zewszad_i_znikad
12.08.11, 00:09
Zaznaczam, że samochodu nie mam i pewnie nigdy nie będę miała, bo się do tego zwyczajnie nie nadaję (rezygnacja z prowadzenia przez osobę o antytalencie samochodowym to nie frajerstwo, tylko może jednak odpowiedzialność). Ale gdybym miała tę maszynkę posiadać, bardzo chciałabym wzorzysty i bardzo by się ze mną namęczyły firmy. A tak obecnie - kolor samochodów obchodzi mnie jako część wyglądu otoczenia, a nie widzę powodu, by się nim NIE przejmować.
Dlaczego samochody mają tak nudne barwy?
Wiosną stoję sobie nad wlotem tunelu trasy W-Z, czekam na autobus i patrzę w dół... i to aż przerażające: szare, szare, srebrne, szare, czarne, srebrne... Żadnych żywych kolorów. Ogólnie jedyny popularny żywy kolor to czerwony.
Pewna szkoła nauki jazdy ma samochody, na które aż miło popatrzeć. Jeden niestety szary, ale reszta - cudo: jasnozielony, pomarańczowy, fioletowy (!), różiwy (!!). Owszem, róż nie najlepiej się kojarzy, ale w sporze między uczuciami "wstrętu do wizji infantylnej kobiecości" i "wstrętu do jednostajności dróg" w tym wypadku wygrywa to drugie. Zresztą trzeba mieć, kurczę, jaj... niki :), żeby pomalować samochód na tak niepoważnie kojarzącą się barwę.
Ale te samochodziki to wyjątek, a poza nimi na drogach zdecydowanie przerażają bez-barwy. A już samochód więcej niż jednobarwny to wyjątkowa rzadkość...
Dlaczego tak jest? Czy to prawda, że kupując samochód trzeba dopłacić niesłychane pieniądze za nietypowy kolor?
Czy "samochodziarze" uważają jaskrawe barwy za niepoważne?
Czy mężczyźni dali sobie wmówić, że nie mają potrzeb estetycznych, a kobiety - że mężczyźni wiedzą lepiej i zwłaszcza znajdując się w pobliżu samochodu trzeba ich udawać?
Tu już oczywiście nieco się wyzłośliwiam, ale naprawdę mnie interesuje to zagadnienie, naprawdę aż przykro patrzeć na te buro-buro-bure drogi.