galtomone
14.02.24, 09:08
".... urzekła mnie Twoja historia".
turystyka.wp.pl/pojechala-pociagiem-z-polski-w-alpy-wszyscy-mnie-pytali-o-jedno-6995194288704064a
Tak z ciekawości czytam (mam jednak ciut bliżej) i pare rzeczy mi się nie składa by to nadal brzmiało tak różowo jak w artykule. Ale oczywiście jak ktoś chce, lubi (nie lubi autem) to żaden kłopot. Tyle, ze z art. wynika jakie to lekkie, łatwe i przyjemne...
Czy aby na pewno?
1. Wiem jak wygląda pakowanie się na tydzień na narty do auta. Gratów jest naprawdę sporo.
Sprzęt teoretycznie można wypożyczyć na miejscu, ale ja np. mam wąską stopę, kupiłem doskonałe buty kilka lat temu i jak mam spędzać na stoku z 5h (a czasem więcej) to chcę swoje. Wygniecione przez kogoś innego wkładki to dla mnie dyskomfort. Nie da się ukryć, że to też dodatkowy koszt (własne jest zawsze tańsze). No ale, Pani z Gdańska, może nie mieć, bo za wielu miejsc (chyba tylko jedno) w okolicy do jazdy nie mają.
2. Art brzmi fajnie, tyle, że trasę ma trochę za krótką. Pani jedzie z domu w Alpy jak sądzę?
Pakuje auto pod domem, wyjeżdżam koło 3 - 4 rano, późnym popołudniem jestem we Włoszech.
Trase Kato - Wiedeń - Kato ogarniam jednego dnia (ostatnio ciotkę wiozłem) Salzburg troche dalej. Z Gdańska na południe też się teraz już spoko jedzie i (wspomniany w artykule) nocleg po drodze też przecież wchodzi w grę.
Ale...
"W grudniu 2023 r. do międzynarodowych połączeń PKP Intercity dołączył nocny pociąg z Warszawy do Monachium w Niemczech. " z tym, że Pani mieszka w Gdańsku.
Czyli... najpierw z tymi wszystkimi gratami (a ciuchy na narty raczej się ma spakowane, choćby spodnie, bo podróżowanie w tym to żadna przyjemność) musi się dostać: A ze sa spore, to nie mówimy o małym plecaku. + graty dla dzieci, tych zawsze jest sporo, bo rzeczy często ma się x 2 (dwie pary spodni, dwie kurtki, itd...). Tego się naprawdę robi dużo do spakowania.
- z domu na dworzec w Gdańsku - tu raczej Boltem tego nie ogarnie... Ani miejskim autobusem chyba?
- z Gdańska do Wawy - pociąg jedzie 3 - 4h a pewnie dla bezpieczeństwa (opóźnienia) lepiej być w Wawie wcześniej
"Pociąg Chopin rusza z Warszawy Centralnej o godz. 19:23, do Salzburga dojeżdża następnego dnia o 7:44"
Powiedzmy, że jesteśmy w Wawie te godzinę wcześniej (ale chyba lepiej nawet ze 2 mieć zapasu) czyli 18:20, czyli wyjazd z Gdańska ok 14:00 + dojazd na dworzec, itd... więc właściwie od rana jest sie na nogach i tak, żeby to wszystko ogarnąć.
Przed 8:00 rano mamy dworzec w Salzburgu - HURA!!!
Tyle, że jak znam życie to tam na dworcu nie ma żadnych wyciągów narciarskich, więc znów... albo jakiś zbior kom (pytanie gdzie jest miejsce docelowe?) albo trzeba wypożyczyć auto na tydzień i nie może to być miejska popierdółka, bo bagaże gdzieś trzeba wieźć.
No i z Salzburga gdzieś juz normalnymi drogami dojechać, więc i tak jest się w okolicy środka dnia na miejscu
Zatem... wydaje mi sie to być (w podsumowaniu) dość droga impreza i droższa niż jazda "rodzinnym" autem + nocleg po drodze.
Mamy pot po dupie kapiący, bo troche latania z tymi tobołami, wsadzanie, wyciąganie, przekładanie, pilnowanie, itd.
"Ja bilety kupowałam na miesiąc przed wyjazdem i za całą naszą czwórkę zapłaciłam ok. 900 zł w jedną stronę. " [Wawa - Salzburg - a gdzie reszta? Taksówka w gdańsku, dojazd do Wawy, wypożyczenie auta w Austrii, zatankowanie auta w Austri, wypożyczenie sprzętu narciarskiego dla 4 osób].
To ok 130 - 140 litrów paliwa i zakładając spalanie ok 8l/100km daje to w ten kwocie zasięg ok 1600 km (do Salzburga z Gdańska jest niecałe 1200 km).
Tak więc... urzekła mnie ta historia, ale ja jednak wolę na narty autem. Buda na dach, graty do bagażnika, staje kiedy chcę, gdzie chcę i jeszcze mam frajdę z samej jazdy.
Mam wrażenie, że artykuł sporo pomija a rzeczywistość takiej podróży mocno koloruje i naciąga. Mogę się mylić, ale jakoś nie sądzę, że na miejsce człowiek dociera mniej zmęczony i jeszcze z kasą zaoszczędzona w kieszeni.