Dodaj do ulubionych

Awaryjność auta a właściciel

IP: *.dip.t-dialin.net 23.06.04, 15:35
Mam pytanie: czy awaryjność danego modelu samochodu nie jest jakoś powiązana
ze statystycznym właścicielem?

Weźmy na przykład dwa samochody:

- Toyota Corolla, która stoi zawsze bardzo wysoko w rankingu ADAC
- VW Golf, który jest jakoś tak w środku albo na końcu - żadna rewelacja

Wg mnie użytkownik Toyoty w Niemczech to stateczny pan po czterdziestce.
Pieści swój samochód, dba o niego, jeździ tylko do pracy i na weekendowe
wypady. Japońce są tańsze w ubezpieczeniu, więc dużo Niemców ciułających kasę
wybierze Japońca. A są to z reguły ludzie starsi i oszczędniejsi.

Użytkownicy Golfów są bardziej zróżnicowani. Młodzież nie kupi Toyoty, kupi
Golfa. Poza tym na rynku niemieckim więcej jeździ Golfów, więc i awaryjność
statystycznie większa (nawet jak bierzemy pod uwagę próby 100 samochodów, nie
można bagatelizować ilości ogółu maszyn eksploatowanych w danym kraju). Stara
i legendarna niezawodność Golfa (początek lat 80-tych) powoduje też mniejszą
dbałość o ten samochód i większe zaufanie do jego niezniszczalności.

Być może się mylę, ale może coś jest na rzeczy?

I tak jest z wszystkimi samochodami generalnie. Przy problemie awaryjności
liczy się też liczba użytkowników i ich rodzaj. Moim zdaniem.
Obserwuj wątek
    • mooj Re: Awaryjność auta a właściciel 23.06.04, 15:50
      mam dokładnie takie samo wrażenie:) oprócz fragmentu o ilości -ilość może miec
      znaczenie dla stabilności pozycji w rankingu ew. przy 100krotnie mniejszym kraju
    • zubr_zalogowany Re: Awaryjność auta a właściciel 23.06.04, 16:03
      zgodzil bym sie gdyby nie bylo w tym za duzo gdybania i generalizacji
      i gdyby bylo to poparte jakimis badaniami rynku

      poza tym jest wiele wyjatkow (bardzo trwale samochody sportowe i psujace sie
      lumuzyny dla dziadkow)

      ale i tak uwazam te rankingi za gowno warte

      poniewaz w porownaniu z polska wiecej niemcow dosc dlugo serwisuje samochody w
      ASO (stac ich), wystarczy ze tojota dala prikaz serwisom zeby usuwac zawczasu
      ewentualne usterki i doglebniej diagnozowac kazdy samochod przy przegladzie
      i mimo ze na poczatku byc moze do tego interesu doplacili
      to wyrobili sobie opinie najbardziej niezawodnej marki (w ciagu zaledwie kilku
      ostatnich lat)
      dzieki temu mniej sie ich czepia TUV, i rzadziej staja w polu

      natomiast czesci samochodowe sa teraz tak zunifikowane ze marki zaczynaja sie
      roznic jedynie ksztaltem karoserii
      nie wierze zeby niektore firmy montowaly zespoly specjalnie gorszej jakosci,
      gdy delphi, bosch, valeo, denso i inne robia te same czesci niemal dla
      wszystkich marek
      • Gość: jurek Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.04, 18:54
        myśle że dużą role spelnia tutaj serwis. mam trzecie auto od nowosci klasy
        średniej, francuz, niemiec , japonczyk.lagune pomine bo tak naprawde auto bylo
        kiepskie a nasi dealerzy raczkowali. VW w serwisie dla mnie to katastrofa
        (woj. slaskie), najlepiej jakby nic nie musieli robic poza wymiana oleju. myśle
        że stosunek serwisu na zachodzie do VW jest podobny. w japonczyku natomiast
        mimo ze nie jestem do niego na dzis specjalnie przekonany serwis to serwis.
        kazdą czasem moze banalna dla kogos usterke probuja naprawić. prawda skutek
        jest rożny. tak jak w skeczu kabareu "ani mru mru" w restauracji
        chinskiej.przez to w badaniach aut jest mniej usterek w japońcach. w VW mozna
        szybciej dostać zawału serca.
      • Gość: jurek Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.04, 18:55
        jeszcze jedno japoncy robia to przez trzy lata.
        • zubr_zalogowany Re: Awaryjność auta a właściciel 23.06.04, 20:56
          dobre wyniki w niemieckich testach mozna osiagnac dzieki dobremu serwisowaniu
          tylko w niemczech

          slyszalem wiele o zlych serwisach japoncow w polsce

          dlatego podejrzewam ich o taka perfidie
          • Gość: Wampir Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.dip.t-dialin.net 26.06.04, 15:09
            A czy w PL prowadzi się również statystyki awaryjności, jak TUV czy ADAC w
            Niemczech?
    • edek40 Re: Awaryjność auta a właściciel 23.06.04, 16:10
      Czy aby na pewno w Niemczech Golf ma taka marke? Moze duza ilosc swiadczy glownie o patriotyzmie handlowym zachwianym ostatnio przegieciem cenowym? W Polsce mit o niezniszczalnosci Golfa powstawal glownie chudych w latach 80tych. Wtedy Golf zawsze byl dieslem (brak kartek na to paliwo). Jako konkurencje mial glownie wyroby z tzw. bloku wschodniego w tym zadnego dlugowiecznego diesla. Na tym tle rzeczywiscie byl szczytem niezawodnosci i dlugowiecznosci.
      • Gość: Wampir Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.dip.t-dialin.net 23.06.04, 17:03
        Wiedziałem, że ktoś wyjedzie z rynkiem polskim, na kórym Golf Diesel był
        niekwestionowanym królem szos. Oczywista racja.

        Ale ja miałem na myśli szanujące się rynki zachodu. Tradycje motoryzacji, itp.,
        a nie jakieś badania na Matizach, które jeszcze nie pokazały swojej
        awaryjności. Dlatego argument patriotyczny odnośnie Golfa jest jak najbardziej
        wskazany. Może nie tyle patriotyczny, co racjonalny, bo przecież Niemiec chyba
        może mieć o produktach niemieckich dobre zdanie. To chyba zdrowe. Spróbujcie
        przekonać Szweda o złej jakości Volvo czy Saaba. Tam jest dopiero brak
        zrozumienia dla faktu, że coś może być lepsze niż szwedzkie. Polacy też w
        jakiejś dużej liczbie byli przekonani kiedyś do Poldków i Maluchów.

        Poza tym japońce zostały odkryte przez "dziadków". Tańsze ubezpieczenie - to
        dla Niemca był magnes. A przy tym całkiem niezła jakość. Golfy i Passaty były
        autami do tłuczenia. Nie sugerujmy się Polską, gdzie nobilitacją każdego
        biznesmena jest VW Passat czy Skoda Octavia. VW Golf i VW Passat są samochodami
        dla ludu. Biznesmeni jeżdżą autami o klasę wyższymi. I taka jest rzeczywistość
        zachodu, z którą się spotykam organoleptycznie.

        I dlatego na rynku niemieckim najwięcej jest aut niemieckich. Takim autem
        jeździ każdy, a nie tylko wybrane grupy odbiorców, gustujących np. w autach
        francuskich czy japońskich.

        Niemcy to po prostu chyba najbardziej świadomy rynek motoryzacyjny na świecie.
        Tu się o auta dba, tu się auta serwisuje.
        • niknejm Re: Awaryjność auta a właściciel 23.06.04, 17:17
          Gość portalu: Wampir napisał(a):

          > Poza tym japońce zostały odkryte przez "dziadków". Tańsze ubezpieczenie - to
          > dla Niemca był magnes. A przy tym całkiem niezła jakość. Golfy i Passaty były
          > autami do tłuczenia.

          Masz jakieś badania rynku itp., które poparłyby Twoja tezę? Bo na razie jest to
          totalne gdybanie, nie poparte niczym poza subiektywnym wrażeniem.

          > Niemcy to po prostu chyba najbardziej świadomy rynek motoryzacyjny na
          > świecie.
          > Tu się o auta dba, tu się auta serwisuje.

          Dokładnie. Teraz ja pogdybam - w PL sporo dzieciaków i ludzi o niższych
          dochodach jeździ starymi VW, bo mają one stosunkowo dużą dostępność
          wyeksploatowanych, lecz tanich części ze szrotów - japończyki mają tu
          skromniejszą ofertę. Oczywiście naprawiany częściami ze szrotu samochód psuje
          sie bardziej, niz serwisowany na częściach nowych. Oznacza to, że wyniki
          bezusterkowości VW w PL powinny być średnio gorsze niż wyniki w DE, gdzie, jak
          napisałeś, więcej serwisuje się w ASO. Czyli ranking bezusterkowości Golfa z
          rynku DE jest zawyżony w porównaniu z rynkiem PL, podczas gdy efekt ten dla
          japońców jest dużo słabszy. Brzmi dobrze? W/g mnie tak, ale też nie mam żadnych
          badań na poparcie tej tezy ;-)

          Pzdr
          Niknejm
          • Gość: Wampir Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.dip.t-dialin.net 23.06.04, 17:55
            Stary, ja tylko gdybam.

            Ekspansja japońców na niemiecki rynek i zaczęła się na przełomie lat 80/90-
            tych. To wtedy, po kilku latach użytkowania okazało się, że Toyota Corolla,
            Carina i Starlet są najlepszymi w swej klasie. Ale kto tymi samochodami
            jeździł? Chyba mi nie powiesz, że nowe wynalazki są testowane w Niemczech przez
            ludzi młodych, którzy ciułają kasę. Młody kupi benzyniaka, wersję coupe czy
            sportowy wózek, i nie będzie się tak liczył z pieniędzmi jak starsi. Japońce
            zaczęli kupować ludzie niebogaci, bo były one tanie i dobre, bo Japończycy
            chcieli zawojować rynek niemiecki, więc musieli produkować samochody
            nieustępujące jakością i to im się udało. Tak więc nie dość, że te samochody
            były rzeczywiście dobre, to również były użytkowane przez umiejących szanować
            sprzęt użytkowników, dla których ten tańszy samochód japoński był i tak dużym
            wydatkiem.

            W moim gdybaniu, bo jest to oczywiście gdybanie, chcę tylko zwrócić uwagę na
            psychologię zakupów. I nadal uważam, że to, kto jeździ danym wozem, przekłada
            się na statystyki.

            A statystyki można ustawiać w dowolny sposób. Przykład:

            Na 100 badanych samochodów:
            - Toyota Corolla ma 5 awarii
            - VW Golf ma 25 awarii

            Czyli co, Toyota jest lepsza o 400%?

            Albo:
            - zepsuło się 5% Corolli z ogólnej liczny 500.000, czyli 25.000 sztuk
            - zepsuło się 10% Golfów z ogólnej liczby 5.000.000, czyli 500.000 sztuk

            Czyli:
            - bezawaryjnych Corolli jest 475.000 sztuk
            - bezawaryjnych Golfów jest 4.500.000 sztuk

            I co ty na to?

            Ale to tylko oczywiście gdybanie.

            Byłem szczęśliwym posiadaczem Corolli Liftback z 1993 roku. Samochód był
            zajebisty, naprawdę się nie psuł, naprawdę nie był zardzewiały. Byłem
            zadowolony.

            Teraz jestem szczęśliwym posiadaczem Golfa III GTI, samochód jest zajebisty,
            samochód jest naprawdę niepordzewiały. Jestem zadowolony.

            Pozdrawiam wszystkie Hondy (szczegolnie awaryjne CRX)

            • niknejm Re: Awaryjność auta a właściciel 23.06.04, 19:14
              Gość portalu: Wampir napisał(a):

              > Ekspansja japońców na niemiecki rynek i zaczęła się na przełomie lat 80/90-
              > tych. To wtedy, po kilku latach użytkowania okazało się, że Toyota Corolla,
              > Carina i Starlet są najlepszymi w swej klasie. Ale kto tymi samochodami
              > jeździł? Chyba mi nie powiesz, że nowe wynalazki są testowane w Niemczech
              > przez
              > ludzi młodych, którzy ciułają kasę. Młody kupi benzyniaka, wersję coupe czy
              > sportowy wózek, i nie będzie się tak liczył z pieniędzmi jak starsi.

              A np. dorabiający sobie student lub ktoś na dorobku?

              > A statystyki można ustawiać w dowolny sposób. Przykład:
              > Na 100 badanych samochodów:
              > - Toyota Corolla ma 5 awarii
              > - VW Golf ma 25 awarii
              > Czyli co, Toyota jest lepsza o 400%?

              Tak wychodzi :-)

              > Albo:
              > - zepsuło się 5% Corolli z ogólnej liczny 500.000, czyli 25.000 sztuk
              > - zepsuło się 10% Golfów z ogólnej liczby 5.000.000, czyli 500.000 sztuk
              >
              > Czyli:
              > - bezawaryjnych Corolli jest 475.000 sztuk
              > - bezawaryjnych Golfów jest 4.500.000 sztuk
              >
              > I co ty na to?

              Nie uwzględnia stosunku wielkości obu populacji ;-)

              > Pozdrawiam wszystkie Hondy (szczegolnie awaryjne CRX)

              W CRXach najbardziej awaryjne elementy to klapa silnika, przedni pas,
              reflektory i zderzak. CRXiarze uważaja te elementy za
              niemal 'eksploatacyjne' ;-)))

              Pzdr
              Niknejm
              • Gość: Wampir Jak zwykle rzeczowo. IP: *.dip.t-dialin.net 23.06.04, 20:30
                Ale:

                1. Dorabiający się student lub ktoś na dorobku jeździ używanym złomem jak
                Polacy; weź to "na wiarę"; akurat mój kuzyn-Niemiec jest studentem i jeździ
                Hondą Civic, chyba 12-letnią. Jego starszy brat - bezrobotny ojciec (stracił
                pracę) - BMW 318i z 95 roku. Nie wiem, czy wiesz, ale w Niemczech nowe auto, a
                więc kredyt, mogą dostać tylko ci, którzy mają stałą pracę. Więc nowe auta
                kupują raczej stateczni ludzie, niż studenci na dorobku.

                2. Nie uwzględnia się stosunku wielkości obu populacji. No i tylko dlatego Golf
                stoi niżej od Toyoty. Gdyby wziąć pod uwagę tylko wrodzone wady samochodów, a
                nie nabyte przez nieumiejętną jazdę i eksploatację, okazałby się, że auta wcale
                się tak często nie psują. Na własne oczy doświadczam, jak:

                - "kierowcy" za późno zmieniają biegi i żyłują silniki (nie mówię o zdrowych
                wysokich obrotach)
                - trzymają rękę na dźwigni skrzyni biegów przez cały czas!!!
                - jeżdżą na luzie, albo nadużywają sprzęgła
                - dodają i popuszczają gaz, samochód więc cały czas jeździ nierówno
                - nie kontrolują stanu oleju i innych płynów, bo fabryka nie kazała
                - nie myją auta po zimie (sól)
                - nie konserwują drobnych odprysków, powstałych w wyniku szykiej jazdy (mówię
                tylko o poważniejszych dziurach)
                - w PL nie wiadomo co leją do baku (fakt, nie ich wina)
                - nie dostosowują prędkości do warunków jazdy i dziur w nawierzchni
                - głosują na LPR i Samoobronę

                To chyba wszystko.

                Pozdrawiam

                • Gość: jurek Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.04, 20:42
                  nalezalo dodać nie lubią Balcerowicza bo przez niego się auta psują.
                  • Gość: Wampi Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.dip.t-dialin.net 23.06.04, 20:46
                    No tak, zapomniałem...

                    Balcerowicz musi odejść!
                • zubr_zalogowany Re: Jak zwykle rzeczowo. 23.06.04, 21:00
                  wiekszosc przykladow o ktorych napisales bedzie miala minimalny wplyw na wyniki
                  TUV i ADAC
                  zreszta nie roznicuje to uzytkownikow vw i tojot
                  czy oszczedny dziadek nie moze trzymac lapy na lewarku, lub jezdzic w korku
                  (naduzywjac sprzeglo i dodajac i popuszczajac gaz - to ostatnie dosc
                  kontrowersyjne - wlasnie jazda ze stalymi obrotami ma szybciej zuzywac silnik)?

                  brakuje ci dowodow
                  • Gość: Wampir Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.dip.t-dialin.net 23.06.04, 22:15
                    Sorry, ale chyba nie zakumałeś. Nie mówię o jeździe w korkach. Mówię o
                    normalnej jeździe na trasie - nierównej. Wtedy, kiedy normalnie jeździ się
                    równo. Taka jazda wpływa chyba niekorzystnie na silnik.

                    I druga sprawa. "Dziadek" też może nie umieć jeździć. Ale ja nie otym mówiłem.
                    Chodziło mi raczej o błedy eksploatacji.
                    • Gość: mgr 400% Przepaść IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.06.04, 23:15
                      Może dodam jedno.
                      Japońskie samochody (jak zresztą wiele ich wyrobów) są dużo trwalsze
                      i wytrzymajsze od innych (w tym niemieckich.
                      Różnica jest porażająca.
                      W sprzęcie elektronicznym lub mechatronicznym to cała epoka.
                      Coś na ten temat wiem z codziennej zawodowej praktyki.
                      Osiągają to poprzez technologię materiałów, świetne projektowanie i doskonały
                      montaż.
                      To naprawdę nie jest sprawa takiego lub innego ujęcia statystyki.
                      To przepaść.
                      A co do serwisu, to lepiej japończyka jak najdłużej z byle powodu nie oddawać w
                      łapy jakichkolwiek serwisantów. To konstrukcje nie do zdarcia. No chyba, że
                      kapryśny klient zechce usunąć w serwiśie jakieś trzaski w desce i pozwoli
                      rozebrać pół samochodu, którego te gamonie już nigdy dobrze nie złożą.
                      Wtedy ma przechlapane.
                      POZDR
                      • zubr_zalogowany Re: 400% Przepaść 23.06.04, 23:41
                        a gdzie ta przepasc jak ten sprzet
                        elektroniczny czy jakis tam zamawiaja u tych samych dostawcow?

                        a montuja je wyznawcy proroka
                        tak jak wiele innych marek
                        • Gość: Wampir I dlatego cywilizacja upada IP: *.dip.t-dialin.net 24.06.04, 00:05
                        • Gość: mgr Re: 400% Przepaść IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.06.04, 00:20
                          Mówię o robotyce przemysłowej.
                          A ta technologia, w przeciwieństwie do konsumenckiej nie jest szeroko dostępna.
                          Oprócz jarmarcznych gadżetów coś jednak na świecie się produkuje.
                          Samochody są tylko pochodną technologii, a tej Europa ma jak na lekarstwo.
                          W informatyzacji biją nas na głowę USA, a w elektronice przemysłowej cały świat
                          siedzi w kieszeni u japończyków.
                          O wyznawców proroka ty się nie bój.
                          To co oni montują można co najwyżej na pchlim targu sprzedawać.
                          Ale jeśli jesteś amatorem targowiska różności !!!
                          POZDR
                    • Gość: wredny Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 24.06.04, 00:41
                      Gość portalu: Wampir napisał(a):

                      > Sorry, ale chyba nie zakumałeś. Nie mówię o jeździe w korkach. Mówię o
                      > normalnej jeździe na trasie - nierównej. Wtedy, kiedy normalnie jeździ się
                      > równo. Taka jazda wpływa chyba niekorzystnie na silnik.

                      Nooooo udowodniles ze wplywa niekorzystnie szczegolnie na silniki Golfow.
                      Wyszlo Ci ze silniki Toyot sa jednak lepsze bo mniej sie psuja nawet przy takim
                      traktowaniu !
                      Czyli czy liczyc jak TUV,ADAC czy po Twojemu to i tak na jedno wychodzi.
                      • Gość: Wampir Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.dip.t-dialin.net 24.06.04, 16:00
                        Tak. Czyli jak ja mam 100 zł a ty nie masz nic, to obaj mamy po 50 zł na łeb.
                        To właśnie jest statystyka.
                        • Gość: wredny Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.04, 16:29
                          Gość portalu: Wampir napisał(a):

                          > Tak. Czyli jak ja mam 100 zł a ty nie masz nic, to obaj mamy po 50 zł na łeb.

                          Srednio - tak,jezeli taki jest cel wyliczenia.

                          Przyklad troche wyswiechtany i nic nie majacy wspolnego z tym o czym tu
                          dyskutujemy ,bo jezeli 10% z przebadanych samochodow ma usterki to nie
                          znaczy,ze kazdy ma o.1 usterki.
                          Tu wchodzi praktyka ,czyli stwierdzenie ilosci faktycznych usterek jakie (
                          fizycznie )wystapily w co 10 przebadanym samochodzie.

                          > To właśnie jest statystyka.

                          Negujesz dokonania waznej galezi mamematyki tylko dlatego ,ze nie umiesz
                          wyciagnac odpowiednich wnioskow ( w co nie wierze )ze statystyk,czy raczej tak
                          Ci pasuje ??

                • Gość: zgryzliwy Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.04, 00:33
                  Gość portalu: Wampir napisał(a):

                  > 2. Nie uwzględnia się stosunku wielkości obu populacji. No i tylko dlatego
                  > Golf stoi niżej od Toyoty.

                  To by znaczylo,ze ten co wiecej produkuje MUSI wypuszczac stosunkowo wiecej
                  bubli.
                  Ciekawe dlaczego ??
                  Pytanie - jak skorygowac te dane?
                  Sam odpowiem.Tak aby Golf nie "stal nizej od Toyoty" - bedzie OK

                  > Gdyby wziąć pod uwagę tylko wrodzone wady samochodów, a
                  > nie nabyte przez nieumiejętną jazdę i eksploatację, okazałby się, że auta
                  > wcale się tak często nie psują.

                  Tylko wtedy gdyby byly jakies obiektywne metody badan pomijajace wplyw
                  uzytkownikow na awaryjnosc.(!)
                  Na dodatek ( przy porownywaniu roznych marek ) trzeba by udowodnic,ze
                  uzytkownicy np.Golfow przyczyniaja sie swoja jazda do powstawania wiekszej
                  ilosci awarii niz uzytkownicy np.Toyot - zycze powodzenia :-))


                  • Gość: Wampir Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.dip.t-dialin.net 24.06.04, 16:05
                    No ale ja sobie właśnie gdybam na taki temat. Chyba o to mi chodzi: awaryjność
                    a właściciel. Czy dla ciebie nie ma znaczenia, kto eksploatował samochód przed
                    tobą? (potencjalnie, bo może kupujesz tylko nowe). Czy wolałbyś kupić samochód
                    od "dziadka", czy od gościa, którego filozofią jazdy jest "gaz-hamulec"?

                    Statystyki na pewno coś mówią, ale nie mówią wszystkiego i nie można się tylko
                    prześcigać w ich cytowaniu. Jak mówimy o samochodzie to konkret: co i jak, kto
                    użytkował, itd.
                    • niknejm Re: Jak zwykle rzeczowo. 24.06.04, 16:17
                      Gość portalu: Wampir napisał(a):

                      > Czy dla ciebie nie ma znaczenia, kto eksploatował samochód przed
                      > tobą? [...]
                      > Statystyki na pewno coś mówią, ale nie mówią wszystkiego i nie można się
                      > tylko prześcigać w ich cytowaniu.

                      Dlatego, jeśli komus zależy na niezawodności auta, powienien wybrać samochód z
                      górnej części statystyk TUV, ADAC, itp. po czym obejrzeć kilka egzemplarzy aut
                      oferowanych do sprzedaży, oglądając przy okazji także właściciela. Taka powinna
                      byc kolejność. Zakup Alfa Romeo czy Kia Sephia (nawet od dziadka), dużej szansy
                      na niezawodność nam raczej nie zapewni - musielibyśmy liczyć na sporą dozę
                      szczęścia ;-)

                      Pzdr
                      Niknejm
                      • Gość: Poll Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.04, 00:17
                        Statystycznie samoloty są najbespieczniejszym środkiem komunikacji, ale jak się
                        coś już SPR-doli to bardzo spektakularnie, prawda?
                        "Statystyki są poto żeby nimi manipulować"
                        • niknejm Re: Jak zwykle rzeczowo. 25.06.04, 15:40
                          Gość portalu: Poll napisał(a):

                          > Statystycznie samoloty są najbespieczniejszym środkiem komunikacji, ale jak
                          > się coś już SPR-doli to bardzo spektakularnie, prawda?
                          > "Statystyki są poto żeby nimi manipulować"

                          Cos mi się zdaje, że statystyki są Ci po prostu 'nie po mysli', więc je
                          kwestionujesz ;-)

                          Pzdr
                          Niknejm
                          • Gość: Wampir Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.dip.t-dialin.net 25.06.04, 15:57
                            Ale zgodzisz się chyba, szanowny Niknejmie, że statystyki pokazują tylko
                            wady "zawiezione" do serwisów, podczas gdy wiele aut nie jeździ do serwisów z
                            pierdołami, żeby nie tracić kasy.

                            • Gość: Poll Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.04, 21:55
                              A kasa w ASO japońców jest sporo przeszacowana.

                            • Gość: wredny Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.04, 00:08
                              Gość portalu: Wampir napisał(a):

                              > Ale zgodzisz się chyba, szanowny Niknejmie, że statystyki pokazują tylko
                              > wady "zawiezione" do serwisów, podczas gdy wiele aut nie jeździ do serwisów z
                              > pierdołami, żeby nie tracić kasy.

                              No to napisz ktore z tych statystyk sa oparte na danych z serwisow ,albo nie
                              opowiadaj pierdol.
                              • Gość: Wampir Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.dip.t-dialin.net 26.06.04, 08:49
                                Może faktycznie nastąpiło przegięcie. Przecież TUV i ADAC wykazując awaryjność
                                aut "na trasie" czy podczas okresowych przeglądów. To nie są autoryzowane
                                serwisy, w których interesie jest ukrywanie wad.
                                Przyznaję się do głupoty, którą napisałem.
                              • Gość: Wampir Ale z drugiej strony... IP: *.dip.t-dialin.net 26.06.04, 08:53
                                ...i tu cytat (z jednego postu powyżej):

                                "Gówno warte te raporty TUV. Dlaczego? Bo badają auto na przeglądzie na który
                                klient przyjeżdża i nie wie, że ma dziurkę w tłumiku więc usterka tłumika do
                                statystyki. Inny wiedział i wymienił tłumik zanim przyjechał na przegląd, punkt
                                dla jego bolidu".

                          • Gość: Poll Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.04, 22:10
                            Statystyki kwestionuje zawsze bez względu na to czy są po mojej, czy kogoś
                            innego, myśli. Gdybym ich nie kwestionował to np: nie powinienem nigdy nabyć
                            pojazdu w kolorze czerwonym bo statystycznie najczęściej ulegają wypadkom. To
                            tylko taki przykład.
                            • Gość: wredny Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.04, 00:12
                              Gość portalu: Poll napisał(a):

                              > Statystyki kwestionuje zawsze bez względu na to czy są po mojej, czy kogoś
                              > innego, myśli. Gdybym ich nie kwestionował to np: nie powinienem nigdy nabyć
                              > pojazdu w kolorze czerwonym bo statystycznie najczęściej ulegają wypadkom. To
                              > tylko taki przykład.

                              ble ble ble
                              Taki poglad prezentuja ci co nie potrafia korzystac z tych statystyk - dla was
                              wszystko jest tylko biale albo czarne
                              • Gość: Wampir Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.dip.t-dialin.net 26.06.04, 00:24
                                Cytat:
                                "Taki poglad prezentuja ci co nie potrafia korzystac z tych statystyk - dla was
                                wszystko jest tylko biale albo czarne".

                                Ja to rozumiem, ale chciałem tylko zwrócić uwagę, że samochód nie jeździ sam.
                                Jak już patrzymy na statystyki, niech będą one rzetelne, a nie tendencyjne.
                                Weźmy samochód z dołu listy ADAC i eksploatujmy prawidłowo. Potem weźmy
                                samochód ze szczytu i katujmy go niemiłosiernie. Wynik jest prosty do
                                przewidzenia. Faktem jest, że jest to ekstremalna sytuacja. Większość kierowców
                                jeździ podobnie, więc może te statystyki są jednak miarodajne. Cholera wie.


                          • Gość: Poll Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.04, 22:16
                            Dodam tylko że staystycznie nie wszystkie statystyki są nie po mojej myśli a
                            jednak ich nie toleruje.
                            Statystycznie prawie wszyscy Polacy jadą do USA w celach turystycznych, a
                            jednak.... . To też tylko taki przykład.
                            • Gość: Wampir Dobre IP: *.dip.t-dialin.net 25.06.04, 22:28
                              • Gość: wredny Re: Dobre IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.04, 00:17
                                Dobre bo w znanym stylu Wałęsy ,czyli byle co i nie na temat.
                            • Gość: wredny Re: Jak zwykle rzeczowo. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.04, 00:15
                              Gość portalu: Poll napisał(a):

                              > Statystycznie prawie wszyscy Polacy jadą do USA w celach turystycznych, a
                              > jednak.... . To też tylko taki przykład.

                              Przyklad - a niby czego ???
                              Nie statystycznie a formalnie.
            • Gość: zgryzliwy Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.06.04, 00:08
              Gość portalu: Wampir napisał(a):

              > Na 100 badanych samochodów:
              > - Toyota Corolla ma 5 awarii
              > - VW Golf ma 25 awarii
              >
              > Czyli co, Toyota jest lepsza o 400%?

              To tylko znaczy ,ze w tej samej ilosci sprawdzanych samochodow Golf mial (
              srednio )5 razy wiecej usterek ( albo o 4 razy wiecej) - i nic innego

              > Albo:
              > - zepsuło się 5% Corolli z ogólnej liczny 500.000, czyli 25.000 sztuk
              > - zepsuło się 10% Golfów z ogólnej liczby 5.000.000, czyli 500.000 sztuk
              >
              > Czyli:
              > - bezawaryjnych Corolli jest 475.000 sztuk
              > - bezawaryjnych Golfów jest 4.500.000 sztuk
              >
              > I co ty na to?

              Akurat to zadna informacja o usterkowosci ( ta druga czesc informacji).
              Jak sie podaje te dane w % to nie potrzeba juz wyliczac sztuk.
              Wiadomo chyba wszystkim ze 5% - to 5 ze 100 , 10 z 200 , 5000 z 100000 ....

              > A statystyki można ustawiać w dowolny sposób

              Nie sadze aby wiekszosc dala sie nabierac na tak pokretnie przedstawione dane.
              Chociaz wiem ,ze sa tacy co maja z % klopoty ,ale sami sa sobie winni.
        • Gość: Q Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.kon.tvknet.pl / *.tvknet.pl 23.06.04, 18:31
          Wampirku, odnośnie VW to masz racje i jej nie masz :))) w Polsce posiadanie tej
          marki nie jest żadna nobilitacja, a już posiadanie Skody całkowicie :))) Firmy
          biorą VW (diesle) ponieważ sa autami do owego wspomnianego "tłuczenia"... Mogę
          tutaj okazać sie przykładami firm... rzeczywiście, VW, wbrew obiegowej opinii
          nie są autami reprezentacyjnymi, od tego są takie marki jak Audi czy BMW,
          oczywiście od pewnych modeli. Sam uzywam golfa, ale służy jako auto firmowe, ma
          pracować, ma dojechać, nie byc finezyjne a ukute czyli wytrzymałe, na razie
          spełnia swoją funkcję. Podoba mi się podejście Niemców do
          motoryzacji: "jeździmy tym, co nasze", dbamy i serwisujemy samochody... w
          Polsce tego brakuje, może poza autami na gwarancji i firmowymi. Wcześniej
          eksploatowałem fiata (brava). Serwisowałem mojego fiata i dbałem o niego, dziś
          spokojnie służy rodzicom (bezawaryjnie). Co kupie po golfie, nie wiem, może
          (jak będzie mnie stać) passata (bo funkcjonalny i mocny). Nie jestem przekonany
          do aut francuskich (przykłady rodzinne są tragiczne w skutkach), o japońskich
          wiem niewiele...
        • edek40 Re: Awaryjność auta a właściciel 24.06.04, 11:25
          Niestety nie potrafie wypowiadac sie na temat rynku niemieckiego. Przytocze tylko jeden przyklad, ktory niewatpliwie przyczynil sie do poprawy jakosci i wyposazenia ludowozow niemieckich, ktore slynely z korbek przy szybach i szyberdachach nieomal w kazdej wersji wyposazenia. W latach 92-97 (lub 96) byla produkowana mazda 626 GE. Do spolki z honda accord przescignela w sprzedazy passaty i inne samozadowolone samochody niemieckie w tej klasie. Decydowala wysoka jakosc, znakomite wyposazenie seryjne oraz dynamiczna stylistyka przy zachowaniu rozsadnej ceny. Patriotyzm patriotyzmem... To byl piekny okres gdy japonczyki kupowali mlodzi ludzie, a niemieckie stateczni Niemcy. Dzis za uzywane mazdy i hondy placi sie podobne pieniadze jak za ludowozy z tego samego rocznika.
      • Gość: Kathrin Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.arcor-ip.net 24.06.04, 21:25
        nie ma to nic z patriotyzmem doczynienia.
        Jezdze juz trzecim VW: Passat, Golf 2, Golf obecnie Golf 4 z pelnym
        wyposazeniem i duza sila.
        Ta marka auta nie zawiodla mnie jeszcze, mimo roznych drog w Europie (takze i w
        Polsce)i roznego stylu jazdy: w Polsce - gaz i hamulec, na zachodzie troche
        inaczej. Servisow przegladowych nie robilam, bo wiedzialam, ze tymi autami bede
        dlugo jezdzic i to sie sprawdzalo. Mam zaufanie do tej marki aut.
    • Gość: Statystyk Re: Awaryjność auta a właściciel IP: 57.66.193.* 24.06.04, 17:12
      Gówno warte te raporty TUV. Dlaczego? Bo badają auto na przeglądzie na który
      klient przyjeżdża i nie wie, że ma dziurkę w tłumiku więc usterka tłumika do
      statystyki. Inny wiedział i wymienił tłumik zanim przyjechał na przegląd, punkt
      dla jego bolidu.
      Moje ponad 20 letnie doświadczenie z motoryzacją utwierdziło mnie, ze jak auto
      nie ma wady konstrukcyjnej to może być bezawaryjne. Taką wadę miała np. Syrena,
      w której wciąż pękały półosie. Dzisiejsze auta są międzynarodowe i po co tu się
      spierać. W niemieckich fabrykach pracują Turki i inne stwory, a części są od
      tych samych dostawców. Ostatnio jeżdżę fracuskimi pojazdami i nie narzekam.
      Jeżeli ktoś ma problemy z autem to najczęsciej z powodu niewłaściwego MECHANIKA
      lub własnej niewiedzy tj. eksploatacji pojazdu niezgodnie z jego przeznaczeniem.
      Rynek motoryzacyjny to walka, więc propaganda działa zwłaszcza niemiecka.
      Czytając AutoŚwiat zawsze testują droższe niemieckie z dużo tańszym francuskim
      czy japońskim i wygrywa niemieckie. MY POWINNIŚMY WYKAZYWAĆ NIEDORÓBKI A NIE
      BRONIĆ RÓŻNYCH MAREK ŻE SĄ NAJLEPSZE. CO NAM Z TEGO? ZAPŁACI CI VW ZA PIANIE,
      ŻE JEST NAJLEPSZY? CHYBA, ŻE SAM TYM HANDLUJESZ. MNIE NIE OBCHODZI ŻE KTOŚ
      SOBIE KUPI JAPOŃSKI A INNY NIEMIECKI. MNIE INTERESUJE CO MOŻE PAŚĆ W MOIM
      FRANCUSKIM I JAK TEMU ZARADZIĆ. Jak wiem co i kiedy wymienić to jest OK.
      Co z tego, że szybciej niż w innym mam przynajmniej coś nowego w starym aucie.
      • Gość: Wampir Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.dip.t-dialin.net 24.06.04, 17:37
        W sumie racja - mądrze napisane.

        Ja chciałem tylko zaznaczyć problem statystyk TUV, ADAC i innych. Jeśli już
        robimy statystyki, to kompleksowe. Przecież nie od dziś wiadomo, że auto nie
        jeździ samo. Kierowaca-samochód to nieodzowny tandem. Dla mnie (czytałem na tym
        forum) jak 10 ludzi mówi, że w Alfach nawalają korbowody, to już jest jakiś
        sygnał do zastanowienia. I raczej opinie tych niezadowolonych powinny być
        wiążące, bo opinia gościa, ktory mówi, że nic mu się nie psuje jest
        stwierdzeniem, że auto funkcjonuje normalnie. I tak do cholery ma być.
        Teoretycznie w samochodzie nie ma prawa się nic zepsuć po 100000 km. Jeśli coś
        się psuje - jest to wina koślawych rączek, które to montowały albo programowały
        komputery, albo złych materiałów.
        • Gość: Kathrin Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.arcor-ip.net 24.06.04, 21:43
          Kierowcy tez, zobacz jazde na polskich drogach i ich stan.
          Obojetnie jaka nawierzchnia na gaz sie cisnie, aby szybciej,
          a potem na hamulec. To jest jazda? Ile to kosztuje benzyny,
          nie mowiac o niszczeniu samochodu. A ten styl budowy drog z
          ruchen przeciwnym. Wyboje okropne z wysokim kraweznikiem nowej drogi,
          ale ludzie jada 80 i 100 na godz, auto rzecz nabyta, byle szybciej.
          Mnie plakac sie chcilo "meine heilige Blechle"na takie drogi wypuszczac!!!
      • Gość: Kathrin Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.arcor-ip.net 24.06.04, 21:58
        a franzuskie auta sa tylko przez Francuzow i wylacznie z franzuskich
        czesci albo podzespolow montowane?
        Nie siej paniki i nie pisz glupot.

        Twoj cytat:
        "W niemieckich fabrykach pracują Turki i inne stwory, a części są od
        > tych samych dostawców"

        Najpierw trzeba troche wiecej wiedziec i widziec o niemieckiej fabryce
        aut, zarowno jak i o niemieckiej jakosci. Jak sie nie ma zielonego pojecia
        nie powinno sie pisac takich dobrze po polsku bzdetach.
        • Gość: Statysyk Re: Awaryjność auta a właściciel IP: 57.66.193.* 28.06.04, 12:08
          A myślisz że nie wiem? Pracowalem w niemieckiej fabryce i wiem jak tam się
          pracuje. W stosunku do francuskiej fabryki czy nawet polskiej nie ma tam cudów.
          Ale cóż widocznie sprzedajesz niemieckie taczki i musisz ich bronić żeby
          poprawić image np Golfa. Co do części samochodowych to podam ci przykład co mi
          się kiedyś zepsuło we francuskim aucie - był to moduł zapłonowy niemiecki.
          W drugim francuskim aucie mam japońskie części a w japońskich widziałem
          francuskie więc powiedz mi na czym to się tak znasz? Nawet w Mercedesach są
          polskie części o czym ty znawca pewnie nie wiesz.
          Generalnie, jak ktoś się specjalizuje w amortyzatorach np Sachs czy Monroe to
          wszyscy u nich to zamawiają. Magneti Marelli robi świetne chociaż włoskie
          alternatory a Bosh common raile. Siemens elektronikę komputery i systemy
          sterowania silnikiem, i wiele wiele innych firm ulokowanych po całym świecie
          produkuje wiele części samochodowych. Jeżeli więc jakiś TUV chce mi wcisnąć
          ciemnotę, że w Toyotach amortyzatory są dobre a winnych złe choć jest to
          dokładnie ten sam typ i producent to wybacz ale ja w to nie wierzę.
          Pozdrawiam.
      • niknejm Re: Awaryjność auta a właściciel 25.06.04, 15:44
        Gość portalu: Statystyk napisał(a):

        > Gówno warte te raporty TUV. Dlaczego? Bo badają auto na przeglądzie na który
        > klient przyjeżdża i nie wie, że ma dziurkę w tłumiku więc usterka tłumika do
        > statystyki. Inny wiedział i wymienił tłumik zanim przyjechał na przegląd,
        > punkt dla jego bolidu.

        Tyle, że nie ma to wpływu na statystyki. Dlaczego? Bo dotyczy to dokładnie
        każdej marki i modelu. Jeśli więc widzę, że statystycznie Kia psuje się
        bardziej niz Toyota, to o czymś to świadczy.
        Choć prawda o BMW3 okupujacym doły statystyk TUV bardzo boli miłośników tej
        marki ;-)

        Pzdr
        Niknejm
      • Gość: wredny Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.04, 00:25
        Gość portalu: Statystyk napisał(a):

        > Gówno warte te raporty TUV. Dlaczego? Bo badają auto na przeglądzie na który
        > klient przyjeżdża i nie wie, że ma dziurkę w tłumiku więc usterka tłumika do
        > statystyki. Inny wiedział i wymienił tłumik zanim przyjechał na przegląd,
        > punkt dla jego bolidu.

        Miliony przebadanych samochodow i akurat te ktore stoja wyzej w tych
        statystykach sa naprawiane przed przegladami ????
        Pomysl zanim cos jeszcze napiszesz,albo udowodnij ,ze wlasciciele np.Toyot
        czesciej naprawiaja samochody przed tymi badaniami niz np. wlasciciele Fiatow.
        Inaczej wyjdzie na to ,ze jestes STATYSTYKIEM , ale chyba ..od cieplej wody.
        • Gość: Poll Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.04, 00:56
          Wredny chcesz to ufaj statystykom. Twoja sprawa. Ja jestem przykładem na
          statystyczną bzdure. Miałem kilka samochodów ze "środka" tabeli i wszystkie
          chodziły b. dobrze lub dobrze a jedyny samochód z samego "szczytu" tabeli nie
          nadawał sie do jazdy.
          Powiesz że miałem pechozola bo trafiłem na jedyny taki egz. innego wyjścia nie
          masz.
          Zebym chociaz raz tak trafił "6" w totka jak udało mi się trafić w pierd...ą
          toYote
          • Gość: wredny Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.04, 04:08
            Gość portalu: Poll napisał(a):

            > Ja jestem przykładem na
            > statystyczną bzdure. Miałem kilka samochodów ze "środka" tabeli i wszystkie
            > chodziły b. dobrze lub dobrze a jedyny samochód z samego "szczytu" tabeli nie
            > nadawał sie do jazdy.

            I to ma byc przyklad na "statystyczna bzdure" ?
            Jak ze statystyki wychodzi ,ze 3 na 100 sie psuje to ktos na te 3 samochody
            chyba musi trafic.
            Co w tym takiego bzdurnego ?

            > Powiesz że miałem pechozola bo trafiłem na jedyny taki egz. innego wyjścia
            > nie masz.

            Jakiego wyjscia , dlaczego ja i dlaczego jedyny?
            1% to 1 zepsuty na 100 , 10 na 1000 ......
            Takie sa fakty - ktos musial trafic - i zadna interpretacja tego nie zmieni.
            Co do pecha to fakt - ale wtedy inni maja wieksze szanse trafic na dobry -))
            Czy nalezysz do 1 % pechowcow czy do 99 % szczesciarzy nie ma wplywu na
            poprawnosc statystyki.

            > Zebym chociaz raz tak trafił "6" w totka jak udało mi się trafić w pierd...ą
            > toYote

            W totku trafic "6" masz szanse jak 1 do 13 mln (okolo) czyli trudniej niz
            Toyote z usterkami- pare na 100 sztuk - a jednak sa tacy co wygrywaja.

            > Wredny chcesz to ufaj statystykom. Twoja sprawa.

            Korzystanie ze statystyk to nie kwestia "ufania im" ,oczywiscie przy
            zalozeniu ,ze sa rzetelne - ale to inna bajka.
            To jest tylko informacja - tak jak kazda inna, ktora moze byc pomocna przy
            wyborze.
            Co innego jest negowanie takich badan.Wtedy trzeba umiec to udowodnic.
            No i wybacz ,ale majac do wyboru informacje z przebadanych milionow samochodow
            i Twoje dane o kilku wole posilkowac sie tymi pierwszymi - sa bardziej
            wiarygodne.
            • Gość: Poll Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.04, 10:56
              Może zle coś napisałem wiec napisze jaśniej.
              Moja toYota miała usterki które nie zostałyby uwzględnione przez żaden
              TUV,ADAC czy DECRE(opisałem je w innym wontku)a pojazd do jazdy na dłuższą
              trase sie nie nadawał. Z usterkami tymi zmagał sie cały sztab specjalistów
              toYoty i dał sobie rade dopiero po kilku podejściach. Usterki były poważne np:
              nagły brak reakcji na dodanie gazu szczególnie podczas wyprzedzania.
              Miałem równiez inny samochód który w/g TUV miałby poważną usterke i zostałby
              odnotowany w statystykach. Jedyną usterką tego samochodu były słabe opony.
              Żaden TUV czy inny nie uwględnia: bardzo utrudnionego odpalania pojazdu po
              deszczowej nocy, spalania paliwa wyższego o 2.5-3 l. od tego jakie notowałem
              przed awarją czy spalania oleju 1 litr/ 1000km gdy przed awarją spalał 90%
              mniej.
            • Gość: Poll Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.04, 01:18
              Statystycznie co dziesiąty Polak twierdzi,że Polska reprezentacja w piłce
              nożnej wejdzie do półfinału w Euro 2004. Czyżby to oznaczało, że mamy
              taka "bezawaryjną" drużyne? Czy może popełniono błąd podczas badania. A może
              wynik takiego badania można sobie przełożyć na własny język i zrobić z tego
              niezły spektakl?
        • Gość: Joasia Toyota a TÜV IP: *.dip.t-dialin.net 26.06.04, 11:39
          > Pomysl zanim cos jeszcze napiszesz,albo udowodnij ,ze wlasciciele np.Toyot
          > czesciej naprawiaja samochody przed tymi badaniami niz np. wlasciciele Fiatow.

          Ile lat gwarancji dawaja?
          Toyota - 3 lata
          Fiat - 2 lata
          niemieckie marki - dawaly 1 a teraz nie dawaja wogole gwarancji tylko rekojmie

          Dziwne ze Toyoty - i inne japonskie - wogole wykazuja auterki jako 3-letnie.
          • Gość: Poll Re: Toyota a TÜV IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.04, 01:29
            Może i masz troche racji bo mając japończyka i 3-letnią na niego gwarancje nie
            wzywa się ADAC ( to oni chyba przyjeżdżają do awrii) tylko holuje samochód do
            ASO żeby nie stracić gwarancji.
            • Gość: wredny Re: Toyota a TÜV IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.04, 11:32
              Gość portalu: Poll napisał(a):

              > Może i masz troche racji bo mając japończyka i 3-letnią na niego gwarancje
              nie
              > wzywa się ADAC ( to oni chyba przyjeżdżają do awrii) tylko holuje samochód do
              > ASO żeby nie stracić gwarancji.

              Inne maja 2 i 1 rok czyli roznica jest ale nie cale 3 lata.
              Co ze statystykami starszych niz 3 lata?
    • Gość: Wampir Re: Awaryjność auta a właściciel IP: *.dip.t-dialin.net 25.06.04, 11:34
      Sprostowanie:

      Nie wszyscy chyba zrozumieli moje stwierdzenie "nierównej jazdy". Nie miałem na
      myśli jazdy w korku lub w mieście typu gaz-hamulec itd., tylko jazdę na trasie,
      gdzie powiedzmy powinno się jechać ze stałą prędkością i trzymać gaz w jedej
      pozycji - spokojnie (jeśli warunki na drodze są niezmienne). Mój kolega jeździ
      jakoś dziwnie. Zamiast trzymać stałe obroty i prędkość - dodaje i popuszcza
      gaz - i tak co chwilę. Czyli, że auto wykonuje takie skoki, raz rwie do przodu,
      żeby za chwilę hamować silnikiem. Nie jest to przypadek odosobniony, niektórzy
      tak jeżdżą.
      • wowo5 Re: Awaryjność auta a właściciel 26.06.04, 04:06
        Nie wiem dlaczego wszyscy statystycznie i matematycznie uposledzeni podpieraja
        sie rynkiem niemieckim i z uporem maniaka probuja przekonac wszystkich, ze w
        Niemczech auta niemieckie maja wiecej awarii bo jest ich wiecej (klania sie
        matematyka na poziomie klasy 1 szkoly podstawowej). Argument jest tym bardziej
        glupi, ze np. w USA, gdzie aut japonskich jest kilka razy wiecej niz
        europejskich (w tym niemieckich) auta japonskie kroluja w statystykach
        niezawodnosci np. Consumer Reports i JD Power. Auta niemieckie wypadaja raczej
        kiepsko.
        • Gość: Wampir Odpowiem przykładem IP: *.dip.t-dialin.net 26.06.04, 11:40
          Nie sprzeczam się co do danych statystycznych, ale jedynie do sposobu ich
          przeprowadzania. Uważam, że do pełni statystycznej awaryjności brakuje danych
          kto jeździ poszczególnymi modelami. Ja uważam (a pogląd mój popieram naoczną
          obserwacją), że rynek niemiecki jest najbardziej miarodajny, ponieważ w
          Niemczech ludzie dbają o samochody. Do tego stan dróg jest bardzo w porządku,
          tak że usterki występujące w autach nie są wynikiem np. uprawiania rodea (jak w
          PL), ale są efektem słabości samochodu. Ale, tak jak wyżej wspomniałem,
          statystyki TUV czy ADAC są "suchymi" statystykami, aczkolwiek coś tam o autach
          mówią.

          Ty mówisz USA. Skądinąd wiem, że w USA auto japońskie jest autem popularnym, do
          tzw. "rozpierdolki". Jeśli zajmują czołowe miejsca w statystykach - chwała im
          za to, ja tego nie podważam. Ale kiedy moi kumple wyjechali do Miami i zrobili
          sobie wycieczkę do Nowego Orleanu świeżo zakupioną używaną Mazdą, a ta odmówiła
          im posłuszeństwa w połowie trasy - po prostu zostawili ją na poboczu i wynajęli
          następny wóz. Statystycznie więc ta Mazda była bezawaryjna. Myślę, że w Stanach
          większości zepsutych japończyków nie oddaje się do naprawy, tylko wyrzuca albo
          sprzedaje.
          • Gość: WK Re: Odpowiem przykładem IP: *.ig.pwr.wroc.pl 26.06.04, 15:30
            Wbrew Twojej opinii auta japońskie w USA wcale nie są tanie. Kiedyś tak było
            ale odkąd Japończycy wyrobili sobie dobrą markę podwyższyli ceny. Stąd
            historyjki o rzekomo nie naprawianych tylko porzucanych zepsutych samochodach
            japońskich w USA to zupełna fantazja.
            Można próbować udowodnić satystyczną istotność różnicy w sposobie użytkowania
            samochodów danej marki wynikającą z profilu populacji właścicieli danej marki,
            tylko że jest to raczej niewykonalne. "Po drodze" trzeba byłoby też udowodnić
            np, że młodszy, sprawnie i dynamicznie jeżdżący kierowca szybciej niszczy swój
            samochód niż starszy, który np. jeździ ze zbyt małymi prędkościami obrotowymi a
            w dodatku rzadziej. Prawda to? Wg mnie jest dokładnie odwrotnie.
            Analizy statystyczne o niezawodności z tak wielkiego rynku jak niemiecki lub
            amerykański (wielka próba losowa!) po prostu mówią prawdę o badanych wyrobach -
            samochodach. Przykre to ale prawdziwe: Japończycy pracują lepiej niż
            Europejczycy.
            A na horyzoncie jest już Korea a wkrótce potem Chiny.
            • Gość: Wampir Re: Odpowiem przykładem IP: *.dip.t-dialin.net 26.06.04, 16:37
              Wiesz co, muszę się zgodzic z tym, co napisałeś. Próba na tysiącach egzemplarzy
              jest jakąs wykładnią niezawodności. Ale posłużę się innym przykładem, może
              nieco z innej bajki. Gram na gitarze. Kiedyś zamówiłem sobie (1992 rok)
              Ibaneza, gitarę produkcji japońskiej. Rewelacja, precyzji i wykonanie. Dzisiaj,
              w dobie przeniesienia produkcji niektórych modeli do Korei czy Chin, powstaje
              niestety chłam, nie nadający się do niczego poza podpałką. Jeśli przeniesienie
              produkcji do kraju, gdzie siła nabywcza jest mniejsza, wiązałoby się ze
              zmniejszeniem tylko ceny, to w porządku. Ale w przypadku wspomnianych gitar
              również jakość wykonania drastycznie spadła. Więc może czasy aut trwałych i
              niezawodnych już minęły.
              Ostatnio widziałem w Niemczech taki obrazek: na światłach stał Golf I, na moje
              oko lata siedemdziesiąte - za kierownica jakaś babcia, stan idealny, lakier
              zero rdzy, kolor od nowości (teraz już się nie lakieruje w ten sposób). Czyli
              może eksploatacja ma wpływ na awaryjność, a z tego by z kolei wynikało, że 75%
              ludzi nie umie (bądź nie chce) prawidłowo dbać o samochód.
              • Gość: WK Re: Odpowiem przykładem IP: *.ig.pwr.wroc.pl 26.06.04, 17:56
                Współczesne samochody chyba jednak są trwalsze (cynkowanie blach) i bardziej
                niezawodne niż dawniej. Ale też bardzo wzrosły oczekiwania nabywców i
                zmniejszyła się ich wiedza o samochodzie. Wystarczy porównać instrukcje obsługi
                samochodu dzisiejszego i tego sprzed 15-30 lat. Instrukcja dzisiejsza sprowadza
                się do punktu: czerwona lampka -> dzwoń po serwis. Wspomaganie wszystkich
                mechanizmów też utrudnia kierowcy wyczucie pracy samochodu, którego konstrukcja
                jest za to lepiej chroniona przed błędami kierowców.
                Chyba największą sztuką jest zaprojektować taki samochód, który będzie w
                największym stopniu odporny na błędy kierowcy i serwisu i przez to niezawodny i
                trwały.
                • Gość: Wampir Jedno jest oczywiste. IP: *.dip.t-dialin.net 26.06.04, 23:51
                  Moje wrażenie jest takie. Na przełomie lat 70/80 na Zachodzie ludzie byli
                  relatywnie bogatsi. Była "żelazna kurtyna", była robota, był dobrobyt. Inni
                  byli biedni, Zachód był bogaty. Można było sobie pozwolić na dobrą produkcję,
                  jakość, odpowiednią cenę, itd.
                  Dzisiaj producent samochodu nie ma żadnego interesu w tym, aby jego auto było
                  niezawodne. Dlaczego? Z prostego powodu: bo zbankrutuje. Auta dzisiejsze są
                  obliczone na 5 lat eksploatacji - tylko po to, aby klient kupił nowe, najlepiej
                  tej samej marki. Stąd promocje, korzystne kredyty i upusty. I dlatego mój wujek
                  w Niemczech jeździ drugą Mazdą 626, którą niebawem wymieni na inną Mazdę, jakiś
                  najnowszy model średniej wysokiej klasy.

                  Zgodzę się, że dzisiejsze samochody są bardziej bezpieczne, ale od tego jest
                  postęp. Ale odnoszę wrażenie, że podzespoły mechaniczne produkowane i składane
                  są byle jak, z byle jakich materiałów, byle taniej. Oczywiście, ochrona przed
                  korozją jest lepsza, tak jak o niebo lepsza jest elektronika. Tylko elektroniką
                  ratują się współczesne samochody przed starymi dobrymi gratami. Nie
                  zapominajmy, że najważniejszą funkcją auta jest sprawnie jeździć, a rzeczą
                  drugorzędną jest wyczuwanie deszczu, przeszkód z tyłu i elektryczne otwieranie
                  schowków.

                  A elektronika może czasem zawieść. Oto przykłady:
                  - widziałem jak taksówkarz nie mógł otworzyć elektronicznie otwieranego
                  bagażnika w Mercedesie, w końcu rzucił bagaż na tylne siedzenie,
                  - co zrobić, jeśli zabraknie mocy w bateryjce pilota do otwierania drzwi
                  (najnowsza generacja zamków bez kluczyka)?
                  - fiksujące wycieraczki z powodu awarii czujnika deszczu,
                  - awaria ESP i lądowanie w rowie.

                  Tak tylko gdybam.
              • Gość: wredny Re: Odpowiem przykładem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.04, 11:40
                Gość portalu: Wampir napisał(a):

                > może eksploatacja ma wpływ na awaryjność, a z tego by z kolei wynikało, że
                > 75% ludzi nie umie (bądź nie chce) prawidłowo dbać o samochód.

                Pewnie , ze ma.Tylko dlaczego ma miec wplyw na samochody jednej marki a na inne
                nie???
                No i jezeli wszystkie - przecietnie - sa tak traktowane i przy tym jedne psuja
                sie mniej a inne wiecej to tym bardziej swiadczy o ich jakosci.
                • Gość: Wampir Re: Odpowiem przykładem IP: *.dip.t-dialin.net 28.06.04, 12:25
                  Tak, tak. Racja. Powoli to do mnie zaczyna docierać :)

                  Pozdrawiam
          • Gość: mgr Re: Odpowiem przykładem IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.06.04, 10:27
            Przepraszam ale: trzeba być chorym na głowę albo na pensji u Niemca, żeby takie
            głupoty wypisywać.
            • Gość: Wampir Re: Odpowiem przykładem IP: *.dip.t-dialin.net 27.06.04, 14:18
              Stary. Nie obrażam się o to, że nazwałeś mnie chorym na głowę. Na pensji u
              Niemca jestem chwilowo, bo w naszym kraju nikt jakoś nie chciał wykorzystać
              mojej znajomości 3 języków obcych i studiow wyższych.
              Przeczytałem twoje wcześniejsze posty - wynika z nich jedno. Jesteś fanem
              japońskiej technologii i japońskich samochodów. Nie neguję tego, ponieważ sam
              kiedyś byłem szczęśliwym posiadaczem Corolli XLi z 1993 roku i przyznam, że
              było to auto, do którego TUV nie mógł się przyczepić. I na takie auto cudowne
              państwo polskie nałożyło 14000 zł cła (!!!), podczas gdy ja kupiłem je za 5000
              DM, a relacja marki do złotówki wynosiła wtedy 1:2. To, i jeszcze inne
              doświadczenia z polskim kapitalizmem spowodowały, że porzuciłem jałmużnę
              u "Polaków" (celowo napisałem w cudzysłowie) i wybrałem edukację u Niemców.
              Każdy z nas ma jedno życie i szkoda marnować je na przepychanki z systemem w
              kraju, kiedy za jego granicami może być lepiej. To tytułem twojego wtrętu
              odnośnie "pensji u Niemca" (nie jest wysoka, zapewniam cię, ale jest stała i
              połączona z edukacją).
              Mogę coś powiedziec o rynku niemieckim "z pierwszej ręki". Ponieważ już ponad
              20 lat jeżdżę i okresowo przebywam w Niemczech, znam rynek motoryzacyjny bardzo
              dobrze. Nie tylko ze statystyk, ale z opinii użytkowników. Ekspansja japońskich
              aut zaczęła się na przełomie lat 80-90-tych. Udało się to Japończykom tylko ze
              względu na atrakcyjną cenę proponowaną za produkt równy, lub nawet
              przewyższający produkty niemieckie. Starlet, Corolla i Carina przodowały w
              statystykach przez lata. Ale kto kupował te samochody. Dolna półka dochodowa
              Niemców. Niejednokrotnie były to drugie samochody w rodzinie, pierwszymi
              pozostały wypasione Mercedesy i BMW.
              Dlaczego Japończyki odniosły sukces? Myślę, że ludzie byli już trochę znużeni
              prostotą wykonania i topornością wnętrza samochodów niemieckich. Nawet ja,
              będący na "pensji u Niemca":), zdecydowałem się na Corollę, a nie na Golfa, z
              powodu gustownego i dobrze wykonanego wnętrza. Po prostu załamałem się, jak
              zobaczyłem plastiki i kompozycję wnętrza w Golfie II za podobną cenę. Wybrałem
              Toyotę. Ale tak jak już pisałem, Polska zmusiła mnie do sprzedania Toyoty ze
              względu na wyśrubowane cło (pojechała na Ukrainę), w rezultacie czego kupiłem
              tego Golfa II i sprowadziłem do Polski (jeździ bezawaryjnie do dzisiaj).
              Pogański kraj, pogańskie obyczaje.

              Uważam, że każdy ma prawo do swoich poglądów. Nawet takich, które stwierdzają u
              innych chorobę głowy. Temat zaproponowany przeze mnie zwraca uwagę na rolę
              kierowcy, który ekspoatuje dany samochód. Szanuję statystyki, ale myślę, że nie
              uwzględniają one większości ważnych czynników. Są trochę "wodą na młyn" dla
              producentów zaczynających wciskać odbiorcom buble.

              Prawdziwy test dla samochodu to "przegonienie" go po 100.000 kilometrowej
              trasie. Tak, jak kiedyś bito w Polsce rekord na Fiacie 125p.

              Pozdrawiam
            • Gość: Wampir Suplement IP: *.dip.t-dialin.net 27.06.04, 16:14
              Cytat:

              "Druga Japonia
              400 mln euro kosztowała pierwsza fabryka Toyoty w Polsce. Od kwietnia 2002 r. z
              taśm w zakładzie w Wałbrzychu schodzi rocznie 550 tys. skrzyń biegów do
              najpopularniejszych europejskich modeli koncernu: yaris, corolla i avensis.
              Skrzynie eksportowane są do montowni Toyoty we Francji, Wielkiej Brytanii i
              Turcji. Fabryka zatrudnia 800 osób, ale stopniowo przyjmuje nowych ludzi, by na
              początku przyszłego roku w firmie pracowało 1700 osób. Pracownicy będą
              potrzebni przy produkcji silników benzynowych dla fabryki samochodów w Kolinie
              w Czechach, wspólnego przedsięwzięcia Toyoty i Citroëna. Polscy pracownicy
              fabryki w Wałbrzychu stopniowo przystosowują się do japońskiego systemu pracy.
              W ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy zgłosili 168 propozycji usprawnień w
              produkcji. Wszystkie zostały wprowadzone w życie. Japończycy są bardzo
              zadowoleni z jakości pracy w polskiej fabryce. W ciągu prawie dwóch lat
              działania fabryki w Wałbrzychu zwolniło się tylko 10 osób, wszystkie z powodów
              osobistych. Niedawno menedżerowie koncernu zdecydowali się zainwestować 170 mln
              euro w budowę fabryki w Jelczu-Laskowicach. Od stycznia 2005 r. będzie ona
              produkować 150 tys. dwulitrowych silników Diesla do modeli corolla i avensis."

              Trzymam kciuki, ale gdzie tu jest japońska precyzja? Moja Corolla była "made in
              Japan". Ciekawy jestem, czy teraz jakość Toyoty popsuje się przez takie
              umiejscowienie produkcji.

              Pozdrawiam
              • niknejm Re: Suplement 28.06.04, 10:48
                Gość portalu: Wampir napisał(a):

                > Ciekawy jestem, czy teraz jakość Toyoty popsuje się przez takie
                > umiejscowienie produkcji.

                Bywa różnie. Faktem jest, że serwisanci Hondy zawsze podkreślali pewną wyższość
                modeli Made in Japan. Choć nie zawsze znajdowało to swoje potwierdzenie w
                suchych liczbach.
                Fabryki w Japonii są mocno zrobotyzowane, a więc mniej zależne od błędów
                czynnika ludzkiego. Z kolei silniki Isuzu robione w Polsce są uważane za bardzo
                dobre (podobnie jak np. fotele z Groclinu, czy podzespoły firmy Delphi robione
                w PL).
                A my cieszmy się, że mimo braku dróg, kiepskiej infrastruktury, złodziejstwa i
                łapownictwa, ktoś jeszcze chce coś u nas produkować - jak Isuzu, Toyota czy
                Delphi.

                Pzdr
                Niknejm
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka