Dodaj do ulubionych

kogo wina?

IP: *.tkdami.pl 20.12.04, 23:13
W trakcie wyjeżdżania z podporządkowanej na główną przy skręcie w prawo nie zatrzymałem się. Widok z prawej strony miałem mocno ograniczony przez budynek stojący przy samej jezdni.Przed manewrem sprawdziłem czy nic nie nadjeżdża z lewej, ale z prawej dopiero jak już częściowo byłem na głównej drodze i wtedy właśnie z prawej strony uderzył we mnie Ford Transit, który jechał lewym pasem, bo omijał studzienki na drodze. Policja przyjechała i stwierdziła, że winny jestem ja, bo on był na głónwej i ja mu nie ustąpiłem pierwszeństwa przejazdu. Czy mieli rację?
Obserwuj wątek
    • polokokt Re: kogo wina? 20.12.04, 23:16
      mieli racje
      Pierwszenstwo ma ten na drodze glownej i Ty powinienes ustapic Mu pierwszenstwa
      obojtenie z ktorej strony i ktorym pasem nadjezdza. Inna kwestia jest czy on
      powinien zostac ukarany mandatem za jazde przez skrzyzowanie nie po swoim pasie
      ruchu. Ale jesli chodzi o sama kolizje, to na pewno jests winny Ty :(
      Pozdrawiam
      • Gość: PROBLEM Re: kogo wina? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.04, 23:29
        polokokt napisał:

        > Inna kwestia jest czy on
        > powinien zostac ukarany mandatem za jazde przez skrzyzowanie nie po swoim
        > pasie ruchu.

        nie po nie swoim ,ale po pasie do ruchu w przeciwnym kierunku i to jaszcze na
        skrzyzowaniu
        podobnie,jakby na prostej drodze ten z przeciwka wjechal Ci przed nos - chyba
        oczywiste ,ze tylko jego wina jezeli zrobi to w ostatnim momencie i nie ma
        czasu na reakcje
        no i pytanie ,czy rozpatrywanie pierwszenstwa na skrzyzowaniu nie dotyczy aby
        sytuacji kiedy tory jazdy sie przecinaja ??
    • Gość: PROBLEM Re: kogo wina? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.04, 23:19
      Trzeba bylo powiedziec ,ze jak skrecales to widziales go ,ale byl jeszcze na
      swoim pasie ,wiec wjechales a wtedy on zjechal na przeciwny pas.
      Swoja drogo ,chociaz trzeba przewidywac takich palantow ,to chyba nie ma
      obowiazku czekac ,az wszyscy z prawej opuszcza skrzyzowanie ,zeby skrecic w
      prawo.
    • Gość: tencoszukawsieci Re: kogo wina? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.04, 23:38
      Myślę że niekoniecznie. Stawiałbym conajmniej na współwinę obu kierowców.Policja często idzie na skróty byleby mieć jak najmniej roboty. Pogadaj z jakimś doświadczonym kierowcą i pokaż mu miejsce zdarzenia. Myślę że jego uwagi będą pomocne...jak postępować dalej.

      p.s.
      n.p. transit mógł właśnie "startować" z prawego chodnika a tu sytuacja się komplikuje.... no i główne pytanie: co ten samochód robił na "nie swoim" pasie???
    • Gość: hasgaliel kogo wina? IP: 212.244.64.* 21.12.04, 08:35
      dzięki za odpowiedzi i podpowiedzi.
      Ja sam nie czuję się bez winy, przecież powinienem sprawdzić prawą stronę.
      Tak sobie myślę, że policjanci zagadali mnie z tym pierwszeństwem i z regułą
      prawej ręki, przecież ja nie skręcałem w lewo, tylko w prawo, więc w stosunku
      do kogo miałbym stosować te zasady? Nie wiem tylko jak to jest z tą drogą
      główną, czy faktycznie nie ważne jest jak ktoś nią jedzie, zawsze mam ustąpić?
      dowiem się u jakiegoś prawnika i napiszę
      • Gość: Rycho Re: kogo wina? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 08:47
        >Nie wiem tylko jak to jest z tą drogą
        > główną, czy faktycznie nie ważne jest jak ktoś nią jedzie, zawsze mam ustąpić?
        <
        Zawsze masz ustąpić.
        • yagres Re: kogo wina? 21.12.04, 09:13
          Włączałaś sie do ruch z podporządkowanej na główną. Twoim obowiązkiem jest
          ustąpienie wszystkim kierującym znajdującym się na głównej niezależnie z której
          strony nadjeżdżają.

          W twoim przypadku zwyciężyła rutyna i przyzwyczajnie do sytuacji kiedy
          skręcając w prawo na skrzyzowaniu błędnie myślałeś, że pas będzie wolny. Tak
          jednak nie było.

          Analogicznie: po pierwsze, kiedy skręcasz w prawo musisz przecież ustapić
          przejścia pieszym przechodzącym po przejściu. Nie możesz zakładać, że nikt nie
          będzie akurat przechodził. Po drugie rozważ sytuację kiedy kiedy ten fort
          transit musiał po prostu zjechać na lewy (nie swój) pas jesdni po go do tego
          zmusiły warunki drogowe np. roboty drogowe na jego pasie. Nastapiło wtedy
          zwężenie jezdni i transit siłą rzeczy miał prawo jechać lewym pasem po z
          naprzeciwka nikt nie jechał.

          Takie rozumowanie nie zwalnia z faktu, że kierowca transita powinien dostać
          mandat za niezachowanie szczególnej ostrożności. Ale winny zdarzenia jesteś
          niestety ty.
          • Gość: tig Re: kogo wina? IP: *.wroc.bauer.pl / 195.94.215.* 21.12.04, 09:38
            trza sprawdzic czy tam nie bylo podwojnej ciaglej i przejscia dla pieszych ...
            jezeli bylo i byl po lewej stronie, to ma przekroczenie podwojnej ciaglej i
            wyprzedzanie przed przejsciem ...
            • polokokt Re: kogo wina? 21.12.04, 09:41
              i dostaje mandat za przekroczenie tej ciaglej linni a winnym kolizji jest nadal
              wyjezdzajacy z podporzadkowanej.
              • Gość: tig Re: kogo wina? IP: *.wroc.bauer.pl / 195.94.215.* 21.12.04, 11:33
                Wiem, ale tu juz mozna mysles o wspolwinie.
    • Gość: hasgaliel kogo wina? IP: 212.244.64.* 21.12.04, 10:48
      tam nie było żadnej lini, ani nawet oznakowania skrzyżowania. żeby uściślić
      rzecz się działa na terenie zamkniętego zakładu przemysłowego na drogach
      wewnętrznych.
      niestety dla mnie, całkowitą rację mają Ci, którzy piszą, że niezależnie od
      tego jak jechał samochód na głównej drodze, winę ponoszę ja. Konsultowałem to
      ze znajomymi brokerami ubezpieczeń samochodowych i prawnikami.
      Niestety, jak ktoś to napisał, rutyna wzięła górę. Pocieszam się jedynie, że na
      drodze publicznej takiego błędu pewnie bym nie popełnił.
      Życzę wszystkim więcej rozwagi niż ja wykazałem oraz Wesołych Świąt.
      • Gość: tencoszukawsieci Re: kogo wina? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.04, 11:17
        Na drogach wewnętrznych w zakładzie najczęściej obowiązują ograniczenia prędkości.Właśnie z tym powodów że często auto wyjeżdżające zza budynku ma ograniczoną widoczność.Nauczka z tego taka że na terenach o ograniczonej widoczności z duża ilością cofających lub pieszych należy jechać "pyrrr,pyrrr" a nie "wziuuutttttt".A ci od ubezpieczeń absolutnie nie mają racji... jeśli np cofa TIR z naczepą i powoli wysuwa tył to jak ktoś mu przydzwoni w tył czy bok to nie TIR ponosi całkowitą winę. Analogicznie jak okaże się że wysuwasz powoli przód a jeszcze nie możesz widzieć co się dzieje na drodze( auto ma określone gabaryty a kierowca określony kąt widzenia) to jak ktoś w jedzie w przod też ponosi winę.
    • Gość: marcin TWOJA IP: *.elblag.dialog.net.pl 21.12.04, 12:02
      przyczyna kolizji bylo nie ustapienie pierwszenstwa przejazdu nie ma czegos
      takiego jak wspolna wina wina za kolizje jest zawsze jednego a drugi uczestnik
      mogl co najwyzej sie przyczynic w jakim stopniu ale to orzekaja biegli nie
      policja
    • Gość: Siwy Re: kogo wina? IP: *.telia.com 21.12.04, 12:06
      .. polizaje maja racje,-WINA JEST TWOJA na 100% + VAT .
    • niknejm Re: kogo wina? 21.12.04, 12:46
      Wina Hasgaliela.

      Co do tego, że wolno 'wysuwać się' w celu uzyskania widoczności - to bzdura. KD
      mówi wyraźnie, że w takich przypadkach trzeba np. wysiąść i wyjrzeć lub
      zapewnic sobie czyjąś pomoc - nie wolno wyjeżdżać (nawet powolutku) na ślepo.

      Pzdr
      Niknejm
      • Gość: tig Re: kogo wina? IP: *.wroc.bauer.pl / 195.94.215.* 21.12.04, 12:52
        a w momencie kiedy bedziesz wracal do samochodu, jakis debil zacznie
        wyprzedzanie przez pasami i na podwojnej ciaglej ...

        dla mnie ta interpretacja jest niesluszna, bo wine powinien poniesc ten, ktory
        lamiac przepisy doprowadzil do kolizji.
        • niknejm Re: kogo wina? 21.12.04, 15:16
          Gość portalu: tig napisał(a):

          > a w momencie kiedy bedziesz wracal do samochodu, jakis debil zacznie
          > wyprzedzanie przez pasami i na podwojnej ciaglej ...

          I dlatego możliwą opcją jest zapewnienie sobie pomocy innej osoby. Zasada jest
          taka - nie widzisz, nie jedziesz. Koniec i kropka. A jak nie ustapisz
          pierwszeństwa przejazdu i dojdzie do kolizji - Twoja wina.

          > dla mnie ta interpretacja jest niesluszna, bo wine powinien poniesc ten, ktory
          > lamiac przepisy doprowadzil do kolizji.

          Czyli założycie wątku. Nie ustąpił pierwszństwa przejazdu.

          Pzdr
          Niknejm
      • Gość: tencoszukawsieci Re: kogo wina? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.04, 20:17
        niknejm napisał:

        > Wina Hasgaliela.

        Jak się nie znasz to lepiej poczytaj wątek. Szczególnie polecam TO JA.Nauczysz się czegoś, a nie bedzisz gadał głupoty.

        > Co do tego, że wolno 'wysuwać się' w celu uzyskania widoczności - to bzdura.

        Bzdura to takie twierdzenie. Podstawą jest zdrowy rozsądek... np. czasami za wjazd na skrzyżowanie na zielonym też można dostać mandat.

        >KD mówi wyraźnie, że w takich przypadkach trzeba np. wysiąść i wyjrzeć lub
        > zapewnic sobie czyjąś pomoc - nie wolno wyjeżdżać (nawet powolutku) na ślepo.

        A gdzie zasada ograniczonego zaufania? A twierdzenie że kierowca powinien tak prowadzić pojazd aby nie stwarzać zagrożenia dla innych. Takie wjeżdżanie na cofającego stwarza duże zagrożenie i utrudnianie ruchu.To obowiązuje wszystkich uczestników ruchu. A co sytuacją gdy ktoś z naprzeciwka idzie na czołowe bo źle ocenił prędkości i odległości? Czy to że mam pierwszeństwo pozwala mi wjechać w niego? Czy to JA mam zahamować aby umożliwić mu zmieszczenie się?

        >I dlatego możliwą opcją jest zapewnienie sobie pomocy innej osoby. Zasada jest
        >taka - nie widzisz, nie jedziesz. Koniec i kropka. A jak nie ustapisz
        >pierwszeństwa przejazdu i dojdzie do kolizji - Twoja wina.

        Na drogach należy być uprzejmym. Często trzeba pomóc komuś a nie być egoistą. Potem przez takie samolubne "pały" są korki i wypadki na drodze.W sądach wygrywa się mnóstwo spraw niby zgodnych z KD ale jak biegły ( mówię tu o prawdziwych rzetelnych biegłych) przeprowadzi analizę to okazuje się że wypadku można było uniknąć.Inny przykład to tzw wyłudzenia ubezpieczeniowe.

        > dla mnie ta interpretacja jest niesluszna, bo wine powinien poniesc ten, >ktory lamiac przepisy doprowadzil do kolizji.

        >Czyli założycie wątku. Nie ustąpił pierwszństwa przejazdu.

        Na zagadnienie wypadku czy stłuczki patrzy się całościowo i uwzględnia się wszystkie czynniki przyczyniające się do zdarzenia.Jak "przydzwonisz" w karetkę na kogutach i sygnałach wjeżdzającą na czerwonym to Ty ponosisz całkowitą winę a nie kierowca karetki bo wjechał na czerwonym.

        W tym konkretnym przypadku (hasgaliel)jest conajmniej współwina. A stopień jest jest zależny od prędkości i położenia pojazdów na skrzyżowaniu.Tylko że policja znalazła jelenia którego dał się obciążyć.
        • niknejm Re: kogo wina? 22.12.04, 14:54
          Gość portalu: tencoszukawsieci napisał(a):

          > A gdzie zasada ograniczonego zaufania?

          Owszem, kierowca powinien dołożyć wszelkich starań, żebby nie doszło do
          wypadku. Ale jeśli ktoś wyjeżdża z podporządkowanej i jest bum, to sorry - w
          praktyce policja i sąd uzna jego wyłączną winę. Inaczej możemy to sobie
          rozpatrywac w kategoriach moralnych, ale to ZUPEŁNIE inna kwestia. Zresztą sam
          autor wątku wykonał (jak sam napisał) rozeznanie i doszedł do tego samego
          wniosku.

          > W sądach wygrywa
          > się mnóstwo spraw niby zgodnych z KD ale jak biegły ( mówię tu o prawdziwych
          > rzetelnych biegłych) przeprowadzi analizę to okazuje się że wypadku można
          > było uniknąć.

          IMHO b. mała szansa, aby sąd uznał, że to nie założyciel wątku jest winien,
          albo że jest współwina. Ale oczywiście zawsze można próbować.

          > Jak "przydzwonisz" w karetkę na
          > kogutach i sygnałach wjeżdzającą na czerwonym to Ty ponosisz całkowitą winę a
          > nie kierowca karetki bo wjechał na czerwonym.

          Błąd! Z tego co wiem, praktyka orzecznictwa uznaje właśnie winę kierującego
          karetką w takim przypadku. Serio. Też mnie to zdziwiło, ale tak jest. No chyba,
          że drugi uczestnik kiolizji zrobił coś rażąco głupiego, albo był 'pod wpływem'.
          A na jakiej podstawie? Cytat z KD:
          "2. Kierujący pojazdem uprzywilejowanym może, pod warunkiem zachowania
          szczególnej ostrożności, nie stosować się do przepisów o ruchu pojazdów,
          zatrzymaniu i postoju oraz do znaków i sygnałów drogowych ".

          Zwróć uwagę na fragment "pod warunkiem zachowania szczególnej ostrożności".
          Jeśli było bum, to kierowca pojazdu uprzywilejowanego nie zachował tej
          ostrożności, czyli jest winny. Prawo to nie nauka ścisła niestety. Taka
          interpretacja obecnie obowiązuje w praktyce orzecznictwa i tyle.

          > W tym konkretnym przypadku (hasgaliel)jest conajmniej współwina.

          Fajnie. Ale Ty nie jesteś składem sędziowskim orzekającym w tej sprawie.

          Pzdr
          Niknejm
    • Gość: RF Re: kogo wina? IP: 57.66.193.* 21.12.04, 15:40
      Gość portalu: hasgaliel napisał(a):
      "Tak sobie myślę, że policjanci zagadali mnie z tym pierwszeństwem i z regułą
      prawej ręki, przecież ja nie skręcałem w lewo, tylko w prawo, więc w stosunku
      do kogo miałbym stosować te zasady?"

      Ręce opadają kto jeździ po drogach, Telewizji Polska nadawaj zasady ruch
      drogowego 5 godzim dzennie!
    • Gość: TO JA Powinniscie sie tylko cieszyc. IP: *.honeywell.com 21.12.04, 16:56
      Ze zyjecie w jedynym kraju na swiecie gdzie mozna jechac na skrzyzowaniu pod
      prad omijajac studzienki (z dbalosci o zawieszenie)i pjerdolnac w kogos a
      policja powie ze wina byla tego kogos. Na tej zasadzie mozna jechac pod prad na
      kazdym skrzyzowaniu, na przyklad omijajac samochody stojace na czerwonym albo
      przepuszczajace pieszego. Raj dla kierowcow.
      • niknejm Re: Powinniscie sie tylko cieszyc. 22.12.04, 14:56
        W/g mnie w kategoriach moralnych jest współwina. Ale policja i sąd w 99%
        przypadków uzna winę wyłączną wyjeżdżającego z podporządkowanej.

        Pzdr
        Niknejm
        • Gość: TO JA Pora na wyklad IP: *.honeywell.com 22.12.04, 16:26
          Kodeksy drogowe wszystkich krajow zabraniaja nie tylko wyprzedzania na
          skrzyzowaniu, ale nawet zmiany pasa. Przez skrzyzowanie musisz przejechac na
          tym pasie na ktorym do niego dojechales. Wiedza o tym nawet Murzyniaki w
          Zimbabwe. To jest wymyslone z pewnego powodu, mianowicie zeby Wam wszystkim
          ulatwic wlaczanie sie do ruchu. Wyjezdzajac z bocznej i skrecajac w prawo,
          robisz swoj manewr jak powiedzmy prawy pas glownej jest wolny, bez czekania az
          wszystkie pasy beda wolne. Jezeli ta glowna ktos jedzie drugim albo trzecim
          pasem i Ty skrecasz w pierwszy a on Ci przydzwonil bo zjechal na skrzyzowaniu
          na ten pierwszy, to on NARUSZYL PRZEPIS I SPOWODOWAL WYPADEK. Nie mowiac juz w
          ogole o przypadku jak w tym watku, ze ktos nie tylko zmienil pas po swojej
          stronie, ale przejechal na skrzyzowaniu na druga strone i jechal pod prad. To
          on naruszyl przepisy i on ponosi 100% odpowiedzialnosci za wypadek. Gdyby tak
          nie bylo, to rzeczywiscie moznaby jezdzic po skrzyzowaniach pod prad. Nie tak
          jak w tym przypadku omijajac studzienki, ale na przyklad omijajac samochod
          przepuszczajacy pieszego.
          Pozdrowienia.
          • niknejm Re: Pora na wyklad 22.12.04, 17:50
            A ja bym raczej postawił 50/50 - brak ustąpienia pierwszeństwa przejazdu też
            jest.

            Inna sprawa, że w tej sytuacji niemal pewne jest orzeczenie o wyłącznej winie
            założyciela wątku. Zwłaszcza jeśli drugi kierowca nie przyzna się do jazdy lewą
            stroną, co też jest możliwe.

            Pzdr
            Niknejm
            • Gość: TO JA Wspanialomyslnosc Niknejma. IP: *.honeywell.com 22.12.04, 18:10
              Niknejm dojezdza do ronda. Niknejm patrzy w lewo i widzi wolne. Niknejm wjezdza
              na rondo. Niknejm wali czolowo w samochod jadacy pod prad na rondzie. Niknejm
              wychodzi i mowi przepraszam, to moja wina, nie udzielilem Panu pierwszenstwa,
              byl Pan przeciez na rondzie.


              > Inna sprawa, że w tej sytuacji niemal pewne jest orzeczenie o wyłącznej winie
              > założyciela wątku. >


              Nie wiem skad ta pewnosc. Jego wina jest ZEROWA.


              Ps. Zgodnie z duchem interpretacji innych policjantow z innego watku sprzed
              dosc dawna, wypadek, majac miejsce na drodze glownej, oznacza ze autor watku w
              chwili wypadku tez byl na drodze glownej:)))
              • niknejm Re: Wspanialomyslnosc Niknejma. 23.12.04, 09:45
                Wiesz co? Masz rację. Przekonałeś mnie.

                Przy założeniu, że kierowca Forda nie ściemniał, że to założyciel wątku przy
                skręcie przekroczył oś jezdni.

                Pzdr
                Niknejm
                • Gość: hasgaliel Re: Wspanialomyslnosc Niknejma. IP: 212.244.64.* 23.12.04, 10:43
                  oczywiśćie, że tak mówił. Wg niego jechałem tak szybko, że wręcz wyrzuciło mnie
                  na jego pas. Na jezdni były jednak widoczne moje i jego ślady, z których było
                  widać, że ja nie wyjechałem poza oś jezdni, natomiast jego ślad ciągnął się na
                  długości jakichś 10 m po lewej stronie drogi. Tłumaczył się, że gwałtownie
                  hamował i go wyrzuciło na lewą stronę. No cóż, dziwne jest dla mnie, że zaczął
                  hamować zanim mógł mnie zobaczyć, gdyż ja wyjechałem zza budynku.
                  Oczywiście są to rozważania czysto teoretyczne, ponieważ i tak, zgodnie z
                  przepisami, winę za wypadek!!! ponoszę ja.
                • Gość: TO JA Re: Wspanialomyslnosc Niknejma. IP: *.honeywell.com 23.12.04, 16:46
                  Z pierwszego postu wynikalo ze zalozyciel watku, skrecajac w prawo, wjechal na
                  skrzyzowanie tylko czesciowo, z czego wniosek ze Ford byl po zlej stronie
                  drogi. Wedlug mnie to 100% winy Forda. Ale teraz mowa jest o jakims
                  przejezdzaniu przez os drogi przez zalozyciela watku itd. Slady hamowania i
                  potluczone szkielka zazwyczaj dokladnie wskazuja punkt zderzenia,
                  najistotniejsza rzecz w tym wszystkim. Z faktu ze zalozyciel watku dalej wierzy
                  w swoja wine wnioskuje ze ten punkt zderzenia byl jednak na osi, albo cos
                  podano nam nie tak. Moze nalezaloby autora przycisnac zeby wszystko wyspiewal?
                  Z reguly w takich sporach racje ma policjant. Pozdrowienia.
                  • Gość: hasgaliel Re: Wspanialomyslnosc Niknejma. IP: *.tkdami.pl 23.12.04, 23:19
                    tak, wierzę w swoją winę, ale nie dlatego, że coś ukryłem, że pozmieniałem fakty. Czuję się winny bo mogłem sprawdzić czy nic nie nadjeżdża z prawej strony, a tego nie zrobiłem i jeszcze jedno, sprawdziłem, że pod względem prawnym wina leży po mojej stronie i nie ważne są ślady hamowania ani rozbite szkła na drodze, ale do tych wniosków doszedłem po założeniu wątku na forum. Subiektywnie rzecz biorąc jestem na kierowcę Forda nieźle wk..ny bo to on przywalił we mnie na mojej połowie drogi, o czym świadczyły i ślady hamowania i rozbite szkła, które sam musiałem posprzątać, ale nic nie poradzę na takie a nie inne prawo.
                    Dzisiaj dostałem ekspertyzę uszkodzeń samochodu. Koszt naprawy 15 tys. zł i opinia ekserta, że samochód został uderzony od strony prawego reflektora przez środek aż do lewego reflektora. Żeby spowodować takie uszkodzenia musiałbym całym samochodem przekorczyć oś jezdni lub Ford musiał jechać lewym pasem jezdni. I co? I nic nie mogę zrobić! To jest dopiero prawo, nie?
                    • Gość: TO JA Miej zawsze troche wazeliny w kieszeni IP: *.honeywell.com 23.12.04, 23:50
                      Bedziesz przygotowany jak nastepnym razem ktos bedzie chcial cie zalatwic bez
                      mydla.
                      A jak wchodzisz na schody to zawsze sprawdzaj czy nie sa podpilowane. Bo jak
                      kiedys beda i sie spjerdolisz, to nie bedzie wina tego co podpilowal tylko
                      twoja, bo mogles sprawdzic a tego nie uczyniles. Powodzenia.
          • Gość: PROBLEM Re: Pora na wyklad IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.12.04, 18:15
            Wlasnie.

            " jak już częściowo byłem na głównej drodze i wtedy właśnie z prawej strony
            uderzył we mnie Ford Transit.."

            Z tego opisu wynika ,ze trafili sie na skrzyzowaniu a nie dalej ,czyli Ford
            jechal sobie przez skrzyzowanie pod prad.Jak mozna twierdzic ,ze kierowca Forda
            nie byl conajmniej wspolwinny.Poza tym juz widze jak kazdy w takiej sytuacji
            nie skreca ,tylko co...czeka nie wiadomo na co ,bo jakis baran moze wyjechac
            lewym pasem.Przeciez tak nie daloby sie przejechac zadnego skrzyzowania.
            Tak samo z interpretacja pierwszenstwa pomiedzy autorem i tymi wyjezdzajacymi (
            w tym przypadku) z prawej strony.Wydaje mi sie - ale nie bede sie upieral - ,ze
            ustala sie je pomiedzy nimi tylko wtedy gdyby ich tory jazdy mialyby ze soba
            kolidowac bo inaczej nie ma takiej potrzeby.Mial wolny tor jazdy ,nikomu nie
            musial ustepowac to mogl jechac.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka