze asfaltowej. Bardzo mili ludzie, częstowali mnie słodkościami cały czas ;-)
No cóż, Qurnat as Sawda (3088 m n.p.m.) jest łatwym szczytem, tym nie mniej mam satysfakcję z przekroczenia o 120 metrów mojego dotychczasowego rekordu (pieszo) - Ichuul, 2961 m n.p.m.
Następnego dnia była Święta Dolina, ale to już inna bajka ;-)
Kornel