Jak co roku, bardziej z racji rodzinnej tradycji niż przywiązania do czegokolwiek związanego z szerszą tradycją, ruszam jutro rano w trasę.
Jadę z rana jak jeszcze ruch będzie niewielki, a potem dopiero wieczorem, jak będzie już znów luźniej.
Z tej okazji mam pytanie o wasz subiektywny ranking tego, jacy kierowcy najbardziej wkurwiają was w takie dni.
Mamy więc:
1. Śpieszącego się na cmentarz. Ten typ każdy zna. 100 w zabudowanym, 200 na ekspresówce, bo on się śpieszy na cmentarz. Najczęściej klasa średnia z wielkich miast, we w miarę nowych autach, jadąca na groby na wieś, skąd ich ród.
2. 60 lat doświadczenia za kółkiem. Oczy już nie te, refleks już nie ten, słuch? A MOŻE PAN GŁOŚNIEJ PANIE WŁADZO BO NIE SŁYSZĘ? Pierdoła, zapychacz, zamulacz ruchu. Mistrz niesygnalizowanego, nagłego manewru. Fragmentaryczna i mocno już demencją starczą przerzedzona, wiedza na temat przepisów.
3. Małżonka/junior, czyli przeciwieństwo osoby z punktu 2 - zero doświadczenia za kółkiem, bo zazwyczaj jeździ "Pan Domu", który akurat w ten dzień, po spotkaniu rodzinnym, dogorywa na siedzeniu pasażera. O dziwo skutek na drodze ten sam.
4. Ciota parkingowa. Choćby miejsca parkingowe przy cmentarzach były na wagę złota, on i tak w mniej niż dwóch się nie mieści. Przy tym ma tak duże auto, że z dużą dozą prawdopodobieństwa albo wysiadając ciebie drzwiami obije, albo wyjeżdżając swoją kolubryną zderzak przytrze.
5. Opisz :)