Dodaj do ulubionych

Życie na krawędzi.

09.09.25, 15:10
Trafiłem na takie zdjęcie w necie. Dania, lata 60.
W weekend gadałem z rodzicami, zanim ojciec kupil pierwsza syrenke. 1977. To przez 2 lata (4 i 5 rok zycia) jezdzilem z rodzicami na SHL 175, mały trypel siedział na kocu położonym na baku i trzymał sie kierownicy. Rodzicom sie przypomniało bo raz wetknąłem palca gdzie nie trzeba jak ojciec zawracał i mi trochę palca zgniotło i byl ryk.
Żeby bylo bezpiecznie to na glowie mialem plastikowy hełm z zestawu mały strażak.
Potem dostałem od ojca Simsona, 87r (chciałem video ale powiedział albo to albo skuter to sie długo nie zastanawialem). Jezdzilem nim bez kasku do konca. Nieraz na wycieczkę do Karpacza albo do Wrocławia. Nigdy w kasku bo nie bylo takiego obowiązku.
Że ruch byl mniejszy? No byl. Ale jak się wywaliłem (raz na Simsonie na plamie oleju, a raz na wsk wczesniej podczas jazdy terenowej spadłem z nasypu kolejowego) to ruch nie miał znaczenia.
I ten gość ze zdjęcia nawet nie wie jak wielkie ryzyko podjął, szaleniec, teraz w skandynawii byłoby ryzyko odebrania dzieci ;)
Obserwuj wątek
    • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 15:28
      Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze. Na śniadanie matka kroiła wiatr.
      ...
      Nikt nie narzekał.
      • trypel Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 15:52
        A wybrazasz sobie takie zdjęcie zrobione teraz w Danii?
        • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 15:56
          > A wybrazasz sobie takie zdjęcie zrobione teraz w Danii?

          Nie wiem, nie byłem nigdy w Danii. Ale w Holandii sobie wyobrażam.
          • trypel Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 16:00
            Dziecko? Bez kasku? Na ramie?
            Wozek ciągnięty ręką przez goscia na rowerze trzymającego druga kierownice i drugie dziecko?
            A to legalne jest? Bo u nas podobno maja wprowadzić obowiązkowe kaski.
            • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 16:02
              > A to legalne jest?

              Nie wiem czy to jest legalne. Napisałem tylko, że gdybym coś takiego zobaczył w Holandii, to by mnie to jakoś specjalnie nie zdziwiło.
          • galtomone Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 08:23
            vogon.jeltz napisał:

            > > A wybrazasz sobie takie zdjęcie zrobione teraz w Danii?

            I jeszcze jedno pytanie: czy to bylo przypadkiem zdorbione zdjecie i pokazywane z opisem i w jakims kontekscie czy moze jakos przygotowane/pozowane?
    • nousecomplaining Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 15:40
      Mam sąsiadkę, która codziennie rano jeździ po pieczywo na rowerze, trzymając w jednej ręce smycz, na której końcu biegnie pies (duuuży pies). Jak się jej kiedyś spytałem, czy nie boi się że ją gdzieś pociągnie i wywali, to powiedziała "No co ty, on dobrze wie, gdzie jedziemy" : )
      Z podobnej beczki - sąsiad w beskidzkiej wiosce (i nie jest jedyny taki) ciągle jeździ po okolicy w zestawie: on za kierownicą, żona na fotelu pasażera z przodu z dzieciakiem typu 3 lata na kolanach... Qrwa, no to już jest proszenie się o nieszczęście.
      • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 15:48
        > on za kierownicą, żona na fotelu pasażera z przodu z dzieciakiem typu 3 lata na kolanach

        Ile osób wejdzie do Smarta FortTwo? W Italii wchodzą - jak sama nazwa modelu wskazuje - cztery: ojciec-kierowca, matka-pasażerka z gówniakiem na kolanach i nastolatek w bagażniku.

        Fotelik dla niemowlaka? Po co, jak można wrzucić na tylne siedzenie gondolę od wózka z zawartością.

        W Chinach widziałem typa, który na skuterze wiózł dwoje dzieci w wiklinowych (chyba) koszach podwieszonych po obu stronach jak sakwy. To było dość rozczulające w sumie.
      • trypel Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 15:51
        Widać lubia zycie na krawedzi.
        Od 83 roku co roku jeździliśmy z rodzicami i I ich przyjaciółmi do Bułgarii. 4 dorosłych. 3 dzieci. 2 duze fiuty
        Dzieciaki zeby sie nie nudzić jechały zawsze w jednym. Najmniejszy (czyli ja bo najmlodszy) siedziałem okrakiem na tyłem do kierunku jazdy na tunelu środkowym. Graliśmy w karty, w gry planszowe i tak sobie jechaliśmy 2000 km.
        Teraz zycie na krawedzi to jak przez pomyłkę w starbacksie naleją zwykle mleko zamiast sojowego :)
        • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 15:58
          Weź jeszcze pod uwagę, że wtedy to nie miało znaczenia. Samochody nie zapewniały praktycznie żadnej ochrony, więc czy siedziałeś przypięty pasami w fotelu, czy okrakiem na tunelu tyłem do kierunku jazdy, w razie wypadku i tak byłeś trup.
          • trypel Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 16:04
            Troche przesadzasz. Raz rozwaliłem ojcu lade na zuku.
            Nic mi sie nie stalo. Poza opierdolem.
            Ojciec raz mnie wypadek na autostradzie do Wrocławia (zresztą od tamtej pory nia nie jezdzi) fiut skasowany, ojcu nic. Żebyś sie nie czepiał- ja wiem ze teraz sa bezpieczniejsze ale pisanie ze w razie wypadku trup jest dużym nadużyciem
            • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 16:14
              > Troche przesadzasz.

              Wiem, że przesadzam. Ojciec dachował Skodą stopiątką na autostradzie. Z przyczepą jechał. Nic mu się nie stało. Ja zaliczyłem dachowanie Kaszlakiem. Też wyszedłem bez draśnięcia.

              Ale ogólnie jak była czołówka czy boczne na dużej prędkości, to wielkich szans na przeżycie w Kredensie czy Ładzie nie było.
              • engine8t Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 20:31
                vogon.jeltz napisał:

                > > Troche przesadzasz.
                >
                > Wiem, że przesadzam. Ojciec dachował Skodą stopiątką na autostradzie. Z przycze
                > pą jechał. Nic mu się nie stało. Ja zaliczyłem dachowanie Kaszlakiem. Też wysze
                > dłem bez draśnięcia.
                >
                > Ale ogólnie jak była czołówka czy boczne na dużej prędkości, to wielkich szans
                > na przeżycie w Kredensie czy Ładzie nie było.

                W Maluchu mialo sie nogi na przednim zderzaku. Kazde walniecie w wolno poruszajcy sie pojazd z przodu konczylo sie chyba utrata nog a kazde dostanie od kogos w D konczylo sie utrata tesciwej - bo zwyl ta sie wciskalo na tylne siedzenie .
                • waga170 Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 20:38
                  engine8t napisał:

                  > W Maluchu mialo sie nogi na przednim zderzaku. Kazde walniecie w wolno porusz
                  > ajcy sie pojazd z przodu konczylo sie chyba utrata nog

                  Takie bez stref zgniotu wynalazki, pomijajac jakas Isette do ktorej wchodzilo sie z przodu, to byl pierwszy Fiat Multipla no i VW bus. W obu kolano kierowcy bylo od przeszkody oddzielone jedna blacha przed kolanem.
                  • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 23:26
                    > Takie bez stref zgniotu wynalazki, pomijajac jakas Isette do ktorej wchodzilo sie z przodu,
                    > to byl pierwszy Fiat Multipla no i VW bus.

                    Wszytkie japońskie vany z siedzeniem kierowcy nad/przed przednią osią: Mitsu L300, Toyota Hiace, Subaru Libero itd. itp.
                    • galtomone Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 09:25
                      vogon.jeltz napisał:

                      > > Takie bez stref zgniotu wynalazki, pomijajac jakas Isette do ktorej wchod
                      > zilo sie z przodu,
                      > > to byl pierwszy Fiat Multipla no i VW bus.
                      >
                      > Wszytkie japońskie vany z siedzeniem kierowcy nad/przed przednią osią: Mitsu L3
                      > 00, Toyota Hiace, Subaru Libero itd. itp.


                      Zawsze sie zastanawialem... co bedzie jak moja Previa w cos trafi przodem... :-)
                • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 23:23
                  > Kazde walniecie w wolno poruszajcy sie pojazd z przodu konczylo sie chyba utrata nog

                  Przecież nie napisałem, że w coś walnąłem.

                  Znasz to?
                  - Czym różni się pod względem bezpieczeństwa Maluch od Mercedesa?
                  - Niczym. W obu strefa zgniotu kończy się na silniku.
          • waga170 Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 17:19
            vogon.jeltz napisał:

            > Weź jeszcze pod uwagę, że wtedy to nie miało znaczenia. Samochody nie zapewniał
            > y praktycznie żadnej ochrony,

            To fakt. VW Garbus w ogole nie mial zadnyh pasow a oparcie siedzenia zeby usiasc z tylu po prostu odchylalo sie na zawiasie, bez zadnych zatrzaskow czy haczykow. Jak w cos pierdolneles to pasazer z tylu wpadal Ci na plecy z calym impetem. Moj mial przednia szybe jeszcze plaska, nie klejona tylko hartowana. A "deska" byla z blachy w kolorze nadwozia, o jakichs gabkach nikt nie slyszal.
        • nousecomplaining Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 16:09
          > Teraz zycie na krawedzi to jak przez pomyłkę w starbacksie naleją zwykle mleko zamiast sojowego
          I hear you, but still... Jeśli mówimy o zapewnieniu minimalnego bezpieczeństwa podczas jazdy autem, no to raczej nie jechałbyś teraz z dzieciakiem na kolanach? Wiem, że kiedyś pasów często nie było w autach, ale zaczęły być nie bez powodu. Kumpel kiedyś chojrakował, że w swoim transicie nie będzie zapinał pasów, ale jak se rozjebał twarz o deskę, to szybko zmienił zdanie.
          • trypel Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 16:14
            No wlasnie wszystkim sie tak zmieniło. Mi tez.
            Jeszcze 15 lat temu standardowo w zimie robiło się dzieciakom kulig za autem. Teraz to od razu policja by się zjawiła bo to śmiertelnie niebezpieczne przeciez :D

            Kurde nawet na nartach od 3 lat w kasku jeżdżę
            • nousecomplaining Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 17:09
              > Teraz to od razu policja by się zjawiła bo to śmiertelnie niebezpieczne przeciez :D
              No bo to jest niebezpieczne (czasem śmiertelnie).
              > Kurde nawet na nartach od 3 lat w kasku jeżdżę
              No i dobrze, bo jak jebniesz w coś głową, to raczej przeżyjesz.

              Wyczuwam coraz bardziej duszę prowokatora, niezależnie od tematu wątku : )
              • trypel Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 17:19
                Kulig jest niebezpieczny jak sie go robi bezmyślnie. Zrobiony z głową chyba nie jest bo my przeżyliśmy a chyba w latach 70-80 była to typowo zimowa rozrywka zwłaszcza na wsiach z traktorem.
                Oczywiście ze to prowokacja. Bo zobaczyłem fajne zdjęcie i pomyślałem ze teraz nie do pomyślenia. I dlaczego? Co się zmieniło w myśleniu ludzi ze jak byłem smarkiem to strupy z kolan mi w lecie nie znikały a teraz podrapane do krwi kolana to moze byc dramat na ulicy jeśli nie karetka :)
                • nousecomplaining Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 17:25
                  > Co się zmieniło w myśleniu ludzi
                  Nie wiem co się stało z tym myśleniem, ale wiem, że coś bardzo chujowego.
        • pies_w_studni Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 20:29
          Koniec lat 70' i połowa lat 80' to ok. 40 000 wypadków rocznie i ok. 6000 zabitych, obecnie ok. 20 000 wypadków i 1800 zabitych. Natężenie ruchu, ilość samochodów na drogach nieporównywalna. Tęsknisz za tamtymi czasami, chciałbyś ich powrotu? Nie wydaje mi się.
          • trypel Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 21:09
            Do czasów? W życiu. Do tamtego myślenia?Tak.
            W tym roku po raz kolejny nie widzialem młodych na motocyklach. 90% jeżdżących trudniejsze technicznie trasy to 50+.
            Jakos myśmy lubili albo akceptowali ryzyko jesli byl fun. Współczesna rosyjska ruletka to - mam w torbie 6 ciastek, jedno jest z glutenem...
        • galtomone Inna perspektywa? xD 10.09.25, 09:01
          trypel napisał:

          > Widać lubia zycie na krawedzi.


          Widac czesc nie ma innej opcji a czesc jest wolniej myslaca.

          Cudow nie ma, jak cos sie jednak wydarzy to bedzie placz i "ze tez mnie sie nie chcialo... zapic fotelika, zapiac pasa, jechac na dwa razy...."

          > Od 83 roku co roku jeździliśmy z rodzicami i I ich przyjaciółmi do Bułgarii. 4
          > dorosłych. 3 dzieci. 2 duze fiuty
          > Dzieciaki zeby sie nie nudzić jechały zawsze w jednym. Najmniejszy (czyli ja bo
          > najmlodszy) siedziałem okrakiem na tyłem do kierunku jazdy na tunelu środkowym
          > . Graliśmy w karty, w gry planszowe i tak sobie jechaliśmy 2000 km.
          > Teraz zycie na krawedzi to jak przez pomyłkę w starbacksie naleją zwykle mleko
          > zamiast sojowego :)

          Pomijam kwestie prawne....

          Wiozlbys tak swoje dzieci?

          Pamietam jak raz siedzialem na tylnym siedzeniu (to byl chyba Opel Kadett C - srebdrny metallic z czarnym dachem) na srodku oczywiscie, zeby wiecej widziec... no i tak nie do konca oparty (bo maly bylem, wiec oparty chuja widzialem)... Ojciec musial mocno zahamowac...

          Przelecialem srodkiem i wpadlem gdzies pod deske rozdzielcza... Nawet nie wiem jak i kiedy... a wydawalo mi sie (starczy mowili, sadz z tylu, bo tak jest zle) ze przeciez jestem z obu stron oparty o siedzenia...

          Po tym przyadoku z tylu zostal zamontowany pas biodrowy (taki troche jak w samolocie). Juz mi sie tak fajnie nie siedzialo... i nigdy sie juz nie przydal....


          A z innych takich dziwnych zdarzen....

          Wraca stary do domu, blady...

          Mowi, ze auto rozbite... stal w korku bo gddzies "bokiem jechal" (dzis to sie nazywa A4 - wtedy to byla Aleja Gornoslaska -na wysokosci Kato) i gosc sie z tylu wjebal Transitem... 5 czy 6 aut rozbil... Nasze bylo przed ostatnie, wiec tyl troche znszczony, przod troche... Sie okaze jak bedzie z naprawa.

          Ale jak dopytujemy czemu taki blady... no to, najpierw ze te autoa co byly pierwsze w ktore trafil... to "srednio" to wygladalo... ale najgorsze...

          Wtedy byla "moda" na radia, ktore sie w calosci zabieralo do domu. Nie przedni panel tylko cale radio, bo kradli.
          Wiec i u nas byl uchwyt (jak walizka) zeby radio wyciagnac i zabrac...

          No i jak byl strzal w tyl... to to radio pieknie przelcialo tuz kolo glowy ojca, wybilo tylna szybe i wpadlo do auta za nami....

          Tak bylo kiedys bezpiecznie xD

          Inna perspektywa? xD

          I jak teraz o tym mysle....

          Aut bylo mniej na drogach, jezdzily wolniej... z parkingami latwiej a jednak...

          Moj mlody nigdy tak nie przelecial do przodu...
          TFU, TFU!!!!!
          W Avenis dodatelem strzal w tyl - ale radio nie raczylo wypasc, bo bylo czescia deski rozdzielczej.... i w sumie tyle.

          A staremu 4 auta rozbili - z tego 1 opisane wyzej a 3 pod blokiem, jak byl w domu - za to tez dosc konkretnie... Mimo, ze uliczka mala... no ale jak sie pijany uprze to da rade xD


          Wiec wtedy to bylo w chuj niebzpiecznie w zakresie zdarzen... teraz luz :-)
      • galtomone Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 08:45
        nousecomplaining napisał(a):

        > Z podobnej beczki - sąsiad w beskidzkiej wiosce (i nie jest jedyny taki) ciągle
        > jeździ po okolicy w zestawie: on za kierownicą, żona na fotelu pasażera z przo
        > du z dzieciakiem typu 3 lata na kolanach... Qrwa, no to już jest proszenie się
        > o nieszczęście.

        Dziedek tak jezdzil....
        Ojciec tak jezdzil....

        Tyle, ze oni nie mieli opcji zeby dostac w ryj poduszka nawet przy lekkiej stluczce....
        • trypel Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 08:49
          Mozna odłączyć poduszkę:)
          Albo kupic auto po stłuczce z juz wystrzelona :)
          Są rozwiązania

          Przy okazji - nie wiem jak teraz ale w vectrze B jak się nie miało pasów zapiętych to poduszka nie strzelała. Przekonałem sie podczas czołówki z pijanym Czechem
          • galtomone Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 09:28
            trypel napisał:

            > Mozna odłączyć poduszkę:)

            Taaa... i na pewno na wsi kazdy je co chwile wlacza i wylacza i wlacza i wylacza xD

            > Albo kupic auto po stłuczce z juz wystrzelona :)
            > Są rozwiązania

            Ale taniej kupic takie bez... pewnie w 500 zl sie czlowiek zmiesci... a do jazdy po wsi, to nawet ubezpieczac nie trzeba...

            Mozna tez zamiast auta kupic ciagnik rolniczy (co do wsi bardziej pasuje) a ludzi wiezc na wozie za....


            > Przy okazji - nie wiem jak teraz ale w vectrze B jak się nie miało pasów zapięt
            > ych to poduszka nie strzelała. Przekonałem sie podczas czołówki z pijanym Czech
            > em

            Nie wiem... Pewnie zalezy od auta, wieku, sytuacj...

            Jak pamietasz w Fordach poduszki zabijaly ludzi na postoju... pewnie siedzili w audie, glupio gadali i Ford w pewnym momencie mial dosc...
    • wislok1 Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 22:51
      W Bawarii rolnicy woza male dzieci w kabinach traktorow
      Ciary przechodza
      • wislok1 Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 22:53
        I to jest tam
        Powszechne
        • wislok1 Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 22:59
          Z drugiej strony kierowcy jezdza tam i w Austrii ostroznie...

          A jak tylko wjechalem do Czech w niedziele to
          .jazda na zderzaku..wyprzedzanie z lewej.totalne olewanie ograniczen predkosci.kompletne Manie w d... prawa
          I Zero strachu przed policja

          W DE i Austrii taka jazda to pewny Mandat punkty karne i wkrotce utrata prawka
          • wislok1 Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 23:01
            Wyprzedzanie z prawej
            • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 09.09.25, 23:28
              Wyprzedzanie z prawej jest normalne. To tylko w pojebanych krajach jest zakaz.
              • wislok1 Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 20:25
                Jest nienormalne, bo bardzo niebezpieczne dla wszystkich
                Dlatego w madrych krajach jest zabronione
                • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 20:41
                  Na drodze dwujezdniowej z 2+ pasami ruchu jest tak samo bezpieczne jak wyprzedzanie z lewej.
    • galtomone Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 08:22
      trypel napisał:

      > Trafiłem na takie zdjęcie w necie. Dania, lata 60.

      > I ten gość ze zdjęcia nawet nie wie jak wielkie ryzyko podjął, szaleniec, teraz
      > w skandynawii byłoby ryzyko odebrania dzieci ;)

      Ano szaleniec.
      Co by nie mowic, podejmowalismy w przeszlosci duzo bardziej ryzykowne dzialnia.

      Mam wrazenie, ze mielismy wtedy FALSZYWE/PRAWDZIWE poczycie bezpieczenstwa bo splywaly do nas (gazety/radio/tv) jednak ogranicozne ilosci wiadomosci.

      Ergo slyszales, ze jakies wojska gdzies tam, ze samolot spadl, ze bomba... ale o tym ze dziecko zginleo pod kolami, ktos sie spalil w aucie na drodze i inne dziesiatki takich zdarzen ktore sie wydarzaly.... to dla nas sie nie wydarzaly. A skoro sie nie wydarzaly to bylo bezpiecznie.

      Pomijam drobny fakt, ze Ty juz woziles swoje dzieci autem - dlaczego nie motocyklem? A Niby jaki inny kask mieli Ci zalozyc?

      Ze jezdziles bez kasku - ja tez... A teraz (A NINKT MI NIE KARZE: i na rowerze i na nartach) zawsze w kasku - wtedy czlowiem nie myslal... wtedy i tak nie mialem za bardzo czego na glowe zalozyc.

      Brat momej mamy byl chorugiem twardym wiec i na urazowce dyzurowal... teraz mam kumpla w tej samej branzy....

      Opowiscie z dyzurow absolutnie niczym sie nie roznica i kazdy nie byl i nie jest nudny a ilosc zdarzen, takze tych (byl debilem i dlatego do mnie trafil) 1:1 taka sama.

      A miedzy wspominanymi dyzurami minelo cirka 40 lat...

      Jedyna roznica to taka, ze Wujek opowiadal ze szczegolami, a kumpel pokazuje szczegoly na zdjeciahc w telefonie...


      Takze.... IMHO nic sie nie zmienilo, wtedy bylo tak samo niebezpiecznie i kto wie czy niektorych zdarzen nie bylo nawet wiecej... tylko sie o tym nie slyszalo, nie czytalo, nie dyskutowalo.


      Czy Twoj stary wyklocal sie dzien w dzien z jakims debilem z drugiego konca polski czy europy w sprawach polityki, ekonomii, motoryzacji....? FĄTPIĘ.

      Znaczy co... ludzi nie bylo? ;-)
      • trypel Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 09:06
        Woziłem dzieci motocyklem. Nawet zanim skończyły 7lat (od 7 mozna zgodnie z przepisami).
        Ale nie traktowałem tego jak zycie na krawedzi
        • galtomone Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 09:29
          Przez centrym Wroclawia i obwodnice, zeby dowiezc do przedszkola/szkoly nim jechales do pracy?
          • trypel Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 09:45
            Przez centrum Wrocławia na lody na rynek owszem :)
          • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 09:55
            > Przez centrym Wroclawia i obwodnice, zeby dowiezc do przedszkola/szkoly nim jechales do pracy?

            Zofia też wozi córkę na skuterze, też gdzieś od skończenia przez młodą 7 lat, może nawet wcześniej (jak tylko zaczęła nogami do podpórek sięgać). Co w tym dziwnego? Tutaj pełno dzieciaków tak jeździ. Nie przez centrum miasta, ale tu na wioskach wcale nie jest mniej niebezpiecznie.
            • trypel Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 10:07
              Włosi żyją na krawedzi :)
              Dlatego tak mi sie tam podoba.
              Ale juz w Niemczech to rzadkie, a w Polsce jeszcze bardziej.
              Kurde mi sie co poprzestawilo w mózgu. Idę w piatek na wesele. Z zestawienia gosci wiem ze ok 50% to będzie dość tradycyjna część naszego społeczeństwa wiec wczoraj na allegro zamówiłem sobie pina z tęczą na gajerek. Chyba brakuje mi mordobicia albo przynajmniej przyzwoitej awantury zanim te drony w nas pierdzielna
              • bigimax4 Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 11:28
                Skoro w piatek to zgaduje ze to nie katolicy
                Ale sama tecza zostala zawlaszczona od chrzescijan przez srodowisko pdf, ta twoja "prowokacja" moze zostac odebrana , ze jestes chrzescijanem wiec ze strony konserwatystow moze byc zero reakcji, no chyba ze sie bedziesz zabieral od tylu za wujka zenona, no to kto wie


                Ksiega rodzaju
                Tęcza między mną a ziemią będzie znakiem przymierza między mną a wami i między wszystkimi istotami żyjącymi, które są z wami” (Rdz 9, 12-13). W ten sposób tęcza wskazuje, że Bóg chce utrzymać więź z swoją stworzoną rzeczywistością i chronić ją przed zagładą.
                • trypel Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 12:00
                  Wlasnie połowa (no moze mniej, jakies 30 osob) to extrema rydzykowa
                  Czyli nie bedzie prowokacji? Nawet to że nie wejdę do kościoła i poczekam na zewnatrz nie pomoże?
                  • bigimax4 Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 12:19
                    Czyli nie bedzie prowokacji? Nawet to że nie wejdę do kościoła i poczekam na zewnatrz nie pomoże?


                    Wyjatkowo dziecinne zachowanie

                    Fuck around and find out
                    Takze moze sie doigrasz skoro tak bardzo tego pragniesz
                    • trypel Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 12:27
                      Do kościoła i tak bym nie wszedł. To nie moje klimaty i nie będę jako niewierzący robil z siebie idioty i bawił w czary mary
                      • galtomone Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 13:00
                        Moglbys wejsc z rozdzak Harry Pottera...
                    • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 13:32
                      > Fuck around and find out
                      > Takze moze sie doigrasz skoro tak bardzo tego pragniesz

                      O, kolejny religiant z napiętą żyłką, który dostaje wzmożenia jak tylko ktoś zahaczy o jego zabobony. Niczym nie różnisz się mentalnie od tych muslimskich kozojebców, na których tak nadajesz (może właśnie dlatego).
              • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 11:40
                Wepnij sobie tęczę obok rybki, będą mieli totalny mindfuck.
                • trypel Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 11:58
                  Kurde za późno. Nie dojdzie :)
            • galtomone Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 11:28
              vogon.jeltz napisał:

              > Co w tym dziwnego?

              Nic.

              To trypel twierdzi, ze KIEDYS to.... a TERAZ to...
              • trypel Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 12:02
                No teraz nie widuje za często (moze poza moimi pare raz w zyciu) dzieci na jednośladach, kulig ostatnio widzialem pare lat temu, a dziecka na ramie wiezionego przez rodzica płci dowolnej (o wózku nie wspomne) nie widzialem ze 25 lat.
                • trypel Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 12:04
                  Ale w sumie szczeniaki ktore chcą poszaleć maja teraz elektryczne hulajnogi. Czyli ci co chcą dalej maja szanse na zycie na krawedzi :)
                  Mój błąd- zapomniałem o hulajnogach i zmianie czasow
                  • galtomone Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 13:09
                    trypel napisał:

                    > Ale w sumie szczeniaki ktore chcą poszaleć maja teraz elektryczne hulajnogi. Cz
                    > yli ci co chcą dalej maja szanse na zycie na krawedzi :)
                    > Mój błąd- zapomniałem o hulajnogach i zmianie czasow
                    >

                    No widzisz... pwoeidzialbym ze sa na nich duzo blizej krawedzi niz wczesniej na rowerach - no chyba, ze ktos mial blisko duzo gore i mial chec najpierw na nich wjechac.

                    Pamietam taka jedna.... kuzn kiedys zjechal, stana i wtedy luzem wyciagnal kierownice z roweru bo sie wszystko rozkrecilo.... 10 - 15 s wczesniej by sie to rozpadlo i by sie zabil... na pelikanie
                    • trypel Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 13:36
                      I wlasnie pytanie do kolegi. Czy lepiej żałować ze sie nie spróbowało czy spróbować i żałować skutków jakby co :) ja zawsze wole opcje druga.
                      • galtomone Re: Życie na krawędzi. 11.09.25, 10:32
                        Troche jednak zalezy do skutkow...

                        Jakbys tak w wieku 16/17/18 lat dzieci sobie narobil to chyba bys jednak zalowal probowania xD
                • galtomone Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 13:02
                  trypel napisał:

                  > No teraz nie widuje za często (moze poza moimi pare raz w zyciu) dzieci na jedn
                  > ośladach, kulig ostatnio widzialem pare lat temu, a dziecka na ramie wiezionego
                  > przez rodzica płci dowolnej (o wózku nie wspomne) nie widzialem ze 25 lat.
                  >

                  Mze dlatego, ze teraz cala rodzina ma rowery a nie jeden na wszystkich i do tego zastepujacy auto?

                  Po chuj wozic dziecko na ramie skoro ma swoj rower/rowerek?
                  • wybitniemondry Re: Życie na krawędzi. 10.09.25, 15:22
                    galtomone napisał:
                    > Po chuj wozic dziecko na ramie skoro ma swoj rower/rowerek?

                    Żeby nie wjechało na swoim rowerku w autobus.
                    wiadomosci.gazeta.pl/polska/7,198073,32235098,pieciolatek-smiertelnie-potracony-przez-autobus-nowe-informacje.html
                    • galtomone Re: Życie na krawędzi. 11.09.25, 13:22
                      Od poczatku swiata (wtedy nawet bardziej) glupota i nieuwaga bywaly smiertelne.

                      Nie kazdy powinien miec dzieci
                      • trypel Re: Życie na krawędzi. 11.09.25, 15:12
                        Ostatnio czytałem ze ludzkosc wyszla z jaskin dzieki osobom neuroatypowym. Bo gdyby nie goście z ADHD to nigdy by sie człowiek nie odważył na większość nowych rzeczy, z natury człowiek nie lubi zmian.
                        A gdyby nie ludzie w spectrum autyzmu to człowiek by nie przetrwal bo oni pamiętali co mozna zjeść a od czego umarł zenek 40 księżycy wczesniej i byli hiperpstrozni z nowymi rzeczami.
                        • vogon.jeltz Re: Życie na krawędzi. 11.09.25, 16:11
                          > Ostatnio czytałem ze ludzkosc wyszla z jaskin dzieki osobom neuroatypowym.

                          Użycie terminu "neuroatypowość" jest w tym kontekście bez sensu. Nie wiemy, czy ludzie, u których dzisiaj zdiagnozowanoby np. ADHD nie stanowili większości w czasach prehistorycznych, przynajmniej w niektórych populacjach. A dzisiejsi "normalsi" (o ile w ogóle coś takiego istnieje, bo ponoć nie ma normalnych, są tylko niezdiagnozowani) wówczas nie byli "neuroatypowi".
    • galtomone Pogrzebalem z ciekawosci w eJaJach 10.09.25, 08:41
      Zeby sie czegos wiecej dowiedziec...

      "Zdjęcie, które przesłałeś, zostało wykonane w Danii w marcu 1954 roku. Przedstawia ojca z dwójką dzieci, należących do rodziny Svendsen, podczas codziennej przejażdżki rowerem. Zdjęcie jest dostępne w archiwach stockowych pod hasłami "Day in the life of the family Svendsen" i "Family riding on bicycles". Chociaż konkretne nazwisko fotografa nie jest podane w wynikach wyszukiwania, zdjęcie jest znane z ukazania codziennego życia i kultury rowerowej w Danii w tamtym okresie."

      "Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, w latach 50. XX wieku w Danii nie obowiązywały tak restrykcyjne przepisy dotyczące transportu dzieci na rowerach, a kultura rowerowa dopiero się rozwijała po okresie fascynacji samochodami. Zdjęcie z 1954 roku przedstawia typowy dla tamtych czasów sposób poruszania się.

      Obecnie jazda z dziećmi na rowerach jest nadal powszechna, jednak wygląda inaczej ze względu na zmiany w infrastrukturze i dostępność nowych rozwiązań. Duńczycy mają teraz do dyspozycji szerokie, bezpieczne ścieżki rowerowe, a do przewozu dzieci używa się specjalnych fotelików, przyczepek lub rowerów typu "cargo bike" (rowery towarowe z dużą skrzynią z przodu)."

      Zatem troche jak pisalem - wtedy to nie byla opcja... wiezc w foteliku i kasku czy nie, bo to przesada, bo kaskow, fotelokow, itp po prostu nie bylo.

      "Po latach 50. XX wieku duńska kultura rowerowa odrodziła się po okresie dominacji samochodów. Spadek popularności rowerów był spowodowany powojennym boomem motoryzacyjnym, ale protesty społeczne, kryzys naftowy w latach 70. i rosnące problemy z zanieczyszczeniem i wypadkami drogowymi skłoniły władze do ponownego inwestowania w infrastrukturę rowerową. Efektem są dziś bardzo szerokie i bezpieczne ścieżki rowerowe, które są oddzielone od ruchu samochodowego.

      Zmiany w transporcie dzieci na rowerach:

      Lata 50. i wcześniej: Przewożenie dzieci często odbywało się tak, jak na zdjęciu - na ramie roweru, w fotelikach mocowanych na bagażniku lub w wózkach doczepionych do roweru. Były to improwizowane rozwiązania, dostosowane do ówczesnych realiów i braku specjalistycznej infrastruktury.

      Współcześnie: Chociaż przewożenie dzieci w fotelikach jest nadal popularne, dominują specjalistyczne, bezpieczne rozwiązania. W Danii bardzo popularne są tzw. "cargo bikes", czyli rowery towarowe z dużą skrzynią z przodu, w której można przewozić kilkoro dzieci w sposób bezpieczny, często z pasami bezpieczeństwa. Przepisy stanowią, że dorosły (powyżej 15 lat) może przewozić maksymalnie dwoje dzieci w odpowiednio przystosowanych fotelikach, jednak nie ma obowiązku noszenia kasku. Mimo to, 80% duńskich dzieci używa kasków, co świadczy o wysokiej świadomości bezpieczeństwa."

      Wiele sie w sumie nie zmienilo... - jest wygodniej i bezpieczniej przy okazji (nawet bez dzieci prowadzenie roweru jedna reka jest srednio wygodne).
      • galtomone Re: Pogrzebalem z ciekawosci w eJaJach 10.09.25, 08:41
        Zapomnialem dodac
      • vogon.jeltz Re: Pogrzebalem z ciekawosci w eJaJach 10.09.25, 09:52
        > Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, w latach 50. XX wieku w Danii nie obowiązywały tak restrykcyjne przepisy

        Ba, jeszcze w latach 70. XX wieku grasował w Danii gang Olsena.
        • galtomone Re: Pogrzebalem z ciekawosci w eJaJach 10.09.25, 11:28
          Ech... to byl gang.... to byly czasy...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka