Dodaj do ulubionych

przedwyborczy blog Feelka (feelblox)

04.11.10, 08:45
O tym jak (nie) zostałem radnym
(fragmenty bloga na portalu GW), założone wczoraj, kto chce , niech czyta

Tytuł jest na tyle przewrotny, że od razu się wytłumaczę. Radnym (nie) zostanę za 2 tygodnie i 4 dni i (nie) jest mi to obojętne. Przeciwnie - dokładam wszelkich starań, kombinuję coby tu jeszcze wymyślić - jaki chwyt PR zastosować. Nie, nie socjotechniczny w tym powszechnym rozumieniu (: jak tu wyborców nabrać) ale tak zwyczajnie - co jeszcze, jakie działanie, mogłoby pomóc. Ale poprzednie doświadzcenia nauczyły mnie żeby nie przykładać do faktu tych wyborów, faktu ich wygrania/przegrania zbyt dużej wagi, na ile można - wyluzować. W końcu, jak mówiliśmy na boisku (tak z 40 lat temu) - nie gramy o złote kalesony.

Ale i owszem zależy mi. Mieszkam w takim tam (20 000) miasteczku koło Wielkiej Metropolii, tak z 20 kilometrów. Zależy mi od lat kilkunastu - wtedy po kilku pozytywnie przeprowadzonych minisprawach (najmniejszą było po 4 miesiącach starań, usunięcie słupa elektrycznego ze środka naszej uliczki), któregoś dnia w 1998 przyszedł sąsiad , jakiś taki odświętny był. Nie zaskoczył mnie swoją gorącą prośbą abym kandydował w nadchodzących wyborach. Nie zaskoczył bo ja tamtego dnia odebrałem wcześniej 2 telefony z podobną propozycją. Od miejscowych: AWS i UW (Akcja Wyborcza Solidarność i Unia Wolności jakby kto już nie pamiętał).

To był rzadki w moim życiu moment aż takiego osobistego powodzenia. Ogólnie to z rozmaitych racji życie moje jest taką tam sinusoidą. Ale co tam niejeden tak ma. Ogólnie nie narzekam. Realizuję jak mogę zasadę "jak sobie pościelesz..." - pomimo fizycznej ułomności (zaawansowana skolioza) jakoś wychodzę na swoje. Choć z racji zdrowia , koniec końców ostatnio wylądowałem na rencie, to się nie poddaję: jeżdżę po Świecie, też na nartach. Obok Żo zarabiającej na I II i III filary emerytury, realizuję projekt: emerytura - filar IV (długofalowe inwestycje) i V ( ekonomiczne/ekologiczne modernizacje domu). No nawet nie najgorzej nam to wychodzi, ostatnio przesiedliśmy się drogą firmowej wewnętrznej licytacji w auto prezesa: sedanik - fullwypas z klimą skórzanymi tapicerkami, ze świateł odjeżdża że reszta towarzystwa jakby stała

Kurczę! Dlaczego ja się wtedy nie zgodziłem?
Obserwuj wątek
    • feelek Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 05.11.10, 08:00
      a wczora z wieczora...

      było zebranie z p. Burmistrzem

      Akcja, którą sobie onegdaj wymyśliłem (w ramach wspomnianego przedwyborczego PR, lub po polsku pijar), wypaliła. Pomyślałem sobie tak: na takie coś, zorganizowane chyba trochę celowo teraz 2 tygodnie przed wyborami ale pod hasłem inwestycji kanalizacyjnych, co ruszą na wiosnę i zwykle były na wiosnę, na takie coś warto pójść i w pewnym sensie "przejąć" takie spotkanie. Chyba się udało. A było tak: za 20 zł powieliłem sobie takie plakaciki na A3 treści: "Czy warto iść na wybory? Radnych zostawić czy wymienić? na to pytanie dostaniesz odpowiedź na spotkaniu... " Frekwencja przerosła moje oczekiwania - było ponad 100 osób, salka katechetyczna pękała w szwach, jeden pan przy wejściu powiedział, że ludzi jest ze 3 x więcej niż zwykle. Ja tego nie wiem bo od kilku lat na te zebrania nie uczęszczam - po kilku wydało mi się, że to nie ma sensu, póki coś się na naszych peryferyjnie położonych okolicach nie ruszy. Ale wczoraj, było już inaczej. M.in. bo wybory ale nie tylko. W tłumie naliczyłem wszystkie mocno reprezentowane lokalne sztaby polityczne, partyjne i bez -. I tylko my we 2 z Markiem i grupką wsparcia rodzinnego, prezentujemy się blado. A nie! Jest jeszcze sporo sąsiadów: jest pani S., co wyrwała drogą kilku zbiórek list podpisów mieszkańców, budowę chodnika, co ruszył tuż przed wyborami (chodnik im. "kiełbasy wyborczej"), jest cała kilkuosobowa rodzina, od kilku miesięcy tutejsza ale b. zwarta i pozytywna . Jest też kandydat na burmistrza R. nerwowo gdzieś z tyłu przegląda jakiś tekst (czyżby chciał przemawiać ?), jest pani W. , prominentna działaczka powiatowa jednej z dużych partii. Zaczyna się - as usual - taka jedna pani z urzędu ostro przynudza mniej więcej w ten deseń, że co i kiedy przez 3 lata będzie tu u nas robione. mało konkretów typu które ulice i kiedy, bo za wcześnie. Jednak to co nas czeka, jest imponujące - za 3 lata, całe nasze 3 tysięczne osiedle będzie miało wodę i kanalizację. Rozkopią po kolei wszystkie z 20 km ulic i to chyba czemuś 2 razy. Trudno będzie jeździć ale poradzimy sobie...

      Na każdym takim zebraniu , jego część to taki tam folklor. Już jeden pan głośno przerywa pani urzędniczce tak po pół godzinie coraz mniej interesujących szczegółów, ("...do przetargu na inżyniera kontraktu stanęły 3 firmy...") twierdząc , ze on to już kilkanaście razy słyszał, że kiedy wreszcie coś tu zacznie być robione i że on wychodzi.I... nie wychodzi.

      cdn
      piątek, 05 listopada 2010, feelek
      • feelek Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 05.11.10, 10:18
        piątek, 05 listopada 2010
        cdn. "...a wczora z wieczora..."

        Jedna Pani co kilka minut przerywała mówiącym (ktokolwiek to nie był: Prowadząca, Burmistrz, czy nawet ktoś z sali. Intencje miała nawet dobre - wołała np.: "... my tu po kolana w piachu toniemy!", cóż, że robiła to w taki sposób, ze odpowiadać było nie sposób. Raz nawet zadała b. dorzeczne pytanie : czy przy tym budowanym chodniku będzie wysypka żwiru? Burmistrz dał jej wymijającą odpowiedź, dziwne bo o tej wysypce było w opisie zadania , cóż może nie był pewien. W ogóle atmosfera zebrania byłą taka, że zaczęło się ono "rozchodzić" - dosłownie i w przenośni. Może też i o to niektórym chodziło bo miało się wrażenie, że nie było osoby prowadzącej, Pani zagajająca mówiła niezbyt głośno, wszyscy sobie przerywali a Burmistrz i grupka Radnych (zwykle są na czymś takim), siedzieli z boku i tym razem starali się nie być specjalnie aktywni. Na to silnie nakładał się ten wspomniany folklor. Sobie pomyślałem, że na zabranie w jakikolwiek sposób głosu, nie ma szans: ten szykujący się do wystąpienia gdzieś z tyłu Kandydat na burmistrza, w sumie 3 duże komitety...Ale nie, udało się i to nawet ze 3 razy. Co dziwne duże komitety nie wykazały prawie żadnej aktywności. Może poza Komitetem Wspierającym Działania Burmistrza (KWDB), który opacznie rozumiejąc moje wystąpienia odebrał je jako ...atak na p. Burmistrza. Zupełnie niewłaściwie bo ja miałem intencje wyrażenia swego niezadowolenia z nieskutecznego reprezentowania naszej okolicy przez obecnego naszego Radnego. A on nawet nie jest kandydatem KWDB, więc zupełnie tego nie rozumiem.

        Jakkolwiek mam do Burmistrza żal o to, że zaniedbywał naszą okolicę latami niewiele tu zmieniając, to uważam jego talenty menedżerskie za próby najwyższej. Dawałem i owszem temu wyraz "mocno go podpierając" 8 lat temu, gdy idąca jak burza Jedna z Dużych Tutejszych Partii (JDTP) do władzy, silnie i nie fair go atakowała. Wcale tego nie żałuję bo alternatywa była przerażająca: tani populizm, nigdy nie potwierdzone zarzuty o korupcję, ekonomiczne asekuranctwo - "wrogość" do instytucji kredytu, nie poparte rzetelną analizą obietnice gruszek na wierzbie; gdy świeżo zbudowane gimnazjum z halą i basenem cieszyło oczy...Wiele osób do dzisiaj twierdzi, że bardzo Burmistrzowi wtedy pomogłem (różnica w 2 turze była coś tak 5800 do 5200, więc nie było łatwo). Ciekawe ilu z tych wczorajszych mnie krytykujących, Burmistrza obecnych zwolenników go wtedy popierało? Bo np. p. Radny nasz miejscowy pisał wtedy tak w ulotce: "...chcę wreszcie skończyć z arogancją władzy z którą walczę od czterech lat..." [to chyba o Burmistrzu?]. No teraz zmienił w tej sprawie pogląd: "...zawsze dążyłem do stworzenia stabilnego i konstruktywnego zespołu ludzi, któremu bliski jest los naszego N." No nie wiem, może tu nie ma sprzeczności, bo mi się wydaje , że taka postawa to koniunkturalizm.

        Na koniec spotkania, na pytanie o dokonania naszego p. Radnego usłyszeliśmy z jego ust stwierdzenie, że... temat zebrania tego typu pytań nie przewiduje. Pozostało się wszystkim rozejść co też skwapliwie wszyscy uczynili.
        • abigeil12 Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 05.11.10, 10:56
          skoro kandydujesz na radnego w danym okregu to mam nadzieję , zw na liście nie będzie FEELEK tylko imię i nazwisko , moze czas się przedstawić , żeby ludzie utożsamiający się z tą wypowiedzią wiedzieli na kogo głosować , pozdrawiam i liczę na trochę odwagi
          • feelek Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 05.11.10, 15:11
            problemu nie ma.
            Myślałem, że to już jest za mną.
            (Z tak z 50 forumowiczami znam się osobiście (były kiedyś wypady do knajpy, ale naturalną śmiercią umarły crying(...)
            Jak tego nie dopatrzyłem to zrobię to za 10 minut.
            Mam nadzieję, że licząc na tę trochę odwagi
            się nie zawiedziesz
            smile
            • feelek Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 05.11.10, 15:22
              Owóż:
              nazywam się
              Zbigniew Kozłowski
              kandyduję w okręgu 13 (tak z grubsza to jest otoczenie ulicy Dobrej, od torów w las, miedzy Wilsona a Sobieskiego)
              z listy 25 (Komitet Wyborczy Wyborców Marka Mozóła.
              • feelek Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 05.11.10, 16:26
                No niemiło się zrobiło...

                To taki tutejszy zwyczaj w naszym N, miejscowa specjalite de la maison. Tu odnotowane i częste są podczas debaty politycznej takie "chwyty" jak anonim, pomazanie bramy, o zrywaniu /zaklejaniu plakatów konkurencji nie wspominając. Ba były onegdaj wypadki, że ulotki konkurenta były wyjmowane ze skrzynek (sic!) To co prawda dawne czasy ale jakże wiele mówiące. Tu jakże często nie mówi się wprost: mam do pana to i to, tę rzecz załatwił pan źle, tu zrobił pan panie miejscowy - lokalny polityku błąd. Tu robi się wiele rzeczy w rękawiczkach, za plecami , nie wprost: dzwoni się do kogoś strasząc Bóg wie jakimi konsekwencjami, robi się komuś przykrość uśmiechając się, przyjaźnie machając ręką uprawia się szeptaną obmowę, wycofuje się jakiś podpis nikomu nie mówiąc tego wprost. Poruszenie na forum sprawy chodnika zaczęło się komuś (dalipan naprawdę nie wiem komu) nie podobać, przeszkadzać. Nikogo nie oskarżam, i napiszę to wprost aby nie było wątpliwości: nie posądzam o to żadnego mojego konkurenta (a mam ich najwięcej w N., bo jest nas w jednym okręgu aż 5).

                Możliwe, że ma miejsce jeszcze jedno spotykane tu często w N. zjawisko. Swego czasu sam tego doświadczyłem: zdarzyło mi się na jakimś tam konwentyklu miejscowego politycznego środowiska pochwalić jakieś posunięcie Pewnej Dużej Konkurencyjnej Partii (PDKP). Do partii tej jest mi jak najdalej ale reakcja jednego starszego czcigodnego wpędziła mnie w osłupienie. Pan ten stwierdził, że jak jestem zwolennikiem PDKP to co tu robię? Ot i teraz myślę, że grono czcigodnych łupie bo czegoś tam kolejnego nie łapie, Świat przecież nie może być aż tak skomplikowany... I jak się nie podoba to wynocha. I cóż z tego, że w jakiejś tam kluczowej - dziejowej dla N. chwili może i kładłeś facet głowę pod topór się tej PDKP narażając...

                No oni też hm...mili nie byli...

                no tak tu w naszym N. jest i co zrobisz?

                na szczęście do wyborów już tylko 16 dni.
                • feelek szczere ostrzeżenie 05.11.10, 16:30
                  1. nie chcąc zdominować FJ zawieszam chwilowo działalność edytorską
                  2.jakby się ktoś taki znalazł, ze chce czytać mnie dalej , zapraszam na blox GW
                  3. no nieee wrócę ale patrz pkt 1.
                  PS. nawet jeśli mnie tu nie chcecie
                  wink
                  pzdr.
                  F.
                  • feelek D2D 06.11.10, 23:27
                    D2D

                    W polskim słowniku wyborczym tytuł tego rozdzialiku znalazłby się pod literą k jak kolędowanie (nie jak ku…wienie się, choć trochę przypomina). D2D czyli door to door czyli: od drzwi do drzwi. Osobiście, po 2 kampaniach 2002, 2006 mam wiele wątpliwości. Może gdzieś w Ameryce ma to większy sens, gdzie wszyscy bardziej wytrenowani do bycia Obywatelem. Bo u nas to w pierwszej kolejności twój - kandydata dzwonek do domofonu budzi popłoch, że dom nawiedził(a): a)obnośny sprzedawca kowadeł (choć jego praca jest moim zdaniem lżejsza), b) trzypokoleniowa rodzina krewnych z białostockiego z coroczną 3 tygodniową, niezapowiedzianą wizytą, c) świadkowie Jehowy (w żadnym wypadku nie należy chodzić we dwóch). Po ok. 3 minutach od uruchomienia dzwonka, ktoś kto zjawia się przy słuchawce, ani pomyśli o zresetowaniu Brysia/Azora. Ten jak każdy dobry pies: a) jazgocze (<10kg), b) warczy (>50kg) c) szczeka(reszta: <10 – 50< kg) i próbuje cię rozszarpać (wszystkie odmiany) ale przez ogrodzenie nie daje rady. Doceniasz wreszcie pracę listonosza. Wypowiadasz zdanie: Dzień dobry, jestem kandydatem na radnego, chciałbym Państwa reprezentować, czy mógłbym prosić o chwilę rozmowy, które dociera do adresata, tak gdzieś w 20- 30% najczęściej, bo jest skutecznie przerywane przez Brysia/Azora. Na szczęście, pada po chwili deklaracja: proszę zaczekać. Czeka się jeszcze tak ze 2 minuty aż p. Posesjonat dojdzie do furtki i już… można zacząć rozmowę. Podsumujmy wychodzi na to, że dodając 1-2 minuty na dojście od drzwi do drzwi (D2D), zostaje 2-3 minuty na rozmowę, jeśli założymy , że codziennie ma się 2 godziny na taką akcję(Przed 15 jest za wcześnie bo ww. czas traci się na łamańce językowe dyżurującej w domu Łesi Ukrainki, po 17 za późno bo ciemno i nikt już nie ma ochoty na rozmowy). Koniec końców odwiedzasz w ten deseń 10 osób i spocony jak po pierwszej lekcji jazdy , wracasz do domu z solennym przeświadczeniem, że to o kant d… potłuc jest działanie – niby chęć zostania reprezentantem sąsiadów w tym całym lokalnym parlamencie.

                    No bo i owszem – dowiedziałeś się w ciągu godziny że: . 1. rozmówca nie pomoże ci zostać darmozjadem za jego pieniądze (też tak zaczynasz uważać - że to bycie radnym to darmozjadztwo) 2. Owszem Cię kiedyś lubiono i nawet kreowano abyś został radnym ale teraz to już oooo nie - od czasu gdy się okazało , że partia, pod której kandydata na prezydenta kandydatury podpisy (uffff), onegdaj zbierałeś, ta partia, której członkiem jest ten sk… poseł Dymipies (jak on wyjmuje na konferencji plastikowego penisa to znaczy , że ty masz z tym coś wspólnego, krew ofiar smoleńskich na rękach masz, a nie?). 3. Mieszkaniec nie ma czasu na durne rozmowy z akwizytorem (trzask słuchawki) 4. Sąsiad, o którego lampę uliczną do upadłego walczyłeś w urzędzie nie rozpoznał twego głosu i wziął cię za j.w.

                    To wyżej to spis przypadków negatywnych. No ale czy do pozytywnych da się zaliczyć to, jak cię ktoś, o tak - pamięta - a jakże - z tej imprezy charytatywnej, gdy nosem się podpierając pobiłeś rekord nalawszy 500. kubek z herbatą, co dało, nie inaczej a podwojenie tej sumy sprzed roku (zobaczyć minę Marka na wózku, jak się do ciebie uśmiechnął – bezcenne). No zagłosowałby na ciebie gdyby nie… brak miejscowego meldunku…babach!

                    Ale D2D ma jednak sens. To twarda lekcja, po której śmiało można zostać sprzedawcą czegokolwiek. To praca jakbyś się miał 300 razy oświadczyć o rękę i miał zostać przyjęty. Trzeba się tylko inaczej nastawić. Trzeba tylko odważnie stanąć frontem do klienta: śmiało (ale nie bezczelnie) patrzeć mu w oczy gdy cię próbuje przekonać, że demokracja nie ma sensu, że wszyscy radni to marionetki w rękach burmistrza (Sąsiedzie nawet jeśli tak jest to przecież nie musi – to moja ulubiona odzywka na tę trudną zaczepkę), że się mi nic nie uda jak tam do rady trafię (tu , proszę pana nic przez 40 lat się nie zmieniło - powiedziała 94 letnia p. Nela– panu też się nie uda , miesiąc przed tym jak odpaliliśmy oświetlenie okolicy). Trzeba, inaczej niż na początku to robiłem, nie liczyć czasu, który podczas rozmowy upływa i z ulgą oczekiwać końca tego przykrego obowiązku kolędowania. Podobnie nie – z ulgą odchodzić jak nikogo nie ma, a do skutku tam wracać. To b. trudne było – nauczyć się tego, a sądzę, że nie tylko dla mnie. Nie unikam już teraz żadnego pytania bo też nie po to kandyduję ,żeby się czegokolwiek bać. Trudnej sprawy, przykrej rozmowy z zawiedzionym wyborcą co to nie dostał komunalnego mieszkania…

                    Nie rozumiem tylko jak to jest: po jakiejś rozmowie jestem pewien, że jakiegoś Kogoś przekonałem. Rachuby powyborcze tego później nie dowodzą - wiedziałem, byłem przekonany, że dostanę więcej głosów. Wyraźnie jest tak, że ktoś , może aby nie robić przykrości, robi wrażenie popierającego a potem… Ech! Nie lubię jednak D2D. Chyba trochę wiadomo już czemu.
                    • hanka31 Re: D2D 06.11.10, 23:37
                      samo życie, niestetey
                      • feelek Re: D2D 07.11.10, 01:40
                        dzięki za komentarz.
                        w ten sposób wiem, że ktoś to czyta jednak
                        btw.: nie za nazbyt nudne?
                        ot tak rzucam,
                        z pozorną lekkością,
                        w internetową przestrzeń,
                        pytanie lekko speszonego blogera
                        • feelek O tym jak się stałem na chwilę sławny 07.11.10, 18:34
                          O tym jak stałem się na chwilę ( w pewnych kręgach) sławny.

                          Wiecie zapewne jak to jest. Idziesz sobie po zmroku swoją gruntową uliczką, która na przemian tonie w błocie/kurzu wzniecanym przez przejeżdżające auta i myślisz: Kurczę dlaczemu tu tak ma być: ciemno , wyboje, pierwsze co robisz – wymieniasz te spostrzeżenia z sąsiadem idącym z naprzeciwka, którego dostrzegłeś gdy był od cię o 3 m. No nieprzyjemnie. Raz kiedyś ale to już dawno, zaraz po wojnie, sąsiad idący od stacji do domu zauważył skradającego się gdzieś za sosną jegomościa. Wystraszył się potężnie i skrył za najbliższym drzewem. A lasy u nas gęste, sosnowe… Po ok. półgodzinie wzajemnego kunktatorstwa, panowie wreszcie zbliżyli się do siebie na odległość taką że dało się stwierdzić, że są… sąsiadami z naprzeciwka. Na pytanie sąsiada do sąsiada: dlaczego się sąsiad skradał i zachował tak podejrzanie tamten odp.: bo pan sąsiedzie się skradał i zachował podejrzanie.

                          Potem drogą kolejnych rozmów dochodzisz do wniosku, że tak pojedynczo to się nie uda. Organizujesz w ogrodowej szopie zebranie, na które ktoś przyprowadza miejscowego p. Radnego. Wreszcie do wszystkich obecnych dociera, że komunizm upadł kilka lat temu, że teraz już nie potrzeba o budowę chodnika pisać podania do centrali, jak się tu określa Warszawę. No teraz to już wszystko zaczyna się wydawać dziecinnie łatwe: przecież wystarczy napisać list do władzy, która najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że my tu w lesie, na peryferiach cierpimy na niedostatki cywilizacji jakbyśmy tkwili w XVII wieku, jak to określił sąsiad B.

                          Tu jednak się okazało, że władza o nas wie, słyszała, ba się interesuje. Lecz są tam jakieś procedury, że niby nawet jak się ma i najbardziej oczywistą potrzebę to trzeba o tym oficjalnie władzę zawiadomić. Zawiadomić na odpowiednio długo przed uchwaleniem budżetu. Budżetu na rok przyszły. I nie dawać Boże broń tego pisma choćby i osobie pozornie zaufanej jaką wydawałby się radny bo weźmie i zagubi, zanieść je i złożyć na dziennik. Aha i wziąć poświadczoną kopię, że się zaniosło. Zapisać się na wizytę u zastępcy burmistrza (przyjmuje w … od… do…wink. No tak, kogo pan właściwie reprezentuje? Siebie samego? Tu by się przydały podpisy mieszkańców… a tam ktoś w ogóle mieszka bo na planie zagospodarowania to my mamy las tylko… No wie pan, jeden raz zebrane podpisy to za mało …przydałoby się tę akcję powtórzyć….

                          Trafiamy wreszcie na odpowiednią sesję rady w odpowiednim momencie. Ówczesny p. nasz reprezentant dyskretnie zwraca nam uwagę: po co tu pan przyszedł, to może tylko Wam zaszkodzić… Ja jednak już trochę się przyzwyczaiłem do stylu pana radnego w ostatnich miesiącach, gdy uczciwe przeze mnie nagabywany o posuwanie się naszej sprawy: a to spotykany w drodze na stację, a to gdzieś pod kościołem, a to podwożony (ale tak sprytnie aby droga wypadła przez słup, o którym później), zawsze odpowiadał, że sprawa jest w toku i że chciałby ode mnie numer telefonu. Rozumiecie? Za każdym razem, a było tego z 10, wręczałem mu karteczkę z numerem telefonu!

                          Wracając do tamtej sesji z przed lat będzie 15: siedzę sobie i po tym wszystkim, po tej zachęcie pana radnego, po tych korowodach, listach, zbieraninach, ba po tym jak wspomniana tu p. Nela zachęciła mnie do wysiłku w typowo polski sposób; to ja już sobie myślałem że d… z tego będzie i postanowiłem już dłużej się w to wszystko nie bawić. Ale tu obradują, procedują, upada projekt jakiegoś tam etatu dla „dziurowego”, jak określono przyszłego urzędnika od monitorowania stanu dróg gminnych. Pojawia się więc możliwość wydania 60 000 zł na jakiś inny cel. Wyskakuję, choć nie zapisany do głosu, że taka suma właśnie może rozjaśnić nocą naszą tkwiącą w średniowieczu okolicę. Popiera mnie Radny M, mówiąc gminnym posłom jaki to dramat tak po ciemku funkcjonować, podaje porażające statystyki włamań u nas. Lecz gdy zbliża się głosowanie, to zbieram powoli rzeczy bo czego się tu spodziewać. Jeszcze raz apeluję do sumienia rady, podsuwając im prawie pod nos te 60 000 i wspominając, że my sami zebraliśmy 6000. To wytrąca na chwilę z równowagi p. Zastępcę Burmistrza , który pyta, czy nie mógłbym trochę odpuścić to piłowanie rady. Milknę bo może i rzeczywiście przegiąłem? No głosują i co powiecie? Prawie przez aklamację… mamy oświetlenie.

                          Potem to już banalnie było. Może tylko pani T. załamywała ręce, że znowu dostanie się jej za to że jest na samym końcu końców. No to jeszcze raz do gminy. Nic, dadzą dodatkowe 2 słupy ale lampy my kupimy sami. No to już proste było. Choć osobną sprawą jest jak mi się udało skłonić wszystkich 30 – 40 sąsiadów do udziału w tej 6000 zł partycypacji. W kraju o chlubnych tradycjach liberum veto? Zawsze ktoś taki się znajdzie. Była tą osobą inna 97 - latka sceptycznie nastawiona pani S. Uparła się kobita, że nie da ani złotówki bo niby dlaczego? No i w istocie na takie dictum nie było odpowiedzi bo ta nasza partycypacja to był jakiś ewenement (panie w gminie kręciły głowami, byliśmy w historii gminy jedyni tacy… naiwni). A wracając do pani S. no jak tu jej wytłumaczyć, że ta jej racja nam na nic, że nie możemy tak tego puścić bo co by powiedzieli inni co zapłacili i już podnosili szum, że szwagier pana W. mówił, ze nic się gminie od nas nie należy, inny, ze woli przepić niż dać nam etc..

                          Się więc jej wzięło i zablefowało, że skoro ona nie zapłaci to przy jej posesji lampa… nie będzie się paliła. No nie wiem skąd mi to strzeliło do głowy bo jestem wrogiem wszelkiej manipulacji. Ale jak powiedział Gerwazy w panu Tadeuszu działałem pro publico bono. No to było grubymi nićmi szyte i za chwilę by się wydało ale… Traf chciał, że podczas próbnego uruchamiania oświetlenia, zepsuła się lampa… przy posesji pani S. Ekipa przyjechała to naprawiać, podjechał podnośnik i zaczął ją odkręcać. Tego było czcigodnej S. za wiele i przybiegła do ekipy z solennym zapewnieniem, że wszystko uiści. Zapewne nie wierzycie, wy czytający te słowa z tamtej strony ekranu ale klnę się że tak właśnie było i to nie ja zepsułem tę lampę a Zakłady Phillipsa.

                          Jeszcze tylko potem chodziły za mną jakieś wnuczki tej pani, że biedna kobiecina, że może mniej . Ale ja byłem nieugięty jak p. Thatcher: równo policzyłem każdego czy emeryt czy biznesmen korkowców (takie pistoleciki były wtedy na odpustach). No jasne, miałem takie tam egalitarne wątpliwości ale jak tu je było rozstrzygnąć? Po wielkości fasady?

                          To co powyżej to takie anegdotki, dykteryjki, w których z połowę nie wierzycie czytający to. No są świadkowie. Ale czy da się z tej mojej tu pisaniny wyciągnąć jakiś poważniejszy wniosek? A i owszem. Żeby nie dać się zbyt łatwo wziąć na lep takich tam argumentów.Że nie można. Nie da się. Nie było większości. Ja tam jestem tylko jeden a radnych 21 ( z 1996). No często nie można. Wiadomo, jak mówił mój Dziadek - z pustego i Salamun nie naleje. Często jednak ta niemożność to wygodny pretekst aby tkwić w miejscu, wieść swoje pozornie bezkonfliktowe, spokojne urzędowanie, o nic nie postulując, niechętnie, z musu, co 4 lata poddając się wyborczej weryfikacji. Żeby tak jeszcze dało się uniknąć tych niewygodnych pytań o osiągnięcia upływającej kadencji…
                          • feelek Wybory samorządowe 2002 w N. 09.11.10, 09:59
                            Wybory samorządowe 2002 w N.

                            No to teraz mogę, zatoczywszy małe koło powrócić do końcówki 1 wpisu.

                            1998: Sąsiad przychodzi do mnie, 2 komitety proponują a ja odmawiam. Myślałem, że za kilka lat będzie ze mną lepiej, zacznę nowe życie jako świeżo wyremontowany, nowy człowiek. Jakże często takie nadzieje są płonne (ciekawe czemu akurat: płonne?). Dość , że się postanowiłem wypisać się z aktywności postanawiając spróbować za 4 lata. I tak też zrobiłem.

                            Problem z tym rozwiązaniem był taki, że w tym czasie, w życiu politycznym N., wszystko się niesłychanie pokomplikowało. No oczywiście w 1998 całą pulę zgarnęły 2 wielkie komitety (AWS i UW), które się natychmiast po tamtych wyborach pokłóciły i podzieliły na 2 obozy: tak z grubsza na OPB (obóz popierający burmistrza) i ONPB, którego to skrótu postanowiłem nie rozszyfrowywać , a co tam.

                            Życie polityczne gminy jak N. ma to do siebie, że nikt poza jego uczestnikami nie ma o jego niuansach bladego pojęcia, w nim nie uczestniczy, nie obserwuje bo zwyczajnie nie ma jak tego robić, póki nie powstanie kiedyś gminna telewizja. W odróżnieniu od sceny politycznej krajowej czy zagranicznej, gdzie dzięki pracy armii "robotników słowa i obrazu", politycy krajowi/światowi to czystej wody świecznikowcy, zapełniający pierwsze strony wszelkich tabloidów, dzienników, newsów etc., polityka gminna dzieje się w kręgu może 50 osób i poza ten zbiór właściwie się nie wydostaje .

                            Wyborcy idący do urn, z powyższych powodów, tj. nie mając możliwości obserwacji i - możliwości wyrobienia sobie opinii o tym czy owym polityku gminnym, powielają swoje zachowania z wyborów krajowych, często nie znając kandydatów głosują przez zaufanie na lokalną reprezentację partii krajowych. No są oczywiście komitety pozapartyjne, gdzie skuteczne jest kandydowanie sprawdzonego gminnego menedżera - poprzedniego wójta/burmistrza/prezydenta. Inaczej jest z radnymi. Praktyka naszego N. pokazała, że powodzenie burmistrza nie przełożyło się na silną reprezentację w radzie, jego zwolenników. Pojawiła się za to silna reprezentacja opozycyjnie nastawionej do burmistrza DPO ( dużej partii ogólnopolskiej), tożsamej z ONPB.

                            No to dotarliśmy do sytuacji już po tych '2002 wyborach. A tu jeszcze jesteśmy przed. Moja "sława" sprzed lat kilku jeszcze działa, że bez problemu trafiam do OPB. Są tam chyba wszyscy dotychczasowi N. - scy burmistrzowie i wiceburmistrzowie. To prowadzi do zabawnej sytuacji, gdy z racji panujących w Polszcze obyczajów, może do połowy tegoż komitetu, przez grzeczność zwracam się per p. Burmistrzu. Właściwie to nie pamiętam dlaczego, jak często w takich sytuacjach, nie trafiłem do ONPB albo do KRIDOPP (Komitetu Reprezentującego Inną Dużą Ogólnopolską Partię Polityczną), chyba przez czysty przypadek. Nawet jeśli, to trafiłem dobrze.

                            Sytuacja opisana na początku, że ta polityka toczyła się w zaciszu gabinetów diametralnie zmieniła się na kilka tygodni przed wyborami. Polityka dosłownie wylała się na ulice N. za sprawą ONPB i jeszcze jednego hałaśliwego Komitetu Kupców i Rzemieślników (KKiR). Ja, wprowadzony w temat przez jedną ze stron postanowiłem się jak tylko umiałem zaangażować.

                            Wydawało mi się oczywiste, że tamci nie grają fair. Ich ulotki pełne były w napastliwym tonie formułowanych zarzutów, które na pierwszy rzut oka zalatywały tanim populizmem. Postanowiliśmy odpowiedzieć rzeczowością i spokojem. Poproszony o radę sąsiad Redaktor S. ( z Dużego Ogólnopolskiego Dziennika Opiniotwórczego), poradził aby w polemicznym materiale odeprzeć wszystkie po kolei zarzuty, co też zrobiliśmy. W ulotkach ONPB było dużo o rozkradaniu majątku gminy ( w istocie chodziło o sprzedaż po cenach rynkowych działek gminnych i przeznaczaniu tych funduszy na inwestycje takie jak gimnazjum, basen, hala sportowa, budownictwo TBS, sieć wod.- kan.), o dilerach narkotykowych rzekomo grasujących wokół szkół, o odnowie moralnej, nazywaniu skwerów, ulic, placów nazwiskami bohaterów walki z komunizmem. Napisaliśmy na to o zrywaniu, zaklejaniu nawet w biały dzień plakatów naszych przez bojówki tamtych. Bojówki, nie ma w tym przesady. Awangarda walki o odnowę moralną miasteczka, ścigała nas po ulicach naszego N. niczym w jakim filmie kowbojskim. Największą radochę miał z tego mój 11 letni Syn. A tamci no nie zawsze chyba byli przy tym zupełnie "świadomi".

                            ONPB działali jak nakręceni, jakby w nich jakie co złe wstąpiło. Wielokrotnie zszokowani obserwowaliśmy jak ich ekipy krążyły po miasteczku i po kilka razy dziennie zaklejały swymi plakatami wszystko co tylko pojawiło się na jakimkolwiek słupie. Apele o powściągliwość , nie skutkowały. W ramach reakcji ustanawialiśmy dyżury aby temu przeciwdziałać, jeździliśmy nocami aby ich zniechęcać do takich działań. To prowadziło do zabawnych sytuacji, gdy o mało nie pobiliśmy się ze swoimi, których wzięliśmy za tamtych.

                            Po latach sobie myślę, że to całe działanie miało charakter samonakręcającej się spirali. Zapewne tamci widząc nas w tych nocnych patrolach też brali nas... za jakieś chuligańskie bojówki burmistrza. Bo to chyba tak działa: zaczyna się od ataków , tworzy się wroga, mnoży się zarzuty, bez względu na fakty, ich prawdziwość. To budzi reakcję atakowanego, który sam atakuje, to budzi reakcję na ten atak etc.

                            Co - tylko każe wyciągnąć jedyny wniosek, że najlepiej, najsensowniej być powściągliwym w prowadzeniu sporu politycznego. Jak widać po opisanym wyżej, a i po tym co od jakiegoś czasu obserwujemy szerzej, tak prowadzony , jest drogą donikąd.

                            I całe szczęście, że tak właśnie jest bo chyba byśmy wszyscy od tego powariowali.

                            • feelek Re: Wybory samorządowe 2002 w N. 09.11.10, 23:08
                              Sprawozdanie z konwencji przedwyborczej Dużej Partii Ogólnopolskiej (DPO)
                              jesień '2002


                              SEKRETARZ GENERALNY: Szanowni Państwo, przechodzimy do wypełniania formularzy strategii wyborczej...po kolei wypełniamy rubryki: ...wyprzedaż mienia za bezcen... przypadki korupcji...kradzież majątku narodowego...kumoterstwo...kradzież majątku... no co tam panie kolego? Którego punktu nie usłyszał pan? ..Powtarzam... przypadki korupcji ...
                              DELEGAT z N.: Bardzo pana panie Sekretarzu generalny przepraszam ale ja...nie wiem co mam tu wpisać...
                              SEKRETARZ GENERALNY: No jak to, przecież mówię: ...wyprzedaż za bezcen majątku...
                              DELEGAT z N.: No tak, ogólnie to ja rozumiem...tylko ....tam u nas w N. nic takiego... nie ma...
                              PREZES: mina pod tytułem łódeczka, kilka sekund grymasu, po czym:
                              Ha, ha, ha, ha....
                              ASYSTENCI PREZESA: wklepują w partyjne komórki tekst: ha, ha, ha..., wysyłąją SMSy
                              KOMÓRKI DELEGATÓW: dzyń, dzyń, dzyń
                              DELEGACI: czytają SMSy, po czym: Ha, ha, ha...
                              PREZES: Chwileczkę kolego, jak to, chce pan powiedzieć, że w Polsce jest gmina, w której nie rozkradziono, nie wyprzedano, nie ma korupcji? Co pan robi ze mnie głupca?
                              DELEGAT z N.: No tak ale u nas zbudowali basen, gimnazjum że ambasador amerykański kręcił z niedowierzaniem głową, halę sportową, teraz na zimę montują lodowisko sztuczne... dzieciaki aż piszczą z radości... Koledzy no jak ja to wypełnię i opublikuję w N., to ja wyjdę na głupka...
                              PREZES: Chwileczkę a za ile zbudowali?
                              DELEGAT z N.: no za 30 milionów..
                              PREZES: Za drogo, piszcie ukradli 5 milionów!
                              DELEGAT z N.: dlaczego za drogo, a skąd wiadomo ile jest w sam raz?
                              PREZES: Kolego, kogo właściwie Pan tu reprezentuje? ZOMO? W końcu niech pan wreszcie pojmie, że te wszystkie rzeczy robimy i piszemy nie dla przyjemności, nie dla prywaty, nie dla zemsty a z czystego patriotyzmu, poświęcenia dla sprawy, itd. bla, bla, bla...
                              DELEGACI: bla, bla, bla...
                              DELEGAT z N.: patrzy, milczy dłuższą chwilę, po czym: bla, bla, bla...
                              • feelek Sprawozdanie z posiedzenia gminnego koła Dużej Par 11.11.10, 02:01
                                [[u]b]Sprawozdanie z posiedzenia gminnego koła Dużej Partii Ogólnopolskiej (DPO)[/b][/u]
                                (dedykowane Latającemu Cyrkowi Monty Pytona)
                                PRZEWODNICZĄCY: Koledzy, otwieram 239 zebranie z cyklu co nam dała dotychczasowa N. –ska władza, z której arogancją, nepotyzmem, korupcją, rozkradaniem majątku… no tak w ogóle… od 4 lat walczymy?
                                RADNY GĄSIOREK: …no zbudowała gimnazjum….
                                CHÓR: powszechny harmider, jednoczesne głosy wielu ludzi: …o tak, pamiętacie jak to było bez? W zasadzie to były gimnazja tylko z nazwy… powstały a w ogóle to dzieci chodziły do dawnych podstawówek!
                                KTOŚ DOTĄD SIEDZĄCY CICHO: …mnie to mówicie? Mój syn ostatnio powiedział, że on chyba specjalnie nie zda trzeciej klasy!
                                KTOŚ JESZCZE INNY: Jak to?
                                KTOŚ DOTĄD SIEDZĄCY CICHO: a tak, on teraz chodzi 4 razy w tygodniu na basen, na tenisa, na hokej… a w Metropolii to nie ma żadnego liceum z takimi warunkami, sprawdzaliśmy, wszystko szaro – bure, zdewastowane, sale gimnastyczne, wszystko takie no niedoinwestowane.
                                RADNY Y: Oj rozpuścił nam Burmistrz dzieci….
                                CHÓR: oj tak! oj tak!
                                PRZEWODNICZĄCY: Kochani, koledzy… tak to nie skończymy do rana! Zapytam retorycznie jeszcze raz: Co, oprócz tego pożal się Boże gimnazjum, basenu, hali, które jak to już przegłosowaliśmy 50 zebrań temu zostało zbudowane o 5 mln za drogo, co takiego ekipa tego skorumpowanego „menedżera” tu jeszcze w tym pokrzywdzonym przez komunizm, Hitlera, carat, Unię, naszym biednym N. , no co takiego niby zrobiła?
                                KANDYDAT KASZTANEK: no 300 mieszkań
                                PRZEWODNICZĄCY (poirytowany): 300 mieszkań, 300 mieszkań… też mi coś… zamieniają nam krajobraz w blokowisko niczym na Ursynowie!
                                KANDYDATKA TRZNADEL: eee… no tam zaraz… ja mam na balkonie, nad głową takie tam drewniane wycinanki, najgorzej to nie wygląda… pistacjowe elewacje… wszystko ogrodzone… boisko w środku, ławeczki… z tym Ursynowem to przesada.
                                KANDYDAT DAGOBERT: oj tam , oj tam a ile to kosztuje? Przecież możnaby za te pieniądze zbudować znacznie więcej!
                                KANDYDAT FLAMASTER: ile więcej?
                                KANDYDAT DAGOBERT: No więcej… zamiast kafelków dać np. lamperie olejne…
                                KANDYDAT FLAMASTER: a ty byś tak mieszkał?
                                KANDYDAT DAGOBERT(zmieszany): ja…ja nie muszę…ja się buduję… ale przecież nie stać nas na takie pałace, za biedni jesteśmy, a nikt nam nie pomoże…wszystko jest przecież rozkradzione!
                                KANDYDAT FLAMASTER: Rozkradzione? To z czego oni to budują?
                                PRZEWODNICZĄCY: Słuchajcie! Bo znowu skończymy nad ranem. Zapytam: co poza gimnazjum , 300 mieszkaniami, co poza tymi pożal się Boże wynikami dała nam ekipa Burmistrza?
                                - No 4 ronda
                                - Wodę i kanalizę
                                - eee zaraz tam wszystkiego marne 200 kilometrów.
                                - A to boisko Enzefovii?
                                - A 4 place zabaw?
                                - A skatepark?
                                - No tak jeszcze skatepark.
                                - A to boisko na Zlasowanej?
                                PRZEWODNICZĄCY: Ludzie! co poza gimnazjum, basenem, halą sportową, 300 mieszkaniami, 4 rondami, boiskiem Enzefovii, placami zabaw, skateparkiem, wodą i kanalizacją…
                                • feelek wierszyczek na koniec kampanii 2002 11.11.10, 23:47
                                  Można powiedzieć, tytułem wyjaśnienia, wstępu takiego, że za długo tkwię przy opisie zdarzeń z 2002, z racji, że dużo tego wtedy było. No jest tych impresji jeszcze sporo. Ale, żeby nie tylko o tym , zakończę na razie, takim tam krótkim wierszykiem, nigdzie dotąd nie publikowanym. Oddaje on, oprócz opisu pewnego zdarzenia też trochę tamtoczesnej atmosfery panującej w mikrokosmosie pogrążonego w zażartej przedwyborczej walce N. Aha zwykle się przy takich okazjach wypowiada taką formułkę, że wszelkie postaci, ich podobieństwo do autentycznych etc., jest przypadkowe. No tak.

                                  Czując się chora
                                  Maria Pokora
                                  idzie do doktora,
                                  paląc Malbora...

                                  Są w kraju nad Wisłą
                                  zwyczaje utarte,
                                  że w gminnym ośrodku
                                  założą ci kartę
                                  i grzecznie spytają
                                  co tobie dolega?
                                  numerek?
                                  numerek ci wyda
                                  w okienku kolega...
                                  a potem spytają:
                                  czyś wstępny
                                  czy zstępny?
                                  ba termin byś znać chciał?
                                  nie wiemy, następny!

                                  Tu w Marii Pokorze libido zawrzało
                                  lub mówiąc inaczej się zagotowało...
                                  jak było, nie wiemy, są różne relacje.
                                  lecz zakaz plotkarstwa zwyczajnie ma rację
                                  Bo był a i owszem: obmowy klimat jadowity
                                  ich autor się musiał napić okowity
                                  Ja zwykłą mą prośbę na koniec położę:
                                  od kampanii pomówień strzeż nas Panie Boże!
                                  • feelek z dziennika kandydata na radnego... 12.11.10, 22:27
                                    z dziennika kandydata na radnego...
                                    11 XI 2010 (czwartek)
                                    Wykorzystujemy piękną pogodę, wolny dzień. My? Niby kandydaci? Jakoś nie mam szczęścia spotkania kogokolwiek z 4 pozostałych konkurencji. Jak kiedyś gdy wymieniałem grzeczności z moim kontr- z (istniejącej wtedy) prawicowej partii o silnym zabarwieniu religijnym. W ogóle mam wrażenie, że konkurencja przesypia kampanię. To, jak dowodzi wiele precedensów, pozory tylko. Dziś jednak jest też o dziwo, wyjątkowo z górki, jeśli idzie o możliwość nawiązania rozmowy. Czy - bo święto związane z państwowością? Najbardziej państwowotwórczy dzień w roku? Dość, że akcja D2D idzie o wiele sprawniej niż kiedykolwiek indziej. Liczba odmów rozmowy jest pomijalna na tyle, że nie budzi to mojego zniechęcenia. Poruszane tematy są tak rozmaite, że nie sposób ich choćby i sklasyfikować. No oczywiście próbuję rozmowę wekslować na tematy lokalne. Nie da się jednak pomijać choćby i szans piłkarzy w Euro'12. Czy tematu: co dała nam Unia? No a co pan, panie sąsiedzie, myśli o Smoleńsku (to nie ja, to do mnie)? Duża chęć do wymiany zdań choćby i zdawkowej. Żadna rozmowa nie przybiera zabarwienia negatywnego w najmniejszym stopniu. No miło jest. Co najwyżej niektórzy, odciągnięci od stołu, grzecznie się wylogowują. Szkoda, że tej atmosfery nie da się przenieść na inne dni. Choć może? Pociągniemy w końcu przed nami długi weekend jest.
                                    • feelek Appenzell 13.11.10, 14:31
                                      APPENZELL Na wschodzie Szwajcarii gdzieś tak między Jeziorem Bodeńskim (N), Księstwem Liechtenstein(E), Rapperswilem (W) i St. Gallen (S) mieści się Kanton Appenzell. Miejsce, jak podają przewodniki – „…nietknięte współczesnością: kraina gospodarstw rolnych, zielonych wzgórz i miasteczek z charakterystycznymi domami mansardowymi”. Myślę, że Appenzell to kraina modelowa dla wszystkich konserwatystów. Jeszcze do niedawna w tym kantonie kobiety nie miały praw wyborczych. Dopiero w 1991 trzeba było Appenzellanerlandczykom przełknąć tę gorzką pigułkę i zaakceptować wyrok sądu konfederalnego, ku satysfakcji wszystkich feministek. Ale dla mnie ciekawe jest jak się to odbyło i dlatego siedzę i opisuję te eventy. Nam, z modelowym modelem demokracji nawet do głowy nie przyszłoby , że w państwie, stawianym za wzór władzy przedstawicielskiej tak się to odbywa. Pewnego odświętnego dnia 1991, cała populacja Appenzellerland, cała posiadająca prawo głosu i skora aby wziąć udział zebrała się na centralnym placu Appenzell. Odczytano pytanie ludowego referendum. Część osób skora oddać swój głos „za” stanęła po jednej stronie placu a część przeciwna po drugiej. Nie ma mowy nawet o tajemnicy głosowania, o instytucji ciszy wyborczej bo wszyscy do samego końca przekonują się nawzajem, zmieniają po kilka razy miejsce na placu. I co powiedzieć na takie coś w rzeczywistości gdzie od północy w piątek przed głosowaniem nie można ani pisnąć o wyborach pod zarzutem chęci wpłynięcia na wynik? Gdzie Wielki Zasłużony Polityk albo Książę Kardynał czy X. Prymas ani się zająkną jak głosowali bo tajemnica głosowania to jak tajemnica spowiedzi? Gdzie nie można użyć terenu kościoła celem przeprowadzenia debaty przedwyborczej bo nie można upolityczniać terenu świątyni. W kraju, gdzie po sumie jak mi powiedziała jedna z sąsiadek: „5 mln starszych pań biegnie do zakrystii a potem do lokalu wyborczego?” No to chyba nie o naszym kościele, bo X. Proboszcz zapewnił mnie o swojej neutralności w tym względzie. I ja w to wierzę. Choć nie za bardzo rozumiem czemu nie możemy zrobić przedwyborczej debaty na terenie parafii. Odczytałem to tak że taka debata nie może mieć być aby nie zamieniać miejsca sacrum w profanum - prowadzić tam gorszących kłótni, rzucać obelg. A czy spór polityczny to są gorszące kłótnie, miotanie obelg? Chyba są to obawy bezpodstawne, bo podczas kilka dni temu odbytego spotkania z burmistrzem i radnymi („…nie było to spotkanie przedwyborcze…”wink w salce katechetycznej nic takiego, nic gorszącego nie miało tam miejsca, żadnych kłótni tam nie było. No marzy mi się taki appenzellski model demokracji, gdzie na terenie kościoła (u nas innej przestrzeni publicznej zwyczajnie nie ma, chyba że zorganizować takie coś gdzieś w lesie pod sosną), gdzie w atmosferze wyborczego festynu, debaty, na koniec odbywa się głosowanie, po czym, jak w Appenzell, wszyscy idą do okolicznych knajp, oberż, piwiarni aby wspólnie napić się piwa.
                        • juz2bylem Re: D2D 14.11.10, 15:13
                          A mnie dziś odwiedzila kandydatka z ramienia partii, której raczej nie popieram. I pełen szacunek dla niej. Bo nawet jeśli na nią nie zagłosuję (a tu się waham) to powiem o tym wielu sąsiadom i to zaprocentuje. D2D ma sens
                          • janina_58 Re: D2D 14.11.10, 19:01
                            Tak na prawdę w wyborach lokalnych partia nie ma znaczenia - głosujemy na ludzi, których znamy, coś o nich wiemy, coś zasłyszeliśmy, stanęli u naszych drzwi, zapunktowali u nas z jakiegoś powodu. Musi im zależeć, bo poświęcają swój czas, aby nas przekonać, i chcą poświęcać czas dla pracy dla miasta. Być może właśnie oni poruszyli nasze obywatelskie sumienie, bo bez tego 21.11.2010 r. byłby normalną, zwykłą niedzielą. Szanujmy ich wysiłek i przynajmniej zastanówmy się na tym kandydatem w naszym okręgu, który jest najbliższy naszym wyobrażeniom. Oni już powinni otrzymać brawa na stojąco za to, że zdecydowali się kandydować. Postawmy się na chwilę na ich miejscu - co byśmy zrobili, jak byśmy się czuli w tym trudnym czasie kampanii. Przynajmniej zastanówmy się nad tym co mówią. Krytykować każdy może, ale czy każdy podjął by trud kandydowania?
                            • feelek Re: D2D 14.11.10, 20:04
                              Dzięki za wpisy dodające otuchy,
                              m.in. że kandydaci to też ludzie,
                              jako i inni
                              - ani lepsi ani gorsi,
                              też niepozbawieni jakichś tam wad,
                              nie - cudotwórcy jacyś.
                              W przew. większości przyświeca im cel
                              że chcą coś zmienić na lepsze.
                              Ja przynajmniej tak mam
                              - takie spostrzeżenia.
                              I niech wygrają najlepsi
                              a ci co przegrają niech nie poczują że są gorsi
                              ktokolwiek nie zostanie radnym,
                              bo przecież 22 XI też będzie dzień.
                              PS. no ktoś to jednak czyta, ten mój feelblox !
    • feelek Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 15.11.10, 19:11
      Na lokalnym internetowym forum w N. pojawiły się dwa pytania:
      1.Po co w ogóle ten wyścig wyborczy? Po co się ścigają ci, kt. i tak mają co robić na co dzień? 2.Czy czasem motywacja tych wszystkich kilkudziesięciu osób nie jest natury finansowej?
      Oto próba odpowiedzi na problemy , które mnie nurtują właściwie odkąd zacząłem się interesować samorządnością. Odpowiedź nie jest prosta a temat szeroki.

      Zacznę od pytania o finanse, jako trudniejszego. Najłatwiej i najszybciej udzielić odpowiedzi upraszczającej i moim zdaniem krzywdzącej: Ludzie startują tam dla pieniędzy.
      Od wielu lat częściowo słusznie epatuje się nas, nie tylko w Polsce wysokością diet np. : Eurodeputowanych (ze wszystkimi dodatkami kilkadziesiąt tysięcy zł miesięcznie w to jakoś wchodzą niemałe przecież koszty logistyki: transport samolotowy, hotele) i organizacji: utrzymanie biura poselskiego. J.w., choć na mniejszą skalę jest z posłami do Parlamentu Krajowego (10 000 dieta + drugie tyle to koszty), sejmików wojewódzkich, rad powiatów, dzielnic. Jeśli idzie o diety posłów parlamentu gminnego to, co nie jest żadną tajemnicą (podawały to lokalne gazety niedawno), jest to średnio ok. 1500 zł/mc tytułem diet i zależy od aktywności (= obecności na komisjach i sesjach). Jeśli radny jest nieobecny bo ma inne zajęcia, wyjechał, był chory (niektórych wyłącza na dłużej np. pobyt w szpitalu) to nie dostają nic.

      To tytułem wstępu. Może i przydługiego. ale ja nigdzie nie powiedziałem , że moja odpowiedź będzie krótka. Wiem już co czujecie: miga się facet od odpowiedzi, chce ją rozmydlić, już wiecie jaka ta odpowiedź będzie. Otóż mylicie się. Jeszcze jeden przykład historyczny. Marszałek Piłsudski protestując przeciw decyzjom Rady Regencyjnej, w której przed odzykaniem niepodległości w 1918 zasiadał, odmówił przyjmowania diet za te posiedzenia. Nic w tym szczególnego by nie było gdyby nie to, że wszyscy powszechnie uważają, że jak kto co robi dla dobra ogólnego, celów wyższych, jak walka o wolność na przykład, robi to za darmo. A tu takie coś. Wywalczali nam Polskę i brali za to te diety? No to już blisko mi do konkluzji ale jeszcze nie w tej chwili.

      Ja rozumiem względy, którymi kierują się ci, którzy deklarują chęć rezygnacji z diet bądź przeznaczenia ich na jakiś szczytny cel. Na marginesie to różnica: gdy ktoś rezygnuje z diet to nie uszczupla budżetu i można te środki przeznaczyć na jakiś gminny cel. Że mało? Ale przecież może ułatwić sprawę tam, gdzie kilka tysięcy brakuje aby np. sfinansować jazdę gimbusa z dziećmi. Nie akceptuję jednak postawy gdy kto nie rezygnuje z diety lecz przeznacza te pieniądze na cel charytatywny. W ten sposób kreuje się na dobrego wujka na koszt podatników.

      Samorząd gminny czy nawet wojewódzki to jest IMHO zrzutka konieczna na wspólne cele, których bez takiego jak gmina urządzenia nie da się zwyczajnie ruszyć z miejsca - nawet jeśli teoretycznie założyć, że dałoby się doraźnie powoływać do każdego zadania spółkę zainteresowanych sąsiadów, to w praktyce to by nie działało. W skrajnym wypadku wyobraźmy sobie powołanie wspólnego przedsięwzięcia i wybudowanie autostrady: już widzę tę ustawiającą się w kolejkę rzeszę 100 000 np. Wielkopolan, którzy solidarnie wpłacają po 5000 do jakiejś kasy takiego przedsięwzięcia. Tego by się nie dało zrobić nawet w wypadku choćby i chodnika na ulicy, gdzie sąsiadów jest 10 - zawsze się ktoś wyłamie. I ja osobiście to przerabiałem i tu opisałem.

      Celowo ten obszerny wtręt. On porównuje samorząd do korporacji/ dużej firmy gdzie są prezes i rada nadzorcza. Wstawcie sobie tylko w odpowiednie miejsca burmistrza/wójta/prezydenta miasta oraz radnych rozmaitego szczebla w miejsce członków rady nadzorczej. A jakie są różnice, bo oczywiście są? Moim zdaniem głownie na pierwszy rzut oka to ta, że w spółce to rada nadzorcza wyznacza prezesa a w samorządach wyborcy - odpowiednik walnego zgromadzenia. Do 2002 nawet tej różnicy nie było - to radni powoływali szefa władzy wykonawczej: wójta/burmistrza/prezydenta miasta. Także władza wykonawcza nazywała się podobnie jak w spółce bo zarząd.

      To teraz ostateczna odpowiedź. Wydaje mi się, że aby aplikujący na te stanowiska wybieralne uczciwie wykonywali swoje obowiązki, powinni być za te prace wynagradzani. Mam szereg takich nazwijmy życiowych obserwacji, że gdy kto się podjął jakiej pracy całkowicie za darmo i wykonywał ją przez kilka miesięcy, to narastająca w nim niechęć do tego czego się podjął, powoli acz nieuchronnie przeradzała się w poczucie krzywdy. Ta moja obserwacja nie dotyczy oczywiście eventów: doraźnych, krótkotrwałych działań obejmujących jednorazową pomoc - jakiś wolontariat, festyn, impreza charytatywna, zbiórka, akcja pomocy pogorzelcom, skrzyknięcie się. Przecież ludzie , którzy działają w fundacjach biorą za tę ciężką harówę jakieś wynagrodzenie.

      Inną rzeczą są rozmaite praktyki sztucznego pompowania tych diet. Szeroko opisywane wypadki radnych różnych rad, którzy mnożyli członkostwo w wielu komisjach,ilości posiedzeń aby zwiększyć ostateczną sumę takiego wynagrodzenia. Rekordziści w pewnej radzie miejskiej dużego miasta dochodzili do 4000 zł (sytuacja sprzed kilku lat) ewidentnie naruszając zasadę zdrowego rozsądku. Według wyżej opisanego schematu, ich zainteresowania sięgały wszystkich rozpatrywanych dziedzin pracy rady, inna sprawa jak oni te wszystkie posiedzenia wytrzymywali kondycyjnie. I jak byli do nich przygotowani.

      To ww. to oczywiście patologia. Normą jest udział w pracach rady mierzony obecnością na posiedzeniach i jakieś rozsądne tego wynagradzanie. Nikt jednak nie sprawdzi czy się radny do posiedzenia solidnie przygotował: odsiedział swoje w internecie, zobaczył jak projekt regulaminu np. zachowania czystości ma się do już istniejących w innych gminach; poczytał na forach internetowych czy praktyka stosowania radaru jest sensowna czy może się to nie sprawdziło, a co z wywożeniem śmieci do lasu (problem z praktyki - nierozwiązywalny) może ktoś to gdzieś skutecznie jednak ruszył?

      Jak tak to wszystko zliczy się i przemnoży przez liczbę kilkudziesięciu tysięcy przedstawicieli, rodzi się oczywiście pytanie o sens wydawania tych pieniędzy. Moim zdaniem jest on tym większy im rada skuteczniej pracuje. Mam przed oczyma mojego brata ciotecznego, który, jako sołtys, ma o tej praktyce zdanie jak najgorsze. Uważa on, ze radni są marionetkami w ręku wójta i całe te obrady to jedna wielka fikcja. Uchwały przygotowane przez współpracowników wójta, radni jedynie przyklepują. Zawsze jednak na takie coś odpowiadam i głęboko w to wierzę, że jeśli gdzieś tak jest, to przecież nie musi. Radni mogą z wójtem/burmistrzem prowadzić konstruktywny spór, na którego końcu jest wypracowana kompromisem optymalna decyzja, która nikogo nie krzywdzi. Wtedy ich obecność jest nie do przecenienia.
      • feelek Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 15.11.10, 19:16
        cd. odpowiedzi:

        I teraz jeszcze pytanie o motywację zostania radnym. Jak widać nie ma prostej jednoznacznej odpowiedzi czy można wykluczyć powody finansowe. I czemu je wykluczać jeśli zgodzimy się z zasadą że rzetelny wysiłek powinien być jakoś jednak, jak każda uczciwa praca, wynagradzany? Zakładam, że większość, jako główne ma te powody inne niż finansowe.

        Na swoim przykładzie: od podjęcia się rozwiązania całkowicie małego problemu jakim był swego czasu zagradzający naszą ulicę słup energetyczny, poprzez większe typu: z sukcesem przeczołganie 40 sąsiadów, urzędu gminy przez problem doprowadzenia sieci gazowej i paru innych podobnych działań; gdzie szczęśliwie zbiegały się interesy moje - mieszkańca i wszystkich okolicznych sąsiadów. Któregoś dnia dotarło do mnie, że samemu sobie do domu np. gazu nie doprowadzę. W pewnym momencie doszedłem do konkluzji, że, jak mówią młodzi, takie działanie daje mi fun (czy jakoś tak), hecuje, kręci, daje satysfakcję. Więc może by tak szerzej: całą okolicę zmodernizować, no choćby mieć na to jakiś wpływ? Zaznaczę na jeszcze, że b. też interesuje mnie od lat kilku sprawa rozwoju sieci autostrad w RP wink Dzień pracy przy komputerze zaczynam od wizyty na stronach gddkia. Są jeszcze tacy, w naszej okolicy, którzy kojarzą mnie z programu K. Durczoka na temat autostrad , gdy jako członek społ. inicjatywy SISKOMu, próbowałem tam usilnie zabrać głos i...prawie mi się udało.

        Tak zupełnie na koniec aby wzmocnić arg.,że jednak wierzę, że można mieć wpływ na rzeczywistość. Synek miał wtedy lat 7 gdy na festynie przy szkole w sąsiedniej F. wypatrzyliśmy wśród gości w kawiarence jednego pana z czegoś o koszmarnej nazwie Krajowa Rada Telewizji i Radia czy tak jakoś . Ja tego mojego smyka zwyczajnie napuściłem żeby do niego podszedł i mu powiedział, żeby zmienić praktykę, że dobranocki są skracane z powodu relacji koszykarskich. I on to zrobił. Tamten pan mu uprzejmie odpowiedział, że dołoży wszelkich starań etc. I co powiecie? Po jakimś czasie te praktyki okradania dzieci z tych dobranocek ustały.
    • 0bywatelx Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 15.11.10, 19:17
      Feelek zrób jakieś akapity i podział tekstu, bo jak jest taka jedna kolumna to źle się czyta - mówi Ci to stary bloger.
      • feelek Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 15.11.10, 19:28
        b. Cię Obywatelx przepraszam ale to ze zmęczenia
        a i długie mi to jak cholera wzięło i wyszło
        obiecuję poprawę ale na przyszłość
        z blox jako narzędziem nie idzie mi się dogadać
    • feelek Re: przedwyborczy blog Feelka (feelblox) 16.11.10, 17:02
      TERAZ MICHALIN !
      Biuletyn wyborczy Komitetu Wyborczego Wyborców Marka Mozóła

      Michalin Wschodni albo Jarosław Północny to ta część naszej gminy pomiędzy Falenicą, granicą Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, linią kolejową i na południu ulicą Matejki.
      Z dumą ale też zazdrością patrzymy na rozwój centralnej części naszego miasta. Powstały tam: gimnazjum z basenem i halą sportową, nowe: przychodnia zdrowia i komisariat policji, wiele obiektów sportowych, placów zabaw. Można powiedzieć, że józefowianie tam mieszkający odczuwają satysfakcję: za podatki wszystkich mieszkańców zbudowano większość ulic, doprowadzono sieć wod.-kan. do 80 – 90% domów.

      PO PIERWSZE JÓZEFÓW *)…
      …a po które Michalin?

      *) hasło wyborcze Burmistrza S. Kruszewskiego z 2002

      Niestety, podobnej satysfakcji nie możemy jak dotąd odczuwać my, żyjący w Józefowie B, C lub D. To naturalne, że miasta rozwijają się: od centrum ku peryferiom Choć….

      MICHALIN – WYRÓWNANIE SZANS

      Michalin Wschodni Centrum
      Ulice utwardzone: 25 % 80 %
      Kanalizacja 5 % 90 %
      Wodociągi 10 % 90 %

      Przedszkola nowe: 0 2
      Przedszkola w budynkach
      adaptowanych: 1 3
      Place zabaw: 1 2

      Dlaczego wiele ulic o znaczeniu tak istotnym dla Michalina Wschodniego nie zostało jak dotąd zmodernizowanych - jak ulice z terenów centralnych? Np. ul. 11 Listopada, jedna z 4 najważniejszych tutejszych ulic, dojazdowa do wielu ulic bocznych - od kilku lat skanalizowana i zwodociągowana do ul. Asnyka, nie może się doczekać na swoją kolej.
      Uważamy, że władze Józefowa zapominały nazbyt często o naszej części gminy, że działały według dawnego, historycznego podziału na Centrum i zapomniany Michalin.

      ZMIANA

      Dotychczasowi nasi reprezentanci nie wykazali należytej wytrwałości w walce o nasze sprawy. Dlatego apelujemy do Państwa o podjęcie decyzji o ich zmianie. Wielokrotnie na spotkaniach z pp. Radnymi słyszeliśmy padające z ich ust opinie o braku możliwości zrealizowania jakiegoś postulatu, od lat zgłaszanego przez kolejne zebrania mieszkańców - jakoby wynikało to z braku potrzebnej większości w radzie. Niestety jakże często były to wygodne wymówki, preteksty. Ostatnio np. udało się po długo trwających naciskach mieszkańców (bo nie radnych) doprowadzić do budowy chodnika - przedłużenia ulicy Dobrej. Ta budowa ruszyła …4 tygodnie przed wyborami. Trudno pozbyć się wrażenia, że to przedsięwzięcie wyborcze. Jaka szkoda, że tak późno i tak niewiele.

      Nie wahamy się krytykować pracy dotychczasowych pp. Radnych. Wydaje się nam, że będąc słabo zdeterminowani, stanowili dla władzy wykonawczej, współpracowników p. Burmistrza wygodne zaplecze, nie wymagające z jego strony energicznego działania dla naszego terenu.
      My nie zamierzamy, być wygodnymi współpracownikami burmistrza, jakikolwiek nie zostanie wybrany. Rada Miasta to nie miejsce towarzyskich spotkań za pieniądze podatników (przeciętne 4 - letnie pobory radnego to ok. 80 000 zł). Przeciwnie – do znudzenia będziemy podejmować próby załatwienia kolejnych lokalnych bolączek.

      Takimi w służbie dla Państwa będziemy. Oczekiwane zmodernizowanie naszej okolicy a tym samym dołączenie w osiągnięciach cywilizacyjnych do reszty gminy będzie naszym wspólnym zwycięstwem – wszak wszyscy będziemy jeździć po tych samych drogach, chodzić po tych samych chodnikach, pić tę samą czystą wodę…

      PROGRAM DLA MICHALINA

      Konieczne jest wybudowanie na terenie osiedla obiektu, w którym znalazłyby się miejsca na nowoczesne przedszkole, filię domu kultury i bibliotekę miejską.

      RADA OSIEDLA

      Dla osiągnięcia celu, jakim jest szybszy rozwój Michalina potrzebne jest powołanie Rady Osiedla, instytucji istniejącej np. w sąsiedniej Falenicy. Zgodnie z ustawą, Rada Osiedla daje gwarancję, że część budżetu gminy trafi do Michalina i będzie wydana zgodnie z wolą jego mieszkańców. W ten sposób, nie oglądając się na polityków z innych części gminy, sami będziemy decydować o budowie chodnika X, remoncie nawierzchni ulicy Y . Idźmy wypróbowaną drogą, wytyczoną doświadczeniem innych. Należy dążyć do tego aby , jak zauważył twórca polskich samorządów prof. Regulski: „władza zeszła jak najniżej - do ludzi”.

      PROGRAM DLA GMINY

      Będziemy popierać: budowę kompostowni, dostęp do bezpłatnego Internetu, budowę mieszkań komunalnych, budowę wiaduktu do obsługi ruchu lokalnego, budowę przeprawy na Świdrze.
      • feelek cd. treść ulotki przedwyborczej 16.11.10, 17:23
        ZBIGNIEW KOZŁOWSKI – RADNY Z KOŃCA GMINY*)

        (* wybór radnego z peryferiów daje gwarancję, że będzie działał do skutku aż wszystkie sprawy na drodze do centrum zostaną załatwione.)

        Mieszkam w głębi lasu , którą po mojej interwencji, w latach 1993-1998 udało się, oświetlić ulice, utwardzić je, doprowadzić gaz. Zmobilizowaliśmy w tym celu wszystkich (wtedy p. Burmistrz wykazał zniecierpliwienie nazywając mnie „piłą”).

        Przykład ten świadczy, że można nie będąc radnym osiągnąć dla swojej okolicy więcej niż jej przedstawiciele. Będąc szanowanymi obywatelami, nie wykazali jednak determinacji: inwestycje na naszym terenie to jeden plac zabaw, kilka chodników - stanowczo za mało jak na 20 lat samorządu.

        Czy nie więcej zyskalibyśmy jako mieszkańcy gdyby wybory 21 XI odwróciły te role? 3 kadencje to dosyć aby udowodnić swą przydatność.
        W Michalinie mieszkam od 1995. Przezwyciężałem rozmaite problemy, małe i większe, nie zawsze łatwe i oczywiste np.: kilkoro z sąsiadów nie zgadzało się na równanie ulic walcem, wbrew woli większości ,zainicjowane przeze mnie mediacje doprowadziły do kompromisu ku korzyści i zgodzie wszystkich.

        Inna zainicjowana przeze mnie akcja doprowadziła poprzez dyskusję internetową, zbieranie podpisów, do nagłośnienia i rozpoczęcia publicznej dyskusji w ważnej lokalnej sprawie światopoglądowej (jej echa dotarły na łamy prasy krajowej).

        Podejmowałem się zadań kontrowersyjnych nie obawiając się utraty poparcia kogoś ważnego, osobistej straty: sercem i umiejętnościami wspierałem kandydaturę p. Kruszewskiego w wyborach 2002- z racji jego oczywistych osiągnięć dla gminy i przeciw krzywdzącej krytyce (także atakom naszego obecnego radnego p. Łukaszewskiego).

        Choć Burmistrz wyrażał się b. pozytywnie o moim przygotowaniu do pełnienia funkcji radnego to uczciwość każe mi jednak teraz kandydować samodzielnie. Burmistrz Kruszewski za mało wysiłku kierował do peryferyjnych części gminy - brakowało mu właściwych współpracowników w postaci upartych radnych - powinni oni prowadzić z p. Burmistrzem konstruktywny twardy dialog (choć nie awanturę). W jego wyniku powstaną w naszej okolicy ulice, chodniki, przedszkole - jak w centrum.

        Jestem członkiem Platformy Obywatelskiej i w ten sposób realizuję swoją polityczną aktywność. ( to aby byli Państwo dobrze poinformowani, choć uważam, że: chodniki i ulice są bezpartyjne - na poziomie gminy dialog powinien być pozbawiony barw politycznych)

        • W 2003 zainicjowałem działanie dla akcesji Polski do UE i głosowania „tak” w referendum - akcję, której korzyści dla gminy są obecnie dla wszystkich oczywiste. Doprowadziło to do współpracy WSZYSTKICH środowisk józefowskich (PO, PiS, SLD, znani józefowianie: G. i P. Markowscy, A. Nalepa, M. Wiśniewski, Urszula).

        • 2008-2010: współorganizowałem józefowskie jarmarki przedgwiazdkowe (efekt: 15 000 zł dla chorych dzieci z Józefowa).

        • zorganizowałem 9 – krotnie (od 2002) obchody upamiętniające tragedię holocaustu na naszym terenie (20 VIII 1942).

        Mam Żonę, syna, moje hobby to samorządność, historia, modernizacje domu. Z wykształcenia jestem inżynierem mechanikiem (Politechnika Warszawska), ukończyłem też studia samorządowe (SGH), uzupełnione 2 letnią pracą w Radzie Miasta Józefowa. Mam inżynierskie myślenie, żelazną logikę, nie obawiam się krytyki, czy ataków. Czy posiadam odpowiednie przygotowanie do reprezentowania Państwa interesów w józefowskim parlamencie?

        Szanowni Sąsiedzi!
        Obecnie, w przeddzień realizacji wniosków unijnych, potrzeba twardych negocjatorów a nie radnych - potakiwaczy. Aby niezbędne Michalinowi inwestycje, z racji jakichś pilniejszych innych potrzeb ( np. wybudowania centrum treningowego dla Euro2012) nie wylądowały gdzieś na najdalszej półce, pokrywając się warstwami kurzu…
        …apeluję o Państwa poparcie 21 listopada.


        • feelek Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 16.11.10, 17:33
          CO JEST ALTERNATYWĄ ?

          Wybór to zawsze ryzyko. Kładziemy na szali nasze doświadczenie samorządowe, wykształcenie, zapał, uczciwość. Ba tak może napisać każdy… Więc dobrze :

          MAREK MOZÓŁ – CZŁOWIEK STĄD

          Okręg nr 11

          Mieszkam od 1980 w Michalinie przy ul. Willowej, jestem żonaty, mam 2 synów. Byłem jednym z pierwszych burmistrzów józefowskich po 1989. Wtedy też, pełni nadziei tworzyliśmy Komitet Obywatelski „Solidarność”. Za mojej kadencji (1992 -1994), w otaczającej scenerii kryzysu, gdy Polska dopiero budowała zręby gospodarki rynkowej, stelefonizowaliśmy naszą gminę, rozpoczęliśmy prace nad budową sieci wodno – kanalizacyjnej, budownictwem komunalnym (jak wiadomo początki są najtrudniejsze), dokończyliśmy gazyfikację gminy budując gazociąg do osiedla Błota. Z całą pewnością gmina rozwijała się bardziej równomiernie niż obecnie –staraliśmy się pamiętać, że wszyscy mieszkańcy płacą podatki. Samorząd terytorialny jest od 20 lat moją pasją, udowodniłem to w Radzie Miasta (1990 – 1998) i Powiatu (1998- 2002). Widząc ewidentne osiągnięcia dotychczasowego Burmistrza, nie zdecydowałem się na start z komitetu jego zwolenników ponieważ taka postawa wydaje mi się uczciwa: zapóźnienie cywilizacyjne naszej okolicy każe stanąć z drugiej strony i drogą twardych negocjacji wywalczyć naszej okolicy to, co się jej od dawna należy . Obecnie, w przeddzień realizacji wniosków unijnych, potrzeba p. Burmistrzowi jako współpracowników twardych negocjatorów a nie radnych - potakiwaczy.

          Okręg 11, wykaz ulic:
          Asnyka, Brucknera 2-12 (parzyste), Brzechwy, Chłopickiego: 1-13 (nieparzyste), 2-20 (parzyste), Dąbrowskiego, Generała Sikorskiego 1 -49 (nieparzyste), Grottgera, Konopnickiej, Kossaka, Nałkowskiej, Pastelowa, Sadowa, Sobieskiego: 1-27 (nieparzyste), 2-22 (parzyste), Willowa: 1-39 (nieparzyste), 2-32 (parzyste), Zapolskiej, Złotej Jesieni: 1 -17 (nieparzyste), 2-16 (parzyste), 11 Listopada: 1-21 (nieparzyste), 2-30 (parzyste).
          • jozee Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 16.11.10, 18:06
            dzień dobry,moje pytanie brzmi:czy pana rywalem jest Stanisławek?
            • feelek Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 16.11.10, 19:03
              jeśli pytanie jest adresowane do Marka Mozóła to odpowiedź brzmi: tak rywalem Marka w okręgu 11 jest p. Stanisławek.
              podejrzewam, że wkradło się tu trochę zamieszania, więc wyjaśniam:
              kilka moich ostatnich wpisów w tym wątku to na życzenie Obywatelx'a, kt. chciał abym na feelbloxie zawiesił treść ulotki KWW Marka Mozóła, do kt. należą: Marek Mozół (okr. 11) i Zbigniew Kozłowski(okr. 13) czyli niżej podpisany, czyli ja.
            • jozee Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 16.11.10, 19:04
              Ja już sobie sam odpowiedziałem.Pan Mozół odbędzie walkę na głosy ze Stanisławkiem.A Stanisławek to kto?Naczelny murarz Józefowa.Ma ludzi,ma pieniądze,ma robotę.Buduje domy,bloki.Ma poparcie Kruszewskiego.A pan Mozół na forum wspomina czasy gazyfikacji i telefonizacji.W tym czasie pan Stanisławek pewnie kupuje nową ciężarówę albo zatrudnia kolejnego pracownika.Z całym szacunkiem panie Mozół,ale dzisiaj świat biegnie szybciej niż jak za Gierka.
              • jozee Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 16.11.10, 19:23
                Aha,czyli pan zmierzy się z autorem "prawyborów" i jeszcze z jakimś dwudziestosześciolatkiem z platformy.No to ja proszę pana o oficjalny komentarz na temat "prawyborów".Oraz w jednym zdaniu-co pan już zrobił dla miasta.Reasumując-jedno zdanie o Grodzkim,jedno o sobie.
                • feelek Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 16.11.10, 19:35
                  1. komentarz nt. prawyborów: jest mi przykro, że Mirek Grodzki, kt. b. cenię jako społecznika tak tę sprawę załatwił. Czy też może zostawił niezałatwioną. Zupełnie nie rozumiem jego intencji. Przychylam się do opinii, kt. gdzieś już tu zacytowałem, że "...niepotrzebnie związał się ze środowiskiem, kt. nie szanuje faktów"<- 1." zdanie o Grodzkim"
                  2.co "...zrobiłem dla miasta...", to napisałem w ulotce, kt. zacytowałem 3-5 postów wyżej.
                  ( Pls. Jozee, bo też zaCZNĘ PISAĆ CAPSAMI )
                  wink
              • feelek Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 16.11.10, 19:23
                1 jedna pani z mojego okręgu powiedziała, kilka dni temu gdy przedstawiłem się, że z p. Markiem startujemy razem, "...A to mi wystarczy za wszelką rekomendację, bo p. Mozóła pamiętam gdy był burmistrzem..."
                2. jednak telefonizacja i gazyfikacja, początki gosp. rynkowej to nie była epoka Gierka ...
                3. P. Marek pomógł naszej okolicy jako Burmistrz, gdy poprosiliśmy gminę o dotację dla gazociągu (1993).
                4. to on był tym jedynym radnym, (M.), kt. nas poparł przed głosowaniem, gdy wywalczyliśmy sobie oświetlenie rejonu 4 ulic (1996)
                Bynajmniej nie zrobił tego po znajomości bo ja go poznałem osobiście w 2002.
                To tyle laurki o b. dobrym , doświadczonym samorządowcu p. Marku Mozóle.

                DLA MICHALINA POTRZEBNY JEST MOZÓŁ!

                PS. Pan Mozół tu niczego nie wspomina
                to ja zacytowałem treść ulotki bo poprosił mnie o to Obywatelx etc. etc.
                • konopielka80 Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 19.11.10, 12:48
                  Pani Kozłowski gratuluję pomysłu. Właśnie dostałam Pana ulotkę z dodatkiem w postaci plakietki z rozkładem pociagów z PKP Michalin. Genialny pomysł. Zamiast kolejnej ulotki, coś nowego. Cos praktycznego, do zostawienia w domu na dłużej. Gratuluję!
                  • feelek Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 19.11.10, 16:19
                    dziękuję za docenienie
                    zastanawialiśmy się nad terminami wywozu recyclingu ale nie było jeszcze wyznaczonych
                    (z grubsza u nas to 2 sobota miesiąca)
                    ubolewam, że ten rozkład jest tylko do grudnia
                    ale póki co przyda się
                  • drnorbik Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 19.11.10, 17:06
                    Kurcze, dlaczego Feelek nie kandyduje w moim okregu, nie dostalem ani bourbona, ani rozkladu jazdy pociagow wink)
                    A teraz z wypiekami na twarzy czytam jego blog smile Tyle mojego co sobie poczytam kogos rozsadnego i zrownowazonego psychicznie wink.
                    • to_ja_biedronka_pstra Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 19.11.10, 21:26
                      A Pana rywal, pan Łukaszewski obdarował mnie właśnie notesem i długopisem. Walka na gadżety!
                    • 2pan_architekt_1991 Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 19.11.10, 21:44
                      co wy q... z tym burbonem?
                      To są nasze z Cinque'm wewnętrzne rozliczenia
                      żadne tam takie tam
                      • surmia Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 19.11.10, 21:54
                        feelek?!?!?!?!?
                        • feelek Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 19.11.10, 22:21
                          tak, to ja
                          i...efekt pomyłki
                          • surmia Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 19.11.10, 22:24
                            no wiesz? Piszesz sam do siebie?
                          • drnorbik Re: cd. treść ulotki przedwyborczej 19.11.10, 22:25
                            Proponuję umowę: koniec z bourbonem na dzis wink
                            • feelek Powyborczy remanent 25.11.10, 16:41
                              Tak się tu głupio złożyło, że mój poprzedni wpis był 10 dni temu. Czekaj, czekaj, doigrasz się mobilizowałem się do wysiłku aby tu usiąść i kontynuować - jeszcze cię wywalą za brak wpisów przez dłużej niż 3 dni. Gdzieś to wyczytałem i zapewne o coś innego chodzi z tymi 3 dniami ale zawsze jest już jakiś minus, jakaś krewa. Mam kolegę, który twierdzi, namawiany do jakiegoś złamania przepisów, że "nie" bo jak on kiedykolwiek np. próbował coś ukryć przed skarbówką to za chwilę miał od nich kontrolę, twierdził, że ma taką niby prawidłowość. Więc i ja staram się ze wszystkim być au courant, choćby i z tą częstością wpisów.

                              A wpisów nie dopełniałem, jak się łatwo domyślić z całej tej gorączki przedwyborczej. Jazda tak na koniec przyspieszyła, że zwyczajnie nie było kiedy .

                              Podsumujmy: moja kampania to były poniższe eventy.

                              1. Akcja "zebranie" (p. rozdz.: "A wczora z wieczora"). Długie po tym echa tego były - wiele osób wygłaszało pod adresem naszego p. radnego swoje kwaśno - kąśliwe uwagi, za jego brak odwagi aby stanąć do debaty.

                              2. Ulotki. zabawne jest to, że nie ma możliwości sensownego, niedrogiego wydrukowania nakładu 300 sztuk na zwykłym papierze. W efekcie tego, że jak mówił mi p. Damian - drukarz, nim się maszyna rozpędzi i zdążysz ją zatrzymać wylatuje z niej min. 800 szt. No może to kit taki nam laikom wciskają ale wychodzi, że można i trzeba zarzucić ten nieszczęsny elektorat tymi ulotkami 2 a może i 3 razy. Papier? Papier tylko kreda, gramatura 135 bo na innym się nie drukuje. Daj panie Boże zdrowie tym, co wymyślili aby się zmieścić z budżetem w 750 zł. I co, mam tu napisać , że się zmieściłem? A jak nie napiszę to mi kto wsiądzie na życiorys? Ale dość mam obłudy więc nie udzielę żadnej odpowiedzi a każdy niech z was sobie udzieli jej sam.

                              3. D2D (p. rozdz.: D2D)

                              4. Bannery. Na bannerach zaoszczędziłem a jakże. Się wzięło i dosłownie zmieniło barwy klubowe. Z poprzednich wyborów bannery drogą graficiarską w kilka wieczorów (diabelstwo coś nie chciało wysychać) przemalowałem tło z barw wojennych poprzedniego komitetu (zieleń pistacjowa) na obecne: zieleń ławkową. Nawet twarzowo wyszło. Trochę kłopotu było ze skutecznym zamaskowaniem poprzedniego logotypu: żółto zielonych sosenek i słonka. Potem to schło i schło, dosychało w salonie pod telewizorem. A że było tego 4 szt., (każdy przedstawiał m. in. moją uśmiechniętą czemuś gębę z uśmiechem nr 117 pn. " jestem swój chłop" ( choć ktoś mi powiedział, ze ten uśmiech jest trochę kpiący czy szydząco - cyniczny), to po ułożeniu ich w szereg obok siebie wyglądaliśmy my we 4 jak Marks, Engels, Lenin i Stalin (MELS). Coś mi się otworzyło we łbie i poprosiłem głównego fotografa naszego sztabu (synka), żeby cyknął temu widoczkowi na dywanie zdjęcie, kt. nazwałem: "Ojcowie demokracji". O bannerach tu jeszcze będzie.

                              5. Akcja "last minute". To kosztowało mnie (a wł. nas) najwięcej pracy. Ostatni rzut tych nieszczęsnych ulotek, w piątek tuż przed c.w. (ciszą wyborczą) obłożyliśmy, aby była jakaś odmiana w okładkę w barwach wojennych - czyli z zielonkawego papieru, z krótkim, prostym podsumowującym apelem: jeśli ci się wyborco dotychczasowa władza (Twój radny) nie podoba, to ją sobie zwyczajnie weź i zmień.masz na to jedną na 4 lata okazję.

                              Wydrukować to w 4 godziny ? Prosz bardzo w CG - CopyGeneral. Się tylko trochę dziwili że ktoś rzuca na ksero ...700 kopii. Czy to ma być ksero czarno - białe? Tak , tzn.... nnnie czarno - zielone, bo wie Pani podkładem nie jest papier biały a zielony więc... No to ja muszę policzyć za druk kolorowy (5 x więcej). Ależ nie to jest zwykłe ksero tylko na zielonym papierze...Czyli czarno - białe? Nooo...hmmm... tak czarno - białe... Ale płaci pan 3x tyle bo doliczamy kolorowy papier (to już po wydrukowaniu)...po kłótni resztę dodrukowujemy ...już w innym punkcie CG...z kupioną w Office Depot ryzą zielonego lądujemy tam ( w poprzednim punkcie szczęśliwie skończył się ...zielony papier)...Tu dowiadujemy się że na powierzonym papierze nie drukują ...o żesz wy...

                              W to wszystko (zielona okłądka + ...3 rzut ulotek) sprytnie wpasowaliśmy takie wizytóweczki, jakie często domorośli politycy wsadzają tuż przed wyborami do skrzynek: abyś się sąsiedzie /sąsiadko nie pomylił/a w kabinie i nie postawiłą x koło tego pożal się boże mego konkurenta.. Ale, aleeee. Bo my i tę ostatnią pracę chcieliśmy zrobić jak i poprzednie: najlepiej jak się da, jak finanse pozwolą, jak energia kilku (a nie kilkudziesięciu jak w dużych komitetach) osób pozwoli.

                              Nasze wizytóweczki różniły się od przeciętnych tym, że się uparłem aby do złudzenia przypominały karty kredytowe. Więc odpowiednio grubszy karton, co po ofoliowaniu całości do złudzenia przypomina PCV, z którego się takie karty robi.... Nie, prosz pani nie rezygnujemy z zaokrąglania rogów, choć folia odchodzi, pod działaniem wykrojnika się toto rozwarstwia, bo to ma być jak w prawdziwej karcie. Z tyłu poziomy charakterystyczny biały pasek. Pod nim napis : KARTA KREDYTU ZAUFANIA.

                              Na tym białym pasku własnoręczny podpis. Podpis x 500. q... na tej pieprzonej folii nic nie zostawia śladu ani długopis ani cienkopis...Wreszcie banalna konstatacja, że może być pisak do płyt CD ale jest za gruby ... ktoś ze sztabu widział takie w Office Depot na Towarowej... Nie te za grube ...bo to wie pan tam są różne rozmiary od S do XL (pani w kasie Office Depot), powrót do stoiska...

                              No to już tylko cała noc podpisywania (jakby nie wymyślono 500 lat temu czegoś o nazwie facsimile, jakby tego podpisu nie można było wydrukować na etapie projektu), wsuwania tych wizytówek w wycięte przez Żo nożykiem kreślarskim ramki.

                              A zapomniałbym o clou pomysłu. No to była dycha, strzał w 10, dosłownie po godzinie jakeśmy tę pracę z zaulotkowieniem lastminutowym zakończyli, jakaś komentatorka z n- skiego forum internetowego dała głos, piejąc nad nami z zachwytu. Już nie pamiętam kto na to wpadł ale na odwrocie umieściliśmy rozkład jazdy podmiejskich pociągów (inny pomysł to miały być daty wywozu recyklingów w naszej gminie).

                              No i co?
                              i tak pomimo wszystkiego co powyżej, i tak tradycyjnie,
                              jak w 2004 i 2008
                              P R Z E G R A Ł E M .
                              cdn?
    • feelek powyborczych parę słów na koniec 10.12.10, 11:40
      ...zwykle, na każdym zebraniu ktoś musi zacząć pierwszy....
      M. Piwowski, Rejs
      wróć:
      zwykle po każdym czymś spektakularnym,
      a takim czymś IMHO były wybory, co się raptem 19 dni temu skończyły,
      wypada jakoś zakończyć...
      Dziękuję którzyście mnie tu czytali (a ze statystyk wynika, że było tego: ho, ho z kilkadziesiąt osób...dzięki naprawdę to było moje pierwsze blogerskie dośw);
      zbyt długieście akapity łagodnie mi darowali, zbyt długie wywody wogóle...

      Zbieranie się do rozmaitych podsumowań, analiz: wyborów, własnej przegranej etc. etc. skończyło się na niczym - wychodziły same nieczytelne banały... (zresztą koniec końców ja nie wiem czemu przegrałem i taka pisanina już ciekawa nie jest)....
      Może też jak i Wy miałem tego przesyt....

      Gmina i jej sprawy będą miały ciąg dalszy, nie już tak spektakularny, więc i pisać nie będzie o czym w rytmie sensacyjnej telenoweli....

      PS. naprawdę warto iść w niedzielne popołudnie na Gwiazdobranie i Dawanie do gimnazjum...
      - przyjść po łagodne wejście w atmosferę świąt: kolęd, dzwoneczków u sań, dziecięcych głosików te kolędy śpiewających, zapachów świątecznych wypieków - dumy j-skich kobiet i ...mężczyzn... smile
      przyjść po niespotykane przeżycie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka