lost_blueberry
23.07.07, 12:57
na poczatku lipca bylam z P. w tatrach i poniewaz po kilku lzejszych wycieczkach typu:na giewont stwierdzilismy ze kondycje mamy swietna, chodzimy szybko, rowno i nic sie nie boimy;) postanowilismy wybrac sie na wyprawe troszke trudniejsza i bardziej ekstremalna.
07.07.07r. gdy pol Polski bralo slub, my wchodzilismy na rysy. zaczelismy od strony polskiej i nie napotykajac wiekszych trudnosci dotarlismy do mniej wiecej polowy lancuchow. a tam niestety byl taki moment ze w jednej chwili wyszedl caly moj brak doswiadczenia i obeznania z wysokimi gorami-zrobilo sie slisko(mimo niezlych butów),przerazliwie wialo(prosilam P. zeby mi oddal swoj plecak jako obciazenie,bo balam sie ze zaraz zdmuchnie te moje 49 kg prosto w przepasc) no i spanikowana przykleilam sie do skaly i powiedzialam ze nigdzie sie nie rusze.
P. byl wyrozumialy i zarzadzil ze schodzimy.jako ze wejscie wyzej bylo dla mnie graniczace z cudem,a zejscie po prostu niemozliwe, wiec wybralam to pierwsze.
bylo ciezko ale nieziemsko pieknie,dotarlismy na szczyt(mamy zdjecia na dowod, a co!).ale problem pojawil sie jak trzeba bylo schodzic..
P.:to jak schodzimy Kocie?
Ja:(nie myslac w ogole co mowie):zdjecia zrobione,widok skontemplowany,SPADAJMY STAD JAK NAJSZYBCIEJ
nieliczni turysci z Polski(oslupieni):moze nie spadajcie...zejdzcie moze..
jak juz wspomnialam zejscie bylo dla mnie niemozliwe-warunki po polskiej stronie naprawde ciezkie:wiatr,slisko,sporo lodu-zeszlismy na slowacje. ichniejszy szlak w porownaniu do polskiego wydawal sie bajecznie latwy, na dole upal,wreszcie zielen zamiast poszarpanych skal...istny raj...do czasu az doszlimy do miasteczka, gdzie okazalo sie, ze:
z tego miejsca granica jest godzine drogi samochodem,ze ostatni bus zaraz odjezdza, i ze maja jedno miejsce, i ze naszej dwojki na pewno nie wezma(nawet za spora oplata),i ze w dodatku nawet gdybysmy dotarli do granicy to i tak nie przejdziemy bo P. nie mial przy sobie dowodu osobistego(musial zostawic w schronisku)...
juz mielismy wizje nocowania pod chmurka,i powrotu przez rysy dnia nastepnego kiedy los zeslal nam malzenstwo Polakow wracajacych z synkiem z Balatonu. zabrali nas(Boze poblogoslaw im!),poczekali na granicy az P. dowiedzie ze to trudne warunki w gorach oraz niebezpieczenstwo narazenia zycia zmusily go do przejscia bez dokumentu i odbierze mandat w wysokosci 50zl,po czym zawiezli nas do samego zakopanego,mimo ze bylo im nie po drodze,a na koniec nie chcieli przyjac ani zlotowki!dzieki Bogu ze sa jeszcze tacy ludzie...
koniec opowiesci,przepraszam ze dluga ale wciaz mocno przezywam...
i teraz pytanie:gdzie mozna sie dowiedziec(a moze ktos z Was wie?)w jaki sposob mozna wrocic ze Slowacji do Polski idac z rysow, o ktorej sa busy,ile kosztuja itp. Planujemy z P. wejsc raz jeszcze we wrzesniu,ale zdajemy sobie sprawe ze drugi raz mozemy nie miec takiego szczescia i nie spotkamy bezinteresownych ludzi ktorzy dowiaza nas pod drzwi schroniska...
moze ktos moglby nam pomoc i powiedziec gdzie szukac takich informacji?